... jestem sobie przedszkolaczek, nie grymaszę i nie płaczę... 2010-09-02
1.09.2010 na długo zapisze się w mej pamięci, a mianowicie dlatego,że właśnie tego dnia stałem się prawdziwym, najprawdziwszym przedszkolakiem:))
Pobudka 6.30 potem szybka poranna toaleta:)) Mama elegancko mnie ubrała i o 7.00 wyruszyliśmy do przedszkola:)) Niby do przedszkola mamy 15 km, ale podróż po Warszawie jest koszmarna:(( tzn ja tam się nie nudzę, bo w autku mam kilka zabawek, coś do picia, tylko stoimy w takim korku że chyba pieszo byśmy z mamusią szybciej szli:))) Rozpoczęcie było o 8.30 Już w drzwiach z uśmiechem na twarzy przywitała mnie pani dyrektor wraz z p.Agatą moją wychowawczynią. Wytłumaczyły co, gdzie i jak. Mam swoją szafkę ze swoim imieniem i znaczkiem piłeczką. To mój znaczek rozpoznawczy na ręczniczku, szatni oraz w sali.
Następnie poszliśmy do sali. Grupa liczy 8 dzieci: Zuzia, Zuzia, Amelka, Hania, Basia, Iza, Krzyś i Ja:)) Jak widzicie jest tylko 2 chłopców:)) Moją wychowawczynią jest p.Agata. Bardzo miła i ciepła osoba. Jest jeszcze p.Ewa, która jest do pomocy.
Do końca tygodnia rodzice mogą być z dziećmi na zajęciach tzn tyle ile będzie dzieciom potrzeba, aby się zaklimatyzować w nowym miejscu. Przedszkole oferuje mnóstwo ciekawych zajęć. Szczegółowy harmonogram zajęć będzie już od poniedziałku, teraz przez te 3 dni, dużo się bawimy, poznajemy siebie na wzajem:))
Mimo swoich ograniczeń ruchowych z całych sił staram się podążać za innymi dziećmi. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się stanąć na własnych nóżkach i biegać, szaleć z innymi dziećmi.
W przedszkolu nie ma niestety rehabilitacji ruchowej, więc po zajęciach w przedszkolu dalej będę uczęszczał na inne zajęcia. Aby iść do przodu, powolutku ale do przodu. Na razie jest fajnie:)) Oby tak dalej:)))