Zamieszczone na tych stronach zdjęcia są chronione prawem autorskim i innymi prawami własności przemysłowej i intelektualnej. Prace nie mogą być modyfikowane, kopiowane, reprodukowane, sprzedawane ani publikowane bez mojej pisemnej zgody.
Wakacje U Beatki się rozpisałam,więc u Adasia skrótowo.Dzień po jeździe motorami pojechaliśmy na wycieczkę rowerową do kamieniołomu.
Adam zrobił mi zdjęcie na postoju.
Kilka dni później udokumentowałam Adama,ponieważ postanowił od początku do końca samodzielnie zrobić naleśniki.Od ładnych paru lat podrzucał je tylko,a wtedy zrobił je sam.
Zanim zakończył się rok szkolny,Adam wraz z kolegą i trójką koleżanek pojechali do Łazisk Górnych,gdzie wzięli udział w wojewódzkim konkursie - Edukacja regionalna w szkole ...zajęli 4 miejsce.
Troszeczkę go mikrofon zasłania.
Na koniec pamiątkowe zdjęcie z wojewodą śląskim i kuratorem śląskim.
Ostani tydzień przed zakończeniem roku szkolnego był dość intensywny.W poniedziałek mieli dzień sportu.Jak wrócił i spytałam jak było,to rzucił tylko ..."wygraliśmy...jak zwykle"...koniec cytatu..hehe.
W środę popołudniu co roku jest koncert dla rodziców uczniów wzorowych klas trzecich i szóstych.W tym roku byłam tam nie tylko jako odprowadzacz dzieck(ponieważ zawsze występowali),lecz też jako rodzic wzorowego ucznia...miłe uczucie.Tylko nikt nie mówił,że nas wyczytają i trzeba na środeczek wędrować po list gratulacyjny.
To fotka z ich występu na koncercie.Taki rozchłestany,bo się przebierał ze stroju drwalana zwykły strój do tańca i przerwa była tak krótka,że 3 chłopaków dobiegała zza sceny...Natalia zaczynała jako pierwsza para...w pojedynkę.
W czwartek rano pojechali do kona,a popołudniu mieliśmy na stadninie pożegnanie z panią i klasą,bo część z nich...m.in.Adaś...odchodzi do klasy sportowej,a pani uczy tylko klasy 1-3.Byłoby super,gdyby nie padało co chwilkę.
W piątek najfajniejszy dzień w roku - rozdanie świadectw.Najpierw na oficjanej akademii.
A później już w klasie.
Tak,tak,w tym kąciku to ja i Beatka sobie siedzimy.
Jako że z panią bardzo się zżyłyśmy,więc w poniedziałek poszłyśmy sobie na kawkę i lody do pizzerii...tzn.nie tylko ja,ale ogólnie 7 nas było...zamykałyśmy pizzerię...powtórka końcem sierpnia,jak się wszyscy pozjeżdżają.
Dzień Dziecka Dzisiaj Adam miał występ na Hospicyjnych Polach Nadziei.Wprawdzie występowali tylko w jednym tańcu...na dodatek jeden chłopiec nie przyszedł i zamiast 4 były 3 pary,ale wyszło fajnie.Poza tym nie mieli czasu,żeby poćwiczyć,bo w szkole był tylko we wtorek.Efekt wgrałam na You Tube.Nagrywane aparatem,więc nie najlepsza jakość.
Później było szaleństwo.Takie jak to.
Jeszcze tylko konkurs podbijania piłeczki pingpongowej...na wietrze...udało się 99 razy,ale byli lepsi i Adam nie czekał do końca konkursu,bo nie łapał się na pierwszą trójkę.Jeszcze tylko 2 losy na loterii...jeden niby pusty,ale dostał batona 3 Bitt max,a drugi niby trafiony,ale...maskotka...hehe.Na koniec popcorn i...do domu.Ja miałam dośc,bo słoneczko postanowiło nadrobić zaległości z maja i początku czerwca...a może to my odzwyczailiśmy się???? Na niebie nie było ani jednej chmurki.
W domku W niedzielę 30 maja Adaś powrócił na łono rodziny.Jechali 11 godzin i wrócił zmęczony,ale szczęśliwy.Poza wycieczką do Malborka,o której pisałam,byli również we Fromborku.Popłynęli tam statkiem,a na miejscu zwiedzali muzeum Kopernika.Musieli nawet przełożyć wycieczkę z soboty na niedzielę,bo w sobotę były uroczystości powtórnego pochówku Mikołaja Kopernika.W ostatnich dniach pobytu byli na wycieczce w Gdańsku i Gdyni.W planie wycieczki było oceanarium.Podotykał Adaś różne stwory,a płaszczka go opluła...czyżby spokrewniona z lamą była...ha ha.W ramach wolnego czasu pani zabrała ich na okręt wojenny "Błyskawica".
