« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

www.smyki.pl
 
 
jasiek
                                                    
                                           Kto by pomyślał...
                                                      ...że moje serce będzie miało rumiane policzki
    
BLOG JASIA...

 
                            
...I ZOSI:
                          Kto by pomyślał...
                                                 ...że moje serce będzie spacerowało gdzieś poza moim ciałem

Jasia odwiedziło juz 145341 osób.


os.tu i teraz

 

 


2011-11-11
Zosia była pierwszy raz w kinie (Przygody Tintina)

2011-04-30
Kolejne ząbki pojawiły się stopniowo- prawa dolna trójka i górne czwórki

2010-12-08
Dwa kolejne ząbki- górne kły!

2010-12-07
Jedenasty ząbek- lewa dolna trójka.

2010-11-24
Dziesiąty ząbek- prawa dolna czwórka.

2010-11-22
Dziewiąty ząbek lewa dolna czwórka.

2010-11-10
Oparzenie Zosi... Pobyt w szpitalu do 23.11.2010. W tym czasie (16.11.2010) przeszczep skóry.

2010-11-02
Zosia chodzi!

2010-09-22
Ósmy ząbek- lewa górna dwójka

2010-09-15
Siódmy ząbek prawa dolna dwójka

2010-09-08
Szósty ząbek- prawa górna dwójka

2010-09-02
Piąty ząbek- lewa dolna dwójka

2010-08-27
Zosia potrafi chwilkę ustać bez podtrzymywania

2010-07-26
Zosia zaczęła nosić okularki

2010-05-24
Czwarty ząbek-prawa górna jedynka

2010-05-16
Trzeci ząbek- lewa górna jedynka

2010-05-14
Zosia zaczęła raczkować

2010-05-02
Zosia po raz pierwszy była na basenie

2010-04-15
Drugi ząbek- prawa dolna jedynka

2010-04-13
tatata- z ust Zosi

2010-04-10
Pierwszy ząbek Zosi- lewa dolna jedynka

2010-04-10
Chrzest Zosi

2010-03-09
Zosia obróciła się z plecków na brzuszek!

2010-02-05
Zosia obraca się na boczki

2010-02-01
mamama- z ust Zosi

2009-08-24
O godzinie 11:50 urodziła się Zosia

2008-05-01
Od lutego do maja uzupełniłem uzębienie o cztery piątki. Mam już komplet mleczaków!

2007-08-25
Jesteśmy bogatsi o dwa górne kły

2007-08-15
Wybił się drugi kieł- lewa dolna trójka

2007-07-15
Powitaliśmy prawą dolną trójkę

2007-06-09
12 ząbek- prawa górna czwórka!

2007-05-24
11 ząbek- lewa dolna czwórka!

2007-05-05
Odkryliśmy całkiem okazałą lewą górną czwórkę! Musiała cichaczem wykluć się kilka dobrych dni temu!

2007-05-01
9 ząbek- prawa dolna czwórka!

2007-04-03
Pierwsze strzyżenie!

2007-03-30
Ósmy ząbek- lewa górna dwójka!

2007-02-06
Siódmy ząbek-prawa górna dwójka!

2006-12-08
Postawiłem swoje pierwsze samodzielne kroki! Mam 9m-cy i 3 tyg!

2006-12-04
Powiedziałem najważniejsze słowo w życiu małego człowieka: MAMA!

2006-12-03
Szósty ząbek! Prawa dolna dwójka :)

2006-12-01
Potrafię chwilunię ustać bez podtrzymywania!

2006-11-11
Piąty ząbek! Lewa dolna dwójka :)

2006-11-01
Czwarty ząbek! Lewa górnajedynka. Już wyglądam jak króliczek!

2006-10-30
Trzeci ząbek- prawa górna jedynka!

2006-10-08
Zacząłem raczkować!

2006-09-06
Wybił się pierwszy ząbek! W wersji bonusowej: dwa dolne siekacze na raz!

2006-07-13
Zacząłem pełzać!

2006-07-01
Byłem na basenie!

2006-06-30
Wyćwiczyłem już przewroty na prawy boczek!

2006-06-27
Przewróciłem się z plecków na brzuszek!

