« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

Blog lukciu na www.smyki.pl

 

 

 

 
 

 

             Łukaszek i Michałek 

Lilypie - (SvUN)

 

Lilypie Baby Ticker
 

Wakacyjne aktualności...
2010-07-13


Was też osłabia ten upał? Bo ja nie mam na nic siły. Przynajmniej dzisiaj... A tu do końca lipca zapowiadają takie gorąco... Jejku. Pamiętam, że jako nastolatka uwielbiałam taka aurę, mogłam się godzinami smażyć nad jeziorem (lub nad morzem), skóra schodziła płatami, ale to nic ;-)) Człowiek był szczęśliwy, opalony, pełen energii. Tylko wtedy byłam wolna, nieobciążona niczym przez całe wakacje, a teraz 8 godzin w pracy, później obowiązki w domu. I z opalaniem trzeba uważać (w "moim" wieku - tak przynajmniej mówi moja kosmetyczka :-)) Byle do urlopu. W tym roku podzieliliśmy go na dwie tury. W ostatnim tygodniu lipca jedziemy na łódki na Mazury (razem z trzema zaprzyjaźnionymi rodzinami). Niech Michał  (i Tata ;-) mają  wreszcie mozliwość pokazać, czego nauczyli się na kursie żeglarskim ;-)). A tak a’propos Michała. Teraz nasz starszy syn poznaje uroki Prowansji, Dobrze, że wyjechał, bo podczas jego tygodniowego pobytu w domu (powiem brzydko) szlag mnie trafiał. Całe dnie przed komputerem, bo na dworze za gorąco, bo wszyscy koledzy wyjechali, bo nie ma co robić. Tak sobie uświadomiłam, że dziwne to pokolenie naszych dzieci. Czy Wy w wakacje siedzieliście w domach? Gdzieżby, każdy wyrywał na podwórko, basen, na rower, do kumpli pograć w piłkę. Na szczęście w drugim tygodniu wakacji Michał był w Legnicy, gdzie już dużo aktywniej spędzał czas. A nasz Łukciu w lipcu chodzi jeszcze do przedszkola, ale to już ostatni miesiąc jego pobytu w tej placówce.
 

 
Ach, chciałam Wam jeszcze napisać, jak się skończyła sprawa z jego zerówką. Wyobraźcie sobie, że jednak idzie do tej "dużej" szkoły, blisko naszego domu. Tak, pod koniec czerwca zadzwoniono z informację, że tworzy się druga grupa zerówkowa i czy jesteśmy jeszcze zainteresowani. Trochę to nam namieszało w głowach, bo przecież zdecydowaliśmy się już na wożenie go do tej kameralnej, choć bardziej odległej szkoły. Ale wygoda zwyciężyła. A i sam Łukasz oznajmił, że on chce chodzić tu blisko, z koleżanką Gabrysią z naszego domu. Niech mu będzie. Zobaczymy, czy to była dobra decyzja. Zresztą, zawsze można będzie go przepisać do tamtej szkoły, jeśli coś nie zagra. A teraz z innej beczki. Pamiętacie, pisałam, że ulubionymi bohaterami Łukcia są aktualnie Fineasz i Ferb. Otóż w minioną sobotę we Wrocławiu odbyła się świetna impreza pt. „Fineasz i Ferb - Reakcja Łańcuchowa", inspirowana przygodami bohaterów serialu animowanego „Fineasz i Ferb".


Wzorem tytułowych bohaterów, którzy spędzają wakacje konstruując swoje własne genialne wynalazki, podczas tej imprezy wszystkie dzieci miały szansę wziąć udział w budowie imponujących rozmiarów machiny, funkcjonującej na zasadzie „efektu domina". Dzieci miały możliwość wcielić się w role swoich ulubionych bohaterów i poznać naukowe tajemnice. Ich zadaniem była budowa poszczególnych elementów ponad 40 metrowej machiny: kolejki, pojazdu kosmicznego, peryskopu, czy robotów.


