« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

 

 
 
 
 

NASZ KALENDARZ:

STYCZEŃ
15 urodziny Kasi [2009]
19 imieniny wujka Mariusza
LUTY
 10 urodziny dziadka Józka
MARZEC
18 imieniny dziadka Józka
27 rocznica urodzin  Marcinka [2007]
31 rocznica śmierci Marcinka [2007]
KWIECIEŃ
19 urodziny Grzesia [2004]
25 urodziny dziadka Zygmunta
MAJ
 2 imieniny dziadka Zygmunta
CZERWIEC
 24 urodziny wujka Mariusza
LIPIEC
26 imieniny mamy, imieniny babci Ani
SIERPIEŃ
15 urodziny mamy
31 rocznica ślubu rodziców
[2002]
WRZESIEŃ
18 urodziny taty
22 imieniny taty
PAŹDZIERNIK
 
LISTOPAD
 
GRUDZIEŃ
6 urodziny babci Ani
6 rocznica ślubu dziadka Zygmunta i babci Wandzi [1997]


NASZE WYPRAWY
2011
Wakacje we Włoszech
WŁOCHY CZ. 7
WŁOCHY CZ. 5 - 6
WŁOCHY CZ. 1 - 4

Obrona Twierdzy w Srebrnej Górze
TWIERDZA SREBRNA GÓRA
Ślęża, Zamek w Mosznie
ŚLĘŻA, ZAMEK W MOSZNIE
2010
Książ KSIĄŻ
Jura Krakowsko-Czestochowska
Kopalnia w Nowej Rudzie, Twierdza w Srebrnej Górze
Szczeliniec, Wambierzyce
JURA KRAK-CZĘST., NOWA RUDA, SREBRNA GÓRA, SZCZELINIEC, WAMBIERZYCE

 Wakacje w Tunezji
TUNEZJA
2009
Jaworzyna Śląska, Błędne Skały, Kłodzko
JAWORZYNA ŚL., BŁĘDNE SKAŁY, KŁODZKO
Wakacje nad Baltykiem (okolice Rewala)
Wyspa Tropikalna w Berlinie 
WAKACJE BAŁTYK, BERLIN
Zamek Grodno, Tama na Jeziorze Bystrzyckim
GRODNO, J.BYSTRZYCKIE
2008
Henryków HENRYKÓW
Wakacje w Chorwacji 2008, Słowenia
CHORWACJA, SŁOWENIA

Lubuskie Muzeum
Wojskowe Drzonów DRZONÓW
Ślęża ŚLĘŻA

Nowy Rok w Chechle CHECHŁO
2007
Jaworzyna Śląska
Kopalnia w Złotym Stoku i Kamieniec Ząbkowicki
DOLNY ŚLĄSK
Wakacje w Chorwacji 2007,
Bośnia i Hercegowina
CHORWACJA, BOŚNIA I HERCEGOWINA
Kraków 
 KRAKÓW
2006
Książ KSIĄŻ 
Sobótka SOBÓTKA
  
2005
Wakacje w Egipcie
 WAKACJE EGIPT 

 

Kontynuacja bloga
www.grzesiu.smyki.pl


Odwiedziło nas 34377 osób

 

 

Numer GG mojej mamusi: 6295320

UBRANKA PO GRZESIU I KASI http://szafka.pl/profil/Itallly


Grzesiu 19.04.2004 Ważne daty z życia Grzesia




Kasia 15.01.2009



Marcinek 27.03.2007-31.03.2007 [*] O Marcinku




DAWNO, DAWNO TEMU ...

GRZES I KASIA (www.mojecuda.smyki.pl)


2011: grudzień 2011 listopad 2011 październik 2011
wrzesień 2011 sierpień 2011 lipiec 2011 czerwiec 2011 maj 2011
kwiecień 2011 marzec 2011 luty 2011 styczeń 2011


2010:
grudzień 2010 listopad 2010 październik 2010 wrzesień 2010
sierpień 2010 lipiec 2010 czerwiec 2010 maj 2010
kwiecień 2010 marzec 2010 luty 2010 styczeń 2010


2009:grudzień 2009 listopad 2009 październik 2009
wrzesień 2009 sierpień 2009 lipiec 2009 czerwiec 2009 maj 2009
kwiecień 2009 marzec 2009 luty 2009 styczen 2009

GRZESIU (www.grzesiu.smyki.pl)

2008: grudzien 2008 listopad 2008 październik 2008
wrzesień 2008 sierpień 2008 lipiec 2008 czerwiec 2008
maj 2008 kwiecień 2008 marzec 2008 luty 2008 styczeń 2008

2007: grudzień 2007 listopad 2007 październik 2007
wrzesień 2007 sierpień 2007 lipiec 2007 czerwiec 2007
maj 2007 kwiecień 2007 marzec 2007 luty 2007 styczeń 2007

2006: grudzień 2006 listopad 2006 październik 2006 wrzesień 2006
 sierpień 2006 lipiec 2006 czerwiec 2006 maj 2006 kwiecień 2006
marzec 2006 luty 2006 styczeń 2006

2005: grudzień 2005 listopad 2005 październik 2005


 

Dalszy ciąg ferii i samodzielność naszych dzieci (21-24.01.2012)
Grześ wrócił w sobotę późnym wieczorem kiedy Kasia już smacznie spała. Jeszcze nie zdążył ściągnąć butów, a już wtargnął do pokoju i rzucił mi się na szyję. Od progu pochwalił się prezentami. Jak cały wyjazd oszczędzał tak na koniec zaszalał. Prezentami obdarował wszystkich: ja dostałam długopis w kształcie ciupagi, tata drewniane auto, Kasia miauczącego kotka, dziadkowie ramkę ze zdjęciem z Zakopanego, wszyscy dostali też na spróbowanie wędzony ser w wyglądzie przypominąjący spaghetti oraz oscypki.


