| |
Łukaszek i Michałek




Nareszcie....
2010-03-06
Przeprowadziliśmy się!!!! Wczoraj była pierwsza noc w nowym mieszkaniu. Jest nieźle. Dzieci zachwycone... Więcej napiszę w przyszłym tygodniu, bo teraz nie wiem w co rece włożyć... Ściskam Was wszystkich. Przeprowadzona ;-) Kasia
Ospowo-mieszkaniowo-rocznicowo
2010-02-26
No tak… Mam ospę. A w zasadzie mogę napisać, że miałam, bo już ostatnie strupki obsychają ;-)) Nikt się nie spodziewał, że na mnie padnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę stanowcze twierdzenie mojej mamy, jakobym ospę w dzieciństwie przechodziła. Już raczej stawialiśmy na Michała, który ospy do tej pory nie miał. I nadal nie ma… Ale jeszcze wszystko się może zdarzyć. Jeśli chodzi o moją re-ospę, to bardzo łagodnie ją przeszłam, co potwierdzałby teorię mojej pani doktor o wtórnej ospie, bo gdyby to było „pierwszy raz”, to w moim wieku leżałabym plackiem z 40-stopniową gorączką i tysiącem strupów na ciele A tak w 6 dni rozprawiłam się z dziadostwem, pozostało tylko kilka znaków. Tak, muszę Wam się przyznać, że trochę drapałam. Paluszki mnie świerzbiły, że hej ;-)) Ale mam nadzieję, że wszystko to zblednie. A jak nie? No cóż, trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów :-) Już mi nic ani nie zaszkodzi, ani nie pomoże ;-))
Dziś Łukciu zadebiutował po prawie trzytygodniowej przerwie w przedszkolu. Bo, jak pamiętacie, po ospie przyplątało się zapalenie płuc, które puściło dopiero po drugim antybiotyku i stawianiu baniek. Te bańki to dość dziwna sprawa. Były tradycyjne, ogniowe, ale nie pozostawiły żadnego śladu, ani jednego czerwonego krążka, nie mówiąc już o jakichś ciemnych plamach. Stąd koncepcja, że może to tak naprawdę nie było żadne zapalenie płuc, tylko… No właśnie, nie bardzo wiemy co, grunt, że już po wszystkim. Mocno się zastanawialiśmy, czy go puścić w piątek, ale on tak się uparł, bo dziś miał zajęcia artystyczne, na których zawsze coś ciekawego się dzieje. Właśnie dziś robili makietę mieszkania, z oknami, drzwiami, meblami, kaloryferami… Super sprawa, mały tak się wciągnął, zwłaszcza w kontekście urządzania naszego nowego lokum. Pięknie wszystko zaprojektował. W ogóle już czas na przeprowadzkę. Wszystko gotowe (prawie), brakuje oczywiście paru rzeczy: szaf wnękowych, mebli do sypialni, żyrandoli, dywaników, zasłon, ale bez tego da się żyć. Nie obejdzie się bez prowizorek, których bardzo się boję, bo jak znam życie, to takie prowizorki mogą trwać latami :-) No trudno, gdybyśmy chcieli tak wszystko na tip-top wykończyć, to jeszcze przynajmniej przez rok nie przeprowadzilibyśmy się. Miałam nadzieję, że zdążymy z przeprowadzką na wczoraj, kiedy to mnie i mojemu mężowi stuknęło 15 lat małżeństwa, ale te choróbska pomieszały nam szyki. Jejku, kiedy my nadrobimy te wszystkie zaległe uroczystości? Oby niebawem. A to my po 15-tu latach razem :-)

To było dobry czas, najlepszy. Życzę sobie (nam) jeszcze przynajmniej trzech takich piętnastek. Pozdrawiam Was. Kasia
Balentynki pod Racławicami :-))
2010-02-17
Poprzednia notka w formie telegramu jakoś tak mi nie leży, jednak wolę dłuższe wypowiedzi ;-)) Mam chwilę, więc skrobnę co nieco. Czy ja pisałam, że z chłopcami już lepiej? Hmmm, wydawało mi się… Michał dalej kaszle... I o ile ospa łagodnie potraktowała Łukaszka, to po niej przyplątało się zapalenie płuc! Nie mogę uwierzyć, tym bardziej, że wcale tak źle z nim nie jest. Nie ma ani gorączki, ani kataru, wysypka też już zeszła… Po prostu brzydko kaszlał, więc poszłam z nim do lekarza. Dostał antybiotyk i dalej siedzi w domu przez kolejny tydzień. Wszystkie przedszkolne imprezy przeszły mu koło nosa :-( Zanim jednak w poniedziałek pani doktor postawiła diagnozę, zdążyliśmy w niedzielę wziąć udział w imprezie pt. „Zwiedzanie z lekkim zawrotem głowy” w Panoramie Racławickiej.
