|
|

| |
Sto lat...
2010-08-13 22:57:30
|
| |
Córeczko, tak szybko dorastasz... Tak szybko z kaczątka przemieniasz się w młodego łabędzia... Dwanaście lat temu byłaś nieporadnym niemowlęciem, całkowicie zależnym od nas - rodziców, a teraz... Zaczynasz chadzać własnymi ścieżkami... Masz własne zdanie i gust... Uczysz się świata, poznajesz ludzi… Mimo, a może dzięki okolicznościom w jakich przyszło Ci dorastać, jesteś dobrym, czułym i otwartym dzieckiem. Potrafisz się cieszyć z rzeczy małych, szanujesz inność, wiesz co to poświęcenie i współczucie. Jesteś naszą dumą i radością… W dniu dwunastych urodzin, życzymy Ci córeczko aby spełniły się Twoje najskrytsze marzenia, abyś na zawsze pozostała wrażliwym, pięknym wewnętrznie człowiekiem…
|
|
| |
Komentarzy: 4 (Komentarze)
|
| |
Chwalimy się?
2010-08-07 17:54:09
|
| |
Jeszcze przed turnusem w Szczyrku, a już po Griszkowych urodzinach, młodsze dziecko niespodziewanie kilka nowych umiejętności zademonstrowało. Najpierw podczas zabawy wyrwało się Griszce „dada”. Poproszony, kilka razy powtórzył ale myśleliśmy, że to nic nie znaczy i zapomni. Piotrek z nieukrywanym żalem skwitował – udało mu się. Kolejnego dnia okazało się jednak, że dziecko nadal swojego „dada” używa i to ze specjalną dedykacją - dla taty… i tak już Grzechowi zostało. Teraz dziecko potrafi już zawołać: „Ola”, „baba” (babcia), „dada” (tata), „mama”, a nawet „mama Jola”.
Nauczyliśmy się wspólnie śpiewać piosenkę o zwierzątkach. Do tej pory Griszka tylko śmiał się od ucha do ucha słysząc jej słowa, a teraz pomaga matce śpiewać, naśladując poszczególne zwierzątka. Matka śpiewa: „Na grzędzie siedzi kurka co białe piórka ma, ja mówię jak tam kurko, a kurka” - Grzech „ko-ko-ko”, matka dalej „Po dworze chodzi kaczka co krótkie nóżki ma, ja mówię jej dzień dobry, a kaczka” - Grzech „kwa-kwa-kwa” i matka „Po dworze biega konik co piękną grzywę ma, ja mówię witaj koniu, a konik” - na co Griszka „iha-ha-ha”, matka śpiewa o kolejnych zwierzątkach ale tutaj jak na razie pomocy ze strony syna nie ma. Piosenka została nieco zmodyfikowana aby dziecko swoje umiejętności potrafiło zademonstrować cóż grunt to dobra zabawa. Sporo jeszcze zwierzątek przed nami, które z nich uda się nam "oswoić" czas pokaże… Ale i tak zaskoczymy Panią Bożenkę jak zacznie się rok szkolny…
Grzecho ma coraz więcej stałych zębów. Mleczaki wypadają jeden po drugim – jeden nawet na turnusie w Szczyrku syn zgubił i nieźle tym faktem udało mu się mnie przestraszyć. Zwykła wizyta u dentysty w celu leczenia czy kontroli raczej nie wchodzi w grę, bo Grzecho nie potrafi zbyt długo trzymać szeroko otwartej buzi. Czytając z kolei o zabiegach stomatologicznych dla ratowania zębów u takich dzieci jak Grzecho, pod narkozą w znieczuleniu ogólnym, strasznie się martwiłam, że będziemy musieli jeszcze i takich rzeczy doświadczyć, aby zadbać o porządek w Griszkowej buzi, tym bardziej, że kilka prób systematycznego mycia zębów zwykłą szczoteczką spełzło na niczym. Zachęcona pozytywnymi doświadczeniami rodziców z forum postanowiłam wprowadzić do codziennej toalety - szczoteczkę elektryczną. Pierwsze mycie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania - Grzechowi spodobało się, pozwolił sobie wsadzić buczący przedmiot do buzi nie przygryzając nawet specjalnie. Wyszczotkowaliśmy ząbki, a dodatkowo wymasowaliśmy język i policzki od środka. Z dnia na dzień zabawa ze szczoteczką, przy rzecz jasna obowiązkowym śpiewie „Kubek, pasta, szczotka ciepła woda…” jest coraz dłuższa - jednym słowem nowy sposób dbania o ząbki przyjął się.
