

Małe skończyły już 9 miesięcy, a ja po długim czasie wróciłam do pracy. Dziewczynkami zajął się teraz tatko, który wziął urlop w pracy.
Poranna drzemka moich Aniołków.

Tatko poradził sobie z nimi świetnie, Bąbelki nawet nie zauważyły mojej nieobecności, tak je zmęczył.
Zabawa poduchami na podłodze na cieplutkiej kołderce :)


Na spacerku po długiej drzemce były dopiero po południu w zacienionym parku. Jednak pogoda była tak straszna, że obie w wózku bardzo się zgrzały.

Około 18-tej Ola zaczęła gorączkować, miała 39 st. Dostała paracetamol, po 20-tej miała już 38,5 st. Około 3.30 w nocy dostała drugi czopek, bo ciągle miała wysoką temperaturę – 38,6 st.
We wtorek tatko zabrał Olę do lekarza, gardło miała zaczerwienione (wirusowo), uszy zdrowe, płuca czyste.


Nie byłam w stanie nakarmić Zuzi do syta, ponieważ mocno zaciskała zęby i szarpała pierś, co jest bardzo bolesne.
Oli gorączka nie minęła, robiliśmy jej okłady na głowę z mokrych pieluch.

Mimo męczącej ją gorączki nie opuszczała jej ochota na zabawę. Bardzo ładnie bawiła się z Zuzią.

W kulminacyjnym momencie osiągnęła 39,4 st, było to o 19-tej. Żeby obniżyć temperaturę obłożyliśmy ją całą mokrymi pieluszkami.

Biedne dziecko czasami miało takie zmęczone spojrzenie, że się serce kroiło na jej widok. Tej nocy znowu mało spaliśmy.
W środę rano tatko zabrał małe na spacer, póki jeszcze nie było gorąco, jednak dziewczynki były bardzo rozdrażnione. W domu za to bardzo ładnie się bawiły.


Koło południa Ola miała aż 39,6 st więc tatko zrobił jej chłodzącą kąpiel. Temperatura w ciągu godziny spadła jej o 2 stopnie, miała dziwne „odpływające” spojrzenie więc zabrał ją do pediatry. Tym razem pani doktor przepisała jej antybiotyk i gdyby coś się działo ma przyjść też w czwartek.
Odradziła planowane na ten dzień szczepienie Zuzi, było możliwe, że Zuzia też może zacząć gorączkować. Nie wiadomo co jest przyczyną wysokiej temperatury, może trzydniówka, może ząbkowanie, bo obie dziewczynki teraz strasznie się śliniły.
Dziewczynki, zwłaszcza Ola były niespokojne, Ola płakała. Zuzia zjadła obiadek, Ola nie tknęła wcale.
Przed 19-tą znowu skoczyła Oli temperatura powyżej 39 st, chwilę chłodziliśmy ją w letniej wodzie, później obłożyliśmy mokrymi pieluszkami. Biedactwo odpływała.
Dostała czopek, antybiotyk, a o 22-giej nurofen.
Zuzia bawiąc się dorwała się do Kluska i ciągnęła go za ogon wyrywając mu sierść. W pewnym momencie kot stwierdził, że dosyć wyrywania i upomniał ją łapką, była zaskoczona i się rozpłakała.
W czwartek przyjechała ciocia Wanda wesprzeć tatkę w trudnych chwilach. Była też mała niespodzianka, bo rano przyjechała nagroda z konkursu Smyków, którą dziewczynki szybko sprawdziły. Okazało się, że jest bardzo duży i świenie nadaje się do zabawy na środku pokoju :).

Ola bardzo sprytnie trzyma w jednej rączce piłeczkę. Bardzo ładnie wychodzi jej dawanie przedmiotów do ręki na polecenie daj. Sprawia jej to dużo radości.

