Skleroza
|
|
Ta postępująca i galopująca dopada Matkę za każdym razem gdy zasiada do pisania. Obiecała sobie już że będzie notować o czym ma pisać ale zapomina o tym a poza tym i tak nie miała by czym i na czym bo przecież zapomina, że miała nosić przy sobie notatnik.
No tak na urodziny wiadro Bilobilu się przyda bo jak tak dalej pójdzie zapomni jak się nazywa i co tu właściwie robi.
Ale zapominanie nie jest li tylko problemem Matczynym. Dziecię mimo, ze młode i energiczne jeszcze, wcale nie jest lepsze w tej materii. Zu za każdym razem gdy zostanie posłana po coś znika na długie chwile. Odnajduje ją Matka w zgoła innym miejscu zajętą jakąś niecierpiąca zwłoki czynnością. Już się Matka uczy nie złościć w takich sytuacjach, co więcej już w momencie posyłania córki po coś uśmiecha się pod nosem pewna, że chwilę później dziecko zatraci się w jakiejś czynności która nie mogła czekać.
Ale cieszy się Matka, ze chec niesienia pomocy jest i nie znika. Ważniejsze to niż małe wpadki.
Co poza tym? Choroba wycofuje się ładnie i po kontroli Matka odetchnęła z ulga, że 3 antybiotyku nie trzeba. Co prawda Zuzia nocami dalej mokra jest jak szczur ale to efekt osłabienia organizmu. Zabieramy się teraz za hodowlę dobrych bakterii co by wznowić odporność.
Powrót do zdrowia to powrót do szaleństw i wszelkich wariacji. Matka jak co rano wychodzi do pracy a Zu zostaje z Babcią. Biedne uszy Babci wysłuchują śpiewów, przemów, monologów, miliona pytań i pokrzykiwań. No i jak zwykle po choćby minimalnie dłuższym weekendzie Zuzia bardzo jest rozczarowana tym, że Mama musi do pracy.
Pyta czy może iśc do pracy z rodzicielką, proponuje by ta została w domu i przytuliła się do niej i stosuje różne fortele. Ostatnio zwinęła Matce wszystkie kosmetyki. Wie, że do pracy trzeba zrobić makijaż więc sobie obmyśliła, że bez kosmetyków do pracy iść nie wolno. Co się Matka nagimnastykowała rano zanim znalazła wszystko czego trzeba :D
Gdy kosmetyki nie poskutkowały schowała Zuzia Mamie buta. Cóż wyjęła Matka z szafy drugą parę a Zu rozczarowana odkryła, że jednak i bez buta można iść do pracy :D
Ech chciałaby Matka mieć ten komfort i zostawać w domu ale wie, że nie dane by jej było popracować w ciszy i spokoju ani przez godzinkę przecież obecność Mamy potrzebna jest w każdej chwili bo przecież w każdej chwili może przytrafić się coś ciekawego jak ciekawy zwrot akcji w bajce, czy też miły piesek przebiegający pod naszym oknem. Tylko gdy broi nie potrzebuje Zu towarzystwa ale temu się Matka nie dziwi była taka sama w jej wieku ;)
|
2012-01-14 20:42:00
|
Komentarzy: 6 (Komentarze) |
 |
Sleepless nights...
|
|
W bezsenne noce miliony myśli kłebią się w matczynych głowach...
W bezsenne noce fale skrajnych uczuć wypełniają ich serca...
W bezsenne noce wszystkie strachy świata zamieszkują najciemniejsze kąty naszych ciepłych mieszkań
Wszystkie najskrytsze marzenia przyjmują bardziej realne formy, mieszając się z nadziejami na dobrą przyszłość.
W bezsenne noce wsłuchuje się Matka w oddech swojego dziecka i kazdym uderzeniem swego serca dziękuje za jego obecność w swoim życiu.
To nie tak, że wcześniej tego nie wiedziała, ale ten ostatni tydzień, a w szczególności wczorajszy dzień, przypomniał bolesnie jak kruchymi istotami jesteśmy, jak delikatne i ulotne jest nasze szczęście.