Z wyjazdu nie powróciła tylko jedna rękawiczka. Ubrania w większości nie posiadały śladów używania ;) Większość pozostała ładnie złożona. Na szczęście bielizna zmieniana codziennie ;) O dziwo nic nie nosiło śladów dziur ani błota. Grześ przyznał się nawet do prania!

Grześ przez cały wieczór opowiadał o smoku wawelskim ziejącym ogniem, tatrzańskim muzeum, odwadze skoczków narciarskich, wieczornych pogawędkach z kolegami, dziewczynach z gimnazjum .. Po tym spał tak twardo, że następnego dnia rano nie obudziła go nawet Kasia dreptająca na bajki.
 
Tego dnia trzeba było się rozpakować i spakować na nowo. Tata zarówno Grzesia jak i Kasię oddelegował do dziadków. Kasia też przeżyje swój pierwszy test samodzielności. To jej pierwszy taki długi wyjazd bez mamy. Po pierwszym dniu mogę powiedzieć jedynie, że ... jest dobrze ;) Dzieciaki dzwoniły dzień po przyjeździe, a w głosie było słychać jedynie pełnię szczęścia ;)
Komentarzy: 1 (Komentarze)

Ferie, bal karnawałowy, zdjęcie gipsu (16-20.01.2012)
 
No i umówionego wtorkowego telefonu od syna się nie doczekaliśmy. Następnego dnia tata telefonicznie ścigał go w pensjonacie. Grześ odezwał się dopiero po kilku minutach. Na pytanie dlaczego nie zadzwonił, odpowiedział, że nie miał czasu. Za to zadzwonił jeszcze tego samego dnia wieczorem i w czwartek. Z rozmów wynika, że dobrze się bawi i żałuje, że niedługo przyjdzie mu wracać. W pokoju Grześ jest razem z ośmioma chłopcami. Oprócz Bruna, pojawił się drugi znajomy, Adam, którego Grześ poznał będąc w piątek przed wyjazdem u Jasia. W pokoju obok urzędują  dziewczyny, z którymi Grzesiu również się zaprzyjaźnił i mało tego: zaprosił je do domu ;) Zwiedził Kraków i  zakopiańskie Krupówki. Codziennie szaleje z kolegami i koleżankami na sankach. Był w aquparku, oglądał też na żywo czwartkowe skoki narciarskie. Był bardzo podekscytowany ;)

U nas ze śniegiem marnie. Jedynie na początku tygodnia trochę popadało. Grześ zabrał sanki do Zakopanego, więc tata udał się do supermarketu po nowe. Trochę radochy było, ale nie uwiecznionej na zdjęciach niestety. Śnieg jak szybko się pojawił tak równie szybko zniknął.  

W środę w Bajkowej Bibliotece został zorganizowany Bal wśród bajek. Jako, że Kasię ominął bal karnawałowy w żłobku uznałam, że bal ten będzie świetną alternatywą. I nie myliłam się, Kasia była przeszczęśliwa z faktu, że idzie na bal. Mimo gipsu udało nam się ją wcisnąć w strój kotka, który czekał od miesiąca w szafie.

     
 

Dzieci przyszły sporą grupą. Wśród nich spotkaliśmy znajomych z bloga www.karolka.smyki.pl. Kasia słabo była zainteresowana wspólną zabawą z dziećmi, co prawda udało mi się ją namówić do zabaw w kółeczku, ale co chwilę lustrowała salę i nawoływała sprawdzając czy aby mama jest na pewno w pobliżu. Kiedy pan zaproponował taniec w parach na gazecie, Kasia odepchnęła kolegę, a potem i koleżankę zdecydowanie preferując taniec w pojedynkę. Bawiła się przy tym znakomicie. Za to pięknie zaprezentowała swój strój, bawiła się chustą razem z innymi dziećmi oraz wariowała biegając jak szalona za swoim balonikiem. Kasia tak się rozbrykała, że nie miała w ogóle zamiaru wychodzić.

     

     

     

     
 

 
Podczas tych trzech tygodni spędzonych w domu Kasia bardzo zaangażowała się w rysowanie i malowanie. Jeszcze niedawno bezmyślnie kreśliła po kartce, teraz uważnie dobiera kolory (wg zaznaczonych przez nas kolorowych znaczków) i stara się nie wyjeżdżać za linie.
 
     
 

Nauczyła się również grać w domino. Z czego pewnie bardzo zadowolony będzie Grześ i dziadek. Strasznie cieszy się z wygranej skacząc po całym pokoju, a jednocześnie bez płaczu przyjmuje porażkę. Kiedy przegrała z tatą kazała tacie pochwalić się mamie ;) Trzeba przyznać, że to piękny gest ze strony trzyletniego dziecka.

Gips miał być zdjęty w przyszły poniedziałek. Bogu dzięki udało się tą datę przesunąć na piątek, czyli na dzień tygodnia, w którym został założony gips. ogłaszamy więc koniec trzytygodniowego koszmaru. Hurrra. Hurrra.

