« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

 
 
 Pamiętnik Małgosi i jej sióstr


 

ubranka dzieciece

ubranka dzieciece
ubranka dzieciece



 
 
Zapisane 2012-01-19 23:03:00
Pierwsze urodziny Ani
Niektórzy wciąż nie mogą uwierzyć, że to już rok, cały rok... Że tak szybko zleciał.
Niemniej jednak, Ania dziś dokładnie o 5 rano, czyli w godzinę swoich narodzin, odebrała pierwsze życzenia i buziaczki od taty, wstającego do pracy. A zaraz potem dostała słodki, mleczny prezent od mamy.
Tort przygotowałyśmy jej we trzy - dziewczyny pomagały, aż miło: kroiły winogron, mieszały barwnik, lepiły z "plasteliny"- myszkę ulepiła Madzia, kotka, żabkę i króliczka - Małgosia, a ja pandę, pszczółkę i świnkę.

Gości mniej niż zazwyczaj, bo ferie i kuzyni na zimowiskach, dziadek musiał pracować, wujek z ciocia mieli inne palny. Jednak Bartek i dziewczyny zadbali o właściwy poziom decybeli. Tańczyli, śpiewali, bawili się w  "baloniku nasz malutki", czasem nie zauważając plączącej się pod nogami dostojnej jubilatki.

Ania na widok ognia na świeczce wyciągała do niego rączki, więc na próbach dmuchania świeczki się skończyło. Do tortu wsadziła swoje łapki, a kiedy je wyciągnęłam, poprawiła butem...

Spałaszowała za to solidny kawał tortu i pokrzepiona, ruszyła do przyszykowanych przedmiotów, z których chcieliśmy wywróżyć jej przyszłość. Jak jej siostry - wybrała kluczyk.

A potem największą atrakcją było odpakowywanie prezentów i skręcanie  dziadkiem jednego z nich.

Tymczasem wszystkie obecne na imprezie kobiety wzięło na wspominki porodów własnych i snuły naturalistyczne wizje na "uszach" dzieci i jednej ciężarnej...

A ja patrząc na zdjęcia sprzed roku nie mogę uwierzyć, jak bardzo moja szarooka czarnula się zmieniła.

Wszystkiego najlepszego, córeńko, bądź zawsze szczęśliwa i pogodna.




Skomentuj, jak zrobiło to już: 9 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-01-17 22:57:00
Anioł w Krakowie
Dwie okazje, dwie rocznice - nasze 10 lat od pierwszej randki ;) i Ani 1. rok na tym świecie. Zrobiliśmy sobie i jej prezent w postaci weekendu w Krakowie, miejscu bardzo dla nas ważnym. Starsze dziewczynki zostały u dziadków, a Ania - jako silnie związana emocjonalnie z piersią mamy -czego absolutnie nie zamierzamy zmieniać - pojechała z nami.

Podróż zniosła bardzo dzielnie, wytrzymała aż do Śląska, gdzie po śniadaniu w McDonaldzie wywinęła malowniczego orła na śliskiej posadzce, rozpłakała się i nie dała uspokoić aż w samochodzie, po czym zasnęła i zbudziła dopiero w hotelu. Tam od razu w recepcji wpakowała się z butami na stylową kanapę i do pana recepcjonisty powiedziała "tata" (nie żeby był podobny).

Popołudnie zaczęliśmy do wpakowania Ani do wózka i udaniu się na piechotę do Rynku, gdzie bardzo chcieliśmy zwiedzić podziemia.

Ania miała ten sam zamiar, choć niekoniecznie w tym samym zamyśle - miała już dość siedzenia w wózku i po muzeum trzeba ja było trochę nosić, a trochę puszczać na własne nóżki.

Atrakcji co nie miara, dziecko obznajomione z ekranami dotykowymi czuło się jak w swoim żywiole.
Na nas wielkie wrażenie wywarły żywe wykopaliska, fakt, że możemy postawić nogę czy oponę na oryginalnym średniowiecznym bruku!

Po strawie duchowej udaliśmy się ku miejscu, gdzie należało zapewnić sobie strawę bardziej doczesną. Ania kulturalnie siedziała w wysokim krzesełku, samodzielnie karmiła się bułką, potem żądała kawałków jedzenia z mojego talerza, a jak już się najadła, to  tylko ściągała obrus i co się dało w dół, pod krzesło. Trochę nam wstyd było za chlewik, jaki został pod stolikiem. Ale przynajmniej nie zakłócała ciszy posiłku nam i innym klientom restauracji.
Wieczorem przy dość dużym mrozie wracaliśmy pod oświetlonym Wawelem, którego strzeże anioł identyczny jak ten, którego codziennie mijamy na naszym rondzie.

Zmęczeni tymi wrażeniami liczyliśmy na szybkie zaśnięcie Aniołka. A tymczasem dziecko z zamiłowaniem zajęło się zapalaniem i gaszeniem światełek w kinkietach and łóżkiem. Niestrudzenie. Albo walczyła z tatą o pilot do telewizora i przełączała kanały bądź wchodziła w menu ustawień... poddaliśmy się. Zmęczyła się i usnęła dokładnie wtedy, kiedy sama tego chciała.

