![]() ![]() |
||||||||||||||||||||||||
| Witajcie!
Jesteśmy kochającą się i wesołą rodziną: mama , tata, Julcia i Wojtuś. Każdego dnia w naszym życiu mnóstwo się dzieje! Ten blog powstał "ku pamięci", by radosne wydarzenia z naszego życia zatrzymać na dłużej w wirtualnej przestrzeni, by naszym dzieciom zapamiętać ich szczęśliwe dzieciństwo. Także po to, by wszystkich naszych przyjaciół "na bieżąco" informować co u nas słychać. Bardzo cieszymy się z wszystkich odwiedzin. Szczególną radość sprawiają nam pozostawine przez Was komentarze, upewniają nas o tym , że ktoś do nas zagląda. Za wszystkie gorąco dziękujemy. Zapraszmy: |
|
|||||||||||||||||||||||
|
wchodząc na naszą stronę przez TopListę- głosujesz na nas Julcia i Wojtuś wystąpili w programach telewizyjnych: meldunek z urlopu
Po raz czwarty zasiadam do opisania naszego wakacyjnego pobytu w Chorwacji.
I tak, jak zwykle tradycyjnie, przy granicy spotkaliśmy się „na pierogach” z Sylwią i jej rodzicami.
Od tego miejsca podróżowaliśmy już wspólnie. W piątek na Węgry (gdzie wyjątkowo z powodu braku miejsc spaliśmy u sąsiadki Pani Teri), a w sobotę do celu: na Chorwację.
Nauczeni ubiegłorocznym doświadczeniem tym razem na granicy Węgier i Chorwacji udaliśmy się na przejście dla TIR-ów i zażyliśmy „tradycyjnego” kontaktu z „infrastrukturą”. Wymieniliśmy pieniądze, zjedliśmy pierwsze lody, dzieci prostowały, czy raczej zginały nogi na drabinkach i huśtawkach.
Zachwyceni słońcem i tradycyjnie chorwackimi autostradami, na których tym razem niestety zdarzały się korki ok godz 16 dotarliśmy do celu. Do ośrodka Zaton położonego obok miejscowości Nin, w pobliżu Zadaru. Po zakwaterowaniu, rozpakowaniu i chwili odpoczynku wyruszyliśmy na zwiedzanie okolicy. Mimo zbliżającego się zmierzchu dzieci nie odpuściły kąpieli w morzu. Dzielnie towarzyszył im nasz Tata:
Kolejne dni upływały nam na słodkim lenistwie. Najczęściej ”rano” ( bo spaliśmy do woli) wybieraliśmy się na basen:
gdzie dziewczyny „pływały jak chciały” ( skakały, nurkowały, szlifowały różne style) a Wojtuś robił zupełnie to samo, tyle że w obecności makaronu. Widać, że ma dobrą technikę, radzi sobie dobrze ale głębokość basenu 140 cm i brak możliwości gruntowania pozbawiły go odwagi pływania bez asekuracji. Szalał za to ( równo z dziewczynami) w brodziku i na znajdującej się tam „małej zjeżdżalni”:
oraz na placu zabaw:
Dwa lata temu w Amarinie Julcia po zjechaniu ze mną z dużej zjeżdżalni powiedziała „było super, ale następnym razem zjadę jak będę miała osiem lat”. Słowa dotrzymała choć do 8 urodzin brakuje jeszcze dwóch miesięcy. Jak tylko zobaczyła dużą zjeżdżalnię od razu postanowiła, że sama zjedzie. Zjechała pierwszy raz, z okrzykiem szczęścia na buzi i tym przekonała Sylwię. Wojtuś przekonać się nie dał ;)) Dziewczyny zjeżdżały, Wojtuś pilnował ich z dołu.