Łukaszek pojechał tam z Michałem i kuzynka Magdą. Z ich relacji wynika, że mału bawił się świetnie, wrócił rozemocjonowany, z gadżetami, własnoręcznie wykonaną pracą przedstawiającą wizerunek Ferba. Naprawdę super impreza.W Polsce odbędą się jeszcze trzy: w Warszawie, Katowicach i Poznaniu. Co ponadto? Byliśmy w aquaparku, chodzimy na lody, gramy w piłkarzyki (prezent od Dziadków), grilujemy, przyjmujemy gości i tak nam upływa lato. Ja dodatkowo tęsknię za Natką Pietruszki, któa wyleciała na wakacje. Niech już wraca, bo nie mam do kogo "gęby" otworzyć. Gorące pozdrowienia nie brzmią dobrze, więc żegnam się chłodno ;-)) Buziaki. Kasia

Komentarzy: 7 (Komentarze)

 

Występ wnuka i Babci... ;-))
2010-06-16


Obiecałam, że napiszę o Dniu Mamy i Taty w przedszkolu. Otóż występ był bardzo udany, z mnóstwem piosenek, tańców, a nawet przedstawieniem pt. "Kot w butach", w którym Łukciu wcielił się w rolę króla. Tak sobie obserwowałam to moje dziecko i zauważyłam, że on  jest bardzo zestresowany takimi publicznymi wystąpieniami. Nie patrzy na publiczność tylko dosłownie wgapia się w panią, jakby bojąc się, że zapomni kroków czy tekstu piosenki. Nie uszła mojej uwadze jego nerwowa mimika, ściąga usta w "dzióbek", kierując wzrok ku sufitowi. A mnie wydawało się, że Łukciu jest bardziej odważny i odporny na stres. Mam nadzieję, że z czasem z tego wyrośnie. Oto kilka zdjęć:









A to już "na luzie" po występie ;-))



W niedzielę natomiast kibicowaliśmy mojej mamie-babci chłopców w "Spływie samoróbek" na Kaczawie w Legnicy.  W tym roku samoróbkę babci tworzył czerwony wiatrak o wdzięcznej pro-ekologicznej nazwie "Energia odnawialna" . Na pokładzie opócz Babci, nie mogło zabraknąć naszego "opatentowanego" Michała, który z poświęceniem nawigował samoróbką, przypłacając to przymusową kąpielą w niezbyt czystej wodzie. Na razie tylko jedno poglądowe zdjęcie:


 
Dzieło babci nie zdobyło żadnego miejsca na podium, ale podobało się publiczności. Babcia została nawet zaproszona na ogólnopolski spływ samoróbek do Augustowa.  Niezła ta moja mama, nie? ;-)
Pozostałe migawki ze spływu:



 
Mój kudłaty przystojniaczek :-))



 
Zwycięska samoróbka: King Kong Kaczawy.




 
Skąpany Michałek


 
Wracając jeszcze do zerówki Łukaszka. Wczoraj byliśmy na zebraniu rodziców dzieci idących do zerówki w tej kameralnej szkole. Wygląda na to, że tam będzie małemu najlepiej...., choć, niestety, nie ma tam kółka geograficznego ;-))
Buziaki. Kasia

Komentarzy: 11 (Komentarze)

 