Sobotni poranek powitał nas wielkimi zaspami śnieżnymi. Znów zapakowaną szczelnie w kombinezon i ocieplany śpiwór Anię pchaliśmy w wózku po śniegu  na Kazimierz.

Dziecko zasnęło bardzo szybko i nic nie pamięta ze zwiedzania części żydowskiej.
Wstąpiliśmy na kawę przy Okrąglaku, gdzie Anię dobudziliśmy - knajpka bardzo jej się spodobała,

nie chciała wychodzić na dalsze zwiedzanie - ale ruszyliśmy w stronę Skałki i dalej Wawelu. Śnieg sypał na potęgę, otulając puchową pierzynką drogi, drzewa, potęgując niezwykłe jak na Kraków wrażenie ciszy- przypominał nam się jeden wyjazd, kiedy pod moim sercem zakiełkowała Małgosia - identycznie Kraków tonął w zaspach.

Smok Wawelski nie zrobił na Aniulku żadnego wrażenia, może dlatego, że nie zionął ogniem - akurat skończył, jak podchodziliśmy i potem już nie ponowił pokazu pirotechnicznego.

Zabraliśmy więc małą na Wawel, tłumacząc jej, czym jest to miejsce. Naprawdę, widać było jej skupienie, na pewno wszystko zrozumiała i  zapamiętała.

Z licznych atrakcji do zwiedzania wybraliśmy jedynie katedrę, fundując Aneczce przejażdżkę wózkiem i wspinaczkę w ramionach taty na wieżę z Dzwonem Zygmunta. A co, niech też ma szansę pomyśleć marzenie - niestety, nie chciała zdradzić, jakie.

Znów spacer w kierunku hotelu wykorzystała na drzemkę, a myśmy się zastanawiali, do której będzie rządzić wieczorem, skoro się tyle wyśpi w dzień. Nie zbudziła się nawet przeniesiona do pokoju i położona na łóżku.

Wzmocniwszy się posiłkiem postanowiliśmy tym razem podjechać samochodem do Muzeum Czartoryskich. Niestety, dama z gronostajem wyjechała do Londynu, a muzeum zamknięto na ten czas, więc tylko pospacerowaliśmy po Sukiennicach i Rynku, zmarzliśmy okropnie i wróciliśmy do samochodu.
Dalsza część wieczoru nie była już tak kulturalna, bo udaliśmy się do IKEA, gdzie Ania świetnie się bawiła.
Oczywiście po powrocie zaczęła szaleć na łóżku, na podłodze, a jakiekolwiek próby negocjacji udania się na spoczynek kończyły się okropnym płaczem i próbami przekupstwa z naszej strony. ostatecznie ułożyliśmy ją w wózku, gdzie odruchowo zamknęła oczy i usnęła - nigdy nie usypialiśmy żadnego z dzieci w wózku w domu!

Niedziela była ostatnim naszym dniem pobytu w Krakowie, po spakowaniu sie i opuszczeniu hotelu ruszyliśmy do Tyńca, na mszę z udziałem benedyktynów. Było bardzo pięknie, wrażenia duchowe na najwyższym poziomie. Ania wyjęta z wózka bardzo cichutko dreptała przy mojej nodze, gdy nagle wywróciła sie na posadzce i poleciała na twarz - niczym nie hamując przed upadkiem. Wynieśliśmy ja na zewnątrz, robiąc okłady ze śniegu na czole, kołysząc i uciszając na zmianę - niestety, nie było sposobu i trzeba było opuścić kościół i na śnieżycy usypiać Anię.

Musieliśmy więc zrezygnować ze zwiedzania opactwa i wsiedliśmy do samochodu z zamiarem dalszej drogi - niestety, Ania się obudziła przy przekładaniu i nie zasnęła ponownie aż do samego Tarnowa, gdzie odwiedziliśmy ciocię Kasię, wujka Piotrka i Grzesia.
Dzieci przypadły sobie do gustu, nie walczyły ze sobą o zabawki, choć Grześ bronił dzielnie terytorium, zwłaszcza tego w ramionach mamy ;)



Późną nocą wracaliśmy do domu, Ania znów zaskoczyła nas kondycją w niespaniu. Dzielna jest nasza podróżniczka, bardzo dobrze się spisała.







Skomentuj, jak zrobiło to już: 7 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-01-14 23:11:00
Kiedy przyleci Wróżka-Zębuszka
 Małgosia była jedną z ostatnich osób w klasie z kompletem mlecznych zębów. Było to powodem pewnego kompleksu - chociaż próbowałam przerobić to na zaletę: wszak Piotruś Pan nigdy nie opuścił Nibylandii, włąśnie dlatego, zę miał wszystkie mleczne zęby. Małgosia jednak nie mogła doczekać się, kiedy Wróżka-Zębuszka do niej przyleci. Tak jak święty Mikołaj - bo chodzą słuchy, że... 
Jechaliśmy na przedświąteczne zakupy, kiedy Gosia powiedziała:"Rusza mi się ząbek" wcześniej czasem tak jej sie wydawało, ale tym razem potwierdziliśmy to empirycznie. pozostało czekać i uważać na to, co je.

