Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wszelkie prawa
do wszystkich fotografii na tym blogu są własnością autora.
Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie jest zabronione!!!!



                                                                                             Kontynuacja bloga www.serduszko.corcia.pl
 
                              Wspomnienia palą mnie jak słońce,
                                     Wspomnienia jak lawa gorące...


 
O nas 
Galeria 



Nasze allegro 



Odwiedzamy:
  Aleksandra i Tomasz  Ania  Dominik    Kiraszki  Maciuś  Maja i Oliwka   Marcel   Martynka i Misiek   Misiunia  Natalka i Mateusz    Pawełek i Haneczka  Rodzeństwo Martynka i Patryk  

                
 

Dla wszystkich którzy....
2011-12-21


Wszystkim tym, którzy (mimo iż nie ma nas tu już jakiś czas) dopytują się co u nas odpowiadamy, że wszystko OK.

A skoro już przełamałam się i zalogowałam, to życzenia chcę złożyć... Zdrowych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia:)

 

 
(Komentarze)7


 

Żegnamy się
2011-08-06


Nadszedł taki czas, kiedy wypada się pożegnać, zamknąć jakiś rozdział. Byliśmy na Smykach ponad 3 lata. Poznałam tu wiele bratnich dusz, osób które pocieszyły gdy wydawało się, że już nie ma wyjścia z jakieś sytuacji, osób które były po drugiej stronie monitora wtedy kiedy było trzeba.
Teraz niestety czasu na pisanie brakuje. Opieka nad dziewczynami zabiera mi 99% czasu. Pisanie bloga od czasu do czasu, raz na miesiąc, od tak, bez przekonania.... to nie ma sensu.

Podczytywać i zaglądać będziemy...obiecuję.

A teraz wypada mi napisać....

TO JUŻ JEST KONIEC.

 
(Komentarze)6


 

Wrócimy za rok
2011-07-21



Powrót matki do przeszłości, błogi relaks, czasem słońce, czasem deszcz,czy wreszcie nasze wakacje z Ciotką M.
9 czerwca rozpoczęliśmy nasze długo wyczekiwane wakacje. Plany były różne, ale wylądowaliśmy w Niechorzu. W miejscu, które odwiedziałam mając 3, 4 i 5 lat. Niechorze przez dwa wakacyjne miesiące stawało się moim drugim domem. Teraz prócz paru drobnych drobiazgów nie poznałam niczego. Ale przecież nie o to chodziło.
Wyjechaliśmy o 23. Siadałam za przysłowiowe kółko z duszą na ramieniu. Jazda nocą nie należy do przyjemnych. Zwalaszcza jeśli jest się na nogach od 5 rano. Ale daliśmy radę z Gusiowym. Pół trasy jechałam ja, pół on. Droga wyśmienita!!!! Każdemu kto z południa wybiera się w zachodniopomorskie polecam drogę na Wrocław, Gorzów Wlk., Szczecin. Na miejsce dotarliśmy już po 7 rano. Przywitał nas deszcz i ... kilka minut później Ciotka M z Misią:)
Były wspólne romowy przy grilowanej kiełbasce, wspólne opalanie, wspólne szaleństwa w wodzie (to dzieciarnia). Ciotka....Ty wiesz co:)!!!

10 dni minęło zbyt szybko. Pogodna była jak dla mnie rewelacyjna. Były dni pod chmurką z lekkim deszczem, trwającym kilka godzin i dni upalne. Były wspólne spacery brzegiem morza, zbieranie muszelek, gonienie mew, wypad na latarnię morską, skakanie przez fale, szaleństwo w morzu, budowanie zamków z piasku, puszczanie latawca, wypad do Międzyzdrojów ( Rezerwat żubrów, Muzeum figur woskowych, molo, Aleja Gwiazd i masa komarów) i na festiwal Indyjski. Było.... i miejmy nadzieję, że za rok powróci.

 
Pierwsze chwile nad morzem.

