![]() |
||||

Zapisane 2010-03-11 11:06:38
Mała aktorkaW przedszkolu wisiał plakat naszego Ośrodka Kultury z ofertą warsztatów dla dzieci. Może jeszcze ktoś pamięta, jak przed feriami chciałam Małgosię zapisać na zajecia teatralne i nie uzbierała się grupa chętnych? A tutaj: warsztaty teatralne dla dzieci w wieku 4-6 lat. Dzień, godzina, miejsce spotkania podane. Poszłyśmy z Małgosią w ciemno, "tylko spytać', czy można ją zapisac. ![]() Zapisane 2010-03-01 11:03:42
W moim ogródeczku...Nie czekałyśmy, aż sobie zima całkiem pójdzie. Małgosia najbardziej stęskniona wiosny normalnie się "wryła’ w glebę. ![]() A Madzik chyba taki zadowolony nie był, ale może z racji spodni - jeszcze zimowych, ale takich dobrych do upadania na mokrą trawę i błoto. ![]() A to zdjęcie dedykuję rodzinie z okolic Polskiego Bieguna : ![]() No i chyba będzie wiosna, bo kotka w domu usiedzieć nie może. Tylko nie wiem, czy jak ją wypuszczę, to nie odfrunie gdzieś. Bo u nas dziś okrutnie wieje... ![]() Zapisane 2010-02-26 13:06:19
Wielbłąd i magiczne kaloszeWychodząc do przedszkola rano Małgosia zabrała:
1. Rysunek formatu A3 na konkurs pt.: "Zabawy na śniegu". Pełna zapału siadła dzień wcześniej i malowała pastelami po niebieskiej kartce. Ja -wiedząc, że często ta akurat konkursowa praca nie wychodzi najlepiej założyłam, że Małgosia narysuje kilka prac o tej tematyce, a potem wybierzemy najlepszą. I poszłam sobie spokojnie do kuchni, a dziecko z wypiekami na twarzy zostało przy stole... A jak wróciłam, wiedziałam, że preselekcja nie będzie potrzebna. 2. Torebkę z ubraniami na zmianę, bo w sali jest ciepło, 3. Torbę papierową jednorazową, zapełnioną opakowaniami po herbacie, kaszy, makaronie, jogurcie, czekoladkach, kremie do twarzy i mydełku. Po co? Otóż dzieci będą się bawić w sklep i cały tydzień znoszą te surowce wtórne. U nas akurat zbiera się makulaturę i opakowania po prostu składam, a nie drę, więc spokojnie jej uzbierałam cała torbę. Ale sie cieszyła, że tak wzbogaci sklepik przedszkolny. 4. Torbę suchej karmy dla kotów ze schroniska, w ramach akcji "Pełna miseczka dla koteczka". Zabrakło rąk, na szczęście tata pomógł. *********** Gadu-gadu. -Wiesz, tatusiu, moje kanoszki pragną spotkania z kałużą. Okazją do spotkania były odwiedziny u babci na wsi. Wysłałam męża na kawę z teściową, znaczy moja mamą, żeby go serce nie bolało, jak będę pozwalała dzieciom być po prostu dziećmi. Magda zadowolona właziła krok w krok za siostrą, naśladując jej chlapanie. A Małgosia na koniec wskoczyła w kałużę tak, że zmoczyła się po kurtkę. I wszystko fajnie, wszyscy byli zadowoleni. Tato stwierdził :"Skoro im pozwoliłaś..." Niestety, podwórze u moich rodziców jest wysypane żużlem, w którym stoją kałuże, do których wskakiwała Małgosia. Mokre spodnie, skarpetki, wkładki w kaloszach - to Pikuś. Powiedzcie mi, czym ten czarny osad z żużlu sprać z jasnoróżowych najnowszych skarpetek? ![]() Zapisane 2010-02-24 11:09:24
