« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

   kamikowo Moją stronę odwiedziło 14504 osób.   
 
 
 
2010-09-23 22:43:00
prace artystyczne i nie tylko...


1 wrzesień minął, a życie powróciło do normy. Z nowym porządkiem, z bardzo porannym wstawaniem i z wybieraniem pociech.
Pierwsze dni były bardzo, ale to bardzo chaotyczne, teraz jest już zdecydowanie lepiej.

Kamka radzi sobie w szkole bardzo dobrze. W dalszym ciągu wszystko jej się podoba. Co rano wkłada na plecy ten wielki tornister i odprowadzana przez tatę, zasuwa do klasy.

Miki też radzi sobie całkiem nieźle, chociaż w jego przypadku nie poszło tak łatwo jak z siostrą.
Jeszcze do niedawna, rankami – składał buźkę w podkówkę i żalącym tonem opowiadał, jak to nie chce iść do przedszkola. Chociaż dzielnie szedł. No i troszkę popłakiwał w trakcie dnia. Ale na dzień dzisiejszy myślę, że sytuacja została opanowana.

Na początku na pytanie: „jak było w przedszkolu?” odpowiadał:

 „niefajnie, płakałem… Jutlo tez będę płakać...”

Po kilku dniach było już tylko: „tloseckę płakałem ..."
 A dzisiaj pada odpowiedź: „nie płakałem!!!!”, co jest oczywiście najważniejszą wiadomością dnia.

 

Ale dzisiaj o rysowaniu.

Nie wiem dlaczego i po kim (bo chyba nie po rodzicach), nasze dzieci upodobały sobie tę dziedzinę wyjątkowo mocno.
Do tej pory Kama przodowała.
Ale niedawno dołączył do niej i brat.
Kartki schodzą kilogramami.
A po przebudzeniu, zamiast słyszeć  „mamo, puść nam bajki”, słyszę „mamo, daj nam kartki”.  

Miki opanował rysowanie samochodów policyjnych i straży. Zresztą mam wrażenie, że słowa „policja" , "straż" i "strażak” to najczęściej przez niego używane słowa.





A Kama – od lat znana miłośniczka zwierząt, opanowała sztuki ich rysowania. Sama jestem pod wrażeniem.
A do tego pisze tak pięknie, że jest się czym chwalić. Niekiedy pisze ze słuchu i wychodzą z tego zabawne rzeczy, jak choćby jej najnowsze dzieło – książeczka o zwierzętach:











Poza tym rozwijają się dzieci w innych dziedzinach. Poprawia się słownictwo. Dlatego powoli do lamusa przechodzą moje ulubione słówka syna:

Popupelka – kołderka,

Pupelko – pudełko,

Polintant – policjant czy

Kosysulka – koszykówka, nad którymi się tak zawsze rozczulałam.


Mała też wskakuje na wyższy poziom. Poznaje coraz bardziej skomplikowane słowa, chociaż z tym wcale nie jest łatwo.

- Kama sprzątaj, bo będziesz miała karę, pomimo tego że nie będziesz chciała…

- a co to znaczy „pomimo”?

- to znaczy wbrew swojej woli...

- a co to znaczy „wbrew”?

 

- tato, a co to znaczy przepaść?

- to taka ogromna przestrzeń …

- a co to znaczy przestrzeń?...

 

I tak w kółko...


Komentarzy: 4 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-09-01 23:05:00
1 wrzesień


Bardzo ważny dzień dla wielu ludzi. Również dla naszej rodziny. Dzień, który spędzał sen z powiek mnie i reszcie familii.

Pierwszy dzień szkoły dla naszej 6-latki i pierwszy dzień przedszkola dla naszego 3-latka.

Przygotowania, zakupy, tornister, zeszyty, no i na koniec urlop na dzisiejszy dzień.
I te nerwy… Jak się okazało, ZUPEŁNIE NIEPOTRZEBNE.

Kama od razu polubiła szkołę. Najpierw był występ, potem siedzenie w ławkach, rozmowy z koleżankami. Lajcik. Póki co jest pełna zapału do nauki. Chętna na dodatkowe zajęcia, na świetlicę, na obiady. Tylko ja jakoś nie potrafię sobie wyobrazić tej mojej niezwykle zwiertanej córki, siedzącej w ławce przez kilka godzin… No, ale jak się dzisiaj okazało, moje dzieci lubią mnie zaskakiwać, tak więc nic nie wyrokuję.

 

A Miki? Na pewno opowiadania jak to będzie w przedszkolu słyszał wiele razy. Jak to go tata zawiezie, a babcia odbierze po obiedzie… Zgadzał się na to, potakiwał.
Gdy tata zawiózł go w końcu dzisiaj do przedszkola, mały był w takim szoku, że poszedł z panią bez żadnych problemów do sali. Potem podobno popłakiwał sobie troszeczkę, ale Pani uświadomiła mu, że nie ma czasu na płacze, bo przecież przed nim wiele pracy – musi zrobić rysunek dla taty, i dla mamy… a czasu mało.
I zabrał się chłopak do rysowania, porzucając płacze i szlochy.  
Pani stwierdziła jeszcze na wychodne, że „Mikołaj to taka trochę gaduła”, a skoro tak powiedziała, to znaczy, że się synek trochę oswoił. Bo przecież w domu buzia mu się zazwyczaj nie zamyka, dopóki spać nie pójdzie.
Za to Mikołaj stwierdził na wychodne, że jutro do przedszkola też przyjdzie. A więc sukces.