Oprócz basenu sporo czasu spędzaliśmy oczywiście nad morzem. Pływając, podziwiając podwodne życie, łowiąc muszelki:
Dzieci wybrały się też na część piaszczystą:
Troszkę pograliśmy:
Zwiedzaliśmy okolicę:
Nin, nazwany przez poetę Chorwackim Betlejem, bo tu wszystko się zaczęło, Chorwacja się zaczęła:
Raz, kiedy nasi tatusiowie oglądali kolejne mundialowe starcie my wybraliśmy się do Nin specjalnym pociągiem:
Podobnie jak w ubiegłym roku wybraliśmy się na wycieczkę do Zadaru, posłuchać morskich organów ale inaczej niż w rok temu oprócz nas na ten sam pomysł wpadło mnóstwo innych ludzi. Wszechobecność tłumu pozbawiła nas możliwości kontenplacyjnego wypoczynku. Na zdjęciach widać również jak dzieci z zaciekawieniem oglądają stragany z pamiątkami. Co roku problemem było to, że dzieci absolutnie wszystko chcą/”muszą!” mieć. Tym razem na granicy postanowiliśmy, że każde z dzieci dostaje do swojej wyłącznej dyspozycji konkretną sumę na pamiątki. Mogą kupować co chcą ale gdy pieniądze się skończą – trudno, nie ma zakupów. Wojtuś wydał swoje pieniądze dokładnie. Troszeczkę mu nawet zabrakło ;) ( wtedy wszystkim dzieciom dołożyliśmy po 5 kun) a Juleczka oszczędzała., musieliśmy ją przekonać, żeby jednak coś sobie kupiła. Tak czy inaczej dyskusji przy straganach tym razem zupełnie nie było. Kto ma pieniądze: kupuje a kto wydał już wszystko może tylko oglądać. A i dzieci były zadowolone, dumne, że maja swoje własne pieniądze, analizowały ceny, zastanawiały się co droższe co tańsze, dodając i odejmując ćwiczyły matematykę ;)
Co jeszcze robiliśmy w Chorwacji?
Odwiedzaliśmy knajpki, próbowaliśmy i pizzy, i grillowanych mięs i owoców morza.
Jedliśmy mnóstwo pysznych lodów. Dzieci nabyły też cenną umiejętność samodzielnego ich kupowania co znacznie nam ułatwiło leniuchowanie. Julcia doszła nawet do rekordowych pięciu wizyt w lodziarni jednego dnia. ;)
Dzieci uczestniczyły w zajęciach organizowanych przez animatorów. Z powodu bariery językowej głównie w tańcach. Za to i tych południowych w basenie:
Niewątpliwie największy przebój to „Cocodrillo” . Mamy klika nagrań i nawet tekst ściągnięty z internetu. Dzieci wciąż to tańczą i śpiewają.
Inną fajną atrakcja były skoki na bungee. Wszystkie nasze dzieci je uwielbiają:
Wieczorami wychodziliśmy z domu:
a później spacerowaliśmy po plaży, obserwowaliśmy autostrady mrówek:
odwiedzaliśmy langusty w akwarium:
i podziwialiśmy zachody słońca:
W drodze na pierwszy powrotny nocleg zajechaliśmy nad Balaton . Widok piękny ale woda zupełnie mętna stąd recenzja, którą wystawiła jej Julcia:
Gdy dotarliśmy do Pani Teri dzieci wskoczyły do małego baseniku, gdzie po chwili Wojtuś odrzucił makaron i pływał tak dobrze jak dziewczyny a wieczorem już w pidżamach nasze Trio zaprezentowało gospodarzom układ wokalno-taneczny pt:„Cocodrillo” oczywiście ;)
W kolejnym dniu naszego powrotu do domu postanowiliśmy zboczyć nieco z drogi i zajechać do ZOO w Nyiregyhazie. I chociaż nadłożyliśmy drogi, opóźniliśmy powrót do domu, na dworze był straszny upał -warto było. Można różnie mówić czy pisać o Zoo, np. że. to więzienie dla zwierząt. Jest to niewątpliwie prawda ale pocieszamy się myślą, że te zwierzęta, które obecnie mieszkają w ogrodach zoologicznych tam właśnie się urodziły, nie poradziłyby sobie na wolności i mają naprawdę dobre warunki.
Szczególnie urzekającym ( również architektonicznie ) miejscem jest nowo otwarte oceanarium.
Oczywiście jakąś przygodę musieliśmy mieć. Otóż: nie mieliśmy w ogóle pieniędzy ( tzn. forintów). Dotychczas za wszystkie węgierskie zakupy płaciliśmy kartą. A w kasie zoo stop! nie można. Kilometry nadłożone, dzieci nastawione i ....nic Miasto zupełnie obce, nie znajdziemy ani kantoru ani banku. Od pana wpuszczającego do zoo udało mi się po węgiersku! i na migi dowiedzieć, że niedaleko, po prawej stronie, w aquaparku jest bankomat. Uff! Udało się i mogliśmy podziwiać zwierzęta ( fokę udzielającą telewizyjnego wywiadu, oczywiście krokodyla i najbardziej wyczekiwanego przez Wojtusia nosorożca ), napić się i nawet zjeść lodowe kuleczki.