Zerówka
2010-06-07

Hello, dzisiaj jestem szczęśliwą posiadaczką trzech rzeczy: czasu, weny i dobrego nastroju, stąd ta notka ;-)) A skąd ten dobry nastrój? Otóż primo: pogoda się poprawiła (nawet za bardzo, ten wczorajszy upał chwilami był nie do wytrzymania, ale generalnie lepsze to niż deszcze i zimno), secundo: był długi weekend, więc i okazja do wypoczynku i miłego spędzenia czasu, tercjo: wyklarowało się parę spraw, które zaprzątały mi głowę, teraz już spokojną. Najważniejszą z tych spraw była zerówka dla Łukaszka. U nas, w dolnośląskim, obowiązuje rekrutacja elektroniczna (szczerze mówiąc nie wiem, jak jest w innych województwach?) Okazało się, że mały nie został przyjęty do żadnej w wybranych przez nas szkół (ani do tej najbliższej naszemu obecnemu miejscu zamieszkania, ani do szkoły, do której chodził Michał, ani nawet do rejonowej w naszej „starej” dzielnicy, gdzie jesteśmy zameldowani). Dowiedzieliśmy się, że w przypadku zerówek nie obowiązuje rejonizacja. Zbici z tropu zaczęliśmy wydzwaniać do kuratorium, wydziału edukacji i do dyrekcji szkół z pytaniem, co w tej sytuacji mamy zrobić? Doradzono nam, abyśmy poczekali do 07 czerwca, czyli do dzisiaj, kiedy to zostanie podana lista szkół we Wrocławiu z wolnymi miejscami dla zerówkowiczów. Ale my i czekanie? Oczywiście, że nie czekaliśmy. Po pierwsze napisałam podania do dyrekcji szkół, które nie przyjęły Łukcia, z prośbą o wpisanie go na listę rezerwową. Po drugie wzięliśmy udział w „drzwiach otwartych” innej szkoły, która znajduje się na naszym osiedlu, ale już nie tak blisko (trzeba dojeżdżać autem lub komunikacją miejską). A tam: niespodzianka! Szkoła kameralna (trzy razy mniej uczniów niż w tej, do której planowaliśmy zapisać naszego synka), przytulna i czyściutka, zorganizowana, grupy do 20 uczniów. Zostaliśmy miło oprowadzeni po tej placówce, pokazano nam sale, świetlicę, stołówkę, boisko.  I są tam wolne miejsca! Ta szkoła zrobiła na nas naprawdę miłe wrażenie. I Łukciowi bardzo się spodobała. Tak więc od września 2010 r. nasz synek będzie zerówkowiczem w Szkole Podstawowej nr … we Wrocławiu. Co się jeszcze tyczy jego osoby, to w sobotę byliśmy razem w Muzeum Narodowym na „Rejsie pod dowództwem Odyseusza” organizowanym w ramach programu „Uniwersytet Świata”. Bardzo fajna imprezka, w czasie której dzieci poznają mitologię i jej bohaterów: Odyseusza, cyklopa Poliferna, władcę wiatrów Eola, czarodziejkę Kirke, a wszystko to w otoczeniu pięknych wnętrz, obrazów i rzeźb muzealnych. Polecam wrocławianom. Natomiast starszego synka mamy na tydzień z głowy. Aktualnie nasz chłopak zajada ser, wącha tulipany, a wiatraki mieszają powietrze wokół niego ;-)) Oby tylko nie korzystał z innych powszechnie i legalnie dostępnych w Holandii rzeczy ;-)) I to by było na tyle. Jutro w przedszkolu Łukcia odbywa uroczystość z okazji się Dnia Mamy i Taty (utrzymywana w wielkiej konspiracji ;-)), więc następna notka będzie m.in. o tym. Pozdrowienia. Kasia

Komentarzy: 9 (Komentarze)

 