Zuzia cały dzień ćwiczyła „mama” i z radością podnosiła rączkę do góry z trzymaną w ręce zabawką, żeby pochwalić się co ma :).
Ola bawiąc się na podłodze w pewnym momencie podniosła się bez przytrzymywania na nóżkach, chwilę postała i zdziwiona usiadła z powrotem na podłodze. Bardzo jej się podobało, cieszyła się.
W ciągu dnia Ola nie miała już temperatury, ale po 15-tej znowu zaczęła jej się podnosić. Koło południa Ola nie mogła zasnąć i strasznie płakała. Wcale nie chciała jeść, Zuzia zjadła niewiele więcej. Pojawiła się też wysypka na plecach, co utwierdziło nas w tym, że to jednak była trzydniówka. Byliśmy na wieczornym krótkim spacerku.
Wieczorem Ola strasznie płakała, długo nie mogła się uspokoić, kiedy próbowałam ją położyć, znowu zaczynała płakać, nawet czopek na uspokojenie nie pomógł. Zmęczona zasnęła dopiero przed 1-szą, a drzemałam przy niej.
















Jeszcze raz dziękuję Wam Kochani za gratulacje, przepraszam, że nie każdemu z osobna, ale czasu ostatnio mało na podglądanie, tym bardziej na komentowanie. Mam nadzieję, że dalej będziecie do nas zaglądali i nie zawiedziemy Was :).
A teraz wracamy do nadrabiania zaległości.
W środę pogoda oszukiwała, raz zimno kiedy słońce było za chmurami, a jak tylko wyjrzało, zaraz robiło się gorąco. Dziewczynki ciągle zakatarzone. Zuzi ciężko było udrożnić nosek, nie miałam siły i mocy odciągnąć wydzieliny Fridą. Oli za to lało się z nosa, nawet już tak bardzo nie protestowała na widok Fridy. Zaczęła dzień bardzo wcześnie bo już po 4-tej fikała, na szczęście po przewinięciu i podkarmieniu na trochę przysnęła. O kaszkę dziewczynki szybko się rano upomniały, bo już o 9-tej i niedługo potem przysnęły. Zuzia długo nie pospała więc poszłyśmy razem na podwórko powiesić pranie nasłuchując jednocześnie, czy Ola się nie obudziła.
Po pobudce Oli dziewczynki jak zwykle miały chwilę na zabawę, wybrały się na wycieczkę do kuchni...

Zrobiłam małym inhalację, Ola bardzo chętnie gryzła ustnik. Spacerek zrobiłyśmy sobie krótki, tylko godzinny, bo Zuzia zaczynała protestować.
Przed kolacją znaleźliśmy chwilkę, na wyjście przed dom. Małe były zachwycone. Na kolację była zupka w wykonaniu mamy więc Zuzia zajadała się bardzo chętnie, zjadła nawet dokładkę i część porcji Oli, bo siostra znowu nie miała apetytu.
Oj, wieczorem Zuzia dała mi popalić, w czasie karmienia mocno mnie ugryzła tymi swoimi dwoma ząbkami… aż zawyłam z bólu i pojawiła się krew.






Niedzielę dziewczynki zaczęły o 4-tej rano, chyba spać nie mogły. Na szczęście udało nam się je trochę uśpić i przeciągnąć wyjście z łóżka do prawie 8-mej.
Ola od samego rana była strasznie zakatarzona, męczyła się bidulka. Zrobiliśmy dziewczynkom inhalację z soli fizjologicznej. Poranną drzemkę Bąbelki ucięły sobie bardzo długą, bo trwała aż 2 godziny. Jak tylko wstały posadziliśmy małe na nocnikach i obie dziewczynki zrobiły siusiu. Ale miały radochę widząc naszą reakcję na to co zrobiły. Dziewczynki ubraliśmy, nakarmiłam i pojechaliśmy na plac Grunwaldzki wybierać prezydenta. Przy okazji zaszliśmy do centrum poszukać ubranek do chrztu. Niestety nie znaleźliśmy nic odpowiedniego na upały, jakie ostatnio panują. Za to znaleźliśmy wielkie foliowe i kolorowe śliniaki dla naszych dziewczynek. Może nareszcie skończą się tak strasznie plamić przy jedzeniu.
Na zakupach Oli strasznie ciekło z noska, chusteczkę ciągle mieliśmy w pogotowiu. Do tego doszło łzawienie oczu.
W drodze powrotnej Zuzia była bardzo marudna, zmęczona, strasznie płakała, nie mogłam jej przystawić do piersi w końcu udało mi się tuż przed przyjazdem tramwaju. Długi był powrót do domu, Zuzia spokojniejsza przyglądała się pasażerom z moich kolan i jakoś w końcu dojechaliśmy.
Wieczorem w ramach nawilżania nosków zrobiliśmy dziewczynkom kąpiel w brodziku. Podobało im się bardzo, że miały więcej miejsca na pluskanie.

