« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik


       

                                                                                

Bartek  ***   Bartuś  ***   ciocia Marta  ***   Gabi  ***   Griszka  ***   Igorek  ***   Jerzyk  ***   Juleńka  ***   Julisia  ***   Kacperek  ***   Konrad i Sergiusz  ***   Ksenia  ***   Maja  ***   Marcelek  ***   Matmanek  ***   Piotruś  ***   They  ***   Victoria  ***   Weronisia  ***   Wiktorek  ***   Wojtuś  ***   Zuzia  ***  

  


 

 

  Z serii: - 2011-02-18

- Mamo, a ty masz siusiaka?
- Nie mam
- A jajeczka?
-Też nie mam?
-A co masz?
-Nie mam ani siusiaka, ani jajeczek- bąka matka niewyraźnie
-Pokaż!-domaga sie młody
-Nie pokażę.
-No pokaż, nie bedę się smiał...

hmmm, zawsze to jakiś argument;)

Zawsze obiecałam sobie, że na poważne tematy dotyczące płci będę rozmawiac z dzieckiem swobodnie i w fachowy sposób,a tu proszę, matka zmieszana temat zmieniła:) Następnym razem bedzie lepiej.

A u nas ospa... młodego wysypalo że ho ho. Były gorsze momenty choroby, bo nie przechodził jej wcale latwo, ale teraz mamy już z górki. To znaczy Igor ma, bo mnie nie dane było zaliczyc ospy w dzieciństwie... tadam, jestem nominowana jako następna. jakos nie usmiecha mi sie byc dwa tygodnie na L4, mojemu szefostwu też pewnie nie;) I tym oto optymistycznym akcentem zakończmy na dziś.
I jeszcze słowa syna do matki przed zaśnięciem, kiedy przytulał moją dłoń do swojej twarzy:

- Twoje ładne ręce w promieniach slońca są...

Ja nie wiem, skąd on to bierze. Słodziak mój
.


Komentarzy: 7 (Komentarze)
 

  

 

 Wieści bieżące - 2010-11-25


I musiała mnie zaraza do łóżka położyć, żeby powstała nowa notka. Pisząc o zarazie nie mam na myśli broń Boże mojego męża (no może deczko), winny jest wirus, który to zagwarantował mi zwolnienie lekarskie i mało pasjonujące leżenie w wyrku. Igor w przedszkolu, co prawda z katarem ale jeszcze daje radę. Dziś Dzień Pluszowego Misia, wybraliśmy więc niebieskiego, miękkiego pluszaka i Igi pomaszerował. Przypał będzie, kiedy Pani zapyta jak ma misiek na imię. Bo prawda jest taka, że młody nigdy nie miał swojej ulubionej przytulanki. Nie obdarzył żadnej maskotki szczególnym sentymentem. Za to co wieczór zaciąga do łóżka stosy aut, książek i innych rupieci, a przed zaśnięciem przytula sie do ...mamy :)
W ciągu dwóch minionych miesięcy poimprezowalismy trochę. Czasem z Igim, czasem bez. I na jednej z tych imprez, a dokładniej na roczku Piotrusia naszła mnie taka refleksja, że jeszcze do niedawna każda taka uroczystość oznaczała dla mnie wspólna zabawę z dziećmi, bo Igor był nieprzewidywalny:) A tu bach! Okazuje się, że nie jest to już konieczne. Igor świetnie bawi się w gronie rówieśników, a matka może debatować z osobami w swoim przedziale wiekowym;) Czyli jakiś kolejny etap za nami. Przeleciały te cztery lata...czyżby czas na Igorkowe rodzeństwo?;)
Popołudniu chcąc, nie chcąc, pochorowana, muszę udac się na chwilę chociaż na zebranie do przedszkola. Jejjj, mam nadzieję, że nie przyjdzie mi wysłuchiwać żadnych uwag na temat młodego. Panie co prawda nigdy się nie skarżyły, ale kto go tam wie.
A no i news z ostatniej godziny. Agnes poinformowala mnie, że mój oporny brat raczył jej się w końcu oświadczyć! No nareszcie, bo zaczynałam wątpic;) Gratuluje i czekam na kolejnym krok.
Koniec na dziś bo jeszcze chwila i kompa zasmarkam. Pozdrawiam
.