W Krynicy chodzili codziennie na plażę...niestety z wejścia do morza nici,bo woda baaaaardzo zimna i pani bała się chorób...a pogoda była ładna,bo u nich słoneczko i ok.20 stopni.Z miejscowych atrakcji zwiedzili latarnię morską,o czym dowiedziałam się od mamy kolegi,ponieważ Adaś był pod takim wrażeniem pana z muzeum bursztynu,że zapomniał wspomnieć o latarni.Pan najpierw opowiadał o bursztynie,a później zadawał pytania...nagrodą był surowy bursztyn.Adam wygrał garść,bo co prawda dużo osób zgłaszało się do tego pytania,ale jego odpowiedź była prawidłowa.Pan zapytał,dlaczego ludzie nie wydobywają bursztynu z dna morza...dlaczego nie popłyną na dno.Dzieci mówiły,że rekiny,wieloryby i różne takie,a Adam powiedział,że ciśnienie by zabiło nurka...i nawet jego pani była zdziwiona,że wiedział.Przydało się oglądanie NG.
W czasie spacerów po Krynicy spotykali dziki,które spacerują sobie swobodnie,bo chyba niezbyt boją się ludzi.
W poniedziałek mieli wolne po podróży,wczoraj ,t.j.we wtorek był w szkole,a dzisiaj jedzie na zawody.I w ten sposób zakończył tydzień szkolny,bo czwartek i piątek wolne są.Tak to można chodzić do szkoły.
U nas ciągle pada...rozpuszczę się chyba.
Zielona Szkoła Pogoda jaka jest,każdy widzi.W poniedziałek Adaś pojechał na Zieloną Szkołę do Krynicy Morskiej.W sumie podróż zajęła im 11 godzin.Wczoraj z nim rozmawiałam i...zachwycony,bo...po pierwsze ma najlepsze łóżko,po drugie na kolację było spaghetti,jest super,a wczoraj była dyskoteka i Adam stawiał włosy na żelu...nawet domyślam się,od kogo miał żel.Dzisiaj pojadą na wycieczkę do Malborka.U nich wczoraj nie padało,więc poszli na spacer po plaży,a popołudniu na miasto połazić.Dzisiaj w Malborku ma być około 20 stopni i nie będzie padało...oby.Ja daaaawno temu byłam w Malborku...podobało mi się.
Na razie wieje optymizmem.
Maj Weekend majowy za nami,a u nas jakby za dotknięciem różdżki od 1 maja pada albo jest pochmurno i deszcz wisi w powietrzu.A jeszcze 30 kwietnia było gorąco.W taki oto sposób rozpoczęliśmy maj.
1 maja miał być wyścig rowerowy.My się stawiliśmy,ale inne dzieci nie,bo padało rano,więc zawody odwołali.Będą w innym terminie.W zeszłym roku Adam był wtedy chory,w tym roku odwołali,ale dość gładko przełknął tą pigułkę.3 maja chcieliśmy wybrać się z psem do kamieniołomu...ale deszcz dosłownie wisiał w powietrzu i co chwilkę kropiło.W końcu my nie poszliśmy,a deszczu większego nie było.
Remont rozpanoszył się nam w domu całkowicie.Dzisiaj kupowaliśmy płytki,więc od jutra ruszą prace cichsze.Do tej pory były raczej głośne,bo kuli pod nowe przewody.Właściwie muszę jeszcze zdecydować o kolorze ścian i na końcu wybrać panele...no dobra,wcześniej muszę wybrać zlew,baterię i okap.Za duży wybór nie jest wcale taki dobry.Okap mam na oku,reszta nie do końca...są 3 firmy do wyboru.
Dzisiaj młody oddał wszystkie papierzyska...na Zieloną Szkołę i do klasy sportowej.Niestety mężasty mój powiedział,że podobno cały maj ma być taki zgnity,pochmurny i deszczowy.Masakra totalna,bo Adam jedzie 17 maja nad morze i nie wyobrażam sobie gorszej wersji od siedzenia w budynku.Ja już nie marzę,że się w morzu kąpać będą,ale niech nie pada i troszkę słońca niech mają,bo mu się ciepłe rzeczy do walizki nie zmieszczą...w końcu na zimowisko nie jedzie.