Wieczorem dojechaliśmy do Polski gdzie ze smakiem ( jak widać) zjedlismy pożegnalne tym razem pierogi.
Po powrocie do domu: wielkie pranie i sprzątanie. Dzieci szalały w basenie sąsiadów.
W weekend zawieźliśmy Julcię i Wojtusia do Dziadków. Zajechaliśmy jeszcze wszyscy razem odwiedzić niewidzianych od roku: moją szkolną koleżankę i kolegów dzieci: Emila oraz Akila. Wszyscy na stałe mieszkają w Izmirze w Turcji i w Polsce spędzają tylko miesiąc wakacji ale dzięki rodzicom chłopcy pięknie mówią po polsku i są bardzo otwarci i sympatyczni. Bardzo ich lubimy i chętnie się spotykamy. Zresztą zobaczcie, że zabawa była fantastyczna:
Jeszcze tylko wspólne lody:
i dzieci pobiegły bawić się z kolegami „pod fontanną”.
Nam, zostało pożegnać się, wrócić do domu, do pracy i tęskniąc czekać na telefon...
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 8 (Komentarze)
wakacje....
Rozpoczęły się fantastyczną zabawą urodzinową Marcina, najlepszego kolegi Wojtusia.
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 4 (Komentarze)
czas podsumowań
Postaram się w miarę chronologicznie.
Oprócz wyjść do kina dzieci wykorzystują każdą słoneczną chwilę, których tak bardzo mało tego roku, na pobyt na dworze, najchętniej na jazdę na rowerze.
Słoneczny dzień udało się złowić przedszkolakom i wykorzystać na zaległą wycieczkę. Świetnie się bawili w Muzeum Wsi Lubelskiej czyli w Skansenie po prostu. Zdjęcia jak zwykle mamy dzięki uprzejmości Pani Joli, której bardzo dziękujemy.
Starszaki zwiedzały Lublin podróżując Ziutkiem, czyli wycieczkowym trolejbusem. Oprócz samej wycieczki największa atrakcją było kasowanie biletu;))
Przedszkolaki po powrocie z wycieczek przygotowały program artystyczny dla swoich młodszych kolegów, których powitają we wrześniu i zaprezentowały na dniach otwartych. Wojtuś już drugi raz zagrał swoją wymarzoną rolę: rycerza. Wykorzystał atrybuty przywiezione z Torunia. Wiemy z „pewnego źródła”, że maluchom bardzo się podobał. ;))
Julcia w szkole wystąpiła wraz „Małymi Iskierkami” wystąpiła na koncercie laureatów czyli podsumowaniu całorocznych uczniowskich osiągnięć. Sama również wróciła z dyplomem.
... i zaczął się czas podsumowań, pożegnań, przygotowania do wakacji. Z ostatnich zajęć teatralnych Julcia i Wojtuś wrócili z pamiątkowymi płytami, na których były zdjęcia :
W ostatnich dniach w przedszkolu i szkole odbyły się uroczystości zakończenia roku szkolnego.
Wojtuś uczęszczał do zerówki i choć sam w przedszkolu jeszcze zostaje to musiał pożegnać swoich kolegów. Dzięki pracy Pani Tereski i rodzicom z Rady Rodziców było bardzo pięknie i uroczyście. Dzieci pożegnały przedszkole : pięknie śpiewały i tańczyły:
recytowały, ale kamera niestety była zbyt daleko by wśród oklasków wyłowić wiersze ;)))
zaprezentowały umiejętności jakie nabyły na zajęciach z języka angielskiego: i na tańcach prowadzonych przez Panią Kasię:
a na koniec po odebraniu dyplomów i zjedzeniu tortu szalały na dyskotece:
W piątek było zakończenie roku w szkole. Najpierw część wspólna oficjalna i artystyczna na sali gimnastycznej a później rozdanie świadectw w klasie.
Jesteśmy bardzo dumni ze swoich dzieci. Julceczka przyniosła do domu świadectwo z wyróżnieniem oraz nagrodę a Wojtuś dyplom wzorowego przedszkolaka.:). Zasłużyli na wspaniałe wakacje.
Po tych wszystkich oficjalnych emocjach były jeszcze ostatnie w tym roku zajęcia na basenie. Tym razem szaleństwo z piłkami.
ps. gratulacje dla Wujka Janusza!!!