Skamielina ;-)
2010-05-18

Żyję już tyle lat na tym świecie i nie pamiętam tak brzydkiego maja. Zimno, depresyjnie, deszczowo, sennie, rano nie chce się podnieść z łóżka… Nie dziwota, że ta cała aura wokół nie sprzyja pisaniu notek, zresztą zauważam to nie tylko u siebie (no, może wyjątkiem jest Zojka, ambitnie i na bieżąco relacjonująca wydarzenia z życia swojej rodzinki). Podziwiam! A wracając do pogody, to powoli zaczynam mieć dość. Zima była długa i mroźna, wiosny na razie brak,  bo to co się dzieje wokół bardziej przypomina jesień. A pamiętam te maje, kiedy jeszcze mieszkałam na wsi z rodzicami. Wtedy powolutku wracało się ze szkoły, pachniało bzami i akacją, zamiast do domów, szliśmy na jezioro, tam zrzucaliśmy tornistry i fartuszki i wylegiwaliśmy się na trawie. Któregoś roku w maju co poniektórzy nawet kąpali się w jeziorze. Człowiek martwił się jedynie lekcjami, które trzeba było odrobić na następny dzień. To były czasy…  A teraz trwam w tym oczekiwaniu na ciepło i słońce, czasami próbując wykrzesać z siebie resztki energii na coś poza pracą i codziennymi obowiązkami domowymi. Dzieci też jakieś takie niemrawe. Łukaszka od tygodnia boli brzuszek. Coś wyraźnie mu nie służy. Na razie próbujemy łagodnie z tym walczyć (Acidolac, mięta, Pyrantelum na odrobaczenie), ale planujemy zrobienie małemu wyników. Oby to nic poważnego. Natomiast Michał zakatarzony na maxa. Mimo tego uwija się chłopak, bo zbliża się koniec roku szkolnego i trzeba powyciągać oceny. A czasu, wbrew pozorom, mało. Do tego dochodzi jeszcze tygodniowy wyjazd do Holandii na początku czerwca (w ramach rewizyty). A ja z niecierpliwością czekam na wyniki rekrutacji do zerówek, które mają się ukazać już jutro. Bardzo jestem ciekawa, gdzie ostatecznie wyląduje Łukciu. Ale co by nie było, zdaję się na los. Bo jeśli nie w najbliższej szkole, to znaczy, że tak miało być. Trudno, będziemy go wozić przez te 7 lat. W końcu od tego jesteśmy ;-)) Mały chyba jeszcze nie zdaje sobie sprawy ze zmian, które go czekają od września. Nowe miejsce, nowe panie, nowe dzieci, nowe obowiązki… Już trzeci raz funduje mu się diametralną zmianę środowiska. Tylko czy ta terapia wstrząsowa wyjdzie mu na dobre? Musi, bo nie ma innego wyjścia. Niech się chłopak przyzwyczaja do zmian, żeby się ich w przyszłości nie bał, tak jak jego matka ;-)) Póki co, staramy się dostarczać mu coraz to nowych atrakcji i w ten sposób otwierać go na świat. Te „atrakcje” to np. udział w imprezie pod tytułem ‘W pustyni i w puszczy, czyli poznajemy Afrykę”.  Były to zajęcia poznawczo-artystyczne organizowane w naszej wrocławskiej czekoladziarni w niedzielne przedpołudnie. Uczestniczyliśmy w nich razem z Pawełkiem i Maciusiem z OŁ. Poza rozmową o afrykańskiej faunie i florze, dzieci samodzielnie wykonywały lwa z filcu i dekorowały  hipopotama z masy solnej. Później lodowo-czekoladowy poczęstunek dopełnił szczęścia. Fajnie było. A w tę sobotę nie zabrakło nas również na wieczornej ogólnopolskiej imprezie „Noc Muzeów”. Zwiedziliśmy Muzeum Poczty i Telekomunikacji, poznając przy okazji alfabet Morse’a i bawiąc się przy konstruowaniu najprostszego telefonu świata, zahaczyliśmy o Festiwal Wysokich Temperatur, gdzie królował ogień i przedmioty z metalu, szkła i gliny wykonywane z jego udziałem. Na koniec zostawiliśmy sobie Muzeum Geologiczne, które w sumie zapowiadało się najmniej ciekawie, a okazało się nie lada atrakcją. Tu bowiem dzieci odlewały sobie z gipsu (z pomocą pani organizatorki) modele skamielin. Łukciu odlał sobie skamieniałość o nazwie AMONIT. Dziś pobiegł z nim do przedszkola. Jeden odcinek jego ulubionej bajki "Fineasz i Ferb" też traktował o skamielinach, wieć może dlatego tak go to cieszy? Mnie też cieszy jak go widzę takiego zaangażowanego, aktywnego, poznającego nowe rzeczy. I chyba o to w tym wszystkim chodzi, nie? Na koniec zamieszczam zdjęcie moich pociech na turystycznym szlaku, podczas długiego majowego weekendu. Pisałam, że byli bardzo dzielni i wytrzymali? Ciąg dalszy przecierania górskich szlaków w sobotę, bo wybieramy się do Szklarskiej Poręby. Oby wreszcie przestało lać...
 

Pozdrawiam czytaczy, po liczniku widzę, że mnie odwiedzacie, a ja tak się obijam ostatnio. Najgorsze, że nie mogę obiecać, że się poprawię ;-)) Pozdrowienia. Kasia

Komentarzy: 8 (Komentarze)

 