Komentarzy: 7 (Komentarze)
 

  

 

 CZWARTE - 2010-09-14


I kiedy tak sobie pomyślę, co wydarzyło się cztery lata temu, ciepło się robi  na sercu i wzruszenie bierze górę...

WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE SYNU!
w dniu Twoich urodzin.


Komentarzy: 8 (Komentarze)
 

  

 

 O tym jak wrzesień zaczęliśmy - 2010-09-02


Nie nacieszył się młody przedszkolem. Dzisiaj przed południem dostałam telefon, że biedaczek ma wysoką gorączkę. Dobra cioteczka odebrała go z przedszkole i przywiozła do domu, a ja w pracy już na niczym nie mogłam się skupić. Teraz śpi....Nie cierpię tej niemocy, kiedy jedyne co mogę zrobić to podać lekarstwo i po prostu być. Eh, i już nie potrafię się cieszyć nadchodzącym weekendem. Wygląda na to, że firmowy wyjazd integracyjny przejdzie mi koło nosa. A takie były plany imprezowania. Zobaczymy, może jeszcze nie wszystko stracone.
Igor pierwszym dniem przedszkola zachwycony. Dumny jak paw, bo oto już nie jest trzyletnim krasnalem, tylko czteroletnią biedronką! No i salę zmienili im na taką deko bardziej dorosłą. Ach, cieszę się bardzo, że moje dziecię do tej wczesnej edukacji podchodzi z takim entuzjazmem. Zdrowiej mi Gigolku.
Dzisiaj zamówiłam w sklepie internetowym prezent urodzinowy dla młodego. I czekam na niego z pewna dozą niepokoju. Kurier przywiezie rolki, a właściwie wrotko-rolki. No i nie wiem czy to nie za wcześnie. A poza tym zima przed nami i nie wiem czy zdąży wogóle w tym roku obczaić o co z tymi rolkami chodzi. No ale...nie miałam innego pomysłu na prezent i tyle. Naturalnie z okazji urodzin młodego szykuje się u nas imprezka. Poza tym we wrześniu czeka nas jeszcze 5 rocznica ślubu. Będzie co oblewać;)
Wstawię jeszcze fotki z nad morza i spadam do młodego. Pobędę trochę z nim. I tyle.


Komentarzy: 3 (Komentarze)
 

  

 

 Morskie opowieści - 2010-07-29

Kurczę , no nieciekawa pogoda dzisiaj. Niby nie pada, ale reszta strasznie "nieplażowa". Słońca brak, wieje jak diabli. Igor poszedł z ojcem po zapas płynu do pistoletu który robi bańki mydlane, a ja mam chcwile, żeby trochę ponarzekac... I pomyślec, że jeszcze niedawno męczyły mnie ponad trzydziestostopniowe upaly...:) Upaly wróccie, plisssss.
Jesteśmy w Rewalu. Przyjechaliśmy tu na tydzień, poodpoczywac od naszej agroturystyki:) Ponygusowac, poprażyc się na słonku, zażyc maxi dawki jodu, oderwac się od codziennych czynności, pobyc tylko ze soba. Ile założeń realizujemy? No tak jakieś 50 %:) (wczoraj nie wytrzymałam i zrobiłam przepierkę oraz umyłam podlogę w łazience-zboczenie normalnie).
Ale żeby nie było. Przez trzy poprzednie dni plażowaliśmy się. Igor mimo nieustannego moczenia w morzu tyłka, nawet kataru nie załapał. O dziwo, Igorkowy też!!! Wyrazy uznania męzu;)  Ja tak skromnie zażywam kąpieli, tak wiecie, do kolan:D  Igutek na plaży jest w miarę grzeczny. Albo woda albo piach i niesamowite pomysły w co ten piach można zamienic. Na przykład w pole kukurydzy. A propos kukurydzy. Gotowane kolby to hit w teorocznym menu Igora, Młody normalnie sie nimi zajada. Chociaż czymś... Bo oczywiście morski klimat  nie wpłynąl jakoś szczególnie na apetyt Igora. Tak dobrze to nie ma.
Zapisałam teksty młodego z ostatnich dni:

" Najbardziej lubię kukurydzę i dziewczyny"

"Turyści idą na NIEWIASTY'

"Mama, jesteś fajna, tata jest fajny, wszyscy są fajni! A ja podwójnie!!"

:) Czasami mamy niezły ubaw.

Poza tym, Igor pięknie zintegrowal się z dziecmi z naszego pensjonatu.Nie ważne, chłopak czy dziewczyna, starszy czy młodszy, Polak czy obcokrajowiec. Świetnie dogaduje się z każdym. Jest tu chłopiec z Niemiec, na oko jakieś 2 lata starszy i to chyba z nim mlody najwięcej się bawi. A jaki poliglota z naszego syna! Na potrzeby sytuacji wymyslił sobie swój własny język niemiecki. Szkoda tylko , że nowy kolega nie rozumie go ni w ząb.
Dobra, chlopaki wrócili, czyli czas necika porzucic. Zdjęc pare mamy, więc po powrocie wrzucę. Żostawiam słone buziaki.


Komentarzy: 1 (Komentarze)
 

  

 

 Love story - 2010-06-11

Igor ma swoja pierwszą dziewczynę. A właściwie to "dziewczynkę". Tak mówi o NIEJ Igor. Kiedyś coś tam wspominał o ulubionej koleżance, opowiadał, że lubi  i tak dalej. Matka słuchała i cieszyła się, że dziecko z płcią przeciwną potrafi się dogadać. A tu BACH. Matka została zaproszona do przedszkola na przedstawienie z okazji "Dnia Matki". Było pięknie, mnóstwo wzruszeń i wogóle. I bonus mały. Przekonałam się, że to naprawdę wyjątkowa koleżanka. Dzieciaki nie odstępowały od siebie, przytulaniu i uściskom nie było końca:) I te wyznania: "Bardzo Cie lubię", "Lubię się z Tobą bawic". Normalnie love story. A wczoraj to już Igor samego siebie przeszedł. Zadeklarował mianowicie:

"Kaja to moja ukochana dziewczynka, bardzo się kochamy!"

Weź tu śpij spokojnie, skoro z syna taki lowelas. Będę bacznie się przeglądać jego poczynaniom, bo kto wie jakie będą skutki tej miłości ;)

Pewnie jak wszędzie skwar u nas niemożliwy. Wychwalam pod niebiosa klimę w pracy i klnę okrutnie na brak klimy w aucie. Cudownym zbiegiem okoliczności, ktoś postanowił otworzyć lodziarnie u nas w Orzechowie. Uwielbiam lody z automatu. Codziennie popołudniu obieramy kierunek lody i mniam  mniam. Korzystam zawszę podwójnie, bo nie dosyć, ze swoja porcję wciągnę to jeszcze usłużnie "pomagam" Igorowi:) A zadek z dnia na dzień coraz większy... Ale nie mówmy o sprawach tak przyziemnych jak zbędne kilogramy. Jutro z rańca śmigamy do Inowroclawia, bo matka se fryzjera zamówiła. Tylko pomysłu na new look nie ma. I już się boje bo taki brak pomysłu do tej pory zazwyczaj kończył się jakimś niewypałem... Pozdrawiam


Komentarzy: 7 (Komentarze)
 

  

 

 Z serii: "dziecko powiedziało" - 2010-05-18

Musiałam nabrać w płuca dużo powietrza, żeby zdmuchnąć kurz, który grubą warstwą osiadł na naszym pamiętniku. Ehhh, szkoda mi tej dwuletniej pisaniny, dlatego jestem tu, coraz rzadziej ale jeszcze jestem.

Młody aktualnie śpi. Spędziłam z moim przytulakiem te trzy krótkie godziny jakie dane nam są w ciągu dnia. Mało. Nas szczęście dni tak szybko uciekają, że wydaje mi się, że co chwilę jest weekend.  Fajnie mi się wydaje, no nie?;) Gigol od dwóch dni w domu, od wczoraj tadam! razem z ojcem. Święto? Nie, jelitówka!
A było to tak. Pojechaliśmy do Zośki imieninowac się, nic nie zapowiadało zakłóceń w imprezowaniu. A tu młody bach, haft niemożliwy. Męczył się biedak całą noc. Taki słabiutki był. Następnego dnia gorączka i tyle. Po dwóch dniach już było ok. Tzn ok z Igim, bo wczoraj wieczorem ja poczułam się niewyraźnie... Również hafcik. Budzę się o drugiej w nocy i co widzę? Mąż żonie pozazdrościł i powtórka z rozrywki. Później jeszcze telefon otrzymałam, że Marcyśka i Piotrek odnotowali identyczne przypadłości. No masakra. Wniosek taki, że młody miał niezłą siłę rażenia. Takim oto sposobem panowie moi urzędowali dzisiaj w chałupie, a matka heja do pracy, bo nie ma zmiłuj. Ktoś na rodzinę zarabiać musi;)

Jeszcze słów kilka o słowotwórczym Igorze.
Jak już powszechnie wiadomo w naszej rodzinie, Igor najwięcej ma do powiedzenia w chwili kiedy leży już w łóżku i powinien zasnąć. Ach, ileż ważnych jest wtedy spraw do obgadania, a ile do zaśpiewania! A kiedy matka nie podejmuje tematu,  wtedy zaczyna się stały punkt wieczoru czyli komplementowanie matki. Uwaga!:

-Ale jesteś ładna, ale jesteś miła i taka MIODOWŁOSA! (skąd on zna takie słowa?)

Inny wieczór

-Wiesz, ładna jesteś, masz ładną bluzkę, ładne literki na bluzce, wszystko masz ładne....oprócz pamięci! :)

No i najbardziej wyrafinowany:

-Jesteś ładna i miła i wcale nie jesteś dupa!!!

Reszta niech będzie milczeniem.

Pozdrawiam


 


Komentarzy: 6 (Komentarze)
 

  

 

 10.04.2010 - 2010-04-10





SMOLEŃSK 10.04.2010
[*]


Komentarzy: 7 (Komentarze)
 

  

 

 O weseleniu się i o zającach - 2010-04-08


Weseliliśmy się w te Święta. Bo oto Ewelka i Michał postanowili, że czas zalegalizować związek. Poszaleliśmy więc na naprawdę fajnym weselichu. Igor, jako, że wesele miało miejsce w Inowrocławiu został z dziadkami w domu. Trochę mi szkoda go było zostawić na te dwa świąteczne dni, a właściwie ciężkie serducho miałam. No ale... Śniadanie Wielkanocne wciągnęliśmy całą rodzina, jeszcze przed wyjazdem. A zaraz po śniadaniu heja do ogrodu szukać śladów po zającu. Melduję że zając był. Kupę radochy miał młody przy szukaniu prezentów. I po tej akcji zajaczkowej przyznać muszę, że dziecię moje wybredne ani rozpuszczone tak do końca nie jest. Bo wielka radość była przy znalezieniu wypasionej zabawki jak i jakiejś drobnej słodkości. Igor-tu słowa do Ciebie: matka pęka z dumy!
Tak więc nam czas świąteczny upłynął pod znakiem tańców, młodemu zaś na testowaniu nowej kasy sklepowej:) Dziewczyny w pracy śmieją się, że serwuję dziecku kobiece zabawki. Cóż, przyznać muszę, że ma lalkę, wózek, żelazko z deską, komplet garnuszków do gotowania, odkurzacz no i teraz ta kasa... Równouprawnienie w końcu no nie? (Lalka ma na imię Piotruś i młody cudownie się nią opiekuje;D )

