« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

:: TYSIA ::



:: 
PAMIĘTNIK :: GALERIA :: KSIĘGA GOŚCI :: PRENUMERATA ::

:: SMYKI :: SCRAPY ::

:: 
BRAT ::


5/2010:


Dzień Mamy

2010-05-26

Szczególny dzień dla mnie to był... pierwszy raz podwójny.... ale i pierwszy z akcentem przedszkolnym...
Zostałyśmy zaproszone na poranne przedstawienie... później się śmiałam, że chyba bardziej adresowane do tatusiów, bo główną rolę odgrywały nie dzieci, a przeurocze dwie kobiety, które prezentowały różne tańce narodowe (nie tylko Polskie).... śliczne, zgrabne dziewczyny  z wdziękiem odtańczyły poloneza, polkę, czardasza, walca i... kankana ;) dzieci zostały zaproszone do udziału w tychże tańcach i okazało się, że moja córeczka fantastycznie poradziła sobie z figurami dość trudnego węgierskiego czardasza.... na ogół jest dość zagubiona w nowych sytuacjach, a tutaj proszę- pięknie wykonywała polecenia mojej imienniczki :)
A potem były wzruszające chwile w sali maluszków... dzieci zaśpiewały i zatańczyły, wyrecytowały wierszyk i wręczyły nam własnoręcznie wykonane laurki... to pierwsza oficjalna laurka jaka dostałam od dziecka, więc zostanie zachowana jako pamiątka szczególna.... Cudne to były chwile... Michał został z tatą, więc miałyśmy czas tylko dla siebie... po oficjalnych uroczystościach i konsumpcji łakoci zostałam zaprowadzona do regału z zabawkami i Tysiak pokazywała mi swoje ulubione zabawki... i co chwilę powtarzała, żebym jeszcze nie szła... więc nie szłam... zostałam maksymalnie długo... wyszłam chyba przedostatnia... panie zaczęły już zbierać dzieciaczki do mycia rączek przed obiadem....
 

(w galerii kilka fotek więcej)

W domu Michał też mi zrobił dzień mamy... nie chciał spać, tylko przytulać się... w końcu przecież od czegoś tę mamę się ma, prawda? Zasnął dopiero w chuście jak szliśmy po Tysiaka do przedszkola...
Piękny to był dzień.. Martynia grzeczna jak dawniej... przytulała się, nie kłóciła, poproszona o coś robiła w zasadzie od ręki.... jakby rozumiała wyjątkowość tego dnia... chciałabym by zawsze tak było....

Ostatnio zrobiła mi też niespodziankę... w poniedziałek wyrwałam się z domu na wieczorne granie... już zaczęłam tęsknić za swoim gitarowaniem.... a Tysiak widząc, że zamiast szykować się do spania, to ja szykuję się do wyjścia, uczepiła się mnie płacząc, żebym nigdy nie wychodziła.... ;)  już trochę zapomniała, że mama czasem ma wychodne... dawno tego nie robiłam.... a szkoda, bo dobrze mi zrobiło.... tak od czasu do czasu pobyć kobietą... muzykiem... a nie tylko mamą.... choć to lubię :) Fajnie jest mieć świadomość, że w domu czeka ktoś, kto tęskni.... że nie zawsze ja jestem tą czekającą :)  No i cudnie znów było poczuć wibrację strun pod palcami :)


 

Komentarzy: 13 (Komentarze)
......................................................................................


Menu obiadowe :)

2010-05-22

Od czasu do czasu w naszym domu "gotuje" Martynia... przykłady jej propozycji obiadowych:
  • zupa jajowa z pierogami
    ziemniaki, kurczak czyli wątróbka i surówka z niczego z jabłkiem
  • zupa gazowa z owocami
    ziemniaki z makaronem, mokra ryba w sosie z ryby, sałata ogórkowa

ktoś chętny???
smacznego!