Dzień przed zdjęciem gipsu
 

     

Zafira przeszła kolejną naprawę. Okazało się, że muszą zostać wymienione świece. Stąd też ostatnie problemy z zapalaniem. Zafira pali ostatnio jak smok. Patrząc na aktualne ceny ropy, które jakiś czas temu przewyższyły ceny benzyny to nie jest najlepsza wiadomość. Wkrótce trzeba wymienić olej. Takie tam... neverending story...
Komentarzy: 1 (Komentarze)

Kasi urodziny (13-16.01.2012)

W sobotę mimo wszystkich przeciwności losu postanowiliśmy wyprawić Kasi urodzinki. Z samego rana wręczyliśmy Kasi prezenty. Grześ: bransoletkę kupioną z własnych oszczędności, my: lalkę, jako, że w domu jest ich nie za wiele. Wszystkie prezenty bardzo podobały się nowej właścicielce :) Grzesiowi też, bo ten zamiast brać się do lekcji, wolał pobawić się z Kasią w dom ;) Lala płacze, śmieje się, gaworzy, pije mleczko, ssie smoczek i zasypia chrapiąc przy tym niemiłosiernie ;) 


      

    

Na urodziny przyszła Hania, Natan z bratem Iwem i Krzyś z siostrą Asią. Siedmioro dzieci na 60m2 to wystarczająco dużo, żeby dorosłym popękały głowy ;) Kasia prezenty przyjmowała z uśmiechem, za to do zabawy ciężko było ją namówić. Zdawała się być obrażona, że ktoś bawi się jej zabawkami. Prawdę mówiąc, to zabawa w pokoju stała się dość trudna, kiedy większość zabawek wylądowała na podłodze tworząc prawdziwy tor przeszkód. Najłatwiej było przejechać się na klockach, bo lego jak zwykle robiło największą furorę, zarówno wśród młodszych jak i starszych uczestników zabawy. Dziewczynkom bardzo spodobała się zabawa masą solną, chłopcy szaleli w przedpokoju tłukąc się balonami. Tata w youtubie przeszkolił się w zakresie balonowych zwierząt i mieczy, więc zabawa robiła się dużo ciekawsza ;)

    

    

    

    

    

Ogłosiłam też konkurs na najszybciej zrobioną mumię. Wygrał team Grzesia, za to Natan wraz ze swoją drużyną wygrał w konkursie na największą ilość zebranego papieru. Tak więc wszyscy mogli wybrać sobie nagrody: balony, maski i trąbki.

Z dmuchaniem świeczek Kasia poradziła sobie zawodowo. Tort z Peppą nie dość, że piękny, był naprawdę przepyszny. Tylko fontann na torcie Kasia się tak wystraszyła, że chwilowo przy torcie zostali sami goście gdy Kasia przerażona pobiegła do swojego pokoju.

W dniu urodzin, w niedzielę Kasia odbierała jeszcze telefony z życzeniami, od dziadka i babci, od wujka. Była bardzo z tego powodu zadowolona i całkiem nieźle odpowiadała na pytania. Świetnie bawiła się nie tylko nowymi lalkami, ale i hello kitty, którego z zapałem obklejała i pewnie zakleiłaby go całkowicie, gdyby nie nasza ingerenecja.

    

Kasia: jak długo będą moje urodziny?
Ja: już się skończyły
Kasia:
ale ja jeszcze chciałam ...

Kasia na wieczór z prezentami (włącznie z piżamką od wujka i cioci)

    

Kolejna ramka do kompletu


Grześ zajął II miejsce w konkursie matematycznym w jego szkole. Pierwsze miejsce zajął jego kolega z ławki Jaś, trzecie miejsce również zostało objęte przez chłopca z jego klasy. W nagrodę Grześ dostał dyplom i pięknie ilustrowaną książkę z ciekawostkami ze świata.

Niestety w tym samym czasie Grześ odniósł porażkę w karate, rezygnując z egzaminu i całkowicie rezygnując zajęć. Strasznie go to zabolało, co odbiło się m.in. na jego zachowaniu.

Cały weekend mieliśmy w pełni wypełniony. W piątek Grześ na całe popołudnie pojechał do domu Jasia i prawdę mówiąc wcale nie miał ochoty stamtąd wychodzić. W sobotę oprócz urodzin, tata odebrał Zafirę z naprawy, która tego samego dnia została sholowana z Zielonej Góry i naprawiona w warsztacie we Wrocławiu. Naprawa okazała się kilka razy tańsza niż początkowe przewidywania i chyba nie aż tak skomplikowana jak przewidywano. Niestety auto ma problem z odpaleniem po całonocnym odpoczynku na mrozie. Sprawa nadal do zinwestygowania. Wniedzielę rodzinnie pojechaliśmy na obiad do McDonalda. Grześ samodzielnie dokonał zamówienia, zapłacił i odebrał swoje zamówienie. Taki mały test samodzielności przed feriami ;) W niedzielę nastąpiło pakowanie i z samego rana w poniedziałek wyjazd do Zakopanego. Grześ pojechał, a my jak na szpilkach czekamy na znak od niego. Dzięki Bogu w autokarze nadział się na niego Bruno: kolega z karate. No właśnie, z karate, ale zawsze to jakaś znajoma twarz. Mamy nadzieję, że Grześ dobrze się bawi i że zgodnie z umową dziś doczekamy się telefonu od syna.