Przez ten katar i pokasływanie Oli zabrałam w poniedziałek dziewczynki do pediatry. Wizytę miałyśmy umówioną na 9.50, czyli o godzinie, kiedy małe jedzą lub już śpią. W związku z tym ciężko mi było z nimi wyjść o tej porze, bo były bardzo marudne. Jakoś się przemęczyłyśmy. Na szczęście okazało się, że to tylko katar, a płuca czyściutkie. Nic dodatkowego pani doktor nie poleciła nam niż stosowaliśmy, tylko kazała podawać nam jeszcze Calcium w postaci syropu.
Koło południa przyjechała do nas ze wsparciem ciocia Wanda więc dziewczynki mogły sobie poszaleć. Ola pchała kuferek na kółkach i szła za nim, próbowała też sama nakładać kółka na słupek.
Dziewczynki zadbały o to, żebyśmy nie czuli się z tatkiem pokrzywdzeni dzieląc się rodzicami w mówieniu, ponieważ Zuzia woła mama, a Ola tata. Ciekawe kiedy się zorientują, że to o nas chodzi?
Wieczorem Zuzia miała mocno zatkany nosek, nie można było go udrożnić Fridą. W nocy była bardzo niespokojna, budziła się kilka razy z płaczem.
We wrotek pogoda się trochę zmieniła, zachmurzyło się. O 8-mej dziewczynki już bawiły się na podłodze. Tym razem tekturowe książeczki są obiektem przeżuwania i obśliniania przez dziewczynki.(Zdjęcie nie najlepszej jakości ale nie mogłam się opanować...)

Po kaszce o 10-tej Ola zrobiła sobie godzinną drzemkę. Później znowu dziewczynki bawiły się razem.

W swoim kuferku różne fajne rzeczy znajdywały :).


Dopiero w południe po zabawie Zuzia zapadła w sen.
Na spacerku byłyśmy półtorej godziny. Zuzia odkąd dotarłyśmy do parku była niezadowolona więc wygłupiałam się jak tylko można ale w pewnym momencie zabrakło mi pomysłów. Uspokoiła się kiedy spotkałyśmy Lenkę i jej mamę Gosię. Widocznie dawno niewidziane znajome wystarczająco zainteresowały Żuczka.
Nasze małe nie przestają mnie zaskakiwać. Kiedy po spacerze pakowałam do domu dziewczynki, torby, (wózka już mi się nie udało) musiałam zbierać Olę z korytarza… tak, nasza mała wędrowniczka wspięła się po dwóch schodkach i wyszła za mną z mieszkania… Zuzi też nieźle już wychodzą ucieczki z domu ;).
Kiedy tatko wrócił do domu zajął się naszymi maleństwami. Zuzia opanowała sztukę padania na pupę ze stania, i nie krzyczy, że boli.
Ach, no i tatko też zaczął kichać i pociągać nosem… To jeszcze tylko koty nam się nie pochorowały.
A to miła niespodzianka. Dostałam dziś jakiegoś dziwnego maila o blogu miesiąca i nie zaskoczyłam od razu, że to o nasz blog chodzi… Nie wiem, czym sobie zasłużyłyśmy na takie wyróżnienie, bo ostatnimi czasy to przede wszystkim zaległości miałyśmy. No zatkało mnie bardzo.
Bardzo dziękujemy Wam, którzy do nas zaglądacie i przyłożyliście do tego swoje myszki.
Dziękujemy też za gratulacje Kochane Wy nasze…
W piątek z dziewczynkami wyszłam z domu po 11-tej, powiesiłyśmy razem pranie na słoneczku, potem poszłyśmy do parku, a tam małe zaraz cicho usnęły. Około 13 byłyśmy w domu. Po 15 wybrałyśmy się spacerem do hurtowni kupić laktator, bo w moim połamała się pompka, po drodze spotkałyśmy się z tatkiem. Ta niemiłosierna temperatura sprawiła, że dziewczynki wózku spały niedługo po wyjściu z domu. Przy okazji zakupów nabyliśmy dla dziewczynek ich pierwsze nocniki. Oczywiście nie mamy zamiaru od razu ich trenować, bo to jeszcze trochę za wcześnie.
Ola bardzo nas zaskakuje, puszcza się sama stojąc no i nauczyła się siadać.



