Spać nie mogę… bo zasnęłam usypiając bąka małego, wstałam godzinę temu i co?
Wyspana jestem… A rano? Zlituj się, kto może…
I myślę sobie, że zapiszę, co nieco, co mi się po głowie pląta, a co całą mnie pod koniec kwietnia zaprzątało…
Więc o przedszkolu niech będzie.
Kiedy już zdecydowana byłam starszą moją do szkoły o rok wcześniej puścić. Zrobiłam „little tour” po szkołach podstawowych i po wnikliwej analizie okazało się jak bardzo szkoły nie dostosowały się do tego, co się ogólnie słyszy. Zajęcia nie są bynajmniej skrócone, a dalej prowadzone według dzwonków. Zabawek w salach nie ma. Są jedynie dywaniki? Czy używane w ogóle, tego nie wiem… Sześciolatków jak kot napłakał. Znaczy się jedno, dwoje lub troje dzieci do klasy siedmiolatków zapisane. Panie zachęcają wielce. A na pytanie, po jakim czasie dziecko sześcioletnie do grupy się dostosowało, w klasach gdzie takowe są? Co słyszałam?... że gdzieś tak około stycznia, lutego… Byłam nawet w prywatnej szkole. I pomimo iż tam zajęcia prowadzone bez dzwonków, to sześciolatek też potrzebował pół roku żeby się zrównać z resztą… i nie chodzi mi tu o strefę intelektualną…
Więc co? Mam męczyć moje dziecko przez pół roku żeby dorosło do grupy???
O NIE!
Postanowiłam wtedy „koniec, kropka i koniec” jak to Lokata mawia.
Moja starsza panna w przedszkolu zostanie!
Aż tu nagle, coś mnie tchnęło. Babcia też żyć nie dawała. I poszłam do innego pobliskiego przedszkola. Na dzień dobry spotkałam panią co sześciolatków prowadzić ma, która kiedyś na kółku plastycznym uwielbiona przez Kreolkę była. Otwarta, uśmiechnięta z energii mocą…
Wzięłam Kreolkę. Pokazać jej chciałam takie przedszkole, gdzie literki nie są zabronione, gdzie nie tylko szlaczki literopodobne mogą rękę kształcić. Bo już jakiś czas temu się zastanawiałam jak to jest, że moje dziecko nie może się samo w przedszkolu podpisać. Choć pani wie, iż umie sama, to nie zachęca… i takie tam…
Poszła.
Do Sali weszła.
Po 10 min wyszła i powiedziała:
- Mamo, przepisz mnie proszę! Czy mogę od jutra tu chodzić?
Nie mogłam z szoku się pozbierać. No jak? Już tak od razu?
- A nie będziesz tęsknić? Za panią swoją, za dziećmi?
- J. i tak idzie do szkoły. Więc się z nią nie spotkam na przyszły rok. Mamo przepisz mnie!
- I będę miała trochę czasu dla siebie… Babcia będzie mnie odbierać!
No i …
Matka przepisała…
Ale tylko jedną, bo druga mogłaby się nie dostać, a tego zaryzykować nie mogłam…
A teraz?
- Ja chcę zostać w tym przedszkolu, z Panią Bogusią!!
- Teraz już wolę nie chodzić, bo pani Basia już nie ma wolnego…
Tak…
Takimi tekstami rozwiewa wszystkie moje czarne myśli.
Witaj:) To zrozumiałe, że masz stresa i wątpliwości... ale tak sobie myślę, że dzieci są mądre i same instyktownie wyczuwają co dla nich dobre... a swoją drogą to musi byc jakies magiczne miejsce lub magiczna pani, skoro Kreolka tak szybko się tam dobrze poczuła... oby takich jak najwięcej:)
Pozdrawiam, M.
A jeśli chodzi o pomysł z nie reagowaniem na płacz dziecka, to wypróbowałam go trochę nieświadomie i faktycznie zadziałał :) zresztą chyba w ogóle się trochę ustabilizowało... dziękuję :)
IP 217.113.228.*
Dnia 2010-06-07 o godz. 12:51:57
novaczka :)
Myślę, że możesz spać spokojnie... zgadzam się z Renikką, bo też nie wierzę w przypadki :) A jeśli dziecko od razu poczuło się tam "jak w domu", to trzeba pozwolić... fajnie, że dało się przepisać, że było miejsce, bo czasem dobre chęci to za mało... naprawdę bądź dobrej myśli... masz mądrą córkę :)
czasem tak jest że niby przypadkiem, niechcący a trafia się na pomysł dobry, na rzecz wartościową. Ja w tym widzę palec Boży który popycha leciutko w dobrym kierunku :) I tylko człowiek czasem nie może uwierzyć że to przyszło tak łatwo, bez całego procesu wybierania i tentegowania w głowie jak mówi mamrotka. W szoku jestem że nie pozwalają się podpisać dziecku w przedszkolu. U nas wszystkie prace, laurki opisane są kulfonami. Pozdrawiam ciepło Renika