Tymczasem ząbek przeczekał i postanowił wypaść w najmniej oczekiwanym dniu, tj. kiedy dziewczynki wyjechały do babci i dziadka, a rodzice z Anią - do Krakowa. Ząbek bardzo się chwiał, wiec babcia popchnęła go palcem i wypadł. Został zapakowany w pudełko, a dopiero w domu  włożymy do specjalnego woreczka dla Wróżki.

Niestety, następnego dnia ząbek zniknął wcale nie za sprawą wróżki, ale dziadka, który uznał go  za smieć - był owinięty w chusteczkę i foliowy woreczek.  Małgosia wpadła w rozpacz, kórej wyrazem był despareacki apel: "Babciu, wyrwij mi drugiego ząbka". Na szczęście babcia przeszukała kosz na śmieci i ząb się odnalazł.
Dopiero dzisiaj wróciliśmy wszyscy do domu, wiec ząb wieczorem  został fantazyjnie zapakowany i pieczołowicie ułożony pod poduszką.
Jakoś sie oswajam z widokiem szczerby w ustach Małgosi - nie na długo, już bowiem widac w niej stałą jedynkę.

 Jedne ząbki wypadają, a inne wyrastają.
Całkiem niepostrzeżenie, bez skutków ubocznych Ania ma już dolą i górną lewą dwójkę - pierwszą odkryłyśmy  razem z panią doktor na badaniu. Następny ząb wyszedł za dwa dni - obecnie Ania gryzie sześcioma zębami.



Skomentuj, jak zrobiło to już: 5 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-01-09 23:02:00
Tanecznym krokiem w Nowy Rok...
Roztańczyły się dziewczyny. Już sylwestra spędzały w strojach i nastrojach iście balowych - od południa molestowały, kiedy się będą mogły przebrać w suknie. Chyba tradycją stanie się już, że tata pracuje na II zmianie i dociera do domu, kiedy zabawa trwa w najlepsze.
W tym roku rolę fotografa przejął wujek, niestety, jeszcze nie udostępnił nam praw autorskich do zdjęć, dlatego nie pochwalimy się, jak szalały wszystkie trzy.
Pierwsza odleciała Ania, swojego pierwszego sylwestra kończąc o 22:30. Tuż potem Madzia padła na kanapie w salonie. Małgosia dotrwała do północy, przywitała z nami Nowy Rok, oszołomiona atmosferą nerwowego odliczania, radosnych życzeń i pocałunków... A potem ubrała spodnie, buty, kurtkę i razem z tatą, ciocią i wujkiem wyszli na ulicę, podziwiać fajerwerki.
Wrócili przed pierwszą, bo Małgosi nóżki zmarzły. Ale jeszcze przed położeniem się spać wyciągnęła od wujka-czarodzieja fantastyczną bajkę...

Zaraz po Nowym Roku swój pierwszy bal maskowy w przedszkolu przeżywała Madzia. Przebrana za myszkę, skutecznie wyróżniała się w tłumie księżniczkowo-wróżkowym.

Miałam jechać z aparatem ok. 9, ale Ania była śpiąca i nie miałabym jej z kim zostawić, dlatego pojechałam dopiero w południe, jak odbierałam Małgosię ze szkoły. Niestety, bal się zakończył, dzieci poszły jeszcze na przedstawienie prawdziwego magika - dlatego zdjęcie tylko takie, jak nam udostępniła wychowawczyni, pani Elżbieta Mysuna-Greń.








Małgosi klasa ma zapowiedzianą zabawę karnawałową już po feriach, a na 27 stycznia chyba jeszcze się wybierzemy do biblioteki... Jak szaleć, to szaleć.





Skomentuj, jak zrobiło to już: 6 osób(Komentarze)



Zapisane 2011-12-31 14:41:00
To był rok...

Styczeń

Najważniejszym wydarzeniem tego miesiąca były narodziny Ani – 19 stycznia o godz. 5 rano przyszła na świat nasza czarnowłosa kruszynka. Tata był przy porodzie i przecinał pępowinę. Mimo zakazu odwiedzin na oddziale, zostały przemycone szczęśliwe starsze siostry.

Luty

Pod koniec miesiąca Ania zachorowała na zapalenie płuc i musiał leczyć się w szpitalu. Był to ciężki czas dla nas wszystkich. Maleńka była w średnim stanie, dusiła się i nie mogła jeść, była odwodniona. Byłam przy niej całą dobę, dwa pierwsze dni na fotelu przy łóżku, bez snu. Potem w separatce z własnym łóżkiem. Codziennie wychodziłam ze szpitala na kilka godzin, żeby spotkać się z Madzią i Małgosią, które praktycznie mieszkały u babci.

Marzec

Ania wyszła ze szpitala w dzień Kobiet. Potem cały miesiąc jeździliśmy na kontrolne badania i wizyty lekarskie. Magda i Małgosia pojechały z tatą na cąłodniową wycieczkę na targi motoryzacyjne do Poznania.