Przed Świętami Igor zaliczył swój kolejny występ przed publicznością w przedszkolu. Był zajączkiem wielkanocnym. Kwestii zbyt długiej nie miał, za to podobno wygłosił ją prawdziwie aktorsko. No i ten kostium. Cioteczka Gabi odwaliła mu zajęczy przyodziewek, Igi wyglądał cudnie-odsyłam zainteresowanych do galerii. Nam-starym dane będzie zobaczyć przedstawienie w najbliższym czasie, póki co jutro z Igorkowym bierzemy udział w pokazowej lekcji j. angielskiego w przedszkolu. Juz widzę jak się rozklejam , kiedy tylko Igor zacznie jakąś english piosenkę śpiewac, bo przypominam, że ja z tych beczących.

No i chyba już ku końcowi notki skłaniać się będę. Dodam tylko, że remont generalny kuchni się u nas rozpoczął. W całym domu kurz i pył. Padam z radości dosłownie. I pomyśleć, że tak jeszcze z miesiąc... Pozdrawiam


Komentarzy: 8 (Komentarze)
 

  

 

 Niepokorny i już - 2010-03-03

Parę chwil temu Igor doprowadził mnie do kresu wytrzymałości. Gdybym umiała ze złości zgrzytać zębami to pewnie bym to zrobiła. No uparciuch mały i tyle. Chwilami ten jego upór jest nie do zniesienia, nie do strawienia, nie do wytrzymania. Podobno matka taka sama... konflikt więc gwarantowany.
A teraz śpi. A ja przerabiam w sobie te negatywne emocje i zastanawiam się po co nam obojgu to było? Rano nie będziemy pamiętać.
Skoro o spaniu mowa...pozbyliśmy się małego łóżeczka i teraz oto młody wyleguje się w nowym "dorosłym" łóżku. No jeżeli chodzi o ścisłość to póki co na materacu bo łóżko będzie dowiezione jutro, ale młody w siódmym niebie. Pełni szczęścia dopełniła pościel z Zygzakiem McQueen. I tak sobie starzy myśleli, że skoro Igi taki zadowolony, to może nie będzie miał ochoty tego legowiska w nocy opuszczać. No i starzy się przeliczyli, bo po północy okazało się że skrawek łóżka pomiędzy rodzicami cenniejszy od najpiękniejszej pościeli. Wszystko zostało po staremu. Do północy Igi śpi sam, po północy zasila łoże starych. Problem w tym, że starzy przed północą się nie kładą.... Bilans taki , że zamiast czułych objęć męża najczęściej czuję girki Igora uparcie  wbijające się w mój brzuch. Szczyt rozkoszy normalnie.
Młody od poniedziałku w domu. Zapalenie krtani. Ale w miarę dobrze i spokojnie je przechodzi. Nie to co jelitówka, która dopadła mnie i młodego dwa tyg temu. To byłą masakra. O ile Igor wygrzebał się po trzech dniach, o tyle mnie prawie cały tydzień trzymało. Nie pamiętam , żeby jakakolwiek choroba aż tak mnie powaliła. Nigdy więcej. Jedyny plus to to, że schudłam. No ale przy mojej ekipie w pracy trudno nie zaliczyć jakiegoś batonika czy ciacha więc....odrobiłam straty:)
Mężyk po dwóch dniach nieobecności do domku wrócił. Spadam więc. Dobrej nocy.


Komentarzy: 11 (Komentarze)
 

  

 
Archiwum:
2007: listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec wrzesień listopad
2011: luty
37757