Od dawna czekaliśmy na to wydarzenie, więc nie miałam serca odmówić małemu pójścia tam. Zaprosiła nas tam Ośla Łączka, za co serdecznie jej dziękujemy. Po krótkim wstępie przeprowadzonym w Małej Rotundzie obejrzeliśmy ogromne malowidło Panoramy. Nie było to zwykłe zwiedzanie, ale prawdziwa przygoda. Oprócz wysłuchania opowieści o powstawaniu wielkiego obrazu panoramowego i dokładnego obejrzenia dzieła dzieci rozwiązywały zadania, odpowiadały na pytania. Uzupełnieniem zwiedzania było wspólne zadanie plastyczne.
Łukasz, Maciuś, Paweł i ich kolega Michał pięknie narysowali scenki zapamiętane z obrazu. Był więc Kościuszko, kosynierzy, armata, przydrożny krzyż :-). Efekty ich pracy można będzie oglądać na wystawie w hollu Panoramy. Naprawdę fajna sprawa. A ile sam człowiek się dowiedział ;-)) Dziś natomiast świętujemy imieniny Łukcia. Może „świętujemy” to zbyt wielkie słowo, po prostu chcemy jakoś troszkę inaczej spędzić ten dzień. Rano mały dostał prezent: kolejną książkę o przygodach Pippi Pończoszanki i film o tym samym tytule. Miałam nadzieję, że sprawimy mu tym wielką niespodziankę, ale niestety: było rozczarowanie, łzy i tekst: „Nie cieszę się z niczego!” Skubaniec jeden. A na pytanie, co chciał dostać, odparł, że czekoladę ;-)). Wiem, stara jestem, ale przykro mi się zrobiło, że nie potrafił docenić prezentu. Tylko czy można tego wymagać od pięciolatka? Z drugiej strony przecież uwielbiał słuchać o perypetiach rudej dziewczynki, sam nawet czytał sobie niektóre rozdziały. A on tu z czekoladą wyjeżdża :-) No dobra, może chory, może zmęczony tym długim siedzeniem w domu i dlatego tak marudzi? Po południu przeprowadzę z nim poważną rozmowę ;-)
I jeszcze na koniec taka scenka. 14 lutego mały czymś mnie zdenerwował i podniosłam na niego głos. A on na to:
- Mamo, dzisiaj nie wolno krzyczeć. Dziś są BALENTYNKI! :-))))
Już parę dni po balentynkach, więc nie będę wam życzyć miłości, ale miłego dnia to i owszem :-) Pozdrowienia. Kasia
Telegram ;-))
2010-02-10
Chłopcy powoli wychodzą z chorób. Stop.
Ja znów jestem chora na jakąś infekcję nie-wiadomo-jaką. Stop.
Michał został lauteatem zDolnego Ślązaka w dziedzinie matematycznej :-)) Stop.
Trzeba rozglądać się za garniturem dla niego na Galę Laureatów. Stop.
To jest najlepszy prezent na dzisiejsze moje urodziny i imieniny mojego Jacusia. Stop.
Wykończanie mieszkania znów ruszyło. Kładziemy listwy przypodłogowe. Stop.
Łukasz wypisał dwie laurki. Stop.


Na jutro zapowiadają obfite opady śniegu. Stop.
Pozdrawiam wszystkich. Stop.