Podejście do notki ;-))
2010-05-07

Dziś mam bardzo mało czasu, więc muszę się streszczać, jeśli w ogóle chcę cokolwiek napisać. A że minęło już trochę od poprzedniego wpisu, podane przeze mnie informacje nie będą chronologiczne. Co się u nas wydarzyło? Po pierwsze: udaliśmy się do naszej nowej rejonowej szkoły podstawowej, zapisać Łukaszka do zerówki. A tam: surprise! Dowiedzieliśmy się, że miejsc dla zerówkowiczów jest ok. 50, a podań - 100! Na domiar złego my jeszcze nie  możemy zameldować się w nowym mieszkaniu, więc nie jesteśmy "z rejonu". Coś czuję przez skórę, że będziemy wozić małego do tej samej podstawówki, do której chodził Michał (nota bene ona bardziej mi się podoba). Tam wszystko mamy "obcykane", tam uczęszcza przyjaciółka Łukcia - Julcia, tam pewnie będzie większość dzieci z jego "starego" przedszkola. Jest tylko jedno "ale". Trzeba go tam WOZIĆ, co przy naszych wrocławskich korkach nie należy do przyjemności. To się dopiero okaże. Druga sprawa to I miejsce  Michała w Dolnośląskim Konkursie Języka Francuskiego. Skubaniutki, wygrał 10-dniowy wyjazd do Francji, jeszcze tylko nie wiadomo gdzie dokładnie: czy do Paryża, czy do Prowansji. Michał wolałby tę ostatnią.  No i tylko tyle udało mi się naskrobać, kurczę... c.d.n.
Dziś kontynuuję ;-)) Po trzecie: spędziliśmy wspaniały długi weekend w Górach Stołowych w Radkowie razem ze znajomymi (w sumie 14 osób). Było bosko. Codziennie chodziliśmy po górach, piekliśmy kiełbaski na ognisku, graliśmy w "Kalambury" i "Jaka to melodia". I choć pogoda nie była wymarzona,  to nie narzekaliśmy, bo ani razu nie przemoknęliśmy. Uwielbiam takie wypady. Dzieci non stop na dworze, dorośli mogą powymieniać poglądy, jest wesoło i beztrosko.

Komentarzy: 8 (Komentarze)

 

Aktualności....
2010-04-20

Oj, dawno nie pisałam… Nie liczę tu życzeń świątecznych i notki „Nasz zDolny”, które trudno nazwać „pisaniem”. Ale ostatnie smutne wydarzenia i żałoba narodowa nie sprzyjały twórczości blogowej.
O ile mamy już jako-taki dostęp do Internetu w domu, to jakoś tak krucho z czasem się zrobiło. No, powiem Wam, jest co robić. Tydzień mija na pracy, zajęciach domowych, bieganiu po sklepach w poszukiwaniu elementów dekoracyjnych do mieszkania ;-)), zajmowaniu się dziećmi w chorobie. Tak, tak, w zeszłym tygodniu i Michał i Łukasz przechodzili grypę jelitowo-żołądkową. Namęczyli się biedaki, a ja razem z nimi – psychicznie. Taki rodzaj wirusa to coś, co mnie najbardziej przeraża. Mam jeszcze w pamięci rota wirusa z grudnia 2008 r, kiedy to wylądowaliśmy z Łukciem w szpitalu. Tym razem na szczęście łagodniej się skończyło.


 
Ostatnie weekendy upływają nam na przyjmowaniu gości: rodzice, teściowe, szwagier, siostra, znajomi, sąsiedzi z poprzedniego mieszkania, koledzy Michała… Trochę ludzi już przewinęło się przez nasze mieszkanko. Ale ja to lubię, mam przyjemność w przygotowywaniu dla nich potraw, pieczeniu (w nowym piekarniku :-), oprowadzaniu i opowiadaniu o naszych przygodach „wykończeniowych”, sprzątaniu przedimprezowym. Sprzątanie poimprezowe to  już może troszkę mniejsza przyjemność ;-)). Aaa, moja choroba psychiczna, polegająca na tym, że przeżywam każdą ryskę na podłodze, na schodach, każdy ślad na ścianie, zaschnięte krople wody na armaturze, powoli ustępuje. Grunt, że dobrze nam się mieszka, dobrze się czujemy w tym domu i okolicy. Jednym z największych plusów nowego miejsca jest to, że Łukaszek znalazł „towarzystwo podwórkowe”. Sąsiedzi z szeregu obok mają dwie dziewczynki w wieku 6 i 8 lat, a i w dalszych segmentach są dzieci, które popołudniami zbierają się  przed domem. Łukasz, gdy zauważy biegające dzieci, zaraz wkłada buty i pędzi do nich. Ja dyskretnie obserwuję go z okna, do tej pory nigdy sam nie wychodził z mieszkania, więc mam lekkiego pietra. Ale jest o.k. Właśnie niedawno stwierdziliśmy z mężem, że Michałowi brakowało tego rodzaju kontaktu z rówieśnikami. On nie chodził do szkoły rejonowej, w sąsiednich domach nie było zbyt wielu dzieci, więc nie miał tzw. „znajomych z podwórka”. Dlatego ten nasz syn tak wpadł w tryb domowo-komputerowy, który, jak wiadomo, nie jest najlepszy. Istnieje szansa, że młodszy będzie aktywniej spędzał czas. Howgh!
A tak, a’propos, to w tym tygodniu mamy w domu gościa. W ramach wymiany międzyszkolnej zawitał w nasze progi Nick – czternastolatek z Holandii (pamiętacie Alexa z Rumunii?). Od razu znalazł z Michałem wspólny język (angielski ;-)). Grafik wizyty Holendrów w Polsce jest bardzo urozmaicony. Wczoraj chłopcy próbowali swych sił w Parku Linowym, dziś Aquapark, jutro wyjazd do muzeum obozu koncentracyjnego „Gross Rosen”. Pomiędzy tymi zajęciami lekcje historii Polski (np. o Katyniu), zwiedzanie Wrocławia, itp. Dużo się dzieje, co mnie bardzo cieszy. Poza tym Nick okazał się bardzo miłym, dobrze ułożonym chłopcem. Mam z nim tylko jeden mały problem: mało je i niewiele rzeczy mu smakuje. Nie lubi np. sera żółtego! (a niby Holender ;-)), szynki, warzyw, grzybów, nie podpasował mu nawet rosół, który pół dnia gotowałam.  Do chleba przywiózł sobie z domu…. uwaga! posypkę czekoladową (ja takiej używam do posypania ciasta). Nie mogłam na to patrzeć, więc kupiłam mu nutellę. Wczoraj na pytanie: co chciałby zjeść, odpowiedział: kurczaczki McNuggets i frytki. Na szczęście jest kilka McDonaldów we Wrocławiu :-) A co z pierogami, bigosem, schabowym, które dla niego szykuję? No nic, w ostateczności sami zjemy… Nick zostaje u nas do piątku. Łukaszek też jest bardzo zadowolony z naszego gościa. Na czas wizyty oddał mu nawet swój pokój do dyspozycji.
A co poza tym? Nie byłabym sobą, gdybym się czymś nie pochwaliła ;-)) Michałek został laureatem „Ligi Naukowej” w dziedzinie matematycznej, a jego czteroosobowa drużyna jest najlepsza na Dolnym Śląsku. W czwartek Michu ma finał konkursu z języka francuskiego. I jeszcze dostał się do MENSY!  Znowu się powtórzę, ale pękam z dumy. Jak długo nic nie napiszę, to znaczy, że pękłam ;-)) Ściskam Was kochani serdecznie, zwłaszcza tych czytających, a nie ujawniających się :-) Buziaki. Kasia

Komentarzy: 11 (Komentarze)

 

Wesołych świąt!
2010-04-02


Moi drodzy!
Z okazji nadchodzących Świąt Wielkiej Nocy życzę wszystkim zdrowia, odpoczynku, chwili refleksji, wspaniałych potraw i ciast na wielkanocnym stole oraz mokrego Śmigusa-Dyngusa. Niech nam dopisze pogoda (ta atmosferyczna i ta duchowa).
Uściski świąteczne.
Kasia


Komentarzy: 8 (Komentarze)

 

Nasz zDolny ;-))
2010-03-25

Dziś tylko szybciutko się pochwalę moim starszym synkiem. Oto on na gali wręczania tytułu zDolny Ślązak:








 

Synek, pękamy z dumy :-))))


Komentarzy: 15 (Komentarze)

 

Więcej ;-))
2010-03-12

dopisane 18.03.
Wrzuciłam kilka zdjęć do galerii, jak kto ciekawy ;-))

