« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik



 

Zgodnie z przepisami  ustawy z dnia 4 lutego 1994r., o prawie autorskim i prawie pokrewnym,
wszelkie prawa do wszystkich fotografii i treści na tym blogu są własnością autora. 
Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie jest

!!! ZABRONIONE !!!

Naszą stronę odwiedziło
43188 osób.





 
21-22.01.2012r. Dzień Babci i Dzień Dziadka
2012-01-19 8:53:00
<<<<...>>>>
Dzień Babci, Dzień Dziadka
...to dla dzieci nie lada gratka :)
W dniu tak wielkim i wspaniałym,
wnuki dziękują  całym:
za uśmiech,miłość i wsparcie,
książeczek czytanie, do łóżka śniadanie,
za to że Was mamy
- bo my wnuki
Dziadków bardzo Kochamy :)

W dniu Waszego święta takie życzenia wręczą Wam wnuczęta:


Tło ArtGrafic_Memories (6), wnuki_wa-AG, fotka moja.


Tło ArtGrafic_Memories (6),
   Kwiatuszki- ArtGrafic_Memories (6)
, ArtGrafic_Memories (8)
artgrafic.pl/

Życzymy Wszystkim Babciom i Dziadkom w dniu ich święta,
życzymy zdrówka, pogody ducha, cierpliwości,
radości i spełnienia marzeń.





Komentarzy: 7 (Komentarze)
<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<...>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>


 
..i mamy rok 2012 :)
2012-01-12 15:43:00
<<<<...>>>>
Trudno uwierzyć, ale miniony rok zleciał nam za szybko.
Wiele się wydarzyło, wiele dobrego- choć złe dni
i czarne chmury nad nami też zawisły :(

Kilka fotek dla tych miłych wspomnień:

Zacznijmy od tego, że Hubi w marcu, a dokładnie 20.03.2011r.
nauczył się jeździć na rowerze- bez dodatkowych kółek :)




Jesteśmy z Ciebie bardzo dumni synku :)

Nasze dni upływały w "biegu".
Praca, dom, szkoła, przedszkole i budowa naszego domu.
Nie był to "lekki" rok, a i ten obecny-  nie zapowiada się lepiej
....jak to mówię- byle do lata.

Były spacerki










Była zabawa w przedszkolu


Zabawa w czterech ścianach



...Hubi w swoim pokoiku...


19.05.2011r. Powiększyła się rodzinka Ewy i Rafała.
Na świecie pojawił się Wiktorek

braciszek Julci :)


W maju bawiliśmy się na weselisku u Asi i Grzegorza















Zaś 24.09.2011r. było nam dane bawić się na weselisku
Reginy i Niklausa


Hubi z chrzestną :)
























...tuż przed poprawinami...






Dziękujemy Młodym i jednym i drugim hihihi,
za zaproszenie i super zabawę :)

We wrześniu udało mi się obronić pracę dyplomową


To był dla mnie bardzo ważny dzień...
stres sięgał zenitu,
ale choć na chwilę zapomniałam o swoich kłopotach zdrowotnych...
udało się...hurrraaaa.

26.09.2011r. przyszła na świat Julcia, córcia Asi i Grzegorza :)



Jesienią, ja z synusiem udaliśmy się do moich rodziców.
Wypoczynek miał poprawić moje nastawienie do spraw mnie dręczących
...udało się- moi rodzice jak zawsze strzelili w 10 :)


Ania, Mike, ja, Julcia, Hubi i Sarunia :)


Hubi i Sarunia :)


Julcia


Hubi, ciocia Marzena i Julcia :)







Koncert, na którym miała być Sandra

Córka jest fanką Rihanny








Witam, witam...ups- to tylko plakat ;p









To były niezapomniane chwile. Po raz pierwszy lecieliśmy samolotem.
Dziękujemy rodzicom i dziadkom za wszystko


Zima, choć omija nas szeroko...zjawiła się na kilka chwil i u nas,
tuż przed Świętami:))







Kolejnymi szczęśliwymi chwilami były Święta Bożego Narodzenia.
To nasze pierwsze święta w nowym "gniazdku"
- choć jeszcze nie wykończonym.
Najważniejsze, że spędziliśmy je wspólnie z dziećmi i rodzicami :)






Z rodzicami, ciocią Stasią i wujkiem Michałem :)




Kolędowanie...tatko jesteś mistrzem :)


...kolędowanie u sąsiadów...