Kwiecień

Wielkanoc spędziliśmy z rodziną, jak co roku. Dziewczynki malowały pisanki i święciły koszyczki. Magda rozchorowała się tuż po świętach, miała wysoką gorączkę. Została przyjęła do przedszkola nr 5.

Maj

Miesiąc rodzinnych sakramentów – I komunia św. Adriana, bierzmowanie Łukasza i Filipa. Byliśmy na pierwszej dalszej wycieczce z Anią – w Mosznej i Wrocławiu, niestety, bardzo źle zniosła podróż i większość czasu płakała z bólu brzuszka. Małgosia występowała z okazji Dnia Matki w kinie i w przedszkolu.


Czerwiec

Ania została ochrzczona w święto Zesłania Ducha Świętego. Chrzestnymi zostali ciocia Renia i wujek Filip. Małgosia zakończyła swoja edukację przedszkolna, co mama uczciła wielkim kolorowym tortem. Gosia miała też swój pierwszy wernisaż, zakończenie warsztatów plastycznych.

Lipiec

Wyjechaliśmy na wczasy do Bogdan k. Olsztyna. Odwiedziliśmy rodzinę w Olsztynie. Dzieci były pierwszy raz w planetarium. Zwiedziliśmy tez skansen w Olsztynku. Jedną z niedzielnych wycieczek spędziliśmy w zamku Kliczków. Ania lepiej znosi jazdę. Był to czas treningu toaletowego Madzi.

 Sierpień

Drugą połowę sierpnia spędziliśmy nad morzem, w Sianożętach. Oprócz typowo plażowych atrakcji ( a nawet kąpieli w Bałtyku!) zwiedziliśmy Kołobrzeg, latarnię morską, port, spotkaliśmy się  ze znajomymi na urlopie oraz zawarliśmy nowe znajomości. Ania zaczęła siedzieć samodzielnie i raczkować. Wyrósł jej pierwszy ząbek.
Mama odeszła z pracy.

Wrzesień

Początek edukacji przedszkolnej Madzi – bez żadnych problemów, od razu polubiła przedszkole, tylko spać nie chciała. Małgosia także polubiła swoją szkołę, klasę i wspaniałą wychowawczynię panią Monikę. Gościliśmy na ślubie i weselu pani Małgosi, której nasza Małgosia niosła do ołtarza obrączki. Gościliśmy Zuzię i Bartka z rodzicami. Gosia zachorował na anginę, ale mimo choroby wzięła udział w uroczystości pasowania na ucznia.

Październik

13 października Małgosia skończyła 6 lat, świętowała w gronie przyjaciółek z przedszkola i nowych koleżanek ze szkoły. Zamieszkał z nami Tofik, świnka morska Małgosi. Zaczęła chodzić na zajęcia ceramiczne w PCA i koło plastyczne w szkole. Madzia zaczęła chorować i trochę opuszczała przedszkole. Najbardziej jej brakowało „Madii malutkiej” – przyjaciółki z przedszkola. Był to też miesiąc pasowania na przedszkolaka Magdy.

Listopad

Odwiedzaliśmy groby naszych zmarłych w okolicach Wrocławia, Ania zaczęła stawiać pierwsze kroczki, prowadzona po wrocławskim Rynku. Gosia zdobyła nagrodę w parafialnym konkursie plastycznym. 29 listopada Madzia świętowała swoje 3. urodziny.


Grudzień

Ania zaczęła chodzić samodzielnie. Odwiedziła nas Żanetka, córka taty z pierwszego małżeństwa. Madzia i Ania chorowały w okresie świątecznym. Boże Narodzenie spędziliśmy w gronie rodzinnym. Mama i Magda brały udział w jasełkach w roli aniołów.

 

Oprócz tego co miesiąc chodziliśmy na spotkania w bibliotece, na spektakle i do kina. Madzia wspaniale rozwinęła słownictwo – z niemówiącej na początku roku, dość nieśmiałej dziewczynki, mamy na koniec artystkę z prawdziwego zdarzenia: śpiewa, tańczy, recytuje… no, może nie do końca jak w tradycyjnym wierszyku ;)

Małgosia jest wspaniałą mądrą, wrażliwą dziewczynką, cudowną córeczką, troskliwą i opiekuńczą starszą siostrą. Już potrafi czytać i całkiem nieźle radzi sobie z pisaniem literek.

A Aniulek – po prostu nasza maskotka, słodka, kochana, rezolutna śmieszka.

 


Na Nowy Rok życzymy sobie i wszystkim, którzy nas odwiedzają w tej wirtualnej przestrzeni – wszystkiego dobrego.

A jeśli będzie ten zapowiadany koniec świata, to wolelibyśmy odejść wszyscy razem, niż zaczynać całą cywilizację od początku ;)

 

Do siego roku!






Skomentuj, jak zrobiło to już: 2 osób(Komentarze)



Zapisane 2011-12-23 22:56:00
Wigilia
Dla Ani pierwsza w życiu, dla Magdy - pierwsza naprawdę świadoma, dla Małgosi - kolejna: wigilia Bożego Narodzenia.
Jak co roku, choinkę ubraliśmy dzień wcześniej, jak co roku żywą, ozdobioną ekologicznymi ozdobami.