Typische WeibZgodnie z wszelkimi opracowaniami psychologicznymi, córka w matce widzi pierwszy i tak naprawę jedyny do końca życia model kobiecości, który potem poddaje pewnym modyfikacjom i obróbkom, ale w gruncie rzeczy naśladuje. Dlatego staram się, żeby swoim córkom nie sprzedać modelu kury domowej, zakopanej w pieluchy, gary, ograniczonej do głupawych rozmów o tym, która bohaterka serialu zdradziła męża, a która dopiero to zrobi. Staram się nie przykładać nadmiernej wagi do stroju, żeby nie były tylko pięknie opakowanym pudełkiem, w środku niestety pustym. Ale też dbam o siebie, lubię sobie coś ładnego kupić, a jeszcze bardziej -uszyć lub zrobić, żeby nie nosić tego, co pół miasta, żeby mieć coś oryginalnego. No to skąd one to mają? Małgosia jest pod wpływem przedszkola i telewizji. Uwielbia róż, kolor, którego się po prostu brzydzę! Ostatnio szał pał przeżyła, jak w Realu, do którego pojechalismy kupić jakieś bluzki wiosenne, bo wyrosła, okazało się, że jest kolekcja Hello Kitty. No poszła po całości w tych zakupach -ma bluzkę ona, Madziul oczywiście też -bo to fajnie ubrać siostry jednakowo, choc w różnym wieku - nawet ma skarpetki. Majtek nie było... Ale co się nie dziwię czterolatce, to zaskakuje mnie Madzia. Jej ulubione rozrywki oscylują wokół takich typowo, nawet stereotypowo babskich - mogłaby godzinami grzebać w szufladzie z moją bielizną, wywala majtki, biustonosze, rajstopy, zakłaa wszytko na szyję, co czasem wygląda przekomicznie, złapałam ją dzisiaj "tylko" z rajstopami, ale niezapomniany widok przedstawiała w koronkowym pasie do pończoch... Oczywiście ukochane miejsce zabawy to kuchnia, szuflady, szafki. Ma swojąszufladę, w niej mały wałek do ciasta, foremki, jakąś popękaną miseczkę, w którą może walić. Ale ciekawi ją ostatnio mąka, kasza, cukier... Gosiu, pamiętasz, jak chciałaś straszyć Krzyśka przez telefon? No toś wiedźmo, wykrakała ;) Gosia miała ostatnio fazę urządzania "pokazów mody" , paraduje w długich sukienkach krokiem "na krzyż", przinają się dzięcznie jak na prawdziwym wybiegu. A ta mała koza zawija swoją kiecką, na szyję zakłaa szalik albo cokolwiek innego i drepcze krok w krok za starszą, małpując jej wygibasy. Rano leci do stolika w pokoju Małgosi i ustawia filiżankę, dzbanek, nalewa kawki, mieszałyżeczką, po czym delektuje się najpyszniejszym niewidzialnym espresso... Po kąpieli kilkarazy musiałam ją smarować balsamem nawilżającym (normalnie moje dzieci z kosmetyków znają szampon, mydło, pastę do zębów i krem na dwór), początkowsię rzucałai chciała uciekac. Teraz wystawia łapkę, zeby jej kapnąć trochę balsamu, po czym masuje sobie uda i brzuch. No akurat tam ma największy cellulit... No i pranie... Dziecko mnie wyręczy kiedyś, jak już stara będę i kręgosłup mi wysiądzie. Uwielbia moczyć łąpy w misce, uwielbia wyciągać mokre ciuchy i jak one tak skapują. Hehe, jakbym siebie samą widziałasprzed 30 lat... Tylko ja nie piłam tego syfu. A już jak dorwie jakąkolwiek słuchawkę telefoniczną, to nie pusci przez godzinę, trzyma przy uchu... ![]() Zapisane 2010-02-22 10:34:28
