| |

Ogród zoobotaniczny i inne atrakcje.
2010-07-22 17:36:42
Oj i znowu poranna notka znkła nie wiadomo kiedy i gdzie. Była i się zbyła. Zostały tylko zdjęcia w galerii. Zaczynamy więc od nowa.
We wtorek Babcia Mariolka zaprosiła nas na wycieczkę do toruńskiego ogrodu zoobotanicznego.
Martynka nie mogła sie doczekać kiedy zobaczy zwierzątka. Zapakowaliśmy wiec siebie i wózek do autobusu i w drogę.
Od przystanku autobusowego do ogrodu to spory kawałek drogi ale my pokonaliśmy go pieszo. Pogoda była dla nas łaskawa, słoneczko nie grzało tak mocno więc spacer to sama przyjemność . W ogrodzie zaś tyle drze ,że wcale nie było nam gorąco. W kasie zakupiliśmy bilety i oczywiście jedzonko dla zwierząt z minizoo.
Pierwszymi zwierzakami jakie spotkaliśmy były mundzaki chińskie, który jak tylko nas zobaczyły przybiegły do siatki i dopominały się pieszczot.

Natępnie poszlismy do papug.

Żółwi

Pani żubrzycy i pana żubra

Minizoo - tutaj Martynka karmiła, głaskała, ściskała i ciągnęła za brodę kózki, przywitała sie z osiołkiem i owieczkami. jednak małe kózki tak bardzo sie jej podobały ,że wracaliśmy tu aż 3 razy. Nie tylko Martynka była zachwycona kozami, również Milenka. Zrobiła im duuuużo zdjęć. Kózki jak by wiedział, że trzeba cicho stać i pozowały jak modelki.




To już są marmozetki

To Nufi w swoim nowym wybiegu

Rybki

Pawie, łąbędzie,

Surykatki ,które też były wdzięcznymi modelkami.

Kangura z młodymi

widzieliśmy też gady i płazy w herpetarim, mi.in legwana zielonego, ropuchę agę, boa kubańskiego pacyficznego i madagaskarskiego, węża tajwańskiego,gekona,gekona toke, bazyliszka pręgowanego. W ptaszarni zachwycaliśmy się pięknymi roślinami i ptaszkami. Niektóre z nich opiekowały się młodymi więc trzeba było być cicho, żeby nie straszyć maleństw.

to tyko niektóre z pięknych okazów
Na koniec pamiątkowe zdjęcie.
Mama i dzieciaczki

Babcia i wnuczęta

Wyprawa była udana , dzieci zadowlone i radosne za co bardzo babci dziękujemy.
Jeżeli chcecie zobaczyć jakie jeszcze zwierzątka znajdują sie w ogrodzie zapraszamy tutaj
www.zoo.torun.pl
Jutro napiszę o tych innych atrakcjach , które spotkały nas tego dnia. Teraz już czas wyjśc na podwórka dopilnować dzieciarni.
Więcej zdjęć z naszego pobytu w ogrodzie znajdziecie w galerii.
|

Lato co ty na to?
2010-07-18 16:17:32
Oj już po raz 3 próbuję napisać tą notkę i za każdym razem nie zapisuje się mam nadzieję ,że do 3 razy sztuka.
Lato w pełni, pogoda nam dopisuje , czasami aż za bardzo. Jak na razie wakacje spędzamy w domu ale się nie nudzimy, coś takiego jak nuda u nas nie gości. Mamy rozstawione 3 baseny od największego ponad 4 metrowego do malutkiego. Więc do wyboru i koloru. Martynka jednak najchętniej kąpie się w tym dużym. Oczywiscie pod moim okiem bo wody się wcale nie boi i szaleje na maksa. trzeba na nia bardzo uważąć, żeby nie dała nura pod wodę. To samo jest kiedy jesteśmy nad jeziorem, idzie ,idzie i wcale nie zawża na to że woda sięga coraz bliżej. W zeszłą niedzielę byliśmy po raz pierwszy nad jeziorem "Zalesie" Wspaniałe jezioro, brzeg bardzo płytki, dużo drzew więc nie trzeba siedzieć na słońcu i co najważniejsze plac zabaw.
Wybraliśmy sie tam razem z naszymi sąsiadami i koleżanką Mileny Kingą. Pobyt nad jeziorem możnaby nazwać bardzo udanym gdyby nie to ,że pilnując Martyśkę przy brzegu spaliłam sobie plecy. Nawet nie wiem kiedy i jak bo słońce świeciło mi w twarz a nie w tył. Przez 3 dni smarowałam sie maściami przeciw oparzeniom i maślanką. KOSZMAR!! Dobrze ,ze Tyśce nic się nie stało. Uratowała ja gruba warstwa kremu.
Mała szalał w wodzie jak rybka. Poszła ze mną naprawdę daleko i niczego sienie bała. Odważna z niej dziewczynka. Po zabawie i kąpieli apetyt dopisał małej pływaczce. Zjadała wszystko ze smakiem.


Jak wróciliśmy do domu nabraliśmy ochoty na kiełbaskę z grilla. Szybko wiec wszystko zorganizowaliśmy i w czasie kiedy kiełbaska sie piekła my na nowo taplaliśmy się w basenie. Jakby nam mało wody było.

Jak już wspomniałam nie nudzimy się wcale. Za domem mamy mały plac zabaw z huśtawką, piaskownicą i namiotem.
Jak nie we wodzie to w piasku bawi sie Martychna z koleżanką i kolegą.
Odwiedza nas też ciocia Marta z malutkim Miłoszkiem. Czasami spotyka sie z nim na działce.

Martychna pomagała też babci prać dywan. Bardzo spodobało jej się bieganie po mokrym dywanie i pluskanie się w wodzie z hydrantu. Po skończonej pracy oczywiście zasłużony wypoczynek.




Tyśka bardzo dba o naszgo pieska Atoska, wie dobrze , że i jemu jest gorąco więc polewo go wodą z konewki.

Na zakupy wychodziny rano, że słoneczko nam nie doskwierało za bardzo. A i jeszcze musze wspomnieć ,że Tyśka to WIIELKA amatorka lodów. Mogłaby zamiast 5 posiłków zjeśc 5 lodów. Tak więc żadne lodowe zapasy nie wchodzą w grę bo tak długo podchodzi do zamrażalki aż zje wszystkie. Znajduje tysiąc rodzajów próśb żeby dostać chociaż polizać ulubiony przysmak.

Postaram się zapisać więcej wieści na dzisiaj to jednak koniec. Życzymy wszystkim, którzy nas odwiedzają mile spędzonej niedzieli.
|
Sa w zyciu chwile,
ktore w pamieci zostaja,
chodz czas przemija
one nie mijaja.
Archiwum: 2008: kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec
|
|
Serdecznie witamy GOŚCIA z
27769
numerkiem!
|
|