| |
Wszystkim naszym gościom dziękujemy za odwiedzinki
i prosimy: zostawcie ślad, że u mnie gościliście.
Ja chętnie też Was odwiedzę :)


"Wiele z tego, czego potrzebujemy, może czekać.
Dziecko nie może, bo właśnie teraz jest czas
formowania się jego krwi i kształtowania świadomości.
Dziecku nie możemy powiedzieć: jutro.
Imię jego jest: dziś".
 |
|
 |
| |
2009-12-23 22:45:46
Maks ma już miesiąc
Czas leci. Strasznie szybko. Ostatnio pisałam, że za dwa dni cesarka, a teraz już od miesiąca Maks jest z nami. Nie mam na razie czasu pisać na blogu, ale chociaż parę fotek wrzucę.
Maks po urodzeniu, jeszcze w szpitalu:
Już w domu:
Maks ma miesiąc:
|
|
 |
|
 |
 |
|
 |
| |
2009-11-21 22:18:43
Jeszcze dwa dni...
Na wtorek 24 listopada mam wyznaczony termin cesarki. Już się denerwuję... Z Bartusiem nie zdążyłam się umówić, bo synek sam stwierdził, że wychodzi. To dziwne uczucie wiedzieć, że już za dwa dni będzie nas czworo. Z drugiej strony o tyle lepiej, że wiele rzeczy da się wcześniej zaplanować - na przykład opiekę dla Bartusia, bo mam się do szpitala zgłosić na 6.50, a tak rano przecież nie będziemy dziecia ciągnąć.
Dziś była akcja składania łóżeczka - Bartuś cały podekscytowany Tacie "pomagał", śrubki kręcił (i gubił), a teraz oczywiście w tym łóżeczku śpi, bo przecież musi wypróbować, czy na pewno Tata dobrze je złożył, czy materac wygodny...
Trzymajcie za mnie kciuki :)
A z Bartusiowych tekstów:
Stoimy w laboratorium. Stoi też jakiś pan. Bartuś na niego spogląda i pyta:
- Dlacego Pan patsy na moją mamę?
Pan lekko spłonął...
***
- Bartuś, powiedz hulajnoga.
- Hujanoga :)
|
|
 |
|
 |
 |
|
 |
| |
2009-11-01 9:51:44
W wielkim skrócie
Coś przez tę ciążę nie mam ani siły, ani ochoty na pisanie - niestety. Może się zmieni, kiedy się już Bartusiowy braciszek urodzi... To już końcówka ciąży i szczerze powiedziawszy - mam już dość. Już nie mówię o tym, że czuję się jak hipopotam, ale najgorsze jest to, że od chyba trzech miesięcy walczę ze straszliwą swędzącą wysypką. Niestety trzeba było włączyć claritine i doraźnie smarować Elocomem. Wiem, że to nie do końca dobrze, ale po konsultacji z ginekologiem i dermatologiem okazało się, że nie ma innego wyjścia. Mam wysypane całe zewnętrzne strony ud i na nieszczęście... no powiem to, niech będzie - tyłek :( Nie dość, że nie ma jak leżeć, bo swędzi i wielgachny brzuch przeszkadza, to jeszcze siedzieć też coraz gorze - bo swędzi. Eh, już nie mogę się porodu doczekać. Liczę, że jeszcze ze 2,5 tygodnia, bo ze względu na mnie będę mieć drugą cesarkę, więc termin będzie umawiany. No chyba, że nie zdążę się umówić - tak jak to było z Bartusiem.
A co do Bartusia - tego słodziaka mojego :) Więc po pierwsze gada jak najęty, od rana do wieczora. Choć właściwie to nie do końca prawda, bo w nocy też gada. A jego bezustanne pytanie "dlaczego" już zaczyna mi się po nocach śnić.
Jest jeszcze jedno też właściwie bezustanne pytanie: "Mama, jak się nazywa ten samochód?". I nie wystarczy odpowiedzieć np. opel, bo zaraz kolejne pytanie się pojawia "Jaki opel"... W samochodzie to już powoli nie ma sensu radia włączać, bo i tak młody non stop nadaje. Ale nie powiem - na samochodach się zna :) Ostatnio podobno zaskoczył swojego 6-letniego kuzyna stwierdzeniem: "O, toyota yaris" heheh. Chyba po tatusiu to dziecko moje ma taki zapęd do motoryzacji, chociaż mama też lubi... nie powiem.
Postanowiłam ostatnio wysłać Bartusia na takie spotkania do Centrum Rowoju Dziecka, bo strasznie się ten mój dzieciak nudzi w domu, a na długie wypady na dwór to po pierwsze ostatnio nie pogoda, a po drugie ja już nie daję rady, bo mi kręgosłup posłuszeństwa odmawia. Fajne te zajęcia - i zabawa, i nauka. Panie miłe, dzieci nie za dużo.
Pierwszego dnia Bartek odmówił zupełnie współpracy - najpierw nie chciał w ogóle wejść, a potem jak dorwał wielką plastikową śmieciarę, to nie było mowy, żeby na przykład poszedł porysować. Za drugim razem już lepiej było, powoli przestał być taki aspołeczny :) No, i trzeciego razu już nie było, bo młodego choróbsko dopadło :( Niby nic - katar. Tyle że oprócz tego gorączka prawie 39. Po dwóch dobach gorączka zeszła, katar został, dołączył kaszel.
Po tygodniu, kiedy już stwierdziłam, że następnego dnia pójdzie do przedszkola - znów gorączka. I to wredna strasznie - wysoka, nie dająca się zbić i wracająca po 3 godzinach. Najgorzej, że Bartek nie reaguje zupełnie na paracetamol, a nurofen można podawać max. 4 razy na dobę. Zawołaliśmy lekarza i okazało się, że młody ma migdały zawalone :( Już nawet ja ten wredny nalot widziałam. Skończyło się niestety na Bactrimie i chyba była to dobra decyzja (mimo że bronię się przed antybiotykiem jak długo się da), bo po dwóch dawkach już było widać poprawę.
No i znów mam dylemat, co z tym przedszkolem robić, bo jednak bym chciała, żeby chociaż dwa razy w tygodniu chodził na te zajęcia, ale z drugiej ja już jestem tak blisko rozwiązania, a jak się okaże, że po dwóch "pójściach" młody znów się rozchoruje, a mi przyjdzie w tym czasie rodzić albo z noworodkiem do domu wracać? Sama nie wiem, co robić...
|
|
 |
|
 |
 |
|
 |
| |
2009-06-30 13:18:42
Nareszcie czuć, że jest lato :)
O wczoraj w końcu można powiedzieć, że faktycznie lato nadeszło. Pewnie i tak po południu padać będzie, ale i tak jest fajnie. Wczoraj odwiedzaliśmy ciocię Anie i jej miesięcznego synka Szymona i "wietrzyliśmy się" na tarasie, a dziś od rana Bartuś się basenował w naszym ogródku. Ileż to radości może sprawić dziecku słońce i trochę wody! Bartek w basenie siedział ponad godzinę. Nalewał, przelewał, wylewał, mył kamienie, gasił pożary, a matka przynajmniej posiedzieć mogła i kawkę spokojnie wypić. Bo na placu zabaw tak dobrze nie ma niestety. Bo piaskownica nadal jest na 5 minut. Młody lata jakby miał motorek w tyłku, a matka za nim, bo przecież wspina się po czym tylko możliwe. A mi z coraz większym brzuchem niestety coraz trudniej za nim nadążyć.
Dlatego całe szczęście, że chociaż niewielki ogródek mamy, i że dziecko kocha się w wodzie pluskać.

A z pozostałych wieści: ostro nocnikujemy. I - nie chcę zapeszać - z całkiem niezłym i wynikami. Dziś szósty dzień bez pieluchy w domu i na ogrodzie i od czterech dni z siusianiem żadnej wpadki. co prawda jeszcze to ja bardziej Bartusia pilnuję niż on sam siebie, ale już potrafi wstrzymać i nie zrobić do majtek. Dopiero dwa razy się zdarzyło, że sam zawołał, ale i tak uważam, że to sukces. Niestety gorzej z kupą. Ta generalnie ląduje w majtkach albo w pieluszce, kiedy mu zakładam do spania. Nie wiem, czy się boi synek kupę do nocnika zrobić, czy może jest to tylko kwestia tego, że nie przyzwyczajony w pozycji siedzącej robić. Wczoraj już powoli zaczynałam się martwić, bo przez całą niedzielę i wczoraj do popołudnia kupy nie zrobił w ogóle. A wiem, że czasem tak się zdarza, że dzieci potrafią i kilka dni trzymać ze strachu przed zrobieniem do nocniczka. Na szczęscie tak go wczoraj przypiliło, że nawet nie zdążyła z nocnikiem podlecieć, bo w locie zrobił.
No nic, poczekamy aż się sam przełamie. Ważne, że z siusianiem sobie radzimy :)
|
|
 |
|
 |
 |
|
 |
| |
2009-05-25 13:12:35
Wracamy
Dość długo nas nie było, ale wracamy :) Przez ostatni okres Bartek bardzo się zmienił. Chce być coraz bardziej niezależny, wszystko chce robić sam, a jak mu nie wychodzi, to się strasznie denerwuje. Ale przy okazji jest słodki strasznie, bo jak zaczynam cokolwiek robić, to synek pyta: "Mogę pomóc?". No i pomaga, co mam zrobić :) A że przy okazji wszystko trwa trzy razy dłużej, to już inna sprawa :) Zaczyna się na dodatek z nami kłócić. Kiedy mówię:"nie zamykaj drzwi", Bartuś na to: "zamykam". Kiedy mówię, że czegoś nie może, to synek oczywiście "mogę". I tak cały dzień. Już nie mówię o tym, że młody ma normalnie motorek w tyłku. Na placu zabaw ani chwili nie posiedzi w piaskownicy, tylko biega po całym placu, a ja oczywiście za nim, bo przecież jeszcze gzub za mały jest, żeby na wszystko wchodzić sam. Po dwóch godzinach przychodzę tak skonana, że nic tylko się spać położyć. Ale gdzie tam, bo przecież synek nadal energii ma mnóstwo i jeszcze w domu poskakać musi. Perpetum mobile normalnie :)
Żebym ja chociaż 25% tej jego energii miała. A ostatnio mam jej niestety bardzo mało, a to z tego powodu, że okazało się, że Bartuś na początku grudnia przestanie być jedynakiem :) Tak, tak, tylko nie wiadomo jeszcze czy siostrzyczkę będzie miał, czy braciszka. My mamy nadzieję, że córa będzie, ale tak naprawdę to najważniejsze, żeby zdrowe było.
A tu aktualny kawaler mój :) Nie wiem tylko, skąd mu sie wzięło to puszczanie oczka do obiektywu :))

|
|
 |
|
 |
 |
|
 |
| |
2009-03-20 13:21:36
No i gdzie ta wiosna?
Bo już mam normalnie wrażenie, że nigdy nie przyjdzie :( Wczoraj, kiedy rano wstałam, myślałam, że mam jakieś omamy - patrzę za okno, a tam pełno śniegu. Do popołudnia stopniał, ale co z tego, skoro dziś rano widok przez okno dokładnie taki sam. Eh... No i zimno przy tym okrutnie. Niby temperatura w plusie, ale wiatr przenikliwy wieje. W końcu jednak wybraliśmy się z Bartusiem na krótki spacer, bo ileż w domu można siedzieć? Od niedzieli siedzieliśmy, więc już dziś powiedziałam dość. A siedzieliśmy dlatego, że Bartek skądś rotawirusa złapał. Skąd - nie mam pojęcia. W każdym razie dzięki temu, że był szczepiony, skończyło się na lekkiej temperaturze przez 2 dni i rozrzedzonej kupie. Za to udało mu się skutecznie moją mamę zarazić, która szczepiona nie była, więc... wiadomo, lekko nie było. My z Jarkiem na szczęście niewielkie tylko objawy żołądkowe mieliśmy (właściwie ja jeszcze mam), ale to da się przeżyć.
Przez te dni wynudziliśmy się z Bartusiem strasznie, no bo ile można rysować, lepić z ciastoliny, układać puzzle czy klocki? Dzieciak nie miał się gdzie wylatać, więc po domu popołudniami szalał.
Rozwinął nam się ten nasz smyk ostatnio bardzo. Mówi pięknie zdaniami, powtarza wszystko. I naprawdę można się z nim już dogadać.
Bartuś (biega po pokoju z plastikowym pistoletem): - Mogę mamę ścielić?
Tata: - Nie możesz.
B: A mogę lampe ścielić?
Poza tym pięknie układa puzzle już nawet z 15 elementów, buduje z klocków, bawi się samochodami.
A wczoraj został prekursorem nowego rodzaju sztuki - malowania śliną po skórzanych krzesłach :( Z tego powodu akurat matka mniej szczęśliwa.
|
|
 |
|
 |
 |
|
 |
| |
2009-03-06 23:10:38
Takie tam
Powoli wychodzimy "na prostą". Bartusiowi - odpukać - tylko katar został. Męczy się z nim już biedak od 3 tygodni. Podejrzewam, że to alergiczny, bo jak mu nie dam Zyrtecu, to woda z nosa leci. Przez parę dni mieliśmy w domu szpital, bo się wszyscy rozłożyliśmy. Już tylko mi jakiś wirus został - reszta brygady zdrowa na szczęście.
Właśnie cofnęłam się do poprzednich notek i wyszło na to, że przez te wszystkie choróbska nawet nie wspomnieliśmy o Bartusiowych urodzinkach. A to przecież już prawie dwa miesiące minęły. Nie będę więc jakiejś archeologii wyciągać, tylko wkleję torcik, który na urodzinki Bartusiowi ciocia Ania zrobiła:
Piękny był :) I smaczny baaardzo.
A teraz w TV "Spadkobierców" mój mężowski ogląda i się skupić nie mogę :) Więc się później odezwę.
|
|
 |
|
 |
Archiwum: 2007: maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec listopad grudzień
|
|
|
|
|
|
10.07.2008
Bartuś ma już 14 ząbków.
Jeszcze tylko dolne trójki nie wyszły.
4.02.2008
Dziewiąty i dziesiąty ząbek - górne dwójki
29.01.2008
Zacząłem sam tuptać.
I to nie parę kroczków,
tylko przemaszerowałem
przez całe mieszkanie :)
28.01.2008
Ósmy ząbek - prawa dolna czwórka
9.01.2008
Siódmy ząbek - lewa dolna dwójka
31.12.2007
Szósty ząbek - lewa górna czwórka
23.12.2007
Piąty ząbek - prawa górna czwórka
4.12.2007
Czwarty ząbek - prawa górna jedynka
3.12.2007
Świadomie zacząłem wołać "mama"
24.11.2007
W końcu wybiła się
lewa górna jedynka.
Teraz czekamy na prawą.
Powinna być niebawem
1.11.2007
Zacząłem raczkować!
W końcu sam mogę się
dostać tam, gdzie chcę :) 12.08.2007 W końcu pojawiły sie dwa pierwsze zębolki - oczywiście dolne jedynki
7.08.2007 Umiem już dawać buziaka - jak Mama mówi: daj buziaka, to otwieram buźkę i cmokam.
2.08.2007 Pierwszy raz na śniadanie jadłem paróweczkę i chlebek z masełkiem. Mniam!!!
29.07.2007 Przyjąłem sakrament Chrztu Świętego
17.07.2007
Skończyłem pół roczku!
11.07.2007
Ostatnie szczepienie w tym roku! Ważę już 7200 g.
8.07.2007
Jestem leniuszek,
więc dopiero dziś po raz pierwszy
sam zupełnie przewróciłem się
z pleców na brzuszek.
7.07.2007
Po raz pierwszy
siedziałem przez dłuższą chwilę
zupełnie sam!
Bez żadnych podpórek.
13.06.2007
Nieprzyjemna sprawa
- płukanie kanalików łzowych.
31.05.2007
Ważę już 6370 g.
18.05.2007
Urodziny babci Eli
7.05.2007
Urodziny dziadka Kazika.
2.05.2007
Urodzinki mojego Taty
i wujka Krystiana.
18.04.2007
Kolejne szczepienie
i ważenie - 5695 g.
24.03.2007
Urodzinki mojej cioci Moniki,
która będzie moją matką chrzestną.
10.03.2007
USG bioderek
- na szczęście wszystko ok.
8.03.2007
Urodzinki mojego
najbliższego kuzyna
Marcelka.
7.03.2007
Ważę już 4770 g.
28.01.2007
Urodziny babci Zosi.
20.01.2007
Wyszliśmy ze szpitala
i po raz pierwszy zobaczyłem
mojego Tatę.
Tata mnie widział wcześniej
przez szybę, ale ja go nie.
17.01.2007
Dwa tygodnie przed terminem, ale za to iście po królewsku przyszedłem na świat. Mama miała cesarskie cięcie. Ważyłem niewiele: 3060 g i mierzyłem 56 cm.
Powiedzonka
28.02.2009
Bartuś mówi juz prawie wszystko. Składa pięknie zdania. Jeszcze nieporadnie, ale zawsze :)
Moje dwa hity to: "Padaj chochód" czyli spadaj samochód (bo się przed nami jakiś .... snuł)
I drugie "lolot pojebie lata" czyli samolot po niebie lata :))
13.09.2007
Nenene - co oczywiście znaczy "nie"
Mówię już:
Mama, tata, buła, tu, to jet... (to jest...), koło, kuła (kura), koko (oko), kła (ptak), niaaa (kotek), ssss (wąż), kchr... (tygrys), buuu (samochód), ba (jak coś spadnie, albo się synek przewróci), dik (dźwig lub dzik - w zależności od sytuacji), wowo (piesek), kuku (kukułka), be (śmieci, kupa itp.), Syla (mama Sylwia czyli), zija (żyrafa), zizi (tak robi zarówno wiertarka, jak i odkurzacz czy suszarka do włosów; tudzież maszynka do golenia).
Na razie na tyle. Jak sobie przypomnę albo coś dojdzie, to dopiszę :)
|