KoncertWe wtorek w naszym mieście odbył sie wspaniały koncert utalentowanych artystycznie dzieci i młodzieży.Jestem autorem scenariusza, a po koncercie Małgosia stwierdziła, że chce spiewac w chórze. Krzyki dziecka w tle to nasza Madzia. Też nie pozostała obojętna na taką moc przezyć estetycznych. http://193.218.154.98/index.php?news=608 ![]() Zapisane 2010-02-21 22:51:54
Gadu-gadu. Uprawniona do spadku?Małgosia podczas pobytu u babci zainteresowała się jej okularami i chciała przymierzyć. Babcia jednak zabroniła: -Nie wolno zakładać cudzych okularów, bo mogą cię boleć oczy. -A kiedy mi dasz? -Nie dam ci ich. -A jak umrzesz? -To je wyrzucą. -A co zrobisz z mieszkaniem, jak umrzesz? ![]() Zapisane 2010-02-19 12:48:08
DekoratorkaJest impreza, dekoracja musi być! Moje urodziny spędzilismy w samochodzie, jadąc do cioci na drugim końcu Polski. małgosia byłą zawiedziona, ze nie ma torcika, imprezy, prezentów. Nie pomogło "postawienie" ciasta z galaretką i kawy/ czekolady w przydrożnej restauracji. "Nie ma dekoracji, mamusiu, ja bym ci zrobiła". Wytłumaczyliśmy, że mama będzie obchodzić niedługo imieniny, to nadrobi. Wpzreddzien imienin miałąm spotkanie, a dzieci zostały z tatą. Jak tylko przekrozyałm próg domu, Malgosia poinformowała mnie,z ę zrobiał mi niespodziankę, ale nie moze mi jej dac, dopiero jutro, ale jest w tamtej szafce, ale nie mam zagladac. Oczywiście "jutro" nastąpiło w środku nocy, Małgosia wpadła z niespodzianką do sypialni, budząc mnie i Magdę przy okazji. Uśić obu na nowo sie nie dąło. Trzeba było zacząć świętowanie. Niestety, zlożył mnie wirus, pól dnia przeleżąłm pod ciepłym kocykiem. "Ale mamo, ty masz imiminki, ja ci zrobie dekoracje..." Przełozyliśmy imprezę na sobotę, przyjęła do wiadomosci. Dzien wczesniej poprosiłam Małgosię o posprzątanie swojego pokoju. Nieskoro jej to szło, a ja zajeta byłam pieczeniem i szykowaniem poczestunku dla gości. A wieczorem przyjechał ukochany wujek Kuba. I to nie sam. Z bardzo miłą panią, która w torebce miała pianki i czekoladki. A kytórej zachciało się obejrzeć pokój Małgosi. I tutaj dziecko po raz pierwszy odczuąło ciężar odpowiedzialnosći za własną decyzję -nie posprzątała, musiała sie wstydzić... W sobotę męczyła dekoracją od rna -balony, wstążki, może chociaż motylki... Stanęło na ładnym udeorowaniu stołu, nakryciu sztućców i serwetek. ALe chyba tak do końca nie była zadowolona. Wieczorem jednak pojawił się na kominie w środku pokoju czerony element "dekoracji". Dziecko poszło spac uszczęsliwione bo nareszcie doczekało święta ze stosowną oprawą estetyczną ;) Ale rano, jak wstała, zobaczyła coś, co przeszo jej najśmielsze oczekiwania ; na serduszku wisiały dwie alentynki, dla niej i dla Madzi. A we środę, w Światowy Dzień Kota po powrocie z przedszkola najpierw usciskała oba futrzaki, składajac im życzenia "wszytskiego najlepszego", a potem pognała do kredek i papierów. Po co? No oczywisćie, zeby zrobić kotom dekorację... No to kupiłam duży arkusz papieru, farby do malowania łapkami i dałam sie im wyżyć artystycznie...