Komentarzy: 5 (Komentarze)

05.01.2011 Wielki dół
Nie jest dobrze, załapaliśmy doła. Samochód nadal stoi w Zielonej Górze i chyba nie ruszy. Nasze ukochane auto. Nie mogło trafić na punto? Naprawa wydaje się być nieopłacalna, perspektywa kupna nowego samochodu jest jeszcze bardziej przerażająca. Bez samochodu jak bez ręki. Póki co tata z Kasią przesiadują na zwolnieniu, ale kiedy przyjdzie pójść do pracy chyba się pozabijamy. Robić go czy nie robić? Oto jest pytanie. Wszystko się komplikuje kiedy samochód stoi blisko 200km od nas. W dodatku te horrendalne ceny pomp wtryskowych ... Dziś tata pociągiem poturlał się do Zielonej Góry. Szybkość przejazdu: 4h. 2 x więcej niż samochodem. I jak tu nie narzekać na PKP, jak tu liczyć na komunikację?

Dziś kontrola w szpitalu. Okres oczekiwania na opis zdjęcia: godzina. Niekoniecznie wg kolejności robienia zdjęcia. Byliśmy pewni, że do 21.01 Kasia pozbędzie się gipsu i będzie mogła się cieszyć w pełni swoimi urodzinami. W szpitalu jednak nie byli tacy wspaniałomyślni. 3 tygodnie to 3 tygodnie. Ani dnia mniej. I tak Kasia z ręką w gipsie pochodzi przynajmniej do 23.01. Więc dwa dni dłużej można ... I świeczki też będzie dmuchać w gipsie. Makabra jakaś. Z dwojga złego dobrze, że to nie noga, ale płakać się chce. O urodzinach, prezentach, gościach jakoś trudno teraz myśleć.

Kasia gipsem zdaje się zbytnio nie przejmować, bardziej to my świrujemy. Ale jak tu nie świrować jak w planie były: łyżwy i basen. A tu nawet na głupie kulki nie można iść. Zawału serca dostaję jak młoda rzuca się na piłkę do skakania. Non stop trzeba ją stopować. Budować jej z klocków trudno, lepić trudno, na dworze zimno, a jak cieplej to co z tego? Na rowerze też nie pojeździ. Żeby tak chociaż ten żłobek był. Wydaje mi się, że to czyste wygodnictwo pań opiekunek. Bo co za róznica czy młoda szaleje w domu czy w żłobku? Krzywdy nikt jej nie zrobi, chyba że ona komuś przywaliłaby gipsem ;) Nadal jest bardzo samodzielna.

Czy mówiłam, że Grześ 16.01 jedzie pierwszy raz w życiu na samodzielny (znaczy się bez rodziców) tygodniowy wyjazd? Otóż jedzie i o tym też teraz ciężko myśleć. A to przecież przełomowy etap w jego życiu .. Liczymy, że chłop nam trochę zmężnieje ;)

W szkole rewelacji ciąg dalszy, Grześ pisze coraz ładniej, coraz lepsze pieczątki mu pani wstawia i zapowiedziała, że może w przyszłym miesiącu załapie się na pisanie piórem. To takie wyróżnienie dzieci ładnie piszących ;) Choć może to nie najlepszy pomysł w jego wydaniu, bo zmazać się tego nie da, a paluchy i spodnie po początkowych próbach już w plamach były ;) Matematyka i czytanie rewelacja. Ostatnio nauczyliśmy go dodawać i odejmować w słupku. Był bardzo podekscytowany ;) Szybko załapał ideę ;)

Bajek na N-ce dla Grzesia już nie ma, gier na PCta też nie ma narazie co kupować póki nie zmodernizujemy komputera. Wszystko tak jakoś naraz się zwaliło. Trzebaby w totka wygrać ;) A tu jeszcze nasze plany działkowe .. ;) Niech mnie ktoś pocieszy, buuu ...
Komentarzy: 7 (Komentarze)

Święta, Sylwester i jeden wielki pechozol (24.12.2011-03.01.2012)
 
No i zdrowe święta nie były nam dane. Tata niemal całe święta przeleżakował w łóżku biorąc antybiotyk.

Do Zielonej Góry oprócz nas zajechał też wujek Mariusz.

     

Dzień przed wigilią razem ubraliśmy dziadkową choinkę.

           
 

Kasia wciąż asystowała babci w kuchni.

 
 

Grzesiu  z utęsknieniem wyczekiwał wieczoru wigilijnego. W wigilię już od południa co parę minut pytał czy może się wykąpać i przebrać do uroczystości. 
 
 
 
     


A kiedy już ta chwila nadeszła razem z Kasią warował pod choinką czekając na wieczerzę i oczywiście prezenty :)


     

     
 
 
 
Dziadek tradycyjnie rozpalił w kominku. Długo Kasi zajęło zanim przestała bać się buchającego płomienia, ale strach przezwyciężyła i po jakimś czasie razem z dziadkiem wrzucała drewno do kominka ;)

     
 
 
 
W oczekiwaniu na wieczerzę 

      

 
     
 
 
 
Wieczerzę wigilijną rozpoczął znów tradycyjnie ksiądz Mariusz ;) Po modlitwie podzieliliśmy się opłatkiem i złożyliśmy sobie życzenia. Kasia potakiwała tylko główką na znak, że zgadza się na wszystko.

 
 
 
     

 
 
 
Gotowa była poczęstować się każdą potrawą, ale na obietnicach się skończyło ;) Najważniejsze: barszczyk z uszkami i pierogi zostały z apetytem spałaszowane ;) Grześ jak zwykle popróbował wszystkiego oprócz śledzia.

     
 
 
 

Nadszedł czas na kolędy. Grześ długo wyczekiwał i tego momentu. Od trzech tygodni uczył się grania kolęd. Trzeba przyznać radził sobie nie najgorzej. Tylko z chórem mu nie szło, chyba chór śpiewał nie do taktu ;)

Grześ gra
 

 


 

Więc tytułem wstępu najpierw grał Grześ, a potem śpiewaliśmy my ;)

Kasia śpiewa 

 


 

     

No i w końcu prezenty, może nie do końca te wymarzone (bo Grześ w tym roku pofolgował z marzeniami) ale bardzo udane.

Grześ wyczytuje obdarowanego, Kasia roznosi podarki
 

 


 

 
      

 
      

Grześ załapał się na lego Star Warsów i lego Technicsa. Kasia dostała ciastolinę, laptopa oraz edukacyjne klocki clics. Obydwoje dostali też bluzeczki i książeczki. Klocki dla Kasi okazały się zbyt trudne do składania, ale od czego ma się brata? Grześ od razy wybudował jej pieska, a następnego dnia samolot, którym Kasia równie chętnie wywijała po całym domu jak jej brat statkami star warsów ;)

 
      


      
 
Grześ z zapałem od wigilii budował kolejne zestawy lego. Ciężarówka lego technics okazała się hitem. Grześ z wywieszonym językiem składał i prezentował wszystkim ruchome tłoki i inne gadżety swojego nowego pojazdu.


Kasia zaprzyjaźniała się z laptopem. Zaczęło się od szaleńczego walenia w klawiaturę. Wkrótce do gustu przypadły jej dwie gry, które od tej pory były wciąż wałkowane: literki i melodie, do których tańczyła z zapałem przybierając akrobatyczne figury ;) Ciastolina została do zabawy w domu coby nie zabrudzić babci dywanów ;)

W drugi dzień świąt do dziadków przyjechała babci ciocia Mila, wujek Wasyl, dziadka brat z żoną oraz nasze kuzynostwo. Było gwarno i wesoło jak zwykle na takich imprezach :)

     

     

Dzień później dzieci dostały prezenty od dziadka brata i bratowej: lego duplo i helikopter cobi. Kolejny powód do uciechy :)


Z dziadkami popołudniami chodziliśmy na wycieczki do lasu, razem z Grzesiem wybrałam się na "Artur ratuje Gwiazdkę" do zielonogórskiego kina. Tylko tata praktycznie nie ruszał się z domu. Do czasu ...

 
      

We wtorek po mszy świętej samochód został pod kościołem i już stamtąd nie ruszył. Do akcji wkroczył tata. Usterka okazała się jednak na tyle poważna że do Wrocławia przyszło nam wrócić pociągiem. Póki co nadal pozostajemy bez samochodu bez perspektyw na lepsze jutro. Większość dobytku i prezentów pozostała u dziadków.

To jednak nie koniec ...
Dzień po powrocie punciakiem jechaliśmy już czwórką do szpitala. W drodze z Zielonej Góry do Wrocławia Kasia zwichnęła sobie rączkę, przynajmniej tak nam się wydawało, nie pierwszy raz zresztą, więc pomyśleliśmy że jak zawsze w takim przypadku po spaniu wszystko wróci do normy. Ale następnego dnia było gorzej: paluszki spuchły, a Kasia idąc ciągła rączkę za sobą. U pediatry było już lepiej, ale że na wyczucie sprawdzić niczego się nie da, więc skierowani zostaliśmy na ostry dyżur i rtg. Kiedy Kasia zaczęła wymachiwać ręką na wszystkie strony i dokazywać z bratem mieliśmy już zrezygnować z badania z zawstydzeniem przyglądając się "chorej" Kasi. Jednak zdjęcie wykazało że dobrze nie jest, w dodatku świeża sprawa pokryła się z jakimś starym złamaniem. Skończyło się gipsem, na trzy tygodnie. Kasia dzielnie dała się zagipsować, dopiero kiedy wstała i zobaczyła co ma na ręku, rozpłakała się jak bóbr, a Grześ ze strachu ukrył się za filarem. Strasznie przejął się Kasi dolą i zasmucony wracał do domu. W domu już w dwójkę razem bawili się ciastoliną. Pierwszy szok minął. Dzieci dokazywały jak zwykle. Jedyne czego się Kasia bała to zmiana ubrania. Kiedy przyszedł czas spania Kasia wpadła w prawdziwą histerię. Wpadliśmy w popłoch, że zrobi sobie krzywdę kiedy w amoku biegała po całym domu nie dając się zaprowadzić do łóżka. Powoli udało mi się ją namówić, żeby usiąść na łóżku, po czym z pionu przytulając ją zeszłam do pozycji leżącej. Trwało to chyba z godzinę.



Mija piąty dzień od założenia gipsu i Kasia szaleje bardziej niż zwykle. Istne tornado. Nieraz przyłoży komuś gipsem, w ogóle nie zważając na chorą rączkę. Jedyny problem to ubieranie. Nie ma mowy o bluzkach na długi rękaw. No i siedzenie w domu. Już widać, że Kasia tęskni za dziećmi. Żłobek niestety odmawia opieki i Kasią opiekuje się tata.

