« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

 

 

 

 
 

 

             Łukaszek i Michałek 

Lilypie - (SvUN)

 

Lilypie Baby Ticker
 

Test
2012-01-23

Zamieszczam sobie ku pamięci zdjęcia z bardzo udanego wyjazdu sylwestrowego. Zdjęcia powiedzą, gdzie byliśmy, z kim, ile nas było, jaka była pogoda, co robiliśmy i jak się bawiliśmy ;-))















 
Pozdrowienia dla tych, którzy jeszcze tu zaglądają :-))))) Kasia

Komentarzy: 4 (Komentarze)

 

I znów idą Święta :-)))
2011-12-21

"Czego nam może zazdroszczą aniołowie"


Szczery wieczór niepospolity
Bo odwaga zagląda do serc
Usta z łamanym opłatkiem
Mówią to co nie zwykły mówić

Karp się rwie do wieczerzy
Choinka zdobniejsza niż człowiek
Cieszą się płatki śniegu
Z całej tej radości wokół
Świat tego wieczoru taki
Nareszcie jak należy
Choć wcale nie idealny
Ale lepszy przecież
Kto wie czy nie zazdroszczą
Nam aniołowie w niebie
Ziemskiej atmosfery
Tego wyjątkowego wieczoru.

autor: s44 (wiersz znaleziony w necie)
 
Bardzo spodobał mi się ten wiersz, dlatego też zamieszczam go tutaj zamiast tradycyjnych życzeń świątecznych (w nadziei, że autor nie ma nic przeciwko temu ;-))
A poniżej życzenia w formie graficznej:


 
Kochani, i jeszcze życzenia na Nowy Rok: niech Wam się wiedzie we wszystkich dziedzinach życia: rodzinnej, zawodowej, partnerskiej, uczuciowej, wychowawczej...
Uściski. Kasia

Komentarzy: 4 (Komentarze)

 

6 rocznica smykowania ;-))
2011-11-23

Czas to niezły sprinter. Zasuwa tak, że trudno za nim nadążyć. Ani się obejrzałam, a moje dziecko z tłuściutkiego niemowlaczka - chomiczka:

 

 

przeistoczyło się w przystojnego studenta (Uniwersytetu Dzieci we Wrocławiu), posiadającego swój własny indeks!

 

 

Ja w tym czasie zdążyłam ukończyć studia podyplomowe, przeprowadzić się do większego mieszkania, napisać parę bajek i wierszyków, znaleźć nowych znajomych od serca, współzorganizować  kilka fajnych akcji ("Karolinka", "Mikołaj"), otworzyć się i rozwinąć w różne strony ;-))
A wszystko to na Waszych oczach ;-))

Dziękuję Wam za te 6 wspólnie spędzonych lat!
Ściskam. Kasia


Komentarzy: 9 (Komentarze)

 

Pasowanie na ucznia
2011-11-02

Ostatnio moja aktywność na blogu woła o pomstę do nieba, ale na okoliczność pasowania Łukaszka na ucznia szkoły podstawowej muszę się zmobilizować. Uroczystość miała miejsce 14 października, zatem piekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu ;-)) Wszystko udało się fantastycznie: dzieci pięknie wystrojone, przejęte, recytowały swoje wierszyki i śpiewały piosenki. Wielkie pióro, którym Pan Dyrektor pasował ich na ucznia, chyba budziło ich respekt. Ale późniejsza impreza w sali i wręczanie prezentów rozluźniło atmosferę i już uśmiechnięci pozowali do zdjęć. Zobaczcie:

Teraz Łukasz chwali się wszystkim swoją legitymacją szkolną oraz tarczą, jest bardzo dumny! My zresztą też!


Komentarzy: 8 (Komentarze)

 

Parę zdjęć...
2011-10-18
Na dowód tego, że żyjemy, mamy się dobrze i fajnie spędzamy czas, wklejam kilka zdjęć....