Od dłuższego czasu podejmowaliśmy działania aby zmienić sposób pojenia Grzecha. Nijak nie potrafiliśmy jednak znaleźć czegoś bardziej efektywnego jak pojenie strzykawką. Próbowaliśmy przeróżnych sposobów, specjalnego kubeczka logopedycznego, kubków niekapków, butelek ze smoczkami o różnym przepływie, z ustnikami miękkimi, twardymi i nic. Dziecko albo w ogóle nie chciało pić albo wiecznie miało zalaną garderobę i nie wiadomo było ile tak naprawdę wypiło. Któregoś dnia popatrzyłam na Grzecha i wydał mi się jakiś taki blady. Stwierdziłam, że trzeba dziecku zaserwować wzmożoną dawkę naturalnych witaminek. Zamiast tradycyjnego „Kubusia” w szklanej butelce, kupiłam „Kubusia Play”. Jak się okazało to był strzał w dziesiątkę. Plastikowe butelki „Kubusia Play” mają specjalne ustniki – dzióbki, które rewelacyjnie nadają się do pojenia Grzecha, bo smyk nie musi sam „ciągnąć” napoju, a z drugiej strony płyn po przechyleniu butelki wydobywa się z niej z taką prędkością i w takiej ilości, że Grzech nadąża z przełykaniem. No i wiemy ile wypił…
Notka zrobiła się strasznie długa ale na koniec jeszcze jedna kwestia. Muszę o tym napisać bo ta akurat umiejętność strasznie mnie rozczula. Smyk nauczył się witać przez podanie ręki - ale jak on to robi. Ponieważ prawą rączkę (tak jak i całą prawą stronę ciała) ma porażoną więc nie wyciąga jej do powitania, łapie za to swoją lewą dłonią, wyciągniętą do powitania dłoń osoby, z którą się wita i przekłada ją do swojej prawej. Zawsze jak to obserwuję to mam wilgotne oczy.
Rozwiązał się nam worek z nowościami w Griszkowym wykonaniu, wszystko to jakby w odpowiedzi na mojego doła po urodzinowej wizycie Grzecha w przedszkolu. Cieszy nas ten stan rzeczy, dopinguje do podejmowania nowych wyzwań, podsyca nadzieję tak bardzo potrzebną do walki "o więcej" i jednocześnie uporczywy lęk budzi - czy aby nie jest zbyt pięknie? Po wymianie doświadczeń z rodzicami na turnusie w Szczyrku, mamy pomysły na kilka kolejnych działań, o których na razie nie będę pisać żeby nie zapeszyć. Napiszę jak się sprawdzą…
|
|
| |
Komentarzy: 3 (Komentarze)
|
| |
Szczyrk...
2010-07-17 17:49:42
|
| |
Urlop, urlop i… po urlopie… Strasznie to niesprawiedliwe, że tak długo czeka się na wakacje, a potem dwa urlopowe tygodnie mijają jak z bicza trzasnął… Przykre to ale cóż rodzinny wypoczynek urlopowy już za nami. Dwa tygodnie spędziliśmy na turnusie rehabilitacyjnym w Szczyrku, w przesympatycznym towarzystwie innych rodziców z niepełnosprawnymi dziećmi. Turnus, zorganizowany w ramach Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Rodzin Osób Niepełnosprawnych „Razem Możemy Więcej”, stawiający przede wszystkim na odpoczynek i integrację, był strzałem w dziesiątkę. Wszyscy uczestnicy znali się właściwie tylko z internetowego forum stowarzyszenia, niektórzy mieli ze sobą kontakt telefoniczny ale osobiście właściwie nie znaliśmy się. Ten pierwszy wspólny wyjazd przepełniony był z jednej strony obawami czy wszystko się uda i potoczy tak jak sobie to zaplanowaliśmy, z drugiej chęcią skonfrontowania wyobrażeń o poznanych wirtualnie osobach z rzeczywistością. Już po pierwszym dniu okazało się, że tworzymy wspaniałą paczkę, a podobne problemy związane z naszymi niepełnosprawnymi dziećmi zbliżyły nas do tego stopnia, że przy odjeździe oczy wszystkich właściwie uczestników wilgotne były ze wzruszenia. Ośrodek Orle Gniazdo, zatrudniający osoby niepełnosprawne, mimo iż dopiero od roku prowadzi turnusy rehabilitacyjne i sama rehabilitację jeszcze nie jest na najwyższy poziomie, starał się zapewnić nam max komfortu i poniekąd mu się to udało. Dzieciaczki odpoczęły, nabrały kolorków na słonku, pooddychały górskim powietrzem, zintegrowały się na swój sposób ze sobą, a przy tym z rehabilitacji w formie masaży i hydroterapii skorzystały… Podobało się nam, nawet bardzo - pewnie wrócimy tam w przyszłym roku…
Odpoczywaliśmy na basenie :)

i w piłkę pograliśmy za wszystkie czasy :)