2006-06-20
Przewracam się sam na lewy boczek!

2006-06-16
Moja pierwsza burza w życiu. Nawet powieka mi nie drgnęła, tak słodko spałem.

2006-06-15
Dzisiaj pierwszy raz spróbowałem jak smakuje coś innego niż mleczko. Mama dała mi marchewkę i jabłko. Dziwne..

2006-06-03
Chrzest Święty. Rodzicami chrzestnymi zostali: Renia i Łukasz.

2006-02-15
O godz. 10:30 przyszedłem na świat. I tak już zostałem.

2002-06-08
Ślub rodziców

2000-11-21
Tata oświadczył się mamie (po 10 latach). Zrobił to w Wenecji, to się zgodziła :)

1975-05-08
Urodziła się mamusia

1974-03-14
Urodził się tatuś


2007-09-24
Dom

2007-08-30
Cicho! -z paluszkiem na ustach :)

2007-07-07
Brrrum, brrrum (z wyraźnym warkotem)!

2007-06-29
Bum bum

2007-05-30
Dzia-dzia, ku wielkiej uciesze rzeczonego!

2007-04-10
Ba! =bach -zawsze gdy coś upadnie!

2006-12-29
TATA!

2006-12-15
Da! (daj)

2006-12-04
MAMA! Najpiękniejsze co moje uszy kiedykolwiek słyszały :)

2006-09-26
baba

2006-06-24
,,He-niuuu"...Czyżby tajemniczy nieznajomy?

2006-06-23
,,Oui"...Uczę się francuskiego?

  Lilypie Kids Birthday tickers
Daisypath Happy Birthday tickers



Żółte szczęście i czerwony Pan
2011-12-04 22:27:00
Nie wiem kto się bardziej ucieszył-Jaś, czy my. Wszyscy na pewno pękamy z dumy. Synek zdał egzamin na 8 cup w Taekwon-do i otrzymał żółty pas. Tym bardziej byliśmy zaskoczeni, jak wyszedł po treningu trzy razy większy niż zwykle (tak mu duma pierś rozpierała) z żółtym pasem przewiązanym na doboku,bo spodziewaliśmy się , że po egzaminie, który miał w listopadzie zdobył 9 a nie 8 cup. A tu taka niespodzianka!


Poza tym szukam jakiegoś dobrego marszanda oraz miejsca na galerię. Zofia nie podziela bowiem Jasia zapału do sportu, całkowicie oddała się malarstwu.




Do pracowitych i zdolnych dzieci ( czyli moich :) między innymi) Mikołaj przychodzi w pierwszej kolejności! Dziś po południu ten pan z długa brodą, przyodziany w czerwoną szatę, zaszczycił nas swoją obecnością! Była wielka radość i przejęcie ogromne tą wizytą. Jaś jak z karabinu wyrzucił z siebie słowa wierszyka, Zosia dała buziaka Mikołajowi za prezent, Kubuś zauważył, że Mikołaj pod szatą ma dżinsy (!), a Antoś pewnie zastanawiał się o co cały ten raban :)



O wasze uśmiechy najmilsi!

Komentarzy: 4 (Komentarze)


Legoland
2011-09-29 22:11:00
Ile to razy myślimy, że gdybyśmy mogli się zanurzyć w górze pieniędzy, z której tryskałoby nieustannie źródło gotówki strumieniem wprost na nasze konto, to byśmy mogli rozwiązać wszystkie nasze problemy i bylibyśmy szczęśliwi. Choć wiemy, że to nie prawda, to mimo to czasem nachodzi nas taka tęsknota. Albo marzymy o tym by choć na dzień móc z powrotem być dzieckiem, nie martwić się o nic, poczuć niczym nie zmąconą beztroskę.
Nie otworzył się przede mną żaden Sezam, ale na jeden wspaniały dzień znów mogłam być dzieckiem. Przyjemność tego doświadczenia była porównywalna z wygraniem miliona w Lotto. Tak myślę, bo nie wygrałam nigdy miliona....
Ten jeden dzień spędziłam z Grzesiem i dziećmi ok 900km od domu, w kraju, którego mieszkańcy bardzo kochają dzieci. Jeden z nich wymyślił najlepsze klocki na świecie- klocki LEGO, a potem stworzył Legoland. I to tam, w Danii, dorośli mogą znów poczuć się dziećmi i przeżyć wspaniałą przygodę. A przyjemność obserwowania szczęśliwych twarzy własnych dzieci czyni ta przygodę podwójnie wspaniałą.