Tylko taki połowiczny trochę... Bo rozchorował się i nie wygląda mi, żeby nadawał się jutro do wyjścia….

No a co było najważniejsze w tym całym dzisiejszym dniu? Oczywiście TYTY!!! Dla pierwszoklasistki  - wielka, najprawdziwsza  i dla przedszkolaka – mała, bo symboliczna. Obie zorganizowane przez babcię Haliniunię.



"DOROSŁOŚĆ MYCH DZIECI MNIE DZIŚ PRZEROSŁA..."
                                              
                                          mama


Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-08-09 20:31:36
wspomnienia z Chorwacji...


No i po wakacjach… Pomimo, że minęły bardzo szybko, wspomnień pozostała cała masa.

Chorwacja, piękna Chorwacja…

Dzieciaki raczej nie zwracały uwagi akurat na piękno, znacznie bardziej interesowały je inne atrakcje.

Ale po kolei:

Płyniecie promem o wdzięcznej nazwie "Marjan" było bardzo ciekawe,



ale prawdziwą atrakcją była oczywiście ta "inna" - kamienista plaża, jak się okazało, wcale nie gorsza od tej piaszczystej. Łopatki, grabki, wiaderka - jak najbardziej wskazane!



no i koła, to pierwsze koniecznie z ogonem, żeby było się czego trzymać



ale co tam koło, gdy ma się taką bestię:



lansik...



i atrakcji ciąg dalszy. Oprócz plaży, nie zabrakło również basenu. Skoki do wody opanowane:)



Trochę zabaw z rodzicielką, skoro już weszła do tej "przezimnej" wody...



ale świeżo poznani przyjaciele chyba sprawdzili się w zabawach lepiej:)



A Kama? Jak by to rzec? Jej kochany braciszek WYBIŁ JEJ ZĘBA!!! (na usprawiedliwienie pozostało tylko to, że zrobił to przez przypadek, a ząb i tak już się ruszał). Prezentacja uzębienia bez dwóch jedynek w całej okazałości:



Sprawca (i niech nikogo nie zmyli ta niewinna minka)



chwila odpoczynku...



lekko znudzony gwiazdor...



iiii....
przygód ciąg dalszy.

Co można jeszcze robić w czasie wakacji w Chorwacji?
Ano, można łapać kraby, skorupiaki i jeżowce.





Okazy były imponujące...
Czasami stawiano na jakość:



a czasami na ilość:



Praca łowcy jest bardzo męcząca...



Dodam tylko, że piękne okazy po zakończeniu ciężkiej pracy, trafiały z powrotem do wody.A łowcy mogli w końcu odpocząć..



i popodziwiać piękne krajobrazy,


jak ten:


i ten:


i ten:


Były też wycieczki fakultatywne... Okazuje się, że 1200 kilometrów od domu także można spotkać starych znajomych:)



Na koniec jeszcze wąskie uliczki Splitu,



z kolorowymi stołeczkami, w sam raz na krótki odpoczynek...



Fajnie było i tyle.
Do zobaczenia Chorwacjo! 
Na pewno do ciebie wrócimy!!!





Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-06-22 23:16:15
wizyta na wsi

Pojechaliśmy na wieś.
Prawdziwą, najprawdziwszą.
Taką z krowami, stodołami i rozpadającą się kładką nad rzeką. Fajnie było wrócić tam, gdzie spędzało się każde wakacje w dzieciństwie. Moc wspomnień...
Dzieciaki wniebowzięte, a jakże. Wieś to dla nich prawdziwy raj.  Jedyną ważną rzeczą¸ w którą trzeba je zaopatrzyć to gumowce. Poza tym pozostaje już tylko dobry humor, bo zabawa zawsze się znajdzie.
Generalnie wizyta u cioci Dyty (dziękujemy cioci Dycie), upłynęła malcom miło na kupce piachu, która to przez 4 dni najpierw została przesypana łopatami na miejsce obok, żeby w ostatni dzień znowu wrócić na swoje miejsce. Bo w porównaniu ze zwykłą piaskownicą, taka kupa „prawdziwego” piachu, na którą można wejść, zasypać się albo zrobić odrobinę „prawdziwego” błota, to jest coś...
Najciężej pracujący rolnik w okolicy:

Odrobina pozowania, (czyli moje siódme i dwunaste dziecko stróża):

No i coś zupełnie niesamowitego...
Przecież traktor co poniektóre 3- i 6-latki widziały tylko w telewizji:

Na błogie leniuchowanie także w końcu nadszedł czas:

 
Wyjazd na wieś miał również inne dobre strony - oswoił trochę Mimika z niektórymi owadami, co to go stresowały za każdym razem jak je zobaczył w domu. Widok muchy to był dramat, o pająku już nie wspomnę. No to się synek napatrzył i naoswajał z robactwem, choć na początku bywało ciężkawo.
- MAMO, KOOOOZAAAAA!!!!!
- jaka koza?
- TAKA LATAJĄCA !!!!!!!!!!!!!!
(Dla niewtajemniczonych – chodziło o osę oczywiście).