Kilka lat temu obiecała sobie Matka nie robić nigdy żadnych długookresowych planów ani postanowień... Trzyma się tego mocno, ale na jedno postanowienie pozwoliła sobie bez żadnych wyrzutów...
Każdego dnia cieszyć się z tego co ma, bo ma przecież wszystko czego potrzebuje żeby swój mały świat nazywać szczęśliwym.
Cieszyć się tym co ma by nie żałować kiedyś żadnej straconej chwili.
Dlatego w bezsenne noce leży cichutko i wsłuchuje się w oddech swojego dziecka, koduje w pamięci jego zapach i przegania wszystkie złe duchy wypełniające jej myśli najczarniejszymi opisami niebezpieczeństw czyhających na nie w otaczającym świecie... Przegania czarne myśli słodkimi marzeniami o przyszłości wypełnionej miłością, radością, szczęściem i słonecznymi promieniami. Czaruje każdą chwilę by przyszłość najukochańszej istoty była tak piekna jak to tylko możliwe i marzy by jej dziecię niepokorne było mądre, wrażliwe, potrafiło zjednywać sobie ludzi, miało głowę pełną pomysłów na siebie i nie bało się ich realizacji... By było poprostu dobrym człowiekiem potrafiącym cieszyć się życiem.
Ps. Zu ciągle chora... Matka ma nadzieję, że drugi antybiotyk pomoże bo jakoś tak boi się stawiania baniek...
|
2012-01-06 3:19:00
|
Komentarzy: 11 (Komentarze) |
 |
Ot trzy słowka z Zuziakowego świata
|
|
Szaro, ciężko i bardzo ciemno... nie, to nie tylko o pogodzie.
Nowy Rok zaczął się dla naszej rodziny bardzo smutno i bardzo tragicznie. Może dlatego właśnie pomyślała matka, że warto by zalogować się do naszego pamiętnika. Każda śmierć, szczególnie jeśli jest nagła, niepotrzebna i dotyczy dziecka uświadamia, że codziennie tracimy tak wiele energii na zbędne kłótnie, roztrząsamy to co nie wyszło zamiast cieszyć się tym co mamy...
Tyle niezwykłych chwil nam ucieka w pogoni za pieniędzmi, obowiązkami, za szczęściem które tak naprawdę jest na wyciągnięcie ręki.
Wciąż, a może nawet bardziej niż kiedyś nie mamy czasu a niekiedy po prostu nie mamy siły bądź weny by naskrobać kilka słów o tym co u nas. Brakiem snu okupione są próby pogodzenia pracy na pełny etat z pracą projektanta wnętrz, projektowaniem nowych zestawów i tym co najważniejsze czyli byciem z Zu.
A tyle się dzieje.
Zu skończyła 4 lata. Z nową cyferką pojawiły się nowe umiejętności... Te cieszące oko i serce i te, które nieraz po

dnoszą ciśnienie po sam sufit ;)
Uparte stworzenie ma Matka w domu... uparte to mało powiedziane. Uparta jest babcia i mama. Zu jest uparta do kwadratu a może nawet i bardziej. Geny małego dyktatora też dają o sobie znać na porządku dziennym. No nie da sobie Zuzka w kaszę napluć. Jedno pociesza matkę tylko. Da sobie panna radę w życiu. Jak się nie da polubownie to sterroryzuje otoczenie.
Poza tym upierdliwa jest Matczyna córka czasami do granic możliwości. Dopóki nie doczeka się upragnionej uwagi i nie wygłosi swoich przemyśleń potrafi milion razy powtórzyć "Mamo, mamciu, mamusiu, mamuniu..."
Ale tak naprawdę jest Matka bardzo dumna z dziecięcia bo ten upór bardzo przydatny jest gdy Zu coś poznaje... Nie zadowalają jej szczątkowe informacje chce wiedzieć od razu wszystko. Pochłania informacje jak gąbka. Pięknie liczy... po angielsku lepiej niż po polsku [Tu ukłon w stronę bajek o Dorze i Diego] Zna też mnóstwo słówek w tym języku i używa ich kiedy wydaje jej się że tak należy... Od kwietnia poza końmi uwielbia Zu także papugi... ale nie byle jakie papugi, najpiękniejsze są te błękitne jak Blue i Julia.