![]() Zapisane 2010-02-16 14:26:46
Osłuchowo czysteI co mi z takiej diagnozy? A tak sie wahałam -iśc do przychodni, nie iść? Pewnie pełno w poczekalni chorych dzieci, z róznymi wirusami, bakteriami. Moje nie gorączkują, mają apetyt, śpią też dobrze, szaleją w zabawie... Ale kaszel, który wydobywa sie z gardeł Madzi i Małgosi od niedzieli nie daje mi spokoju. Nie odrywający, suchy, szczekliwy. Jak to krtań? Ale jak pójdę, dostaną antybiotyk, a jakoś nie mam przekonania, że to zakażenie bakteryjne. Mnie wirus dopadł w zeszłym tygodniu, odebrało mowę na dwa dni, kaszlałam następne trzy, dzisiaj jest względnie dobrze. I właściwie bez jakichś specjalnych leków -na bezgłos ssałam tabletki ziołowe. Dałam dziewczynom syrop, wczoraj poinhalowałam. Małgosia po trzech tygodniach poszła do przedszkola. Tęskniła za dziećmi, za zabawą w grupie, za zabawkami. Uczą się też czegoś fajnego. Ale dzisiaj na dzień dobry obie się tak rozkaszlały, ze zarejestrowalismy. Zdecydowaliśmy, że jak dostaną antybiotyk, to nie wykupimy. Mieliśmy numerek na 11, nie było już dzieci, więc bez czekania w zawirusowanej poczeklani weszliśmy. I nie dowiedziałm się nic. A raczej ja udzielałam pani doktor informacji o stanie zdrowia moich dzieci. Osłuchowo czyste, gardła czyste, gorączki brak. Dawać te syropy, które daję, inhalować, można włączyć Muosolwan do inhalacji, bedzie szybciej działo. Zapisała eurespal, bo już nie mieliśmy. Ale jak powiedziałam, że Magda raczej nie przyjmuje syropów, a nawet zwraca, to kazała się nie przejmować i odpuścić. Powinnam sie cieszyć, że chyba takie chore nie są, skoro lekarz tak lekko traktuje. Ale nie mogę słuchać tego ich kaszlu... Sama tez jeszcze kaszlę. Jak trochę ozdrowiejemy, to popiszę, poodwiedzam... ![]() Zapisane 2010-02-05 16:45:52
Gadu-gadu.ColorsMimo ferii nie odpuszczam Małgosi i staram się, żeby nie zapomniała, czego uczy się na angielskim w przedszkolu. Rzucamy więc kolorową kostka i nazywamy po angielsku, co wypadło (gry tej nauczyła ją pani od angielskiego w przedszkolu). Wypada niebieski. -Blu. Wypada czerwony. -Łet. [pis. "red"]. Wypada żółty. -Jeloł. Po kolejnym rzucie Gosia chwilę się namśla i z radością oznajmia: -Zieloł. ![]() Zapisane 2010-02-04 0:17:36
WKRŚ*"Mamo, a kiedy będę miała swoją nokię?" - męczyło mnie dziecko od początku grudnia. Myli się jednak ten, kto uważa,że ogarnęła Małgosię komórkomania. Otóż podatne na reklamę dziecko zapamiętało, jak w plusie reklamował właśnie Nokię taki sztab bałwanów z bardzo charakterystycznym uzębieniem. No i o takim bałwanie marzyła od kiedy śnieg spadł. Tyle,że ten śnieg dotychczas nie miał właściwości odpowiednich do lepienia bałwana. Aż do dziś. Dziś zarządziłam, że zaraz po obiedzie ubieramy się, bierzemy łopaty w dłoń i lepimy...Małgosia dzielnie uturlała dwie mniejsze kulki, ja dolną i ręce. Potem rytualne juz osadzenie marchewkowego nosa i dość pomysłowych guzików (recykling u nas pełną parą ). Na koniec ząbki i - Nokia jak ze snu... (trochę koszmarnego, moim zdaniem)... A tymczasem wujek Filip zmajstrował misia. I tak się rozochocił, że postanowił zrobić dinozaura. Co prawda spodziewałm się potwora co najmniej w skali 1:1, musiałm się jednak zadowolić tym. Już mieliśmy wracać do domu, kiedy pokaźna zaspa na tarasie zainspirowała mnie do wyrzeźbienia..., a nie zdradzę, może sami zgadniecie, jakie zwierzę miało to być pierwotnie. W każdym razie, efektem połączonych wysiłków moich, Małgosi i Filipa jest taki oto gad: *czyli Wszechstronny Konkurs Rzeźby Śniegowej ![]() Tu można poczytać, co było, minęło: Archiwum: 2006: luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2010: styczeń luty marzec |
A my już nie liczymy gości...
|
|||||||||||||||||||||||||