Kasia
Jak nie urok, to.... ;-))
2010-02-07
A już wszystko tak pięknie zaczęło się układać... Jakieś parę dni temu Łukasz powiedział mi, że już lubi swoje przedszkole, że chciałby do niego przychodzić o 6.00 rano :-)) Nie wiem, z czego to tak nagle wyniknęło? Może dlatego, że teraz w przedszkolu dużo się dzieje. Dzieci przygotowują program na zaległy dzień Babci i Dziadka. Codziennie słyszę jakiś nowy fragment wierszyka lub piosenki na tę okazję. Zbliża się też bal przebierańców. Mój mały zapragnął w tym roku być KOTKIEM! Huuurra! Lepiej nie mógł wybrać, bo właśnie Natka uszyła dla swojego Maciusia strój kotka i teraz go nam pożyczyła (strój, nie Maciusia ;-). Łukasz jest zachwycony. Od razu się przebrał i latałby w nim cały dzień, gdyby mu nie zwrócić uwagi. No widzicie, wszystko pięknie, tylko dziś rano pojawił się mały problem. Łukasz ma OSPĘ! Na razie ma gdzieś z 20 krostek, ale pewnie już jutro będzie wyglądał jak rasowa biedroneczka. A niech to... Czeka nas dłuższe siedzenie w domu, a imprezy przejdą mu koło nosa. Na dodatek Michał wrócił z obozu przeziębiony (ale bardzo zadowolony) i z tego co pamiętam, to on jeszcze nie przechodził ospy. Tak więc mamy w domu dwoje chorych dzieci. A powoli zaczynaliśmy planować przeprowadzkę :-( No cóż, będzie musiała trochę poczekać. Tak jak nasza coroczna impreza urodzinowo-imieninowa (moja i mojego mąża), którą zwykle organizujemy w lutym. Niby jeszcze 3 tygodnie lutego, ale coś mi się zdaje, że i tak się ze wszystkim nie wyrobimy. Teraz najważniejsze, to przegnać choroby, reszta jakoś sama się poukłada. Jeszcze a’propos siedzenia w domu. Łukasz dalej jest w fazie kolorowania. Teraz uwielbia wszelkiego rodzaju budowle, które najpierw drukuje, potem koloruje, a następnie prosi o ich wycięcie w ten oto sposób:
- Mamo, WYNOŻYCZKUJ mi domek :-))
Dzisiaj nożyczkujemy Krzywą Wieżę w Pizie i Taj Mahal w Indiach.
Oby do wiosny. Uściski. Kasia
Hibernacja :-)
2010-01-26
Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce ;-)) Styczeń mija, ja z trudem wykrzesałam z siebie jedną notkę. Wokół zimno, ciemno… Problemem jest dla mnie poranne wstawanie, skrobanie szyb w samochodzie, odbieranie Łukasza z przedszkola… Zahibernowana jakaś jestem ;-)) I jeszcze dzisiaj rano usłyszałam, że taki stan rzeczy wokół (czyli generalnie zimno) potrwa do końca lutego. Matko, jak ja wytrzymam tak długo? Niby powinnam mieć co robić, bo przeprowadzka za pasem, ale czekamy, aż zrobi się cieplej. Pakowanie na razie wstrzymałam, perspektywa życia w otoczeniu kartonów nie bardzo mi się podoba, a jeszcze pewnie i tak z nimi poobcuję w nowym mieszkaniu. U Łukasza w przedszkolu też nie za wiele się dzieje, bo szaleje tam ospa wietrzna, nawet jego pani się na nią załapała. Dzieci mało, imprezy z okazji dnia Babci i Dziadka i bal karnawałowy przeniesione na luty. Ale taka sytuacja w przedszkolu i długie zimowe wieczory w domu też mają swoje plusy. Łukasz ostatnio bardzo polubił rysowanie i kolorowanie (a do tej pory różnie z tym bywało). Tworzy niezliczone ilości rysunków przedstawiających: zwierzątka, domy, wieżowce, zamki, postacie. Są one bardzo kolorowe, zauważam powoli dbałość o szczegóły np. winda w wieżowcu czy dachówka na dachu domu. Poza tym nastąpił przełom, jeśli chodzi o fascynację Scooby-Doo. To już nie jest ulubiony film małego, teraz nastała faza Fineasza i Ferba. Znacie? Całe szczęście, że nie ma zbyt wielu gadżetów związanych z tymi bohaterami, bo poszlibyśmy z torbami. A zakupiony w grudniu zamek i większość prezentów choinkowych (puzzle, gry) pod znakiem Scooby-Doo leżą w kącie :-(
I jeszcze ku pamięci tekst Łukasza skierowany do Michała, który nie chciał się z nim podzielić chipsami:
- Michał, ale z ciebie NIEPODZIELNIK!