Dzięki bajce poznawałyśmy Brazylię, jej faunę i florę. Zuzia wie, że Polska jest na górze globusa a Brazylia za wielkim oceanem i chociaż tak naprawdę nie specjalnie rozumie o co chodzi z tą kulą i dlaczego jest tak a nie inaczej przyjmuje fakty do wiadomości.
Jak większość dzieci w tym wieku Zuzia interesuje się tym co dzieje siew okół niej. Chce gotować, piec, sprzątać, ogólnie pomocna dłoń dzieki której czasem czynność pięciominutowa zajmuje nam godzinę ale szczerze mówiąc to sama przyjemność.
Na każdym kroku uświadamia sobie Matka jak piekny jest świat widziany oczami dziecka, jak wspaniale odkrywać go na nowo i jak poważne są wszelkie strachy i te pod łóżkiem i te w wyobraźni.
Rozwijamy się obie i wspaniale jest widzieć jak bardzo fascynujące są dla dziecka czynności które rodzice wykonują codziennie.
Dzięki temu Zu garnie się do fotografii...
Do tego stopnia się garnie że nauczyła się obsługi lustrzanki i tylko widok dziewczątka uginającego się pod ciężarem aparatu [plus strach o to że za którymś razem aparat walnie o podłogę] przekonał Matkę, że wymarzony prezent pięknie wymalowany w liście do Mikołaja jest dobrym pomysłem.
Poza tym maluje Zuzia... od malowideł ścienno podłogowych przeszło dziecię do malowideł namiętnie wykonywanych czym popadnie na kartkach, w komputerze i na znikopisie. Idzie jej dobrze i to kolejny powód do dumy. Narazie odziedziczyła Zuzia po Mamie stary tablet i piórko i co prawda czas zabawy z komputerem jest ograniczany ale wie Zu gdzie włączyć jakie funkcje w Photoshopie.
No tak zdobycze nauki i techniki jak dla większości dzieci obecnie nie stanowią dla Matczynej Córki żadnych problemów. Komputer lepiej opanowała od babci która namiętnie grywa w różne Facebookowe gierki. Smartfon nie stanowił dla Zu żadnej tajemnicy już tydzień po zakupie... Bajki na DVD? dekoder? żaden problem.
Czasem zachodzi Matka w głowę kiedy Zu uczy się tego wszystkiego bo przecież niby zajęta jest swoimi sprawami, niby wogóle nie zwraca uwagi na to co się dzieje w okół a jednak radary nastawia i skleca wszystko w jedną całość... czasem logiczną tylko dla niej samej ale jednak.
Są też sytuacje charakterystyczne dla każdego stadium rozwoju Zuziaka. Obecnie przejawia się to w obronie naszej własności okazywanej z niezwykłą kulturą.
Kiedy Zu znajduje się w posiadaniu czegoś co w jej mniemaniu jest bezcenne informuje wszystkich, których uważa za niegodnych takiego cudu że niestety ale dla nich nie mamy nic i wyraża to następująco.
"Przykro mi ale dla Ciebie nie ma, nie możesz tego mieć. Naprawdę przykro mi"
Czasem jest to śmieszne, czasem stopuje Matka dziecko bo ewidentnie sytuacja ta najczęstsza jest gdy dotyczy osób, których Zu nie lubi. Cóż dobrze, że robi to kulturalnie.
Rogi schowane... na później ;)

Co jeszcze ? W klasyfikacji ulubionych kolorów Zuzi, która wcale nie jest typową słodką księżniczką nadal króluje PINK... plus oczywiście wszystko co się błyszczy... Ot taka sroczka mała :)
Szczytem szczęścia okazał się fakt że aparat znaleziony pod choinką okazał się różowy, pokrowiec również był różowy więc więcej szczęścia nie mogło spotkać Zu jednego dnia.