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 3 (Komentarze)
Dziduszki w Toruniu
Postanowiliśmy wyjazd maksymalnie uatrakcyjnić i na środek lokomocji wybraliśmy pociąg. Była to dla dzieci pierwsza taka wyprawa. Kiedyś ze dwa lata temu przejechaliśmy się koleją z Nałęczowa ale przecież 20 min spędzonych w pociągu to jednak nie to samo co 5,5 godzinna podróż.
Piątek przywitał nas upałem. Spakowani, każde dziecko ze swoim plecaczkiem, czekaliśmy na taksówkę, która była zresztą kolejną atrakcją. Jazda bez fotelików! ;))
W pociągu na szczęście było dosyć pusto, aż do Warszawy siedzieliśmy sami w przedziale. Tylko ten upał. Podczas jazdy było jeszcze nawet znośnie ale 15 min. Postoju na Dworcu Centralnym to prawdziwy koszmar.
Do celu dojechaliśmy ok 18. Zameldowaliśmy się w hotelu, szybki prysznic i wyruszyliśmy nad Wisłę. Wielka rzeka wyglądała groźnie, choć Torunianie zapewniali, że wszystko jest pod kontrolą, druga fala powodziowa nie była groźna dla miasta. A jeszcze miesiąc temu Wisła podeszła pod mury miasta zalewając deptak i ulicę.
Znad Wisły udaliśmy się na Stare Miasto. Pod dom, w którym urodził się i mieszkał Mikołaj Kopernik, stojący niemalże po sąsiedzku z „naszym” hotelikiem.
I na Stary Rynek. Tam trafiliśmy na otwarcie spartakiady koszykarskiej dla uczniów szkół podstawowych. Tata spotkał kolegę ze szkolnej ławy a dzieci zachwycały się balonikami, które frunąc w niebo uświetniły ceremonię otwarcia.
Podziwiliśmy pomniki ( w tym ten najważniejszy: Mikołaja Kopernika- Torunianina) , poznawaliśmy legendy jak np. tą o flisaku, który grając na skrzypkach wyprowadził z miasta plagę żab.
Spacerując dotarliśmy na kolację, którą zjedliśmy w przemiłym towarzystwie w indyjskiej restauracji.
Wracając, podziwialiśmy Toruń nocą: Pięknie oświetlony, niesamowity teatr dla dzieci Baj Pomorski. Jego fasada przypomina starą szafę i zdobywa liczne nagrody w architektonicznych konkursach:
ruiny zamku krzyżackiego:
ozdobne mury:
żonglerskie popisy na rynku:
i zawitaliśmy nad Wisłę:
W sobotę rano mama załatwiła swoje służbowe sprawy a ok południa..... Było to przesympatyczne. Na nas wszystkich, nie tylko na dzieciach, zrobiło duże wrażenia. Fantastyczny pomysł. Przewodnik o wszystkim co dotyczyło Mikołaja Kopernika mówił w pierwszej osobie. Fajnie.
Wspólnie przeszliśmy po Starym Mieście. Tym razem poznając historię. Znów zawitaliśmy pod teatr tym razem podziwiając fasadę w dziennym świetle.
Pod ratuszem dołączyła do nas Katarzynka z pysznymi piernikami. mniam, mniam....
Obejrzeliśmy 40 min spektakl o kosmosie.
W porze obiadowej spotkaliśmy się z Ciocią Izą, Wujkiem Januszem i Kamilkiem, którzy zaprosili nas na obiad do pierogarni a następnie do Cioci Ani, Wujka Łukasza i Oli na pyszne ciacha. Tam też Julcia i Wojtuś na podwórku wykorzystali okazję by trochę pobawić się swoimi pamiątkami z Torunia. Julcia piłeczką a Wojtuś kompletował strój rycerski.
Wieczorem umówiliśmy się na lody ze znajomymi.
A kiedy deszcz przerwał spotkanie, zostaliśmy zaproszeni do ich domu. Bardzo miłe spotkanie. My pogadaliśmy z rodzicami a nasze dzieci zaprzyjaźniły się z Mateuszem i Mikołajem. Zwłaszcza Wojtuś jest zachwycony swoim nowym kumplem z Torunia- Mateuszem. Oczywiście zaprosiliśmy ich z rewizytą. Czekamy. Na razie chłopcy kontaktują się telefonicznie.
W niedzielę pogoda wyraźnie się popsuła. Zrobiło się zimno. Na szczęście mieliśmy bluzy.
