Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r.
o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wszelkie prawa do wszystkich fotografii
i informacji na tym blogu są własnością autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie, publikacja zdjęć oraz informacji zawartych na tym blogu bez mojej zgody jest zabronione.
Jesteś naszym 23359 gościem.
"Przed chwilą słońce.
Nagle... Ulewa!
Bije o ziemię,
bije o drzewa,
na szybach dzwoni
i w rynnach śpiewa,
w kałużach pluszcze
letnia ulewa.
I znowu cicho.
Znowu pogoda.
W całym ogrodzie
kałuże, woda...
Po ścieżkach płyną
srebrne strumyki...
Prędko! Zbierajmy l
leśne kamyki,
port budujmy,
gdzie płytkie morze.
Tamy stawiajmy
w ciepłym jeziorze.
Puszczajmy łodzie
z listeczków gruszy,
nim ziemię znowu
słońce osuszy..."
słowa - I.Sucharzewska
Działkowe klimaty.
Czy pogoda czy też nie, tam czas zawsze szybciej płynie. Zawsze jest co robić, zawsze można z kimś się poganiać, pograć w piłkę. Czy po prostu Tuptusia wyciągnąć z klatki, i wsadzić do koszyka, co by z nim trochę pospacerować. Także na słowa panny Majki "mamo, tato jedziemy na działkę", nie ma odmowy.
Schodziłyśmy po schodach. Nagle Maja zatrzymała się i powiedziała: „dzwoni moja koleżanka, muszę odebrać”. Otworzyła swoją torebkę, wyciągnęła swój różowy, zabawkowy telefon, otworzyła klapkę i nacisnęła guzik, po czym powiedziała: „ Cześć moja koleżanko, co tam? Hmm ja też, teraz nie mogę, noo, no to spoko, pa.”
Jak się jej zapytałam o szczegóły rozmowy, to mi odpowiedziała, że jej koleżanka teraz jest w pracy i nie ma dla niej czasu. Ja byłam w lekkim szoku. Po jakimś czasie opowiedziałam tę scenkę Natalii, a ona mi na to odparła, że to nic nowego i Maja jak jest z ciocią to już nie raz tak przez swój telefon rozmawiała.
Fotograficznie- misz masz.
Czyli trochę z kąpieli w upalne dni .....
Maja jako mała wspinaczka.
Iść, ciągle iść w stronę słońca.
"Spunk", czyli wodne zabawy z ciocią, i poszukiwanie spunka,
+: " ja umiem sama pływać, puść mnie, ja chcę popłynąć tam głębiej"
+: "o glinka, glinka" i a masz mamo i ciociu.
Maja przed kąpielą wczoraj u dziadków.
Były trudne rozmowy matki z córką. Najpierw był foch, potem łzy, następnie obraza na cały świat. A potem babcia Adela przygotowała wnuczce kąpiel, a ta ciągle nie była jeszcze w dobrym nastroju.
Skończyło się na dyskusjach:
„ ja nie chcę się kąpać, no słyszysz, nie chcę, mamo nie chcę być pachnąca. Mamo nie rozbieraj mnie, bo będzie mi zimno, mamo ja wyleję tą wodę. Nie zmuszaj mnie dobrze, ja nie chcę się kąpać!”
Finał był taki, że Maja się kąpała obrażona. Rozmawiała też ze swoimi zabawkami o tym, że jej nie lubią. Potem zaczęła odzyskiwać humor, a jeszcze później wcale nie chciała wyjść z wanny. Tak to już jest w domu z dwu i pół latką.
Rodzina M była nad morzem prawie dwa tygodnie. Czas upływał im na plażowaniu, w tym na budowaniu zamków z piasku i stajni z piasku, wykopywaniu mini basenów doganianiu fal, wygłupów z udziałem piasku. Tata M oddawał się swojej pasji, czyli łowieniu ryb, po raz pierwszy z morza. Dzięki tej pasji taty M, rodzina M zaprzyjaźniła się z rodziną K, której głowa rodziny również łowiła ryby. Jak się okazało obydwie rodziny mieszkały tuż obok siebie, dzielił je zaledwie płot w ogródku (jednak poznali się oczywiście na plaży, dzięki wędkom). Panna Majka zapoznała się z panną Alicją i od tej pory nic tylko chciała spędzać w towarzystwie koleżanki, zwanej koleżanką od królika (wyjaśnienie: Panna Alicja zabrała ze sobą z domu owego królika o imieniu Kubuś). Mamy z tego powodu były jak najbardziej zadowolone. Dwie rodziny wspólnie wybrały się też na wycieczkę do „Dzikiego Zachodu”. I tam widać było preferencje każdej z dziewczynek. Panna Majka jak zwykle nie widziała nic po za końmi, kucykami, i mini zoo, nawet wielbłąd nie był jej groźny. Natomiast panna Alicja zdecydowanie wolała indiańską wioskę, małe namioty i przedstawienie z czasów westernu, gdzie śmiała się do rozpuku. Panna Majka w tym czasie chciała już wracać, scenka w ogóle jej się nie spodobała, i nie raczyła tego faktu ukrywać. Jednak, gdy panna M jeździła na kucyku, to panna A nie miała w ogóle ochoty, aby na niego wsiąść. Tyle na temat Dzikiego Zachodu.