Mama też chciała pobyczyć się troszeczkę. Ale jak tu się byczyć, gdy każda próba położenia się z gazetką na hamaku, czy huśtawce kończyła się atakiem dwóch małych pasożytów.



jak to mawiał słynny poeta:
" na prawo obora, na lewo stodoła,
a w środku matka o łaskę woła..."
Komentarzy: 0 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-05-29 23:50:11
witamy ponownie!

Oj, trochę wody upłynęło od ostatniego wpisu...

Nie znaczy to oczywiście, ze blog przestał isnieć.
Raczej mama zapracowana trochę była i zamiast wieczorem przysiąść do pisania czegoś śmiesznego acz pożytecznego, przysiadała – ale nad cyferkami, w których nic nadzwyczajnego nie ma.
Natenczas dzieci sobie rosły, rosły i rosły...
Tak urosły, że Miki zdążył skończyć już 3 lata, a Kama – 6.
Rodzeństwo, póki co, ma się dobrze. Nastał niedawno bardzo wygodny moment w życiu nas – rodziców – dzieci coraz więcej zajmują się sobą. Bawią się, wymyślają, opowiadają i tylko od czasu do czasu trzeba zainterweniować, rozdzielić dwójkę bijącą się albo kłócącą.
Na szczęście jak często się kłócą, tak często się godzą i po 2 minutach kłótni, znowu następuje błogi spokój. Oczywiście w trakcie tych 2 minut zdążą sobie wygarnąć wszystkie troski - a to, że jeden drugiego nie lubi, a to, że Miki ma zakaz bawienia się kucykami, a Kama oczywiście nie może dotykać Lego. I to do końca życia, żeby była jasność...
Na szczęście to "do końca życia" mija po owych 2 minutach i życie wraca do normy.
I pospać rano w weekendy nawet dają, o czym jeszcze do niedawna nie było mowy.
Mimik naukę mowy opanowuje powoli. Jeszcze pewnie trochę czasu upłynie, zanim chłopak zacznie mówić czysto w swoim ojczystym języku, ale i tak sobie nieźle radzi.
- daj żelka – mówię mu ostatnio,
- nie, to dla dzieci, nie dla LUDZI. Mimi jest dzieć i Gaga jest dzieć…
 
-co robisz Mimik?
- bawię się TRĄBEM... (czyli prądem – no ładne kwiatki)
 
Babcia pyta się wnuczka:
- a jak ma na imię twoja mama?
- Iwonka
- a tata?
- NIUNIEK...
 
Dyskusje pomiędzy rodzeństwem:
- Gaguś, mogę KREDEK?
- tak, możesz.
- Gaguś, a narysujesz mi konia?
- tak, ale musisz poczekać.
- poczekam. Idę poszaleć…
 
Rano. Weekend. Rodzice "mogą pospać". Dzieci się rządzą. Chwila kłótni, harmider. Mikołaj w końcu krzyczy:
- ide to powidzieć mamie!

- ale mama śpi.
- ja jej nie obudzę, idę cicho, na paluchach…




No i czyż nie mamy wesoło?...





Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-07 17:19:10
Święta, święta i po świętach...


Święta, święta i po świętach... 
Nawet nie wiadomo kiedy zleciało…

Fajnie było, spokojnie.
 
Były kolędy śpiewane przez Gagę.
W zeszłym roku była wersja:
         „PRYSTUS się rodzi…”
Jakież było moje zdziwienie, gdy w tym roku Gaga uraczyła mnie lekko odmienioną wersją:
„Chrystus się rodzi, MIASTO W POWODZI.
(…)pasterze klękają, bydlęta BLĘDAJĄ (…)”
Aż się boję pomyśleć, co będzie za rok...
 
W trakcie Wigilii też spokojnie.
Dzieciaki, jakby zapomniawszy o prezentach poszły nawet znudzone pobawić się do pokoju. Ich błogi spokój coś jednak zakłóciło. Po kilku minutach z pokoju wyszedł rozżalony Miki i oznajmił wszystkim biesiadującym,że „Gaga puścia bąki….”

I tym miłym akcentem kolację zakończono…
Dzieciątko przyniosło dzieciakom trochę prezentów. To chyba znaczy, że były grzeczne przez cały rok…
Hmm, powiedzmy, że były grzeczne (poza chwilami gdy jednak były niegrzeczne).
Rezultat świąt widoczny jest jednak gołym okiem – nie dosyć, że wspólny pokój rodzeństwa wielkością nie grzeszy, to teraz nie ma nawet jak przejść przez środek, jak otworzyć szafy czy szuflady – wszędzie prezenty, które akurat w tym roku przytrafiły się dosyć duże.
Była autostrada dla Mikołaja, był PAMPING – czyli parking (prezent od cioci Dyty – dziękujemy Ciociu), był też zestaw strażaka, z którym mały nie rozstaje się ani chwili. W końcu ma swój ukochany KACH – czyli kask. Jakby mógł, to by w nim spał. Na szczęście jest trochę niewygodny, toteż zrezygnował.