 

 

 

 

 





 
Mam nadzieję, że u Was podobnie :-) Pozdrowienia. Kasia

Komentarzy: 5 (Komentarze)

 

Wakacje część II
2011-09-13

Tak naprawdę to Kinga Dziduszkowa zmobilizowała mnie do napisania kilku słów o naszym sierpniowym wypoczynku ;-)) Zdjęcia przygotowałam sobie wcześniej, ale jakoś nie mogłam się zebrać do notki. Nie ma to jak delikatne upomnienie :-)) Zatem, do dzieła!
Zwiedzanie Paryża rozpoczęliśmy jak zwykle od wieży Eiffla, ulubionego zabytku Łukaszka.


 
W tym roku postanowiśmy "chodzić innymi niż poprzednio drogami" tj. nie powtarzać  atrakcji z zeszłego roku, tylko odkrywać nowe. Nie zawsze się dało, ale przynajmniej próbowaliśmy np. zamiast wjeżdżać na szczyt wieży Eiffla, wjechaliśmy na wieżowiec Montparnasse, zamiast do Muzeum Magii - do Muzeum Historii Naturalnej, zamiast spaceru nad Sekwaną - rejs po niej statkiem,  itp. Jednak paru rzeczy nie mogliśmy sobie darować. Łukasz koniecznie chciał ponownie zobaczyć nowoczesną dzielnicę Paryża - La Defense, Łuk Triumfalny, Ogród Luksemburski. Michał chciał pojechać do Parku Asterixa. Poniżej nasze paryskie migawki:


















Ach, najważniejsze! W czasie naszego tam pobytu Michał brał udział w Międzynarodowych Mistrzostwach w Grach Logicznych i Matematycznych i podobnie jak 3 lata temu zajął V miejsce. Znów byliśmy z niego dumni :-))
Po paru dniach w Paryżu spakowaliśmy trochę podręcznego bagażu i ruszyliśmy na podbój Bretanii. To było marzenie mojego męża, żeby nie tylko "siedzieć w mieście", ale zobaczyć coś jeszcze. No i zobaczyliśmy:

Klasztor Saint Michell




Miejscowość żeglarzy i przemytników - Saint Malo:


 
Przepiękne "Różowe wybrzeże" w Tregastel:











Wysepka Grande Ille:






Urocze miasteczko Dinan:



(Wiem, że tu miasteczka niewiele widać, ale lubię to zdjęcie ;-))



Oprócz zwiedzania było plażowanie :-)))



Bretania bardzo nam się spodobała, ze swoimi przypływami i odpływami, charakterystycznym jedzeniem: crepami (naleśnikami) i mulami (małżami), piwem cydrowym, serdecznymi ludźmi. Na pewno tam jeszcze wrócimy.
A na deser został nam Park Asterixa:









No cóż, było fantastycznie, dziś zostały już tylko wspomnienia... Zaczęła się szkoła, obowiązki i ... choroby. Łukasz ma zapalenie gardła i do końca tygodnia musi siedzieć w domu.  I to by było na tyle.... Pozdrawiam. Kasia

Komentarzy: 8 (Komentarze)

 

Wakacje, część I
2011-08-04

Uwaga, próbuję zmobilizować się do napisania powakacyjnej notki. No to start!
W tym roku znowu postanowiliśmy spędzić pierwszą część wakacji na Węgrzech. Byliśmy tam 3 lata temu i było fantastycznie. Zresztą chłopcy, zapytani jakiś czas temu: „Gdzie jedziemy na wakacje?” odpowiedzieli zgodnie, że właśnie tam. I ponownie wydrukowałam listę podstawowych zwrotów po węgiersku, m.in. jou napot kiwanok - dzień dobry,  kesenem – dziękuję, kirem – proszę, Lendziel wodziok – jestem z Polski, egesszegedre – na zdrowie, powtórzyliśmy je sobie i …. w drogę.  Zaczęliśmy od Budapesztu. Zwiedziliśmy Wzgórze Gellerta, Wzgórze Zamkowe, Labirynt pod Wzgórzem zamkowym, który jest najbardziej znaną jaskinią w Budapeszcie. Tu na ścianach odtworzono np. najciekawsze naskalne malowidła z terenu całej Europy i najważniejsze sceny z historii Węgier. Spacerując podziemiami widzieliśmy stare, wydrążone w litej skale studnie, do dziś zasobne w wodę.





