Będę laska, że ho ho:-))))))
2012-01-28 11:17:00
Chirurg...IDEAŁ!!! Przystojny! Dowcipny! Rzeczowy! Konkretny! Przemiły! Odpowiedział na wszystkie moje pytania! Spokojnie wyjaśnił! Przed takim to od razu się wstydziłam, że tak wyglądam: niewyspana, oczy opuchnięte, zmęczona, z wielką przepukliną:-)))Wysoki brunet z przepięknym niskim głosem...Ach:-)Pan zszokowany, że nikt mi nie kazał nosić pasa na przepuklinę od razu po urodzeniu Fifka. Duuuża przepuklinaaaaa:-)))) Panie studentki medycyny też pomacały i też zadziwione były:-)))"Tu mięśnie, tu dziura, tu czuć żołądek";-)))))))))Wesoło nam było:-) A diagnoza prosta: wszystko przez głupi pęcherzyk, który wyrzuca nie to co trzeba, nie tam gdzie trzeba:-)Dowód, że na ostatnim usg z grudnia nic nie było w nim, żadnych złogów, czy kamieni, a dwa dni temu na usg wyszły już złogi i mały kamyk 4 mm, więc ewidentnie coś się zbiera, pęcherzyk źle działa, wyrzuca to do jamy brzusznej, stąd bóle, stąd obolała wątroba i trzustka wiele razy i stąd płyn za macicą i nie tylko za nią. Po prostu trzeba było lekarza, który poda konkret i będzie na tyle odważny, żeby powiedzieć, że niby w pęcherzyku dobrze i nie powinien, ale tylko on w tym rejonie może powodować te wszystkie objawy. I decyzja: przez trzy miesiące mam nosić pas na przepuklinie. Po 3 miesiącach się zgłosić i jeśli nie pomoże(a mogę się założyć, że nie pomoże:-), to zgłaszam się na wielkie porządki w brzuchu:-)))Jeśli wróci ból to zrobimy wszystko wcześniej. Mam trzymać dietę, czyli wyrzucam wszystko co smażone, ciężkie itp. A planuję jeszcze poprosić pana przemiłego doktora o...plastykę brzuszka:-)Hihihihi:-))))No głowy mi chyba nie urwie, cio?Spróbować mogę:-)))))
Jaruś właśnie przywiózł mi pas:-)Hmmmm:-)
Wczoraj zaraz po chirurgu pojechałam do pracy. Spóźnienie musiałam odpracować, więc niestety wyszłam dużo później z pracy. Jak ja tego nie lubię:-(Gonię, gonię...
A dzisiaj planujemy pojechać po kreację dla mnie na dzisiejszą imprezę firmową:-)Może zdążę zapisać się na prostowanie włosów do fryzjerki, mam nadzieję:-)No chyba, że znowu wyprostuje mi je mąż, bo mnie się już nie da:-)))))))
Wszystko u nas dobrze i niech tak zostanie...