 


Gaga za to dostała następne kucyki do swojej kolekcji "Ooo, takiego jeszcze nie mam!!!" 
Było też śmieszne stworzenie do rysowania szlaczków (też prezent od cioci Dyty) – kuzyn Kuba dzielnie nauczał dzieci obsługi.
Dostała też Barbie.
Gdyby była sama lala, nie zrobiłaby zapewne dużego wrażenia, gdyż mała z lalkami ma akurat nie dużo do czynienia na co dzień. Ale w komplecie do lali były trzy pieski, w tym jeden poruszający się, tak więc prezent jak najbardziej udany. W końcu kucyki i pieski są na razie najważniejszymi stworzeniami w życiu Gagi…
 


A na Sylwestra, dzieci całe podekscytowane opowiadaniami o fajerwerkach, kazały obudzić się o północy, żeby obejrzeć wielki spektakl przez okno.

I co?

I po 15 minutach ściągania denatów z łóżek, rodzice (czyli my) skapitulowali. Żadnym sposobem nie można było ich dobudzić. Oczywiście strzelanie za oknem, nawet przez sąsiada z dołu, też ich nie ruszyło (choć usłyszał je nawet nasz głuchawy podstarzały psiak…).
I jak to jest możliwe, że w normalną noc - cichą, spokojną, budzi się jednak często i wychodzi z łóżka po kilka razy Miki – nazwany przez nas zresztą Nocną Pierdołą.
I słychać tylko „MAMA, MOGE SPAĆ” – czyli nie mogę spać, tudzież „MAMA, NUDZE…” – czyli nudzę się…
Nigdy nie wpadłabym na to, że spanie może być nudne...

Najnowszy rysunek Gagi - trochę przypomina inne święta, ale co tam...


Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2009-12-03 22:52:05
żegnaj Mleczaku...

No i stało się...
Kama uboższa o jednego zęba. Wypadła sobie dolna jedynka, swojej właścicielki o zgodę nie pytając…
Jak na naszą córkę – największą na świecie panikarę, co to zadrapanie na paluszku jest największą tragedią - fakt stracenia zęba zniosła całkiem dzielnie. I nawet nie za bardzo poruszył ją widok siebie samej w lustrze, wyglądającej jak mały wampirek, z krwią wylewającą się po obu stronach ust.
Płakała, oczywiście. Ale tak z pięć minut. A potem przyglądała się tej swojej dziurze, uśmiechała się do niej, aż w końcu zapytała czy teraz przyjdzie do niej wróżka, która roznosi nowe ząbki…
Hmmm, powiedziałam, że przyjdzie, ale to co za wróżka – nie mam bladego pojęcia...
Dzisiaj stwierdziła tylko, że wszystkim w przedszkolu bardzo podobała się jej nowa zębowa dziurka. No to skoro dziurka zdobyła akceptację dzieci, to chyba teraz już tylko z górki...
       

A poza tym, Kama coraz lepsza z geografii…
Kama: mamo, a jest taki świat Kraków. A czy w tym świecie Kraków też się mówi po polsku?
 
Ja: zobacz Kama, jakie ładne jezioro.
Kama: a ja wiem jak się nazywa – Wisła…
 
Ja: jutro jedziemy do Bartusia do Kędzierzyna.
Kama: a co to jest ta Kędzierzyna….?
 
Owa Kędzierzyna okazała się bardzo fajnym miejscem.
Wyszalały się dzieciaki i wybiegały za wsze czasy. A na koniec dostały małe pakuneczki ze słodyczami i to był hit sezonu. Wymieniały się między sobą cały wieczór. I o dziwo, przy owych transakcjach nie doszło do ani jednej kłótni, a to już naprawdę duży sukces…

Póki co, uparła się Kama, że swoje urodziny również musi mieć w tym samym miejscu gdzie Bartuś, tak było fajnie…

        
       
       

Mama również miała urodziny…
- mamo, a ile masz lat?
- zgadnij.

- 18?
- więcej.

- 19?
- więcej.

- 90 ???!!!
Bez przesady.. Wyglądam co najwyżej na 89…
Oczywiście laurka z osobistą dedykacją również mi się dostała:

                
 
A na koniec chwila prawdy…
Nie o mnie, a o Tacie…
Ja: jestem zła na siebie, że kupiłam za mało bułek.
Kama: tata też mówił, że jest zły na siebie...
Ja: tak? A kiedy?
Kama: jak zapomniał o mojej wycieczce w przedszkolu i nie pojechałam...
Ja: i co mówił?
Kama:  „kurcze”…. i „cholera jasna”…

Noooo, ładne kwiatki…
Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2009-11-16 20:46:35
wolne, leniwe, weekendowe popołudnie...


Co można robić w wolne, leniwe, weekendowe popołudnie?
Można robić różne rzeczy, np. pójść do planetarium, o ile mieszka się w jego zasięgu.
My mieszkamy, tak więc Tato zabrał pociechy i poszedł.
Bardzo im się spodobało...
Najpierw tata zrobił zdjęcia przy dziecinych znakach zodiaku (przynajmniej takie było założenie):
 


To nic, że Gaga jest bykiem i z lwem ma niewiele wspólnego…
W końcu Tata doktoratu z astrologii nie pisał…
I pisać raczej nie będzie.
I tak cud, że drugi odgadł, no ale to w końcu ten sam, co jego własny, tak więc trzydzieści parę lat miał, żeby się nauczyć.
Gdy zaczęły gasnąć światła, Miki zaczął przytulać się do Taty i zamykać oczy, po prostu zaczął układać się do snu. Bo skoro światła gasną i robi się ciemno, to oznacza że na spanie czas.
Pyta się Tata Gagi:
- widzisz Wielki Wóz?
- nie widzę, bo tu jest za ciemno…
 