Obiecałam napisać więcej o przeprowadzce w tym tygodniu i jeśli nie zrobię tego teraz, to moja obietnica pozostanie bez pokrycia ;-) Wprawdzie do końca tygodnia jeszcze trochę, ale w domu nie mam netu, tzn. na razie mamy jakiegoś blueconnecta, tylko mężuś zabrał go w delegację. I klops! No właśnie, teraz ponarzekam sobie na TP S.A, która nie chce przenieść nam numeru stacjonarnego wraz z neostradą do nowego mieszkania. W zasadzie to oficjalnie mam nie odmówiła, bo jako firma świadcząca usługi powszechne nie może tego zrobić, ale w związku z brakiem technicznych możliwości obecnie, termin podłączenia nam usługi określono do 12 miesięcy. Niech się ugryzą z taką perspektywą. Znajdziemy sobie innego dostawcę. Oprócz tych utrudnień reszta wygląda naprawdę dobrze. Fajnie się czujemy w nowym miejscu, choć jeszcze tyle do zrobienia przed nami. Chłopcy strasznie się cieszą ze swoich oddzielnych pokoików. Najbardziej zaawansowany, jeśli chodzi o urządzanie, jest pokój Michała. Oprócz rolet w oknach i dywanika, ma wszystko. On ma wszystko, a ja nie mam dziecka ;-)) Bo mój pierworodny, po powrocie ze szkoły, znika na górze w swoim królestwie i tyle go widziano. Jako że nie zrobiłam dotychczas zdjęć, pokrótce opiszę poszczególne pomieszczenia, a po zamieszczeniu zdjęć skonfrontujecie obraz z moim opisem. Pokój Micha ma charakter piłkarski. Na ścianach barwy FC Barcelona (samodzielnie malowane przez Michała), naklejka Messi, fotel – piłka, pościel – też barwy klubowe Barcelony, oświetlenie – lampy stadionowe. Ciekawe, kto zgadnie w jakim stylu zapowiada się pokój Łukaszka? Oczywiście, że geograficznym :-) Na ścianie wielka naklejka z mapą świata, obraz z mapą świata, globus… U niego brakuje paru mebli, ale jakoś sobie chłopak radzi ;-)) I największy sukces: śpi sam w swoim pokoju! Rewelacja! Choć przez pierwsze noce byłam przynajmniej raz przywoływana. A zaglądanie do niego w nocy jest o tyle trudne, że my mamy sypialnię na dole, po drugiej stronie mieszkania, a  on na górze. I na dodatek są kręcone schody (bez poręczy). Ale te dwie ostatnie noce już były o.k. (nie licząc mojej nadgorliwości w sprawdzaniu, czy mały aby się nie poodkrywał).  Zauważyliśmy z Miśkiem, że Łukasz od dnia przeprowadzki jest w stanie ciągłego podekscytowania. Wszystkim wkoło opowiada o nowym lokum, o swoim pokoju, nawet zaprosił panią z przedszkola, aby zobaczyła, jak się urządziliśmy. I najważniejsze - przedszkole jest na tej samej ulicy, dwa domy dalej. Teraz Łukciu szczyci się tym, że mieszka najbliżej przedszkola :-)
W przeciwieństwie do naszych dzieci, my-rodzice jesteśmy jeszcze niekompletnie umeblowani i wyposażeni, np. w sypialni mamy tylko materac (na szczęście nie-dmuchany ;-)) Za to cieszymy się, że w ogóle mamy sypialnię. Myśl o tym, że nie trzeba ścielić łóżka/chować pościeli sprawia mi wielką przyjemność :-) Tęsknię też za lampami, te gołe żarówki psują trochę ogólne wrażenie estetyczne. I choć brakuje jeszcze kilku mebli i rzeczy, to powiem Wam, że jestem zadowolona z tego, jak nam ostatecznie wyszło to wykończanie. Kuchnia i łazienka są takie, jakie sobie wymarzyłam, nareszcie mamy stół, przy którym można spokojnie zjeść obiad… Tylko teraz nęka mnie lekka choroba psychiczna, polegająca na tym, że przeżywam każdą ryskę na podłodze, na schodach, każdy ślad na ścianie, wkurzają mnie zaschnięte krople wody na armaturze, itp. Niby wiem, że mieszkanie służy do mieszkania, że to nie muzeum… Oby ten etap nie potrwał długo, bo teraz to ja się wykończę ;-)) A teraz pędzę cieszyć się moimi nowymi metrami kwadratowymi ;-)) Uściski. Kasia

Komentarzy: 12 (Komentarze)

 

Nareszcie....
2010-03-06

Przeprowadziliśmy się!!!! Wczoraj była pierwsza noc w nowym mieszkaniu. Jest nieźle. Dzieci zachwycone... Więcej napiszę w przyszłym tygodniu, bo teraz nie wiem w co rece włożyć... Ściskam Was wszystkich. Przeprowadzona ;-) Kasia


Komentarzy: 8 (Komentarze)

 


Zapraszamy do poczytania archiwum.
Archiwum:
2005: listopad grudzień
2006: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec

 

Moją stronę odwiedziło 84613 gości. Proszę, zostawiajcie po sobie ślad w Księdze Gości!