Jednak moim chłopcom znów (podobnie jak poprzednio) najbardziej przypadła do gustu wizyta w Pałacu Cudów w Budapeszcie. To coś na kształt Miasteczka nauki i techniki La Vilette w Paryżu, tylko w mniejszym wydaniu. Ale i tak nie mogliśmy stamtąd wyjść, nie testując wszystkiego. Były m.in. kosmiczne skoki na gumie, jazda po linie na rowerze, leżenie na „madejowym łożu” i wiele innych atrakcji.







 
A później Oceanarium… Pamiętacie te rekiny?


 
Z Budapesztu ruszyliśmy do małego miasteczka Szentendre, coś w stylu naszego Kazimierza nad Wisłą. Spokojne, klimatyczne miasto jest pełne krętych i wąskich uliczek. Tam super atrakcją było Muzeum Marcepana, gdzie nawet udało nam się znaleźć sobowtóra  Michaela Jacksona ;-)) Spędziliśmy czas bardzo przyjemnie.


Widzicie Scooby Doo z marcepana?





Zrobiliśmy również przyjemność naszemu starszemu synowi i pojechalismy zobaczyć Hungaroring.




 
Następnym punktem naszej wycieczki było Holloko. To niezwykła wioska-rezerwat, u stóp średniowiecznego zamku, która jest pierwszą wsią wpisaną w całości na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Kościółek oraz 55 zabytkowych chałup skupia się dwóch ulic.  Kilka domostw zaadaptowano na potrzeby turystyki: w niektórych urządzono ekspozycje folklorystyczne, warsztaty rzemiosła ludowego i pracownie artystyczne, kilka zamieniono na miejsca noclegowe. Wśród wystaw muzealnych na uwagę zasługują m.in. zbiory lalek w strojach ludowych, kolekcja tkanin czy zabytkowe wnętrza – wszystkie w domach niedaleko kościółka. Niestety, tam pogoda nas nie rozpieszczała, lało cały czas, ale kilka zdjęć udało nam się zrobić.







 
Wreszcie dotarliśmy do miejscowości Bogacs. To malownicza wioska położona u podnóża Gór Bukowych. Znajdujące się tu kąpielisko termalne  jest jednym z najnowszych na Węgrzech. Rozbiliśmy namiot na kempingu w kompleksie basenowym. I choć tam też czasami padało i nie było za gorąco, to wcale to nam nie przeszkadzało. Baseny z cieplutką wodą mieliśmy na wyciągnięcie ręki o każdej porze dnia i nocy. Miejscowość znana jest również z uprawy winorośli – miejscowe trunki można degustować w kilkunastu piwniczkach wydrążonych w zboczu góry. Dojście do winnic z kempingu zajmowało około 5 minut spacerkiem, droga powrotna - z nieznanych przyczyn - około 20 minut ;-)) Tam Łukciu poznał swoich wegierskich przyjaciół: Davida, Evelin i Ester i żadna bariera językowa nie przeszkadzała im we wspólnym, wesołym spędzaniu czasu. W Bogacsu zabawiliśmy 3 doby, by w końcu udać  się do Hajduszoboszlo.