Albo mały zwraca się do mnie:
- Mamo, nie mów do mnie ŁUKASZEK. Mów: ŁUKASZ. Ja mam już 5 lat!
Jeśli chodzi o „niepodzielnika” ;-) to on ma się dobrze. Zakończył I półrocze z całkiem dobrą średnią, w minioną sobotę wziął udział w finale „zDolny Ślązak – Konkurs Fizyczny”, w tę sobotę ma finał „zDolny Ślązak – Konkurs Matematyczny”. Trzymajcie kciuki. W sobotę również Michał rozpoczyna ferie i wyjeżdża na obóz snowboardowy. Właśnie mi się przypomniało, że obiecałam mu, że w tym roku popróbuję jazdy na snowboardzie. Ale chyba nic z tego nie wyjdzie, mimo moich najszczerszych chęci ;-))
A jutro mój mężuś obchodzi urodziny. Niestety, nie będziemy razem świętować, bo wyjeżdża świtem w delegację. Kochanie, razem z chłopcami życzymy Ci zdrowia, spełnienia marzeń, powodzenia w pracy, mniej nerwów i pociechy z nas wszystkich! Kasia, Michał i Łukaszek.
Piąte przez dziesiąte ;-))
2010-01-08
Dlaczego tak się dzieje, że mimo czasu, którym obecnie dysponuję (nawet w nadmiarze, bo siedzę sobie na „chorobowym”), wydarzeń, które warto opisać i zapamiętać (Sylwester), możliwości (nieograniczony dostęp do Internetu), nie chce mi się stworzyć notki… Czyżby moja „epoka Smyków” (jak to gdzieś ładnie określiła Aga-Zojka) zbliżała się ku schyłkowi? Bardzo bym tego nie chciała, ale wszystkie znaki na ziemi i niebie mówią, że tak jest. Dlaczego więc tak trudno powiedzieć mi definitywnie: KONIEC! Bo tak naprawdę łudzę się, że jeszcze odzyskam zapał do blogowania, czytania, komentowania… Że to wszystko przez zimę, brak słońca, brak sił… Guzik prawda! Spróbowałam „tej części wirtualnego świata” i teraz szukam czegoś innego. Tylko czego? No nic, postanowiłam jeszcze trochę pociągnąć ten wózek ;-) Ten wstęp to tytułem usprawiedliwienia się tak z początkiem nowego roku za „niebywanie”, niekomentowanie, nieczytanie, przegapianie. Nawet nie wiem, czy mogę napisać, że się poprawię? To się okaże… Teraz może tradycyjnie krótka relacja, co u nas. Otóż mnie i mojego męża po wyjeździe sylwestrowym dopadło jakieś przeziębienie, czy może lekka grypa? Dostałam 7 dni zwolnienia. Łukaszek też zaczął smarkać, więc nie chodzi do przedszkola. Staramy się nie dopuścić do rozwinięcia choroby. Tylko Michał jakoś się trzyma. Choć rano strasznie nie chce mu się iść do szkoły, widząc nas wylegujących się w łóżku. No cóż, takie życie. Michu nie może doczekać się ferii. Jedzie na obóz snowboardowy, gdzie ma nadzieję trochę pośmigać na desce. Takie nadzieje miał i przed wyjazdem sylwestrowym, ale niestety pogoda spłatała nam psikusa. Nasz pobyt w miejscowości Kowalowa (tam byliśmy rok temu i 3 lata temu) zaczęliśmy 30 grudnia. Początkowo w ogóle nie było śniegu! W Sylwestra wybraliśmy się na wędrówkę, zdobyć szczyt o wdzięcznej nazwie Garbatka. Przemokliśmy do kolan.