W poniedziałek rano pobudkę mieliśmy już o 7-mej rano. Powodem tego był naczyniak Zuzi i związana z nim wyprawa na Kliniki. O 8.30 dziewczynki ucięły sobie drzemkę, po niej Zuzia zjadła pół porcji kaszki, a Ola nie miała ochoty. Przed wyjściem Zuzia trochę płakała, ale na szczęście uspokoiła się jak już wyszłyśmy z domu. Dziewczynki bardzo grzecznie jechały w tramwaju, rozglądały się uważnie dookoła i przyglądały pasażerom. Jakoś dałyśmy radę w tym upale. U chirurga musieliśmy trochę poczekać na swoją kolej, na szczęście wizyty przechodziły bardzo sprawnie więc i czas nam się nie dłużył. Co do naczyniaka – w ciągu 6-ciu tygodni nie zmniejszył się ani nie powiększył więc na razie nic nie będziemy z nim robili, a za pół roku znowu mamy się z Zuzią pokazać.





W czwartek sprzątając rano wyjęłam odkurzacz, a moje dziewczynki jak małe pieseczki zaczęły biec do burczącego przedmiotu i się z nim oswajać. Kabel musiałam im prawie że z buziek wyrywać.
Później małe znalazły, a właściwie zdobyły z półki wcześniej przez nie nie sprawdzanej kocią zabawkę, czyli sznurek do ciągania. Proszę jak ładnie się bawiły.



Na spacerek do parku z moimi Bączkami wybrałam się dosyć późno, bo po 14-tej. Małe szybko usnęły więc ja korzystałam i odpoczywałam na ławce z lekturą. Kiedy Zuzia się obudziła dostała w rączki swoją miękką książeczkę i strasznie mnie rozbawiła, ponieważ przewracając stronice jedną po drugiej bardzo uważnie śledziła ich zawartość (wyglądała jak podróżna w pociągu przeglądająca czasopismo).
Nasz Zuziaczek zaczął sprawdzać, jak zareaguje mama na ugryzienie w czasie jedzenia. No cóż, mama nie była najszczęśliwsza w tym momencie.
Wieczorne usypianie maluszków trwało długo, dziewczynki nie mogły się nijak ułożyć, dosłownie rozłaziły się po całym łóżku aż w końcu zasnęły o 21-szej.
W piątek dziewczynki od samego rana spały na zmianę więc nasz spacerek znowu się bardzo przesunął. Jednak rano dziewczynki zdążyły jeszcze się pobawić. I tak Zuzia sprawdzała, co znajduje się pod łóżeczkiem

Tylko miała problem z wyjściem więc przygoda zakończyła się płaczem.

Ola za to z samego rana zdobyła, nie mam pojęcia kiedy i czym, siniaka na czole i szramę pod okiem.