To ogromne, rozciągające się na 30 hektarach zieleni kąpielisko. Sercem kompleksu jest „plaża śródziemnomorska” z największym tego typu basenem w Europie. Na terenie kąpieliska powstał pierwszy na Węgrzech Aquapark. Atrakcjami tego kąpieliska są: sztuczny brzeg morza otoczony szpalerem palm, ogromny basen, wypełniony kryształowo czystą wodą z lekkimi falami, statek piracki na mieliźnie i piaszczysta plaża z latarnią morską, figury hipopotamów, fok i żółwi. Szczerze mówić tam średnio nam się podobało. Za dużo ludzi, tłok, gwar, nachalna muzyka, słowem: rozrywka nie dla nas. Jedynie Pałac wodny - Aqua-Palace znajdujący się przy kąpieliskach zrobił na nas pozytywne wrażenie. Składał się basenów tematycznych urządzonych w stylu różnych epok i klimatów. Każdy z nich zachwycał niepowtarzalnymi widokami (basen w jaskini lodowej, basen kinowy (kąpieli przy oglądaniu filmu), basen z wodami termalnymi Pava, basen tropikalny, basen a la Gandes, basen w stylu rzymskim, z wodą morską, w jaskini). Czekały tam na nas różne atrakcje: masaże strumieniami wody, masaże uciskowe, źródła, prądy znoszące, kąpiele bąbelkowe, wirówki, zjeżdżalnie rodzinne i zjeżdżalnie-giganty. Na piętrach Aqua-Palace znajdował się także cały kompleks saun, basen pływacki, basen zanurzeniowy na dworze oraz trzy prywatne łaźnie. Nie powiem, było w czym wybierać. W  Hajduszoboszlo spotkała nas miła niespodzianka. Przypadkiem spotkaliśmy się ze smykową rodziną „małej wiśni”, czyli z Wi – Agnieszką, jej mężem i dziećmi: Milenką, Kają i Filipem. Fajnie było poznać się „na żywo” po prawie 5 latach blogowej wirtualnej znajomości. Nigdy nie udało nam się spotkać w Polsce, a tu masz – odnalazłyśmy się wśród półnagiego tłumu w największym kąpielisku Europy :-). Z wrażenia nie zrobiliśmy sobie wspólnego zdjęcia, szkoda….
Dalej był Tokaj. Większość dorosłych na pewno kojarzy tę miejscowość z pysznym słodkim winem. Tam było spokojnie, kameralnie, spaliśmy w tym samym apartamencie, co 3 lata temu. Odpoczęliśmy po głośnym Hajduszoboszlo. Mam teraz ochotę na malutką retrospekcję ;-))



Babuszka zmieniła chustę, a Łukaszek troszkę nam urósł, nie?
Wracam do teraźniejszości.






 
Na koniec, w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Zakopane, gdzie spotkaliśmy się z naszą przyjaciółką Agnieszką i jej rodziną. Nazajutrz wspólnie pojechaliśmy do Krakowa i tam w zasadzie zakończyliśmy nasze wakacje.





 
Uff, dawno nie wyprodukowałam tyle tekstu ;-) Ale teraz mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Za kilka lat fajnie będzie powspominać ten pobyt na Węgrzech. Ściskam Was serdecznie. Kasia

Komentarzy: 4 (Komentarze)

 

Lato????
2011-07-08

Zgodnie z założeniem poczynionym w poprzedniej notce (tym optymistycznym ;-) odnotowuję kilka zdarzeń z naszego życia, które miały miejce w minionym miesiącu. Po pierwsze: zakończenie roku szkolnego. Chłopcy przynieśli piękne cenzurki, nagrody, dyplomy, jeden nawet mnie się dostało za zaangażowanie w życie grupy Łukaszka! Michała przyjęto do klasy matematyczno-fizycznej uniwersyteckiej  w LO 14 :-) Wiem, że się powtarzam, ale jesteśmy z niego bardzo dumni. Na uczczenie faktu zakończenia szkoły pojechaliśmy rodzinnie do Zoo Safari w Dvur Kralove. Polecam wszystkim, którzy jeszcze tam nie byli. Podobało nam się, nie było zbyt wielu ludzi, zwierzęta na wyciągnięcie ręki. Jak zamieszczę zdjęcia to zobaczycie :-)) Na drugi dzień, w drodze powrotnej, zwiedziliśmy Zamek Książ, którego raczej nikomu zachwalać nie muszę. Później wstąpiliśmy na chwilę do Jaworzyny Śląskiej, do Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa. Muzeum udostępnia ekspozycję obejmującą zabytkowy tabor kolejowy składający się z ponad 50 lokomotyw (pochodzenia polskiego, niemieckiego, austryjackiego, angielskiego i amerykańskiego) i około 50 wagonów. Zajmują one aż 1,5 km torów. Poza taborem kolejowym jest także maszyna parowa, dźwig, kolekcja motocykli Harley-Davidson, urządzenia dawnej drukarni, zabytkowy komputer Odra, zbiory ikonograficzne, biblioteczne oraz wiele eksponatów związanych z kolejnictwem. Uruchomiono również makietę kolejową sterowaną autentycznymi urządzeniami zabezpieczenia ruchu kolejowego. Jeździliśmy na  drezynie do jazd rekreacyjnych. Też było ciekawie.
A teraz?
Michał wyjechał na obóz tenisowy nad morze, a Łukaszek spędza czas ze swoim kuzynem Mateuszem. Nie można powiedzieć, żeby chłopcy się nudzili. Chodzą na boisko, zwiedzają  Wrocław, uczestniczą w zajęciach w Ossolineum i Muzeum Narodowym. Byliśmy też na kręglach, po południu (jak nie będzie padać) planujemy wizytę w Parku Linowym Sherwood, jak się okazuje umiejscowionym bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania. Wizytę Mateusza zwieńczymy pokazem specjalnym Wrocławskiej Fontanny na Pergoli. A od niedzieli Łukasz będzie spędzał czas z Dziadkami w Legnicy. Mam nadzieję, że pogoda się poprawi... To w zasadzie tyle... Teraz czekam niecierpliwie na urlop, chciałabym już pospać sobie do woli, poczytać książki, poleniuchować, pospotykać się z przyjaciółmi, po prostu odpocząć. Czego i Wam życzę. Kasia