A co można robić w dalszej części wolnego, leniwego, weekendowego popołudnia?
Ano można się również bawić. A w co? Polecam zabawę w Panią Dyrektor.
- pobawisz się ze mną? – pyta Gaga
- tak, a w co?
- to nie będzie trudna zabawa. Ty będziesz Panią Dyrektor. Możesz leżeć na łóżku i czytać sobie swój angielski. A ja będę do ciebie przychodzić od czasu do czasu…
No takie zabawy to ja lubię. Bardzo…
A swoją drogą, po co się człowiek uczył? I uczyć się musi w dalszym ciągu?
Wystarczyło być Panią Dyrektor, która leży cały czas i przyjmuje gości od czasu do czasu…
 
Miki narysował swój pierwszy samochód...
 


Pierwszy, który jest do siebie podobny. Bo dotychczasowe bohomazy były samochodami tylko z nazwy.
Tak więc nowy samochód zawisł na wystawie i póki co oczy cieszy.
Nauka mowy… Cóż… Mowa z pewnością nie jest jego najmocniejszą stroną…
Dandan hau…       kasztan leżał…
Kuku Ada…         Kungfu Panda…
Ofeeeeee….        Proszę….            
Den den den...    Spidermen...
No i
DUL DUL DULKA... czyli po prostu cool kulka
Ale jak mówi „wiadro”, „wiatr” lub „zebra” – nie potrafię napisać. Po prostu trzeba zobaczyć:


No i trochę pokleiłam biurko. Ale to się umyje, prawda?......
Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2009-10-05 21:43:54
Życie w normie...


Życie w normie.

Kama od miesiąca w nowym przedszkolu. Przeszło bezboleśnie. Zadowolona dziewczyna jak nie wiem co.
Zajęć multum.
Jak nie gimnastyka, to plastyka.
Jak nie plastyka, to religia.
Jak nie religia, to angielski.
Jak nie angielski, to…
wiele wiele innych rzeczy. Sama się w tym gubię.
- jak jest w przedszkolu?
- fajnie, ale Mateusz mnie popchnął...
- i co, powiedziałaś pani?
- tak...
- i co ona na to?
- powiedziała, że z nim porozmawia , ale W RZECZY SAMEJ nie porozmawiała….
Hmmm, w rzeczy samej, zainteresowało mnie to zwierzenie.
Tak mnie zainteresowało, że aż Tato musiał zainterweniować u pani Krysi...
Pani Krysia zrobiła dochodzenie...
I co się okazało?
Że ta „biedna” kobietka – córka moja – czeka na chłopaków w łazience i w najlepsze naparza się z nimi ręcznikami. A potem, w rzeczy samej, ma pretensje, że ją Mateusz popchnął. Cóż… taka to już córka, ta córka moja...

Z gimnastyki przynosi pieczątki na rękach za to, że tak pięknie ćwiczy.
Z plastyki wiadomo – tysiące rysunków, z których setki wędrują na „wystawie”.
Z religii – krzyże zrobione z zapałek połączonych plasteliną. I obrazki.
- kto jest na tym obrazku?
- no jak to kto? Przecież MATKA ŚWIĘTEGO JEZUSKA!!!




A Mikołaj?

Teraz to nie Mikołaj, tylko KIŚKUŚ.
Siostra wymyśliła. Nie pytać dlaczego, bo nie wiem. Ale w zdanie ten pseudonim wplata się idealnie.
Mówi Gaga do brata:
- wiesz, a jak urośniesz troszkę, to też będziesz chodził do przedszkola, i ja ci wszystko pokaże. OK, KIŚKUSIU?
- KAK.
I pogadali.
A Kiśkuś męczy się z tą ojczyzną polszczyzną niemiłosiernie. Chce mówić, ale jakoś nie wychodzi mu to najlepiej. Najczęściej buduje pełne zdania, z tą różnicą, że wymawia tylko ostatnią sylabę każdego słowa. Stąd  jedynie wytrawni słuchacze potrafią go zrozumieć.
A on tak strasznie chce opowiadać. Buzia mu się nie zamyka...
Opowiada mi Gaga: wiesz, znaleźliśmy kasztany w parku...
Przytakuje Kiśkuś: …iśmy,… any, w …aku, eś? (czyli „wiesz?”)


No eś, eś...
A wierszyk w jego wydaniu wygląda tak:
- idzie….
- HAK
- niebo…..
- HAK
- jak uszczypnie, będzie…
- HAAAAAAAAAK!!!!
No, i wszystko jasne.
 
Najwięcej problemów z dogadaniem się z wnukiem mają dziadkowie, i to ci – płci męskiej.
A ponieważ ostatnio coraz częściej się nim zajmują, to… mają problem.

