« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

:: TYSIA ::


 :: GALERIA :: KSIĘGA GOŚCI :: PRENUMERATA ::

::
SMYKI ::



O dzyndzlu ;)

2010-03-09

Tak czasem mówimy o braciszku w brzuchu ;) Tak nam zostało po sławetnym USG, na którym pani doktor wypatrzyła dzyndzla ;)

Poranek pewnego dnia... siedzimy przy stole i zajadamy śniadanie, nagle Tyśka wypala:
- Tata, a Ty też masz dzyndzla?
- W brzuchu?
- Nie, tutaj (i paluszki wskazują na męską zawartość spodenek od piżamy)
- Tak, też mam, bo jestem chłopcem...
- A pokażesz mi?


 

Komentarzy: 1 (Komentarze)
......................................................................................


O przygotowaniach i spełnionych oczekiwaniach :)

2010-03-05

Ten tydzień, w odróżnieniu od poprzedniego, jest tygodniem spełnionych oczekiwań.....

Doczekałam się rozpoczęcia przygotowań dla malucha... już takich konkretnych... łóżeczko przyniesione (nadal nie złożone, ale tu już inne czynniki mają wpływ), zakupy zrobione, wszystko poprane i nawet poprasowane... dzisiaj jeszcze tato robi dokupuje chemię i kosmetyki... myślę, że jutro, najdalej w poniedziałek wszystko stanie na swoim miejscu... :D
 
 

Ponadto zamówiłam dwie paczki.... jedna to dodatki do koralików... takie drobiazgi do ładnego wykończenia biżuterii.... w sklepie status dostarczonych miały już w miniony czwartek, ale naszemu listonoszowi nie spieszyło się by przynieść ją z poczty :/ ale w sumie też go rozumiem, bo teraz jest czas roznoszenia PIT-ów i wszędzie chodzą jako polecony i pewnie musi każdy roznieść do drzwi osobiście, więc poczekał aż i tutaj mu się uzbiera... i doniósł razem z innymi przesyłkami...
Druga paczka, to program... postanowiłam wrócić trochę do scrapów... ale już nie tak jak wcześniej było, tylko na mniejszą skalę... bo pewnie i tak młody nie pozwoli mi za bardzo cieszyć się beztroskim siedzeniem przy komputerze.... chciałam zacząć projektować, więc ten początkowy okres pewnie poświęcę na naukę, by potem, jak już skończą się nam normalne zasoby finansowe, móc jakiś grosz po prostu dorobić... choćby niewielki, ale zawsze....

Kolejne spełnione oczekiwanie, to wreszcie od laryngolog usłyszałam słowa, że Tysiak zdrowa! Zarówno gardło jak i ucho czyściutkie, bielusieńkie... słowem gra muzyka! A propos muzyki... kiedy tato poszedł do piwnicy w poszukiwaniu różnych akcesoriów dla malucha, to oczywiście Tyśka koniecznie musiała mu towarzyszyć... i znalazła tam moje stare skrzypce, jeszcze z wieku wczesno-szkolnego... i oczywiście nie było mowy, by tam pozostały! No i sprawiliśmy dziecku frajdę, a sobie cierpienie niemożliwe....  Tekla z Mai to przy Tyśce wirtuoz ;) he he he.... wiem.... nikt się nie rodzi z umiejętnością gry na czymkolwiek, a skrzypce są wyjątkowo niewdzięczne.... ale czy naprawdę ona musi tak często ćwiczyć? ;) Od poniedziałku Mała wraca do przedszkola (z czego już się niezmiernie cieszy!), więc pewnie mniej będę słyszała prób poskromienia instrumentu ;) he he he.... Ja nieco mniej jestem zadowolona z jej codziennych wyjść, bo to będzie oznaczało, że i ja będę musiała się zmobilizować i zaciągnąć swój wielki brzuch, by ją odbierać.... poza tym kto mi będzie pomagał w pracach domowych???? Dzisiaj np. podawała mi ciuszki i pieluszki do prasowania, co oszczędziło mi biegania po pokoju... często też pomaga mi przy obiedzie... nie mówiąc o wycieraniu kurzu.... no i jest niezastąpiona, jak niezdarnej matce coś poleci z rąk... a ostatnio często coś leci.... :/ Rozpatrywałam wariant puszczenia jej do przedszkola w przyszłym roku na minimum... ale okazuje się, że w naszym przedszkolu nie ma takiej możliwości, bo to musi być specjalny oddział... a mnie się wydawało, że wystarczy po prostu wcześniej odebrać dziecko i tyle... nie musi korzystać z relaksu poobiedniego i podwieczorku..... nawet obiadu nie musiałaby jeść.... no, ale okazuje się, że wszystko jest kłopotem.... a dla nas kłopotem będzie płacenie za to wszystko, bo jak będzie chodziła tak jak w minionym roku, to  za wiele nie pochodzi, a my wydamy znów majątek na lekarstwa- tym razem pewnie dla dwojga, bo mi co rusz coś przyniesie do domu... ech.... no nic to... pożyjemy.... zobaczymy.... zapisana na razie do przedszkola jest na przyszły rok...