Wspinaliśmy się do Sanktuarium na Górce :) Jak na możliwości wózkowe podejście całkiem "ostre" było:)

Niektórych ta wspinaczka bardzo zmęczyła :)

Generalnie bardzo słonecznie było :)

I bardzo rodzinnie... :)

Jedni urlop już zakończyli, a inni kontynuują wakacyjne wojaże… Ola po kilku dniach w domu, po górskich przygodach, ruszyła nad morze (do Pogorzelicy) na kolonię… Takiej to dobrze, najpierw góry, potem morze, a to jeszcze nie koniec… Generalnie zasłużyła sobie na wypoczynek, rok szkolny zakończyła świadectwem z wyróżnieniem, średnia ocen 5,0, zachowanie bardzo dobre i dodatkowo I miejsce w szkolnej lidze na najlepszą zawodniczkę roku szkolnego 2009/2010. Dumni z niej jesteśmy… bardzo dumni...
Z rozmów dorastającej córki z matką.
Córka: „Mamo miałaś kiedyś zrobione tipsy?” Matka: „Nie”, Córka: „A miałaś kiedyś treskę?”, Matka: „Nie” Córka: „A doczepiane rzęsy”, Matka: „Nie”, Córka: „Mamo, a czy ty wiesz co to jest prawdziwe życie?”, Matka: „Yyyyyyyy….” – co miało opaść opadło :)
W ten oto sposób matka dowiedziała się na czym polega prawdziwe życie ;)
|
|
| |
Komentarzy: 5 (Komentarze)
|
| |
(Po)urodzinowe dygresje...
2010-06-04 22:48:37
|
| |
Dwadzieścia trzy dni temu nasz synek skończył siedem lat. Przed dniem Griszkowych urodzin myślałam, że kolejna notka jaką napiszę będzie radosna i kolorowa, ciepła od życzeń, wilgotna od wspomnień i podsumowań ale później... Później, była wizyta Grzecha z panią Bożenką w przedszkolu i świętowanie urodzin z rówieśnikami. Były słodycze dla kolegów i były… zdjęcia. Dopiero oglądając te zatrzymane w pamięci aparatu kolorowe fotki, zauważyłam jak bardzo Grzecho odbiega od zdrowych dzieci. Mimo gigantycznej pracy jaką z nim wykonujemy od równolatków dzieli go przepaść. Te zdjęcia uświadomiły mi, że już ich nie dogonimy. Coś o czym zawsze wiedziałam nagle stało się pewnikiem, prawdą nieuniknioną i zabolało… bardzo zabolało. A jeszcze później był Dzień Matki i wyciągnięta z archiwalnej kolekcji Oli płyta z piosenkami o mamie. Pośród wielu cudnych kawałków w jednej z piosenek dzieci śpiewają: „Mamo, chodź ze mną na łąkę, chcę Ci pokazać małą biedronkę”. I znowu wróciły marzenia, tak bardzo zapragnęłam usłyszeć te słowa z ust mojego synka, tak bardzo zapragnęłam pobiec z nim na tą łąkę. Niby nic takiego, po prostu trzymać go mocno za rękę i biec do utraty tchu bez jakichkolwiek ograniczeń… Zatracić się w wolności…

|
|
| |
Komentarzy: 5 (Komentarze)
|
| |
Skowronek...
2010-04-23 12:29:55
|
| |
Grzecho od jakiegoś czasu znowu budzi się jak skowronek - skoro świt, czyli grubo przed piątą i to akurat niczym nowym nie jest, przerabiamy to właściwie każdego roku na wiosnę. Problem w tym, że zaraz po obudzeniu straszna "maruda" mu się włącza. Generalnie jeszcze rok temu wystarczyło synowi pośpiewać, przewrócić na drugi boczek, posmyrać za uszkiem, ewentualnie chwilę "marsjańskich" rozmów zaserwować i zasypiał jeszcze, a teraz... Teraz niestety po obudzeniu się smyka, matka nie ma już żadnych szans na tradycyjne "jeszcze 5 minut" w objęciach Morfeusza. Dziecko coraz bardziej wymagające jest. Żeby je zadowolić, na wpół śpiąc jeszcze, przeróżne zabawy uskuteczniać trzeba i to nie byle jakie ale te, które Grzech specjalnie sobie upodobał... Irytujące to straszliwie jest, szczególnie gdy podczas tych wymuszonych przez Grzecha zabaw, pozostałych domowników spowitych we śnie głębokim się obserwuje. Najgorsze jest jednak to, że im bliżej godziny kiedy matka z posłania wyjść musi, tym dziecko coraz chętniej samo bawić się zaczyna, z niewyspanego kompana rezygnując. Jednym słowem piesek ogrodnika "Sam nie dośpi i innemu nie da" :)
Skoro skowronek znowu w naszym gniazdku zagościł, to znaczy, że wyczekiwana wiosna tuż, tuż. Świat nareszcie stanie się kolorowy i ciepły, gdyby jeszcze tylko ten skowronek choć z godzinę później każdego ranka ćwierkać zaczynał - było by naprawdę cudnie. Jak to mówią pomarzyć dobra rzecz...
Na koniec "Rozmowy rodzinne" te, które szczególnie warto zachować od zapomnienia :)
Jakiś czas temu rozmawiałyśmy z babcią Krysią na temat Oli ocen w szkole. Generalnie dziecko dobrze się uczy, a biorąc pod uwagę czas jaki spędza przy książkach to szczerze mówiąc czasami się zastanawiam skąd te piątki. Oczywiście nie obyło się bez dociekań po kim dziecko takie zdolne jest. Rozmowie przysłuchiwała się Ola. W pewnym momencie przyłączyła się do dyskusji i ze stoickim spokojem skwitowała „Jakie jabłko taka skórka, jaka matka taka córka”. Przez chwilę szczęki nam z babcią opadły, a potem nie potrafiłyśmy się opanować ze śmiechu…
|
|
| |
Komentarzy: 8 (Komentarze)
|
| |
Ciąg dalszy diagnostyki...
2010-04-11 14:56:21
|
| |
Ponieważ marcowy wypis szpitalny nie zawierał właściwie żadnych wskazań i czytelnych dla nas rodziców informacji co do wykonanego na oddziale badania EEG - prócz rzecz jasna znanego już i zrozumiałego "Zapis nieprawidłowy" - postanowiliśmy odwiedzić naszego, a raczej Griszkowego neurologa... Od ostatniej wizyty upłynęło już trochę czasu i szczerze mówiąc tata Griszkowy lekko skrewił bojąc się reprymendy i konieczności tłumaczenia się przed panem doktorem. Tak więc na placu boju zostałyśmy same z babcią Krysią :) Jak się okazało obawy Griszkowego taty były zupełnie bezpodstawne. Wizyta przebiegła w przyjacielskiej atmosferze. Niestety zapis EEG jest zły, nawet bardzo tak więc potwierdziły się moje laickie analizy. Na pocieszenie pan doktor stwierdził iż być może zapis poprawi się po okresie dojrzewania Griszki, na tą chwilę najważniejsze jest, że nie obserwujemy napadów. Zagadnięte z babcią o postępy w rozwoju Griszki od ostatniej wizyty, zaczęłyśmy się rozwodzić czego to Grzecho nie potrafi. Pan doktor słuchał z lekkim niedowierzaniem. Po zbadaniu smyka, postanowił skonfrontować nasze wywody z rzeczywistością i ... KATASTROFA!!! Grzecho nie pokazał dosłownie niczego z umiejętności, które posiada. Nie chciał siedzieć, śpiewać, "rozmawiać", słuchać, o postawieniu stóp na podłodze moglismy tylko pomarzyć. Było widać, że gabinet i wizyta totalnie nie przypadły mu do gustu i że nie wyegzekwujemy od niego wykonania żadnego polecenia. Ale wstyd, wyszłyśmy z babcią na kłamczuchy :). Kolejny raz sprawdziło się powiedzenie, że "Dzieckiem i mężem to się nie pochwalisz". Nie zostało nam nic innego jak umówić się z doktorem, że nagramy mu wszystko co Grzecho potrafi i podrzucimy któregoś dnia do obejrzenia. Kolejna wizyta kontrolna - za rok. W grafiku wizyt u specjalistów figuruje jeszcze do odhaczenia neurochirurg w Łodzi - w czerwcu... A potem mamy nadzieję na przerwę od lekarzy, docentów i profesorów aż do października może listopada kiedy będą się ważyć losy Griszkowego biodra…
Ofiarom lotniczej katastrofy pod Smoleńskiem

