|
|

| |
O wszystkim i o niczym....
2010-02-17 18:03:57
|
| |
Strasznie dawno już nic nie pisałam ale też niewiele nowego u naszego smyka się działo. Generalnie muszę przyznać, że nawet nieźle się trzyma zdrowotnie i zastrzegam od razu, że tego stwierdzenia głośno nie wypowiedziałam, ta asekuracja to po to aby nie zapeszyć - coś na zasadzie "nie chwal dnia przed zachodem słońca". Zima to okres takiego trochę rozleniwienia w naszym domu, bo chociaż wszystko idzie swoim torem: rehabilitacja, zajęcia przedszkolne z panią Bożenką to staramy się nie wyściubiać Griszkowego nosa z domu częściej niż faktycznie jest to potrzebne. Mimo iż smyk za chwilę 7 lat skończy to jego odporność ciągle wiele do życzenia pozostawia. A potrzeba wyjścia z domowych pieleszy może i by się znalazła, chociażby po to, aby badania kontrolne zrobić - co z tego jak kolejny miesiąc rezonans w Centrum Onkologii w Chorzowie jest nieczynny - a położyć się z synem na oddział neurologii tylko po to by EEG zrobić to zbyt duże niebezpieczeństwo przywiezienie zainfekowanego Griszki do domu. Poczekamy aż rezonans naprawią i jak to mówią "wszystko za jednym zamachem" załatwimy.
Od jakiegoś czasu zaczęliśmy podawać Griszce Kidabion. Pamiętam, że kiedyś jak pytałam naszą panią neurolog czy preparaty tego typu zawierające nienesycone kwasy tłuszczowe Omega-3 i witaminy coś dają u dzieci takich jak nasz Grześ to usłyszałam odpowiedź - no wie pani, zaszkodzić mu nie zaszkodzą ale konkretnego efektu też bym się nie spodziewała. Więc odpuściłam. Wróciłam do tematu po namowie jednej z mam, która również zmaga się z niepełnosprawnością swojego dziecka. I jak na moje oko warto było ale o szczegółach napiszę jak Grzecho zużyje całe opakowanie.
W Griszkowym podejściu do rehabilitacji spore zmiany zaszły. Ku naszej wielkiej radości, z niemałym udziałem w sprawie rehabilitanta Pawła, Grzecho zaczął rehabilitację traktować jak dobrą zabawę. Zdecydowaną większość ćwiczeń z uśmiechem na buzi wykonuje, czasami droczy się z nami odmawiając wykonania tego czy innego ćwiczenia ale to zwykłe zagrywki taktyczne są z jego strony - sonduje cwaniaczek ile jest w stanie utargować :) Tak czy owak rehabilitant z postawy Grzecha zadowolony jest, a to ważne. I szczerze mówiąc bardzo budujące, bo o niebo sympatyczniej jest patrzeć na uśmiechniętą niż zalaną łzami buzię po zakończonych ćwiczeniach.
Nie da się ukryć, że nasze młodsze dziecko mocno się nam postarzało. Z tej starości zęby traci. Wczoraj z tego tytułu akcja "mleczny ząb" się w domu odbyła. W rolę dentysty tata się wcielił, ja jakoś za każdym podejściem do otwartej buzi smyka dziwnie miękkie nogi miałam - aż sama się zdziwiłam, że tak mało odporna jestem. W każdym razie tata, po trzech próbach rozruszania ząbka, sprawnym ruchem pozbawił naszego małolata górnej jedynki, a ponieważ smyk ma dosyć spore przerwy między ząbkami teraz wygląda jakby tata nie jeden, a przynajmniej dwa ząbki mu wyjął. A tutaj dowód:

Na koniec o 1%. Wiem, że Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą tak jak i 300 innych organizacji pożytku publicznego miała problem ze znalezieniem się na liście MPiPS - upoważnionych do gromadzenia darowizn z tytułu 1% podatku. Ponoć nie z winy Fundacji. Wyszła z tego całkiem niezła afera. Na dzień dzisiejszy wszystkie formalności zostały już dopełnione i nie powinno być problemów z przekazywaniem 1% na tą Fundację. Wszystkich, którzy próbowali się bezskutecznie swoim 1% podatku podzielić z Griszką, w imieniu swoim i Fundacji serdecznie przepraszam.
A już całkiem na koniec zabawny monolog starszej latorośli (sprzed kilku miesięcy).
Starsza latorośl wskakuje na pufkę, w ręce trzyma zabawkowy mikrofon, na głowie korona - prawą rękę unosi do góry i poważnym głosem mówi - "patrz mamo Statueta Wolności". Reakcja matki łatwa do przewidzenia, dobrze, że mieszkanie małe to do toalety blisko :)
|
|
| |
Komentarzy: 6 (Komentarze)
|
| |
Grudniowa notka...
2009-12-20 21:46:17
|
| |
„Zima, zima, zima, pada, pada śnieg jadę, jadę w świat sankami sanki dzwonią dzwoneczkami dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń” od jakiegoś czasu, słowa tej ulubionej przez Griszkę piosenki rozbrzmiewają u nas w domu przynajmniej kilka razy dziennie, a i za oknem faktycznie bielutko się zrobiło i mrozik ścisnął… coś jakby święta się zbliżają... Ja tymczasem z porządkami i przygotowaniami ciągle w lesie jestem, czasu nagminnie na wszystko brakuje, a spać przecież po pierwszej w nocy chodzę - gdyby można było dobę o chociaż kilka godzin wydłużyć... Praca zawodowa, praca w stowarzyszeniu, rodzina, niepełnosprawne dziecko… Wyrzuty sumienia zaczynam mieć, że coraz mniej czasu swojej rodzinie poświęcam. Nie da się ukryć, że wiele wydarzeń z naszego rodzinnego życia po prostu mnie omija albo dociera do mnie na zasadzie przekazanego komunikatu, że coś się dokonało… Źle mi z tym bardzo, niestety jak widać nie ma nic za darmo, zawsze coś kosztem czegoś... Czasami jak próbuję się zastanowić czy ta gonitwa ma sens to przypomina mi się taki dialog: - Mamusiu, a dlaczego nie chcesz się ze mną bawić? - Ponieważ nie mam czasu kochanie. - Dlaczego nie masz czasu? - Bo pracuję. – A dlaczego pracujesz? - Żeby zarobić pieniążki. – A po co zarabiasz pieniążki? - Żeby móc dać ci jeść. - Ależ, mamo, ja nie jestem głodna… i jeszcze mocniej zapala się w mojej głowie czerwone światełko…
Z Grzecha pilny zerówkowicz się zrobił. Z panią Bożenką w domu dzielnie pracuje. Piękne prace plastyczne robią, piosenek słuchają – wszystko tematycznie zgrane (jak rysują muchomorka to i piosenka jest o muchomorku, śpiewają o jeżyku to lepią z masy solnej jeżyka z kolcami z wykałaczek...).