A jednak cała...jeszcze:-))
2012-01-27 0:01:00
Wróciliśmy po 15:30. Zrobili mi usg, rtg, do tego gratisowo badanie ginekologiczne i usg również(Asiu, idziemy łeb w łeb:-))))), bo jak się po pierwszym usg okazało coś dziwnego jest koło macicy...a okazało się, że to jakowyś płyn, tylko że nikt nie wie jaki i skąd się tam wziął:-)))))Uśmiałam się z moim ginekologiem(bo sprowadzili go do mnie), że przyjechałam z jednym, a wyjadę z drugim:-)))Płyn sobie odpuściliśmy, bo to pikuś w porównaniu z resztą wyników. Po tomografii ostatniej miałam niby naczyniaka na śledzionie, a zwapnienia po możliwym przejściu stanu zapalnego na wątrobie, a w szpitalu okazało się, że jest...całkiem odwrotnie:-))))Hahahaha:-)))
Podsumowując i nie zagłębiając się w szczegóły: lekarze nie wiedzą skąd u mnie te napady bólu. Ręce mi opadły i ze łzami w oczach pytałam się, jak długo mam tak żyć???Po jakim czasie brania leków przeciwbólowych(no-spa i pyralgina!!!)powinnam się zjawić ponownie w szpitalu??Po 2 dniach, po tygodniu, po dwóch????Jak długo mam nagle nie zjawiać się w pracy, mam zostawiać dzieci same z Jarkiem, nie mogąc się nimi opiekować????Po maksymalnie dwóch dniach bólu mam do nich jechać ponownie i tylko tyle mógł mi konkretnie powiedzieć. Dostałam dwie kroplówki, po których mogłabym skakać i biegać, a nawet nie wiecie jak cudownie mi się leżało podczas ich skraplania w me żyły!:-)))Wygodnie, bez bólu, ciepło(z kurtką na nogach, bo stopy zmarzły mi po 5 minutach:-),w miarę cicho...Raju trwaj:-))))Jutro o 7:00 mam się zjawić w poradni chirurgicznej w szpitalu na konsultację. Cel mojej wizyty: zmusić chirurga do wycięcia wszystkiego, co nie powinno się w mojej jamie brzusznej znajdować od naczyniaka po przepuklinę:-)
No i jeszcze samo powitanie w szpitalu i coś na temat znieczulicy...Wykrakałam ją sobie:-)Mówię pani w okienku płacząc z bólu, co i jak, a pani na to, że szpital to nie lekarz pierwszego kontaktu i powinnam się udać do niego. Patrzyła w moje zapłakane oczy wyraźnie i z odwagą osoby pewnej swoich przekonań i to mnie dobiło.Patrzyła z butą i bez litości:-( No to już krzycząc przez łzy wymieniałam co mam w brzuchu, że cierpię od dwóch dni i że dla przyjemności tu nie przyjechałam i że strasznie chciałam tego uniknąć! Wkroczył Jarek, bo ja bym nie dała rady, puściły mi już nerwy, miałam wszystko gdzieś. Wyłam, wręcz zawodziłam na izbie przyjęć.Po chwili już były papiery wypełnione, a druga pani prowadziła mnie już do lekarza.
Po szpitalu zrobiliśmy z Jarkiem zakupy wreszcie, bo ostatnio jakoś nie miałam głowy do niczego:-(Przytargaliśmy chyba z 6 toreb i wpadłam w wir gotowania, bo dzieciaki nie mają co jeść. Zupka na jutro jest i obiadek już też, więc od razu poczułam się lepiej.
A Szymuś dostał nową piżamkę(oczywiście nogawki za długie:-) I jak przystało na jej bohatera: latał(może nie za daleko od podłogi, ale jednak:-), skakał i biegał:-)