Wieczorem obie rodziny wspólnie spędzały czas przy grillu, a dwie panny potrafiły szaleć w ogrodzie do północy. Ciekawe tylko, czemu w tym czasie królik biegający swobodnie po ogrodzie nie pokazywał się wcale.
Jednego dnia rodzina M odbyła również rejs statkiem. Tata M podziwiał widoki i fotografował. Mama M z Mają najpierw poznały dziewczynki z kolonii, które razem z nimi płynęły statkiem. Lecz jak tylko zaczęło mocniej bujać Maja skuliła się w ramionach mamy i zamknęła oczy. Jednak sprytna mama wymyśliła na to sposób. Opowieść o syrenkach zamieszkujących morze. To wystarczyło, aby woda wpadająca od czasu na pokład nie była taka straszna. Panna M koniecznie chciała sama zobaczyć jak pluskają ogonem małe syrenki i robią w ten sposób psikusy ludziom. Szkoda tylko, że rejs już dobiegał końca.
Co jeszcze?
Z małych radości lody dla ochłody dla Mai, spacery na molo i cudowne zachody słońca dla całej rodziny.
No i trochę fochów panny Majki tak dla odmiany. Maja dokładnie zrozumiała, że może mieć swoje zdanie i za nic w świecie nie chciała go zmienić. Czasem próbowała coś wymusić półgodzinnym płaczem (cierpliwość rodziców nie raz została wystawiona na próbę). Powody były różne Np.:
„ ja nie chcę czapki, ja chce opaskę”, „ja chciałam sama zamknąć te drzwi”, „ja nie lubię tego koloru, ja chcę różowy”, albo „ ja chcę żeby mama założyła mi buty, zrobiła kakałko, żeby ze mną poszła, dała mi rękę, itp. Mama, mama, mama”.
Rodzice M,mieli jeden sposób na takie zachowanie, stoicki spokój. Metoda ta była skuteczna, lecz wymagała czasu.
Podsumowując.
Pogoda dopisała, było dużo słońca. Tylko w jedną noc padał deszcz, co zaowocowało nieco chłodniejszym dniem, ale i taki był potrzebny żeby rodzina M nieco odetchnęła od upałów. Wypoczęci, opaleni i szczęśliwi wrócili na Śląsk.
A teraz zapraszam na dłuugą fotograficzną relację,
proszę wygodnie usiąść.
KONIEC.
P.S.
Rodzina M – pomysł podsunęła mamie M „świnka peppa”, która w ostatnim czasie króluje u nas w domu.
Maja: mamo, a opowiesz mi bajkę? Tą o tej wielkiej wodzie, o tej plaży, o tych dużych falach i o tym, że ty pływałaś, nom wiesz tak daleko, a ja bałam się o ciebie
Mama: tak Maju opowiem Ci
A było to tak:…
Rodzina M po małych perypetiach ze zdrowiem taty M, wyruszyła w drogę o jeden dzień, później niż mieli zaplanowane. Jeszcze wcześniej tata M pakował ich walizki do minivane tuż po godzinie 21. Jak już wszystko było na swoim miejscu, dochodziła 23, i wtedy reszta rodziny M spokojnie usadowiła się na swoich miejscach. Panna M w foteliku na tylnim siedzeniu, mama M i tata M z przodu. Wyruszyli w drogę. Głowa rodziny wyspana i wypoczęta prowadziła samochód, a pilot, czyli mama M uciął sobie drzemkę(zaraz po tym jak panna M zasnęła). Droga mijała. Pilot obudził się o 4 nad ranem, aby zobaczyć piękny wschód słońca i skorzystać z krótkiego postoju. Następnie wyruszyli dalej, i tak o 7 rano byli już na miejscu, mając za sobą niespełna 600km drogi. Panna M została obudzona i jakie było jej zdziwienie: „hmm gdzie my jesteśmy mamo?” „na miejscu kochanie”. Zaraz po tym rodzina M udała się do pobliskiego sklepu po świeże drożdżówki a następnie spacerkiem poszli w stronę morza. Tata M jako pierwszy je ujrzał, mama M zasłoniła córce oczy i odsłoniła je tuż przed zejściem na plażę. Panna M powiedziała: „mamo jak tu pięknie”. I tak zaczęły się ich wakacje. Drożdżówki zostały spałaszowane ze smakiem, a potem to już tylko chłonęli rześkie powietrze, i biegali całą trójką brzegiem morza, a ich nogi, co raz zasłaniała morska fala.