Po śniadaniu poszliśmy na mszę św. do pięknej, właśnie restaurowanej Bazyliki świętych Janów a później na ostatni spacer po rynku. Zakupiliśmy mnóstwo toruńskich pierników, Wojtuś uzupełnił rycerski rynsztunek.
Sprawdziliśmy czy Krzywa Wieża rzeczywiście jest krzywa:
a ok południa wymeldowaliśmy się z hotelu:
i udaliśmy się na dworzec:
po 5,5 godz. szczęśliwie wróciliśmy do domu.
Wszyscy jesteśmy zachwyceni Toruniem i Toruńczykami. Przepiękne miasto i przesympatyczni ludzie. Dla nas fantastyczny rodzinny czas.
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 9 (Komentarze)
oktawa
U nas jak zwykle trochę ;) się działo.
W sobotę mama domknęła drugą osiemnastkę z małym ogonkiem. Przy tej okazji, wyjątkowo pozwolę sobie na prywatę i podziękuję za wszystkie życzenia przekazywane najróżniejszymi drogami, z których wiele było od „smykowych” koleżanek a jeszcze więcej od czytelników: dziękuję bardzo! My rodzinnie świętowaliśmy tradycyjnie obiadem w restauracji. Tym razem na starówce.
W poniedziałek Julcia wraz z kolegami z klasy przygotowywała program artystyczny na wręczenie nagród w konkursie plastycznym o wiośnie, tańczyła i recytowała:
A dziś uroczyste zakończenie oktawy Bożego Ciała. Za nim dotarliśmy do kościoła byliśmy jeszcze w szkole na probie generalnej święta rodziców, które odbędzie się jutro, a na którym nie możemy być (ale o tym w następnej notce) i na zajęciach teatralnych. Na szczęcie udało nam się nie spóźnić na uroczystości. Wojtuś tradycyjnie dzwonił dzwoneczkiem. Dzisiaj procesja była krótsza więc siły wystarczyło do samego końca ;). Julcia również miała wziąć czynny udział w procesji. Tym razem nie przyjechali Dziadkowie i nie przywieźli kwiatków do sypania ;( ale dzięki Paniom: Joli, Weronice, Eli, Marzenie i Wujkowi Jurkowi, którzy ogołocili swoje ogródki Julcia miała tyle płateczków, że dzieliła się nimi z koleżankami. Bardzo, bardzo serdecznie dziękujemy!!!
Procesja jak zwykle w naszej parafii radosna. Dzieci ubrane dowolnie ale elegancko, niekoniecznie w równych rządkach ale za to entuzjastycznie towarzyszyły Panu Jezusowi na wiejskich drogach.
Radość pogłębił jeszcze Ksiądz Proboszcz, który po błogosławieństwie zaprosił wszystkie dzieci pod ołtarz i wszystkie częstował słodyczami. Dzieci było naprawdę dużo miska ze słodyczami też nie mała ale wyglądało na to, że nie wystarczy dla wszystkich. Dzieci były zachwycone i tuż po wyjściu z kościoła natychmiast przystąpiły do konsumpcji prezentując szczęśliwe, umorusane czekoladą buzie.
Nasze oczywiście pogadały jeszcze z Dorotką, Martą i Wojtusiem. O czym?
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 3 (Komentarze)
aktualności, rozmaitości
We wtorek Dzień Dziecka. O prezenty zadbali Dziadkowie. My w ramach spędzania wolnego czasu i ze względu na „obowiązki” Wojtusia udaliśmy się z dziećmi do centrum handlowego. Atrakcji była moc. Julcia i Wojtuś zastanawiali się czy to dzień dziecka czy dzień Shreka bo postacie z tej bajki były wszędzie. Fajnie.
Julcia wzięła też udział w konkursie wiedzy o Shreku. Wygrała domino z Toy Story. Wojtuś się bardzo ucieszył.
A Wojtuś? Wojtuś wraz z dziećmi ze swojej grupy, pod opieką Pani Joli, przygotowany przez Panią Kasię brawurowo odtańczył: „Opa, Opa”, fr występu prezentujemy:
Tego samego dnia rano w szkole Julcia wystąpiła w koncercie „mini playback show”. Zaprezentowała utwór :To nie ja”. I choć nie stanęła na podium wróciła do domu z pamiątkową, fantazyjną gumką na włosy.
