« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

o Idolu samozwańcu

                              
       

                                                                                

Bartek  ***   Bartuś  ***   ciocia Marta  ***   Gabi  ***   Griszka  ***   Igorek  ***   Jerzyk  ***   Juleńka  ***   Julisia  ***   Kacperek  ***   Konrad i Sergiusz  ***   Ksenia  ***   Maja  ***   Marcelek  ***   Matmanek  ***   Piotruś  ***   They  ***   Victoria  ***   Weronisia  ***   Wiktorek  ***   Wojtuś  ***   Zuzia  ***  

  


 

 

 Niepokorny i już - 2010-03-03

Parę chwil temu Igor doprowadził mnie do kresu wytrzymałości. Gdybym umiała ze złości zgrzytać zębami to pewnie bym to zrobiła. No uparciuch mały i tyle. Chwilami ten jego upór jest nie do zniesienia, nie do strawienia, nie do wytrzymania. Podobno matka taka sama... konflikt więc gwarantowany.
A teraz śpi. A ja przerabiam w sobie te negatywne emocje i zastanawiam się po co nam obojgu to było? Rano nie będziemy pamiętać.
Skoro o spaniu mowa...pozbyliśmy się małego łóżeczka i teraz oto młody wyleguje się w nowym "dorosłym" łóżku. No jeżeli chodzi o ścisłość to póki co na materacu bo łóżko będzie dowiezione jutro, ale młody w siódmym niebie. Pełni szczęścia dopełniła pościel z Zygzakiem McQueen. I tak sobie starzy myśleli, że skoro Igi taki zadowolony, to może nie będzie miał ochoty tego legowiska w nocy opuszczać. No i starzy się przeliczyli, bo po północy okazało się że skrawek łóżka pomiędzy rodzicami cenniejszy od najpiękniejszej pościeli. Wszystko zostało po staremu. Do północy Igi śpi sam, po północy zasila łoże starych. Problem w tym, że starzy przed północą się nie kładą.... Bilans taki , że zamiast czułych objęć męża najczęściej czuję girki Igora uparcie  wbijające się w mój brzuch. Szczyt rozkoszy normalnie.
Młody od poniedziałku w domu. Zapalenie krtani. Ale w miarę dobrze i spokojnie je przechodzi. Nie to co jelitówka, która dopadła mnie i młodego dwa tyg temu. To byłą masakra. O ile Igor wygrzebał się po trzech dniach, o tyle mnie prawie cały tydzień trzymało. Nie pamiętam , żeby jakakolwiek choroba aż tak mnie powaliła. Nigdy więcej. Jedyny plus to to, że schudłam. No ale przy mojej ekipie w pracy trudno nie zaliczyć jakiegoś batonika czy ciacha więc....odrobiłam straty:)
Mężyk po dwóch dniach nieobecności do domku wrócił. Spadam więc. Dobrej nocy.


Komentarzy: 10 (Komentarze)
 

  

 
Archiwum:
2007: listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec
27455