Pierwszy dzielny dziadek - Janusz, zajmuje się nim co któryś piątek. Naopowiada się malec dziadkowi historyjek, a dziadek co? Nic, tylko przytakuje. „Tak, Mikołajku,tak”, „tak, Mikołajku?”, „Ojej”, „acha” nie mając pojęcia co to np. „AAAK AAAAMMM” – a przecież to jasne, że to „strażak Sam”
Drugi dzielny dziadek – Lulek także miewa przygody z wnukiem. Ostatnio został z nim w domu, pod nieobecność babci. No i poradził sobie super. No prawie. Dzwoni do babci i mówi: „słuchaj, co to znaczy APA, bo Mikołaj chodzi za mną od 10 minut i tylko APA i APA”.
No a co to znaczy APA? – nic innego jak KUPA. Biedny wnusio wiele musiał wycierpieć, zanim dziadek wielmożnie posadził go na ubikację.
No radzą sobie te chłopaki, radzą jak mogą...

A na koniec - pełny luzu, beztroski, zadowolony z życia, zdający się podśpiewywać "don’t worry, be happy" - kucyk. Pseudonim - jak nie trudno się domyślić - Tęcza:

Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2009-09-28 23:50:30
MUJ PJERSZY LAPTOP
MUJ PJERSZY LAPTOP



To nic innego jak pierwszy laptop Gagi.
Ogólna szczęśliwość nastała w domu, ponieważ każdy domownik został uraczony swoim osobistym laptopem.
I to bez wydania złotówki na ten cel.
Gaga się postarała, i tak przykładowo:
 
Laptop Mikołaja na pulpicie ma oczywiście samochód:

 
Laptop Gagi na pulpicie ma grę – misia, który musi przeskoczyć przez przeszkodę, zgodnie z wskazówkami:
 
 
Laptop Mamy ma kwiatek, laptop taty – hmmm, muszę sprawdzić, co na pulpicie ma laptop Taty...
Akurat ta wersja laptopa nie posiada klawiatury z literkami, ale za to cyferki – jak się patrzy.
Generalnie cyferki porozrzucane we wszelkich kierunkach – jedne patrzą w prawo,inne w lewo...
Zresztą nie wiem o co chodzi z tym pisaniem wspak. Ale podobno Mama też tak miała jak była mała. Póki co, Mama normalna jest (tak się jej przynajmniej wydaje), tak więc nie martwi się tym pomieszaniem z poplątaniem.
A przy błędach ortograficznych Mama zamyka oczy po prostu.
Pisze dziecko ze słuchu, najczęściej po kryjomu, tak,aby na końcu zrobić niespodziankę gotowym rysunkiem.
I tak wędrują te rysunki na „wystawę”, którą stanowi ściana w sypialni. Tak więc  mieni się ściana wszelkimi kolorami tęczy, mnóstwo kucyków, kwiatków, serduszek, „dla kochanej mamy”, „dla kochanego taty”…
No fajnie jest.
A mama powoli wkręca się w pisanie.
Jak dobrze jest mieć internet w domu. Hurrrrraaaa!!! Tak się Mama cieszy:



Komentarzy: 4 (Komentarze)
 
 

 
 
2009-08-19 22:12:51
wakacji ciąg dalszy

Przed wyjazdem na wakacje dzieci pobierały naukę SZCZERZENIA  - czyli uśmiechania się do aparatu fotograficznego tak, aby przyszłe zdjęcia były miłe dla oka w oglądaniu. 
Nauka nie poszła w las, bo efekty są bardzo widoczne:

Szczerzenie nr 1 na szrekowej ciuchci:



 
Szczerzenie nr 2 - podczas deszczowego dnia (oczywiście łopaty zawsze w pogotowiu):




A tu szczerzenie na kolejnej ciuchci, których nigdy za wiele:




A tu dla odmiany szczerzenie na innym pojeździe, podczas wędrówek rowerowych:




I jeszcze przygody ze zwierzętami:
Obserwowanie mrówek,




i komisyjne zbieranie biedronek:



które opanowały plażę. I to dosłownie. Na początku bałam się, że takie zbieranie biedronek może doprowadzić do zaburzenia ekosystemu. Ale gdy jednego dnia biedronki dosłownie przepędziły ludzi z plaży, nie było już tak kolorowo:



Rodzina incognito:




I jeszcze trochę kombinowania - tym razem na wydmie (odrazu widać, że coś knują):



A tu księżniczka z welonem i reszta grandy - po prostu ładne zdjęcie (no cóż, wiadomo kto robił)



Na końcu dodam, że nie zabrakło również pieszych wycieczek po lesie...
Które dla dzieci były wyyyyyjątkowo ciekawe...
Co widać na załączonych obrazkach:






Generalnie cóż można rzec? Fajnie było i tyle...

Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2009-08-15 15:09:36
Wakacje, wakacje!!!
 

Ach, życie bez komputera jest strasznie ciężkie... I tak teraz żyjemy, bo się nam wziął i zepsuł. A w zasadzie nie sam się zepsuł, tylko najprawdopodobniej za sprawą młodszego rozrabiaki, dla którego (gdy rodzice nie widzą) włączanie i jednoczesne wyłączanie stało się super zabawą...

No ale cóż, dobrze przynajmniej, że jeszcze u kogo innego można skorzystać z dobrodziejstwa zwanego internetem, np. u teściów, a przy tym przy okazji, tak zupełnie, zupełnie przy okazji, załapać się na obiad:)


Wakacyjnych przygód czas zacząć...


Najpierw Pierworodna została wysłana do babci Krysiuni. A więc wakacje dla rodziców... No dobra, dla niej też...