Przygotowywanie dekoracji świątecznych też stanowiło dla Zuzi ogromną przyjemność bo sam fakt posiadania tylu pięknych błyszczących i pozłacanych bibelotów napełniał serce Zuzi nieopisaną radością.
Choinki stożkowe wykonane z organzy, tiulu, starych koronek i miliona guziczków, złotych sznureczków, perełek i innych świecidełek nie mogły zostać przygotowane bez pomocy latorośli. Chciała ich robić więcej i więcej i tylko brak czasu i odrobina zdrowego umysły powstrzymały Matkę przed wykonaniem stożkowego lasu Świątecznego :D
Kazdy dzień jest dla Matki niespodzianką bo przecież tyle oczywistych rzeczy można odkryć na nowo.
Im bardziej szalona i zabiegana jest codzienność Matki tym bardziej każde spojrzenie i myśl o dziecku przypomina co liczy się najbardziej.
Zuzia w swej najświeższej odsłonie [Chora ale dzielnie się trzyma]
I wbrew temu co myślała Matka jeszcze jakiś czas temu wie już, że można kochać jeszcze bardziej. wie że każdy dzień pomnaża tą miłość może również dlatego, że nie jest ona już tak bardzo samoistna... dlatego, że na wzajemność trzeba sobie zapracować. Dlatego powtarza miliony razy że kocha, że zawsze jest po to by pomóc, utulić i pokonać strachy. Nawet wtedy, gdy kipi i ma ochotę wyjść z siebie bo ani prośby ani groźby nie skutkują mimo ze powtarzane po raz tysieczny.
Cóż, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale jakie znaczenie mają takie zdarzenia w porównaniu z małymi łapkami obejmującymi Matczyną szyję, ustami pozostawiającymi pocałunki na Matczynym policzku czy najpiękniejszym "To ja kocham Cię najbardziej" wypowiadanym z figlarnym uśmiechem by poprzekomarzać się i tym samym usłyszeć że to Ja kocham najbardziej :D
|
2012-01-03 22:42:00
|
Komentarzy: 5 (Komentarze) |
 |
Piękna wiosenna złota jesień
|
|
Z serii "uzupełniamy białe karty pamiętnika"
Jesień... Piękna, złota, słoneczna, kolorowa i pachnąca świeżością. Taka jesień przyszła do nas w tym roku i korzystamy z jej uroków tak długo jak się da.
Wykorzystując piękną pogodę zabrała Matka dwie swoje dziewczyny czyli Zu i Jessie (kumpela Chudego towarzyszy nam we wszystkich jesiennych spacerach) i wybrały się spacerkiem ku przygodzie.

Specjalnie wybrałyśmy drogę przez las, która choć wyboista i usiana pułapkami oferuje też mnóstwo pięknych widoków i skarby nieprzebrane.
Zu dostawała oczopląsu co minutę bo tu przepiękne kolorowe liście spadające z drzew, tam wiewiórka, żołędzie, patyczki, ostatnie dziekie maliny które zapomniały że powinny zimować już od dawna. Same cuda okraszone złotymi promieniami jesiennego słońca.
Czego chcieć więcej, szczególnie gdy cel naszej podróży jest równie miły jak to co odkrywałyśmy po drodze.
A celem był dom Agi, kolezanki Zu, która już kiedyś zagościła na naszym blogu. Jeśli ktoś ciekawy, piewsze spotkanie dziewczyn można podejrzeć TUTAJ
Zbierając co popadnie, do domu Agi dotarłysmy już z pokaźnymi skarbami wysypanymi z jesiennego kuferka.
Obawiały się Matki obu księżniczek pewnych probemów bo obie latorośle mają geny dyktatorskie i każda szczęście osiąga tylko w fotelu prezesa ale dziewczyny zaskoczyły nas bardzo pozytywnie.
Jak okazało się na miejscu duet zasilony został w moc jeszcze jednej księżniczki i super trio mogło rozpocząć zabawę w składzie Aga (04.2007), Julia (06.2007) i Zu (08.2007) - jednym słowem kwiat 2007 roku ;)
Agusia
Juleczka, Zuzia & Aga
Dziewczyny oddawały się swoim księżniczkowym zajęciom i sukcesywnie demolowały co było do zdemolowania a Matki oddawaly się plotkom i debatom na tematy nieprzebrane. Jako, że pogoda sprzyjająca padł pomysł zapoznania dziewczyn z owcami pasącymi się zaraz za ogrodzeniem. Zaopatrzone z suchy chleb, torebki, opaski i inne damskie bibeloty sfrunęły na parter nie czekając na cwałujące za nimi Matki.
A na dole ku uciesze dziewcząt nieświadomy zagrożenia czychającego na jego życie siedział KOT.
I tu musi Matka wspomnieć o uwielbieniu jakie Zu żywi do kotów. Ogólnie rzecz ujmując Zu kocha zwierzęta wszelkiej maści ale poza miłością do koni uwielbia też koty i co jakiś czas opowiada Matce, że gdzieś czeka na nią kotek, który będzie tylko jej i będzie z nami mieszkał i bawił się z nią a ona będzie go kochać nad życie.
Na szczęście nie nalega na wprowadzenie tych planów w życie i zadowala się obecnością psa w domu :)
Tak więc nieświadom zagrożenia siedział sobie kot. Siedział tylko do momentu gdy dopadła go księżniczkowa banda. Zaczęło się delikatnie, ot głaskanie, przytulanie i czułe słówka. Potem stalo się bardziej hardcoreowo.
Niezrażone tysięczną próbą ucieczki kota próbującego przeniknąć taflę szkła, dziewczyny nadal obdarzały go "pieszczotami". W końcu udało się Matce zagarnąć trzódkę przypominając o zdychających z głodu owcach czekających na przysłowiową kromkę chleba.
Biegusiem udały się księżniczki na pobliską łąkę gdzie od kilku dobrych godzin pasło się małe stadko "łowiecek" Pasły się wspomniane owieczki spokojnie i leniwie sięgały po kolejne źdźbło trawy gdy niespodziewanie zza najbliższego zakrętu wypadło na nie "tornado"
Tornado niepomne nawoływań podążających za nim Matek wpadło i przestraszyło owce na śmierć... no może niezupełnie na śmierć ale z pewnością gdyby nie wrodzony instynkt padły by owce na glebę z racicami wycelowanymi prosto w nieboskłon.
Nigdy w swoim trwającym już kilka lat [ekhem] życiu nie widziała Matka owiec w galopie... to znaczy już widziała i był to widok zwalający z nóg. Ledwo zdołala zrobić kilka zdjęć tak jej się ręce trzęsły ze śmiechu.

Zrezygnowane dziewczęta zawróciły i pocwałowały w kierunku huśtawki stojącej na podwórku. Po drodze okazało sie że 1/3 tornada skonsumowała chleb przeznaczony dla owiec więc może i dobrze, że zwiały bo inaczej mogły by się rozczarować niezbyt sytym posiłkiem.
Tu zasiadły Matki spokojnie obserwując dzieci oblegające plac zabaw i wspinające się na co popadnie niczym stadko małpiatek.
Zabawa była przednia bo i pomysłów więcej. Jak mawiają co dwie głowy to nie jedna, a co dopiero trzy głowy błądzące w różowych chmurach słodkich jak wata cukrowa.
Na koniec jak się zresztą Matka spodziewała od początku rozpłakała się Zu rzewnymi łzami bo do domu trzeba wracać a przecież ona tak bardzo będzie tęskniła za przyjaciółkami i za kotkiem. Żywą syrenę załadowała Matka do auta i pojechały w siną dal czyli do domu.
A w nocy Zu ze śmiechem przeżywała całą przygode na nowo. Matka też uśmiała sie przy tym nieziemsko bo jak zareagować inaczej gdy dziecko biegnie we snie wołając "Uciekają, łapać balany... O tu o tu są..."
Na koniec Zu w jesiennej odsłonie i oprawie zestawu Matczynego "Sweet November"
|
2011-10-02 16:02:00
|
Komentarzy: 4 (Komentarze) |
 |
|