 Sylwester przesiedzeliśmy w domu. Grześ zaparł się i po raz pierwszy nie położył się spać. Wytrwał do pierwszej w nocy. Kasia zasnęła jak zwykle i mimo prób nie dała się obudzić na fajerwerki ;)


     

W Nowy Rok Grzesiu przeżył dramat. Z "N"-ki zniknął Boomerang i Cartoon Natwork. Prawdziwa żałoba.

I jego choroby nie ominęły. Tuż przed świętami zaczęły mu się łuszczyć dłonie. Lekarka zasugerowała, że mógł bezobjawowo przejść szkarlatynę. Zaleciła badania. Wszystko w normie, tylko ASO mocno przekracza normy. Za dwa tygodnie dalsze badania. Kolejny dramat ;) Przy poprzednim badaniu Grześ krzyczał zanim pani pobrała mu krew ;)

Po świętach wypadł mu kolejny ząb. Wróżka zębuszka znów zostawiła dychę. W skarbonce pełno, a w buzi pusto ;) W uzębieniu widnieją teraz trzy wielkie szpary ;))
Komentarzy: 1 (Komentarze)

Przedświatecznie (12-20.12.2011)

Przygotowania do świąt idą pełną parą, tylko jak zwykle czasu jest za mało.

Choinkę ubraliśmy już w czwartek, żeby dzieci mogły nacieszyć się nią przed wyjazdem. Ubierały ją w takim tempie, że nie nadążałam dowiązywać brakujących nitek. Kasia wieszała bombki na dolnych gałązkach, najchętniej jedną na drugą, za to Grześ wciąż wspinał się na krzesło by powiesić je jak najwyżej. Upociłam się przewieszając bombki Kasi i pilnując Grzesia, by nie wylądował na drzewie. Tata tradycyjnie założył szpic na czubek choinki pozostawiając resztę zabawy dzieciom.

    

    
 

Na koniec założyliśmy łańcuchy i posypaliśmy choinkę sztucznym śniegiem.


Kolejnego dnia zrobiliśmy po raz pierwszy śniegowe ozdoby na oknie :) Dzieciom bardzo podobała się zabawa z szablonami.

W sobotę dzieci ze szkoły przygotowały jasełka. Grześ dostał trzy krótkie role. Z samego rana próba generalna, potem obiad, chwila zabawy i o 16:00 występ. Występowali głównie uczniowie klas pierwszych i trzecich, którzy zgłosili się na ochotnika.

Na filmie Grześ w roli ucznia
 


 

Przed przedstawieniem odbyły się deklamacje wierszy, kołysanka w wykonaniu dwóch uzdolnionych dziewczynek, pokaz mody aniołów oraz taniec (w którym wziął udział również Grześ). 

    

    
 

Tekst jasełek był uwspółcześniony, podobał się starym i młodym, można było się naprawdę pośmiać, tym bardziej, że nie brakowało nieprzewidzianych sytuacji jak np. niedziałający mikrofon. Na koniec wójt życzył wszystkim wesołych świąt, a ksiądz proboszcz rozdał kolorowe opłatki, którymi dzieci połamały się z kolegami, rodzicami i rodzeństwem. Po występach odbył się poczęstunek dla małych aktorów i ich gości.

W niedzielę po mszy świętej pojechaliśmy na świąteczne zakupy. Pod marketami było niezwykle trudno zaparkować. Kasia po raz pierwszy została oddana pod opiekę do sali zabaw. O dziwo, zgodziła się zostać bez najmniejszych problemów. Grześ odmówił zabawy w kulkach twierdząc, że na taką zabawę jest już za duży. I chyba niestety muszę mu przyznać rację. Nawet nie wiem kiedy mi dziecko tak wyrosło. Za to całą godzinę, kiedy my biegaliśmy po różnych stoiskach, Grześ oglądał lego.
Wieczorem wzięliśmy się za pieczenie pierników. Ciasto wałkowali i Grześ i Kasia na zmianę. Trzeba przyznać, że jak na niecałą trzylatkę Kasi wałkowanie szło całkiem dobrze ;) Widocznie ma już to w genach ;)

    

    


    
 


Grześ wybierał najbardziej skomplikowane foremki i próbował tworzyć nowe formy. Poszło nam całkiem sprawnie. Tylko kuchnia po całej akcji była nie do poznania ;)

 

    

Dwa dni później odbyło się dekorowanie pierników.

W szkole i żłobku również robi się całkiem świątecznie. W zeszłym tygodniu Grześ razem z klasą pojechał na wycieczkę do Złotoryi do fabryki bombek. Był bardzo uradowany i jak nigdy opowiedział nam w najdrobniejszych szczegółach proces tworzenia bombek. Kasia w żłobku z zapałem uczy się kolęd. Próbuje śpiewać "lulajże Jezuniu" oraz "Pójdźmy wszyscy do stajenki". Tekst zmienia tak zabawnie, że mamy z niej ubaw po pachy ;) Grześ uczy się grać kolęd na gitarze. W czwartek na dwa dni przed wigilią w szkole odbędzie się uroczystość podczas której po raz kolejny zostaną zagrane jasełka. Piątek dzieci mają wolny. W ten dzień będziemy już świętować u dziadków.

Grześ jak każdy z uczniów biorących udział w zajęciach matematyczno-przyrodniczych pisał test, po którym został zakwalifikowany do pisemnego konkursu matematycznego w szkole. Mówił, że poszło mu dobrze, cierpliwie czekamy na wyniki. Z ostatniego sprawdzianu znowu dostał "Z"-kę. Ubolewa jedynie nad swoim pisaniem. Bardzo ambicjonalnie do tego podchodzi przeżywając, że nigdy jego zeszyt nie zasłuży na miano najpiękniejszego. Tłumaczenia iż nie we wszystkim musi być najlepszy nie na wiele się zdają. Ale trening czyni mistrza, idzie mu zdecydowanie lepiej niż na początku.
Poza tym u nas w domu lekko chorobowo. Tata rozłożył się prawie całkowicie, Grześ z Kasią pokasłują, ale lekarka stwiedziła jedynie lekkie przeziębienie. Ja zużywam tony chusteczek. Miejmy nadzieję, że święta będą jednak wesołe i przede wszystkim zdrowe :) Czego i wam życzymy :)
 

Komentarzy: 4 (Komentarze)

Firmowe Mikołajki (10-11.12.2011)

Jak już wspomniałam, w niedzielę odbyły się firmowe Mikołajki. Trzeba przyznać, że były udane. Choć Kasi nie udało się potańczyć, jak sobie wymarzyła ;) Za to była zabawa z chustą, bańki mydlane, rysowanie, lepienie łańcuchów i malowanie bombek.

Malowanie bombek

     

Rysunki dla Mikołaja

     

Bańki mydlane


     

     

Grześ miał okazję zapoznać się ze starą grą w kapsle, w którą grały kiedyś całe podwórka ;) Mikołaj też nie zawiódł i przyniósł fajne prezenty. Kasia dostała puzzelkową literkową ciuchcię oraz świąteczną książkę o Kreciku, Grześ zaś loteryjkę do gry i nauki angielskiego oraz dwujęzyczną wersję Kubusia Puchatka A.A.Milne’a. Kasia choć trochę wcześniej bała oderwać się od maminej nogi, razem z Grzesiem wspięła się na scenę i usiadła do zdjęcia na Mikołajowych kolanach :)

     

Troszkę się bała, ale strach przezwyciężyła :) W końcu to już drugie spotkanie z Mikołajem w tym roku :)

Mikołaj w żłobku


 
Ale, żeby nie było, że tylko dzieci zostały obdarowane.
Grześ na Mikołaja też zaserwował nam miły prezent: oto propozycje ocen 
Grzesia  na koniec semestru:
edukacja polonistyczna bdb+/znakomicie
edukacja matematyczna bdb+/znakomicie
edukacja przyrodnicza bdb+
edukacja społeczna bdb+
edukacja muzyczna bdb
edukacja plastyczno-techniczna bdb-
edukacja motoryczna bdb
j.angielski znakomicie
zaj.komputerowe bdb
religia 5/6
zachowanie (kultura osobista, zaangażowanie,kontakty z rówieśnikami):
wyróżniający+ (bdb+)

Tata z dziećmi dokonał już corocznego przeglądu światełek choinkowych, ja dokupiłam bombki i świąteczne akcesoria do dekoracji, Grześ szykuje się do Jasełek ... Czas wziąć się do roboty, święta tuż tuż, choć o nastrój przedświąteczny trudno, bo nie ma śniegu ... buuu, a my z takim utęsknieniem na niego czekamy :)

     

Na świątecznie udekorowany rynek wybraliśmy się tuż po firmowych mikołajkach, ale bez śniegu nie było aż tak pięknie jak w zeszłym roku. 

 
     

Mimo wszystko było bardzo interesująco :)

     

     

    
 
Komentarzy: 1 (Komentarze)

Mikołajki i chorowanie (01-06.12.2011)
 
Kasia się nie rozchorowała, za to rozchorował się Grześ. Piątek i poniedziałek miał więc wolne od szkoły. Niestety cały weekend  przyszło siedzieć mu w domu. Na szczęście babcia zgodziła się przyjechać zaopiekować się wnukiem i to nie sama, bo dziadka zabrała ze sobą, co zdarza się tylko od wielkiego dzwonu ;) Dzieciaki wykorzystywały więc dziadków do oporu. Było wspólne czytanie bajeczek z babcią i gra w statki z dziadkiem. Rodzice woleli pobyć tym razem więcej w dwójkę i wybrali się do kina na "Listy do M." 
Choroba na szczęście nie potrwała długo, ale lekcji do odrabiania było sporo. Musiałam się wykazać duuuużą cierpliwością :)

We wtorek Grześ nie bardzo myślał o pójściu szkoły. Wolał bawić się zabawkami od Mikołaja.

 
    

    

Bo ten go nie zawiódł. Przy łóżku Grześ rano znalazł dwie paczuszki: jedną z kalendarzem z Autami i drugą z Bakuganami, grą na komputer, bluzką i słodyczami. Kasia dostała ogromną paczkę z ciuchcią Tomkiem oraz bajkami ze Świnką Peppą. Oj, było duuuużo radości :)

 
    

Drugi dzień ciuchcia całe popołudnie jeździ już po torach, a zabawa Kasi zdaje się w ogóle nie nudzić. Grzesiu też daje się wciagnąć do zabawy z siostrą :) Złożył też swojego bakugana i wciąż przegląda karty do gry bakuganami. W szkole w świetlicy chłopcy grają nimi na okrągło. Wszyscy chłopcy są dobrze obeznani w temacie. Tylko płyta z grą na komputer Auta 2 zastrajkowała i niestety jest do wymiany :( O tak, żeby nie było zbyt różowo.