Rozdzielone rodzeństwo to istne dwa aniołki, nachwalić się nie można, jedno grzeczniejsze od drugiego. Spokój w obu domach. Życie płynęło swojsko i beztrosko.

Ale nie mogło tak trwać zbyt długo. Odezwała się tęsknota.
Nie za rodzicami, nie, nie.
Bratu odezwała się tęsknota za siostrą, nic tylko GAGA i GAGA i NIE MA.

A Siostra wystosowała dramatyczny list:

dla nie umiejących czytać kaligrafii, tłumaczenie (pisownia oryginalna):


„DROGA MAMO WROCE PO WAKACJACH PSSYWJEŚ MIKOŁAJA”


Wręczyła ten list zaskoczonej babci, z prośbą o wysłanie do rodziców.

No i cóż było robić? Trzeba było PSSYWJEŚĆ jej tego Mikołaja. Uściskom i całusom nie było końca....

Przez całe... 5 minut.....

A potem zaczęło się normalne życie – wspólne kłótnie, wspólne zabawy, wspólne bójki, i tak w kółko, czyli dzień jak co dzień.


A potem było morze...

Oj tak, morze to jest to...

Dla mamy, bo leży jak skóra z psa zdjęta.

Dla dzieci, bo cały dzień mają tyle spraw do załatwienia, tyle piachu do przesypania, tyle wody do przelania, że aż brakło czasu na kłótnie...

Dla taty... No nie, tata siedział na warcie (mama oczywiście nie mogła, bo by się jeszcze krzywo opaliła, oj życie kobiety jest naprawdę ciężkie)...

Zabawy, zabawy... Gotowanie zupek i mieszanie mleka:



Łopaty - najlepszy zakup ostatnich lat:



Uciekanie falom:




Lans nad morzem musi być:



Krokodyl - jeden pracował, wszyscy chcieli mieć z nim zdjęcie:



Był czas na refleksje:



i na odrobinę gimnastyki,



która była bardzo wyczerpująca:




Generalnie podczas pobytu nad morzem dzieci bardzo ciężko pracowały. Tak ciężko, że wieczorem padały jak muchy:



To były atrakcje nad morzem. Ale jak wiadomo, nad morzem, oprócz morza, są również inne atrakcje, szczególnie gdy pogoda pozostawia wiele do życzenia.

Ale o tym następnym razem...

 

Komentarzy: 0 (Komentarze)
 
 

 
 
2009-07-02 0:02:15
Artystyczna dusza... A może umysł ścisły...




O, taki rysunek przywitał mnie pewnego popołudnia.

Tytuł:
Początkowo myślałam, że to po prostu "Mama i tata" (ła, jakie mam grube nogi!), ale ostatecznie okazało się, że to jednak "Piękna i Bestia" (po dalszych wyjaśnieniach dowiedziałam się, że blondi to Piękna...)

A dla kogo ten rysunek?

Nie muszę mówić, bo wszystko napisane czarno na białym...

Trzeba się pochwalić wyczynami naszej 5-latki.
Nic, tylko siedzi i rysuje. A jak narysuje, to siedzi i pisze. I tak w kółko. Dedykacje cooooraz dłuższe. Szacuję, że za jakiś czas będą zajmować przynajmniej połowę rysunku.

Początkowo, z pewną taką nieśmiałością, napisy były króciutkie "dla mamy / taty", potem już "od Kamilki dla mamy / taty", potem "od Kamilki dla kochanej mamy / taty", teraz zaczynają się "mamusie / tatusie" i "mamunie / tatunie".

Dedykacja piękna, umiejętności zacne (ciekawe po kim?), dlatego dumnam i bladam...

.....................................................
Teraz coś z życia:

Rodzina jedzie samochodem.
- ale jesteście grzeczne - zwracam się do nad wymiar cichych dzieci.
- a jaka będzie za to nagroda? - podłapała Kama
Hmm, zgodnie z naukami, nagrody wcale nie muszą być rzeczowe, tak więc mówię:
- nagroda będzie taka, że pojedziemy w tunelu.
(Który notabene nawinął się w pobliżu)
Dzieci z entuzjazmem przyjęły nagrodę.
Jedziemy w tunelu.
Kama:
- kocham tunele... I kocham zwierzęta... A najbardziej kocham zwierzęta w tunelach...

.....................................................

Mówię do Kamy:
- zadam ci śniadaniową zgadywankę: Co robi dziecko, jak mama powie, żeby położyło materac?
a) płacze?
b) ucieka?
c) kładzie materac?

Mała z dumą wybrała odpowiedź "kładzie materac"

- pięknie! A teraz ty zadaj mi śniadaniową zgadywankę.
Po dłuższym namyśle słyszę:

- co robi mama?
a) brzdęka?
b) grymasi?
c) grzecznie się zachowuje?

No nie, na taki poziom trudności nie byłam przygotowana.
Bo co robi mama? Grymasi? Nie, nie, jednak chyba brzdęka...


Komentarzy: 1 (Komentarze)
 
 

 
 
2009-06-08 22:36:23
Przygotowania do wesela czas zacząć...


Filip, kolega Kamy z przedszkola zagadnął mnie dzisiaj:
- proszę pani, a ja się ożenię z Kamilką!