Na więcej fotek zapraszam do galerii (większość wklejona jest z datą listopadową). Nasza wycieczka nie byłaby możliwa gdyby nie pomoc naszych przyjaciół- Artka, Eweliny oraz ich dzieci- Emilki i Bartusia. Za to Wam serdecznie dziękujemy!

Komentarzy: 0 (Komentarze)


Tęcza
2011-09-20 11:56:00
Nasze dzieci pierwszy raz w życiu leciały samolotem. Jaś do końca twierdził, że nie wsiądzie do samolotu, bo się boi. Martwiliśmy się bardzo jak zniesie lot, niepotrzebnie. Zosia się bardzo postarała by pomóc braciszkowi w stresowej dla niego sytuacji. W połowie lotu do Londynu postanowiła, że chce do bum-bum i ciągnęła mnie do drzwi, żeby wysiąść. Bardzo źle reagowała na słowo " nie teraz". Do tego stopnia zle, że pilot rozważał międzylądowanie. Gdziekolwiek. Połowa pasażerów rozważała opuszczenie samolotu na zawsze podczas lądowania i w obawie o straty, które poniosłyby linie lotnicze, koniec końców dolecieliśmy do Londynu bez międzylądowań. Jaś widząc co Zosia wyprawia taktycznie siedział cicho i nie sprawiał żadnych problemów. Złoty chłopak!
 Dzięki Zosi chrzestnemu- Tomkowi i jego dziewczynie Karolinie poznaliśmy dużo pięknych miejsc i zabytków. Z lądu, wody i powietrza :) Byliśmy w Muzeum Histori Naturalnej - priorytetem była oczywiście wystawa dinozaurów, wokól naszych głów fruwały przepiękne kolorowe motyle na czasowej ich wystawie w wielkim namiocie obok muzeum. Płynęliśmy statkiem by oglądnąć Tower Bridge, wznieśliśmy się wysoko ponad miasto w kapsule London Eye, oglądaliśmy płaszczki, rekiny i - ku wielkiej radości Jasia- piranie w The London Aquarium. Widzieliśmy Pałac Buckingham, Big Bena, jeździliśmy metrem i autobusem piętrowym. I duuuuużo spacerowaliśmy. I w deszczu, i w słońcu. I koniecznie musieliśmy odwiedzić sklep z klockami lego. Jaś obłowił się w nowe konstrukcje z klocków a Zofia, jak to kobieta, w nowe ciuszki.
Zaraz po przylocie, dziadkowie podczas oglądania zdjęć pytają się wnuka:
-Co Ci się najbardziej podobało Jasiu w Londynie?
A jaś z wypiekami na twarzy i błyskiem w oku:
- Ten duży statek z ratownikami i z.... (tu nastąpiła cała litania wzbogacająca jego opis)... z klocków lego!

Minął już miesiąc, wreszcie miałam czas by usiąść i obrobić zdjęcia, na nowo przypomniały mi się pewne rzeczy. Pytam się Jasia:
-Co najbardziej zapamiętałeś z Londynu?
-Tęczę.
-Tęczę? A dlaczego właśnie ją?
-Bo ja pierwszy raz w życiu widziałem prawdziwą tęczę mamo.

Zdziwiłam się bardzo, nie miałam tej świadomości, że dotąd tylko na obrazkach ja oglądał. Znak przymierza. Pomost między niebem a ziemią. Może kiedyś synek ruszy w podróż życia i znajdzie garnek złota zakopany u jej końca?







Na resztę fotek zapraszam do galerii.