W ramach różnych przygotowań i podkreślania jaka to nasza Pierworodna już jest "dorosła" a także by uatrakcyjnić jej własne łóżko, postanowiliśmy założyć jej dużą pełnowymiarową pościel... bo na dużym łóżku to śpi już od dawna :) Zatem dostała dużą, pełnowymiarową poduchę, a w ramach kołdry powlekliśmy jej śpiwór :) I przyznam, że jest zadowolona :)
Mamy w planach jeszcze jedną zmianę-niespodziankę, ale o tym dopiero jak się urzeczywistni :)
 


A tu musiała wypróbować materac dla brata :)

Ale... żeby nie było aż tak różowo, to okazało się, że nie mogę iść na wizytę do swojego ginekologa.... z powodu remontu! Miał trwać tydzień, a tu już kolejny mija i jeszcze nie koniec... panie w recepcji (cóż one biedne mogą widzieć) powiedziały, że lekarz może będzie w środę...  a co mi po środzie jak zwolnienie mam do dziś... w poniedziałek muszę iść do swojej internistki... żeby mi dała chociaż zwolnienie i skierowanie na badania... to jak już pójdę do ginekologa, to od razu z wynikami... a szkoda, że nie mogę iść mu się pokazać, bo skurcze przepowiadające są czasem dość częste i uciążliwe, więc chciałabym by ocenił stan szyjki, bo ona różnie może reagować na skurcze... nie wspominając o moich monstrualnych kostkach... obrzęki już mi prawie nie schodzą.... rano są tylko trochę mniejsze.... i nie mam już z czego rezygnować, bo soli nie używam od ponad miesiąca... i nawet przyzwyczaiłam się trochę do takiej jałowej kuchni... w każdym razie ziemniaki gotowane bez soli zjadam już bez wykręcania twarzy ;)


 

Komentarzy: 9 (Komentarze)
......................................................................................


O małej panice ;)

2010-03-02

Czas i miejsce akcji: poniedziałek, 1 marca, godziny bardzo wczesno-poranne (jakaś 3-4 rano), małżeńskie łoże
(bez obaw, nie będzie bezeceństw ;) te zostawiam jako tajemnicę naszej alkowy):
Leżę sobie z przytkanym nosem i marzę by jeszcze zasnąć... w brzuchu buszmen radośnie się przeciąga i od czasu do czasu próbuje sprzedać kopniaka, choć już to nie jest łatwe ;) leżę i sobie myślę, że właśnie zaczyna się 32 tydzień.... nagle w głowie zapala się czerwona lampka... przecież to JUŻ 32 tydzień!!!! Tyśka pojawiła się 35 (lub 36 tygodniu- w różnych dokumentach różnie napisali)... przecież tylko niewielki procent dzieci rodzi się w terminie!!!! A tu przygotowania w lesie.... nie, żebym je odpuściła, bo mój instynkt już od jakiegoś czasu kazał mi "wić gniazdko", ale jako, że mój mąż stwierdził, że to tak głupio jak stoi puste łóżeczko, to całą swoją energię kierowałam na porządki domowe, ewentualnie zakupy... ale cały czas mnie nosi do zmian.... i teraz to nagłe oświecenie.... Nie no... nie ma już mowy o czekaniu... pora się przygotować.... spakować torby, naszykować łóżeczko, wyszorować wanienkę, ustawić stoliczek, bo jak się okaże, że trzeba będzie jeszcze coś dokupić, to jeszcze mam chwilę... aaaaaa... nie mamy małej nocnej lampki....
Wczoraj byliśmy umówieni do kuzynostwa (też oczekują synka :)), więc nic nie zrobiliśmy, ale dzisiaj już ruszyliśmy... łóżeczko przywędrowało do domu (jeszcze nie skręcone, ale zawsze to jakiś postęp), przywędrował stolik.... no i wymoczyłam porządnie i wygotowałam tetrówy po Tysiaku i pościelowe... właśnie wiszą sobie radośnie na suszarce w łazience i czekają na żelazko ;) jeszcze czeka mnie pranie ciuszków i zabawek, karuzeli, kocyka itd... nie wspominając o zakupach kosmetycznych.... w sumie jeszcze sporo tego....
Jeśli chodzi o termin, to jakoś mam przeczucie, że nie donoszę do samego końca.... u nas rodzinnie tak mamy, że dzieci rodzą się wcześniej 3-4 tygodnie.... no i wszystkie są po imprezowe ;) więc wypadałoby, by Misiek pojawił się po Wielkanocy, ale biorąc pod uwagę moją dietę, to raczej nie pojem sobie w te Święta faszerowanych jaj z majonezem, ani bab, ani mazurków... więc kto wie.... ale chcę być naszykowana.... nie chcę się denerwować, że jeszcze to, albo tamto.... ja wiem, że Tomek by wszystko przygotował jak pójdę do szpitala... ale wiecie jak to jest- baba zawsze chce własnym okiem dopilnować wszystkiego... dopiero wtedy jest spokojna....

Od wczoraj zaczął się też stres przedporodowy... bo za pierwszym razem nie poznałam czym są bóle porodowe i teraz czuję się jak pierworódka.... skurcze przepowiadające pojawiły się w ubiegłym tygodniu... brzucho jeszcze wysoko, więc na razie bez paniki... ale w głowie zaczyna kiełkować strach... wiem czym jest cesarka... ale normalny poród??? Czy tym razem urodzę sama? Przedtem pamiętam, że leżałam już w sali z maluszkami, patrzyłam na Tysię przytuloną do mojej pustej jeszcze piersi i myślałam jak to się stało, że nagle obok mnie jest maleńkie dziecko.... miałam wrażenie, że ominął mnie jakiś ważny moment... jakiś przełom.... czy chciałabym teraz rodzić naturalnie??? Sama nie wiem... z jednej strony tak, a z drugiej boję się.... w głowie mam obrazy nacinanej szyjki, albo porozrywanej... a potem szycie... ja wiem- powiecie mi, że to się dzieje już w takim bólu, że się nie zwraca na to uwagi.... że się zapomina o bólu prawie zaraz... ale nie przekonam się samymi słowami.... są rzeczy, które trzeba przeżyć, by przyjąć do siebie.... mam w głowie obrazy dzieci, które nie mogą się urodzić i są wypychane łokciami lekarskimi... albo próżnociągi.... albo kleszcze.... ja wiem- nic z tych rzeczy nie musi się wydarzyć... to nie jest standard.... ale przecież może!!! Ech... ta moja głowa... tyle obrazów podsyła... staram się je odsuwać... jako osoba wierząca w Obecność i Działanie Boże staram się wierzyć, że wszystko będzie dobrze... spokojnie... choć nie bez bólu, bo nie ma porodu bez bólu.... modlę się więc o dobry i bezpieczny poród.... Dołączcie do mnie... jeśli możecie....


 

Komentarzy: 10 (Komentarze)
......................................................................................


Światełko w tunelu....

2010-02-27

No chyba wreszcie mogę powiedzieć, że jest jakiś postęp!
Tysiak wreszcie przestała rzęzić jak maluch ;) nie kaszle... nie smarka... ucho leczymy do środy na pewno, a potem laryngolog zdecyduje co dalej.... "na oko" jest zdrowa :)
Mnie wreszcie zaczęło choć trochę odtykać... już nawet w nocy udało mi się pospać... w ciągu dnia też nieco jakby lepiej, choć do pełnego zdrowia jeszcze daleeeko....
Cukrzyca, pomimo insuliny, ciągle daje o sobie znać i jakiś biegający jest ten poziom glukozy... do tego stopnia, że mogę jeść to samo, a raz po posiłku jest fajnie, a następnym razem zły wynik.... czasem już nic z tego nie rozumiem! I czasem aż płakać mi się chce, bo naprawdę rygorystycznie traktuję dietę, a te wyniki ciągle niewłaściwe.... Diabetolog zwiększyła mi dawki insuliny... zastrzyki wydają mi się coraz bardziej bolesne... palce od codziennego kłucia też.... naprawdę współczuję diabetykom... chylę czoła przed trudem ich życia... I chociaż teraz marudzę, to jak sobie pomyślę, że kobiety mają zdecydowanie poważniejsze problemy w ciąży, w stylu odklejające się łożysko, czy zakładanie szwu na otwierającej się w połowie ciąży szyjce... o utracie dziecka nie wspomnę... to naprawdę powinnam dziękować Bogu, że u mnie to tylko cukrzyca... ale widocznie człowiek już tak ma, że lubi marudzić i tyle.... chyba najbardziej mnie irytuje takie "nałożenie rygoru" przez czynniki zewnętrzne.... bo jak człowiek sam sobie narzuci jakieś ograniczenie, to często ono mu tak nie ciąży.... zaczyna doskwierać dopiero wtedy, kiedy zostaje mu ono nałożone z zewnątrz... ale ja je traktuję jako porządną lekcję pokory dla mnie... a pokora jest szalenie trudna....
No nic to.... pojawiło się maleńkie światełko w postaci odetkania nosa i z tego trzeba się cieszyć :) Jutro będzie można wybrać się z całą rodzinką na małe towarzyskie spotkanie :)


 

Komentarzy: 4 (Komentarze)
......................................................................................


Na Zachodzie bez zmian ;)

2010-02-25

U nas prawie bez zmian.... więc mało piszę... Laryngolog stwierdziła, że ucho lepsze, ale jeszcze nie "na piątkę", więc zaaplikowała antybiotyk, ale tylko do ucha- już nie ogólny... kaszle mniej... kicha mniej... z nosa mało leci.... ale nadal rzęzi jak się śmieje.... więc nadal siedzimy razem w domu.... jeszcze pewnie cały następny tydzień... w środę znów na kontrolę do laryngologa... a dopiero potem do pediatry....
A ja? Sama nie wiem... nos mam totalnie zawalony... przez większość czasu oddycham ustami... najgorsze są noce... jak teraz Tyśka przesypia, to budzi mnie co trochę zatkany nos.... i znów mało śpię... widać taki urok.... najgorsze jest to, że jak się budzę w nocy, to jestem po prostu głodna!!! Mały buszmen radośnie sobie wtedy podskakuje i się rozpycha... dzisiaj rano, to nawet tata się zdziwił, bo myślał, że to ja wypchnęłam sobie brzuch.... a to małoletni się kręcił...
A zatem.... siedzimy w domu.... kurujemy się.... gotujemy obiady.... pieczemy chleb.... rysujemy... (dzisiaj Tyśka odrysowała kartkę na ścianie!!!!)... gramy w gry... czytamy... oglądamy bajki.... itd... itp.....


 

Komentarzy: 9 (Komentarze)
......................................................................................


Archiwum:
2007: marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec

Odwiedziło nas 54996gości.