Z lekkim niedowierzaniem zerknęłam na Małą
- tak, on mi dzisiaj powiedział, że jestem bardzo ładna. A ja mu odpowiedziałam, że wiem...
 
Super, tylko jest jeden szkopuł. Jej amant – przyszły mąż jest od niej o głowę niższy...

W samochodzie odbył się dalszy ciąg dyskusji:
- a dlaczego wyjdziesz za mąż akurat za Filipa?
- bo Kuba mi dokucza. Drugi Kuba jest za mały, bo jest w maluchach. Olek za cicho mówi. Michał jest wiecznie obolały. No a Filip jest w sam raz...
 
Wybieranie męża drogą redukcji? W sumie czemu nie?
(tak swoją drogą, żal mi wiecznie obolałego Michała, cokolwiek to znaczy).
 
Ostatnio odbyło się przedstawienie w przedszkolu. Z okazji Dnia Matki i Ojca.
No i nasza mała aktoreczka znowu występowała, mówiąc swoją własną kwestię.
Tym razem komediową:

 
Spojrzała tylko na końcu, czy oby dobrze gra obrażoną. Ale zagrała dobrze, w końcu ma w domu najlepszego nauczyciela w tej kwestii - swojego brata....

A brat? 
Do nauki polskiego oporny...
Ale do nauki języków obcych jeszcze bardziej.
 
Oglądamy książkę z obrazkami.
Ja: this is a CAR
M: ee ee (kiwając przecząco głową) BRUM, BRUM!!!
Ja: and this is a TRAIN
M: ee ee, TI TI!!!!
 
 

Poliglota, od siedmiu boleści...


 
Komentarzy: 4 (Komentarze)
 
 

 
 
2009-05-29 22:42:08
kucykowo...


Miesiąc się kończy, na notkę czas.

A podsumowania nadeszła pora, bo jest co podsumowywać.
Zakończył się „miesiąc urodzinowy” Kamy, gdzie to impreza imprezę imprezą poganiała.

Ale ta najgłówniejsza odbyła się po raz pierwszy nie w domu, a w Ciuciubabce – miejscu, gdzie generalnie człowiek własnych myśli nie słyszy, za to dzieciakiw w końcu są w swoim żywiole.
Mała zadowolona jak nie wiem co. Jest co wspominać.





 
A teraz prezenty:

 
Jakiś znak szczególny?

Hmmm...

W zasadzie nic się nie rzuca w oczy...

 
A tak na poważnie, kucyki opanowały dom. Gdzie nie zerknę, tam kucyk, aż się boję lodówki otwierać...

Nie ma teraz ważniejszych zabawek od tego całego przedszkola, składającego się z: Miętki, Różowki, Tęczki, Gwiazdki. Reszty imion nie pamiętam, ale to nie szkodzi, Mała ma w głowie wyryte wszystkie.
 
Uzbierało się kilkanaście kuców wszelakiej maści, kształtu i wielkości, zaopatrzone w pojazdy, domki, balony i inne bibeloty.

Te właśnie bibeloty zyskały miano PODPIERDÓŁEK.

Jakież było moje zdziwienie, gdy Kama oświadczyła mi któregoś to dnia: „mama, biorę PODPIERDÓŁKI do przedszkola.

Normalnie szał ciał.
Cały dom żyje kucykami.
W dzień zabawa z kucykami małymi, potem dużymi. Wieczorem czytanie kucykowej książeczki, zaopatrzonej w kucykową melodyjkę oraz przygód Martynki, która spotyka w lesie różne konie i jednorożce. Potem kąpiel z kucykami (za niedługo kolor im się zmyje od tego szorowania).

A w międzyczasie, spędzanie miłych chwil w łazience, gdzie szanowna córka każe sobie przynieść krzesło, na to krzesło postawić kucyki i PODPIERDÓŁKI, do tego wszelakie domki i co tam jeszcze się zmieści, po czym zamyka drzwi, załatwia swoje potrzeby, a ja mam PÓŁ GODZINY luzu.

A po tej pół godzinie, sama z przyjemnością oddaję się zabawie kucykami, zakładając im te malusieńkie torebeczki i baloniki, wkładając je do tych malusieńkich skuterków i samochodzików.

I zadaję sobie wtedy to magiczne pytanie, które zadają sobie również tatusiowie, bawiąc się kolejkami swoich synków:
Dlaczego za moich czasów nie było takich zabawek???
 
A Miki?

W niczym od nas nie odstaje. Równie głęboko angażuje się w zabawę kucykową, nie zastanawiając się zbytnio czy wypada czy nie.
Nowe postępy?

Są pewne „postępy” w mówieniu.

- skąd masz takiego guza na czole?
- Gaga bum, ty ała, nu nu Gaga!
- Gaga cię przewróciła i zrobiła ci ała i pogroziłeś jej paluszkiem?
- KAK.
 
No i wszystko jasne...

 
A na koniec piękny rysunek Kamki.
Apropos Kamki, ja ochrzciłam Kamkę jako Kamka Klamka.
I co usłyszałam w zamian? Że jestem Mamka Plamka.
Tyż ładnie.

 
 
Początek nauki, czy początek dysleksji?
Mam nadzieję, że to pierwsze...
 
 
 
 
Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 


Archiwum:
2008: wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń maj czerwiec sierpień wrzesień