 



Morskie szaleństwo


Mały spacerowicz








Nasze zachody słońca




Festiwal Indyjski


 

 
(Komentarze)6


 

Od tak...
2011-07-07


Pustka w głowie...
Po tak długiej przerwie ciężko zacząć od czegoś sensownego. Każdego dnia działo się coś. Coś śmiesznego, smutnego, poważnego...
Smyki poszły w zapomnienie. No może nie tak do końca. Podczytywałam, przeglądałam, podglądałam, ale pisać nie miałam ochoty.
Dziewczyny zdrowe. Szkarlatyna sobie o Kindze nie przypomniała, ale ciocia alergia jak najbardziej.  Teraz już jest Ok, skóra podleczona, wygląda ładnie. Natka broi za dwóch. Biega, krzyczy, wchodzi na wszystko co się da. Stół, krzesło, kanapa to dla niej pestka. Oczywiście kilka razy zaliczyła bliższe spotkanie z panelami. O dziwo nawet nie jękła. Twarda sztuka.
Odkryliśmy nową salę zabaw, więc dziewczyny mają w pochmurne dni zajęcie. Kinga śmiga po konstrukcjach, Natka biega z wózkiem i lalkami. A my..mamy chwilę żeby wypić kawę.
Od dni paru wszędzie plątają się torby, ciuchy, kable, zabawki. Panuje totalny chaos. Powód jeden prosty, banalny - wakacje! Długo na nie czekaliśmy. No, ale nareszcie .... wybywamy!
Kinga piszczy z radością na samo wspomnienie o morzu i plaży, a ja... wspomninam. Wspominam, ponieważ jedziemy w miejsce, w które i ja jako maluch jeździłam. Na dodatek mieszkać będziemy na przeciwko domu wczasowego z mojego dzieciństwa.
Towarzystwo doborowe będziemy mieli. Oby tylko dzieciarnia się dogadała, bo my starszyzna na 100% (przynajmniej damska część).
Powoli pakujemy manatki i w drogę. Jakieś 640 km przed nami do przejechania. Auto już sprawdzone przed tak daleką drogą, gps naładowany, trasa wyznaczona.
Tak więc witajcie piękne polskie piaszczyste plaże i zimne (brrr) morze.

 
(Komentarze)7


 

Przyłbice i kaptury
2011-06-12


11 i 12 czerwca w Chorzowie odbyła się Metropolitalna Parada Historyczna oraz Zjazd Rycerstwa Chrześcijańskiego i Pokaz Oręża Europejskiego.
Wszystko zaczęło się w sobotę wielką paradą oraz przekazaniem kluczy do miasta przez Prezydenta Bractwu Bożogrobców.
Potuptałyśmy z Kingą na główną handlową ulicę Chorzowa gdzie wszystko miało miejsce. Guśka piszczała z radości. Wkoło przechadzali się rycerze, giermokowie i inne barwne postacie.

  

 

Dziś z samego rana poszłyśmy do Skansenu. Mamy go pod nosem (10 min spacerkiem) i cały czas zastanawiam się dlaczego tak rzadko tam bywamy. Początkowo było mało ludzi, obeszłyśmy więc kramy z pamiątkami, zrobiłyśmy rozeznanie co gdzie będzie się działo i punktualnie o 11 zasiadłyśmy na widowni.



Nastąpiła prezentacja wszystkich bractw jakie brały udział w imprezie. A potem...były bitwy, pokazy, walki, strzelanie i wszystko to co z rycerstwem jest związane.

    

Impreza świetnie przygotowana. Dla starszych pokazy walk, a dla najmłodszych: nauka pisania piórem ptasim, robienie papieru czerpanego, strzelanie z łuku, malowanie herbów, przedstawienia teatralne, nauka tkactwa...

Tylko czas zbyt szybko nam uciekał:(

 



Guśka szalała, biegała od punktu do punktu a ja patrzyłam, patrzyłam i wypatrzyłam. Po lewej Prezyden Miasta a Pana z prawej przedstawiać raczej nikomu nie trzeba:)



Zapomniałam tylko o pogodę na lipiec zapytać;)

Było rewelacyjnie, rodzinnie, ciepło...wymieniać można długo.
I chciałoby się napisać.... Więcej takich imprez prosimy!!!!


 
(Komentarze)6


 

A nocnik Lambadę gra
2011-06-09


Na początku było przesiadywanie w spodniach, potem bez pampersa, ale i bez sukcesów. Następnie pierwszy mały sukces po 10 min zabawiania, potem drugi, żeby dziś usiąść i w przeciągu 5 sekund spowodować, że nocnik zagrał.
Radość moja wielka, choć wiem, że Natka jeszcze nie bardzo łączy sikanie z graniem nocnika. Ale powoli, powoli...