W ramach unijnego programu „Ruch radością dzieci” w kilku lubelskich podstawówkach organizowane są dodatkowe zajęcia gimnastyki artystycznej w ramach SKS-ów. Najlepsi prezentują swoje umiejętności na festiwalu odbywającym się w dużej, profesjonalnej hali sportowej.
(Julcia baardzo lubi te zajęcia i prowadzącą Panią Anetkę. W domu ćwiczy, robi przewroty do przodu i do tyłu, staje na rękach, robi mostki, trenuje do gwiazdy i szpagatu.)
Na widowni zasiedliśmy całą rodziną. Zachwycił nas efekt pracy Pani Anetki, występ grupy z naszej szkoły.
Dzieci ze starszych klas prezentowały się w dużej grupie a szóstka pierwszaczków synchronicznie ćwiczyła na ławeczkach obok. Z powodu tej zaskakującej synchroniczności zapatrzeni w grupę omal nie przegapiliśmy występu Julci. Na szczęście choć przypadkiem nagrałam ostatnie Jej przejście po ławeczce.
Cała impreza zrobiła na nas ogromne wrażenie również profesjonalizmem przygotowania i prowadzenia. Choreografią wejść, zejść, prezentacji poszczególnych szkół.
Tym bardziej żałowaliśmy, że nie możemy zostać do końca a Julcia nie może uroczyście odebrać medalu ( na szczęście odebrała go już od Pani Anetki, która dokonała bardzo uroczystej dekoracji) ale śpieszyliśmy się do innej szkoły po..... wyróżnienie Julci.
Mama do pracy a chłopcy wraz z Julcia laureatką na uroczystą galę.
Julci praca: portret mamy została wyróżnione w konkursie plastycznym. Na konkurs napłynęło 200 prac. My cieszymy się tym bardziej, że do tej pory nie uważaliśmy, że nasze dzieci mają zdolności plastyczne. ;))) chyba czas zmienić zdanie.
Na zdjęciu widoczna nagrodzona praca ( podobna?) oraz moment wręczania dyplomu.
We czwartek Boże Ciało. Trudny to rok. Ciągle pada, na dzień uroczystości też zapowiadano ulewy. Kwiaty nie kwitną. Mieliśmy problem skąd zdobyć te potrzebne Julci do sypania.
Z pomocą przybyli Dziadkowie, którzy dowieźli ooogromne pudło płateczków. Babcia zastanawiała się nawet co zrobimy z tymi, które zostaną. Ten dylemat okazał się jednak nie warty roztrząsania gdyż Julcia wraz z koleżankami bardzo entuzjastycznie przystąpiły do usypywania kwiatami drogi przejścia Najświętszego Sakramentu. Kwiatków nie oszczędzały. Na trasie do ostatniego ołtarza potrzebna była nawet mała reglamentacja. ;))
Procesja jak zwykle w naszej parafii spontaniczna i bardzo radosna. Wojtuś dzwonił dzwoneczkiem ile sił wystarczyło. Po każdym kolejnym ołtarzu co raz słabiej. Przy ostatnim pomagał mu Dziadzio.
Pogoda przepiękna.
Bogu dzięki!!!
Dziewczynki, które spotkały się na procesji postanowiły uczcić święto również świetną zabawą i na popołudnie umówiły się z Kingą tym razem u Dorotki , Marty i malutkiego ( rocznego ) Wojtusia.
Niestety prognozy meteorologów się sprawdziły i tuż przed wyjście z domu nad nami przeszła ogromna ulewa. Na spotkanie pojechaliśmy jak tylko deszcz troszkę się uspokoił. Jak zawsze była fantastyczna zabawa. Prawdziwe szaleństwo.
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 6 (Komentarze)
wiele atrakcji
W piątek w przedszkolu odbyły się uroczystości z okazji Dnia Mamy i zbliżającego się Dnia Taty. Ponieważ nasz Tata dyżurował na widowni zastąpiła go Juleczka. Dzieci przedstawiły krótką sztukę o tym, że nie ważny jest wygląd a tylko miłośc rodziców do dzieci ( Wojtuś zagrał rycerza) oraz "montaż słowno-muzyczny". Nie będą pisała o tym jak bardzo wzruszająca była ta uroczystość. Wszyscy, którzy mnie znają- wiedzą. Napiszę za to o budzącym podziw profesjonaliźmie wykonawców i o niezwykłej, budzącej szacunek i nasza wdzięczność pracy, którą wykonała Pani Tereska- reżyser.