Komentarzy: 3 (Komentarze)


2 latka Zosi!
2011-08-24 14:02:00
Pewnie jestem jedyną matką, która promienieje jak widzi jak jej córka gryzie, drapie pazurami i głośno krzyczy, by dostać to, czego w danej chwili pragnie. Oczywiście nie daję jej przedmiotu pożądania, jeśli jest zakazany, ale uśmiecham się szeroko i daję czułego buziaka w jej rozczochrana główkę. Uwielbiam ją taką, bo wiem, że nie będzie pokornie szła przez życie. Jak mamusia... ;)
Dwa lata temu nic nie zapowiadało, że córeczka obdarzona będzie tak mocnym i nieugiętym charakterem. Cichutko potrafiła bawić się samiuteńka na swojej macie. Niepostrzeżenie urosły jej ząbki, wyostrzyły się pazurki, rozczochrał włos... Ach- wypiękniała jednym słowem!
Wiele radości z czerpania życia garściami Ci córeńko życzę!













Komentarzy: 0 (Komentarze)


O nawozie i kajaku
2011-08-11 8:27:00
Jak wiadomo, ziemia by była żyzna i urodzajna, musi być nawożona. Mamy w Polsce piękne lasy, o które musimy dbać byśmy mogli w ich cieniu wypoczywać przez długie lata. Nie mamy specjalnych nawozów, wywiezienie do lasu wiaderek pełnych dżdżownic też nie wchodziło w grę- jeszcze by się rozpełzły po aucie! Po krótkiej rodzinnej debacie postanowiliśmy wywieźć do lasu Zofię bez pampersów. Nie tylko nawoziła las wypadającymi z nogawek brązowymi bobkami, ale też obficie go nawadniała skutecznie walcząc z suszą i przeciwdziałając pożarom. Jako że specyficznym aromatem dobiegającym z okolic jej pupci odstraszała nie tylko komary, miałam trochę pracy w tym lesie przy czerpaniu wody z jeziora do miski i praniu jej spodenek. Tylko tary mi brakowało. W przerwach w praniu korzystałam wraz z resztą rodzinki z chłodnej wody w jeziorze Grzybno, przetrząsałam z Jasiem i Zosia leśne runo w poszukiwaniu barwiących na fioletowo buźki jagód i słodziutkich malinek.
Po długich spacerach ucinaliśmy sobie drzemki na pryczy.

A potem szliśmy na obiad:

... i na kajak:



Wieczorem odpoczywaliśmy w Kręgu Ognia. Nawet Zosia przesunęła swoją porę zasypiania i dzielnie wytrzymywała do późna, aż w lesie rozlegał się śpiew: -Ogniska już dogasa blask, braterski zwiążmy krąg. W wieczornej ciszy, w świetle gwiazd, ostatni uścisk rąk... Tylko Jaś czasem dawał za wygrana i usypiał zwinięty w kłębek w pokrowcu od gitary.




Tak było w lipcu, a w sierpniu...


Komentarzy: 1 (Komentarze)


Motylek
2011-07-01 22:41:00
Poczwarka

(wakacje 2010)
...i motylek:

(wakacje 2011).
Coraz mniej w niej bobaska, coraz więcej Małej Kobietki. Jestem zauroczona tą przemianą, która postępuje na moich oczach. Cudnie jest obserwować jak z kokonu wydostaje się kolorowy motylek.
Koraliki, czapeczki, buciki, torebeczki, bransoletki- być kobietą!
Zosia uważnie mnie obserwuje i usiłuje naśladować. Np. kreśli na kartce kredką świecową swoje arcydzieła, nagle odchyla lekko okulary i smaruje tą kredką sobie po powiece. Zakłada sobie mój zegarek na rączkę, wybiera spódniczki albo buciki, w które każe się ubierać.
Byliśmy pod koniec maja nad morzem, skorzystaliśmy z tego, że Zosia była z babcią w Klinice Okulistyki w Szczecinie na naświetlaniach oczek- stamtąd już było tak blisko do Niechorza, że postanowiliśmy kilka dni odpocząć i nawdychać się cennego jodu :)

Plażowaliśmy więc i zwiedzaliśmy okolicę, a wieczorami taplaliśmy się w hotelowym basenie.











Było miło i krótko. Ciepły piasek, pusta plaża przed sezonem, wędkarz zdradzający Jasiowi tajniki morskiego wędkowania, obowiązkowe wejście na latarnię morską, wycieczka do rezerwatu żubrów.
Przed nami natomiast odpoczynek w lesie nad jeziorem. Tradycyjnie już jedziemy na obóz harcerski. Bez prądu, bieżącej wody i innych cywilizacyjnych udogodnień. Szum drzew, stukot dzięcioła, nocna kąpiel w jeziorze po chwilach zadumy przy ognisku.
Doczekać się nie mogę.
Komentarzy: 0 (Komentarze)


Yeti
2011-04-16 22:31:00
Przez trzy miesiące żyłam w izolacji od świata, zamknięta w czterech ścianach, bez możliwości spacerów, z ograniczonym kontaktem z dziećmi. I wcale nie siedziałam za kratkami. Ale było prawie jak w więzieniu. Spędziłam ten czas nad książkami ucząc się do Bardzo Ważnego Egzaminu Specjalizacyjnego. Gdyby nie pomoc Zosi, to pewnie nie udałoby się mi go zdać...

Jeśli ktoś ma duży egzamin przed sobą, chętnie wypożyczę Zosię- na szczęście :)
Po długiej i wcale nie łatwej nauce następowało zwykle utrwalanie wiedzy:


Jasia książki bez obrazków tak nie "kręciły" jak Zosię. Synek postawił na ducha sportu. Ćwiczy zagorzale od kilku miesięcy Taekwondo.
Dziś po raz pierwszy w swoim nowym doboku (czyli specjalnym stroju do tej sztuki walki).

My- rodzice, jesteśmy pod wrażeniem autorytetu trenera. Ale o tym może innym razem.

Dziś po południu, zachęceni wiosennym słońcem, pojechaliśmy na Turniej św.Jerzego- w górki, gdzie biwakowali harcerze. Pomogliśmy nawet zbierać drewno na ognisko.








I wytropiliśmy wiosnę w lesie:



A to fotka zrobiona nam  przez Jasia:

Niestety nie doczekaliśmy się momentu, kiedy wszyscy wrócą z gry z lasu i nie mamy fotki z apelu. Ani z ogniska- bo musieliśmy wracać do domu gdyż najmłodsza dobitnie dawała w pewnym momencie znać o swoim zmęczeniu.
Niektórzy mieli po takiej wycieczce wilczy apetyt:


Na koniec jeszcze zaległe fotki z Jasia urodzin:

Tort z Batmanem



...i ze Spidermanem.

Wracając dziś autem z górek pokazuję Jasiowi Śnieżkę:
-Zobacz ile tam śniegu jeszcze leży.
-A żyje tam Yeti?
-Nie, tam nie ma Yeti.
-A czemu?
-Bo Yeti już nie żyje. Żył bardzo dawno temu.
-Wtedy jak żył Jezus?
-Tak
-Oooo, to kupę lat!

Komentarzy: 5 (Komentarze)


Don Juan
2011-02-14 22:33:00
 
Nigdy nie chodziłam do przedszkola, nie miałam więc szansy na to, by doświadczyć przedszkolnej miłości. Walentynki skłoniły mnie jednak do romantycznych przemyśleń. Na dodatek synek dziś mimochodem wspomniał, że jednemu z jego kolegów bardzo się Maja z przedszkola podoba. Nie mogłam nie wykorzystać okazji i nie pociągnąć synka bardziej za język:
-A tobie Jasiu, która koleżanka się najbardziej podoba?
-Nie wiem mamo...
-No pomyśl, na pewno jest jakaś...
-Mi to się one wszystkie podobają. Naprawdę!
Już dziś "im wszystkim" współczuję. Za 20 lat napiszę jak się rzeczy mają...

Don Juan we własnej osobie:


...czasem zwany też Spidermanem:


Córcia również potrafi mnie zaskoczyć. Wyciągam masło i serek z lodówki (zabierając się za kolację):
-Zosiu, mama robi kolację. Chcesz "am"?
Na to błyskotliwa córcia rzuciła autko na ziemię (tak, tak, niestety autko, nie lalę), popędziła do chlebaka, wyciągnęła połówkę chleba żytniego i ochoczo zabrała się do konsumpcji. Nie było mowy o tym, by go oddała i pozwoliła zrobić kanapki:


Szczęście nasze jest tak w braciszka zapatrzone, że potrafi robić brumbrum, udawać strzelanie z pistoletu (z klocków) itp, a lalki obrastają kurzem. Mają swoje 5 min przy rozpakowywaniu z pudełka, następnie 15min Jasiowej fascynacji nową zabawką (owszem- nakarmi synek i przewinie lalę, nawet do wózeczka odłoży) i tyle. Po 20 minutach zostają porzucone i zapomniane walają się po kontach. Ale kto by się tam przejmował takimi drobiazgami!


Komentarzy: 2 (Komentarze)


Dzień Babci i Greenpeace
2011-01-21 21:45:00
Jak byłam mała chciałam zostać krawcową. Moja babcia nią była. Spod jej maszyny wychodziły piękne sukienki, spódnice. Sama uszyła własnym córkom (w tym mojej mamie) sukienki do ślubu. Uwielbiałam u niej zostawać, jak mama szła do pracy. Mogłam ze ścinków materiału, igły i nitki tworzyć własne cuda krawieckie. Podpatrywać jak babcia kopiuje wykroje z cudem zdobytej niemieckiej Burdy... Dotąd pamiętam cudownie różową sukienkę z marszczeniami na mankietach, którą mi uszyła. Czułam się w niej jak księżniczka!
Ale to nie wszystko. U niej mogłam nakarmić kury, podpatrywać dziadka jak przygotowuje jedzenie królikom i świnkom, trzymać w rękach małe kurczaczki...
Babcie są niesamowitym darem wzbogacającym rozwój małego człowieka na etapie, kiedy rodzicom ciągle brakuje czasu w pędzie między pracą i innymi obowiązkami. Babcia zawsze ma czas. Babcia zawsze się pochyli nad problemem małego człowieka i przytuli kiedy trzeba. Dzięki babciom nasze maluchy nie tęsknią tak za nami.


Jak urosłam ( i przestałam szyć) zaczęłam marzyć ( ku rozpaczy moich rodziców) o tym, by zostać weterynarzem. Miałam fioła na punkcie zwierzaków. Chciałam pracować w oceanarium. Z delfinami.
Dziś jednak mam pacjentów z którymi mogę się dogadać. No powiedzmy z większością. Nadal zwierzęta są bliskie mojemu sercu, a w naszym domu jest ich nawet sporo.

Jaś chciał zostać policjantem. Do niedawna. Ostatnio nasz niespełna pięciolatek stwierdził, że zostanie oceanologiem. Zdumienie nasze było wielkie, bo nie wiedzieliśmy nawet, że synek wie co to jest ocean, a co dopiero, że chce być jego badaczem! Okazało się, że to na fali nowej serii klocków Lego Atlantis tak poszerzył horyzonty.

A może zostanie archeologiem i odkryje mumię jakiegoś faraona?

Najmłodsza w rodzinie natomiast skończy pewnie kiedyś jako działaczka Greenpeace. Jest najbardziej uwielbianym członkiem rodziny przez naszego psa- Szaszłyka. Dba o niego najlepiej jak potrafi. Nie zje najmniejszego posiłku, zanim nie odda mu przynajmniej 3/4 porcji. Szaszłyk bidulek ma zakaz jedzenia czegokolwiek z rączek Zosi ( i pilnuje się bardzo jak patrzymy), bo ta np wkłada mu kawałek kanapeczki z szyneczką do pyska, po czym resztę, która została jej w paluszkach- zjada sama. Ślini się okrutnie jak ta biega za nim i chce mu coś do pyska wetknąć. Pod piorunami naszych spojrzeń stara się nie reagować na jej zaczepki. Wyegzekwowaliśmy  od niego, że może zjeść dopiero to, co spadnie na ziemię. A Zosia szczodrą ręką rozrzuca smakołyki!

Czasem nawet Jasiu się na coś załapie :)
Jedzenie smakołyków jednak nie zawsze się dobrze kończy. Niektórym robią się od nich dziury w zębach. A tym, którzy na fotelu u stomatologa bronią się rękoma i nogami przed... wacikami odsuwającymi język od zęba (tak, tak, Jaś dał sobie wywiercić dziurkę, nie dał sobie jej natomiast osuszyć i niemożliwym było założenie wypełnienie światłoutwardzalnego), robią się też ropnie okołozębowe...

Na szczęście dał go sobie przekłuć i oczyścić ząbek. Opuchlizna zeszła jednak dopiero po kilku dniach sączenia się ropnej wydzieliny przez przetokę na dziąśle.

Komentarzy: 2 (Komentarze)


Mikołaj
2010-12-07 20:56:00
   Musiał być wyjątkowym człowiekiem, skoro został świętym. I wyjątkowi musieli być ludzie, którzy spostrzegli jego dobroć i sprawili, że od wieków miliony dzieci na całym świecie starają się jak mogą być grzeczne, by w tym wyjątkowym dniu obdarował je wymarzonym prezentem. Miło jest patrzeć jak niejadek zmiata wszystko z talerza, grzecznie sprząta zabawki i myje ząbki, bo a nóż św.Mikołaj przeleci swoimi saniami obok okna i podpatrzy?
Już wiem, że w pewnym wieku (4,5 roku) to nie może być jakaś zabawka. To musi być TA wymarzona. Błysk w oku małolata na jej widok cieszy serce tak mocno, że godzina stania w korku w jedną stronę , by ją kupić, i druga w drodze powrotnej stają się tego warte.
-Mamo, popatrz! Mikołaj przyniósł mi Heliosa! (Jaś od dawna marzył o Bakuganie Heliosie, ale ja nigdy nie widziałam go w sklepie, w TYM dniu, po pracy pojechałam do Smyka, by kupić mu jakiś komplet Bakuganów, okazało się, że przez zupełny przypadek wybrałam ten najwłaściwszy- może św.Mikołaj czuwał nad moim wyborem ;))
-Rewelacja! Ale chyba musiał się mocno Mikołaj naszukać po sklepach tego Heliosa...
-No co ty! Przecież Mikołaj ma pomocników- to oni szukali! Albo nawet wyprodukowali w swojej fabryce na biegunie!
-Ach! Rzeczywiście...

Dziś synek dowiedział się, że jego najlepszemu koledze wypadł ząbek i w nocy przyjdzie do niego Wróżka Zębuszka. Ależ mu pozazdrościł. Zaczął mnie zamęczać pytaniami, kiedy jemu ząbki zaczną wypadać :)

Jako, że w przyrodzie nic nie ginie, Zosia stała się dziś szczęśliwą posiadaczką lewej dolnej trójki, a dwa górne kły lada moment też się przebiją. Nie marnuje córcia tych swoich perełek, chętnie przeżuwając to i owo. Swoje i nie swoje. Bez skrępowania żadnego podkrada starszemu braciszkowi serek albo szyneczkę z kanapki (swoja kanapką intensywnie dzieli się z Szaszłykiem i czasem z Pedrem, ku psa i kota wielkiej radości).




Na szczęście Jaś jest bardzo wyrozumiałym starszym bratem...


Zosia chyba już zapomniała o tym okropnym zdarzeniu i pobycie w szpitalu. Rany się goją powoli, coraz mniej ją to swędzi. Do pełni zdrowia jeszcze jej daleko (co widać na fotkach w galerii), ale nie jest źle. Nie boi się już chodzić sama, wszędzie jej pełno.

14 grudnia jedziemy z nią na wizytę kontrolną do okulisty. Wycieczka to będzie dość długa, bo aż do Szczecina, ale czego się nie robi dla małego zezolca :)


Mimo tych wszystkich trudnych chwil, trosk i niepokoi - cudownie jest być rodzicem. Przeżywać co dzień po pracy chwile szczerej radości przy powitaniu po powrocie do domu, obserwować jak dziecko całym serduszkiem stara się być dobre- nie tylko z okazji święta Mikołaja, ale też na co dzień. Być dumnym z małych osiągnięć najmłodszej bardziej niż z wielkiego awansu w pracy.
Spełnić choć jedno z marzeń swojego dziecka...

Obyś synku jak najdłużej wierzył w świętego Mikołaja. I twoja siostrzyczka również
.

Komentarzy: 4 (Komentarze)



Archiwum:
2006: czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty kwiecień czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2011: styczeń luty kwiecień lipiec sierpień wrzesień grudzień
ślub, wesele