Pani Bożenka świetnie sobie z Grzechem radzi nawet Knilla podczas zajęć udaje jej się przemycić – do którego ja trzy razy bezskuteczne podchody robiłam. Do przedszkola ze względu na wzmożone panoszenie się wirusów niestety nie chodzimy, nawet na tak specjalne okazje jak Mikołaj czy teatrzyk. Mimo powziętych kroków ostrożności przed grypskiem, notabene przez Olę do domu ściągniętym – Griszki nie uchroniliśmy. Na szczęście wirusy zbyt długo smyka nie trzymały i ku mojemu zdziwieniu nawet bez zastrzyków się obyło. Przez zakatarzony nochalek nie udało się nam także badań kontrolnych Griszce zrobić. Z tych ważniejszych do zrobienia ciągle EEG i rezonans w znieczuleniu ogólnym pozostaje – a do tego ostatniego dziecko musi być zupełnie zdrowe. Trochę martwi mnie to przekładanie terminu – bo to nie pierwszy raz jak syn nam takiego figla płata i od pobytu na oddziale sprytnie przeziębieniem się wymiguje. Trzeba jakąś strategię na smyka wymyślić.
Strasznie długo w tym roku trwało rozksięgowanie wpłat z tytułu 1% podatku na subkonta dzieci w Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” do której należy Grześ. Jak się jednak okazało długość księgowania była wprost proporcjonalna do zaksiegowanej kwoty :) - kolejny raz zostaliśmy mile zaskoczeni kwotą przekazaną na Gringolkowe leczenie i rehabilitację. Bardzo serdecznie dziękujemy za darowanie 1% podatku na usprawnianie naszego Grzesia. Wszystkim, którzy o Griszce pamiętali jesteśmy naprawdę bardzo, bardzo wdzięczni bo dzięki tej pamięci na dzień dzisiejszy ciężko pracując z Grzechem udało się osiągnąć tyle:

Patrząc z boku można by powiedzieć zaledwie tyle ale dla nas to aż tyle... Dzięki zgromadzonym środkom przez kolejny rok nie będziemy musieli martwić się o sfinansowanie dalszej Griszkowej rehabilitacji i wraz z nadejściem wiosny będziemy mogli rozpocząć kolejny sezon rehabilitacji turnusowej z nadzieją, że uda się osiagnąć jeszcze więcej.
Dłużnikami kochani Waszymi jesteśmy…
Ponieważ święta tuż, tuż zatem czas na życzenia:
"Wieczór wigilijny" (Emilia Wiśniowska)
To właśnie tego wieczoru, gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych, bo nikt być samotny nie może.
To właśnie tego wieczoru, gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne po cichu wstępuje otucha.
To właśnie tego wieczoru zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i piękna jest Miłość, gdy pięści rozwiera.
To właśnie tego wieczoru, od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy Bóg rodzi się w człowieku.
Wszystkim naszym znajomym i przyjaciołom życzymy zdrowych, pogodnych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku. Oby w każdym z nas na nowo narodziło się Dzieciątko, a magia tych narodzin niech sprawi, że to co poplątane stanie się jasne i proste…
|
|
| |
Komentarzy: 25 (Komentarze)
|
| |
Bunt sześciolatka?
2009-10-11 12:01:01
|
| |
Czy sześciolatek może się buntować? Czy może chcieć stawiać na swoim? Z moich matczynych doświadczeń nie kojarzę takiego faktu w wykonaniu Oleńki - w każdym razie nie w wieku sześciu lat... Cóż kolejny raz sprawdza się powiedzenie "świat się zmienia". Jakby na to nie spojrzeć to nasze młodsze dziecko zaraz po chorobie zaczęło się dziwnie zachowywać - totalnie przestało słuchać poleceń. Każda prośba o "powiedzenie" czy pokazanie czegokolwiek była ignorowana, a na buzi pojawiał się szeroki uśmiech i wystawiony język. Niepokój budził jednak fakt, że Grześko uważnie słuchał wydawanych poleceń, a zachowywał się tak jakby ich nie rozumiał. Początkowo zaczęłam się martwić, że coś niedobrego się dzieje z naszym smykiem, że zapomniał tego czego się nauczył, że gorączka zebrała jednak żniwo... Tymczasem okazało się, że to rogata dusza czy jak kto woli "przekora" przemawia przez naszego przedszkolaka i robi tylko to, co chce i kiedy chce, a nie kiedy go o to prosimy... Tak więc w ostatnim czasie dziecko mocno utrwaliło sobie znaczenie słowa "nie", a i wyrażanie głową tego gestu także zostało solidnie przetrenowane...