Ps: Kochane Panie, bardzo Wam dziękuję za te wszystkie słowa wsparcia, za pamięć i troskę! Od kilku dni dziękuję Wam i dziękuję:-))))Niesamowite...
Nie dałam rady:-(
2012-01-26 7:06:00
Jedziemy do szpitala. Izba przyjęć od 8:00, na szczęście dyżur ma ten szpital, który mamy bardzo blisko, tam gdzie urodzili się chłopcy:-)Jaruś będzie miał do mnie blisko...Szlak mnie trafia, boli straszliwie, nie wytrzymam, potną mnie jak nic, wątroba twarda, chodzić nie mogę, spać nie mogę, tabletki się kończą, nie mogę ich przecież łykać na tony:-(
Strasznie mi:-(I znowu ta znieczulica szpitalowa:-(Boję się:-(Ech...
Pa Wszystkim i do przeczytania mam nadzieję już niedługo:-)Idę sobie ładną bieliznę wybrać:-)))
I znowu:-(
2012-01-25 21:38:00
Najpierw dobre wieści, czy złe?
Dobre! :-)
Szymek zdrowy, Fifi zdrowy, Jaruś zdrowy!:-)Fifiemu wychodzą kolejne ząbki, myślę,że górne jedynki. Śpi w ciągu dnia dwa razy, razem około maksymalnie dwóch godzin.Na noc zasypia około 21:00 i śpi do rana, choć czasami budzi się o 4:30, 5:00, czy 5:30, trochę bujania w wózku i śpi dalej, choć niekoniecznie też ja:-)W tygodniu już raczej nie kładę się spać, choć na szczęście nie jest to takie częste. Z listy nowych poczynań: zaczął(o zgrozo!) wchodzić na swoje krzesełko grające, jedna noga, druga noga i już stoi i dumny z tego jest strasznie a Jarkowi włosy siwieją, w sensie...no kilka włosów:-)))
Szymonek za to zaczął zabierać zabawki bratu. Cokolwiek Fifi weźmie w rączki to Szymek mu to zabierze. Nie pomagają żadne uwagi, pouczania, czy zakazy. Na szczęście Fifi jeszcze nie podnosi krzyku w tych momentach, bo dopiero by było.
Jaruś dzielnie mi pomaga, bo...i tu zła wiadomość, bo wróciły bóle jamy brzusznej. Drugi dzień zwijam się z bólu, łykam tabletki, jem śladowe ilości. W pracy przez telefon nawet klienci słyszą, że coś jest nie tak, bo głos mam słaby i ściszony. Ledwo siedzę:-(Niestety nie zdążyłam załatwić spraw związanych z moim zdrowiem do czasu powrotu do pracy, a teraz chcę odczekać, bo przecież nie pójdę od razu na chorobowe. Niestety do spraw czysto formalnych związanych z moim wizerunkiem jako dobrego pracownika, doszła sprawa specyfiki mojej pracy, czyli jak mnie nie ma to i obrotów brak, cel nie wykonany i pensja...no właśnie:-(Czekam, leżę, wyję i modlę się o zdrowie... Dla nas wszystkich!
A tu przedstawiam kolejnego Hrabiego w rodzinie:-)))Te nóżki skrzyżowane towarzyszyły bardzo długo Szymkowi:-)
Dziękujemy!!!
2012-01-24 0:08:00
Kochane Panie(bo panów to my tu chyba nie mamy:-) - a no już się zgłosił pierwszy mąż,więc dodam: i Panowie!a przy okazji "zlokalizujemy" ich na smykach:-))))), chcielibyśmy Wam z całych sił podziękować za wybranie www.szymko.naszbobas.pl Blogiem Roku 2011!
Mam nadzieję, że nadal będziecie nas odwiedzać tak często jak do tej pory i wychodzić od nas z uśmiechem, ze łzą wzruszenia i szczęścia, z dobrymi i pozytywnymi myślami na każdy kolejny dzień z Waszymi Pociechami:-)
Dziękuję Madzi, która pokazała mi krainę smykową, dziękuję Jarusiowi, który wspierał i dawał czas na pisanie, dziękuję Jarosławowi(to ten sam:-), że rozśmieszał i pozwolił na cytowanie, bo śmiać się z siebie potrafi, bo zna swoją wartość pomimo tych wszystkich gaf, dziękuję swoim synkom, którzy codziennie dają mi siły i motywację do pisania!
I dziękuję jeszcze raz Wam, drogie Mamy smykowe, które we mnie wierzyły, wspierały, i które głosowały już wtedy, kiedy jeszcze głosowania nie było(a były takie!:-)))))Jesteście Kochane i najcudowniejsze jest też to, że mam Was tu tyle, że nie podejmę się wymieniania!:-)))

Ściskam Was Wszystkie i Każdą z osobna!!!!:-*
Ciacho robione zaraz po obiadku, a szampan jeszcze od Ewy po jej obronie, bo wtedy pić nie mogłam
(ciąża), ale teraz jest w sam raz:-))))

Ps: A Jarosław K. obiecuje nadal bawić nas do tych łez i też bardzo Wam dziękuje!:-))))))Dla Wszystkich Pań otworzył szampana!