Komentarzy: 5 (Komentarze)

 

Refleksja....
2011-06-09

Taka mnie naszła dzisiaj refleksja, że powinnam powoli zamykać ten pamiętnik. Minęło już 5 i pół roku odkąd zrobiłam pierwszy wpis. Szmat czasu.... I o ile na początku, czyli przez jakieś pierwsze 3 lata każdy wpis i komentarz budziły we mnie dreszczyk emocji ;-)), o tyle teraz już po prostu,  zwyczajnie mi się nie chce. W myślach szukam odpowiedniego czasu, okazji by zakończyć tę moją przygodę z blogowaniem. Któraś z Was (chyba Zojka) kiedyś powiedziała/napisała, że dobrym momentem będzie pójście naszego dziecka do szkoły. Może coś w tym jest. 7-letnie dziecko samo już dużo pamięta i być może nie ma potrzeby zapamiętyywania dla niego różnych wydarzeń, osiągnięć, spotkań, wycieczek. Tylko co ze mną? Ja wręcz odwrotnie, starzeję się i coraz mniej pamiętam ;-))) Oczywiście zaniechanie blogowania nie zmieni faktu, że nadal dużo się będzie działo w naszej rodzinie. Jednak opisywanie tego już mnie tak nie bawi, jak kiedyś. Szkoda, ale c’est la vie! Jednocześnie boję się definitywnie powiedzieć "koniec", bo jak mi się coś odmieni? Jak nagle poczuję potrzebę podzielenia się z Wami moimi radościami, smutkami, przemyśleniami... Kto mnie tak wysłucha i zrozumie, jak nie Wy? Więc na razie tak: ustalam sobie utrzymanie częstotliwości wpisów: jeden w miesiącu (wersja optymistyczna) lub  jeden na dwa miesiące (wersja pesymistyczna), poczekam do września i wtedy zobaczę. Po co właściwie o tym piszę? Żeby ci, którzy tu wciąż zaglądają (wiem, że są tacy, bo licznik odwiedzin bije) mieli jasną sytuację, np. mój mąż, który co parę dni pyta: "Jest jakiś nowy wpis?" Cwaniaczek jeden :-))). A póki tu jeszcze jestem, to musze się Wam pochwalić, że w tym roku Michał został wicemistrzem Polski w Grach Logicznych i Matematycznych i znów jedzie na Mistrzostwa Świata do Paryża. A my za nim :-))) Plany wakacyjne same nam się skrystalizowały. I koniecznie chciałabym Was zachęcić do wzięcia udziału w rodzinnym spływie kajakowym. My byliśmy w zeszłą sobotę i było naprawdę fantastycznie. Spływaliśmy rzeką Smortawą - dopływem Odry, trasa trwała ok. 5 godz.. czas spędziliśmy miło i aktywnie. Polecam. A teraz kończę i pozdrawiam. Kasia

Komentarzy: 5 (Komentarze)

 