Zuzię strasznie ciągnęło do odkurzacza, ale i kocie piórko do zabawy ją trochę zainteresowało.

Ola nasza nie miała apetytu, od południa nie chciała jeść aż do 18-tej.
Wybrałyśmy się razem z tatkiem do kancelarii parafialnej zapisać dziewczynki do chrztu. Tak więc zostało postanowione, że 25 lipca o 13.30, w kościele Św. Antoniego dziewczynki zostaną chrześcijankami. Tylko jeszcze wszystkie zaświadczenia od rodziców chrzestnych musimy w terminie dostarczyć.
W sobotę pospaliśmy sobie aż do 8.30. Dziewczynki wybrały się z tatą na spacer połączony z zakupami. Około 11-tej dziewczynki ucięły sobie półtoragodzinną drzemkę. Jak zwykle bawiłyśmy się na podłodze skarbami ze skrzyni. Przyjechali do nas Dorota z Krzyśkiem. Panowie wybrali się na zakupy a my z Dorotą na spacerek. Nasze maleństwa tradycyjnie nie chciały spać na spacerze, z czego większość czasu Zuzia spędziła na moich rękach... Obiadek dziewczynki zjadły bardzo chętnie, tym bardziej, że ciocia je zabawiała więc buzie same im się otwierały do jedzenia. Po obiadku znalazły w brzuszkach jeszcze trochę miejsca na deserek ze słoiczka.
Przed kąpielą znalazło się jeszcze trochę czasu na zabawę w wagonik. Radości dziewczynki miały bardzo dużo :).

Po kąpieli maleństwa zasnęły dopiero przed 21-szą mimo jednej krótkiej drzemki w ciągu długiego dnia.
W niedzielę wstaliśmy w miarę możliwości rano, Wybraliśmy sie wszytscy do kościoła. Oli odpowiadało, że byliśmy blisko ołtarza, widziała dokładnie co się działo w centrum i śpiewała w czasie psalmu ;). Zuzia znowu większą część mszy przespała.
Było bardzo ciepło więc wróciliśmy do domu. Tam zmęczony tatko próbował zdrzemnąć się z córeczkami.