Trening na sucho:)


  
 
 

 
(Komentarze)6


 

Wielki sukces małego człowieka
2011-06-07


Czas jakiś temu postanowiła, że Natalkę zacznę odpieluchowywać wcześniej niż Kingę. Pogoda ostatnio sprzyja bieganiu z gołą pupą, więc wytargałam nocnik. Natka była najpierw zdziwiona nowym meblem, potem zaczęła na niego siadać. Kiedy powiedziało się jej - pokaż gdzie lala robi siki, biegła po lalę i sadzała ją na nocnik.
Dziś rano tak jak w poprzednie dni, Natka na nocnik usiadła popijając sok i ... nocnik zagrał. O jaka była zdziwiona.
Tak więc pierwsze siku do nocnika zrobione!!!


 
(Komentarze)9


 

Te dni...
2011-06-05


Bywają tygodnie gdy Gusiowy tata pracuje 7 dni w tygodniu, więc takich dni jak ten nie mamy zbyt dużo. Ale jeśli już jest staramy się go w 100% wykorzystać.
Tak też było wczoraj. Rano szybkie zakupy, a od 12 szaleństwa w parku z przyjaciółmi. Było pięknie, słonecznie, słodko, pachniało lodami, grilowanymi kiełbaskami a w powietrzu unosił się śmiech Kingi i Natalki.
Takie dni dodają skrzydeł. Kiedy wydaje się, że już nie dam rady, że z sił opadam przychodzi taki właśnie dzień, pełen radości i beztroski. Dzień dający siłę na cały następny tydzień.


 



Dzisiejsze popołudnie należało do mnie i do Kingi. Jak w każdą niedzielę wybrałyśmy się do teratru. Cel - przedstawienie "Kopciuszek". Byłam święcie przekonana, że będzie to przedstawienie z elementami baletu. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że będzie to sam balet. Bałam się, że Kinga nie wytrzyma. Ale ona siedziała prawie półtorej godziny z buzią otwartą. Było pięknie. Fakty trochę inne niż w bajce, jakby bardziej nowoczesne momentami, ale polecam każdemu kto dotrzeć do Chorzowa może.

A przed nami kolejny tydzień w zestawie ja + one. Ale jak to mówią: Alleluja i do przodu!

 
(Komentarze)3


 

Mól książkowy
2011-06-03


Kinga wczoraj pierwszy była w bibliotece. Chodziła między półkami w dziale dziecięcym, przeglądała książki, szperała i wybrała... oczywiście książkę o królewnach.
W bibliotece byłyśmy nieprzypadkowo. Mi Matce udało się zdobyć wyróżnienie na konkursie fotograficznym organizowanym właśnie przez bibliotekę. Nagroda książkowa narazie grzeje miejsce na półce, ale pewnie doczeka się przeczytania

Dziewczyny narazie zdrowe. Dziś mija czwarty dzień odkąd Kinga jest w domu i nie ma kontaktu z przedszkolem. Okres wylęgania się choroby jak podają różne źródła to od 2 do 4-5 dni. Tak więc jeszcze dni parę będę żyła w małym stresie.

O konieczności pozdostania Kingi w domu poinformowałam telefonicznie Dyrekcję. Akurat był to Dzień Dziecka, więc miałyśmy jeszcze podejść do przedszkola po paczkę przygotowaną dla Kingi. Dotarłyśmy tam wracając ze sklepu z prezentami. Kinga w tym roku sama sobie wybrała prezent. Dostała pieniążki, a ja jedynie pokazywałam na co starczy. Wybór był ciężki, bo brany pod uwagę był domek dla jednorożców, homiki zizu i Littles pet shop. Wybała to ostatnie. Pudło duże. ale dzielnie targała je do domu. Zabawka trafiona, a zwierzaki chodzą z nami wszędzie.

I oby tylko choroba sobie o niej nie przypomniała...


 
(Komentarze)7


 

A lekarz powiedział...
2011-05-31


Jesteśmy po wizycie u lekarza. Kinga ma siedzieć w domu i nie chodzić do przedszkola. Jej smutno, mnie za gardło ściska, bo przecież ona tak kocha przedszkole, koleżanki. Będę musiała jej jakoś wynagrodzić ten czas.
Testów, wymazów nie ma co robić, bo sama obecność pacirokowców w gardle nie świadczy o szkarlatynie. Okres inkubacji choroby wynosi do 5 dni, tak więc siedzimy i narazie obserwujemy się wzajemnie. Narazie Kinga gardło ma czyste, bez oznak choroby.
Wydawało się, że dobrze zrozumiała, dlaczego nie może chodzić do przedszkola. Switowała to słowami: " trudno nie będę chodzić do przedszkola, zostanę w domu, bo chcę być zdrowa".
I oby tylko nie było już późno....


 
(Komentarze)3


 


archiwum
Archiwum:
2010: maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2011: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień grudzień