Czytelnicy sami mogą ocenić efekt na króciutkich filmikach:
Choć obie i ja i Julcia klikałyśmy fotki to po powrocie do domu okazało się, że w aparacie nie ma ani jednego zdjęcia z uroczystości ;(.
Uratowały nas na szczęcie Pani Tereska i Mama Marcina udostepniając zdjęcia ze swoich aparatów.
Prosto z przedszkola pojechaliśmy na basen.
W sobotę wybraliśmy się do Teatru Andersena na premierę sztuki pt „ Król Maciuś I”. Miejsca mieliśmy wyborowe: w pierwszym rzędzie, towarzystwo świetne- były z nami Agnieszka i Łucja z Mamami a na scenie mnóstwo znajomych: i Spacja i Shift i aktorzy prowadzący warsztaty teatralne. Dodatkową atrakcją był 10 letni Jakub w tytułowej roli. Przedstawienie zrobiło na nas wszystkich ogromne wrażenie. Co tu dużo.... momentami było naprawdę strasznie. Ale nie łatwo jest przestraszyć nasze dzieci, obyte z teatrem.
Wrażenie było tak duże, że prosto z teatru pojechaliśmy do empiku, żeby zakupić pełną książkowa wersję Króla Maciusia. Nabyliśmy audiobooka i teraz słuchamy w samochodzie.
W niedzielę: rano jak zwykle poszliśmy do kościoła, przed mszą było niezwykle owocne spotkanie dla dzieci (ale o nim za chwilę). A po obiedzie pojechaliśmy na festiwal: „Rytm i melodia”, na którym tradycyjnie od lat prezentują swoje talenty lubelskie przedszkolaki. Wojtuś wraz z kolegami ze swojej grupy odtańczył taniec „Opa, Opa”
Po festiwalu „zbieraliśmy owoce” spotkania przed mszą św. Po pierwsze Ksiądz Proboszcz częstował dzieci jabłkami i to jest owocność wprost, po drugie podrzucił nam fajny argument dlaczego trzeba unikać złego towarzystwa, a po kolejne dziewczynki, które były na spotkaniu po wyjściu z kościoła nie mogły się nagadać i postanowiły spotkać się raz jeszcze po południu i to kolejny owoc, niezwykle sympatyczny. Spotkanie jak zwykle można opisać jednym słowem: szaleństwo. Dorotka, Marta, Kinga, Julcia i Wojtuś bawili się świetnie, wymyślali co chwilę nowe atrakcje. Największym problemem było rozstanie.
A dziś przedszkole miało wyjechać na wycieczkę. Ulewa pokrzyżowała plany. ;(((
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 2 (Komentarze)
i....
Właściwie tak właśnie jest ale jeszcze dużo pracy przed nami. Sprzątanie, układanie.
W tle remontu minął kolejny tydzień i wydarzenia warte zapamiętania. W kraju wciąż ogromna powódź, programy informacyjne pełne przerażających zdjęć i wiadomości.
W piątek Julcia wraz ze swoją klasą wyruszyła na wycieczkę. Dzieci spędziły ten czas w gospodarstwie agroturystycznym pod Lublinem grając, bawiąc się na dworze ( deszcz był tylko przelotny) i piekąc rogaliki. Wróciły tak bardzo zadowolone jak na chwilę przed wyjazdem:
Dobry humor nie opuszczał Julci również na basenie:
Deszcz pada i pada ale muszę napisać, że zdarzył się pierwszy naprawdę ładny, słoneczny weekend.
Korzystając z pogody Julcia wyjęła rower i przemierzała okoliczne dróżki. W niedzielę ja z Wojtusiem towarzyszyliśmy jej na spacerze, Tata dyżurował.
W sobotę dzieci były na ostatnich zajęciach z robotyki. Tym razem zabawy było jeszcze więcej niż zwykle.
Następne zajęcia dziecięco uniwersytetu będziemy wybierali już w semestrze zimowym.
A wieczorem Julcia wraz z sąsiadką pięcioletnię Ewą postanowiły wspólnie nocować u naszych sąsiadów. Wyszykowana Julcia poszła do Ewy ok godz 20.00 i.... wróciła przed 22.0 ;)
W niedzielę oprócz spacerowania i dwukrotnej wyprawy do kościoła ( raz byliśmy na mszy św. a raz podpatrywaliśmy przez chwilę uroczystość I Komunii, która przecież czeka nas już za rok) byliśmy również w Teatrze Muzycznym na Calineczce. W bardzo miłym towarzystwie Agnieszki i Łucji. Jak zwykle baardzo nam się podobało. Wojtuś postanowił, że będzie bił brawo nieprzerwanie do nocy . Siły i entuzjazmu wystarczyło mu aż do drzwi teatru;). Spektakl nas wszystkich oczarował. Na słowa pochwały zasługuje gra i śpiew aktorów ( w tym dzieci w rolach głównych ) i reżyseria i muzyka i.... ja jednak zawsze i tym razem patrzyłam z zachwytem na kostiumy, na ich projekty i jakość wykonania.