Maja: " mamo zobacz kaczki dziwaczki (czyt. mewy)"
Bałtyk, i szalejąca rodzina M
Przydomowe porządki, panna M czuje się jak u siebie
Maja: mamo możesz mi spakować jakiegoś smakołyka na działkę, schowaj go do twojej torebki
Smakołyka spakować to nie był, problem. Ale naszą trójkę, to już to już jest bardziej skomplikowane. Do nocy mamy czas, a potem to już tylko w drogę, i… morza szum, ptaków śpiew i złota plaża. Do zobaczenia za dwa tygodnie.
Jeszcze przed urlopowo,
działkowe klimaty
Hmn, co by tu zrobić?
Motyle, motyle, na łące i we włosach
Niezawodny duet, Maja nawet jak śpi u babci, to w łóżku razem z ciocią
Jej miłość, ale chyba nie odwzajemniona jak narazie
Mieć pieska, takiego malutkiego i posiadać chomika takiego mięciutkiego. Panna Majka jak z armaty atakuje rodziców kolejnymi prośbami o zakup owych zwierzątek. Dlaczego? Pieska mieć po to żeby był w domu, żeby się z nim mogła bawić, żeby mogła go zaczepiać na smyczy(ma takich sztuk już kilka), żeby chodzić z nim na spacery. Chomika, po to żeby mieszkał sobie w małej klatce, takiej z kolorową karuzelą, żeby mogła go karmić, i tu lista rzeczy, które by miał spożywać jest bardzo długa, żeby go głaskać i przytulać, bo „chomik jest przecież taki słodziutki mamo”.
Chęć posiadania tych zwierzątek naprawdę jest wielka, argumentów, które posiada Maja całkiem sporo i my rodzice musimy się naprawdę sporo nagimnastykować, żeby umieć mądrze wytłumaczyć Mai, dlaczego takich zwierzątek nie chcemy zakupić. I jak do tej pory temat jest otwarty, a to za sprawą: „mamusiu, tatusiu proszę kupimy … (i tu wielkie maślane oczy), no proszę”.
Jakie będzie zakończenie, hmm czas pokaże.
Na topie są też koleżanki. Jej koleżanki jak je nazywa.
Przed wyjściem z domu: „ mamo a pójdziemy na podwórko do tych moich koleżanek, no wiesz, jakich, i ja się będę mogła razem z nimi bawić?”. Koleżanki są starsze, takie w wielu szkolnym, ale z Mają potrafią znaleźć wspólny język, i razem bawić się. Gdy my tylko z klatki wychodzimy, albo już do domu wracamy, a one tam są, to słychać: „ cześć Maju, a gdzie idziesz, a skąd wróciłaś, a choć na trzepak do nas, a przenieś jakąś swoją lalkę i pobawisz się razem z nami itp.”. Widać również na placu zabaw jak dobiera sobie kolegów i koleżanki do wspólnej zabawy. Maja zaczepia starsze dzieci, podchodzi i zagaduje: „ cześć, a co robicie?” i już się wkręca jak by tam była od początku zabawy. Nie znaczy to, że z rówieśnikami, czy młodszymi nawet maluchami nie potrafi się bawić. Jednak rozmowa z kimś starszym o wiele bardziej jej opowiada.
Tak to jest póki co.
A my odliczamy, dalej:
pięć, cztery, trzy, dwa, ...
Po pierwsze to chwalę się. Było to w ostatnich dniach dla nas najważniejsze – zaliczyłam wszystko na uczelni. Pierwszy semestr za mną, uwieńczony pięknymi ocenami na dokładkę. To zasługa również tych wszystkich, którzy mnie wspierali, i przede wszystkim pomagali, w opiece nad Mają, gdy ja w weekendy na wykładach siedziałam, a Arturowi akurat wypadało, że pracował. Rodzino moja dziękuję raz jeszcze, każdej babci, każdej cioci, każdemu dziadkowi, za pomoc.