Ach...zapomniałabym.Adam nie za bardzo miał na początku ochotę jechać w piątek do kina na film "Jak wytresować smoka",ale w końcu zdecydował się pojechać i...jest zachwycony.On chciałby mieć takiego smoka - Dzika Furia ( o ile nie pokręciłam imienia ).Nawet do McDonalda mnie wyciągnął...że niby tydzień temu miał rocznicę komunii...hehe.No i ma tą Furię...nawet z jeźdźcem.
Kwiecień U nas jak zwykle mało wpisów.Dzisiaj przegląd kwietnia.Najpierw może nowa ścianka.Pojechaliśmy tam jeden raz jak do tej pory.Fotkę zrobiłam,ale tam zawsze zdjęcia fatalne mi wychodziły (na tej sali były zawody "Mamo,tato baw się z nami").
Byliśmy tam akurat 10 kwietnia od 9 rano.Podczas zajęć do taty jednej dziewczynki zadzwoniła żona z wiadomością,że rozbił się samolot prezedencki.Nikt nie dowierzał wtedy,że to może być prawda.To było takie nierealne.
Ostanio mieliśmy milsze uroczystości.
25 kwietnia Adam miał rocznicę komunii.Najpierw ja dowiedziałam się w sobotę,że mam w niedzielę rano odebrać kwiatki,później niejako naturalnie Adam został wmanewrowany we wręczanie kwiatów proboszczowi.W czasie drogi do kościoła Adam stwierdził,że lepiej,że daje te kwiaty niż miałby iść z darami.W czasie mszy okazało się jednak,że chłopca,który miał nieść świecę nie ma i ksiądz podszedł do chłopców.Adam jest najwyższy i ksiądz go wziął.W końcu niósł i dar (świecę) i wręczał kwiaty...hehe.
Wczoraj byliśmy prawie w komplecie u lekarza...u dzieci zdrowych.Beatka miała szczepienie...na tężca,a ja myślałam,że na różyczkę.Adam załatwiał dwie sprawy - po pierwsze karta wyjazdowa na Zieloną Szkołę,a po drugie - zaświadczenie ,że może chodzić do klasy sportowej - klamka zapadła definitywnie.
Również wczoraj miał występ w szkole.W sumie to nawet nie wiem dla kogo tańczyli,ale wiedziałam,że on i Natalia ( z nią tańczy w parze ) zostają po tańcach i będą modelami.Panie,które uczestniczyły w tych zajęciach miały zobaczyć różne stroje.Mieli też pokazywać trzymania za ręce i podstawowe kroki poloneza.Tańczył również z paniami.Szczegółów pewnie dowiem się,jak kiedyś z panią porozmawiam.Ledwo wrócił do domu,miałam telefon od pani,żeby się wrócił do szkoły,bo zapomniała mu dać zgodę na zawody sportowe.Dzisiaj już był na zawodach lekkoatletycznych klas 3 i 4.Adam skakał w dal z miejsca.Pobił swój rekord - teraz ma 2,15 m.A na początku z innych szkół się z niego śmiali,że z 3 klasy przyszedł małolat,ale podobno jak pierwszy raz skoczył ponad 2 metry,to im kopary opadły.Najlepsze jest to,że z nimi wygrał...hehe.Za pierwsze miejsce dostał kredki....chyba 24 kolory...i najważniejsze - dyplom.Rok temu za 1 miejsce też były kredki...ale chyba mniej kolorów...może starsze klasy więcej rysują.....haha.Nadal jego marzenie się nie spełniło.Marzy o pucharze,ale te zawody,gdzie jest na podium kończą się wręczeniem dyplomów i niekiedy medali.
W piątek jadą z klasą do kina na film "Jak wytresować smoka".
A Zielona Szkoła się zbliża wielkimi krokami.Troszkę się obawiam,że przez remont kuchni będzie miał "lekko" zakurzone rzeczy,bo pył już teraz jest wszędzie,a kucie jeszcze przynajmniej jutro...w przyszłym tygodniu płytki i też się będzie kurzyć.Na razie ma okazję poszaleć na zakupach.Ostatnio dokupowaliśmy piżamę z motorem.Jak przymierzył w domu,to wyglądał w sumie jak w cienkim dresie...fajna.
10 kwietnia 10 kwietnia 2010 roku na zawsze zapamiętamy jako tragiczny dzień dla Polski.Dzień,w którym Polska straciła prezydenta,Jego małżonkę i wielu polityków z chyba każdego ugrupowania.Bez względu na przekonania polityczne i osobiste sympatie i antypatie wszyscy bardzo przeżywamy sobotnią katastrofę.Ja osobiście chyba najbardziej nie mogę uwierzyć,że nie ma Krystyny Bochenek.Nie znałam jej osobiście,ale znałam z Radia Katowice od tak wielu lat,że traktowałam jak znajomą.Później ogólnopolskie dyktando,którego była pomysłodawczynią.