|
|
| |
Komentarzy: 22 (Komentarze)
|
| |
Następstwa odcięcia pępowiny?
2009-09-26 16:32:59
|
| |
Wiedziałam, że z tym odcięciem pępowiny nie będzie tak łatwo... Wystarczyły cztery wizyty Griszki w przedszkolu aby trzeba było skorzystać najpierw z porady na dyżurze w szpitalu, a kolejnego dnia z wizyty u naszego pediatry. Niby nic takiego, bo tylko zaczerwienione gardło i katar ale to w przypadku Grzecha wystarczyło aby temperatura podskoczyła do prawie 40 stopni, a męczące napady kaszlu skutecznie zniechęciły smyka do jedzenia i picia. Ostatecznie skończyło się na sześciu zastrzykach Nelorenu. Dla Grzesia tak mocno podwyższona temperatura zawsze wiąże się z ryzykiem pojawienia się napadów padaczkowych dlatego nasza czujność w tym czasie jest zdwojona, a uczucie niepokoju i strachu towarzyszy nam tak długo póki termometr nie pokaże mniej niż 38 stopni. Na szczęście czopki Pyralginy pozwoliły zapanować nad gorączką. Jakby tego było mało, Griszka wirusem z tatem i Olą się podzielił, tak więc przez chwilę sytuacja zdrowotna w naszym domu mocno nieciekawa była. Po czterech zastrzykach chyba wychodzimy na prostą i w przyszłym tygodniu mamy nadzieję wrócić do normalnego trybu działań rehabitalicyjno-edukacyjnych, czy nam się uda?... czas pokaże...
Na tą chwilę mały rekonwalescent prezentuje się tak:

a poniżej matka rekonwalescenta wraz z innymi rodzicami dzieci niepełnosprawnych podczas spotkania 08.09.2009r. w otoczeniu całkiem znanych ludzi :) Oj działo się :)
|
|
| |
Komentarzy: 5 (Komentarze)
|
| |
Jestem sobie przedszkolaczek...
2009-09-15 21:02:22
|
| |
Jestem sobie przedszkolaczek nie grymaszę i nie płaczę... Czas biegnie nieubłaganie i z małego oseska nasz Griszka stał się pełnoprawnym zerówkowiczem. Nadszedł zatem czas na kolejny etap w naszym życiu -edukację przedszkolną bączka. W placówce, do której zapisałam smyka ku mojemu zaskoczeniu natknęliśmy się na bardzo życzliwą kadrę pedagogów. Grzesiowi została przypisana pani Bożenka, dodam tylko, że jej zaangażowanie i podejście do Griszki od razu znalazło uznanie u Griszkowego taty - co wróży długą i efektywną współpracę :) Mimo iż Grzesiowi przyznano w tygodniu zaledwie 10 godzin zajęć rewalidacyjnych, to pani Bożenka stara się wyciągać smyka "do dzieci" - tak często jak się tylko da... Smyk zaliczył już kilka wspólnych zabaw i spacerów z kolegami z grupy. Był uczestnikiem przedstawienia o ruchu drogowym. Żywe reakcje smyka na przedstawieniu zrobiły wrażenie nie tylko na pani Bożence - Griszkowy tata również był mocno zaskoczony: skupianiem wzroku na śpiewających i tańczących aktorach, radosnym chichotem smyka, przyłączaniem się do klaskania, a także długim czasem, w którym dziecko wykazywało zainteresowanie tym co się wokół niego dzieje... Jednym słowem imprezka była udana i pouczająca była...
Największym jednak przeżyciem tych edukacyjnych przedbiegów było pierwsze wyjście pani Bożenki z Grzesiem do przedszkola. Jakoś nie mogłam uwierzyć, że muszę się zgodzić aby obca kobieta, sama - bez nikogo z rodziny - zabrała smyka z domu. W głowie mnóstwo obaw: przecież ona nic o Grzesiu nie wie, w ogóle nie zna jego potrzeb, zachowań, przyzwyczajeń... Jak się okazało, pani Bożenka - doświadczony pedagog - poradziła sobie świetnie, a pierwsze wyjście do przedszkola nie tylko dla mnie trudne było, Griszkowy tata też nie dał rady w zaciszu domowych pieleszy wysiedzieć - już po pół godzinie wyszedł spacerowiczom naprzeciw.
Tym to sposobem po sześciu latach - pępowina została odcięta...
|
|
| |
Komentarzy: 9 (Komentarze)
|
| |
Jak to w sierpniu było...
2009-09-06 9:07:57
|
| |
Oj działo się u nas w sierpniu, działo... czasu nawet na Smyki nie było... Zaraz po powrocie chłopców i babci Krysi z turnusu w Wałczu wyruszyliśmy z Olą i Griszkowym tatem na wesele. Griszka pod opieką babci Broni i cioci Joli w domu został - znaczy się odpoczynku zażywał, a że turnus w Wałczu trzytygodniowy był odpoczywać było po czym :). Ceremonia zaślubin cudną oprawę miała, przyjęcie weselne fantastycznie się udało, potańczyliśmy, z rodzinką się spotkaliśmy... a młoda para, cóż - piękna, zakochana, szczęśliwa, z planami i pomysłami na przyszłość...