W Nowy Rok tak wiało i było tak zimno, że tylko dzieci pozjeżdżały trochę na sankach z pagórków w okolicach schroniska „Andrzejówka”. 2 stycznia napadało śniegu i udało nam się dłużej powędrować (także szlakami wkoło „Andrzejówki”), ale wciąż było dosyć zimno i wietrznie. Dopiero ostatniego dnia, kiedy trzeba było już wyjeżdżać, zrobiło się naprawdę ładnie: śnieżnie i słonecznie. Nie omieszkaliśmy posaneczkować z górki nieopodal „naszego” gospodarstwa agroturystycznego. Jeśli chodzi o inne atrakcje to oczywiście graliśmy w „Ktulu” (pamiętacie z zeszłego roku?), bo tylko w czasie takich wyjazdów zbiera się odpowiednie kworum (13 osób), w grę karcianą „Kanasta” oraz planszową „Blokus” (polecam, jasne reguły, ale trzeba trochę pogłówkować). Jednak furorę zrobił „Sing Star” – profesjonalny program do karaoke. Naśpiewaliśmy się po wsze czasy…
Nie zabrakło również gitary i szant. Oj, działo się, działo… Mieliśmy również zaplanowany konkurs pod tytułem „Mam talent”, ale tak naprawdę stawiło się tylko dwóch uczestników: Łukaszek z talentem do odgadywania stolic państw europejskich i Sławek (pozdrowienia Sławku!) ze swoja sztuczką karcianą. Inni nie mogli się zdecydować, który ze swych talentów zaprezentować ;-)).
Ach, zapomniałabym… W sobotę odwiedziła nas Ośla Łączka ze swoimi znajomymi. Mieliśmy razem pójść na wycieczkę, ale jakoś szlaki nam się rozeszły i spotkaliśmy się dopiero w schronisku. Było bardzo wesoło i sympatycznie. Podsumowując: to był bardzo udany wyjazd. Jeszcze raz przekonaliśmy się, że najważniejsze jest to, z kim spędza się czas. I dzieci też zadowolone, choć Michał coś przebąkiwał, że w przyszłym roku nie jedzie z nami, tylko organizuje Sylwestra u siebie ;-)) To się jeszcze okaże… Tyle relacji. Szkoda tylko, że po wyjeździe musimy swoje odchorować… Ale tak to już jest, że „…raz radość, raz smutek…” (wiem, wiem, nadużywam tego określenia, ale tak się do mnie przyczepiło ;-). Teraz parę zdjęć:
Chyba coś się poprzestawiało w aparacie, bo te zdjęcia jakieś takie niebieskie???
Kochani, dziekuję wszystkim za życzenia urodzinowe dla Łukaszka i noworoczne dla nas. Ściskam Was serdecznie. Kasia
Piąte urodziny Łukaszka
2009-12-29
Piąty raz robię na tym blogu wpis z tej okazji. Próbuję przy tym różnych form: wiersza, prozy, kwestionariusza ;-)) Żeby nie było monotonnie, bo przecież za każdym razem opisuję to samo: jak bardzo kochamy naszego synka, jaki jest mądry i śliczny, jacy jesteśmy z niego dumni, jaki świat był niepełny bez niego… I zawsze życzę mu tego samego: zdrowia, radości, spełnienia marzeń, przyjaciół, beztroskiego dzieciństwa, rozwijania zainteresowań. Teraz dorzucę jeszcze jedno życzenie: żeby mniej się przejmował „pierdołami”. A to bardzo trudne do zrealizowania dla pięciolatka. Bo to, co mnie-dorosłemu, wydaje się „pierdołą”, dla niego może być rzeczą najwyższej wagi, nie? ;-)) Ale chciałabym, żeby nie zniechęcały go małe niepowodzenia, żeby był śmiały, pewny siebie, żeby umiał bronić swojego zdania. Wtedy będzie mu łatwiej w życiu.
