« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

Blog margolcia na www.smyki.pl
 
 
 Pamiętnik Małgosi

 

ubranka dzieciece

ubranka dzieciece



 Mama czyta, mama pisze (blog o książkach)


 
 
Zapisane 2010-08-30 22:09:00
Fotostory made in Kraina Latających Czarownic
W Świętokrzyskie przez Kraków...

Jednych Wawel onieśmiela, innych rozwesela.

i Wieliczkę.
Czy te ściany na pewno są z soli?

Gosia z gołębiami zawierała bliskie znajomości ( przez  żołądek do serca),

Madzia wolała trzymać się w bezpiecznej odległości, na wszelki wypadek uzbrojona

Do kopalni, w dół schodami

i już na dnie

Jak to jest, że sól była ciemniejsza od wapienia? Białe ściany w Krzemionkach.

Co zeżarły Dinożarły?


Największa atrakcja Bałtowa -plac zabaw, ale taki archeologiczny

Świętokrzyska maskotka

W góry, w góry miły bracie, tam przygoda czeka na cię

Dopiero na szczycie można poznać prawdziwy smak przygody

Szukamy ojca Mateusza w Sandomierzu

Może przemknął w dół Rynku?

O, tutaj są ślady jego roweru!

W Pacanowie butki krasnoludka obowiązkowe dla wszystkich zwiedzających


do świata bajek wchodzi sie przez mysią dziurę,

niektórzy musieli też przecisnąć się przez pień drzewa,

stali się maleńcy jak Calineczka,

ale za to nabrali wielkiej mocy

i znaleźli tajemny skarb

Wyruszyliśmy na prerię, paść bizony,

ale zabłądziliśmy w labiryncie z kukurydzy

W gospodarstwie agroturystycznym najważniejsza kwestia: "Mamo, a czy tam będzie plac zabaw?"

Baśka jako wierzchowiec bardzo wyrozumiały.


Fajny czas, warto było :) polecamy wszystkim, którzy mają dzieci małe, duże i te w sobie













Skomentuj, jak zrobiło to już: 2 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-08-26 0:48:00
Jak to wszystko opisac?


Nie będzie łatwo.
Zrezygnuję ze szczegółówych, jak zwykle opisów, co, kiedy i gdzie.  Jesteśmy niezbyt typowymi rodzicami. Wakacje są czasem tak intensywnym, ze czasem Krzysiek sie śmieje, ze przydałby się urlop, żeby odpocząc po urlopie. Nie inaczej jest teraz. W ciągu tygodnia zobaczyliśmy: 
- kopalnię soli w Wieliczce,
-Rynek krakowski i kawałek Wawelu ( bardzo po łebkach),
-górę Grzywacką -to ta góra, na którą nasz szalony tata wchodził w styczniu przy 25-stopniowym mrozie,
-neolityczną kopalnię krzemienia pasiastego,
-Jurapark w Bałtowie,
-pomnik sołtysa w Wąchocku,
-Gosia okazywała bezgraniczne znudzenie w klasztorze cysterskim w Wąchocku,
-szukaliśmy śladów ojca Mateusza w Sandomierzu,
-zwiedzaliśmy zamek w Baranowie Sandomierskim,
-przepłynęliśmy Wisłę promem,
-pobawiliśmy się całą rodziną w Europejskim Centrum Bajki im. Koziołka Matołka w Pacanowie,
-wjechaliśmy bryczką na Święty Krzyż ( po wyczynie z Grzywacką zapadła decyzja o chwilowym powstrzymaniu się od pieszych górskich wędrówek, chyba się starzejemy, a dzieci się robią nam leniwe )
- braliśmy udział w uroczystości chrztu świętego Grzesia,
-i oglądaliśmy jak powstaje jego domek ( i oczywisćie jego rodziców),
-spacerowaliśy po tarnowskiej starówce...

Ufff...
A to jeszcze nie koniec, bo mamy dwa jeszcze dwa dni urlopu

Wszystkiego opisac nie sposób, wiec wspomnę o najważniejszych.

Małgosia została odznaczona specjalną odznaką dla Dzielnej Wędrowniczki, bo na szczyt Grzywaciej wspięła się i zeszła na włąsnych nogach. Madzik poszeł na łatwiznę i przemierzyła tę drogę na plecach taty, w dół również w objęciach Morfeusza.

Fascynacja świętokrzyskimi legendami trwa. Gosia na każdym kroku widzi czarownice, a pamięta swój strach sprzed dwóch lat, kiedy piszczała na widok drewnianej Baby Jagi przy parkingu, zażyczyła sobie odwiedzin u tej starej znajomej. No i przy okazji nakupiła czarownic na miotle -na pamiątkę sobie i babciom.

Po zwiedzaniu kopalni widzimy, że mamy dwie typowe córki górnika. Pod ziemią nie boją się niczego, ani ciemnosci ani chłodu, lizały słone ściany w Wieliczce i macały mokre w Krzemionkach. Po schodach schodziły w doł same, trochę się speszyły jedynie w windzie.

Teraz mieszkamy w gospodarstwie agroturystycznym, gdzie są trzy kucyki, podchodzące nam rano pod okna, a wieczorem służące za wierzchowce.

Poza tym cała chałupa jest pełna dzieci, jest głośno -czasem za sprawą Madzi hałas przekracza dopuszczalne normy - ale i nikt się nie nudzi.

W Sandomierzu, który przemierzaliśmy z ulotką "Śladami ojca Matusza", Małgosia najpierw była zafascynowana wizją spotkania z ulubionym bohaterem, potem onieśmielona ewentulanością, że może jednak go spotka, a na końcu rozczarowana, że nie znaleźliśmy jego śladów -  w sensie odcisku buta, jak przynajmniej w Bałtowie śladów dinozaurów.

Madzia reaguje bardzo żywiołowo, kiedy widzi zwierząko, obojętnie duże czy małe: dinozaur, żabka w trawie, kucyk - wszystko jest "kitu". Czasem zagłusza przewodników, kompletnie wtedy nie wiemy, co robić - knebel by się przydał.

Na koniec zachęcimy wszystkich, którzy maja dzieci (małe, duże i te w sobie), zeby koniecznie pojechali do Pacanowa. Centrum Bajki jest miejscem, gdzie bawiliśmy się cuuuudoooownieeee. Cała rodzina, Madzik z wielkim uśmiechem na buzi też.


Potem pouzupełniam trochę zdjeciami.

Skomentuj, jak zrobiło to już: 4 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-08-18 10:50:57
Gadu-gadu. Sukcesorka
I.
-Babciu, a jak umrzesz, to zostawisz mi ten duży basen?

II.
- Babciu, ja by chciałam mieć domek na twoim ogródku. To jak umrzesz, to mi ostawisz ogródek?

III.
-Wujku, a czy ja by mogłam sobie zbudować domek na twoim ogródku?
-A z kim tam będziesz mieszkać?
-No z mężem.
-To ja bym najpierw chciał tego męża poznać, co on robi?
-Pracuje.

Wujek i babcia mają zupełnie inne ogródki. Ale może warto sobie spadek w dwóch miejscach zaklepać? ;)




Skomentuj, jak zrobiło to już: 3 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-08-06 13:08:21
Wrocławskie ZOO
Można powiedzieć, że to już taka rodzinna tradycja, raz do roku pojechać do ZOO we Wrocławiu. Zwłaszcza, ze od kilku lat przeżywa rozwój i z każdą wizyta odkrywamy jakieś nowości. Tym razem to szyba pozwalająca podglądać pływające pod woda kotiki (mylone z fokami). Kotiki od fok są zgrabniejsze, zwinniejsze i przede wszystkim mają ogromne płetwy, które pod woda rozkładają jak wielkie skrzydła, wydają się fruwać... Madzia patrzyła zafascynowana i trudno ją było od szyby oderwać.


Następna nowość to wybieg wilków, za bardzo grubą szybą. Dziewczyny były pod niesamowitym wrażeniem podczas krótkiego spotkania oko w oko z drapieżcą.

Uporządkowany i wykoszony wybieg kangurów pozwolił nam  -chyba pierwszy raz - obejrzeć te sympatyczne skoczki w charakterystycznej pozie:

Madzia z dumą pokazywała jedyne rozpoznawane przez siebie zwierzątko - na starym wybiegu umieszczono wypożyczone z Zamościa niedźwiedzie.


Podobały nam się też ptaszki wodne i naziemne, pawie nie chciały rozkładać ogonów, zaś kazuar skakał po siatce, odgradzającej go od publiczności i trochę wystraszył tym dzieci.

Udało nam sie towarzyszyć podczas karmienia lemurów, dzięki czemu poznaliśmy nieco zwyczaje i jadłospis tych śmiesznych małpiatek. opiekunowie o określonych godzinach przyjeżdżają z żywnościa, zaopatrzeni w mikrofony i zgromadzonej publiczności prezentują swoich pupili, przy okazji wypełniając swoje obowiązki.



Kozy, kozice i koziorożce bardzo łatwo dały się obłaskawić paluszkami. Aż się Madzia wystraszyła, ze dla niej nie wystarczy.

Z kolei te w dziecińcu chyba były przejedzone, bo nie zainteresowały się podtykanymi im pod nos paluszkami.

Przy największych ssakach zabawiliśmy krótko, ze względu na zapach kupy, równiez największej w całym ZOO.

Przydałby się taki prawdziwy czyściciel:

Pełna barw motylarnia i rafa koralowa olśniła całą naszą czwórkę.



Największą atrakcją dla Małgosi okazał się jednak park linowy, w którym traciła resztki energii,

gdy my tymczasem podziwialiśmy spacerujące swobodnie pelikany. Krzyś zajrzał nawet jednemu do dzioba.


Na obejrzenie wszystkich wybiegów po prostu nie mieliśmy więcej sił, Madzik praktycznie padał.





Skomentuj, jak zrobiło to już: 10 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-07-22 13:54:05
Lekcja historii w terenie
Ponudzę jeszcze o Chorwacji. Bo czasem ktoś spyta, czemu drugi raz w to samo miejsce i to jeszcze tak daleko? I czy nie wolelibyśmy All inclusiv w jakimś hotelu w Turcji czy Bułgarii. Mój mąż i ojciec moich dzieci jest – mówiąc bez ogródek – maniakiem kierownicy. On musi SAM. Jak jechaliśmy raz do Paryża autokarem, to zajął miejsce tuż za kierowca i calutką noc nie zmrużył oka, tylko obserwował, co się dzieje na desce rozdzielczej. A samolotem leciał raz i stwierdził, że mu wystarczy na całe życie. Pozostają nam więc wczasy z dojazdem własnym. Gdzie tu jechać z małymi dziećmi, żeby nie zamęczyć podróżą i dojechać nad ciepłe morze? I żeby jeszcze w okolicy tego morza było coś do obejrzenia, kiedy nie będziemy mieli siły się smażyć na plaży? Bo my nie frytki, a nasze dzieci, choćby i chciały, nie znajda zrozumienia dla takiego sposobu spędzania wolnego czasu (żartuję…)
Przed wyjazdem przygotowujemy się zawsze, kupujemy mapy i przewodniki, z poprzednich wyjazdów skrupulatnie robie notatki i zbieram wszelkie foldery, mapki i bilety wstępu.
Chorwacja to kraj o bardzo długiej i pokrętnej historii. A mimo to bardzo świadomy swojej tożsamości. Mieliśmy okazję w sobotę zwiedzać ruiny Salony obok domu weselnego. Przez godzinę non-stop kapela grała wyłącznie muzykę tradycyjną, żadnych przebojów światowych gwiazd popu… A na domu oprócz baloników i serpentyn powiewała narodowa flaga chorwacka.
Wyspy na Adriatyku najpierw odkryli żeglarze greccy, po których wciąż dno morskie oddaje amfory, rzeźby i reliefy.
Potem zawładnęli nimi Rzymianie.

Jeden z rzymskich cesarzy, krwawy Dioklecjan, urodził się w Salonie, a na starość postanowił sobie tam wybudować rezydencję. Niezwykła to rezydencja.

Pałac na planie kwadratu blisko 300x300 m. Wewnątrz oprócz apartamentów cesarskich mieściły się koszary legionistów oraz wszelkie pomieszczenia gospodarcze. Całość otoczona murem z czterema bramami: złotą, srebrną, brązową i żelazną.


 Dioklecjan zmarł i został pochowany w ośmiokątnym mauzoleum. Bruk Splitu spłynął krwią chrześcijańskich męczenników, zajadle tępionych przez cesarza. Uciekli i schronili się na terenie cesarskiej kolebki, w Salonie.

Tam też mieści się wielkie wykopalisko, z ruinami wczesnochrześcijańskiego cmentarza, bazyliki, kilku mniejszych kościołów, dawnej siedziby biskupów.

Na nas wrażenie zrobiły ruiny amfiteatru, który mógł pomieścić 16 tysięcy widzów i ślady po kołach rydwanów w bruku.


Niesamowite jest postawić stopę, dotknąć własną ręką kamieni, leżących tu od prawie dwóch tysięcy lak, pomyśleć o tych, którzy je wydobywali w pobliskich górach, o tych, którzy po nich stapali, którzy na nich umierali… Dreszcze przechodzą przez plecy. I że można sobie na takiej kolumnie usiąść czy po dawnym rzymskim forum poskakać.


A po Rzymianach przyszli barbarzyńcy i jak to oni zniszczyli, co się dało. Bo nie wiedzieli, nie rozumieli, bali się tych wszystkich wynalazków. I tak Split aż do XIX wieku nie miał kanalizacji, choć za czasów rzymskich funkcjonały świetnie. Przemyślni osadnicy z forum w Zadarze wzięli co się dało, żeby pobudować swoje domy.

Fundament kościoła sw. Donata w tym mieście stanowią trzony rzymskich kolumn, lezące jeden na drugim. A sarkofagi, opróżnione z zawartości okazały się świetnymi pojemnikami na oliwę czy zboże.

Potem nastały czasy Królestwa Chorwacji. Rozwijały się twierdze na wzgórzach, strzegące bezpieczeństwa granic i warowne porty, broniące przed atakiem ze strony morza. Jak w Szybeniku, Trogirze czy pobliskich Kasztelach. Jak wiele z nich dotrwało i spełniło swoje zadania również w czasach ostatniej wojny jugosłowiańskiej.
A potem coraz piękniejsza i bogatszą krainą, obfita w wino i oliwę, zainteresowali się najbogatsi w ówczesnym świecie oligarchowie –Wenecja. I choć odkupywali coraz to więcej miast i ziem, w zamian nieśli kulturę renesansu, w wielu wieżach i dzwonnicach obecnie widocznych na pierwszy rzut oka.


Renesansowe, weneckie koronki to też dziedzictwo wyspy Pag, na którą wybraliśmy się… tak przy okazji zwiedzania Zadaru. Dzieci miały okazję poznać bardzo starą metodę pozyskiwania soli z wody morskiej –w płytkich zatoczkach, salinach, odparowuje się wodę, a powstałą sól zbiera i paczkuje.
A czy wiecie, ze w Skradinie elektrownia wodna została uruchomiona w trzy dni po tej na wodospadzie Niagara? Resztki tej elektrowni można obejrzeć przy zwiedzaniu Parku Narodowego Krka. W tymże parku dzieciaki były zachwycone pokazem dawnych sposobów uprawy roli, przede wszystkim na Małgosi wrażenie zrobiły czynne młyny wodne, zwłaszcza kiedy stanęła tuz przez turbiną, a pod jej stopami z wielkim szumem i hukiem opadała woda… Zobaczyła też tkalnię, a w niej panią w stroju ludowym.

 
Na koniec jak bardzo zaskoczyła nas Małgosia. W zeszłym roku w „naszych” Vodicach poszliśmy do takiego małego muzeum-akwarium. Madzia bardzo bała się żywych ryb, w tym roku już jej się podobały. Kiedy wchodziliśmy na piętro z ekspozycją modeli statków i znalezionych przy brzegach starożytnych amfor, Małgosia podbiegła do jednego ze statków i zawołała: „To jest Wiktoria”. Podeszliśmy i zaskoczeni odczytaliśmy z tabliczki nazwę statku flagowego brytyjskiej królowej. A ona to zapamiętała sprzed roku!


Skomentuj, jak zrobiło to już: 6 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-07-22 0:38:27
Wszystko w miesiąc

Wiadomo, że dzieci się rozwijają skokowo. Długo nic, a potem nagły wysyp nowych umiejętności. O ile nie dziwi to w przypadku Madzi, o tyle zszokowały mnie ostatnie osiągnięcia Małgosi - wszystko to od czasu, kiedy pożegnała się z przedszkolem na czas wakacyjnej przerwy:

  1. Opanowała sztukę jazdy na rowerze na dwóch kołach. Co prawda jeździ strasznie szybko i tata musi ciągle biec przy niej, bo jeszcze nie potrafi hamować i zsiadać…
  2. Wybłagała, żeby kupić jej prawdziwy zegarek, bo chce się uczyć, która godzina. I się uczy, całkiem dobrze radzi sobie z pełnymi godzinami, tzn. po małej wskazówce rozpoznaje, która jest.
  3. Zna już cały alfabet, zaczyna składać krótkie wyrazy.
  4. Potrafi podpisać się (literami drukowanymi) imieniem i nazwiskiem, pisze „Mama”, „Tata” i „Madzia”. Kiedy nie zna jakiegoś wyrazu, prosi o przeliterowanie i ze słuchu zapisuje. Lustrzane są zawsze litery Z i cyferką 5.
  5. Ostatnio w sklepie chciała, żeby jej kupić arbuz. Ponieważ wszystkie były nierozcięte, sama wpadła na pomysł, że poprosi panią sprzedawczynię o rozcięcie arbuza, po czym SAMA pobiegła do kas, przedstawiła swoją prośbę i wróciła do mnie, stojącej jak wryta przy owocach. Za chwilę przyszła pani i przekroiła nam arbuz
 
  1. Niestety, bardzo nam zaczęła seplenić, choć wymawiała już prawidłowo wszystkie głoski. Kiedy jej się przypomni, żeby mówiła wyraźnie, to zamiast „lalecka” poprawia się i mówi „lalka”, a jak się nie da uniknąć kłopotliwej głoski, to używa synonimu. Taka mądra bestia.
 
  1. Ciągle wymyśla nowe historyjki i robi do nich kukiełki („Wiesz, mamo, takie jak u Zosi były”), a potem przedstawia w teatrzyku z dwóch krzeseł i kocyka.
 
  1. Opiekuje się tymczasowo króliczkiem kuzynów i jest bardzo obowiązkowa, pamięta o jedzeniu dla niego oraz wspólnej zabawie na dywaniku.

Skomentuj, jak zrobiło to już: 5 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-07-12 15:11:09
Dużo lania wody- chorwackiej opowieści cz. II
Komu się coś chce w ten upał? Mnie chce się tylko pić i moczyć w wodzie. Dlatego na dzisiejszy odcinek wybrałam tematy związane z wodą -kąpiele w Adriatyku, rejsy statkami, parki narodowe.

Dziewczyny na plaży.



Stali czytelnicy pamiętają pewnie z zeszłego roku, że Vodice leża
12 km od Szybenika, z którym oprócz połączenia drogowego mają też stałe połączenie statkami "Jadrolinia", zawijającymi po drodze do uroczych wysepek Prwić i Zlarin. Ta druga słynie w Chorwacji m.in. z połowów gąbek oraz korali.

Wpływając do Szybenika od strony morza podziwia się niezwykłą panoramę miasteczka położonego na zboczu góry, którą wieńczą trzy twierdze. Wejście do zatoki, która tak właściwie jest ujściem rzeki Krka - tam też miesza się woda słodka ze słoną - zamyka skalista cieśnina, przy której usytuowana jest wenecka twierdza, dawne więzienie, położone na wodzie.
Wspięliśmy się na twierdzę św. Michała albo św. Anny (nazwy według różnych przewodników), skąd mieliśmy widok na starówkę z majestatyczna katedrą św. Jakuba oraz wspomniane ujście Krki.

Schodząc krętymi uliczkami, a właściwie milionem schodów w dół, trafiliśmy na dawny przyklasztorny wirydarz,

obecnie cudownie pachnące herbarium, pełne większych i mniejszych stworzonek:

jaszczurki, motyle, gigantyczne osy (albo pszczoły, cokolwiek to było, użądlenie, jak się przekonał Filip, było bardzo przykre) i potwornie wychudzony kotek, którego nie odważyliśmy się dotknąć, tak był pokryty liszajami.
Pod katedrą czekał na nas Krzysiek z wózkiem, w którym smacznie spała Madzia. Jedyna, która wycieczkę przespała, a zregenerowane siły spożytkowała w drodze powrotnej na statku.



Statkiem popływaliśmy sobie też ostatniego dnia pobytu w Vodicach.
Wykupiliśmy całodniową wycieczkę do Parku Narodowego Kornati. To łańcuch bezludnych wysp, za którymi rozpościera się bezmiar wód, czyli Adriatyk.
W programie wycieczki był też 2-godzinny pobyt na wyspie Dugi Otok i wypoczynek nad słonym Srebrnym Jeziorem. Na statku dziewczyny okupowały dziób, mając stamtąd bajeczne widoki.

Przede wszystkim białe  klify, nagie skały wysp, rozsiane gdzieniegdzie zielone plamy winnic, wszelkie odcienie niebieskości w morzu, krzyk szybujących nad statkiem mew…
Jak się okazało, mam chorobę morską, dlatego z wielką ulgą postawiłam stopy na stałym lądzie. Jednak kąpiel w jeziorze, które przewodnik porównywał do Morza Martwego: że też śródlądowe, też zasolone, też utrzymuje na powierzchni nawet dyletantów w dziedzinie pływania. Zapomniał dodać o błocie, które zapachem przypomniało mi maseczkę z minerałami z tegoż Morza Martwego…   Dzieciom to wcale nie przeszkadzało i chlapały się radośnie przy ogłuszającym wręcz graniu cykad…


Pojechaliśmy też do wodospadów na rzece Krka (kolejny park narodowy),
który daje mnóstwo ochłody w upalny dzień.








Filip był pod wrażeniem bujnej roślinności, która przypomina dżunglę. Małgosia jako największą atrakcję uznała spotkanie z żywym osiołkiem,
który stanowił element wystawy etnograficznej, prezentującej m.in. drogę od ziarenka do mąki (z czynnym młynem wodnym!).

A Madzia paluszkiem pokazywała ryby „Tu”.


 


W drodze powrotnej do Polski poświęciliśmy jeden dzień na najpiękniejszy chyba z parków narodowych Chorwacji – Jeziora Plitwickie. To jest najprawdziwszy cud natury. Szesnaście położonych kaskadowo jezior, których obrzeża porasta gęsty las. Woda wodospadami i rzeczkami spływa na coraz to niższe poziomy, przelewając się przez krzewy, trawy i mchy. Żadne słowa tego nie oddadzą. Woda jest krystaliczna, nawet w bardzo głębokich jeziorach widać dno.

 Chodziliśmy tak kilka godzin, nosząc na zmianę dzieci, bo z wózkiem tam nie ma żadnych szans (drewniane kładki, schodki, skaliste dróżki). Na koniec wycieczki, kiedy dopadliśmy kiosku z zimnymi napojami, podsumowaliśmy, że najgorsze w tym wszystkim jest łażenie w 40-stopniowym upale, mając dookoła tyle wody, nie mogąc w niej nawet nogi zamoczyć. Dzieciaki były bardzo dzielne, cała trójka.

 

 

 


A teraz mamy namiastkę tego wszystkiego w basenie na ogrodzie u dziadków…



Skomentuj, jak zrobiło to już: 7 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-07-07 14:45:43
Chorwacja 2010 - część I

Podczas gdy jedni pakują się na wakacyjne wyjazdy, u nas trwa pranie po powrocie. Byliśmy znów na wczasach w Chorwacji, znów w Vodicach, choć w innym miejscu, no i w powiększonym składzie.

Na początek relacja ogólna, bez zdjęć, bo nie dam rady ze wszystkim na raz, a chciałabym przekazać choć malutką część tego, co przeżyliśmy.

Kiedy ktoś nas pyta, czy pojedziemy jeszcze raz - odpowiadamy: tak, oczywiście, choć może nie trzeci rok z rzędu. Chorwacja ma w sobie jakiś czas. Pewnie wywołuje go specyficzny zapach -mieszanina lawendy, rozmarynu i morza. Wiejący od lądu ciepły wiatr, rozwiewający najmniejsze chmurki. Gwar kawiarenek i knajpek nad nabrzeżem. Wielojęzyczne rozmowy podsłuchiwane na plaży. Nawet jak się żadnego jezyka nie zna, to i tak się łatwo porozumieć. A chorwacki do nauki jest naprawdę nietrudny, nawet Małgosia po dwóch tygodniach odruchowo mówiła "Hvala" i "Izwolite".
Jest to kraj, w którym nawet jak pogoda nie dopisuje -wbrew potocznym opiniom  nam się własnie tak ’udało’ - to mając samochód w kilkadzieisąt minut można się przenieść do ciekawych miejsc, dotknąć własną ręką i nogą miejsc, po których stąpali Rzymianie, Grecy i Ilirowie. Ślady starożytności są tutaj na każdym dosłownie kroku.
Morze jest ciepłe, łagodne i barwne. Dzieci kąpały się bez żadnych ograniczeń, no może poza tym, że miały uważać pod nogi na jeżowce, których były mrowia i to tuż przy samej plaży. Nawet tym, którzy sobie nie wyobrażaja, jak to dzieci mają się bawić na kamienistej plaży, bez zamków z piasku, odpowiadamy: mogą, z kamieni zamki są dużo ciekawsze :)
Do stóp podpływały rybki, a wieczorem na kamieniach wylegiwały się kraby. Wystarczyło wyłowić pierwszą lepszą muszelkę, aby pokazać małża czy stworzenie, które na własny użytek nazwaliśmy "pająkiem morskim".
Chorwacja kusi nie tylko kolorami wody, nieba czy podwodnej fauny. Kusi zapachami i smakami. Mieliśmy co prawda mieszkanie z wyposażonąż kuchnią i zapasy jedzenia przywiezione z Polski, ale chętnie chodziliśmy popróbować miejscowych specjałów. Zdrowe, bo z grilla, okraszone oliwą z oliwek, wspaniale przyprawione natką pietruszki i czosnkiem... - ryby, kalmary, krewetki, różne rodzaje mięs. Ja uwielbiam dalmatyńską blitwę, czyli szpinak z ziemnakami. Do tego wspaniałe wina i rakije, które można kupić dosłownie na każdym rogu, bo tam monopol na wyroby alkoholowe nie obowiązuje, dlatego warto się zaopatrywać bezpośrednio u "producentów" .
Zwiedziliśmy w tym roku aż trzy chorwackie parki narodowe, z których każdy ma odmienny koloryt, klimat, czar...

Ale to chyba już temat na kolejną część.


Skomentuj, jak zrobiło to już: 6 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-06-11 0:42:43
Przeżyliśmy
Siedziałam u fryzjera, nie wiedząc, że na zewnątrz temperatura roztapia asfalt. Kiedy wyszłam, nie mogłam złapać oddechu, z wielką ulgą wisadłam do samochodu i przekręciłam kluczyk, by za chwilę usłyszeć szum klimatyzacji. Pojechałam po Małgosię do przedszkola i wróciłyśmy do domu. Krzysiek otworzył szeroko drzwi do garażu, co normalnie się nie zdarza, bo samochód zwykle stoi na podjeździe do samej nocy.
Magda spała na huśtawce przy tarasie. Krzysiek stanął obok i mówi, że chyba gdzieś deszcz pada -u sąsiada mokry dach, a u nas ani kropli. Zabrał z huśtawki śpiącą Madzię i przeniósł do pokoju. Zdążyliśmy...
Za chwilę lunęło. Po kilku minutach usłyszeliśmy łomotanie w dach, okna i małe okienko włazu przy kominie. Myślałam, że wszystkie szyby popękają... Dzieci stały przy tarasie i patrzyły. My, na ganku, z aparatem dokumentowaliśmy obraz kataklizmu. Pierwszy raz w życiu widzieliśmy takie gradobicie.
film,

Stłuczone mamy wszytskie kwiaty w ogródku, połamany winogron, a na samochodzie kilka śladów po lodowych kulkach. Taras wyglądął jak zasypany śniegiem. Nasz dom stoi na najwyższym punckie w miasteczku, więc cała woda spłynęła w dół ulicą. Dziadkom na sasiednim osiedlu zalało piwnicę. Koledzy Krzyśka mówili o potłuczonych szybach w samochodach.
Całe szczęście, że tak się to skończyło...



Skomentuj, jak zrobiło to już: 10 osób(Komentarze)



Zapisane 2010-06-09 9:42:25
Poważna sprawa
Wczoraj z babcią robiłyśmy zakupy w sklepie obuwniczym. Małgosia łażąc między półkami głośno komentowała, jakie buty są ładne, a jakie nie. Wreszcie mówi:
-A takie sobie na ślub kupię.
Kilka pań obejrzało się za nią z uśmiechem.

Temat powraca od jakiegoś czasu. Małgosia ma "chłopaka", z którym "się ożeni".

Kilka dni temu spytała, jak sie nazywam;
-Elwira O. -P.
-Ale ty masz tylko O. na nazwisko, ja jestem P.
-Ja mam dwa nazwiska.
-To tak można? - zdziwiła się Małgosia.
-Można, jedno masz po rodzicach, a drugie po mężu.
-O, to ja będę P.-K., po Tymku.

Czasem uda mi się pociągnąc ją trochę za język, jaki jest ten Tymek. Okazuje się, że ma dość duże powodzenie w grupie, bo "ożenić się" z nim chce także Ola i Oliwka. Ciekawe, którą z młodych pań preferuje sam zainteresowany?
Podobno zadeklarował Małgosi, że się z nią ożeni... oficjalnie jednak o rękę nas, rodziców, nie poprosił.  Sprawa wygląda na poważną.

Skomentuj, jak zrobiło to już: 4 osób(Komentarze)






Tu można poczytać, co było, minęło: Archiwum:
2006: luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień

  A my już nie liczymy gości...

 

- Adam z KP

- Adaś

- Bartek i Mateuszek

- bardzo dzielny chłopczyk - Borysek

spod zamku - Filip

Grześ vel - Griszka

- Jasiek i Zosia

- Julia

- Karolina i Natalia

- Krzyś i Bartek

- Leonek

- Łukasz i Michał

- Maciek i Karolinka

- Małgosia i Ania

wariatkowo - Marta, Krzyś i Szymek

- Martyna i Patryk

Potwory bez spółki - Miko i Adam

- Ola i Jacuś

- Olaf i Kuba

moja pierwsza miłość - Oskar :)

Ośla łączka - Paweł i Maciuś

- Przedszkolaki z Lublina

Sałatkowe siostry - Sylwia i Sara

- Tosia

- Weronika

- Wisienka-Milenka

- Zofik

- Zosia i Jaś

-ulotne chwile - Zuzia i Maja


Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl




 
  2010-07-07
Jeżdżę na rowerze na dwóch kołach

2009-06-06
Pierwsze wczasy za granicą -w Chorwacji

2009-04-19
Madzia przyjmuje Chrzest św.

2009-02-24
Madzia się głośno śmieje do mnie

2009-02-05
Mam kolczyki w uszach!

2008-11-29
Zostałam starszą siostrą Magdalenki

2008-09-06
Nauczyłam się jeździć na "dużym" rowerku z małymi kółkami!

2008-08-25
Jestem sobie przedszkolaczek!

2008-03-21
Pieluchy używam już tylko w nocy.

2008-02-11
Przeprowadzka z łóżeczka do "dorosłego" łóżka

2007-12-29
I nocnik też, i nocnik też przyjacielem Margolci jest!

2007-09-03
Rozpoczęta edukacja żłobkowa

2007-06-19
Pożegnanie z cycusiem :(

2007-05-05
Zlot Smyków w Złotym Potoku

2007-04-28
Ślub kościelny rodziców i mój chrzest

2007-04-13
Skończyłam 1,5 roczku i wymawiam swoje imię jako DUSIA

2007-03-31
Zobaczyłam pierwszy raz swój cień!

2007-03-11
"Recytuję" wierszyk "Miauczy kotek, miau" - z odpowiednią intonacją, rozpoznawalne jest jedynie ostatnie słowo z wersu :). W ten sam sposób "czytam" książeczki.

2006-12-26
Mam już pięć zębów.

2006-12-23
Zamieszkaliśmy we własnym domku !!!

2006-11-17
Pierwszy wieczór bez rodziców - babcia mnie nakarmiła i uśpiła! A rodzice operetki słuchali ;)

2006-10-20
Zaczęłam naprawdę chodzić!

2006-10-08
Jedynki w komplecie :)

2006-10-07
Pierwsza wizyta w teatrze

2006-10-05
Trzeci ząbek (górna prawa jedynka)

2006-08-30
Chodzę trzymana za jedną rączkę - dziwne uczucie, bo bradzo chcę się czegoś złapać

2006-08-04
Drugi ząbek -dolna lewa jedyneczka

2006-08-02
Sama stoję, ale jeszcze się boję!

2006-07-14
Pierwszy ząbek!

2006-07-12
Płynnie przechodzę z czterech kończyn na dwie i odwrotnie (czyli raczkuję i chodze przy meblach)

2006-07-05
Samodzielnie siadam z leżenia

2006-06-30
Bez problemu wstaję,trzymając się mebli, uchwytów w kojcu albo szczebelek łóżeczka

2006-06-17
Samodzielnie zeszłam z kanapy i stanęłam przy niej

2006-06-05
Stoję sama przytrzymując się uchwytów w kojcu

2006-06-02
Moje pierwsze wczasy nad morzem

2006-05-02
Mój pierwszy wypad w góry i zdobycie Chojnika!

2006-04-17
Zjadłam pół jabłuszka

2006-04-13
Skończyłam pół roczku - zaczęłam jeść kaszkę ryżową

2006-03-26
Siedzę i się nie przewracam ( nie od razu, w każdym razie)

2006-03-21
Robię "kosi-kosi" i "pa-pa"

2006-03-15
Samodzielnie wsadziłam do buzi lewą nóżkę

2006-03-10
Pierwszy raz pływałam w basenie

2006-03-05
Samodzielnie przewróciłam się z brzuszka na plecy - dwa razy

2006-02-19
Przespałam całą noc

2006-01-20
Potrafię się głośno śmiać

2005-11-13
Pierwszy uśmiech do rodziców :-)

2005-11-09
Odpadł mi kikut pępowiny, ostatnia pamiątka po połączeniu z mamusią

2005-10-13
Przyszłam na świat w czwartek o godz. 10.50


 
 
  2009-06-21
Mruczanka-śpiewanka: "Aaa, wypadły zęby dwa"

2009-01-18
Dziadku Janku, chodź do banku

2008-11-29
Na ununastej" - jedyna odpowiedź na każde pytanie zaczynające sie od "Kiedy...?"

2008-10-30
Biedronka -po raz pierwszy wymówiłam tę trudną głoskę "R"

2008-09-24
Nice to see you- pierwsze zdanie wypowiedziane po angielsku (po trzech tygodniach nauki w przedszkolu!

2008-09-08
grzyby wiaderne = grzyby uzbierane do widaetrka

2008-09-05
Ale jestem laska!

2008-06-24
Skundek -słowo o nieznanym znaczeniu

2008-04-23
Mamo, gdzie masz trąbę?

2008-03-12
Krowa ZAMUMIŁA

2008-03-01
Do lalki, kładąc ją koło mnie (mamy): Połóż się, Maciusiu, koło babci

2008-02-16
Idealnie! - po przetarciu lustra w szafie

2008-01-06
cieputek= keczupek

2007-10-24
Daj mi cycusia na ulodzinki.

2007-09-10
Bomonicy Bob Budowniczy

2007-08-07
Małdosia

2007-06-30
Zaczynam mówić zdaniami!

2007-06-25
Tata śpi po nocce. Małgosia czule na jego widok "Malutki tatuś"

2007-06-15
Pierwsze zdania Kotek idzie spać. Tatuś kosi trawę.

2007-06-14
super!

2007-05-24
Kubiś Patek = Kubuś Puchatek

2007-05-17
abus= autobus albo ciężarówka

2007-05-15
kocham do mamusi

2007-05-06
dziuła =dziura

2007-05-01
mjutka=mrówka

2007-04-22
husiatka = huśtawka

2007-03-16
bu=
Bóg ciapcia=czapka, czasami kapcie niam=miau(odgłos kotka) au=hau (odgłos pieska) cyca, babcia,

2007-03-05
Buła=wujek Kuba :)

2007-01-21
gę-gę=dzyń, dzyń (naśladuję głos dzwonka, ale też łańcuszka, wisiorka, kolczyków itp.) niam=kiedy coś jest smaczne

2007-01-07
pam= pan, be=owca, bu= krowa,babcia,dududu=tu

2006-12-11
petek=piesek :)

2006-12-08
papat =popatrz oto =oko oć tu = chodź tu

2006-09-17
apa, apa=hopa, hopa (przy podskakiwaniu albo podrzucaniu do góry), ale też na piłkę, konia, kółko;ogólnie: wsystko, co skacze

2006-09-12
"mapa"= lampa

2006-08-15
ata - na wszystkie zabawki oraz na własne odbicie w lustrze :-)

2006-06-26
baba - na Sabę, suczkę dziadków

2006-06-21
"adzia" - na królika i pieska (na rózne zwierzątka)

2006-05-29
"tata pa-pa"

2006-05-15
Wreszcie MAMA !

2006-05-04
Nie, nowe sylaby: lala, jaja, jeje

2006-04-23
TATA

2006-04-16
Bardzo dużo nowych "wyrazów", kombinacje różnych sylab, nie mają one sensu, ale są urocze! jade, dada, bege, baje, daga itp

2006-04-11
dziadzia

2006-04-10
Mama zbyt długo siedziała w łazience, dlatego po jej powrocie domagałam się "NIANI"

2006-03-17
ebe (było kiedyś takie piwo), aba, baba, ewu

2006-03-05
"HE"(głośny śmiech)

2006-02-26
eja, ajo, ne, ny