Marysiu, Arku życzymy wam aby wasze wspólne życie opierało się na wzajemnym szacunku i miłości, niech spełnią się oczekiwania, a rzeczywistość maluje się tylko w różowych kolorach...
Griszka specjalnie odpocząć nie zdążył, bo po trzech dniach spędzonych w domu całą naszą czwórką obraliśmy kurs na Puszczykowo. Przycumowaliśmy tam na dwutygodniowy turnus rehabilitacyjny. Miejsce nowe ale kadra rehabilitantów ta sama co w Wałaczu – Grzesia dobrze znająca… Ośrodek położony w fajnym miejscu, na uboczu, wokół lasy, nieco poniżej baseny...

Jedyna niedogodność to usytuowanie sali do ćwiczeń i do terapii ręki w odrębnym budynku, który od "siedziby głównej" niezłe podejście dzieliło - pokonując je kilka razy dziennie namiastkę górskich klimatów zaliczyliśmy... Smyk na terapiach dawał z siebie tyle ile mógł, tradycyjnie raz lepsze raz gorsze dni notując i jednocześnie utwierdzając mnie w przekonaniu, że chwalić to on się swoimi umiejętnościami nie lubi - czym momentami do rozpaczy mnie doprowadzał... Szczególnie na terapii ręki synusiowi guziczek ignorancji poleceń się włączał choć wszystkie te polecenia rozumiał i wykonać potrafił, co zaraz po wyjściu z zajęć udowadniał, z radością ich wykonanie demonstrując... Na kinezyterapii tradycyjnie w momencie wkładania ortez na nogi dziecko łzami się zalewało i nawet matczyne śpiewnie zwykle przynoszące rezultat w łzawych sytuacjach - na niewiele się zdawało… Mimo wszystko rehabilitantka potrafiła wymusić współpracę i stawianie nieporadnych kroczków… Ćwiczenia na materacu generalnie w pokojowej atmosferze przebiegały...

a na pajączku nawet uśmiechy od czasu do czasu się pojawiały...

Wśród wielu terapii było też obcowanie z pieskiem Tofikiem, dla którego pełna podziwu byłam za stoicki spokój podczas targanie za sierść i uszy, wkładanie palców do oczu i pyska oraz wiele innych działań jakim był przez dzieci poddawany - i szczerze mówiąc zastanawiałam się kiedy psu nerwy puszczą… Nie puściły…

Podczas turnusu nasza starsza latorośl 11 lat skończyła. Nie obyło się bez życzeń, Mc Donalda i spełniania zachcianek, a do ostatecznego zakończenia tematu: „prezent urodzinowy”, zakup prostownicy do włosów wciąż jeszcze pozostaje...

Moja mała dziewczynka – kiedyś tak było, teraz nawet prezenty już są dorosłe… ale co tam, całusa na dobranoc jeszcze wciąż dostaję :)
Mimo iż podporządkowane harmonogramowi Griszkowych terapii – fajne te dwa tygodnie były, dawno już tak wiele czasu wspólnie nie spędziliśmy, tylu wspaniałych ludzi nie poznaliśmy. Odpoczęliśmy od codziennej rzeczywistości, trochę świeżego powietrza i słonka złapaliśmy... Potrzebny nam był taki czas - namiastka normalności... bardzo był nam potrzebny…
|
|
| |
Komentarzy: 5 (Komentarze)
|
| |
Chciałabym...
2009-08-02 18:07:36
|
| |
Chciałabym któregoś dnia pobytu chłopców na turnusie rehabilitacyjnym, rozmawiając z Griszkowym tatem usłyszeć w słuchawce telefonu: wiesz, dzisiaj było świetnie, Griszka przećwiczył z uśmiechem na buzi wszystko co było do przećwiczenia, współpracował, rehabilitanci byli zachwyceni... Jak dotąd różnie z tym bywa... raz jest gorzej, raz lepiej - najczęściej jednak nie tak jak byśmy chcieli. Momentami słuchając komentarzy Griszkowego taty jak wiele łez i wysiłku kosztuje naszego smyka ciężka praca na turnusie, zaczynam się zastanawiać czy nie postawiliśmy zbyt wysoko poprzeczki, czy nasze oczekiwania nie stoją w sprzeczności z możliwościami zarówno tymi fizycznymi jak i intelektualnymi Griszki. Staramy się stymulować bączka do ciągłego działania, aby mógł funkconować w naszym świecie, a może on wcale tego nie chce, może najlepiej czuje się w swoim własnym świecie... Skąd mamy wiedzieć, że to co dla Griszki robimy i sposób w jaki to robimy jest dla niego dobry? Może byłby szczęśliwszy bez tych wszystkich zabiegów usprawniających, może w imię miłości powinniśmy odpuścić i zaakceptować stan rzeczy takim jaki jest? Z roku na rok takich dylematów przybywa coraz więcej... a trzy tygodnie bez uśmiechniętej buzi małego łobuza, marsjańskich rozmów i przytulania to bardzo długo, zdecydowanie za długo jak dla mnie...
Dobrze, że Oleńka już wróciła z kolonii...
|
|
| |
Komentarzy: 10 (Komentarze)
|
| |
Grupowy wyjazd...
2009-07-19 11:56:17
|
| |
Opustoszało nasze gniazdko... W piątek całe moje szanowne towarzystwo rozjechało się po Polsce: Griszka z tatkiem i babcią Krysią wyfrunęli do Wałcza na turnus, a Ola na kolonię nad morze... tak więc zgodnie ze stanem inwentarza na jakieś dwa tygodnie słomianą wdową zostałam :) Póki co reklamacji bieliźniano-garderobianych żadna ze stron nie zgłosiła co oznacza, że pakowanie tym razem zakończyło się sukcesem, chociaż nie do końca, bo jak się okazało mimo załadowania naszego "niebieskiego szerszenia" do granic udźwigu i pojemności sprzętem wszelakim (od wózka i fotelika poczynając, na mikrofalówce kończąc) to chłopcy blendera zapomnięli, co konieczność rychłej wizyty w Media Markt i nowy zakup zapowiada :)
Jedni się "wakacjują", a inni pracują... Ponieważ przy pełnej chacie wykonanie niektórych prac porządkowych jest znacznie utrudnione, a przez to odkładane ciągle na później wobec czego harmonogram działań został już rozpisany, ciekawe ile uda mi się z tego zrealizować... Tymbardziej, że jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze jak w domu brakuje męskiej ręki rzeczy martwe (nie pierwszej już młodości) zaczynają strajkować i czynny opór stawiać...
|
|
| |
Komentarzy: 4 (Komentarze)
|
| |
Magdalena, Maria...
2009-07-13 20:33:37
|
| |
Wczoraj powiększyła się nasza czteroosobowa rodzinka... O godzinie 14.30 w Kościele pod wezwaniem Ducha św. maleńka Magdalena, Maria przyjęła chrzest święty, a ja Griszkowa mama zostałam mamą chrzestną Madzi - cudnego słodziaczka.

Tak więc teraz nasza rodzinka liczy pięć osób, a własciwie sześć bo Griszkowy Tata też ma chrześniaka :) Piękna to była uroczystość... patrząc na wystrojoną księżniczkę, spokojnie śpiacą w objęciach rodziców podczas maszy świętej, powróciły wspomnienia... Griszkowego chrztu... Jakże inna to była uroczystość... jakże inne były okoliczności udzielenia tego sakramentu... Późny wieczór, Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, maleńki boks na neonataologii, przyciemnione światła, oprócz trójki innych śpiących maluszków, Griszka, ja i pielęgniarka... Od rana stan Griszki był coraz bardziej poważny, wyniki z godziny na godzinę coraz bardziej pozbawiające złudzeń, ranek wydawał się być wielką niewiadomą... Tak strasznie się bałam... Koło północy zdecydowałam, że to już czas, Grześko leżał w łóżeczku, był taki spokojny... Wśród dźwięku pulsoksymetru zabrzmiał głos pielęgniarki: Grzegorzu, Piotrze ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha świętego... Amen... a potem, potem były łzy takie z głębi serca, łzy żalu i bezradności... Od tego dnia na szpitalnym "identyfikatorze" Griszki widniał maleńki krzyżyk... Resztę obrzędów uzupełniających przyszło nam dopełnić w Kościele gdy Griszka miał niespełna roczek...
Madziu, aniołku wielu łask Bożych...
|
|
| |
Komentarzy: 6 (Komentarze)
|
| |
Ucho, uszko...
2009-07-05 19:26:49
|
| |
Ślimak, ślimak pokaż rogi... prosta wyliczanka ale jaka radość rysuje się na dziecięcej twarzyczce, gdy ślimak po kolejnej recytacji, ulega prośbom i wysuwa łepek z czułkami ze swej skorupki... Czasami mam wrażenie, że nasz Grześ jak ślimak zamknięty jest w swojej skorupce, w swoich ograniczeniach, a my żeby do niego dotrzeć i czegokolwiek go nauczyć, musimy przebijać się przez tę skorupkę setki razy dziennie, znowu i znowu... Żmudna to praca, wielkiej cierpliwości i pomysłowości wymagająca... Od dwóch tygodni próbowaliśmy nauczyć Griszkę pokazywania gdzie ma uszy i nijak nie potrafiliśmy przekonać smyka, że choć włosy w bliskim sąsiedztwie z uszami zamieszkują, to jednak włosy to nie to samo co uszy... Na każde pytanie "Gdzie masz uszko?" dziecko włosy pokazywało, podobnie zresztą jak na pytanie "Gdzie masz włoski?". W końcu matka wymyśliła, że niezłym treningiem w przyswojeniu nowej umiejętności będzie naprzemienne zakładanie na Griszkowe uszka frotki do włosów... Syn pomysł jako świetną zabawę potraktował i z prędkością światła to z jednego, to z drugiego ucha frotkę zdejmował, a matka jak nakręcona przypominała mu skąd ów skarb ściąga... I chyba się udało... Grześ kilka już razy bez frotki, o uszko zapytany, rączką pożądany organ wskazał... mimo iż teraz przed nami proces utrwalania umiejętności, to dzisiaj poczułam się jak mała dziewczynka, której udało się zaczarować wyliczanką ślimaka...
|
|
| |
Komentarzy: 8 (Komentarze)
|

To już było:
Archiwum: 2007: czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik grudzień 2010: luty
|
|

Jesteś moim 85890 gościem.

Biorę udział w konkursie na zdjęcie miesiąca. Zapraszam do galerii...



Uwaga!!!!
Ankieta dla mamy wychowującej niepełnosprawne dziecko...
.
|
|