Nadrabiam...
2011-05-17

Jejku, mam tyle rzeczy do odnotowania. Już i tak pogubiłam się w terminach, chronologii, więc idę na żywioł w opisie tego, co się u nas ostatnimi czasy działo. Po pierwsze: rekrutacja do pierwszych klas: zarówno Łukaszka jak i Michałka. We Wrocławiu mamy rekrutację elektroniczną, więc trzeba pilnować terminów logowania do systemu, wydruku i składania dokumentów, donoszenia oryginałów, etc. Łukasz idzie do pierwszej klasy w naszej szkole obwodowej, tej najbliżej domu, tam gdzie teraz chodzi do zerówki. Myślę, że nie będzie tu najmniejszych problemów. Michał również wybrał liceum w tym samym zespole szkół, w którym chodził do gimnazjum. Czyli nic im się nie zmienia. Łukaszkowi nawet nie zmieni się wychowawczyni, bo podobno dotychczasowej pani Łukcia zaproponowano prowadzenie I klasy i ona zastrzegła, że owszem, zdecyduje się, ale pod warunkiem, że to będzie grupa utworzona z jej zerówki. Bardzo się z tego cieszymy, bo Łukaszek uwielbia swoją panią :-) Kolejne 3 lata pod jej skrzydłami to dobra wiadomość. Michał też nie obawia się liceum, bo z niektórzy nauczyciele już go uczyli w gimnazjum, zresztą czego/kogo tu się bać?
Po drugie: nadal aktywnie spędzamy  wolny czas. Ostatnio np. byliśmy w Parku Dinozaurów w Krasiejowie koło Opola. Super sprawa, popatrzcie na kilka zdjęć:






W minioną sobotę braliśmy udział w "Nocy muzeów", a w zasadzie "Popołudniu muzeów". Mieliśmy tylko czas na odwiedzenie "Festiwalu wysokich temperatur".  Festiwal ten jest jedyną w Polsce otwartą imprezą artystyczną, podczas której artyści z całego świata dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi pasjonatami "sztuki na gorąco" i pokazują publiczności swoją pracę "od kuchni". Trochę jednak rozczarowaliśmy się, bo był spory tłok i trudno było dostać się do poszczególnych atrakcji. Ale zawsze to czas spędzony na świeżym, ciepłym ;-)) powietrzu.
Ooo, jeszcze mi się przypomniała fajna impreza, na której nas nie zabrakło: 'Krzyżacy - Rock Opera".
To widowisko muzyczne z udziałem m.in. Pawła Kukiza, Macieja Balcara, Piotra Cugowskiego , Macieja Silskiego i Olgi Szomańskiej to pierwsza od lat polska rock opera, oparta na motywach powieści Henryka Sienkiewicza, wystawiona w przepięknej naturalnej scenerii jelczańskiego stawu. Wybitni wokaliści i aktorzy, rockowa muzyka na żywo, mroczna czarno biała stylistyka połączona z nowoczesną choreografią - to wszystko razem z efektami laserowymi, poduszkowcami, skuterami wodnymi i efektami pirotechnicznymi dało nam  niezapomniane wrażenia.
Po trzecie: Łukaszek wystartował w szkolnym, logopedycznym konkursie recytatorskim z wierszykiem "Kurka Czupurka" i zajął II miejsce. Jesteśmy z niego bardzo dumni. Oto jego dyplom:


No i tylko na tyle starczyło mi dzisiaj czasu. Jednak dobre i to, bo już myślałam, że nigdy się nie zmobilizuję ;-))
Pozdrowienia Drodzy. Kasia

Komentarzy: 3 (Komentarze)

 


Zapraszamy do poczytania archiwum.
Archiwum:
2005: listopad grudzień
2006: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2011: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2012: styczeń

 

Moją stronę odwiedziło 107247 gości. Proszę, zostawiajcie po sobie ślad w Księdze Gości!