Synku, jesteś naszą iskiereczką, promyczkiem, wszechświatem... Bardzo, bardzo cię kochamy! Mama, Tata i Michał
Krok po kroczku...
2009-12-21
"...Krok po kroku, krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku, idą Święta, idą Święta..." Ta piosenka z radiowej Trójki kołacze mi się po głowie non stop. Zresztą trudno nie pamiętać, że idą święta. Wokół szał przedświątecznych zakupów, ludzie targający choinki, baseny z karpiami przed supermarketami... A my nie szalejemy. W tym roku nie zrobiłam kartek, kupiłam tylko parę, ubraliśmy maleńką sztuczną choinkę, bo i tak całe święta i w Sylwestra nie będzie nas w domu. Sprzątać za bardzo nam się nie chce, bo za niedługo się przeprowadzamy i wtedy zrobimy gruntowny porządek. Żeby tradycji stało się zadość, tylko upiekłam z chłopakami pierniczki, ale cholery, jeszcze twarde jak kamień (no, może przesadziłam z tym kamieniem, ale twarde :-) I tak mimo wszystko wyjadamy codziennie po kilka, do Świąt na pewno nie ostanie się żaden. Planuję jutro upiec jakieś ciasto, tylko koncepcji jeszcze nie mam. Tak się zastanawiam, z czego wynika moje tegoroczne niezorganizowanie? Może z tego, że zamiast skupić się na przedświątecznych przygotowaniach, ja sie bawię :-). Na przykład w ten weekend szczęśliwie udało nam się wziąć udział w wigilijnej imprezie fimowej mojego męża w Warszawie. Piszę: szczęśliwie, bo co roku przytrafiają się nam jakieś historie uniemożliwiające lub utrudniające pobyt w stolicy. W tamtym roku w ogóle nie pojechaliśmy, bo Łukasz miał rotawirusa, 2 lata temu byliśmy, a jakże, ale ja miałam zapalenie oka/spojówek i nie za bardzo się bawiłam. A w tym roku wszystko było o.k. Tylko zimno było jak diabli (-15oC) i korki, że hej... Aniu Kamisiowa, ja nie wiem, jak Ty możesz funkcjonować w takim zakorkowanym mieście? A ja narzekam, jak 10 minut postoję w korku ;-)) Chłopcy zostali z Dziadkami i też świetnie spędzlili czas: piekąc ciasto, szalejąc na śniegu, spacerując, grając w karty. No fajnie było... Aaaa, zapomniałabym. Będąc w Warszawie, odebrałam moją licencję zarządcy nieruchomości. Tak mi trudno uwierzyć, że to już koniec, a dopiero co zaczynałam tę podyplomówkę. Teraz więc jestem zarządcą pełną gębą :-) Jeśli chodzi o Łukaszka, to już jest dużo lepiej z tym jego nowym przedszkolem. Chyba zrozumiał, że powrotu do starego (przedszkola) nie ma i trzeba się przyzwyczaić. Codziennie wraca do domu z nową piosenką/kolędą na ustach, kilkoma rysunkami, jakimiś opowieściami o kolegach i paniach. Jednym słowiem: jest dobrze i tak trzymać. A jeszcze gdy się przeprowadzimy i będziemy mieszkać dwa domy dalej od przedszkola, to już powinno być całkiem w porządku. Dziś mój mały rozbawił mnie takim tekstem, gdy pomagał mi przy pieczeniu ciasta dla Michała na jego szkolną wigilię, wylizując miskę po białkach ubitych z cukrem:
- Mamo, myślę, że koledzy Michała zachwycą się Twoim ciastem i powiedzą tak: "Michał, Twoja mama chyba umie gotować :-)) "
No ja myślę :-))
A jak już jestem przy Michale, to muszę go pochwalić, że w tym roku znów zakwalifikował się do finału zDolnego Ślązaka (już nie Ślązaczka ;-)) w dziedzinie matematyczno-fizycznej. Jest to o tyle wyczyn, że na 61 finalistów, tylko 5 osób (w tym Michał) jest z II klasy gimnazjum, a reszta z III. Pewnie w finale trzecioklasiści rozgromią tych młodszych, ale nieważne. Bardzo jestem z niego dumna.
