Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wszelkie prawa do wszystkich fotografii na tym blogu są własnością autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie jest zabronione!!!
nikt mi nie uwierzy ale Leonek śpi już od dobrej półtorej godziny….i pewnie do rana!!!mam nadzieje...ho ho....
pewnie wstanie o 5 i będzie wołał „KAKAO!!!” no cóż....wstanę i zrobię....no!
padł jak mała „sznytka”....byliśmy dziś u kumpla na dzikim szaleństwie!!! tak wariowali, że zapomnieli o całym świecie a gdy szliśmy do domu ryczeli obaj, że im mało!!!
fajnie! mnie też się podobało na kawkowaniu i plotkowaniu....za tydzień re-wizyta! chłopcy happy! my też ...może się odnalazło dwóch kumpli....oby!
a ja....chwilowo jestem bezrobotna....ale jak dobrze pójdzie to tylko 3 tygodnie....zatem nazwę to urlopem!!! hehehhehe...ale dziwnie mi!
poza tym...u nas....leci leci...czas!!!!!!! jak szalony!!!!
A dzika matka zafundowała sobie bieganine…tysiące rzeczy do zrobienia, tych zaleglych i tych obecnych…czasu brak…ale…jest dobrze…Leon już zapomniał o urlopie i biega do przedszkola w podskokach…ja w mniejszych do moich zajęć…hi hi ale to wina lenia, który się we mnie budzi od czasu do czasu....
ale jak czytam i widzę nie tylko u mnie! ;)
lato się trochę uspokoiło...ale może i dobrze, bo te upały czasem wykańczały....
u Leonka w przedszkolu co drugi dzień jakaś wycieczka, po prostu korzystają z pogody i z faktu, że w czasie ferii jest mniej dzieci, zatem łatwiej się gdzieś wybrac! Leonek szczęśliwy...mój mały podróżnik...byli w cyrku...pływali statkiem, przespacerowali się w tunelu pod rzeką...och, same atrakcje...a jutro jadą na wielki piracki plac zabaw!!!
...
dobra znikam....to był tylko mój mały przerywnik...piszę dalej te moje „mądrości szkolne” ...bleee....
miało być o naszym urlopie...mimo tego, że rozpoczęliśmy go chorobą...potem było już tylko pięknie!!!! zacznę chyba od końca, chociaż pewnie i tak nie napiszę o tym o czym zamierzałam...
Leon wyjechał z Krakowa w przekonaniu, że ciocia żaba jest jego żoną!!! tak tak...twierdził, że teraz to jego ciocia żona i tyle i nie dało mu się tego wybić z głowy...zatem przyszło im żyć na odległość!! hi hi...
ślub cioci był cudny...słów brak...ciocia bigamistka ze swoim mężem numer jeden wujkiem Mimi...wyglądali bosko...i zorganizowali wszystko wspaniale!!! słońce sprzyjało...a czasem nawet przedobrzyło ze swoją hojnością....zatem same achy i ochy!!!
Kasi i Michałowi życzę żeby już zawsze byli tacy szczęśliwi jak przez te kilka ostatnich dni!
Fot mam jakieś dwa miliony, zatem nie wiem co wstawić...
Cocia Kasia musiała pozować podwójnie...Leon musiał wystąpić na każdym zdjęciu, w każdej pozycji, żeby nie być gorszym od wujka Misiała....czyste wariactwo...ubaw mieliśmy po pachy z małego cwaniaczka!
potem napiszę jeszcze o leonkowym raju u babci Ewy na działce....czego on tam nie miał!!!! szaleństwo...same przyjemności!!!! jedno wielkie rozpieszczanie małego łobuziora!
...
od niedzieli jesteśmy w domu...ja jeszcze gdzieś na księżycu...nie mogę dojść do siebie!!!
co u nas? tak na szybkiego....
Leo i tatuli na antybiotyku....
ach..."cudny" urlop....
jednak pogoda dopisuje...humory czasem tak czasem nie!!!!
ale...
gnamy do ciociuli....