  Pawełek i Maciuś - tu

Adaś - tu

Jasiek - tu

Wojtek - tu

Grześ i Jagoda - tu

Antoszek - tu

Kamiś - tu

Misiu - tu

Aluś i Maksymek - tu

Grześ i Kasia - tu

Zosia - tu

Sałatki - tu

Szymorek - tu

Krzyś, Tusia i Szymek - tu

Milenka - tu

Filipek - tu

Gosia i Ania - tu

Murkowo - tu

Jula i Wojtuś - tu

Olinki - tu



 
 
 

2006-12-29
Moje drugie urodzinki... Obchodzę je w górach z rodzinką i znajomymi...

2006-10-14
Pierwsza noc poza domem bez mamy...

2006-09-25
Brrr... moja pierwsza wizyta u dentysty. Borowano mi 4 zęby. Było okropnie, ale przeżyłem...

2006-09-23
Definitywnie pożegnałem się z maminym cycuszkiem!

2006-06-14
Mój drugi wyjazd do Chorwacji (w zasadzie trzeci, bo pierwszy raz podróżowałem u mamy w brzuszku!)

2006-03-18
Moja pierwsza wizyta i postrzyżyny u profesjonalnego fryzjera. Byłem dzielny.

2006-02-17
MOJE IMIENINY!

2006-01-28
Moja pierwsza próba samodzielnego jedzenia widelcem (plastikowym oczywiście!)

2005-12-29
MAM ROCZEK!

2005-11-26
Mama podcięła mi troszkę włosy: grzywkę i po bokach. Teraz nareszcie wyglądam jak prawdziwy mężczyzna.

2005-11-19
Postawiłem pierwsze kroczki. Starzy są ze mnie dumni, że tak szybko. Teraz dam im popalić...

2005-09-29
Znowu imprezka. Imieniny Michałka.

2005-09-20
Raczkuję!!! Fajnie jest się przemieszczać z miejsca na miejsce bez żadnej pomocy.

2005-09-13
Teraz mama ma swoje pięć minut. Wreszcie powiedziałem MAMA.

2005-09-03
Powiedziałem pierwsze słowo: TATA. Tata był dumny jak paw.

2005-08-23
Imprezka w domu. 10-te urodziny mojego brata. Ale było fajnie...

2005-07-24
Zostałem ochrzczony! Moimi rodzicami chrzestnymi zostali: ciocia Kasia i wujek Jacek. Moi rodzice też tak mają na imię. Ale zbieg okoliczności...

2005-07-04
Mama wraca do pracy. Mój pierwszy dzień z nianią. Mam przeczucie, że to będzie moja nowa babcia.

2005-06-24
Wyjeżdżam na swoje pierwsze wakacje do Chorwacji. Czeka mnie długa podróż, ale jakoś dam radę.

2005-06-15
Hurra! Sam siedzę!

2005-05-20
Wyrżnęły mi sie dolne jedynki. Nawet tak bardzo nie bolało.

2005-05-15
Zjadłem coś innego, niz mleko mamy. To był deserek Gerbera - przecierane jabłuszka. Pychota!

2005-04-05
Mam swój pierwszy paszport! Brak w nim tylko mojego podpisu...Ale jak się nauczę pisać, to go uzupełnię!

2005-01-02
Rodzice przywieźli mnie ze szpitala do naszego domku. W pokoju na całej ścianie widniał ogromny napis zrobiony przez mojego brata: "Witamy w domu Mamę i Łukaszka" Ale to było fajne.

2004-12-29
Właśnie przyszedłem na ten dziwny świat.... Ważyłem 3250 g i byłem długi (a może raczej krótki) na 54 cm.



 
 
  2007-01-24
Am-te-te - serek Almette, Dupi - Buty

2006-11-25
Umiem wyraźnie powiedzieć "MICHAŁ"

2006-10-09
ICHA - tak gdzieś od 2 tygodni nazywam Michałka, to określenie jest najbardziej zbliżone do jego imienia, nie?

2006-07-05
Do tej pory potrafię powiedzieć: MAMA, TATA, BABA, BRUM, BRUM, ŁAŁA, NIANIA, DADA, MAMBA, HAU, HAU i.... to by było na tyle.

2006-04-10
DYTA - tak mówię na Michałka (przynajmniej tak się wydaje moim rodzicom)

2005-11-22
Nie umiem jeszcze mówić, więc trochę musicie poczekać, zanim powiem coś śmiesznego, ha, ha, ha...