Z kochanymi Miazgusiami :)






Z rodzinką Degusików :)




Babcia, mama, córka...


Julcia skończyła w tym dniu 3-miesiące :)


To co nas trapiło:
W minionym roku, nie obyło się bez kłopotów.
Moje problemy zdrowotne, złe samopoczucie, ciągnęło się za mną od listopada 2009r.
Były lepsze dni, bywały też te gorsze dni.
Przez 7 miesięcy leczono mnie na stwardnienie rozsiane.
Po tych lekach, wysiadał mi żołądek. Lekarz postanowił, że robimy przerwę w leczeniu.
Mam na siebie uważać i oszczędzać siły. Stwierdziłam- dość.
Zapisałam się do neurologa specjalizującego się w chorobach SM,
przy Unii Lubelskiej w Szczecinie.
Pani dr stwierdziła, że to że mam liczne zmiany w mózgu
nie znaczą o SM w moim przypadku,
ale też nie wykluczają. Od teraz mam być pod jej stałą opieką,
choć mimo wszystko skierowała mnie do reumatologa i hematologa :(
I wszystko zaczęło się od nowa. Badania, lekarze, kasa i jeszcze raz kasa.
Ale jak ma się rodzinę i chęci do życia- pieniądze są najmniej ważne.
Jednak po przeliczeniu wydatków poniesionych na wizyty i wyniki,
lekko się podłamałam. Ale wyjścia nie było.

Do tego w maju 2011r. zaczęły się nasze problemy wychowawcze z córką.
Ucieczki i wiele innych nieprzyjemnych spraw. Te kłopoty spowodowały pogorszenie
się mojego stanu zdrowia, opóźnienie terminu obrony pracy licencjackiej
i wiele innych nieprzyjemnych spraw....
które były przyczyną wielu nieporozumień  wnaszym domu.
Dziś wszystko jest na lepszej drodze...
choć nigdy bym się nie spodziewała, że córka dla której staraliśmy się zapewnić wszystko,
w miarę naszych możliwości- tak dała nam w kość.
Sprawiła wielki zawód nie tylko nam, ale i  babci Lili i dziadkowi Wiesiowi.
Sandra na wszystko miała w... .
Odnowiła kontakty ze swoim biologicznym ojcem,
nie mam nic przeciwko temu...ale to co on powiedział podczas rozmowy telefonicznej,
w trybie głośnomówiącym:
Sandra mówiłem Ci to wariatka, powinna się leczyć
i wiele innych spraw...do których nie warto wracać...
Padały przekleństwa i wyzwiska
- wysłuchałam. po czym powiedziałam tak:
"Jeśli Sandra chce byś teraz Ty ją wychowywał, załatw te sprawy Sądownie,
ja nie będę się sprzeciwiała- skoro taki jest jej wybór".
- po czym wyszłam z pokoju.
Córka śmiała się ze słów ojca, przytakując mu w każdej sekundzie.


Orzeczenie Sądu brzmiało tak w kwestii widywań córki z ojcem:
2 razy w miesiącu, po 2 godz. w obecności matki. Taki właśnie wyrok zapadł po badaniach w RODK, gdzie byliśmy wszyscy badani przez psychologów i pedagogów.

Z przywilejów spotkań- ma się rozumieć- Mariusz nie korzystał.
Teraz namieszał nam w życiu, ale i z tym sobie świetnie poradzimy!

Mam nadzieje, że córka kiedyś będzie żałowała swoich wyczynów,
że będzie jej wstyd, bo my wychowaliśmy ją w miłości i prawdomówności,
nie koloryzowaliśmy żadnych spraw związanych z jej ojcem, a dowodem
są akta spraw Sądowych, do których córka ma wgląd.
My nadal ją kochamy i wierzymy, że ten okres buntu minie jej za jakiś czas,
a wtedy inaczej spojrzy na świat i ludzi ją otaczających.
Miłość zwycięża największe przeciwności losu, choć zdarzają się chwile zwątpienia.