Kochani, z okazji nadchodzących Świąt chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia: zdrowia, spełnienia marzeń, życzliwości i zrozumienia wokół, realizacji wszelkich Waszych pomysłów (nawet tych niekonwencjonalnych) i wielu powodów do dumy. Uściski. Kasia

Dziś zacznę, a skończę jutro ;-))
2009-12-07
Tyle się wydarzyło ostatnimi dniami, że nie wiem od czego zacząć… No to może chronologicznie. Tydzień temu byłam z Łukaszkiem na przedszkolnej wycieczce w Fabryce Bombek w Złotoryi. Wiązałam z tym wyjazdem wielkie nadzieje: na poznanie jego kolegów i koleżanek, na rozmowę z innymi mamami, na obserwację Łukaszkowych relacji z rówieśnikami i paniami przedszkolankami. Ale nic z tego. Łukciu nie odstępował mnie na krok, nie bawił się z innymi, jakiś taki zawstydzony był. Rozmowa z innymi rodzicami tez nie wchodziła w grę, bo: w autokarze każdy był zajęty swoją pociechą, potem zwiedzanie i słuchanie pani przewodnik, zakupy w sklepie firmowym z bombkami, powrót. Tak szybko zleciało. Jednak wróciliśmy zadowoleni, zawsze to kolejne doświadczenie, miejsce, sytuacja. Ja tylko wyobrażałam sobie, że moje dziecko jest bardziej otwarte, gadatliwe, a on raczej taki cichutki… Dziwne, bo w domu buzia mu się nie zamyka… Ale na zdjęciach uśmiechnięty, czyli chyba mu się podobało :-)) Zobaczcie jak było:
Zgodnie z założeniami dzisiaj miałam skończyć tę notkę. Ale raczej jej nie skończę, bo padam na ... . Albo pójdę na łatwiznę i odeślę zainteresowanych do www.buuduuar.blog.interia.pl Bo o tym chciałam pisać. Udział w tej akcji był dla mnie niesamowitym przeżyciem. Kurczę, żyje człowiek na tym świecie prawie -dzieści lat i wciąż odkrywa w sobie coś nowego. To "nowe" to potrzeba działania, najlepiej w grupie, to potrzeba impulsu, "kopa w tyłek na rozpęd". Tu chciałabym bardzo podziękować Filemonce, bo to ona jest tym "impulsem", żeby nie napisać "kopiącym w tyłek na rozpęd" ;-)) Skąd ta kobieta ma w sobie tyle werwy, pomysłów, zaangażowania, sił, argumentów? Wciągnęła do sprawy całą swoja rodzinę, łącznie z Babciami i Prababciami, przekonała męża, żeby został Mikołajem (mój nigdy nie dałby się na to namówić ;-), zorganizowała lawetę, pana Laweciarza, na bieżąco opisywała na blogu przebieg akcji, odnotowywała wpływy i wydatki. Odwaliła kawał dobrej roboty, nie? Dzięki Kacha! Już się nie mogę doczekać następnych akcji. W zasadzie to tyle chciałam. A teraz idę sobie paść na dobre ;-)) Pa. Kasia
Zapraszamy do poczytania archiwum.
Archiwum: 2005: listopad grudzień 2006: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2010: styczeń luty marzec
|
|
Moją stronę odwiedziło 77408 gości. Proszę, zostawiajcie po sobie ślad w Księdze Gości!


 |
| |
Pawełek i Maciuś - tu
Adaś - tu
Jasiek - tu
Wojtek - tu
Grześ i Jagoda - tu
Antoszek - tu
Kamiś - tu
Misiu - tu
Aluś i Maksymek - tu
Grześ i Kasia - tu
Zosia - tu
Sałatki - tu
Szymorek - tu
Krzyś, Tusia i Szymek - tu
Milenka - tu
Filipek - tu
Gosia i Ania - tu
Murkowo - tu
Jula i Wojtuś - tu
|
|
 |
| |

2006-12-29
Moje drugie urodzinki... Obchodzę je w górach z rodzinką i znajomymi...
2006-10-14
Pierwsza noc poza domem bez mamy...
2006-09-25
Brrr... moja pierwsza wizyta u dentysty. Borowano mi 4 zęby. Było okropnie, ale przeżyłem...
2006-09-23
Definitywnie pożegnałem się z maminym cycuszkiem!
2006-06-14
Mój drugi wyjazd do Chorwacji (w zasadzie trzeci, bo pierwszy raz podróżowałem u mamy w brzuszku!)
2006-03-18
Moja pierwsza wizyta i postrzyżyny u profesjonalnego fryzjera. Byłem dzielny.
2006-02-17
MOJE IMIENINY!
2006-01-28
Moja pierwsza próba samodzielnego jedzenia widelcem (plastikowym oczywiście!)
2005-12-29
MAM ROCZEK!
2005-11-26
Mama podcięła mi troszkę włosy: grzywkę i po bokach. Teraz nareszcie wyglądam jak prawdziwy mężczyzna.
2005-11-19
Postawiłem pierwsze kroczki. Starzy są ze mnie dumni, że tak szybko. Teraz dam im popalić...
2005-09-29
Znowu imprezka. Imieniny Michałka.
2005-09-20
Raczkuję!!! Fajnie jest się przemieszczać z miejsca na miejsce bez żadnej pomocy.
2005-09-13
Teraz mama ma swoje pięć minut. Wreszcie powiedziałem MAMA.
2005-09-03
Powiedziałem pierwsze słowo: TATA. Tata był dumny jak paw.
2005-08-23
Imprezka w domu. 10-te urodziny mojego brata. Ale było fajnie...
2005-07-24
Zostałem ochrzczony! Moimi rodzicami chrzestnymi zostali: ciocia Kasia i wujek Jacek. Moi rodzice też tak mają na imię. Ale zbieg okoliczności...
2005-07-04
Mama wraca do pracy. Mój pierwszy dzień z nianią. Mam przeczucie, że to będzie moja nowa babcia.
2005-06-24
Wyjeżdżam na swoje pierwsze wakacje do Chorwacji. Czeka mnie długa podróż, ale jakoś dam radę.
2005-06-15
Hurra! Sam siedzę!
2005-05-20
Wyrżnęły mi sie dolne jedynki. Nawet tak bardzo nie bolało.
2005-05-15
Zjadłem coś innego, niz mleko mamy. To był deserek Gerbera - przecierane jabłuszka. Pychota!
2005-04-05
Mam swój pierwszy paszport! Brak w nim tylko mojego podpisu...Ale jak się nauczę pisać, to go uzupełnię!
2005-01-02
Rodzice przywieźli mnie ze szpitala do naszego domku. W pokoju na całej ścianie widniał ogromny napis zrobiony przez mojego brata: "Witamy w domu Mamę i Łukaszka" Ale to było fajne.
2004-12-29
Właśnie przyszedłem na ten dziwny świat.... Ważyłem 3250 g i byłem długi (a może raczej krótki) na 54 cm.
|
|
 |
| |
2007-01-24
Am-te-te - serek Almette, Dupi - Buty
2006-11-25
Umiem wyraźnie powiedzieć "MICHAŁ"
2006-10-09
ICHA - tak gdzieś od 2 tygodni nazywam Michałka, to określenie jest najbardziej zbliżone do jego imienia, nie?
2006-07-05
Do tej pory potrafię powiedzieć: MAMA, TATA, BABA, BRUM, BRUM, ŁAŁA, NIANIA, DADA, MAMBA, HAU, HAU i.... to by było na tyle.
2006-04-10
DYTA - tak mówię na Michałka (przynajmniej tak się wydaje moim rodzicom)
2005-11-22
Nie umiem jeszcze mówić, więc trochę musicie poczekać, zanim powiem coś śmiesznego, ha, ha, ha...
|
|
|
|