Na drugi spacerek wybraliśmy się około 19-tej. Ola sobie zdrowo pospała w czasie przejażdżki wózkiem, a Zuzia padała ze zmęczenia, ale nie mogła usnąć więc wróciliśmy do domu o 20-tej. W domu nie było już tak przyjemnie. Trwało długie usypianie, małe rozpełzały się po całym łóżku, nie mogły znaleźć sobie wygodnej pozycji, aż w końcu padły o 22-giej.
![]() |
||
![]() Alexanderek (brat Artkurka) ![]() Antek, Szymon i Kuba ![]() Emilia i Filip ![]() Juleczka ![]() Juleczka - kontynuacja ![]() Juleczka, Patryczek i Majeczka ![]() Karol i Agata ![]() Karolinka i Patryczek ![]() Klaudia i Weronika ![]() Majeczka ![]() Maks i Franek ![]() Marta - co ją gryzie? ![]() Natalia i Kuba ![]() Nathan i Natalka ![]() Ola i Jacuś ![]() Olaf i Kuba ![]() Oluś Gadomski ![]() Pawełek i Hania ![]() Rafałek ![]() Wiktor i Mati z Łodzi ![]() Zuzanna Alicja ![]() |
||
![]() |
||
W buzi Oli zaczęła pojawiać się górna prawa jedynka :). 2010-06-29 Zuzia sama stanęła w łóżeczku przy szczebelkach. 2010-06-16 Zuzia sama usiadła z pozycji raczkującej. 2010-06-16 Ola trzymając się szczebelków chodzi dokoła łóżeczka. 2010-06-11 Zuzia zrobiła pierwsze kroczki na czworaka :). Posuwa się raczkując i czołgając na przemian. 2010-06-10 Szczepienie Ola wazy 6860 g, Zuzia 7030 g (prawie 8 m-cy). 2010-06-05 U Zuzi obok przebijającej się prawej dolnej jedyneczki przebija się również lewa dolna jedyneczka odkryta przez tatę :). 2010-06-04 Zuzi zaczyna wyrzynać się prawa dolna jedyneczka. 2010-05-28 Oli zaczyna wyrzynać się lewa dolna jedyneczka. 2010-05-27 Ola zaczęła raczkować :). 2010-05-13 Szczepienie Prevenarem, Ola waży 6500 g, a Zuzia 6520 g (7 m-cy). 2010-05-09 Ola przygotowuje się do raczkowania, przyjęła pozycję "na czworaka" :). 2010-04-08 Szczepienie Infarnixem, Ola waży 6150 g, Zuzia 6140 g (prawie 6 m-cy). 2010-04-04 Zuzia wyraźnie zainteresowała się swoimi stopami i zaczęła ja chwytać. 2010-03-30 Zuzia sama obróciła się z pleców na brzuszek :). 2010-03-26 Ola sama obróciła się z pleców na brzuszek :). 2010-03-10 Ola chwyciła rączką stopę. 2010-03-06 W jadłospisie pojawiły się brokuły :). 2010-03-04 Szczepienie Prevenarem Ola waży 5740 g, Zuzia 5900 g (prawie 5 m-cy). 2010-02-22 Pierwsze jabłuszko dziewczynek ze słoiczka :). 2010-02-18 Szczepienie Infarnixem. Ola waży 5480 g, Zuzia 5650 g (4 m-ce). 2010-02-17 Około tej daty dziewczynkom jeszcze nieświadomym znaczenia zaczęło wymykać się z buziek ma...ma. 2010-02-16 Oleńka przeturlała się z brzuszka na plecki. 2010-01-22 Wizyta u neurologa. 2010-01-12 Badanie przesiewowe słuchu u dziewczynek - wynik badania dobry. 2010-01-11 Zuzia głośno się roześmiała jak mama niechcący ją połaskotała w czasie przebierania. 2010-01-07 Zuzia dwa razy przeturlała się z brzuszka na plecy i lewy bok. 2010-01-05 Ola została zaszczepiona Prevenarem napneumokoki. Ola waży 4650 g, Zuzia 4830 g (12 tyg.) 2010-01-04 Badanie okulistyczne dziewczynek - wszystko w normie. 2009-12-08 Szczepienie dziewczynek Infanrixem (błonica, tężec, krztusiec, Hib, wzw B, Polio). Ola waży 4000 g, Zuzia 4200 g (8 tyg.). 2009-12-07 Pierwsze uśmiechy dziewczynek do mamy i taty. 2009-11-10 Ola 3010 g, Zuzia 3240 g (4 tygodnie). 2009-11-05 Zdrowa Zuzia wraca do domu po ośmiu dniach ze szpitala. 2009-11-01 Oli odpadł kikut z końcem trzeciego tygodnia. 2009-10-29 Zuzia trafiła do szpitala. 2009-10-17 Nareszcie całą rodzinką znaleźliśmy się w domu. Ola wyszła ze szpitala z wagą 2260 g, a Zuzia 2210 g. 2009-10-15 Zuzi odpadł kikut w pierwszym tygodniu życia. 2009-10-12 Ola i Zuzia przyszły na świat. Ola 2410 g i 47 cm, Zuzia 2420 g i 48 cm. 2009-08-26 Poznajemy długą ukrywaną płeć naszych maluszków. 2009-03-16 Pierwsze badanie USG i informacja, że spodziewamy się bliźniąt. 2009-02-27 Powtórzony test ciążowy, wynik znowu pozytywny. 2009-02-23 Na teście ciążowym pojawiły się długo wyczekiwane dwie kreseczki. |
||
![]() |
||
J.H.: Widzicie jakiego macie dobrego doktora, chcieliście mieć jedno dziecko, a będziecie mieć dwoje :). Cieszyć się, cieszyć... |
||