Po drugie. Teraz zostało nam tylko odliczać dni do wakacji, a tych zostało już naprawdę nie wiele, bo 12. Kierunek – pomorze, okolice Kołobrzegu, Bałtyk. Maja po raz pierwszy w swoim życiu zobaczy nasze polskie morze, i jego wielką piaskownicę. Już nie możemy się doczekać Całą naszą trójką.
Po trzecie, kilka ostatnich dni, jakoś tak w domu uciekło nam bez echa. Mieliśmy mało czasu tylko dla nas, dla rodziny, do tego dziadkowie Mai wyjechali oboje już na wieś (babcia Stasia z dziadkiem Mietkiem), i prędko ich nie zobaczymy, i małe zgrzyty między panią, a panem domu, były do przewidzenia. Najważniejsze, że już po wszystkim, i te trzy ciche dni, poszły już w zapomnienie. No i mała latorośl nie ucierpiała.
Po czwarte. Dni gorącego lata, wciąż u nas goszczą.
Więc na deser nasze działkowe klimaty proszę(brakuje tylko fotek z królikami, co nie znaczy, że o nich zapomnieliśmy):
Panna Majka w 100%
Z lalką, która została bez sukienki :
" mamo jej będzie za gorąco wiesz, muszę ją rozebrać"
Mały piknik, czyli żelki, gumy, woda do picia,
a na koniec kanapki. . .
Był relaks w rodzinnym gronie, było opalane się mamy razem z ciocią.
i coś dla panny Majki:
Były piaskowe babki z piasku z owocami w jej wykonaniu, była zabawa z „podopieczną” Mai, czyli lalą Anią, zwaną ostatnio Basią.
Było głaskanie królików, i gonitwa za jednym, takim większym, były lody dla wszystkich dla ochłody. Była tez Maja lekarzem, i leczyła serduszko dziadkowi, była też i gwiazdą filmową w różowych okularach.
Co jeszcze?
Polewanie się wodą, noszenie na barana przez wujka Piotrka, i potem sen w samochodzie już w drodze powrotnej do domu. Zmęczenie wzięło górę.
Zakładam buty i lecę, poczęstować miśkami wszystkich. . .
Moja Basiu huśtam Cię, o tak, o tak
Ten z serii promiennych uśmiechów, radujących serce nie tylko mamy
z Babcią Stasią na koniec świata bym poszła. A tak naprawdę to idziemy na czereśnie.
Słońce, temperatura powietrza sięgająca prawie 30 kresek, lekki wiatr, i wolny wspólnie spędzony weekend. Czegoż potrzeba więcej do szczęścia.
Dni spędzone na basenie, popołudnia w ogrodzie, wieczorami spacerowaliśmy.
Maja z dziadkiem Leonem odwiedziła również po raz trzeci drugi bawialnię dla dzieci, a to tylko, dlatego, że z pierwszej tam wizyty zapamiętała dwa konie na biegunach, takie duże i z lejcami. Dziadek Leonem, poszedł z nią sam, z relacji nam wiadomo, że wspólnie pływali w basenie z kulkami, jak i zjeżdżali na ślizgawce, do tego Maja wróciła do domu jako królowa Kinga ze złota koroną na głowie.
Gdzie jesteś, ciociu Natalko gdzie się schowałaś, ciociu Natalko szukaj mnie, ciociu Natalko pożyczysz mi bransoletkę, ciociu Natalko, włączysz mi bajkę tą o dziewczynce i zwierzątkach ciociu, no ciociu…???? ”
Maja potrafi tak bardzo długo. Gdy ciocia Natalia jest w pobliżu nie ma taryfy ulgowej dla niej siostrzenica, oj nie ma. Ciągle tylko słychać ciociu to, ciociu tamto, Maja wykorzystuje każdą sytuację żeby tylko ciocię mieć wyłącznie dla siebie.
Miłość tych dwóch, nie do opisania. Więź je łącząca, jest jedyna w swoim rodzaju, i wspólne uzależnienie od błyszczyka jeszcze bardziej łączy, bo kto to pierwszy pokazał Mai jak się usta maluje, no ciekawe, kto? Ciociu Natalko ???
Wspólnie mogą robić wiele rzeczy, bawić się, wygłupiać, czytać książeczki, słuchać muzyki i tańczyć w jej rytmie, nawet jednym lizakiem potrafią się podzielić. I wtedy nie zauważą, że kogoś obok nie ma, mają swój świat jak są razem, i tyle.