  Pawełek i Maciuś - tu

Adaś - tu

Jasiek - tu

Wojtek - tu

Grześ i Jagoda - tu

Antoszek - tu

Kamiś - tu

Misiu - tu

Aluś i Maksymek - tu

Grześ i Kasia - tu

Zosia - tu

Sałatki - tu

Szymorek - tu

Krzyś, Tusia i Szymek - tu

Milenka - tu

Filipek - tu

Gosia i Ania - tu

Murkowo - tu

Jula i Wojtuś - tu



 
 
 

2006-12-29
Moje drugie urodzinki... Obchodzę je w górach z rodzinką i znajomymi...

2006-10-14
Pierwsza noc poza domem bez mamy...

2006-09-25
Brrr... moja pierwsza wizyta u dentysty. Borowano mi 4 zęby. Było okropnie, ale przeżyłem...

2006-09-23
Definitywnie pożegnałem się z maminym cycuszkiem!

2006-06-14
Mój drugi wyjazd do Chorwacji (w zasadzie trzeci, bo pierwszy raz podróżowałem u mamy w brzuszku!)

2006-03-18
Moja pierwsza wizyta i postrzyżyny u profesjonalnego fryzjera. Byłem dzielny.

2006-02-17
MOJE IMIENINY!

2006-01-28
Moja pierwsza próba samodzielnego jedzenia widelcem (plastikowym oczywiście!)

2005-12-29
MAM ROCZEK!

2005-11-26
Mama podcięła mi troszkę włosy: grzywkę i po bokach. Teraz nareszcie wyglądam jak prawdziwy mężczyzna.

2005-11-19
Postawiłem pierwsze kroczki. Starzy są ze mnie dumni, że tak szybko. Teraz dam im popalić...

2005-09-29
Znowu imprezka. Imieniny Michałka.

2005-09-20
Raczkuję!!! Fajnie jest się przemieszczać z miejsca na miejsce bez żadnej pomocy.

2005-09-13
Teraz mama ma swoje pięć minut. Wreszcie powiedziałem MAMA.

2005-09-03
Powiedziałem pierwsze słowo: TATA. Tata był dumny jak paw.

2005-08-23
Imprezka w domu. 10-te urodziny mojego brata. Ale było fajnie...

2005-07-24
Zostałem ochrzczony! Moimi rodzicami chrzestnymi zostali: ciocia Kasia i wujek Jacek. Moi rodzice też tak mają na imię. Ale zbieg okoliczności...

2005-07-04
Mama wraca do pracy. Mój pierwszy dzień z nianią. Mam przeczucie, że to będzie moja nowa babcia.

2005-06-24
Wyjeżdżam na swoje pierwsze wakacje do Chorwacji. Czeka mnie długa podróż, ale jakoś dam radę.

2005-06-15
Hurra! Sam siedzę!

2005-05-20
Wyrżnęły mi sie dolne jedynki. Nawet tak bardzo nie bolało.

2005-05-15
Zjadłem coś innego, niz mleko mamy. To był deserek Gerbera - przecierane jabłuszka. Pychota!

2005-04-05
Mam swój pierwszy paszport! Brak w nim tylko mojego podpisu...Ale jak się nauczę pisać, to go uzupełnię!

2005-01-02
Rodzice przywieźli mnie ze szpitala do naszego domku. W pokoju na całej ścianie widniał ogromny napis zrobiony przez mojego brata: "Witamy w domu Mamę i Łukaszka" Ale to było fajne.

2004-12-29
Właśnie przyszedłem na ten dziwny świat.... Ważyłem 3250 g i byłem długi (a może raczej krótki) na 54 cm.



 
 
  2007-01-24
Am-te-te - serek Almette, Dupi - Buty

2006-11-25
Umiem wyraźnie powiedzieć "MICHAŁ"

2006-10-09
ICHA - tak gdzieś od 2 tygodni nazywam Michałka, to określenie jest najbardziej zbliżone do jego imienia, nie?

2006-07-05
Do tej pory potrafię powiedzieć: MAMA, TATA, BABA, BRUM, BRUM, ŁAŁA, NIANIA, DADA, MAMBA, HAU, HAU i.... to by było na tyle.

2006-04-10
DYTA - tak mówię na Michałka (przynajmniej tak się wydaje moim rodzicom)

2005-11-22
Nie umiem jeszcze mówić, więc trochę musicie poczekać, zanim powiem coś śmiesznego, ha, ha, ha...