Jak co roku zapach pierników i pomarańczy z goździkami zaprasza do świętowania.
Może odmiennie w tym roku zwolniliśmy tempo, nie sprzątaliśmy szaleńczo, bo i tak za chwilę będzie bałagan, a to Ania pokruszy piernik na dywanie, a to Madzi wyleje się sok, a Małgosi spadnie jabłko na podłogę...
Cieszymy się, że znów zasiądziemy przy stole z bliskimi, przy którym nakryć przybywa, nie ubywa.
Wracam myślą do każdej z wigilii, które przeżyły dziewczynki,niby co roku
takie same, a jednak niepowtarzalne.
Dlatego zapamiętam tę także.


Naszym bliskim , którzy zaglądają, życzymy ciepła i radości, niech wam świecie gwiazda betlejemska i prowadzi do Jezusa

życzą
 Elwira, Krzysiek Małgosia, Madzia i Ania





Skomentuj, jak zrobiło to już: 8 osób(Komentarze)



Zapisane 2011-12-16 22:02:00
Aniołek maleńki jak wróbelek i Detektyw Parasol
Miesiąc temu na zebraniu w przedszkolu pani Ela, wychowawczyni Madzi, zdecydowanym głosem powiedziała:
-15 grudnia jest spotkanie wigilijne, zapraszam państwa do aktywnego udziału. Wystawimy dla dzieci jasełka, takie bajkowe z duża ilością kolęd. czy Państwo się zgadzacie?
Tak trochę w ciemno, a trochę też ze strachu, bo jak tu odmówić pani, jeszcze się na dziecku zemści ;)
I tak w 5 minut pani Ela rozdała role i ustaliła termin pierwszej próby.
O swoim przydziale poinformowałam męża i Małgosię. Madzia miała mieć niespodziankę. Na strój złożyła się moja ślubna sukienka, co prawda biała nie jest, ale za to ciągle pasuje, mimo, że ślub brałam w niej parę kilo temu ;) Zakupiłam tez skrzydła i aureolkę, bo akurat w supermarketach tego asortymentu ostatnio nie brakuje.

Jasełka w ostatniej chwili zostały przełożone na wtorek, 13 grudnia. Krzysiek niestety, miał drugą zmianę, wiec pojechałyśmy wszystkie dziewczyny ze wsparciem babci Irenki. Ania zaspana nie umiała się odnaleźć w nowym otoczeniu, w tłumie obcych i bez mamy w zasięgu wzroku - nie poznała mnie w przebraniu. Babcia wyniosła ją na korytarz i tam spędziły cały czas przedstawienia.
Madzia chyba też nie poznała w pierwszej chwili, choć na scenie stałam calutki czas. Dopiero kiedy miałam "solówkę" i właśnie przy dźwiękach piosenki "Aniołek maleńki jak wróbelek" zapalałam świeczki, jej wzrok napotkał mój. Najpierw zdziwienie, niedowierzanie, potem wstydliwy uśmiech na ustach. A potem nagle włączyła się we wspólne kolędowanie...

Ciągle teraz powtarza: "Byłaś aniołkiem, mamusiu". No byłam. W niedzielę kolej na Madzię, przedszkolaki występują w kościele.




***

A wczoraj do przedszkola zawitał Detektyw Parasol ze swoją asystentka. Detektyw parasol ma misję specjalną, musi w przedszkolu wytropić niebezpieczeństwa, czyhające na maluchy i pokazać im, co jest bezpieczne. Na pierwszym spotkaniu mówił o zachowaniu przy stole. A właściwie mówiła jego asystentka, pokazując kolorowe obrazki, które dzieci oceniały czerwonymi i zielonymi kartkami. na koniec dostały kolorowanki i obietnicę, że Parasol chętnie odwiedzi je jeszcze raz, pogadamy o bezpieczeństwie na podwórku przedszkolnym.*

Madzia bardzo się naukami Parasola przejęła, teraz ona poucza Małgosię:
-Nie macha się widelcem, Palasol mówił, że to bebespiecne!

Dumna jestem z niej, a jak!


*jako asystentka Parasola znam tak dokładny przebieg wizyty ;)

Skomentuj, jak zrobiło to już: 6 osób(Komentarze)



Zapisane 2011-12-13 14:19:00
Przełomowa sobota
W minioną sobotę miały miejsce dwa bardzo ważne wydarzenia.
Ania postawiła swoje pierwsze całkiem samodzielne kroki!
Ania chodzi!

Zrobiła to na oczach wszystkich swoich sióstr, także tej najstarszej, której dotychczas dziewczynki nie miały okazji poznać.
Nie muszę chyba dodawać, że najszczęśliwszy jest tata, który ma wreszcie wszytksie swoje księżniczki razem.



Skomentuj, jak zrobiło to już: 7 osób(Komentarze)



Zapisane 2011-12-06 23:07:00
Jak to z Mikołajem było
W sobotę sama zagniotłam ciasto, perfidnie, korzystając z tego, że dziewczyny są na spacerze. pozostała im jedynie miska do wylizania. Ciasto poleżało dwa dni w garażu, skruszało i poniedziałkowe popołudnie zapełniło nam doszczętnie. wałek, stolnica, mnóstwo foremek i w tym wszystkim trzy najszczęśliwsze na świecie, nie potrzebujące już niczego więcej ’dziewczyny" ( umownie tak mówię, bo sama się tak czasem wbrew metryce określam). Lukier samodzielnie ukręcony, dodane barwniki, na miseczkach różnobarwne perełki, posypki, koraliki czekoladowe, pisaki... Szła twórczy ogarnął głównie Madzię, bo nie chciała odejść od stolnicy mimo ewidentnego braku materiału.
Naszykowałyśmy wielką górę - na talerzyk wybrane specjalne okazy, obok szklanka mleka i marchew dla reniferów. Poszły spać w oczekiwaniu...

Ale rano poczęstunek nietknięty stał jak wieczorem. Nie zmartwiły się zbytnio - wszak 6 grudnia dopiero się zaczął. Wzięły piernikowe choinki - jedna do przedszkola, druga do szkoły.

Przedszkole Madzi w jedną noc odmieniło cały wystrój. Panie zadbały też o najmłodsze elfiki - każde dziecko otrzymało stosowną czapkę. Potem przyszedł Święty Mikołaj - Madzia się go wcale nie bała, śpiewała mu piosenkę i w nagrodę otrzymała paczuszkę ze słodyczami i laleczką.


W szkole Małgosi była mikołajkowa loteria, na której wylosowała parasol.  Poza tym były zawody mikołajkowe, a w czasie ich trwania, gdy dzieci rywalizowały na sali gimnastycznej, święty Mikołaj podrzucił w klasie paczki ze słodyczami.


Po południu pojechaliśmy na Rynek, obejrzeć dekoracje, ale zmarzliśmy i uciekliśmy do kina, gdzie na chwilę zagościła Fabryka Świętego Mikołaja, specjalizująca się w dziadkach do orzechów. Madzię nieco onieśmielił pan operator lokalnej telewizji, który filmował ją z bardzo bliska, aż schroniła się w moich ramionach. Dziewczyny przy stylowym sekretarzyku napisały list do świętego, wrzuciły do go specjalnej skrzynki i poszły na występ, nauczyć się specjalnego tańca dla Mikołaja. nawet Ania pląsała wraz z dziećmi, choć głód mocno jej dokuczał. Sam święty jeszcze się nie pojawił. Niestety, musieliśmy wyjść przed czasem, bo tata dostał wiadomość, że Mikołaj już jest w naszym mieście i dotarł nawet na nasza ulicę...

Szybko dotarliśmy do domu, Małgosia pognała na górę, sprawdzić - i znów nic, nawet śladu prezentów... Rodzice niezłomnie zapewniali, że przecież była grzeczna, więc nie powinna zwątpić w to, że Mikołaj ją odwiedzi.
Wreszcie po dość długim czasie zza okna usłyszałyśmy dzwonek. Dobiegał jakby z tarasu - tata szybko podniósł roletę - a tam stał wielki, czerwony worek z prezentami. W okrzykach radości został on wniesiony do pokoju i otwarty. Okazało się że zostały spełnione dziecięce marzenia i zamówienia - Małgosia otrzymała zestaw Little Pet Shop - egzotyczna wyspa, Madzia cymbałki i niebieskie auto z pilotem i kluczykami, a Ania grzechotkę w kształcie torebeczki z lusterkiem. Każdy prezent został opatrzony sercem z piernika, na którym wypisane było imię każdej z dziewczynek.


Analizując całą sytuację, Gosia doszła do wniosku, że Mikołaj nie mógł się dostać do domu z powodu włączonego alarmu, więc podrzucił prezent na tarasie, a myśmy tam nawet nie zaglądali, jak wróciliśmy do domu. I dlatego też nie zjadł przygotowanych ciasteczek - licząc jednak, że wciąż krąży i rozdaje prezenty dzieciom w okolicy, Małgosia przygotowała serdeczne podziękowanie Mikołajowi. Może wstąpi na chwilę i zabierze?


Skomentuj, jak zrobiło to już: 3 osób(Komentarze)



Zapisane 2011-12-02 22:06:00
Andrzejkowe wróżby
Dziewczyny są trzy, każda piękna jak księżniczka z baśni, każda mądra i dobra. Czy dla każdej znajdzie się odpowiedni książę?
Korzystając z nieobecności smoka w zamczysku, postanowiły zaryzykować i zajrzeć za zasłonę przyszłości, wezwały wróżkę -matkę na pomoc i...

1. Wyścig bucików, a właściwie kapciuchów-króliczków wygrała najstarsza Małgosia, czyniąc zadość tradycji. Choć Madzik nie grał fair i starał się wystawić swój kapeć poza kolejnością. Nawet mnie nie zdziwiło, że ona taka skora do zamążpójścia.



2. Losowanie imion przyszłych mężów:
Małgosi - Adam,
Madzi- Bartek,
Ani - Patryk.

3. Puszczone na wodę karteczki z imionami zachowywały się bardzo różnie. Kartka Małgosi i jej wybrańca krążyły po orbicie miski, potem On zaczął gonić Ją, a kiedy dogonił, minął i zatrzymał się pół okrążenia miski dalej. Wtedy ona ruszyła się z miejsca i onego dopadła ;) Ciekawa wróżba.
Madzi kartka się nie doczekała, bo kawaler zatonął jak Titanic przez samym portem.
Ania zaś postanowiła pomóc losowi, wsadziła łapy w miskę i wylała wodę na siebie i dywan, a kartki wypłynęły...

4. Skoro z mężami taka niepewna przyszłość, trzeba się dowiedzieć, jakie zawody zapewnią księżniczkom niezależność. Ania jako pierwsza wylosowała mikrofon, który jednak bardziej przypadł do gustu Madzi, wiec go jej wyrwała. namówiona do losowania, wyciągnęła wałek - po czym łaskawie oddała go młodszej siostrze. Małgosia mieszała w torebce, mieszała, aż wreszcie wyciągnęła... traktor. Najpierw westchnęła głęboko, a potem z rozpaczy, że rolniczką jej przyszło zostać - rozpłakała się.

Wróżka łaskawie przebłagała los, pozwoliła losować drugi raz, wyciągnęła wówczas suszarkę, ku swojej wielkiej radości.

5. Zapachniało topionym woskiem - chwyciły w rączki klucz, a ja ostrożnie wylałam im przyszłość:
Małgosi- serce albo zajączek;
Madzi- domek, chińska pagoda;
Ani-ślimak albo żuraw w locie...
Interpretacji było wiele...

Miło nam minął ten niezwykły, andrzejkowy wieczór.

Smok po powrocie nieco poburczał, jak to smoki, ale już zbroi zębiska i pazury na starcie z walecznymi rycerzami...






Skomentuj, jak zrobiło to już: 8 osób(Komentarze)






Tu można poczytać, co było, minęło: Archiwum:
2006: luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2011: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2012: styczeń

  A my już nie liczymy gości...

 

- Adam z KP

- Adaś

- Ania

- Bartek i Mateuszek

- bardzo dzielny chłopczyk - Borysek

spod zamku - Filip

Grześ vel - Griszka

- Jasiek i Zosia

- Julia

- Karolina i Natalia

- Krzyś i Bartek

walczy o oddech - Laura

- Leonek

- Łukasz i Michał

wariatkowo - Marta, Krzyś i Szymek

- Martyna i Patryk

Potwory bez spółki - Miko i Adam

- Ola i Jacuś

- Olaf i Kuba

moja pierwsza miłość - Oskar :)

- Patryk i Izabelka (i ich starsze siostry)

Ośla łączka - Paweł i Maciuś

- Przedszkolaki z Lublina

Sałatkowe siostry - Sylwia i Sara

- Szymek, Jula i Ola

- Wisienka-Milenka

- Zofik

- Zosia i Jaś

-ulotne chwile - Zuzia i Maja



 
  2010-07-07
Jeżdżę na rowerze na dwóch kołach

2009-06-06
Pierwsze wczasy za granicą -w Chorwacji

2009-04-19
Madzia przyjmuje Chrzest św.

2009-02-24
Madzia się głośno śmieje do mnie

2009-02-05
Mam kolczyki w uszach!

2008-11-29
Zostałam starszą siostrą Magdalenki

2008-09-06
Nauczyłam się jeździć na "dużym" rowerku z małymi kółkami!

2008-08-25
Jestem sobie przedszkolaczek!

2008-03-21
Pieluchy używam już tylko w nocy.

2008-02-11
Przeprowadzka z łóżeczka do "dorosłego" łóżka

2007-12-29
I nocnik też, i nocnik też przyjacielem Margolci jest!

2007-09-03
Rozpoczęta edukacja żłobkowa

2007-06-19
Pożegnanie z cycusiem :(

2007-05-05
Zlot Smyków w Złotym Potoku

2007-04-28
Ślub kościelny rodziców i mój chrzest

2007-04-13
Skończyłam 1,5 roczku i wymawiam swoje imię jako DUSIA

2007-03-31
Zobaczyłam pierwszy raz swój cień!

2007-03-11
"Recytuję" wierszyk "Miauczy kotek, miau" - z odpowiednią intonacją, rozpoznawalne jest jedynie ostatnie słowo z wersu :). W ten sam sposób "czytam" książeczki.

2006-12-26
Mam już pięć zębów.

2006-12-23
Zamieszkaliśmy we własnym domku !!!

2006-11-17
Pierwszy wieczór bez rodziców - babcia mnie nakarmiła i uśpiła! A rodzice operetki słuchali ;)

2006-10-20
Zaczęłam naprawdę chodzić!

2006-10-08
Jedynki w komplecie :)

2006-10-07
Pierwsza wizyta w teatrze

2006-10-05
Trzeci ząbek (górna prawa jedynka)

2006-08-30
Chodzę trzymana za jedną rączkę - dziwne uczucie, bo bradzo chcę się czegoś złapać

2006-08-04
Drugi ząbek -dolna lewa jedyneczka

2006-08-02
Sama stoję, ale jeszcze się boję!

2006-07-14
Pierwszy ząbek!

2006-07-12
Płynnie przechodzę z czterech kończyn na dwie i odwrotnie (czyli raczkuję i chodze przy meblach)

2006-07-05
Samodzielnie siadam z leżenia

2006-06-30
Bez problemu wstaję,trzymając się mebli, uchwytów w kojcu albo szczebelek łóżeczka

2006-06-17
Samodzielnie zeszłam z kanapy i stanęłam przy niej

2006-06-05
Stoję sama przytrzymując się uchwytów w kojcu

2006-06-02
Moje pierwsze wczasy nad morzem

2006-05-02
Mój pierwszy wypad w góry i zdobycie Chojnika!

2006-04-17
Zjadłam pół jabłuszka

2006-04-13
Skończyłam pół roczku - zaczęłam jeść kaszkę ryżową

2006-03-26
Siedzę i się nie przewracam ( nie od razu, w każdym razie)

2006-03-21
Robię "kosi-kosi" i "pa-pa"

2006-03-15
Samodzielnie wsadziłam do buzi lewą nóżkę

2006-03-10
Pierwszy raz pływałam w basenie

2006-03-05
Samodzielnie przewróciłam się z brzuszka na plecy - dwa razy

2006-02-19
Przespałam całą noc

2006-01-20
Potrafię się głośno śmiać

2005-11-13
Pierwszy uśmiech do rodziców :-)

2005-11-09
Odpadł mi kikut pępowiny, ostatnia pamiątka po połączeniu z mamusią

2005-10-13
Przyszłam na świat w czwartek o godz. 10.50


 
 
  2009-06-21
Mruczanka-śpiewanka: "Aaa, wypadły zęby dwa"

2009-01-18
Dziadku Janku, chodź do banku

2008-11-29
Na ununastej" - jedyna odpowiedź na każde pytanie zaczynające sie od "Kiedy...?"

2008-10-30
Biedronka -po raz pierwszy wymówiłam tę trudną głoskę "R"

2008-09-24
Nice to see you- pierwsze zdanie wypowiedziane po angielsku (po trzech tygodniach nauki w przedszkolu!

2008-09-08
grzyby wiaderne = grzyby uzbierane do widaetrka

2008-09-05
Ale jestem laska!

2008-06-24
Skundek -słowo o nieznanym znaczeniu

2008-04-23
Mamo, gdzie masz trąbę?

2008-03-12
Krowa ZAMUMIŁA

2008-03-01
Do lalki, kładąc ją koło mnie (mamy): Połóż się, Maciusiu, koło babci

2008-02-16
Idealnie! - po przetarciu lustra w szafie

2008-01-06
cieputek= keczupek

2007-10-24
Daj mi cycusia na ulodzinki.

2007-09-10
Bomonicy Bob Budowniczy

2007-08-07
Małdosia

2007-06-30
Zaczynam mówić zdaniami!

2007-06-25
Tata śpi po nocce. Małgosia czule na jego widok "Malutki tatuś"

2007-06-15
Pierwsze zdania Kotek idzie spać. Tatuś kosi trawę.

2007-06-14
super!

2007-05-24
Kubiś Patek = Kubuś Puchatek

2007-05-17
abus= autobus albo ciężarówka

2007-05-15
kocham do mamusi

2007-05-06
dziuła =dziura

2007-05-01
mjutka=mrówka

2007-04-22
husiatka = huśtawka

2007-03-16
bu=
Bóg ciapcia=czapka, czasami kapcie niam=miau(odgłos kotka) au=hau (odgłos pieska) cyca, babcia,

2007-03-05
Buła=wujek Kuba :)

2007-01-21
gę-gę=dzyń, dzyń (naśladuję głos dzwonka, ale też łańcuszka, wisiorka, kolczyków itp.) niam=kiedy coś jest smaczne

2007-01-07
pam= pan, be=owca, bu= krowa,babcia,dududu=tu

2006-12-11
petek=piesek :)

2006-12-08
papat =popatrz oto =oko oć tu = chodź tu

2006-09-17
apa, apa=hopa, hopa (przy podskakiwaniu albo podrzucaniu do góry), ale też na piłkę, konia, kółko;ogólnie: wsystko, co skacze

2006-09-12
"mapa"= lampa

2006-08-15
ata - na wszystkie zabawki oraz na własne odbicie w lustrze :-)

2006-06-26
baba - na Sabę, suczkę dziadków

2006-06-21
"adzia" - na królika i pieska (na rózne zwierzątka)

2006-05-29
"tata pa-pa"

2006-05-15
Wreszcie MAMA !

2006-05-04
Nie, nowe sylaby: lala, jaja, jeje

2006-04-23
TATA

2006-04-16
Bardzo dużo nowych "wyrazów", kombinacje różnych sylab, nie mają one sensu, ale są urocze! jade, dada, bege, baje, daga itp

2006-04-11
dziadzia

2006-04-10
Mama zbyt długo siedziała w łazience, dlatego po jej powrocie domagałam się "NIANI"

2006-03-17
ebe (było kiedyś takie piwo), aba, baba, ewu

2006-03-05
"HE"(głośny śmiech)

2006-02-26
eja, ajo, ne, ny