Nie ma to jak odpocząć w weekend:-)
2012-01-23 6:41:00
Szymka ostrzygłam ponownie i tym razem kolejna odsłona mego syna to wojak z jednostki wojskowej:-)Zdjęcie przed, zdjęcie po:



Wczoraj Szymek zasnął sam, zapewne to przypadek i odosobnione wydarzenie, ale na pewno warte odnotowania:-)
A w dzień młody dłubie i dłubie:-)


Filipka mam po dziurki w nosie i po wentyl, jak to mówi moja mama!:-)Weekend mnie powalił...
Wiecznie chce być z nami, nie mogę pójść do łazienki, nie mogę zrobić śniadania, rano ubrałam się, a właściwie już nie rano, bo dresy przywdziałam dopiero o 12:00! Sprzątanie tego stosu zabawek i ciuszków razem z takim maluchem to jest dopiero wyczyn, a gdzie tu pranie zrobić, obiad, podłogi umyć, bo przecież dziecko raczkuje, a między przedpokojem a salonem żadnych drzwi a tylko wielgachna przestrzeń wolna, po której roznosi się mnóstwo piachu, zwłaszcza przy takiej pogodzie. A Fifi wszędzie chce wejść, przy wszystkim wstać i stać, wszystko do ręki chwycić. On nawet usiedzieć nie może, bo wyobraźcie sobie, że non stop przesiada się przez lewe i przez prawe ramię! No i jeszcze wstawanie i kucanie, wstawanie i kucanie i na dodatek zaczął się już wspinać na materac, nogę zadziera na kanapę, czy krzesełko. Głowa mu chodzi na boki i tylko luka, co by chwycić, gdzie pójść! Człowiek od rana(a zrobił mi pobudkę o 4:30!, a wstaliśmy o 7:30) już czeka na drzemkę młodszego synka i nawet nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia:-)
Drzemka się zbliża wielkimi krokami, syn śpi wreszcie,mamie nacisk na mózg się luzuje, a tu tatuś żegna się i żegna z żoną i starszym synem i wychodzi do kościoła. Po minucie zauważa żona, że młodszy już nie śpi od tego tatowego żegnania. Napisałam do Jarka sms’a:
"Już nie śpi, dziękuję", a na to mój mąż:
"Pamiętaj, że jest to efekt naszej miłości:-)". Dowcipniś:-)
A poniżej nasz niespokojny efekt miłości podczas przemieszczania i innych gimnastyk:-)








A wczoraj u cioci Kasi nasz wiercipięta znowu nie mógł usiedzieć i wiecznie podróżował:-)



A przedstawiałam Wam już dwie perełki Filipka?;-))Nie?No to przedstawiam:-)Najpierw białe...

...a teraz czarne...

Ps: No dziewczyny, ostatnie godziny!:-))))) Konkurs na Bloga Roku 2011!
Pogadajmy:-)
2012-01-22 0:20:00
Ło matuchno, jak ja to zniese!:-))))Filip gada i gada! Non stop i cały czas! W dodatku dzisiaj to już nawet zaczął krzyczeć na nas, jak udajemy że go nie słyszymy, nie widzimy:-))Największą radochę ma z tego Szymuś, bo nareszcie z bratem mogą się jakkolwiek porozumiewać, ja tylko pytam:czy to musi być od razu krzyk?;-))A ciekawe, co będzie potem:-)
Po raz kolejny przerabiam też jedną rzecz: jak jest Filipkowi smutno, jak czegoś się domaga to słyszymy:"mama,mama" i zawodzenie, a zaraz potem płacz, a jak Filipek chce się bawić i jest w humorze rewelacyjnym to od razu roznosi się "tata,tata";-)Szymek robił dokładnie tak samo:-)))Tu ja w trakcie robienia obiadu,ale syn żąda zainteresowania:
A tu wersja tatusiowa:-)
Sobotnie śniadanko było przesmaczne! Tata zrobił naleśniczki:-)Próbowałam zachęcić Szymka fajnymi wzorkami i polewą czekoladową, ale zapomnijcie, naleśniki to żadne jedzenie dla niego, ale ogóra i kiełbasę to zje zawsze:-)