|
|
| |
Komentarzy: 2 (Komentarze)
|
| |
Chyba nie jest dobrze...
2010-03-21 12:18:41
|
| |
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, czekając na naprawę rezonansu w Centrum Onkologii w Chorzowie, zupełnie nieoczekiwanie zadzwoniła pani doktor z oddziału neurologii tegoż Centrum z pytaniem - Czy Grześ jest zdrowy? Jutro o 7.30 czekamy na Grzesia na oddziale. Normalnie zamurowało mnie tymbardziej, że generalnie Grzecho nawet wstępnie nie był zarejestrowany na badania kontrolne bo do czasu naprawy rezonansu odstąpiono od rejestracji...
Badania (EEG we śnie, RTG brzucha kontrolujące długość drenu zastawki, konsultacja okulistyczna, rezonans głowy w ogólnym znieczuleniu) udało się przeprowadzić w ciągu niespełna 2 dni. I tu kolejne, pozytywne zaskoczenie jeśli chodzi o organizację i szybkość wykonania wszystkich badań... Na tym jednak koniec pozytywnych odczuć. Mimo iż właściwie drugiego dnia Grzecho mógłby opuścić szpitalne progi, a na jego miejsce można by przyjąć kolejne dziecko do diagnostyki - nic z tego. Procedury szpitalne nie przewidują hospitalizacji krótszych niż trzy pełne doby... Tak więc narażając smyka na złapanie jakiejś szpitalnej bakterii (notabene przez chwilę na oddziale był reżim sanitarny ze względu na jakąś zjadliwą bakterię) trzeba było półtora dnia bezczynnie przesiedzieć w szpitalnych murach. Oddział opuściliśmy z wstępnym wypisem - wypis ostateczny otrzymaliśmy po prawie trzech tygodniach od hospitalizacji.
Wyniki niestety powalające nie są, powiedziałabym nawet, że kiepsko wyszły... Zapis EEG jest nieprawidłowy i to akurat nas nie zaskoczyło, bo przy Grześkowym poranionym mózgu raczej trudno spodziewać się poprawnego zapisu. Martwi nas, że mimo iż bez napadów padaczkowych, w zapisie zarejestrowane zostały właściwie ciągłe zmiany w postaci różnych fal o wysokiej amplitudzie - znacznie wyższej niż przy ostatnim badaniu kontrolnym. Wyniki rezonansu oraz konsultacji okulistycznej są porównywalne do wcześniejszych badań kontrolnych, natomiast RTG brzucha to dramat... Długość drenu zastawki jest co prawda jeszcze wystarczająca ale stan bioder pozostawia wiele do życzenia. Na moje matczyne oko, prawe biodro jest w stanie beznadziejnym, znacznie gorszym niż na zdjęciu sprzed roku. Jutro jedziemy do Poznania, na konsultację do profesora Napiontka i ku własnemu przerażeniu nie mam dobrych przeczuć. Boję się, że usłyszę to czego usłyszeć nie chcę, że znowu przyjdzie nam się zmierzyć z trudnymi decyzjami. Bronię się przed myślą o operacji ortopedycznej ale z drugiej strony jeśli chcemy dać szansę Grzechowi na przemieszczanie się na własnych nogach to porządek z biodrami wcześniej czy później i tak pewnie będzie trzeba zrobić. Ciągle jednak mam wątpliwości czy lepiej wcześniej czy później...
Zmieniając temat na bardziej wiosenny, bardziej radosny o postępach jedzeniowych Griszki teraz będzie. Pisać nie ma specjalnie potrzeby wystarczy zerknąć na fotki. Dodam tylko, że paluch dosyć twardy jest, a Grzecho wbrew wszystkiemu i wszystkim radzi sobie z nim wyśmienicie...

Sam wkłada palucha do buzi, gryzie i połyka...

I chyba jest z siebie zadowolony...

My jesteśmy i to bardzo... Brawo synku...
Dopisane 02.04.2010r.
Wizytę u profesora Napiontka zaliczyliśmy - dosłownie i w przenośni. Konsultacja na którą tłukliśmy się prawie cztery godziny w jedną stronę - raptem 10 minut trwała. W tym czasie profesor zdążył obejrzeć zdjęcia RTG bioder, zbadać Grzesia, odebrać dwie rozmowy telefoniczne i wypisać informację na temat postawionej diagnozy - czyli zwichniętego biodra, no i na koniec skasować 250 zł... Usłyszeliśmy również na "dzień dobry", że Grześ jako siedmiolatek w kwestii chodzenia to już raczej nie rokuje i że to co się miało zepsuć jeśli chodzi o prawe biodro to się już zepsuło, a skoro smyk nie wykazuje na razie żadnych dolegliwości bólowych to nie ma przeciwskazań do normalnej rehabilitacji. Biodro generalnie jest do operacji i im dziecko jest młodsze tym łatwiej ją znosi z drugiej strony u dzieci "nie rokujących" bez objawów bólowych unika się tego typu zabiegów. Jednym słowem błędne koło... Stanęło na tym, że mamy się pokazać u pana profesora za pół roku i wtedy zobaczymy... Uczucia po tej wizycie mam bardzo mieszane, wiemy właściwie tyle ile wiedzieliśmy przed konsultacją, a dodatkowo załapałam doła strasznego jeśli o to "nie rokowanie" chodzi. Lekarze wiedzą jak zapał rodziców ostudzić...
Wszystkim naszym znajomym i przyjaciołom
Z okazji Świąt Wielkanocnych składamy życzenia
wszystkiego tego, co od Boga pochodzi.
Niech skrzydła wiary przykryją kamienie zwątpienia
i uniosą serca ponad przemijanie.
Niech radosne Alleluja będzie ostoją miłości i wiary,
a pogoda ducha towarzyszy w trudzie każdego dnia.
Radosnych i spokojnych Świąt.
|
|
| |
Komentarzy: 11 (Komentarze)
|
| |
O wszystkim i o niczym....
2010-02-17 18:03:57
|
| |
Strasznie dawno już nic nie pisałam ale też niewiele nowego u naszego smyka się działo. Generalnie muszę przyznać, że nawet nieźle się trzyma zdrowotnie i zastrzegam od razu, że tego stwierdzenia głośno nie wypowiedziałam, ta asekuracja to po to aby nie zapeszyć - coś na zasadzie "nie chwal dnia przed zachodem słońca". Zima to okres takiego trochę rozleniwienia w naszym domu, bo chociaż wszystko idzie swoim torem: rehabilitacja, zajęcia przedszkolne z panią Bożenką to staramy się nie wyściubiać Griszkowego nosa z domu częściej niż faktycznie jest to potrzebne. Mimo iż smyk za chwilę 7 lat skończy to jego odporność ciągle wiele do życzenia pozostawia. A potrzeba wyjścia z domowych pieleszy może i by się znalazła, chociażby po to, aby badania kontrolne zrobić - co z tego jak kolejny miesiąc rezonans w Centrum Onkologii w Chorzowie jest nieczynny - a położyć się z synem na oddział neurologii tylko po to by EEG zrobić to zbyt duże niebezpieczeństwo przywiezienie zainfekowanego Griszki do domu. Poczekamy aż rezonans naprawią i jak to mówią "wszystko za jednym zamachem" załatwimy.
Od jakiegoś czasu zaczęliśmy podawać Griszce Kidabion. Pamiętam, że kiedyś jak pytałam naszą panią neurolog czy preparaty tego typu zawierające nienesycone kwasy tłuszczowe Omega-3 i witaminy coś dają u dzieci takich jak nasz Grześ to usłyszałam odpowiedź - no wie pani, zaszkodzić mu nie zaszkodzą ale konkretnego efektu też bym się nie spodziewała. Więc odpuściłam. Wróciłam do tematu po namowie jednej z mam, która również zmaga się z niepełnosprawnością swojego dziecka. I jak na moje oko warto było ale o szczegółach napiszę jak Grzecho zużyje całe opakowanie.
W Griszkowym podejściu do rehabilitacji spore zmiany zaszły. Ku naszej wielkiej radości, z niemałym udziałem w sprawie rehabilitanta Pawła, Grzecho zaczął rehabilitację traktować jak dobrą zabawę. Zdecydowaną większość ćwiczeń z uśmiechem na buzi wykonuje, czasami droczy się z nami odmawiając wykonania tego czy innego ćwiczenia ale to zwykłe zagrywki taktyczne są z jego strony - sonduje cwaniaczek ile jest w stanie utargować :) Tak czy owak rehabilitant z postawy Grzecha zadowolony jest, a to ważne. I szczerze mówiąc bardzo budujące, bo o niebo sympatyczniej jest patrzeć na uśmiechniętą niż zalaną łzami buzię po zakończonych ćwiczeniach.
Nie da się ukryć, że nasze młodsze dziecko mocno się nam postarzało. Z tej starości zęby traci. Wczoraj z tego tytułu akcja "mleczny ząb" się w domu odbyła. W rolę dentysty tata się wcielił, ja jakoś za każdym podejściem do otwartej buzi smyka dziwnie miękkie nogi miałam - aż sama się zdziwiłam, że tak mało odporna jestem. W każdym razie tata, po trzech próbach rozruszania ząbka, sprawnym ruchem pozbawił naszego małolata górnej jedynki, a ponieważ smyk ma dosyć spore przerwy między ząbkami teraz wygląda jakby tata nie jeden, a przynajmniej dwa ząbki mu wyjął. A tutaj dowód:

Na koniec o 1%. Wiem, że Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą tak jak i 300 innych organizacji pożytku publicznego miała problem ze znalezieniem się na liście MPiPS - upoważnionych do gromadzenia darowizn z tytułu 1% podatku. Ponoć nie z winy Fundacji. Wyszła z tego całkiem niezła afera. Na dzień dzisiejszy wszystkie formalności zostały już dopełnione i nie powinno być problemów z przekazywaniem 1% na tą Fundację. Wszystkich, którzy próbowali się bezskutecznie swoim 1% podatku podzielić z Griszką, w imieniu swoim i Fundacji serdecznie przepraszam.
A już całkiem na koniec zabawny monolog starszej latorośli (sprzed kilku miesięcy).
Starsza latorośl wskakuje na pufkę, w ręce trzyma zabawkowy mikrofon, na głowie korona - prawą rękę unosi do góry i poważnym głosem mówi - "patrz mamo Statueta Wolności". Reakcja matki łatwa do przewidzenia, dobrze, że mieszkanie małe to do toalety blisko :)
|
|
| |
Komentarzy: 6 (Komentarze)
|
| |
Grudniowa notka...
2009-12-20 21:46:17
|
| |
„Zima, zima, zima, pada, pada śnieg jadę, jadę w świat sankami sanki dzwonią dzwoneczkami dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń” od jakiegoś czasu, słowa tej ulubionej przez Griszkę piosenki rozbrzmiewają u nas w domu przynajmniej kilka razy dziennie, a i za oknem faktycznie bielutko się zrobiło i mrozik ścisnął… coś jakby święta się zbliżają... Ja tymczasem z porządkami i przygotowaniami ciągle w lesie jestem, czasu nagminnie na wszystko brakuje, a spać przecież po pierwszej w nocy chodzę - gdyby można było dobę o chociaż kilka godzin wydłużyć... Praca zawodowa, praca w stowarzyszeniu, rodzina, niepełnosprawne dziecko… Wyrzuty sumienia zaczynam mieć, że coraz mniej czasu swojej rodzinie poświęcam. Nie da się ukryć, że wiele wydarzeń z naszego rodzinnego życia po prostu mnie omija albo dociera do mnie na zasadzie przekazanego komunikatu, że coś się dokonało… Źle mi z tym bardzo, niestety jak widać nie ma nic za darmo, zawsze coś kosztem czegoś... Czasami jak próbuję się zastanowić czy ta gonitwa ma sens to przypomina mi się taki dialog: - Mamusiu, a dlaczego nie chcesz się ze mną bawić? - Ponieważ nie mam czasu kochanie. - Dlaczego nie masz czasu? - Bo pracuję. – A dlaczego pracujesz? - Żeby zarobić pieniążki. – A po co zarabiasz pieniążki? - Żeby móc dać ci jeść. - Ależ, mamo, ja nie jestem głodna… i jeszcze mocniej zapala się w mojej głowie czerwone światełko…
Z Grzecha pilny zerówkowicz się zrobił. Z panią Bożenką w domu dzielnie pracuje. Piękne prace plastyczne robią, piosenek słuchają – wszystko tematycznie zgrane (jak rysują muchomorka to i piosenka jest o muchomorku, śpiewają o jeżyku to lepią z masy solnej jeżyka z kolcami z wykałaczek...).

Pani Bożenka świetnie sobie z Grzechem radzi nawet Knilla podczas zajęć udaje jej się przemycić – do którego ja trzy razy bezskuteczne podchody robiłam. Do przedszkola ze względu na wzmożone panoszenie się wirusów niestety nie chodzimy, nawet na tak specjalne okazje jak Mikołaj czy teatrzyk. Mimo powziętych kroków ostrożności przed grypskiem, notabene przez Olę do domu ściągniętym – Griszki nie uchroniliśmy. Na szczęście wirusy zbyt długo smyka nie trzymały i ku mojemu zdziwieniu nawet bez zastrzyków się obyło. Przez zakatarzony nochalek nie udało się nam także badań kontrolnych Griszce zrobić. Z tych ważniejszych do zrobienia ciągle EEG i rezonans w znieczuleniu ogólnym pozostaje – a do tego ostatniego dziecko musi być zupełnie zdrowe. Trochę martwi mnie to przekładanie terminu – bo to nie pierwszy raz jak syn nam takiego figla płata i od pobytu na oddziale sprytnie przeziębieniem się wymiguje. Trzeba jakąś strategię na smyka wymyślić.
Strasznie długo w tym roku trwało rozksięgowanie wpłat z tytułu 1% podatku na subkonta dzieci w Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” do której należy Grześ. Jak się jednak okazało długość księgowania była wprost proporcjonalna do zaksiegowanej kwoty :) - kolejny raz zostaliśmy mile zaskoczeni kwotą przekazaną na Gringolkowe leczenie i rehabilitację. Bardzo serdecznie dziękujemy za darowanie 1% podatku na usprawnianie naszego Grzesia. Wszystkim, którzy o Griszce pamiętali jesteśmy naprawdę bardzo, bardzo wdzięczni bo dzięki tej pamięci na dzień dzisiejszy ciężko pracując z Grzechem udało się osiągnąć tyle:

Patrząc z boku można by powiedzieć zaledwie tyle ale dla nas to aż tyle... Dzięki zgromadzonym środkom przez kolejny rok nie będziemy musieli martwić się o sfinansowanie dalszej Griszkowej rehabilitacji i wraz z nadejściem wiosny będziemy mogli rozpocząć kolejny sezon rehabilitacji turnusowej z nadzieją, że uda się osiagnąć jeszcze więcej.
Dłużnikami kochani Waszymi jesteśmy…
Ponieważ święta tuż, tuż zatem czas na życzenia:
"Wieczór wigilijny" (Emilia Wiśniowska)
To właśnie tego wieczoru, gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych, bo nikt być samotny nie może.
To właśnie tego wieczoru, gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne po cichu wstępuje otucha.
To właśnie tego wieczoru zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i piękna jest Miłość, gdy pięści rozwiera.
To właśnie tego wieczoru, od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy Bóg rodzi się w człowieku.
Wszystkim naszym znajomym i przyjaciołom życzymy zdrowych, pogodnych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku. Oby w każdym z nas na nowo narodziło się Dzieciątko, a magia tych narodzin niech sprawi, że to co poplątane stanie się jasne i proste…
|
|
| |
Komentarzy: 26 (Komentarze)
|
| |
Bunt sześciolatka?
2009-10-11 12:01:01
|
| |
Czy sześciolatek może się buntować? Czy może chcieć stawiać na swoim? Z moich matczynych doświadczeń nie kojarzę takiego faktu w wykonaniu Oleńki - w każdym razie nie w wieku sześciu lat... Cóż kolejny raz sprawdza się powiedzenie "świat się zmienia". Jakby na to nie spojrzeć to nasze młodsze dziecko zaraz po chorobie zaczęło się dziwnie zachowywać - totalnie przestało słuchać poleceń. Każda prośba o "powiedzenie" czy pokazanie czegokolwiek była ignorowana, a na buzi pojawiał się szeroki uśmiech i wystawiony język. Niepokój budził jednak fakt, że Grześko uważnie słuchał wydawanych poleceń, a zachowywał się tak jakby ich nie rozumiał. Początkowo zaczęłam się martwić, że coś niedobrego się dzieje z naszym smykiem, że zapomniał tego czego się nauczył, że gorączka zebrała jednak żniwo... Tymczasem okazało się, że to rogata dusza czy jak kto woli "przekora" przemawia przez naszego przedszkolaka i robi tylko to, co chce i kiedy chce, a nie kiedy go o to prosimy... Tak więc w ostatnim czasie dziecko mocno utrwaliło sobie znaczenie słowa "nie", a i wyrażanie głową tego gestu także zostało solidnie przetrenowane...

|
|
| |
Komentarzy: 22 (Komentarze)
|

To już było:
Archiwum: 2007: czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik grudzień 2010: luty marzec kwiecień czerwiec lipiec sierpień
|
|

Jesteś moim 96064 gościem.

Biorę udział w konkursie na zdjęcie miesiąca. Zapraszam do galerii...



.
|
|