Do 1 września 2012r., z moim samopoczuciem bywało raz lepiej, raz gorzej.
Wtedy właśnie (zastępując sekretarkę w firmie której pracuje)
zaczęło mi odejmować władzę w rękach, nogach....zaczęłam tracić tak jakby świadomość.
Tego się nie da opisać. Ręce bez czucia, Boże wszystko tylko nie to
-w głowie myśli biły się z przeciwnościami.
Robiło mi się niedobrze, słabo...połowy nie pamiętam.
Współpracownicy firmy, wezwali karetkę, a reszta potoczyła się bardzo szybko.
Koleżanki powiadomiły o zdarzeniu, mojego męża, a także teściową
- prosząc by ta odebrała Hubcia z przedszkola.
Karetka zabrała mnie do szpitala w Goleniowie, tam szybkie EKG i decyzja
wieziemy pacjentkę na Szczecin.
Ruszyliśmy na sygnale by ominąć korki. Te przeżycia były dla mnie masakryczne,
choć już w Szczecinie zaczęły mi drętwieć ręce- pomyślałam- czucie wraca.
Ale długo się nie pocieszyłam. Raz nogi, raz ręce....masakra.
W szpitalu  pochylił się
nade mną kolega z pracy, to był dla mnie szok.
 Połowa mojej głowy była bez czucia.
Ręce bardzo zimne- granatowe, nogi również...i czekanie, czekanie na swoją kolejkę.
Mimo iż w szpitalu byliśmy przed godz.13,
to pierwsze badanie neurologiczne miałam około godz.16. Pani dr stwierdziła,
iż cukier badany w karetce miałam dobry- 83, to teraz mój cukier wynosi 53.
Powiedziała, że mój organizm wytrąca białko. Nie wiem o co chodzi.
Kazała mi jeść małe ilości a często- po wyjściu ze szpitala.
Później pojawił się mój mąż, a chwilę po nim Iza z Mirkiem i dziećmi.
Co jak co, ale na nich zawsze można polegać.
Byłam tak wygłodzona, że objadłam ich dzieci z ciastek :(
Około godz. 20 zbadali mnie reumatolodzy. Ustalili termin przyjęcia na oddział
05-10-2011r., po czym p
odłączono mi kroplówki i około 3 w nocy byliśmy już w domu.
Do tego czasu miałam się oszczędzać- ale weź tu powiedz w pracy,
że masz się oszczędzać.
Gdy 5 października trafiłam na oddział reumatologi, po rozmowie z Panią dr Anną Sokół
czułam, ze trafiłam w dobre ręce.
Pani dr tłumaczyła mi każde wyniki jak dziecku, dokładnie powoli,
powiedziała też w jakim kierunku robią mi badania.
A mianowicie w kierunku: kolagenozy i tocznia.
Przeraziłam się troszkę, ale z drugiej strony myślałam,
że to dobrze, iż właśnie tu trafiłam ze swym złym samopoczuciem
- dzięki temu może w końcu poznam swoją diagnozę- pomyślałam.
Codzienne badania krwi, usg, wywiady lekarza i studentów- były bardzo męczące.
Na sali poznałam Panie chorujące na tocznia SLE, DLE (odmiana skórna),
twardzinę (sklerodermię).
Każde ich wyznania podczas rozmowy z lekarzami i studentami- nie były mi obce.
To jak mówiły o początkach swojej choroby i późniejszym etapie zaawansowania
-przyprawiało mnie o dreszcze. W każdej z tych opowieści było coś,
co dotyczyło także moich objawów- tego się nie da opisać- co człowiek wtedy czuje,
jak bardzo pragnie uciec od tego wszystkiego.
Po tyg. leżenia w szpitalu, przyszedł do mnie dr Milchert informując, iż od teraz on zajmie
się moją diagnostyką. Powód- Pani dr wyjechała na urlop :(
Ten lekarz może i jest dobrym lekarzem, nie zaprzeczam...ale...miałam jakieś ale...
W 2 tyg. mojego pobytu w szpitalu, pobrano mi śliniankę z dolnej wargi.
Badanie się przedłużyło, ze względu na moją małopłytkowość
i problem z krwawieniem...ale udało się! Strasznie spuchłam,
na drugi dzień miałam siniola- tak jakbym oberwała od kogoś!
Ale co tam siniol, byłam ciekawa wyników. Czy te moje duszności są związane
z chorobą Sjogrena- to badanie, scentografia ślinianek,
a także badanie suchości oka- miały to potwierdzić- lub też wykluczyć.
Wyniki:
suchość oka, suchość w jamie ustnej, bóle głowy nie mają związku z bólami migrenowymi
(usg głowy), tętnice szyi drożne, usg serca- płyn w osierdziu i małe zwyrodnienie,
usg brzucha- w normie, nadwrażliwość na światło, objaw Raynauda,
Rezonans Magnetyczny głowy- najmniej 10 ognisk hyperintensywnych
zapalnych w istocie białej (od 2mm.- 8mm.), małopłytkowość,
przeciwciała ANA w niewielkim mianie.

Po 10 dniach pobytu w szpitalu Pan dr powiedział, że po konsultacji z prf. rozpoznanie mojej choroby jest następujące:
Toczeń rumieniowaty układowy u chorej ze zmianami w OUN.
Załamka. Mogę iść do domu, a po 3 wyniki mam się wstawić za 2 tyg.

Lekarz przekazał mi wypis, w którym na samym końcu widnieje taka wzmianka:
"Chora w sposób zrozumiały poinformowana o charakterze chorób i możliwych konsekwencjach dla życia i zdrowia".

Ja nie zostałam poinformowana o przebiegu mojej chorobie, o tym co może się dziać, na co zwracać uwagę....nic, tylko wypis i kontrola w celu dalszego leczenia.
Przepisano mi Arechin 5x1 tabletka i tak do wizyty w marcu 2012r.
Załamana wróciłam busem do domu. Nie potrafiłam sobie poradzić z tym rozpoznaniem.
Widziałam jak bardzo się męczą te kobiety chorujące na SLE...i pomyśleć, że w tych chorobach można tylko zapobiegać szybkim nawrotom objawów- lekarstwa cudownie uzdrawiającego jak do dnia dzisiejszego nie wynaleziono.
Pozostaje pozytywne myślenie, wiara, choć gdy nawracają się dolegliwości, wolę o nich nie mówić
- bo nie szukam współczucia...muszę żyć, dla dzieci no i dla spłaty kredytu ;)

Nie jest nam łatwo, ale dzięki wsparciu rodziny i bliskich jakoś wszystko nabrało sensu.
W dniu swoich urodzin, tu po depresji- nie chciałam nikogo widzieć.
Przyszedł Roman i wyciągnął mnie z wyra, słowami:
-musisz coś zobaczyć.
Byłam bardzo zła, ale zeszłam. Po czym zobaczyłam żuka z zaklejonymi szybami...
wydało mi się to podejrzane.. i miałam rację. Z paki wyskoczyli Ewa z Nelą,
Agnieszka z Kubą, Pani Henia, Dyzio, Szeryf z Iloną i Pączek....
byłam w szoku- mimo to powiedziałam, że ich tu nie zapraszałam
- a na ur. się zaprasza a nie wprasza.
Na co Pani Henia powiedziała:
-przynieśliśmy tort i zamierzamy go zjeść!
I tak wszyscy weszli do domu. Byłam zła, ale tylko przez chwilę,
zrozumiałam jedno:
nie mogę unikać ludzi...muszę żyć dalej...
Raz będzie lepiej, raz gorzej....
Ale uśmiech dzieci...jest lekarstwem na każde zło...
Mężuś też mnie wspiera, stara się i jakoś mu to wychodzi.
Rodzice i znajomi są niezastąpieni.
Dziękuję Wam za wszystko.
Dziękuję za to że Was mam.


Wszystkim bliskim, znajomym i smykusiom życzymy w tym Nowym 2012 Roku:
Zdrowia- bo jest w życiu najważniejsze,
Miłości- bez niej nie da się żyć,
Uśmiechu- jest lekiem na każde zło,
Radości dnia codziennego,
Spełnienia marzeń choć w 99 %, zaś 1% by był nadal marzeniem
bo marzyć trzeba, zawsze jest nadzieja na ich spełnienie,
Zrozumienia,
Sukcesów małych i dużych,
Słoneczka w pochmurne dni
i samych szczęśliwych chwil.




Komentarzy: 10 (Komentarze)
<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<...>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>