Dowiedzieliśmy się o tej tragedii w czasie zajęć wspinaczkowych..i nie mogłam uwierzyć.Dopiero po powrocie do domu włączyłam telewizję.Jakiś czas oglądaliśmy polskie stacje,ale chciałam Adamowi pokazać,że cały świat przeżywa polską tregedię i przełączałam mu CNN i inne zagraniczne kanały.
Z okazji świąt życzymy wszystkim spokoju,odpoczynku,a jutro mokrego dyngusa.
Taką babkę drożdżową upiekliśmy sobie...chwalę się,bo drożdżowa babka nie jest moją specjalnością.A naszej zniknęła już ponad połowa.
W szkole Adam rysował kurczaka,kolorował go i miał wyciąć.Oto efekt.
Ja wpisy świąteczne robię,a trójka ogląda nagraną wcześniej bajeczkę "Rybki z ferajny".Nagrywali,bo szliśmy na obiad do dziadków.Jutrzejszy dzień spędzamy w domu.
Urodziny Dokładnie 10 lat temu ( 18 marca ) o godzinie 5:30 pewien młody człowiek postanowił sprawdzić,jak jest po drugiej stronie brzucha.Miał wtedy 3000 g i mierzył 53 cm,ale szybko nadrobił zaległości i niedawno zmierzony i zważony w szkole prezentuje się o wiele lepiej - 147 cm i 37 kg.
Mam nadzieję,że nie zniknie w nim wrażliwość na krzywdę,chęć pomocy słabszym...i jeszcze ambicja,by być najlepszym...zwłaszcza w sporcie się przejawia,choć uczy się bardzo dobrze.
Czego jeszcze można życzyć w okrągłą rocznicę urodzin - spełnienia marzeń i spotykania tylko życzliwych ludzi.
I po feriach Ferie odeszły w zapomnienie.Adam dzisiaj do szkoły powędrował.Co prawda kaszle,ale stwierdził,że może iść,skoro nie załapaliśmy się na dzisiaj do lekarza...chyba troszkę kolegów mu brakowało.Niestety wyjazd do aqua parku nie wypalił,miał być nasz basen,ale mama kolegi się rozchorowała,a ja codziennie w nocy chyba maraton biegałam i w dzień odpoczywałam,bo słabo mi było.Raz jeden zaprowadziłam chłopaków na halę i to był mój heroiczny wyczyn.Drugi tydzień Adam bardziej aktywnie spędził,bo kolegów więcej było...a koszykówkę we wtorek odwołali i...się zawiódł.Na lodowisku byliśmy...ale tylko raz na początku ferii...później ja nie byłam w zbyt dobrej kondycji niestety.
Jeszcze w tym miesiącu będzie spotkanie z rodzicami dzieci zakwalifikowanych do klasy sportowej.Oprócz wyników w sporcie muszą się dobrze uczyć.Trzeba się będzie zdeklarować.
Jak miałem ok. 1,5 roku,to np.na ołówek mówiłem "owółek",a bardzo dużo czasu zajęło mamie przestawienie mnie z pytania "adlego" zamiast dlaczego.Ale ponieważ zawsze byłem gadułą,więc szybko się nauczyłem poprawnie mówić.
2010-06-25
Zakończyłem nauczanie zintegrowane z extra wynikiem
2009-06-19
Drugą klasę uważa się za ukończoną...z wynikiem super pozytywnym
2009-05-17
Przyjąłem I komunię św.
2008-06-20
Dostałem pierwsze świadectwo...mamie się podobało.
2007-09-03
Pierwszy dzień w szkole. 1 klasę czas zacząć.
2007-06-22
Ostatni dzień w zerówce.
2007-01-09
Kolejny ząb wyrwany.Tym razem prawa górna jedynka zniknęła.
2006-06-08
Wyrwałem sobie sam osobiście drugiego mleczaka.Rośnie już nowy ząbek.
2006-04-24
Dzisiaj została wyrwana moja prawa dolna jedynka. STRACIŁEM PIERWSZEGO MLECZAKA
2002-09-01
Pierwszy dzień w przedszkolu
2001-03-19
Już chodzę,tzn. nie idę do kogoś lub czegoś,tylko tak sobie biegam bez celu po całym domku.
2000-03-18
To właśnie dziś o godzinie 5:30 przyszedłem na świat.Mam 3-letnią siostrę Beatkę,tak więc na większości zdjęć jesteśmy razem.
1997-02-07
Urodziła się moja siostra Beatka
1996-10-05
Po 5 latach i 1 dniu spotykania się rodzice powiedzieli sobie TAK w USC i kościele.