Kupiłam Szymkowi samochodzik do samodzielnego składania, no rewelacja! Można go rozłożyć do ostatniej śrubki, do ostatniej części! Szymek siedzi i dłubie, a przemieszcza się ze wszystkimi składowymi od miejsca do miejsca, nic nie zostawi, nawet śrubeczki!:-)Tu po kąpieli:


Filipek waży 9,100kg! Klocuszek mały nasz:-)Rośnie w oczach, więc dzisiaj Jarosław przytargał z piwnicy wszystkie wory z ciuchami, jakie tam w ogóle jeszcze były. Akcja była zakrojona na szeroką skalę, bo najpierw trzeba było zrobić na te ciuchy miejsce, więc pozbyć się już tych za małych na Filipka:-) Jednocześnie robiliśmy porządki w zabawkach, bo zrobił się delikatnie mówiąc nieład i nawet do szafki z ciuchami Fifka nie mogłam się dostać. Po raz ostatni obniżyliśmy łóżeczko Filipkowi, bo zaczął w nim skakać, podobnie jak w kojcu, więc dla naszego spokoju...Cała sobota w ciuchach, szmatkach i zabawkach. I teraz mam pytanie:kto chce ciuszki, kto chce pluszaki?;-)Wyślę na swój koszt! Dajcie znać dziewczyny:-)Jeżeli znacie kogoś, kto potrzebuje to też oczywiście:-)
Ze wspominek, uśmiałam się:-))))))Mamusia zawsze na posterunku!Z Szymkiem:-)

A tu Jaruś czuwający z Szymkiem:-)

A tak poza tym to wszystko po staremu:-)







Ps: No dziewczyny, macie ostatnią szansę zagłosować na któryś z wyróżnionych w całym 2011 roku blogów w konkursie na Bloga Roku? Konkurs na Bloga Roku 2011!
Wychodne:-)
2012-01-21 11:54:00
A wracając do poprzedniej notki...Jarosław miał wczoraj wychodne:-))Tak, tak, dobrze przeczytałyście:-)Poszedł na "Sztos 2" ze swoim bratem i jego kolegą. Wrócił wieczorkiem, jak już chłopcy byli wykąpani, a młodszy nawet już spał. Teraz to śpią już wszyscy:-)Jaruś wrócił i dostałam...

Jedną już zjadłam:wyśmienita!Drugą zostawię mężusiowi:-)
W pracy test zdałam, zaliczyłam i ten rozdział zamykam. Radzę sobie, konkretnych osób unikam, nikomu nie wchodzę w drogę, staram się być niewidoczna.A kiedyś...A kiedyś byłam wszędzie, kiedyś się udzielałam, kiedyś walczyłam i grzmiałam, kiedyś...W życiu tyle razy nie ugryzłam się w jęzor, co w przeciągu tych ostatnich 3 tygodni(mój tata powiedziałby, że mój własny jad mógłby mi zagrozić:-). Tak jest dobrze, tak czuję się w miarę bezpiecznie. Zmieniam się, czy odkryłam sposób na spokój...w drodze do 40’tki?:-)))W tak zawoalowany sposób napisałam, że się starzeję:-)))Hahahaha:-)A może to taki rodzaj mądrości?Niemoc, czy mądrość, ważne że mam spokój:-)W następną sobotę mam imprezę firmową, czyli kolejne podsumowanie poprzedniego roku w firmie. Postanowiłam, że pójdę, bo tak wypada, choć mi się nie chce. No bo, co ja na siebie włożę?!:-))))))Trza coś znowu zakupić, umówić się do fryzjera:-)A rok temu na imprezie byłam jeszcze w ciąży z Filipkiem i pamiętam to jakby to było tydzień temu, a nie rok temu:-(A no starzeję się, bo w życiu mi tak czas nie leciał...uciekał przez palce, jak teraz...Trochę straszne:-(
Znowu mi się zebrało na wspominki...Grzebię w zdjęciach, filmikach, których nie oglądałam od czasu ich zrobienia...Tu jeszcze w pracy, 13 październik 2010, już w ciąży z Filipkiem:-)

A tu z Jarusiem:-)Z zazdrością patrzę na siebie, bo mam te spodnie do dzisiaj(na pewno jeszcze się przydadzą, tiaaaa, hahahaha:-), ale zatrzymują się teraz przed kolanami i wcale nie żartuję:-)))Jaruś z innej strony patrzy na siebie z zazdrością, zgadnijcie...:-))))Hahahaha:-)Dawno, dawno temu...w 2007:-)

I znowu miałam pisać o czymś innym i znowu mnie przeszłość zabrała...
Ps: Głosujecie na któryś z wyróżnionych w całym 2011 roku blogów w konkursie na Bloga Roku? Jest w czym wybierać:Konkurs na Bloga Roku 2011!
Aniu, nie czytaj...
2012-01-19 18:30:00
Tak mi się zbiera od tygodni kilku...Praca. Wracam do domu jest 16:00. Jaruś czasami 17:00, 18:00 a nawet 19:00, jeśli chce pojechać na siłownię. O 18:00-18:30 już szykujemy się do wanny. Ciemno na zewnątrz, dzień zmierza ku końcowi, ku wyciszeniu...I już sen za chwilę. Dzieci na pierwszym miejscu...a my?Ja i Jarek. Mąż i żona. Małżeństwo. Z dnia na dzień, co jakiś czas, narasta we mnie strach, że tak łatwo się oddalić od siebie, to nie wymaga jakiegoś długiego czasu, to dzieje się codziennie po trochu, powoli...Czujecie ten strach? Codziennie mam jedną, lub dwie dosłownie takie myśli: powinnam Jarosława przytulić, powinnam ucałować, powinnam powiedzieć, że jest dla mnie straszliwie ważny(jak nic znowu hormony, bo ryczę:-)))))),że jest super tatą, mężem, moim przyjacielem najważniejszym! Codziennie pomiędzy ekspresowym obiadem(oddzielny temat, bo obiady ostatnio robię w 15 minut!),a kąpielą chłopaków wciąż wraca do mnie myśl straszliwa, że tak łatwo go stracić...Będziemy w mieszkaniu, będziemy troskliwymi rodzicami, ale możemy przestać być małżeństwem jeśli...Ale czuję jednocześnie, że Jarek czuje dokładnie tak samo, że on to wie, bo jednego dnia zrobił mi kanapki do pracy, ale nie takie zwykłe, bo były z moją ulubioną szyneczką(nawet skórkę zdjął:-)))))hihihi:-), z ogórkiem, z odrobiną majonezu do smaku:-)Cudownie jest jedząc je pomyśleć, że on robiąc je myślał o mnie z czułością...A dzisiaj...Zmierzałam do pracy...Oczywiście w głowie miałam płacz Szymka zza zamkniętych za mną drzwi, choć wołał do mnie jeszcze przed chwilą z uśmiechem "papa mama, papa" i Filipka zamyślonego, wpatrzonego we mnie, siedzącego na kolanach cioci. No i przejechałam mój przystanek:-)Wysiadłam już smutna i zdenerwowana, zwłaszcza że czekała mnie druga część testu kompetencji w pracy...Odebrałam sms’a od Jarosława...

Zadzwoniłam do niego, łzy wytarłam, do pracy pobiegłam:-)I bezpieczniej mi było i już lepiej...A myślę jeszcze o Tobie Aniu...Cały czas myślę. Pewnie i tak to przeczytasz, pewnie będziesz płakała tak jak ja, bo i ja się boję każdego dnia...Jednego bardziej, drugiego mniej a np. dzisiaj wcale.Ta miłość jest tak krucha, że jest to przerażające!!!!Codziennie trzeba dbać, pamiętać, pielęgnować. Codziennie trzeba spojrzeć na męża, na żonę i przeprosić, bo pewnie zawsze jest za co, wyznać że się kocha, bo tak po prostu jest, zapytać, jak minął dzień, jak się czuje, bo przecież chcemy to wiedzieć...Ale trzeba chcieć, trzeba naprawdę kochać, bo dla fałszywych uczuć niestety nie będzie się nikomu chciało robić tego każdego dnia...Czuję się bezpiecznie, że Jaruś czuje to samo, że wie, że rozumie, że czyta w moich myślach, choć nie...on nie czyta w moich myślach...on po prostu myśli i czuje tak samo. A jutro ja mu zrobię kanapki, a co! A Wy, kiedy ostatnio rozmawialiście ze sobą, kiedy zrobiliście sobie herbatkę, kiedy wysłaliście sobie takiego sms'a?...No to już, teraz jest ten moment:-)))Ja idę do moich chłopaków!
Ps: Głosujecie na któryś z wyróżnionych w całym 2011 roku blogów w konkursie na Bloga Roku? Jest w czym wybierać:Konkurs na Bloga Roku 2011!
Spoko wodza!:-)))
2012-01-18 0:07:00
Szymek jest tylko przeziębiony, juhu!:-))))Kaszelek mokry i wykrztuśny, więc spoko, poradzimy sobie:-)Mamy zapas syropków, ale niestety tylko Lipomal jest akceptowalny przez Szymka, a ten nie ma przeznaczenia typowo przeciwkaszlowego, więc szukam sposobu podania innych Szymkowi, jutro wypróbujemy kolejne sposoby. Kaszel już dzisiaj słabszy i nie tak częsty.
W poczekalni przychodni Szymek wywoływał dużo śmiechu, bo nie dość że non stop gadał do siebie dość zabawnie to za każdym razem jak ktoś wychodził i głośno mówił do widzenia to Szymek swoim dziecięcym głosikiem głośno odpowiadał przejęzyczająco:"doidenia" ze śpiewającym cudnym, radosnym akcentem;-)))Wszystkich tym rozbawiał, a tych którzy wychodzili cofał do przychodni, bo czuli się zobowiązani, aby mu jeszcze raz odpowiedzieć do widzenia:-)Ależ mnie to bawiło, a duma mnie rozpierała strasznie:-)))Z badaniem idealnie nie było, ale i dużo lepiej niż ostatnio i nie trzeba było mu obiecać potężnego samochodu. Nie chciał dać się zbadać, musiałam go przytrzymać, ale przynajmniej nie były to ostatnie wrzaski. Pani doktor mogła dokładnie w ciszy Szymka osłuchać i nie przerwała po jednym dotknięciu go stetoskopem.
W pracy testu nie miałam, więc pewnie czeka mnie on dzisiaj, bleeeee:-(
Ostatnio znowu wzięło mnie na wspominki...Boli mnie, że tak szybko zapominam..., że nie pamiętam takiego malusieńkiego Szymka...Smutne to bardzo i żal mi tych uczuć, tych wspomnień...Nawet jak patrzę na zdjęcia to...jakoś tak widzę, ale nie pamiętam:-(Powspominajmy więc...Po to w końcu prowadzę tego bloga:-)






Ps: Pamiętajcie, że trwa głosowanie na któryś z wyróżnionych w całym 2011 roku blogów w konkursie na Bloga Roku! Można oddać codziennie jeden głos. Konkurs na Bloga Roku 2011!