PS... dziękuję za wszystkie słowa wsparcia... bez nich walczyłabym sama i na oślep.... jesteście dziewczyny niezastąpione!







 

Komentarzy: 9 (Komentarze)
......................................................................................


O smutku

2010-05-13

Wielkie smutki ogarniają moje matczyne serducho...
W tym tygodniu wybrałam się po Tysię do przedszkola oczywiście razem z Michałem... Dzieci wybiegły na plac zabaw razem z paniami... Martyna nawet mnie nie zauważyła...  a przecież razem z wózkiem jestem raczej widoczna ;) Kiedy ją zawołałam przyszła, ale nie widziałam zbyt wielkiego entuzjazmu.... spytała tylko czy może trochę zostać z dziećmi na placu zabaw. Jako, że pogoda była przyzwoita, a Misiek nakarmiony, to nie widziałam przeszkód by nie mogła się trochę pobawić, zwłaszcza, że nie wybierałam się później na żaden spacer... Zasiadłam więc na ławeczce i sobie obserwowałam jak to moja latorośl się bawi... I trochę mi było smutno, bo raczej bawiła się sama... nie z innymi dziećmi, ale trochę na uboczu... pogrążona gdzieś w swoim świecie... Przychodziła do mnie od czasu do czasu kiedy ktoś ciekawy zaglądał do wózka, by z dumą pochwalić się: "to mój brat Michał", ale zaraz biegła do swojego świata... i stało się coś, co mnie dotknęło... kiedy zsunęła jej się gumka z włosów nie przyszła do mnie bym jej poprawiła, tylko poszła do pani Ewy.... to niby drobiazg... głupotka... ale zasmuciła mnie, bo przecież byłam obok.... chwilę potem pani Ewa usiadła obok mnie i zaczęła mówić, że Martyna ma kłopoty, że zrobiła się smutna i przytłamszona, że za wszelką cenę stara się zwrócić na siebie uwagę.... i wiele innych słów, które w moje serce wlewały się jak najbardziej cierpki ocet... po tej w sumie krótkiej rozmowie miałam ochotę tylko płakać...
Ja wiem, że na ten stan rzeczy może składać się kilka czynników... na pewno jednym z nich jest pojawienie się Michała i to, że angażuje on sporo mojego czasu... nawet tego czasu, który mogłabym spędzić z Tysiakiem... bo Michał nie jest dzieckiem, który naje się i śpi... a nawet kiedy śpi to nigdy nie wiadomo kiedy się obudzi... Drugą sprawą jest to, że przed urodzeniem się Miśka, Tysia do przedszkola chodziła na kilka dni i dość szybko łapała infekcje i zostawała ze mną w domu... wtedy miałam czas tylko dla niej, więc się przyzwyczaiła do takiego stanu rzeczy... teraz w zasadzie od miesiąca chodzi codziennie, bo jest po prostu zdrowa... ale od kilku dni rano protestuje, że nie chce iść do przedszkola, ale zapytana dlaczego nie umie odpowiedzieć... a ja się zastanawiam czy ona nie traktuje tego jak odrzucenie, bo skoro mama jest w domu, to przecież mogłaby zostać???.... no i jeszcze jeden drobiazg, który też może mieć znaczenie... jak szła na te kilka dni, to może nie zdążyła po prostu pokazać na co ją stać... bo zmianę w jej zachowaniu ja obserwuję od około roku...  wtedy zaczęła się robić uparta, krzykliwa i krnąbrna... a nie od dwóch tygodni jak to zasugerowała Pani Ewa....
A najgorsze jest to, że nie mam pomysłu co i jak zmienić... tato naprawdę mocno angażuje się w opiekę nad jednym i nad drugim... wczoraj miała miejsce jeszcze jedna sytuacja.... ja niestety odpłynęłam w sen, więc tato zajmował się obydwojgiem... obiecał Martynie, że poczytają książeczkę i chyba nawet zaczęli czytać, ale obudził się Misiek i zaczął płakać... wtedy Martyna mocno rozczarowana powiedziała: nie bierz go... no, ale wiadomo, że nie można nie wziąć... i kiedy Misiek był już na rękach u taty, to zacisnęła piąstki i popukała go w główkę... na szczęście dość delikatnie... ewidentnie nie spodobało jej się, że czas z tatą, który miał być tylko dla niej musi dzielić z Michałem....
Ech... smuto mi... no, ale nikt przecież nie obiecywał, że będzie łatwo.... a że z samym Miśkiem mamy czasem urwanie głowy, to już na jego blogu o tym....


 

Komentarzy: 24 (Komentarze)
......................................................................................


Z życia wzięte

2010-05-10

Widzę, że notka tatusiowa bardzo się spodobała :) Jak tak dalej pójdzie, to wysiuda mnie z roli naczelnego pisarza rodzinnego ;) he he he.... ale trudno... będę miała więcej czasu na inne rzeczy  ;)

A mnie ostatnio przypomniała się historia jeszcze sprzed Wielkanocy...
Jak niektórzy może pamiętają, Tyśka pomimo swoich 4 lat, jeszcze dość często bierze paluchy do buzi, które służą jej jako smoczek... czego my nie próbowaliśmy, żeby się pozbyć tego nałogu to już nie zliczę... jednym ze skuteczniejszych działań jest smarowanie gorzkim płynem zwanym "paluszek", który w oryginale służy dla dzieci obgryzających paznokcie. Jego działanie polega na tym, że jest po prostu obrzydliwie niesmaczny i jak dziecko dotknie takim posmarowanym paluchem do buzi, to zaraz zabiera... wiem coś o tym, bo czasem jak jej smarowała, to zostawało to u mnie na palcach i czułam smak tego paskudztwa wszędzie! A wygląda to jak zwykła butelka bezbarwnego lakieru do paznokci z pędzelkiem...
I tak... przed świętami w ramach ukobiecania się postanowiłam pomalować sobie paznokcie... oczywiście bezbarwnym lakierem, bo inny raczej u mnie nie wchodzi w rachubę... zaczęłam od nóg... Tyśka siedzi obok, patrzy z niedowierzaniem na to co robię, a po chwili wypala: mamo, smarujesz, żeby nie brać do buzi?


I jeszcze jedna historia, już jako starszej siostry...
Przyjechali w odwiedziny moi rodzice i mama zażartowała, że zabierze sobie Michałka do siebie na kilka dni. Tysia potraktowała to jednak bardzo poważnie, stanęła przy łóżeczku jako barykada i mówi do babci z oburzeniem w głosie: nie zabierzesz go! To mój brat! Rozumiesz?
Ot siostrzana miłość :)

 


 

Komentarzy: 15 (Komentarze)
......................................................................................


Tatusiek

2010-05-06


Dawno,dawno temu kiedy był czas karmienia wieczornego  lub usypiania to mama była na piedestale. Tata czyli Ja bardzo chciał ale nie był dopuszczany przez dziecię. Potem zostało tylko usypianie i dzieliliśmy się w miarę możliwości raz tatuś (Ja) raz mamusia, ale i tak czasami kończyło się lamentem dlaczego nie mama. Od pewnego czasu nastąpiła diametralna zmiana, no bo kolej mamy na usypianie a Martyna rzecze dziś tata (Ja ) i tak od paru nocy bodajże pięciu. Tak w sposób naturalny nastąpiło to o co tatuś (Ja) kiedyś walczył. Nie będę ukrywał, że  tatuś (Ja) jest zadowolony z takiego obrotu spraw. Nawet jednej nocy Martynka szepce do taty  (mnie) "Kocham Cię bardzo Tatuśku".
Czy może być coś milszego dla uszu

Autor : Tatusiek



 

Komentarzy: 14 (Komentarze)
......................................................................................


 
Archiwum:
2007: marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień



Odwiedziło nas 61781 gości.