« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

Blog jasiek na www.smyki.pl
www.smyki.pl
 
 
jasiek
                                                    
                                           Kto by pomyślał...
                                                      ...że moje serce będzie miało rumiane policzki
    
BLOG JASIA...

 
                            
...I ZOSI:
                          Kto by pomyślał...
                                                 ...że moje serce będzie spacerowało gdzieś poza moim ciałem

Jasia odwiedziło juz 99375 osób.


os.tu i teraz

 

 


2010-02-05
Zosia obraca się na boczki

2009-08-24
O godzinie 11:50 urodziła się Zosia

2008-05-01
Od lutego do maja uzupełniłem uzębienie o cztery piątki. Mam już komplet mleczaków!

2007-08-25
Jesteśmy bogatsi o dwa górne kły

2007-08-15
Wybił się drugi kieł- lewa dolna trójka

2007-07-15
Powitaliśmy prawą dolną trójkę

2007-06-09
12 ząbek- prawa górna czwórka!

2007-05-24
11 ząbek- lewa dolna czwórka!

2007-05-05
Odkryliśmy całkiem okazałą lewą górną czwórkę! Musiała cichaczem wykluć się kilka dobrych dni temu!

2007-05-01
9 ząbek- prawa dolna czwórka!

2007-04-03
Pierwsze strzyżenie!

2007-03-30
Ósmy ząbek- lewa górna dwójka!

2007-02-06
Siódmy ząbek-prawa górna dwójka!

2006-12-08
Postawiłem swoje pierwsze samodzielne kroki! Mam 9m-cy i 3 tyg!

2006-12-04
Powiedziałem najważniejsze słowo w życiu małego człowieka: MAMA!

2006-12-03
Szósty ząbek! Prawa dolna dwójka :)

2006-12-01
Potrafię chwilunię ustać bez podtrzymywania!

2006-11-11
Piąty ząbek! Lewa dolna dwójka :)

2006-11-01
Czwarty ząbek! Lewa górnajedynka. Już wyglądam jak króliczek!

2006-10-30
Trzeci ząbek- prawa górna jedynka!

2006-10-08
Zacząłem raczkować!

2006-09-06
Wybił się pierwszy ząbek! W wersji bonusowej: dwa dolne siekacze na raz!

2006-07-13
Zacząłem pełzać!

2006-07-01
Byłem na basenie!

2006-06-30
Wyćwiczyłem już przewroty na prawy boczek!

2006-06-27
Przewróciłem się z plecków na brzuszek!

2006-06-20
Przewracam się sam na lewy boczek!

2006-06-16
Moja pierwsza burza w życiu. Nawet powieka mi nie drgnęła, tak słodko spałem.

2006-06-15
Dzisiaj pierwszy raz spróbowałem jak smakuje coś innego niż mleczko. Mama dała mi marchewkę i jabłko. Dziwne..

2006-06-03
Chrzest Święty. Rodzicami chrzestnymi zostali: Renia i Łukasz.

2006-02-15
O godz. 10:30 przyszedłem na świat. I tak już zostałem.

2002-06-08
Ślub rodziców

2000-11-21
Tata oświadczył się mamie (po 10 latach). Zrobił to w Wenecji, to się zgodziła :)

1975-05-08
Urodziła się mamusia

1974-03-14
Urodził się tatuś


2007-09-24
Dom

2007-08-30
Cicho! -z paluszkiem na ustach :)

2007-07-07
Brrrum, brrrum (z wyraźnym warkotem)!

2007-06-29
Bum bum

2007-05-30
Dzia-dzia, ku wielkiej uciesze rzeczonego!

2007-04-10
Ba! =bach -zawsze gdy coś upadnie!

2006-12-29
TATA!

2006-12-15
Da! (daj)

2006-12-04
MAMA! Najpiękniejsze co moje uszy kiedykolwiek słyszały :)

2006-09-26
baba

2006-06-24
,,He-niuuu"...Czyżby tajemniczy nieznajomy?

2006-06-23
,,Oui"...Uczę się francuskiego?

  Lilypie Kids Birthday tickers

Lilypie First Birthday tickers

Dzień Kobiet
2010-03-07 21:19:10
Wszystkim kobietom- małym i dużym, wSPAniałego 8 marca życzymy!


Komentarzy: 0 (Komentarze)


Pół roczku!
2010-02-24 23:01:11
Nie każdy może być gwiazdą. Choć wielu się stara. Sztuka jest być gwiazdą ot tak- bez specjalnych zabiegów. Zaszczycać spojrzeniem, rozdawać uśmiechy, mieć oddanych fanów gotowych wiele poświęcić, by móc być blisko obiektu uwielbienia.
Słońce nasze kochane, gwiazda największa naszego wszechświata, skończyła dziś 6 miesięcy.
A my orbitujemy wokół niej przyciągani jakąś kosmiczną siłą i wydaje się nam, że galaktyka nigdy nie wyglądała inaczej. Ogrzewa nas ciepłem swoich uśmiechów tak, że mimo zimy kwitną w naszych sercach ogrody.
Gwiazda, a raczej gwiazdka (7200g) była dziś na kolejnym szczepieniu. Podskoczyła z wagą do jakiegoś 30 centyla, co mnie ogromnie ucieszyło, bo dotąd w okolicy 5-10 oscylowała. Odkąd spróbowała jak smakują inne pokarmy poza maminym mleczkiem, pochłania je w naprawdę sporych ilościach okrutnie rozpaczając jak się jej odbiera wyszukany smakołyk, np jabłuszko, albo rogalika:

To tak w ramach modnego teraz oswajania jelitek z glutenem :)


Z nowych umiejętności- choć sama jeszcze nie siada, potrafi kilka sekund usiedzieć bez pomocy, już nie od razu, a dopiero po minucie wzywa pomocy położona na brzuszku, leżąc na plecach chwyta stópkę w rączki i ciumka palucha, albo usiłuje go sobie do noska wpakować. Pięknie je z łyżeczki. Mówi pierwsze słowo: mamma (ku mojej ogromnej radości), oczywiście nie wiedząc kompletnie jeszcze co ono oznacza. Ogromnie interesuje się żywym inwentarzem (dwa koty i pies) i dość aktywnie pozbawia go sierści, jeśli znajdzie się w zasięgu jej rączek. No i sama wieczorem (choć nie tylko wieczorem) zasypia położona ze swoim Pikusiem do łóżeczka. I potrafi sprawić, że uśmiechamy się częściej, dużo częściej, niż zwykle!



Komentarzy: 5 (Komentarze)


Czwarte urodziny!
2010-02-15 22:26:33
Rozleniwiłam się... poranne wstawanie z łóżka nigdy nie stanowiło dla mnie żadnego problemu, ale od czasu kiedy Zosia pozwala nam spać do siódmej, a potem jeszcze godzinę albo więcej polegiwać w łóżku (Jaś w jej wieku o 5-6 rano stawiał nas na nogi i mobilizował do aktywnego stymulowania wyszukanymi bodźcami jego małego-wszystko-chłonącego umysłu), mam olbrzymi problem z podjęciem decyzji: zmobilizować się i wstać już teraz, czy może podarować sobie jeszcze10min luksusu we własnej pościeli?
Dziś rano nie targowałam się ze sobą. Wstałam (wręcz zerwałam się) szybko z łóżka, by nie przeoczyć błysku w oku synka na widok wymarzonego urodzinowego prezentu!
Jaś długo nie mógł się zdecydować, czy mamy mu kupić Lego Duplo Zoo, czy Lego Duplo Dinozaury. Wreszcie po poważnej rozmowie z tatą, po której dowiedział się, że tata ma urodziny dość szybko, bo za miesiąc, Jaś ustalił, że chce dostać dinozaury, a tato ma na swoje urodziny zażyczyć sobie Zoo, i będą się razem bawić! Jakie to proste ;)
Dzień urodzin był też pierwszym, po długiej (chyba nawet trzytygodniowej) przerwie, dniem pójścia do przedszkola. Jaś dostał piękną laurkę od dzieci i pań z okazji urodzin i generalnie był na świeczniku. Potem, już w domu, był tort, byli goście i kolejne piękne prezenty. Szczęśliwy synku położyłeś się spać. I ja spokojnie usnę mając przed oczami twoją uśmiechniętą twarz. Jeszcze tylko przed snem, po raz 1461 (jeśli dobrze policzyłam, tyle dni upłynęło od Twojego przyjścia na świat) zastanowię się:
jak Cię synku mądrze wychować? Tak by o niczym nie zapomnieć i w niczym nie przedobrzyć?
Jesteś bystrym, grzecznym i pogodnym dzieckiem. I wspaniałym starszym bratem. Mądrych rodziców Ci życzę, byśmy Cię nie "zepsuli". A między alfabetem, dodawaniem i czytaniem potrafili Cię nauczyć radości z rzeczy małych, pasji w odkrywaniu rzeczy wielkich, podawania dłoni słabszym i głębokiego szacunku dla starości.
Nieustannie modlę się o taką mądrość, która pozwoli nam wychować Cię na dobrego człowieka....
Dziś jednak przede wszystkim szczęśliwego dzieciństwa Ci życzę!





Torcik pyszniutki był! Mamy jeszcze kawałek- zapraszamy! :)))

 

Komentarzy: 8 (Komentarze)


Zezowate szczęście
2010-02-07 10:04:31
Zosia nasza kochana już wygina śmiało ciało i zarzuca dupcię, w efekcie wyćwiczyła przewroty na oba boczki do perfekcji. Na brzuszek jeszcze nie potrafi się przeturlać. Matkę rozbraja uroczym:
-A-mam-ma!
Chorowała przez ostatnie prawie dwa tygodnie kaszląc jak stary gruźlik. Zaczął oczywiście Jaś, tym razem chorował spektakularnie, bo na zapalenie płuc. Broniłam jednak dupć moich maluchów jak niepodległości i przekonałam naszą pediatrę do zawiesinek a nie zastrzyków. Wystarczyło. Trochę to trwało, ale można powiedzieć, że dzieci już zdrowe. Zofia była nawet wczoraj na pierwszym, po długiej przerwie, spacerku. Nastawiałam się na szybką przebieżką z krzyczącą z wózka Zosią coś w stylu "Ratunku, pomocy, wyciągnijcie mnie stąd, ciasno mi tu i nic nie widzę! Czapka mnie uwiera, szalik w gardło ciście!". A tu Zofia zrobiła mi niespodziankę. Ułożona do wózka wciągnęła między dziąsła dolną wargę, zrobiła wielkiego zeza kierując obie gałki oczne na czubek własnego nosa, i tak po ok pół godzinie w ciszy zupełnej usnęła.
A zezuje Zosia strasznie. Raz lewym okiem, raz prawym, czasem to nie wiem, czy patrzy na mnie, czy... no właśnie: gdzie? Jaś w jej wieku też zezował, ale chyba trochę mniej.



Komentarzy: 4 (Komentarze)


Ekumenizm
2010-01-25 21:15:46
Zosia pozazdrościła Jasiowi umiejętności modlenia się (potrafi już nasz synek powiedzieć nie tylko Aniele Boży stróżu mój..., Zdrowaś Mario... ale też i Ojcze Nasz). Nie jest jednak w stanie odmówić wieczornego pacierza, gdyż po kąpieli i mlecznym celebrowaniu cycusia (oraz odbeknięciu, którego nie powstydził by się stały bywalec knajpy piwnej) zapada w sen. Zofia modli się o poranku... Po arabsku. Niczym rasowa muzułmanka odprawia swój salat głośno i z ogromnym zaangażowaniem, zawodząc w kierunku (chyba) Mekki i odpowiednio gestykulując. Tylko pokłonów jeszcze nie potrafi wykonywać.


Królewna nasza kochana od kilku dni zaczęła gaworzyć. Robi to tak śpiewnie i głośno, że przypomina mi to arabskie modlitwy :)

Jaś za to nie może się doczekać, aż Zosia zacznie, jak on to nazywa, "czworakować"


Komentarzy: 3 (Komentarze)


Odważny zwierz
2010-01-11 22:32:33
Czy to w rozgrzanej słońcem piaskownicy, czy zbierając kasztany wśród rudo żółtych liści w parku, Jaś zawsze z uporem twierdził, że najbardziej z pór roku lubi zimę i ciągle się dopytywał, kiedy Pani Zima nadejdzie. Aż się doczekał:





Nie widać tego, ale "bałwan" stanął na naszym zasypanym totalnie śniegiem tarasie, tak aby Zosia mogła go zobaczyć przez okno (Jasiek znów jej żółto-zielone gluty nieustannym pocałunkami sprzedał i ma nasza Zofia szlaban na spacerki).

Jaś po długiej przerwie powodowanej glutami spływającymi na krtań i prowokującymi nieustanny kaszel, wreszcie dziś wrócił do przedszkola. Nie nudził się jednak, bo siedział w domu z babcią i "pomagał" jej w opiece nad Zosią. To były jego zimowe wakacje w wersji all inklusive. Już babcia o to zadbała! :) Kredki, farbki, klocki, puzzle, dinozaury- wszystko poszło w ruch.
Pewnego dnia wieczorem obserwujemy jak Jaś bawi się klockami. Ułożył niby rakietę z żółtych lego duplo zoo, przyczepił do niej lwiątko i żyrafę i leci, komentując z wielkim zaangażowaniem:
-Bajdzio małe ale odwaźne zwiezię lew i zilafa leeeeeci w kośmoś!
Tak mi się spodobało, że dziś mojego męża, któremu udało się przebić lanosem na letnich oponach do pracy, przez te zwały śniegu zalegające pod naszym domem i na ulicach,  nazwałam "bajdzio małym ale odwaźnym zwieziem"!
W ramach nudy Jaś w fotografa się też bawił i sam sobie robił zdjęcia aparatem ustawionym na statywie przed kanapą. Jako, że nie potrafi jeszcze ustawić samowyzwalacza, naciskał spust migawki i speedem na kanapę leciał, żeby zdążyć. A oto efekt jego twórczości:

Zofia, rozkosz nasza kochana, po kolejnych szczepieniach jest. 30.12.2009 ważyła 6200g. Nieco mniej niż Jaś w jej wieku, ale i tak imponującego pulpeta tu i tam przypomina. Nózie ma wręcz okrąglutkie, dobrze, że zanim zacznie chodzić, to jeszcze trochę czasu minie, może podeszwy mniej wypukłe już będą :)


Coraz sprawniej radzi sobie z gryzaczkami (gryzaczkiem jest wszystko, co wpadnie w jej rączki), nadal nie cierpi układania na brzuszku, co wg dziecięcych tabloidów, czytanych teraz przeze mnie w dużych ilościach, opóźnia jej rozwój ruchowy. Owszem, mogłabym częściej ją na brzuszku układać i na dłużej trochę, ale mam wrażenie, że rozwój ruchowy ani by drgnął, za to niczym torpeda ruszyłaby z artykulacją niecenzuralnych komentarzy w jawnym proteście, angażując w pomoc sąsiadów z domku naprzeciw.
Tak więc woląc oglądać jej bezzębne dziąsła w szerokim uśmiechu, cierpliwie nadal oczekuję, aż się sama na boczek obróci. Wydaje się, ze już niedługo...







Komentarzy: 3 (Komentarze)


A gugu gugu, niech żyje nam prezes naszego klubu!
2009-12-31 21:55:37
...a raczej prezesowa! Świadomie i głośno domagająca się swych praw (to po mamusi) obywatelka Zofia P. Powoli dobre czasy głębokiego zainteresowania dziesięcioma paluszkami u rączek odchodzą do lamusa. Na popularności zyskały gryzaczki. Kolorowe, i te miękkie i te twardsze, czasem chropowate, czasem gładkie, szeleszczące, grzechoczące, wszystkie wspaniale w pycholku królisiowej lądujące i memłane, memłane, memłane... Mają one jednak jedną wadę, w porównaniu z paluszkami. Paluszki nie upadają na ziemię, a gryzaczki i owszem. I tu trzeba sobie towarzystwo ustawić, podporządkować, głosnym krzykiem wzywając do pilnego stawienia się w miejscu odpoczynku prezesowej, by bezzwłocznie podać Zofii naszej przedmiot pożądania.
Jak na prezesową przystało, zakład produkcyjny otworzyła i na dużą skalę zajęła się produkcją... śliny. Tylko coś ze zbytem kiepsko, stąd każdy Zofię w objęcia biorący jest hojnie tą przeźroczystą cieczą obdarowywany. Czasem można trafić na bonusik i stać się szczęśliwym posiadaczem serka na koszuli.



Wypadałoby jeszcze podsumować Stary Rok. Najlepiej to, jak bardzo był udany, podsumował Jaś. Jak zwykle przed śniadaniem przypomina:
-Tato, wylwij kaltkę z kalendazia!- podobało mu się bowiem czytanie kolejnych odsłaniających się cyferek oraz ogólnie ubywanie kartek.
Grzegorz wyrwał i została tylko samotnie wisząca na odchudzonym już totalnie kalendarzu cyferka obwieszczająca 31 dzień grudnia.
-Jasiu, jaka to cyferka?
-Jeden i tsi.- bo synek zawsze czyta od najmniejszej do największej cyferki i nie udało mi sie jeszcze przekonać go do czytania od lewej do prawej.
Na to ja do Grzegorza:
-Trzeba zmienić kalendarz na nowy.
-Nieee! Tylko nie to, ja nie chcę nowego! Znowu tyle kaltek!!!

Stary Rok bardzo był dla naszej rodzinki pomyślny, parafrazując słowa piosenki, dużo darował (przede wszystkim naszą kochaną Zofię), ale i nie mało wziął... dotąd nie ma dnia, kiedy nie myślę o cioci, nadal nie mogąc się oswoić z dużą pustką, jaka po jej odejściu całej rodzinie towarzyszy.
Jak zwykle z dużą nadzieją na Nowy Rok patrzę, ambitnie stawiając czoła wyzwaniom, na pierwszym miejscu jednak na uwadze mając szczęście na pycholkach moich szkrabów.

Jaki był ten rok, Co darował co wziął
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy zrzucił na dno
Jaki był ten rok, czy coś zmienił czy nie
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe ...

Tego Sylwestra spędzamy w Łodzi... dzięki TVP2 :) Ale to bez znaczenia. Najważniejszy jest w chwili obecnej spokojny sen Jasia i Zosi.
Maryla na koniec:

Na regale kolekcja płyt
I wywiadów pełne gazety
Za oknami kolejny świt
I w sypialni dzieci oddechy

One lecą droga do gwiazd
Przez niebieski ocean nieba
Ale przecież za jakiś czas
Będą mogły same zaśpiewać

Ale to już było i nie wróci więcej
I choć tyle się zdarzyło to do przodu
Wciąż wyrywa głupie serce

Ale to już było, znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło to naprawdę
Wciąż jesteśmy tacy sami




Komentarzy: 2 (Komentarze)


Wigilia 2009
2009-12-24 22:26:36
"Gdy głęboka cisza zaległa
wszystko
a noc w swoim biegu dosięgła
połowy
wszechmocne Twe słowo z nieba,
z królewskiej stolicy
jak miecz ostry niosąc
Twój nieodwołalny rozkaz,
jak srogi wojownik runęło pośród
zatraconej ziemi"
(Mdr 18,14-15)
"I zamieszkało wśród nas
I oglądaliśmy Jego chwałę"
(J 1,15)

Życzenia pisane ciszą
radosne jak śniegu płatki,
takie same szczere i proste
jak wigilijne opłatki,
rodzinne jak kromka chleba
i jak choinka świąteczne.
Modlitewne jak cisza nocy
i jak śpiew kolędy.

Marzena, Grzegorz, Jaś i Zosia


Komentarzy: 2 (Komentarze)


Cienka czerwona lina, czyli jak nauczyć wędkowania czterolatka?
2009-12-16 0:16:28
Dwa różne domy, dwa różne telewizory, dwoje różnych dzieci i te same marzenia. O super zabawce z reklamy, model 2010. Tylko jedno z nich oglądając te tysiące kolorowych klatek na sekundę krzyczących z ekranu: musisz mnie mieć, doskonale wie, że musiałby stać się cud, by tą zabawkę dostało, a inne, że cudu trzeba by było, by jej nie dostało. To tak na kanwie św.Mikołaja refleksja mnie dopadła. Spełniając ile dziecięcych marzeń swojego synka sprawiam mu radość, a kiedy zaczynam go krzywdzić? 10, 20, 50%? Gdzie jest ta cienka czerwona linia? Czy (i jak) dać czterolatkowi wędkę zamiast rybek? Przecież nie można kazać zarobić na przedmiot swoich marzeń maluchowi, który będąc w posiadaniu skarbonki ciężkiej od "miedziaków" deklaruje, że samochód za nie tacie kupi. A może kazać mu być jeszcze bardziej grzecznym niż jest? Ale przecież niejedno dziecko stara się bardzo, a i tak super-zabawki, z uwagi na majętność rodziców mieć nie będzie.
Nie wspomnę już o tych dzieciach, które nie marzą o zabawkach, tylko o spokoju w domu, o tym, żeby rodzice wytrzeźwieli i o innych patologiach.
Mój problem polega chyba na tym, że nie jestem mamą Jasia i Zosi, tylko matką w ogóle. I choć tą dwójkę nosiłam pod sercem i kocham ją najbardziej na świecie, to nie mogę przestać myśleć o innych dzieciach. A już najbardziej wtedy, kiedy tulę w ramionach najcudowniejszą z Zoś -chciałabym w tej samej chwili utulić wszystkie maleństwa leżące zapomniane w łóżeczkach i obijające się o ich szczebelki, wypatrujące odrobiny ciepła w pustych ścianach pomieszczeń. Ale nie mogę. Jeśli kiedyś zbankrutuję, to pewnie wspierając organizacje charytatywne obejmujące swą opieką najmłodszych.
A oto wymagający prawie-czterolatek:

...i różowy cud-miód:


Komentarzy: 3 (Komentarze)


Taka miłość się nie zdarza...
2009-12-08 23:04:41
Nie wiem jak to się stało. Byliśmy przygotowani na Armagedon, a tu Anioła nam niebiosa zesłały. Zofia mu na imię. Jej obecność działa na mnie kojąco, uśmiech balsamicznie, dotyk odmładzająco a śmiech rozpromienia moją duszę. Od kiedy jest z nami w domu czuję się jakbym nieustannie terapię relaksacyjna przechodziła. Zaczarowała nas...
Dziś była u nas w domu pani od ubezpieczeń na życie, z która się wcześniej umówiliśmy. Siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy, Jaś przy ławie lepił coś z ciastoliny, odwrócony do nas tyłem, a Zosia leżała na swojej macie edukacyjnej. Pani Beata dopiero po pół godzinie zauważyła, że w domu jeszcze niemowlak jest, jak podeszłam do Zosi i ją na ręce wzięłam. Ta leżała sobie cichutko paluszki swoje i zabawki na pałąku oglądając.
Jaś, choć trudno nam żywioły nim targające opanować, też stara się nieustannie grzecznym być. Nie zawsze mu się udaje, ale generalnie bilans na plus dla niego wychodzi. Dziś też zrozumiał, jak mu tłumaczyłam, że musi nam dać z naszym gościem porozmawiać- i nie przeszkadzał. Niby zajęty ciastoliną przetwarzał jednak wszystko o czym rozmawialiśmy i co jakiś czas cicho komentował. I tak, pani od ubezpieczeń zapytała się nas, czym się zajmujemy, a Jaś z za jej pleców:
-Ja jeśtem przedśkolakiem!
Jak rozmowa przeszła do tego, czy bardziej wolimy z mężem fundusz obligacji, czy akcji, Jaś niby do siebie:
-My mamy akcie w przedśkolu! Oj, duzio akci z Simonem! (Dla nie wtajemniczonych- Szymon jest policjantem, a Jaś strażakiem, i razem do akcji swoimi rowerkami jeżdżą)
I kilka podobnych komentarzy, które uśmiechy na naszych ustach wywoływały.
Kocham okropnie te moje maluchy!
A jako, że dzieci bardzo grzeczne mamy, to i Mikołaj je w tym roku odwiedził, nawet kilka razy! Jasiowi zafundował bilety na przedstawienie o Bobie Budowniczym, z którego synek bardzo podekscytowany wrócił, olbrzymi helikopter ratowniczy, z którym się prawie nie rozstaje i cierpliwie czeka na te momenty, kiedy Zosia nie śpi, żeby jego wszystkie syreny włączyć, książeczkę o Bobie budowniczym, ciastolinę, którą codziennie przez maszynkę przepuszcza i całe mnóstwo słodyczy. Zosi przyniósł słonika, grzechotki, podusię... Hojny był ten Mikołaj.










A między Mikołajem w przedszkolu, a Mikołajem w domu:



Komentarzy: 2 (Komentarze)



Archiwum:
2006: czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty kwiecień czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec
ślub, wesele