Po tych wszystkich emocjach odwiedziliśmy jeszcze moja koleżankę. Pogoda się zepsuła. Zdjęć nie było ale dzieci wciąż miały siłę na szaleństwo z Konradem i Karoliną, kolegami z 5 i 6 klasy. ;))
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 6 (Komentarze)
ciągle pada.....
Na południu kraju powodzie, wiadomości przerażające. Pogoda za oknem jest naprawdę przygnębiająca ;(. W tych warunkach remont znosi się jeszcze trudniej, nie ma czasu ani weny do pisania.
Jednak próbuję się zmobilizować.
Miniony weekend miał być dla nas czasem wytchnienia od remontu.
Ja miałam służbowy wyjazd do Warszawy. Postanowiliśmy, że pojedziemy wszyscy razem. Mama na zajęciach a dzieci z Tatą będą zwiedzali stolicę. Plan był niezwykle ambitny. Dzieci szczegółowo wiedziały co chcą zobaczyć. Wojtuś: pomnik Fryderyka Chopina, Julcia: Pałac Prezydencki i Zamek Królewski i koniecznie chciała spotkać się z Lenką. My dorzuciliśmy jeszcze wizytę w zoo. Wszystkie te plany zniweczyła pogoda. Już z pierwszego spaceru dzieci wróciły kompletnie przemoczone. Natychmiastowej zmiany wymagały spodnie, skarpety i buty. Spacer po starówce zamieniliśmy na zwiedzanie Pałacu Kultury. Wjazd windą na 30 piętro oraz propagującą proekologiczne zachowania wystawę „Nasza Ziemia”. Julcia i Wojtuś zrobili również zakupy na Targach Książki. Jasne stało się, że z sobotniej wyprawy do ZOO też nici. W tej sytuacji Julcia i Wojtuś pod opieką Taty oraz Lenka i Agnieszka pod opieką Mam udali się do Muzeum Techniki a później do Muzeum Ewolucji. Niestety nikt nie wziął aparatu ;((
Po zwiedzaniu wyruszyli na pizzę a później Metrem do Lenki. Tam Maciuś zastąpił śpiącą Agnieszkę a Ciocia Asia uwieczniła świetną zabawę.
Nasz plan po modyfikacji przewidywał zwiedzania starówki w niedzielę. I znów rano za oknem ujrzeliśmy strugi ulewy. Pozostało podziwianie panoramy Warszawy z hotelowego okna.
Po moich zajęciach szybciutko wsiedliśmy do samochodu i do domu. Tego dnia w naszej parafii miało być poświęcenie pól i musieliśmy przygotować „nasz” krzyż. I tu pogoda zmusiła do weryfikacji planów. Zamiast tradycyjnej, długiej, licznej procesji Ksiądz Proboszcz wraz z ministrantami podjeżdżał, modlił się i błogosławił przy kolejnych stacjach:
i wciąż pada....;(
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 2 (Komentarze)
Hip Hop
Na zewnątrz życie toczy się normalnym tempem.
Po za cyklicznymi zajęciami w których oczywiście mimo remontu regularnie uczestniczymy wczoraj byliśmy z Wojtusiem na turnieju Hip Hopu w jednej z lubelskich szkół tańca.
Startowały przedszkolaki. Wojtuś tańczył z pełnym zaangażowaniem wykonując liczne HipHopowe figury oddał charakter tańca. Julcię również porwała muzyka i w przerwie dołączyła do tańczących.
Turniej wygrała Daria z grupy Wojtusia. Serdecznie gratulujemy!
A poniżej relacja z turnieju. Wojtuś tańczy z numerem 21:
Miło nam będzie przeczytać komentarz:
Dziękujemy! : 6 (Komentarze)
Tak było: Archiwum: 2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec |
Odwiedziło nas 80816 przemiłych gości. Dziękujemy i ponownie zapraszamy !
|
|||||||||||||||||||||||
![]() |
||||||||||||||||||||||||