W żłobku i szkole również odbyły się Mikołajki. Grześ był niepocieszony. Nie dość, że Mikołaj jakiś oszukany, paczki skromniejsze niż w innych klasach to jeszcze do żadnego konkursu nikt go nie wybrał. Kasia dumna była, że nie wystraszyła się Mikołaja ;) Usiadła mu na kolanach i pozwoliła sobie zrobić zdjęcie. Już po wejściu do żłobka można było usłyszeć muzykę do której bawiły się wszystkie dzieci. Paczki w tym roku jak i u Grzesia były dużo skromniejsze niż w innych latach. Kryzys dotknął i Mikołaja niestety.

Ale, ale ... dziadkowie też nie przyjechali z pustymi rękami ;) Grześ dostał mały zestaw klocków Cobi, a Kasia zestaw gumek do włosów i zestaw z zadaniami do rozwiązywania dla maluchów. Babcia za to wyjechała z urodzinowym zestawem słodyczy od wnuków ;) Tak więc okazji do obdarowywania się było sporo :) A już na weekend szykuje się kolejna impreza mikołajkowa w mojej pracy .. ;) 
Komentarzy: 1 (Komentarze)

Kasia i wierszyk (27.11.2011)

Oto miś, mały miś, do żłobeczka przyszedł dziś
To jest misia głowa, a to ręce dwie, jedna noga, druga noga, każdy o tym wie !




Komentarzy: 2 (Komentarze)

Grzesia nauka, Loopy's world (21-27.11.2011)
 
Wysypka Kasi znikła, niestety od jakiegoś czasu dzieciaki pokasłują na zmianę. Ostatnio brak nam na wszystko czasu ...
Odrabianie lekcji ślimaczy się w nieskończoność, bo Grześ kilka linijek literek potrafi pisać godzinami. On pisze, ja mażę, on znów pisze, ja znów mażę i tak dopóki nie dojdziemy do kompromisu. W międzyczasie Grześ kilka razy wstanie, podskoczy, pobuja się, pogada, pośpiewa, odkrzyknie coś do Kasi, doprowadzając mnie tym do szewskiej pasji. Robi się czasami nerwowo.

Ogólnie gdyby nie te zadania domowe, to byłoby prawie wzorowo. Grześ okazał się bardzo ambitnym i zdolnym uczniem, bardzo aktywnym na lekcji. Do lekcji przygotowuje się pisząc własne notatki (nie jak "większość" drukując informacje na żywo z internetu). Zgłasza się często do odpowiedzi, pięknie czyta i żąda trudniejszych tekstów na zaliczenie (a wynikiem zawsze jest "Z"nakomicie). Zgłosił się na ochotnika do zrobienia wróżby andrzejkowej. Dostał sporą rolę w Jasełkach, które odbędą się tuż przed świętami. Jest jedno ALE. To jego gadanie ... Przesadzanie osób dookoła niego nie na wiele sie zdało. Nie gada tylko wtedy gdy ... zjada gumkę, ołówek, czy choćby ostatnimi czasy nożyczki. Tornister błaga o co kilkudniowe sprzątanie, bo po tornistrze wala sie wszystko ... głównie origami, które Grześ robi kilogramami, albo które dostał od koleżanek. Stan jego kredek i ołówków woła o litość. Jemu samemu nie przeszkadza pisanie ogryzkami, ani mazanie mokrymi od śliny gumkami. Codziennie jest coś do temperowania.

W weekend postanowiliśmy odskoczyć od codzienności i zaprowadziliśmy dzieci do nowo otwartego Loopy’s World. Dzieciaki miały frajdę, ale nas dorosłych rozczarował. Przez trzy godziny można było się porządnie wynudzić. Niestety Bobolandia po drugiej stronie miasta nadal pozostaje bezkonkurencyjna. No, ale napiszmy o tych dobrych stronach. Kasia z Grzesiem świetnie bawili sie na małpim gaju, autach i torze saneczkowym. Kasia szalała na zjeżdżalniach, nie bojąc sie nawet tych najwyższych.





 
     

Na torze saneczkowym śmigała sama i juz widać, że na prawdziwych sankach będzie bawić się równie dobrze ;) W każdym bądź razie ledwo dotknęła ziemi już z wywieszonym językiem i błyskiem w oku biegła z powrotem na górę ciągnac sanki za sobą ;)


 
     

     

     

 
 
     

 
Nie bała sie wyzwań i kiedy trzeba było wspiąć się po linie, uparcie wchodziła nie zważając na porażki. Baaa, spadanie było nawet dwa razy bardziej zabawne niż sama wspinaczka ;)

 
     

 
Niestety nadal nie umiała wspiąć się na wysokie półki, tak więc i my starzy pobiegaliśmy sobie trochę po małpim gaju ;) 

     

     



Komentarzy: 1 (Komentarze)

BLOGI WROCLAWSKICH SMYKÓW

Murkowo
Michał i Łukaszek
Franiu i Emilka
 
Karolka i Mareczek
Olek
Krzyś
Ola i Jacuś
Matti i Bartuś
Miłoszek i Mieszko

POZOSTALE SMYKI

Adaśko
Roxanka

Dwójka dzieciaczków

Pitek i Ninka
Zosia i Jaś
Dziduszki
Kuba i Kamiluś
Martynka i Kubuś
Bartuś i Mateuszek
Maciek i Karolinka
 Zielone lata (Sylwia i Sara)

Trójka dzieciaczków

Zobacz.aledzieci (Patryk, Maja, Julia)

NIESMYKOWI LUBIANI

Grześ, Jagoda i Wojtuś 
 

Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl