« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

Wspomnienia Mamy
Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wszelkie prawa
do wszystkich fotografii na tym blogu są własnością autora.
Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie jest zabronione!!!!



                                                                                             Kontynuacja bloga www.serduszko.corcia.pl
 
                              Wspomnienia palą mnie jak słońce,
                                     Wspomnienia jak lawa gorące...


 
O nas 
Galeria 

Goście 



Nasze allegro 



Odwiedzamy:
 Adrianek i Milenka   Ale Dzieci    Aleksandra i Tomasz  Ania  Dominik   Karolinka  Kiraszki  Maciuś  Maja i Oliwka   Marcel   Martynka i Misiek   Misiunia  Natalka i Mateusz   Notki Mamrotki  Oleńka  Pawełek i Haneczka  Piotruś  Rafałek  Rodzeństwo Martynka i Patryk  

                
 

Dzień drugi...
2010-09-02


Godzina 7 dzwoni budzik, lekko głaszczę Kingę po policzku...Kingunia wstajemy, pobudka.
Co słyszę...jeszcze chwilkę Mamo. Tłumaczę, że nie można, bo trzeba się ubrać, umyć i iść, bo dzieci czekają, zabawki i Pani.
Kinga w mgnieniu oka wyskakuje z łóżka, staje na baczność i krzyczy - wstałam. Hej ho idę do przedszkola.

Poszła z Gusiowym. W szatni szybkie przebieranie, a potem...pognała do Pani, nie patrząc na Ojca, który o buziaka pożegnalnego upomnieć się musiał.

Oby tak dalej!!!

 

DOPISANE WIECZOREM

Punktualnie o 12.45 przyszłam do przedszkola. W drzwiach z uśmiechem przywitała mnie pani, która pomaga dzieciom w posiłkach. Kinga była już po obiadku,  odpoczywała sobie na dywanie. Weszłam do sali i zobaczyłam pusty talerzyk po obiedzie, pusty kubeczek po kompocie i uśmiechnięte moje dziecko.
Mamo, mamo...
Jak było? Dziś wiem już trochę więcej. Wiem, że była zabawa w kaczuszki i balonik, rysowanie kredkami, czytanie książeczki o piłce...

Jest OK i oby tak dalej córcia. Dzielna jesteś.

 
(Komentarze)3


 

Mamusiu czy mogę jeszcze zostać?
2010-09-01


O 12.45 weszłam do przedszkola z drżącym sercem, na miękkich nogach, w głowie tysiące "czy" czy nie płakała, czy zjadła, czy była grzeczna...
Przed salą zostałam poproszona o nazwisko dziecka żeby można je było już wywołać. Podałam nazwisko i usłyszałam - jeszcze je, proszę zobaczyć bo ją widać.
Zerknęłam przez otwarte drzwi, weszłam głębiej, zrobiłam parę zdjęć, a dziecko mnie nie widzi. Zapatrzona w naleśnik z serkiem nie widziała nikogo i niczego.



Potem poprosiła o dokładkę jednego i drugiego. Dopiero gdy kilka razy zawołałam zauważyła mie, podeszłam a ona się przytuliła i zapytała - MAMO A MOGĘ JESZCZE ZOSTAĆ:)

W szatni zadała mi pytanie - Mamo ale nie płakałaś? Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że troszkę tak. A ona mi na to - Mamo, ale starałaś się nie płakać?

Z pierwszego dnia nie pamięta nic...amnezja 100%. Nie wie co jadła, co robiła, ale wie, że było fajnie!!!

 
(Komentarze)9


 

A w domu cicho i pusto
2010-09-01


1 września...wyczekany, wytęskniony.
Od dziś obowiązuje u nas nowy rozkład dnia...o 7 pobudka, mycie, ubieranie i wychodzimy do przedszkola.
Dzisiejszy dzień przeżywałam bardziej niż Kinga, która wstała z uśmiechem, szybko się ubrała, a gdy wyszła na klatkę i spotkała idącą do przedszkola sąsiadkę (jest wychowawcą w starszej grupie) wydawało się, że już się z nami pożegna i pójdzie sama.
Droga do przedszkola to całe 5 minut wolnym krokiem, dziś trochę dłużej bo pada strasznie i przez boisko z wózkiem nie chciałam iść.
Docieramy, mi już w oku kręci się łza, gdy Kinga w asyście Gusiowego dzielnie przekracza próg szatni. Z uśmiechem witają ją tam Panie i proszą o podanie nazwiska. Nie mija 5 minut i z przedszkola wychodzi uśmiechnięty Gusiowy tata. Teraz kolej na mnie, wchodzę, żeby sprawdzić, pocałować raz jeszcze i upewnić się, że wszystko jest Ok.
Kinga zwiedza salę, ogląda zabawki, gdy mnie widzi zdziwiona pyta - co tu robisz?.
A ja co mam jej odpowiedzieć, że bez niej do domu nie wrócę. Ukraktkiem wycieram spływającą łzę, daję jej buziaka i wychodzę z sali. Zostawiam ją siedzącą przy stoliku i bawiącą się małymi lalkami.

A w domu cisza i spokój...słychać tylko pociąganie nosem...oczywiście moje




 
(Komentarze)20


 

Blog dnia - dziękujemy
2010-08-29


Już drugi raz pisanina moja została blogiem dnia. Miło i przyjemnie, choć z tego co wiem, to nie element ludzki wybiera.

A u nas cisza...Kinga u dziadków do jutra, Natalka "rozmawia" z misiem, a ja...sprzątam po kolejnej imprezie. Przed nami jeszcze jedna jutro...uf


 
(Komentarze)8


 

Niech nam żyje i 100 lat, powiedz ile świeczek masz nim kawałek tortu dasz, zjemy tort...
2010-08-27


Trzy lata minęły jak jeden dzień. Dopiero jechałam na porodówkę, dopiero w mękach i bólu się rodziła, a dziś kończy 3 lata.
Mały, wielki człowiek.
Nie chce mi się rozpisywać jaka jest.
Jak każda matka w swoim dziecku i ja widzę w moim najukochańszą istotę, małego gniewnego człowieczka, którego nastroje przechodzą ze skrajności w skrajność, który czasem zachowuje się tak że do rany przyłóż, a czasem tak, że o jesuuuuu, takiego który reaguje na ludzkie nastroje, który pocieszy gdy smutno i ciężko. Czasem to wielka maruda, czasem samodzielna w 100% dziewczyna, która znika w swoim pokoju i bawi się przez godzin parę, przybiegając tylko z pytaniem – dasz słodycza?
Kochająca starsza siostra, tuląca Natalkę w każdej sytuacji, wycierająca jej buzię gdy trochę mleka na niej zostaje, trzymająca u lekarza za rękę, przynosząca grzechotki, wyjaśniająca jak działają skomplikowane dziecięce zabawki i chwaląca się każdemu kto na Natalkę spojrzy – wiesz to moja siostrzyczka Natalka, jest śliczna, bardzo ją kocham.
 
Czego mogę Ci Córeczko życzyć w tym dniu… szczęśliwego dzieciństwa, które staramy Ci się zapewnić, udanego startu w przedszkolu, masę koleżanek i kolegów, kolorowych snów, słońca na niebie oraz spełnienia marzeń – tych dziecięcych i tych starszych poważniejszych.

 
Pytam Kingę czy w urodziny chce iść na pizzę (marudzi już od paru dni) czy na ciastko. A ona mi na to: Pójdziemy na pizze, potem na lody i ciastko a na końcu na tort.
Pytam ją więc: a gdzie Ty to wszystko pomieścisz?
A ona mi na to: No przecież w samochodzie
 
Nosz matka niedomyślna jakaś jest.

WIECZOREM DOPISANE

Solenizantka chrapie już od godziny. Nie dziwie jej się. To chyba pierwsze naprawdę świadome urodziny. Guśka w błogiej nieświadomości o urodzinach była do godziny 10.15, kiedy to Gusiowy z bukiecikiem kwiatów przyjechał do domu, a ja z lodówki wyjełam tort i zapaliłam świeczki (w lodówce odbywało się również dekorowanie tortu...normalnie szał pał). Kinga lekko zdziwiona i zdezorientowana, ale zadowolona, że to już dziś. Tort, kwiaty i głośne Sto Lat (obudziło nawet Natalkę). A potem już najważniejszy punkt programu - prezenty. Te małe od Natalki (pieski chi chi love) i ten duży, ogromny od nas.
Ciekawa byłam reakcji Kingi. Nie pomyliłam się jednak. Po zerwaniu papieru Kinga szeroko otworzyła buzię i wykrzyknęła " Klubik Myszki Miki".
Oj...namęczyłam się, żeby go kupić. Chodzenie po sklepach i wielogodzinne szperanie po allegro opłaciło się.
Radości nie było końca. Prezent trafiony w 100%.
Całe przedpołudnie Kinga spędziła na podłodze bawiać się, rozawiając z zabawkami i jedząc tort.

O 16 obiecane wyjście na pizze i lody.

Jutro kolejna impreza... z rodzicami chrzestnymi, a w poniedziałek...następna rodzinna z babcią, dziadkiem i wujostwem i tu czeka na Kingę niespodzianka, ale jaka o tym w poniedziałek.


 

 
(Komentarze)13


 

Za górami, za lasami, za siedmioma morzami...
2010-08-24


Eeee no nie, wróć. Nie za górami, może za lasami, ale na pewno morza tam nie było, tylko zalew...
Niecała godzina jazdy i przenosimy się w krainę bajek, stworów i dobrej zabawy.



Kinga kurczowo trzyma mnie za rękę, nie chce puścić gdy zza rogu wyłania się Baba Jaga....Bajkowo ale z respektem. Mamo ja się boję...ja nie chcę.




Oczy szeroko otwarte i błysk w oku, bo przecież bajkowe postacie znane są Guśce tylko z kartek książki. A te wyglądają prawdziwie, realnie, kolorowo.
Kot w butach, chatka na kurzej łapce z Jędzą na górze, smok wawelski, czerwony kapturek, murzynek Bambo... wszystko kolorowe, piękne, bajkowe. 

   





Ale czymże są bajkowe stwory. gdy na środku stoi olbrzymi plac zabaw...





 



Nieśmiała dotąd Guśka, która chyba była przez nas zbyt mocno pilnowana (żeby się nie wywaliła, nie spadła itp). wspinała się, skakała, zjeżdżała, przez linowe tunele przechodziła i wołała tylko do mnie "Mamo no coś Ty, nie boję się, nie spadnę". I już jej niebyło...

Do położonego obok Dino świata już nie dotarliśmy...upał był straszny.
Ale pewnie tam wrócimy...



 
(Komentarze)13


 

U lekarza fajnie jest
2010-08-18


Bo u naszego lakarza serio jest fajnie!!! A najważniejsze, że wizyty ropoczynają się o czasie, a nawet przed tak jak dziś - równe 15 min przed nim. 
Mamy za sobą trzecie szczepienie hexą, następne jak Najmłodsza skończy rok. Wizyta kontrolna za 2 miesiące.
Rozwój Natalki jak najbardziej prawidłowy. Waga 7kg, obwód klatki piersiowej 42, główki 41,5.
A najważniejsza dla mnie wiadomość - nie ma śladów alergi po zjedzonym całym opakowaniu kaszki mlecznej.
Hura!!!!
Obym nie musiała tych słów odwoływać, bo teraz kończymy puszkę HA i przechodzimy na normalne kszki...uf!!!
Oczywiście wywiad zrobiłam na temat piramidy żywienia...wszystko już wiem, jestem mądrzejsza.
Natalka ma przyjmować osłonowo probiotyk (latopic) a Kinga też ma ssać jakieś tabletki uodparniające, żeby w przedszkolu była bezpieczniejsza (no jej zdrowie).


Poza tym wszystko jest OK. Żyjemy spokojnie, ale intensywnie przygotowujemy się do imprezy urodzinowej Kingi. Nie mówię już o tym, że każdego dnia idziemy sprawdzić, czy sale przedszkolne są już pomalowane.
Oby zapały dziecku nie brakło po 1 wrzesnia!!!


 
(Komentarze)5


 

14 sierpnia 2009 roku
2010-08-14


Rok temu w godziach bardzo wczesno porannych z drżącym sercem i jeszcze bardziej drżącymi rękoma, na miękkich nogach przekroczyłam próg wc z testem ciążowym w ręce.
Jedna część mnie mówiła - eeee nie możliwe, a druga - tak, tak...to możliwe.
Dwie minuty niepewności, w powietrzu czuć było napięcie...a potem...płacz, łzy szczęścia i sms do Ciotki Izy Domigolowej. Z grzeczności, bo to blog dzieci, treści nie przytoczę.
Gusiowy na wieść o powiększeniu rodziny zaragował spokojnie, z uśmiechem...z radością. Oboje jednak wiedzieliśmy, że nasze w miarę spokojne życie wywróci się do góry nogami. Potem już tylko nadzieja, że ciąża przebiegnie bez komplikacji.
A tera...a teraz życia sobie nie wyobrażamy bez Najmłodszej...bez kluseczki (jak to ostatnio nazywa Tuśkę tata)


 
(Komentarze)1


 

A czas ucieka (czytaj czasu brak)
2010-08-13


Brak czasu mnie dobija. Dopiero wstałam, a już wypadałoby się położyć. I choć niejednokrotnie godzina młoda, to sił brak na zrobienie czegoś konkretnego. Od dni paru jakaś nocna bezesenność mnie dopada. Po 4 godzinach snu wiercenie przychodzi i wstać trzeba.
3:19 - czy kiedykolwiek ktoś widział mnie o tej porze poza łóżkiem, kiedy nie trzeba było. Nie ma takiej możliowści.
Gdyby nie śpiąca Kinga pewnie przewróciłabym do góry nogami ich szafę, bo pozbyć się trzeba małych ciuchów, szczególnie Natalki. A sio na allegro. Kinga też tego tyle, że miejsca brakuje. Swoją drogą zastanawiam się po co im tyle ciuchów. Ubrałabym za to conajmniej piątkę. Dobrze, że Gusiowy nie wie ile kasy to kosztowało. Ale serio mówiąc trzeba poglądy ubraniowe zrewidować. Ale jak to zrobić skoro wszystko takie śliczne...ah te maleństwa w rozmiarze 68.
No właśnie 68...niedawno było 56...62. Najmłodsza rośnie na potęgę. Rośnie, rozwija się...a tak na marginesie ciekawa jestem ile waży. Oczywiście zapomniałam sobie odnotować jedną istotną rozwojową sprawę. Coś co miało miejsce jeszcze przed naszym wyjazdem, a teraz powtarza się non stop. Natalka się śmieje...nie, nie uśmiecha. Śmieje się na cały głos z jakiejś sytuacji. Najbardziej lubi gdy lejemy się z Kingą poduszkami. Ubaw ma po pachy. A poza tym nauczyła się krzyczeć. Strasznie zabwane, jak takie małe krzykiem coś już wymusza. Ma charakterek kobitka.
Problem brzuszkowy sam się jakoś rozwiązał, więc powoli, powoli Natalka zaczyna próbować nowych smaków.
  

Niestety nie zawsze tych dobrych, bo mleka typu HA na pewno do nich nie zaliczę. Nadszedł niestety czas, że moje mleko już jej nie wystarcza, może się kończy...nie wiem. Rozpaczy nie ma, butelka zaakceptowana, kaszka również. Jest gut. Tym bardzej mnie to cieszy, bo nasłuchałam się, że dziecko, które smoczka nie tknie, nie chce również pić z butelki. No to byłaby maskara, tym bardzej, że wracam od września do gnębienia słuchaczy. Uf....wyrwę się do ludzi...
A co do kaszki, to próbujemy również tych mlecznych i zobaczymy co będzie. Powoli raz na parę dni na kolację. Ale muszę z lekarzem skonsultować czy jest się co tak bawić, czy lepiej podać i jak wysypie to wiadomo po czym. Odpowiedź we wtorek, bo kolejne szczepienie przed nami i kolejne 180zł w plecy. Dobrze, że spokój na dłuższy czas będzie.

Nadszedł też czas, kiedy powoli zaczynamy organizować się przedszkolnie. Pierwsze zakupy poczynione: szczoteczka, pasta i kapcie...obowiązkowo te z hello kitty (masakra).
Rozmawiam ostatnio z Kingą na temat przedszkolnego planu dnia, co kiedy będą robić itd. Kinga zadaje mi pytanie:
Mamo a będziesz płakać jak pójdę do przedszkola?
Odpowiadam jej, że pewnie łezka poleci, ale nie dlatego, że przedszkole to coś złego, ale dlatego, że cieszyć się będę że jest już taka duża i samodzielna.
Kinga popatrzyła, pomyślała, podeszła, przytuliła mnie i mówi "No co ty Mamo nie płacz, tam będzie fajnie, ja się pobawie z dziećmi, a później po mnie przyjdziesz z Natalką i wrócimy do domu, dobrze?"
Rozłożyła mnie na łopatki.

Sparawa kolejna, w środę dotarła do nas nagroda za II miejsce w konkursie zdjęciowym. Zdjęcie Kingi, nosidełko dla Natalki. Napiszę tylko - jest super.
Jedna sprawa (nie żebym się czepiała), ale coś z tymi nagrodami powinni zrobić. Bo jakby Natki nie było, to po co mi takie nosidełko...Kinga do niego nie wejdzie. Jakiś podział wiekowy zrobić czy coś. Ale to tak na marginesie.



 
 

 
(Komentarze)12


 

Pożegnania i powroty
2010-08-08


Wróciliśmy. Nasz wakacyjny wyjazd dobiegł końca.
Jak było? Było cudownie. Poranne lenistwo i rozmowy przy kawie, spacery wolnym, żółwim krokiem


...codzienne wizyty na basenie, zabawy z psem i z osiedlowymi koleżankami, wyprawy na plac zabaw…



 
...wymieniać mogę cały dzień.
Kinga dzień zaczynała od obowiązkowego spaceru z Dianką i z Babcią. I nie ważne było, czy deszcz czy słońce, czy ubrać starczyło krótkie spodenki czy ciepły sweter i pelerynę.
 
Potem kolejny spacer i kolejny. Nie odstępowała babci na krok. Bo przecież kto jak nie babcia, wycałuje, przytuli, pogłaszcze…
Każdego dnia obowiązkowo byłyśmy na basenie. I jakie było moje zdziwienie, kiedy Kinga zamiast do basenu dla dzieci o głębokości 55cm, pognała do basenu 120cm. Nie bała się… krzyczała non stop – mamo puść mnie, puść. Byłam pełna podziwu. Wejście na basen oczywiście bez pampersa do pływania. Nie ukrywam, że na początku się bałam, bo przecież w ferworze szaleństwa łatwo się zapomnieć. Dziecko moje pokazało mi kolejny raz że jest już duże i wpadki żadnej nie było, natomiast wyjścia do wc jak najbardziej.
W basenowej przebieralni odbyła się również pierwsza rozmowa na tematy czysto cielesne. Było to w momencie kiedy wzrok Kingi utkwił poniżej pasa nagiego kolegi, nawiasem mówiąc 1,5rocznego. Uf… udało się mi się ją zbyć stwierdzeniem, że coś takiego dziwnego mu tam wyrosło…Na razie mam spokój.
Oczywiście były również lody i bita śmietana w Karczmie Rzym
oraz wizyta na zamku.

I najważniejsza atrakcja dla Kingi – przejażdżka pociągiem. Wyprawa do odległego od Suchej o jakieś 6km Makowa sprawiła, że dziecko o niczym innym nie mówiło przez 2 dni. W jedną stronę przejazd busem i powrót pociągiem. Jedna stacja a ile radochy.
 
Natalka- prawie już 4 miesięczna zauroczyła każdego kto spotykał ją na swojej drodze. Czarne włosy, niebieskie oczy i uśmiech od ucha do ucha…
W ciągu tych dwóch tygodni zmieniło się tyle w jej rozwoju, że jeszcze nie mogę uwierzyć.
W pierwszych dniach polubiła leżenie na macie 

 
 ( w domu było be) i leżała czasem nawet godzinę męcząc zwisające maskotki ( w domu rączek nie wyciągała). Kiedy już uwierzyłam, że dziecko w domu też będzie tak leżeć, a ja będę mieć chwilę spokoju, stało się coś czego się zupełnie nie spodziewałam. Od 10 dni Natalka obraca się z pleców na brzuch.
 Tak więc mam już full service. Pozostawienie więc jej teraz bez nadzoru choćby minuty nie wchodzi w grę, bo kręci się na wszystkie strony. Tydzień temu zauważyła również, że na nogach ma coś, za co można ciągnąć…zaczęło się ściąganie skarpetek,
 
a następnie… wkładanie nagich stópek do buzi.

Połakomiłam się również i Natalka dostała kaszkę. I o ile żadną skórną alergią nie zareagowała, to kaszka + podany probiotyk spowodował zatwardzenie. Bez pomocy gliceryny się nie obyło. Tak więc Najmłodsza na razie wróciła do jedzenia czysto naturalnego, do czasu unormowania się problemu.
 
Pogoda była iście górska raz lało, grzmiało i wiało, a raz upał był nie do wytrzymania.


 
Było tak jak sobie zaplanowałam, rozrywkowo, bez nerwów i stresu, z pysznymi obiadkami i potrawami, które jadam tylko u mamy i z…2 cm w pasie więcej. Ale…opłaciło sięJ
 
Droga powrotna do domu – obowiązkowy przystanek w Dinozatorlandzie. Szaleństwo trwało 3 godziny.


 



 
A po powrocie miła niespodzianka - wiadomość od Administrarora, że nasze zdjęcie zdobyło drugie miejsce w konkursie. Czekamy na nagrodę:)


 

 
(Komentarze)10


 


archiwum
Archiwum:
2010: maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień