« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

Blog margolcia na www.smyki.pl
 
 
 Pamiętnik Małgosi

 

ubranka dzieciece

ubranka dzieciece



 Mama czyta, mama pisze (blog o książkach)


 
 
Zapisane 2010-07-22 13:54:05
Lekcja historii w terenie
Ponudzę jeszcze o Chorwacji. Bo czasem ktoś spyta, czemu drugi raz w to samo miejsce i to jeszcze tak daleko? I czy nie wolelibyśmy All inclusiv w jakimś hotelu w Turcji czy Bułgarii. Mój mąż i ojciec moich dzieci jest – mówiąc bez ogródek – maniakiem kierownicy. On musi SAM. Jak jechaliśmy raz do Paryża autokarem, to zajął miejsce tuż za kierowca i calutką noc nie zmrużył oka, tylko obserwował, co się dzieje na desce rozdzielczej. A samolotem leciał raz i stwierdził, że mu wystarczy na całe życie. Pozostają nam więc wczasy z dojazdem własnym. Gdzie tu jechać z małymi dziećmi, żeby nie zamęczyć podróżą i dojechać nad ciepłe morze? I żeby jeszcze w okolicy tego morza było coś do obejrzenia, kiedy nie będziemy mieli siły się smażyć na plaży? Bo my nie frytki, a nasze dzieci, choćby i chciały, nie znajda zrozumienia dla takiego sposobu spędzania wolnego czasu (żartuję…)
Przed wyjazdem przygotowujemy się zawsze, kupujemy mapy i przewodniki, z poprzednich wyjazdów skrupulatnie robie notatki i zbieram wszelkie foldery, mapki i bilety wstępu.
Chorwacja to kraj o bardzo długiej i pokrętnej historii. A mimo to bardzo świadomy swojej tożsamości. Mieliśmy okazję w sobotę zwiedzać ruiny Salony obok domu weselnego. Przez godzinę non-stop kapela grała wyłącznie muzykę tradycyjną, żadnych przebojów światowych gwiazd popu… A na domu oprócz baloników i serpentyn powiewała narodowa flaga chorwacka.
Wyspy na Adriatyku najpierw odkryli żeglarze greccy, po których wciąż dno morskie oddaje amfory, rzeźby i reliefy.
Potem zawładnęli nimi Rzymianie.

Jeden z rzymskich cesarzy, krwawy Dioklecjan, urodził się w Salonie, a na starość postanowił sobie tam wybudować rezydencję. Niezwykła to rezydencja.

Pałac na planie kwadratu blisko 300x300 m. Wewnątrz oprócz apartamentów cesarskich mieściły się koszary legionistów oraz wszelkie pomieszczenia gospodarcze. Całość otoczona murem z czterema bramami: złotą, srebrną, brązową i żelazną.


 Dioklecjan zmarł i został pochowany w ośmiokątnym mauzoleum. Bruk Splitu spłynął krwią chrześcijańskich męczenników, zajadle tępionych przez cesarza. Uciekli i schronili się na terenie cesarskiej kolebki, w Salonie.

Tam też mieści się wielkie wykopalisko, z ruinami wczesnochrześcijańskiego cmentarza, bazyliki, kilku mniejszych kościołów, dawnej siedziby biskupów.

Na nas wrażenie zrobiły ruiny amfiteatru, który mógł pomieścić 16 tysięcy widzów i ślady po kołach rydwanów w bruku.


Niesamowite jest postawić stopę, dotknąć własną ręką kamieni, leżących tu od prawie dwóch tysięcy lak, pomyśleć o tych, którzy je wydobywali w pobliskich górach, o tych, którzy po nich stapali, którzy na nich umierali… Dreszcze przechodzą przez plecy. I że można sobie na takiej kolumnie usiąść czy po dawnym rzymskim forum poskakać.


A po Rzymianach przyszli barbarzyńcy i jak to oni zniszczyli, co się dało. Bo nie wiedzieli, nie rozumieli, bali się tych wszystkich wynalazków. I tak Split aż do XIX wieku nie miał kanalizacji, choć za czasów rzymskich funkcjonały świetnie. Przemyślni osadnicy z forum w Zadarze wzięli co się dało, żeby pobudować swoje domy.

Fundament kościoła sw. Donata w tym mieście stanowią trzony rzymskich kolumn, lezące jeden na drugim. A sarkofagi, opróżnione z zawartości okazały się świetnymi pojemnikami na oliwę czy zboże.

Potem nastały czasy Królestwa Chorwacji. Rozwijały się twierdze na wzgórzach, strzegące bezpieczeństwa granic i warowne porty, broniące przed atakiem ze strony morza. Jak w Szybeniku, Trogirze czy pobliskich Kasztelach. Jak wiele z nich dotrwało i spełniło swoje zadania również w czasach ostatniej wojny jugosłowiańskiej.
A potem coraz piękniejsza i bogatszą krainą, obfita w wino i oliwę, zainteresowali się najbogatsi w ówczesnym świecie oligarchowie –Wenecja. I choć odkupywali coraz to więcej miast i ziem, w zamian nieśli kulturę renesansu, w wielu wieżach i dzwonnicach obecnie widocznych na pierwszy rzut oka.


Renesansowe, weneckie koronki to też dziedzictwo wyspy Pag, na którą wybraliśmy się… tak przy okazji zwiedzania Zadaru. Dzieci miały okazję poznać bardzo starą metodę pozyskiwania soli z wody morskiej –w płytkich zatoczkach, salinach, odparowuje się wodę, a powstałą sól zbiera i paczkuje.
A czy wiecie, ze w Skradinie elektrownia wodna została uruchomiona w trzy dni po tej na wodospadzie Niagara? Resztki tej elektrowni można obejrzeć przy zwiedzaniu Parku Narodowego Krka. W tymże parku dzieciaki były zachwycone pokazem dawnych sposobów uprawy roli, przede wszystkim na Małgosi wrażenie zrobiły czynne młyny wodne, zwłaszcza kiedy stanęła tuz przez turbiną, a pod jej stopami z wielkim szumem i hukiem opadała woda… Zobaczyła też tkalnię, a w niej panią w stroju ludowym.

 
Na koniec jak bardzo zaskoczyła nas Małgosia. W zeszłym roku w „naszych” Vodicach poszliśmy do takiego małego muzeum-akwarium. Madzia bardzo bała się żywych ryb, w tym roku już jej się podobały. Kiedy wchodziliśmy na piętro z ekspozycją modeli statków i znalezionych przy brzegach starożytnych amfor, Małgosia podbiegła do jednego ze statków i zawołała: „To jest Wiktoria”. Podeszliśmy i zaskoczeni odczytaliśmy z tabliczki nazwę statku flagowego brytyjskiej królowej. A ona to zapamiętała sprzed roku!


Skomentuj, jak zrobiło to już: 5 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-07-22 0:38:27
Wszystko w miesiąc

Wiadomo, że dzieci się rozwijają skokowo. Długo nic, a potem nagły wysyp nowych umiejętności. O ile nie dziwi to w przypadku Madzi, o tyle zszokowały mnie ostatnie osiągnięcia Małgosi - wszystko to od czasu, kiedy pożegnała się z przedszkolem na czas wakacyjnej przerwy:

  1. Opanowała sztukę jazdy na rowerze na dwóch kołach. Co prawda jeździ strasznie szybko i tata musi ciągle biec przy niej, bo jeszcze nie potrafi hamować i zsiadać…
  2. Wybłagała, żeby kupić jej prawdziwy zegarek, bo chce się uczyć, która godzina. I się uczy, całkiem dobrze radzi sobie z pełnymi godzinami, tzn. po małej wskazówce rozpoznaje, która jest.
  3. Zna już cały alfabet, zaczyna składać krótkie wyrazy.
  4. Potrafi podpisać się (literami drukowanymi) imieniem i nazwiskiem, pisze „Mama”, „Tata” i „Madzia”. Kiedy nie zna jakiegoś wyrazu, prosi o przeliterowanie i ze słuchu zapisuje. Lustrzane są zawsze litery Z i cyferką 5.
  5. Ostatnio w sklepie chciała, żeby jej kupić arbuz. Ponieważ wszystkie były nierozcięte, sama wpadła na pomysł, że poprosi panią sprzedawczynię o rozcięcie arbuza, po czym SAMA pobiegła do kas, przedstawiła swoją prośbę i wróciła do mnie, stojącej jak wryta przy owocach. Za chwilę przyszła pani i przekroiła nam arbuz
 
  1. Niestety, bardzo nam zaczęła seplenić, choć wymawiała już prawidłowo wszystkie głoski. Kiedy jej się przypomni, żeby mówiła wyraźnie, to zamiast „lalecka” poprawia się i mówi „lalka”, a jak się nie da uniknąć kłopotliwej głoski, to używa synonimu. Taka mądra bestia.
 
  1. Ciągle wymyśla nowe historyjki i robi do nich kukiełki („Wiesz, mamo, takie jak u Zosi były”), a potem przedstawia w teatrzyku z dwóch krzeseł i kocyka.
 
  1. Opiekuje się tymczasowo króliczkiem kuzynów i jest bardzo obowiązkowa, pamięta o jedzeniu dla niego oraz wspólnej zabawie na dywaniku.

Skomentuj, jak zrobiło to już: 4 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-07-12 15:11:09
Dużo lania wody- chorwackiej opowieści cz. II
Komu się coś chce w ten upał? Mnie chce się tylko pić i moczyć w wodzie. Dlatego na dzisiejszy odcinek wybrałam tematy związane z wodą -kąpiele w Adriatyku, rejsy statkami, parki narodowe.

Dziewczyny na plaży.



Stali czytelnicy pamiętają pewnie z zeszłego roku, że Vodice leża
12 km od Szybenika, z którym oprócz połączenia drogowego mają też stałe połączenie statkami "Jadrolinia", zawijającymi po drodze do uroczych wysepek Prwić i Zlarin. Ta druga słynie w Chorwacji m.in. z połowów gąbek oraz korali.

Wpływając do Szybenika od strony morza podziwia się niezwykłą panoramę miasteczka położonego na zboczu góry, którą wieńczą trzy twierdze. Wejście do zatoki, która tak właściwie jest ujściem rzeki Krka - tam też miesza się woda słodka ze słoną - zamyka skalista cieśnina, przy której usytuowana jest wenecka twierdza, dawne więzienie, położone na wodzie.
Wspięliśmy się na twierdzę św. Michała albo św. Anny (nazwy według różnych przewodników), skąd mieliśmy widok na starówkę z majestatyczna katedrą św. Jakuba oraz wspomniane ujście Krki.

Schodząc krętymi uliczkami, a właściwie milionem schodów w dół, trafiliśmy na dawny przyklasztorny wirydarz,

obecnie cudownie pachnące herbarium, pełne większych i mniejszych stworzonek:

jaszczurki, motyle, gigantyczne osy (albo pszczoły, cokolwiek to było, użądlenie, jak się przekonał Filip, było bardzo przykre) i potwornie wychudzony kotek, którego nie odważyliśmy się dotknąć, tak był pokryty liszajami.
Pod katedrą czekał na nas Krzysiek z wózkiem, w którym smacznie spała Madzia. Jedyna, która wycieczkę przespała, a zregenerowane siły spożytkowała w drodze powrotnej na statku.



Statkiem popływaliśmy sobie też ostatniego dnia pobytu w Vodicach.
Wykupiliśmy całodniową wycieczkę do Parku Narodowego Kornati. To łańcuch bezludnych wysp, za którymi rozpościera się bezmiar wód, czyli Adriatyk.
W programie wycieczki był też 2-godzinny pobyt na wyspie Dugi Otok i wypoczynek nad słonym Srebrnym Jeziorem. Na statku dziewczyny okupowały dziób, mając stamtąd bajeczne widoki.

Przede wszystkim białe  klify, nagie skały wysp, rozsiane gdzieniegdzie zielone plamy winnic, wszelkie odcienie niebieskości w morzu, krzyk szybujących nad statkiem mew…
Jak się okazało, mam chorobę morską, dlatego z wielką ulgą postawiłam stopy na stałym lądzie. Jednak kąpiel w jeziorze, które przewodnik porównywał do Morza Martwego: że też śródlądowe, też zasolone, też utrzymuje na powierzchni nawet dyletantów w dziedzinie pływania. Zapomniał dodać o błocie, które zapachem przypomniało mi maseczkę z minerałami z tegoż Morza Martwego…   Dzieciom to wcale nie przeszkadzało i chlapały się radośnie przy ogłuszającym wręcz graniu cykad…


Pojechaliśmy też do wodospadów na rzece Krka (kolejny park narodowy),
który daje mnóstwo ochłody w upalny dzień.








Filip był pod wrażeniem bujnej roślinności, która przypomina dżunglę. Małgosia jako największą atrakcję uznała spotkanie z żywym osiołkiem,
który stanowił element wystawy etnograficznej, prezentującej m.in. drogę od ziarenka do mąki (z czynnym młynem wodnym!).

A Madzia paluszkiem pokazywała ryby „Tu”.


 


W drodze powrotnej do Polski poświęciliśmy jeden dzień na najpiękniejszy chyba z parków narodowych Chorwacji – Jeziora Plitwickie. To jest najprawdziwszy cud natury. Szesnaście położonych kaskadowo jezior, których obrzeża porasta gęsty las. Woda wodospadami i rzeczkami spływa na coraz to niższe poziomy, przelewając się przez krzewy, trawy i mchy. Żadne słowa tego nie oddadzą. Woda jest krystaliczna, nawet w bardzo głębokich jeziorach widać dno.

 Chodziliśmy tak kilka godzin, nosząc na zmianę dzieci, bo z wózkiem tam nie ma żadnych szans (drewniane kładki, schodki, skaliste dróżki). Na koniec wycieczki, kiedy dopadliśmy kiosku z zimnymi napojami, podsumowaliśmy, że najgorsze w tym wszystkim jest łażenie w 40-stopniowym upale, mając dookoła tyle wody, nie mogąc w niej nawet nogi zamoczyć. Dzieciaki były bardzo dzielne, cała trójka.

 

 

 


A teraz mamy namiastkę tego wszystkiego w basenie na ogrodzie u dziadków…



Skomentuj, jak zrobiło to już: 7 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-07-07 14:45:43
Chorwacja 2010 - część I

Podczas gdy jedni pakują się na wakacyjne wyjazdy, u nas trwa pranie po powrocie. Byliśmy znów na wczasach w Chorwacji, znów w Vodicach, choć w innym miejscu, no i w powiększonym składzie.

Na początek relacja ogólna, bez zdjęć, bo nie dam rady ze wszystkim na raz, a chciałabym przekazać choć malutką część tego, co przeżyliśmy.

Kiedy ktoś nas pyta, czy pojedziemy jeszcze raz - odpowiadamy: tak, oczywiście, choć może nie trzeci rok z rzędu. Chorwacja ma w sobie jakiś czas. Pewnie wywołuje go specyficzny zapach -mieszanina lawendy, rozmarynu i morza. Wiejący od lądu ciepły wiatr, rozwiewający najmniejsze chmurki. Gwar kawiarenek i knajpek nad nabrzeżem. Wielojęzyczne rozmowy podsłuchiwane na plaży. Nawet jak się żadnego jezyka nie zna, to i tak się łatwo porozumieć. A chorwacki do nauki jest naprawdę nietrudny, nawet Małgosia po dwóch tygodniach odruchowo mówiła "Hvala" i "Izwolite".
Jest to kraj, w którym nawet jak pogoda nie dopisuje -wbrew potocznym opiniom  nam się własnie tak ’udało’ - to mając samochód w kilkadzieisąt minut można się przenieść do ciekawych miejsc, dotknąć własną ręką i nogą miejsc, po których stąpali Rzymianie, Grecy i Ilirowie. Ślady starożytności są tutaj na każdym dosłownie kroku.
Morze jest ciepłe, łagodne i barwne. Dzieci kąpały się bez żadnych ograniczeń, no może poza tym, że miały uważać pod nogi na jeżowce, których były mrowia i to tuż przy samej plaży. Nawet tym, którzy sobie nie wyobrażaja, jak to dzieci mają się bawić na kamienistej plaży, bez zamków z piasku, odpowiadamy: mogą, z kamieni zamki są dużo ciekawsze :)
Do stóp podpływały rybki, a wieczorem na kamieniach wylegiwały się kraby. Wystarczyło wyłowić pierwszą lepszą muszelkę, aby pokazać małża czy stworzenie, które na własny użytek nazwaliśmy "pająkiem morskim".
Chorwacja kusi nie tylko kolorami wody, nieba czy podwodnej fauny. Kusi zapachami i smakami. Mieliśmy co prawda mieszkanie z wyposażonąż kuchnią i zapasy jedzenia przywiezione z Polski, ale chętnie chodziliśmy popróbować miejscowych specjałów. Zdrowe, bo z grilla, okraszone oliwą z oliwek, wspaniale przyprawione natką pietruszki i czosnkiem... - ryby, kalmary, krewetki, różne rodzaje mięs. Ja uwielbiam dalmatyńską blitwę, czyli szpinak z ziemnakami. Do tego wspaniałe wina i rakije, które można kupić dosłownie na każdym rogu, bo tam monopol na wyroby alkoholowe nie obowiązuje, dlatego warto się zaopatrywać bezpośrednio u "producentów" .
Zwiedziliśmy w tym roku aż trzy chorwackie parki narodowe, z których każdy ma odmienny koloryt, klimat, czar...

Ale to chyba już temat na kolejną część.


Skomentuj, jak zrobiło to już: 6 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-06-11 0:42:43
Przeżyliśmy
Siedziałam u fryzjera, nie wiedząc, że na zewnątrz temperatura roztapia asfalt. Kiedy wyszłam, nie mogłam złapać oddechu, z wielką ulgą wisadłam do samochodu i przekręciłam kluczyk, by za chwilę usłyszeć szum klimatyzacji. Pojechałam po Małgosię do przedszkola i wróciłyśmy do domu. Krzysiek otworzył szeroko drzwi do garażu, co normalnie się nie zdarza, bo samochód zwykle stoi na podjeździe do samej nocy.
Magda spała na huśtawce przy tarasie. Krzysiek stanął obok i mówi, że chyba gdzieś deszcz pada -u sąsiada mokry dach, a u nas ani kropli. Zabrał z huśtawki śpiącą Madzię i przeniósł do pokoju. Zdążyliśmy...
Za chwilę lunęło. Po kilku minutach usłyszeliśmy łomotanie w dach, okna i małe okienko włazu przy kominie. Myślałam, że wszystkie szyby popękają... Dzieci stały przy tarasie i patrzyły. My, na ganku, z aparatem dokumentowaliśmy obraz kataklizmu. Pierwszy raz w życiu widzieliśmy takie gradobicie.
film,

Stłuczone mamy wszytskie kwiaty w ogródku, połamany winogron, a na samochodzie kilka śladów po lodowych kulkach. Taras wyglądął jak zasypany śniegiem. Nasz dom stoi na najwyższym punckie w miasteczku, więc cała woda spłynęła w dół ulicą. Dziadkom na sasiednim osiedlu zalało piwnicę. Koledzy Krzyśka mówili o potłuczonych szybach w samochodach.
Całe szczęście, że tak się to skończyło...



Skomentuj, jak zrobiło to już: 10 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-06-09 9:42:25
Poważna sprawa
Wczoraj z babcią robiłyśmy zakupy w sklepie obuwniczym. Małgosia łażąc między półkami głośno komentowała, jakie buty są ładne, a jakie nie. Wreszcie mówi:
-A takie sobie na ślub kupię.
Kilka pań obejrzało się za nią z uśmiechem.

Temat powraca od jakiegoś czasu. Małgosia ma "chłopaka", z którym "się ożeni".

Kilka dni temu spytała, jak sie nazywam;
-Elwira O. -P.
-Ale ty masz tylko O. na nazwisko, ja jestem P.
-Ja mam dwa nazwiska.
-To tak można? - zdziwiła się Małgosia.
-Można, jedno masz po rodzicach, a drugie po mężu.
-O, to ja będę P.-K., po Tymku.

Czasem uda mi się pociągnąc ją trochę za język, jaki jest ten Tymek. Okazuje się, że ma dość duże powodzenie w grupie, bo "ożenić się" z nim chce także Ola i Oliwka. Ciekawe, którą z młodych pań preferuje sam zainteresowany?
Podobno zadeklarował Małgosi, że się z nią ożeni... oficjalnie jednak o rękę nas, rodziców, nie poprosił.  Sprawa wygląda na poważną.

Skomentuj, jak zrobiło to już: 4 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-06-01 10:19:06
Dzień Dziecka
Małgosiu i Madziu,

życzymy Wam, żeby nie tylko w Wasze święto, ale też na co dzień,
świeciło Wam słonko,
życie przynosiło wpsaniałe przygody,
a swiat zachwycał Was swoim pięknem i tajemnicami.
Niech Was otacza miłośc i życzliwość.
Pozostańcie jak najdłużej w Krainie Baśni -



Tego wam życzy
Mama i
Tatuś

Skomentuj, jak zrobiło to już: 10 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-05-28 8:28:32
Mów mi "Gocha"
Z pracy wczoraj zadzwonił i spytał, czy mam palny na to deszczowe popołudnie. Pomyślałam chwilę i spytałam, czy byśmy dzieci nie zabrali do kina. Gosia była strasznie dawno, jakoś przed świętami na "Reniferze Niko". A Magda jeszcze w ogóle nie była, bo nie wiedzieliśmy, jak zareaguje na ciemność i czy wysiedzi ponad godzinę.
Zarezerwowałam trzy bilety na premierę "Disco Robaczków", myśląc sobie, że taki muzyczny i taneczny film to coś w sam raz na rozpędzenie deszczowych chmur.
Oczywiście podatna na sztuczki reklamowe Małgosia zażyczyła sobie zestawu cola+popcorn, my z kawą i dwiema dziewczynami wgramoliliśmy sie na samą górę kinowej widowni. Na reklamach Madzia zajęła sie popkornem... niezupełnie z naszej woli, zanim się zorientowaliśmy, dziecko zdradzało objawy uzależnienia. Potem sobie siorbnęła coli przez rurke i umościła tyłeczek na fotelu, gotowa na przeżycia estetyczne. Normalnie jak weteranka X muzy...

Film może nie jest rewelacją jeśli chodzi o fabułę czy jakieś głębsze przesłanie, ale do dzieci trafia, bo taki ciepły, kolorowy, muzyczny. Teksty niektóre fajne, dorośli zrozumieją. Piosenki chwytliwe. Pomogły na chandrę :)
Ale najistotniejsza jest pierwszoplanowa bohaterka, która na poczatku ma silne parcie na karierę, choć talentu żadnego, a potem oczywiście życie uczy ją rozumu, a głos tak jakoś bez ćwiczeń brzmi mile dla ucha. I ta dżdżownica ma na imię Gocha.  Ma długie blond włsoy i nosi zieloną sukienkę...

Dzieci pod koniec filmu opanowały schody, bo tam miały miejsce na taniec. No w końcu film o disco , nie?

A wychodząc z kina nasza starsza córka zaproponowała:
-To ja teraz jestem Gocha.

Skomentuj, jak zrobiło to już: 6 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-05-26 23:38:22
Uff...

Ostatnie dni obfitowały w taką ilość wydarzeń, ze jedyne, o czym w tej chwili marze, to po prostu je odespać.
W zeszłym tygodniu Małgosia zachorowała, na szczęście jednak infekcja zatrzymała sie w obrębie gardła, gdzie zwalczaliśmy ją inhalacjami i syropami. Po jednodniowej zaledwie nieobecności w przedszkolu, Małgosia juz w piątek wróciła na oczekiwaną cały rok lekcję otwartą języka angielskiego.
Początek był niemal dramatyczny, bo obiecałam, ze przyjadę, tymczasem nie mogłam dobudzić Madzi z południowej drzemki, wiec weszłam do sali spóźniona o 5 minut, zastałam Małgosie zapłakaną, z rozpaczą w oczach. Nie odzyskała humoru, nawet gdy dotarł jeszcze bardziej spóźniony, wracający prosto z pracy tato.
Małgosia dużo się nauczyła w tym roku - umie się przywitać z pacynkowym kotkiem Cookie, opisuje mamę lub tatę -jakiego jest wzrostu, odpowiada, pytana, jakie ma zwierzątko. Umie śpiewać kilka piosenek, m.in. nazywających części ciała, zna dni tygodnia i pory roku, liczy do 10 oraz rozpoznaje kolory. Do zabawy zostali wciągnięci rodzice, którzy jednak nie otrzymali na koniec zajęć tradycyjnej pieczątki na rękę.


W tym tygodniu zakończyły sie warsztaty teatralne, prowadzone w naszym Ośrodku Kultury. Podsumowaniem był uroczysty koncert dla mam. Wystąpiły dzieci, uczestniczące w zajęciach tanecznych, teatralnych oraz wokalnych. Małgosia bardzo przejęta, ja nie mniej, bo trzeba było uszyć wielką muchę. Na koncert przybyliśmy na czas, po czym dzieci poszły na scenę, a myśmy zostali jeszcze w szatni. Po wejściu na widownię szukaliśmy sie wzrokiem -Małgosia na kolanach pani Kingi, instruktorki, z niepewną miną, której nie poprawiło nawet nasze nadejście wraz z dziadkami.

Podziwiała występy małych tancerek, a ja widziałam objawy tremy. Na szczęście ustąpiły one jak tylko weszła na deski.

Muszę napisać, zę jestem niesamowicie dumna z debiutu naszej córci -mówiła najwyraźniej, głośno, akcentując każde słowo, dodając gest, absolutnie nie okazywała zdenerwowania.
WYSTĘP
A na scenie działo sie wiele... Oprócz wesołej historii o królewnie, która zamarzyła o sukni z lodowej koronki, za plecami młodych adeptów sztuki aktorskiej leciała scenografia, a co poniektóre młode artystki robiły focha i nie wychodziły do swojej roli. Po występie zaczęły natomiast latać przed sceną i nawet mocno dyscyplinujące rozmowy niewiele dały ;)

Dzisiaj już ostatni, ale kosztujący najwięcej nerwów występ, bo uzależniony od pogody. Miał być na przedszkolnym tarasie, jednak pani dyrektor zarządziła, że na wszelki wypadek odbędzie się w sali. No i dzieci wystąpiły w sali,  Gosia bardzo ładnie, bez nerwowych gestów, z uśmiechem śpiewała, recytowała wiersz "Do czego służy tatuś". Otrzymaliśmy przygotowane prezenty: mama medalion, a tatuś krawat. Cięzko było Małgosi dochować to w sekrecie, żeby nei zepsuć niespodzianki. 


a potem rodzice dali występ dla dzieci. W tym roku "Czerwony Kapturek". Jako reżyser przedsięwzięcia chodziłam od zeszłego tygodnia z bólem głowy - najpierw nie mieliśmy w ogóle i odtwórców męskich ról -Wilka i Gajowego, potem aktorzy sie znaleźli, potem trzeba było dograć terminy prób, opracować scenografię, stroje... Do końca nie wiedząc, czy gramy na dworze -czego bardzo chcieliśmy, z racji na wspaniałe warunki plenerowe, wykorzystanie drzewek w ogródku jako lasu... Potem, dosłownie kilka dni przed występem zrezygnował z roli Gajowy i awaryjnie zatrudniliśmy... Krzysia. Bardzo dobrze sobie poradził, już wiem teraz, po kim nasza córka ma talent aktorski
J
Potem burza mózgów z obmyśleniem strojów, wreszcie naprędce zrobienie scenografii, kiedy dzieciaki szalały po całym ogrodzie, włażąc nam dosłownie do łóżka Babci...

Zdjęć nie ma z tej części, bo oboje zaangażowaliśmy sie w spektakl, natomiast obie nasze dziewczynki jak aniołki siedziały i podziwiały nas, pewnie czując taką samą dumę, jak my podczas występów Małgosi.

A teraz, kiedy jest po wszystkim, chciałabym zasnąć, kołysana przez moją wspaniałą córcie -kołysanką, która mnie doprowadziła do łez.

Tak sie martwisz, tak się ciągle martwisz, mamo,
Dzień był kiepski, więc zapomnij o tym dniu.
Zaraz przyjdzie kołysanka na dobranoc,
Kołysanka, pocieszanka, pełna snów.
REF.:
Kołysanka w piżamie,
Najcieplejsza z cieplutkich.
Piórko z jaśka wyskubie
i odlecą twe smutki.
Kołysanka w piżamie,
sny wyciągnie z kieszeni,
kołysanka w piżamie,
zaraz wszytko odmieni.

Wszystkie zmarszczki wygładzimy na poduszce,
A gdy rano spojrzysz w lustro, zdziwisz się,
Żadnej zmarszczki nie zobaczysz w swoim lustrze,
Bo te zmarszczki tez wygładza sie we śnie.

Ref.:
Kołysanka w piżamie...


Skomentuj, jak zrobiło to już: 4 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-05-20 22:05:13
Co to jest cierpienie?
Nie da się teraz uniknąć tematu powodzi. Jest na każdym kanale, od niej zaczynają sie wszystkie serwisy informacyjne. Dzisiaj pokazali w jednej z relacji strażaków niosoących dzieci, za chilę kobietę z zawiniątkiem w łódce. Małgosia spytała o dzieci. Te dzieci starciły dom, przedszkole, szkołę, plac zabaw. To wsyztko jkest pod brudną, wielką wodą. Utopiły sie im ubranka, zabawki, meble. Muszą sie wyprowadzić. Miała łzy w oczach. U nas nie ma żadnej rzeki, rzeczki czy nawet strumyczka. Podtopienia deszczowe tez nam nie grożą, bo nasz dom leży w najwyżej położonej części naszego miasteczka.
Postanowiliśmy podzielić się z tymi, co stracili swój dorobek - mówię Małgosi, że ja kupię pieluszki dla dzieci, jakieś jedzenie, a ona czy mogłaby dać tym dzieciom jakąś przytulankę, żeby mniej cierpiały.
No i trzeba było wyjaśnić sens słowa "cierpienie".
To ból.
To strach, że sie zaraz stanie coś bardzo złego.
To poczucie, że się nie ma tego, czego się bardzo pragnie.
To żal, że straciło się coś (kogoś) bardzo kochanego, na zawsze.

Modlitwa Małgosi: "Panie Boże, daj mi zdrowie, żebym nie kaszlała i się nie dusiła. I żebyś już nie dawał wiecej deszczu, bo jest powódź".

Moja noc zapowiada się bezsennie, Małgosia ma duszący kaszel, wywołujący wymioty, najgorzej jest nocą, bo wcale się nie wybudza, kiedy ma te napady. Była u lekarza, ale nie liczę że po pierwszej dawce leków nastąpi poprawa...

Skomentuj, jak zrobiło to już: 4 osób(Komentarze)






Tu można poczytać, co było, minęło: Archiwum:
2006: luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec

  A my już nie liczymy gości...

 

- Adam z KP

- Adaś

- Bartek i Mateuszek

- bardzo dzielny chłopczyk - Borysek

spod zamku - Filip

Grześ vel - Griszka

- Jasiek i Zosia

- Julia

- Karolina i Natalia

- Krzyś i Bartek

- Leonek

- Łukasz i Michał

- Maciek i Karolinka

- Małgosia i Ania

wariatkowo - Marta, Krzyś i Szymek

- Martyna i Patryk

Potwory bez spółki - Miko i Adam

- Ola i Jacuś

- Olaf i Kuba

moja pierwsza miłość - Oskar :)

Ośla łączka - Paweł i Maciuś

- Przedszkolaki z Lublina

Sałatkowe siostry - Sylwia i Sara

- Tosia

- Weronika

- Wisienka-Milenka

- Zofik

- Zosia i Jaś

-ulotne chwile - Zuzia i Maja


Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl




 
  2010-07-07
Jeżdżę na rowerze na dwóch kołach

2009-06-06
Pierwsze wczasy za granicą -w Chorwacji

2009-04-19
Madzia przyjmuje Chrzest św.

2009-02-24
Madzia się głośno śmieje do mnie

2009-02-05
Mam kolczyki w uszach!

2008-11-29
Zostałam starszą siostrą Magdalenki

2008-09-06
Nauczyłam się jeździć na "dużym" rowerku z małymi kółkami!

2008-08-25
Jestem sobie przedszkolaczek!

2008-03-21
Pieluchy używam już tylko w nocy.

2008-02-11
Przeprowadzka z łóżeczka do "dorosłego" łóżka

2007-12-29
I nocnik też, i nocnik też przyjacielem Margolci jest!

2007-09-03
Rozpoczęta edukacja żłobkowa

2007-06-19
Pożegnanie z cycusiem :(

2007-05-05
Zlot Smyków w Złotym Potoku

2007-04-28
Ślub kościelny rodziców i mój chrzest

2007-04-13
Skończyłam 1,5 roczku i wymawiam swoje imię jako DUSIA

2007-03-31
Zobaczyłam pierwszy raz swój cień!

2007-03-11
"Recytuję" wierszyk "Miauczy kotek, miau" - z odpowiednią intonacją, rozpoznawalne jest jedynie ostatnie słowo z wersu :). W ten sam sposób "czytam" książeczki.

2006-12-26
Mam już pięć zębów.

2006-12-23
Zamieszkaliśmy we własnym domku !!!

2006-11-17
Pierwszy wieczór bez rodziców - babcia mnie nakarmiła i uśpiła! A rodzice operetki słuchali ;)

2006-10-20
Zaczęłam naprawdę chodzić!

2006-10-08
Jedynki w komplecie :)

2006-10-07
Pierwsza wizyta w teatrze

2006-10-05
Trzeci ząbek (górna prawa jedynka)

2006-08-30
Chodzę trzymana za jedną rączkę - dziwne uczucie, bo bradzo chcę się czegoś złapać

2006-08-04
Drugi ząbek -dolna lewa jedyneczka

2006-08-02
Sama stoję, ale jeszcze się boję!

2006-07-14
Pierwszy ząbek!

2006-07-12
Płynnie przechodzę z czterech kończyn na dwie i odwrotnie (czyli raczkuję i chodze przy meblach)

2006-07-05
Samodzielnie siadam z leżenia

2006-06-30
Bez problemu wstaję,trzymając się mebli, uchwytów w kojcu albo szczebelek łóżeczka

2006-06-17
Samodzielnie zeszłam z kanapy i stanęłam przy niej

2006-06-05
Stoję sama przytrzymując się uchwytów w kojcu

2006-06-02
Moje pierwsze wczasy nad morzem

2006-05-02
Mój pierwszy wypad w góry i zdobycie Chojnika!

2006-04-17
Zjadłam pół jabłuszka

2006-04-13
Skończyłam pół roczku - zaczęłam jeść kaszkę ryżową

2006-03-26
Siedzę i się nie przewracam ( nie od razu, w każdym razie)

2006-03-21
Robię "kosi-kosi" i "pa-pa"

2006-03-15
Samodzielnie wsadziłam do buzi lewą nóżkę

2006-03-10
Pierwszy raz pływałam w basenie

2006-03-05
Samodzielnie przewróciłam się z brzuszka na plecy - dwa razy

2006-02-19
Przespałam całą noc

2006-01-20
Potrafię się głośno śmiać

2005-11-13
Pierwszy uśmiech do rodziców :-)

2005-11-09
Odpadł mi kikut pępowiny, ostatnia pamiątka po połączeniu z mamusią

2005-10-13
Przyszłam na świat w czwartek o godz. 10.50


 
 
  2009-06-21
Mruczanka-śpiewanka: "Aaa, wypadły zęby dwa"

2009-01-18
Dziadku Janku, chodź do banku

2008-11-29
Na ununastej" - jedyna odpowiedź na każde pytanie zaczynające sie od "Kiedy...?"

2008-10-30
Biedronka -po raz pierwszy wymówiłam tę trudną głoskę "R"

2008-09-24
Nice to see you- pierwsze zdanie wypowiedziane po angielsku (po trzech tygodniach nauki w przedszkolu!

2008-09-08
grzyby wiaderne = grzyby uzbierane do widaetrka

2008-09-05
Ale jestem laska!

2008-06-24
Skundek -słowo o nieznanym znaczeniu

2008-04-23
Mamo, gdzie masz trąbę?

2008-03-12
Krowa ZAMUMIŁA

2008-03-01
Do lalki, kładąc ją koło mnie (mamy): Połóż się, Maciusiu, koło babci

2008-02-16
Idealnie! - po przetarciu lustra w szafie

2008-01-06
cieputek= keczupek

2007-10-24
Daj mi cycusia na ulodzinki.

2007-09-10
Bomonicy Bob Budowniczy

2007-08-07
Małdosia

2007-06-30
Zaczynam mówić zdaniami!

2007-06-25
Tata śpi po nocce. Małgosia czule na jego widok "Malutki tatuś"

2007-06-15
Pierwsze zdania Kotek idzie spać. Tatuś kosi trawę.

2007-06-14
super!

2007-05-24
Kubiś Patek = Kubuś Puchatek

2007-05-17
abus= autobus albo ciężarówka

2007-05-15
kocham do mamusi

2007-05-06
dziuła =dziura

2007-05-01
mjutka=mrówka

2007-04-22
husiatka = huśtawka

2007-03-16
bu=
Bóg ciapcia=czapka, czasami kapcie niam=miau(odgłos kotka) au=hau (odgłos pieska) cyca, babcia,

2007-03-05
Buła=wujek Kuba :)

2007-01-21
gę-gę=dzyń, dzyń (naśladuję głos dzwonka, ale też łańcuszka, wisiorka, kolczyków itp.) niam=kiedy coś jest smaczne

2007-01-07
pam= pan, be=owca, bu= krowa,babcia,dududu=tu

2006-12-11
petek=piesek :)

2006-12-08
papat =popatrz oto =oko oć tu = chodź tu

2006-09-17
apa, apa=hopa, hopa (przy podskakiwaniu albo podrzucaniu do góry), ale też na piłkę, konia, kółko;ogólnie: wsystko, co skacze

2006-09-12
"mapa"= lampa

2006-08-15
ata - na wszystkie zabawki oraz na własne odbicie w lustrze :-)

2006-06-26
baba - na Sabę, suczkę dziadków

2006-06-21
"adzia" - na królika i pieska (na rózne zwierzątka)

2006-05-29
"tata pa-pa"

2006-05-15
Wreszcie MAMA !

2006-05-04
Nie, nowe sylaby: lala, jaja, jeje

2006-04-23
TATA

2006-04-16
Bardzo dużo nowych "wyrazów", kombinacje różnych sylab, nie mają one sensu, ale są urocze! jade, dada, bege, baje, daga itp

2006-04-11
dziadzia

2006-04-10
Mama zbyt długo siedziała w łazience, dlatego po jej powrocie domagałam się "NIANI"

2006-03-17
ebe (było kiedyś takie piwo), aba, baba, ewu

2006-03-05
"HE"(głośny śmiech)

2006-02-26
eja, ajo, ne, ny