![]() |
||||

Zapisane 2010-08-30 22:09:00
Fotostory made in Kraina Latających CzarownicW Świętokrzyskie przez Kraków... Jednych Wawel onieśmiela, innych rozwesela. i Wieliczkę. Czy te ściany na pewno są z soli? Gosia z gołębiami zawierała bliskie znajomości ( przez żołądek do serca), Madzia wolała trzymać się w bezpiecznej odległości, na wszelki wypadek uzbrojona Do kopalni, w dół schodami i już na dnie Jak to jest, że sól była ciemniejsza od wapienia? Białe ściany w Krzemionkach. Co zeżarły Dinożarły? Największa atrakcja Bałtowa -plac zabaw, ale taki archeologiczny Świętokrzyska maskotka W góry, w góry miły bracie, tam przygoda czeka na cię Dopiero na szczycie można poznać prawdziwy smak przygody Szukamy ojca Mateusza w Sandomierzu Może przemknął w dół Rynku? O, tutaj są ślady jego roweru! W Pacanowie butki krasnoludka obowiązkowe dla wszystkich zwiedzających do świata bajek wchodzi sie przez mysią dziurę, niektórzy musieli też przecisnąć się przez pień drzewa, stali się maleńcy jak Calineczka, ale za to nabrali wielkiej mocy i znaleźli tajemny skarb Wyruszyliśmy na prerię, paść bizony, ale zabłądziliśmy w labiryncie z kukurydzy W gospodarstwie agroturystycznym najważniejsza kwestia: "Mamo, a czy tam będzie plac zabaw?" Baśka jako wierzchowiec bardzo wyrozumiały. Fajny czas, warto było :) polecamy wszystkim, którzy mają dzieci małe, duże i te w sobie ![]() Zapisane 2010-08-26 0:48:00
Jak to wszystko opisac?Nie będzie łatwo. Zrezygnuję ze szczegółówych, jak zwykle opisów, co, kiedy i gdzie. Jesteśmy niezbyt typowymi rodzicami. Wakacje są czasem tak intensywnym, ze czasem Krzysiek sie śmieje, ze przydałby się urlop, żeby odpocząc po urlopie. Nie inaczej jest teraz. W ciągu tygodnia zobaczyliśmy: - kopalnię soli w Wieliczce, -Rynek krakowski i kawałek Wawelu ( bardzo po łebkach), -górę Grzywacką -to ta góra, na którą nasz szalony tata wchodził w styczniu przy 25-stopniowym mrozie, -neolityczną kopalnię krzemienia pasiastego, -Jurapark w Bałtowie, -pomnik sołtysa w Wąchocku, -Gosia okazywała bezgraniczne znudzenie w klasztorze cysterskim w Wąchocku, -szukaliśmy śladów ojca Mateusza w Sandomierzu, -zwiedzaliśmy zamek w Baranowie Sandomierskim, -przepłynęliśmy Wisłę promem, -pobawiliśmy się całą rodziną w Europejskim Centrum Bajki im. Koziołka Matołka w Pacanowie, -wjechaliśmy bryczką na Święty Krzyż ( po wyczynie z Grzywacką zapadła decyzja o chwilowym powstrzymaniu się od pieszych górskich wędrówek, chyba się starzejemy, a dzieci się robią nam leniwe )- braliśmy udział w uroczystości chrztu świętego Grzesia, -i oglądaliśmy jak powstaje jego domek ( i oczywisćie jego rodziców), -spacerowaliśy po tarnowskiej starówce... Ufff... A to jeszcze nie koniec, bo mamy dwa jeszcze dwa dni urlopu ![]() Wszystkiego opisac nie sposób, wiec wspomnę o najważniejszych. Małgosia została odznaczona specjalną odznaką dla Dzielnej Wędrowniczki, bo na szczyt Grzywaciej wspięła się i zeszła na włąsnych nogach. Madzik poszeł na łatwiznę i przemierzyła tę drogę na plecach taty, w dół również w objęciach Morfeusza. Fascynacja świętokrzyskimi legendami trwa. Gosia na każdym kroku widzi czarownice, a pamięta swój strach sprzed dwóch lat, kiedy piszczała na widok drewnianej Baby Jagi przy parkingu, zażyczyła sobie odwiedzin u tej starej znajomej. No i przy okazji nakupiła czarownic na miotle -na pamiątkę sobie i babciom. Po zwiedzaniu kopalni widzimy, że mamy dwie typowe córki górnika. Pod ziemią nie boją się niczego, ani ciemnosci ani chłodu, lizały słone ściany w Wieliczce i macały mokre w Krzemionkach. Po schodach schodziły w doł same, trochę się speszyły jedynie w windzie. Teraz mieszkamy w gospodarstwie agroturystycznym, gdzie są trzy kucyki, podchodzące nam rano pod okna, a wieczorem służące za wierzchowce. Poza tym cała chałupa jest pełna dzieci, jest głośno -czasem za sprawą Madzi hałas przekracza dopuszczalne normy - ale i nikt się nie nudzi. W Sandomierzu, który przemierzaliśmy z ulotką "Śladami ojca Matusza", Małgosia najpierw była zafascynowana wizją spotkania z ulubionym bohaterem, potem onieśmielona ewentulanością, że może jednak go spotka, a na końcu rozczarowana, że nie znaleźliśmy jego śladów - w sensie odcisku buta, jak przynajmniej w Bałtowie śladów dinozaurów. Madzia reaguje bardzo żywiołowo, kiedy widzi zwierząko, obojętnie duże czy małe: dinozaur, żabka w trawie, kucyk - wszystko jest "kitu". Czasem zagłusza przewodników, kompletnie wtedy nie wiemy, co robić - knebel by się przydał. Na koniec zachęcimy wszystkich, którzy maja dzieci (małe, duże i te w sobie), zeby koniecznie pojechali do Pacanowa. Centrum Bajki jest miejscem, gdzie bawiliśmy się cuuuudoooownieeee. Cała rodzina, Madzik z wielkim uśmiechem na buzi też. Potem pouzupełniam trochę zdjeciami. ![]() Zapisane 2010-08-18 10:50:57
Gadu-gadu. SukcesorkaI. -Babciu, a jak umrzesz, to zostawisz mi ten duży basen? II. - Babciu, ja by chciałam mieć domek na twoim ogródku. To jak umrzesz, to mi ostawisz ogródek? III. -Wujku, a czy ja by mogłam sobie zbudować domek na twoim ogródku? -A z kim tam będziesz mieszkać? -No z mężem. -To ja bym najpierw chciał tego męża poznać, co on robi? -Pracuje. Wujek i babcia mają zupełnie inne ogródki. Ale może warto sobie spadek w dwóch miejscach zaklepać? ;) ![]() Zapisane 2010-08-06 13:08:21
Wrocławskie ZOOMożna powiedzieć, że to już taka rodzinna tradycja, raz do roku pojechać do ZOO we Wrocławiu. Zwłaszcza, ze od kilku lat przeżywa rozwój i z każdą wizyta odkrywamy jakieś nowości. Tym razem to szyba pozwalająca podglądać pływające pod woda kotiki (mylone z fokami). Kotiki od fok są zgrabniejsze, zwinniejsze i przede wszystkim mają ogromne płetwy, które pod woda rozkładają jak wielkie skrzydła, wydają się fruwać... Madzia patrzyła zafascynowana i trudno ją było od szyby oderwać. Następna nowość to wybieg wilków, za bardzo grubą szybą. Dziewczyny były pod niesamowitym wrażeniem podczas krótkiego spotkania oko w oko z drapieżcą. Uporządkowany i wykoszony wybieg kangurów pozwolił nam -chyba pierwszy raz - obejrzeć te sympatyczne skoczki w charakterystycznej pozie: Madzia z dumą pokazywała jedyne rozpoznawane przez siebie zwierzątko - na starym wybiegu umieszczono wypożyczone z Zamościa niedźwiedzie. Podobały nam się też ptaszki wodne i naziemne, pawie nie chciały rozkładać ogonów, zaś kazuar skakał po siatce, odgradzającej go od publiczności i trochę wystraszył tym dzieci. Udało nam sie towarzyszyć podczas karmienia lemurów, dzięki czemu poznaliśmy nieco zwyczaje i jadłospis tych śmiesznych małpiatek. opiekunowie o określonych godzinach przyjeżdżają z żywnościa, zaopatrzeni w mikrofony i zgromadzonej publiczności prezentują swoich pupili, przy okazji wypełniając swoje obowiązki. Kozy, kozice i koziorożce bardzo łatwo dały się obłaskawić paluszkami. Aż się Madzia wystraszyła, ze dla niej nie wystarczy. Z kolei te w dziecińcu chyba były przejedzone, bo nie zainteresowały się podtykanymi im pod nos paluszkami. Przy największych ssakach zabawiliśmy krótko, ze względu na zapach kupy, równiez największej w całym ZOO. Przydałby się taki prawdziwy czyściciel: Pełna barw motylarnia i rafa koralowa olśniła całą naszą czwórkę. Największą atrakcją dla Małgosi okazał się jednak park linowy, w którym traciła resztki energii, gdy my tymczasem podziwialiśmy spacerujące swobodnie pelikany. Krzyś zajrzał nawet jednemu do dzioba. Na obejrzenie wszystkich wybiegów po prostu nie mieliśmy więcej sił, Madzik praktycznie padał. ![]() Zapisane 2010-07-22 13:54:05
Lekcja historii w tereniePonudzę jeszcze o Chorwacji. Bo czasem ktoś spyta, czemu drugi raz w to samo miejsce i to jeszcze tak daleko? I czy nie wolelibyśmy All inclusiv w jakimś hotelu w Turcji czy Bułgarii. Mój mąż i ojciec moich dzieci jest – mówiąc bez ogródek – maniakiem kierownicy. On musi SAM. Jak jechaliśmy raz do Paryża autokarem, to zajął miejsce tuż za kierowca i calutką noc nie zmrużył oka, tylko obserwował, co się dzieje na desce rozdzielczej. A samolotem leciał raz i stwierdził, że mu wystarczy na całe życie. Pozostają nam więc wczasy z dojazdem własnym. Gdzie tu jechać z małymi dziećmi, żeby nie zamęczyć podróżą i dojechać nad ciepłe morze? I żeby jeszcze w okolicy tego morza było coś do obejrzenia, kiedy nie będziemy mieli siły się smażyć na plaży? Bo my nie frytki, a nasze dzieci, choćby i chciały, nie znajda zrozumienia dla takiego sposobu spędzania wolnego czasu (żartuję…)
Przed wyjazdem przygotowujemy się zawsze, kupujemy mapy i przewodniki, z poprzednich wyjazdów skrupulatnie robie notatki i zbieram wszelkie foldery, mapki i bilety wstępu.
Chorwacja to kraj o bardzo długiej i pokrętnej historii. A mimo to bardzo świadomy swojej tożsamości. Mieliśmy okazję w sobotę zwiedzać ruiny Salony obok domu weselnego. Przez godzinę non-stop kapela grała wyłącznie muzykę tradycyjną, żadnych przebojów światowych gwiazd popu… A na domu oprócz baloników i serpentyn powiewała narodowa flaga chorwacka.
Wyspy na Adriatyku najpierw odkryli żeglarze greccy, po których wciąż dno morskie oddaje amfory, rzeźby i reliefy.
Potem zawładnęli nimi Rzymianie. ![]() Jeden z rzymskich cesarzy, krwawy Dioklecjan, urodził się w Salonie, a na starość postanowił sobie tam wybudować rezydencję. Niezwykła to rezydencja. ![]() Pałac na planie kwadratu blisko 300x300 m. Wewnątrz oprócz apartamentów cesarskich mieściły się koszary legionistów oraz wszelkie pomieszczenia gospodarcze. Całość otoczona murem z czterema bramami: złotą, srebrną, brązową i żelazną. ![]() ![]() ![]() Dioklecjan zmarł i został pochowany w ośmiokątnym mauzoleum. Bruk Splitu spłynął krwią chrześcijańskich męczenników, zajadle tępionych przez cesarza. Uciekli i schronili się na terenie cesarskiej kolebki, w Salonie. Tam też mieści się wielkie wykopalisko, z ruinami wczesnochrześcijańskiego cmentarza, bazyliki, kilku mniejszych kościołów, dawnej siedziby biskupów. Na nas wrażenie zrobiły ruiny amfiteatru, który mógł pomieścić 16 tysięcy widzów i ślady po kołach rydwanów w bruku. ![]() ![]() Niesamowite jest postawić stopę, dotknąć własną ręką kamieni, leżących tu od prawie dwóch tysięcy lak, pomyśleć o tych, którzy je wydobywali w pobliskich górach, o tych, którzy po nich stapali, którzy na nich umierali… Dreszcze przechodzą przez plecy. I że można sobie na takiej kolumnie usiąść czy po dawnym rzymskim forum poskakać. ![]() ![]() A po Rzymianach przyszli barbarzyńcy i jak to oni zniszczyli, co się dało. Bo nie wiedzieli, nie rozumieli, bali się tych wszystkich wynalazków. I tak Split aż do XIX wieku nie miał kanalizacji, choć za czasów rzymskich funkcjonały świetnie. Przemyślni osadnicy z forum w Zadarze wzięli co się dało, żeby pobudować swoje domy.
![]() Fundament kościoła sw. Donata w tym mieście stanowią trzony rzymskich kolumn, lezące jeden na drugim. A sarkofagi, opróżnione z zawartości okazały się świetnymi pojemnikami na oliwę czy zboże. ![]() Potem nastały czasy Królestwa Chorwacji. Rozwijały się twierdze na wzgórzach, strzegące bezpieczeństwa granic i warowne porty, broniące przed atakiem ze strony morza. Jak w Szybeniku, Trogirze czy pobliskich Kasztelach. Jak wiele z nich dotrwało i spełniło swoje zadania również w czasach ostatniej wojny jugosłowiańskiej.
A potem coraz piękniejsza i bogatszą krainą, obfita w wino i oliwę, zainteresowali się najbogatsi w ówczesnym świecie oligarchowie –Wenecja. I choć odkupywali coraz to więcej miast i ziem, w zamian nieśli kulturę renesansu, w wielu wieżach i dzwonnicach obecnie widocznych na pierwszy rzut oka.
![]() ![]() Renesansowe, weneckie koronki to też dziedzictwo wyspy Pag, na którą wybraliśmy się… tak przy okazji zwiedzania Zadaru. Dzieci miały okazję poznać bardzo starą metodę pozyskiwania soli z wody morskiej –w płytkich zatoczkach, salinach, odparowuje się wodę, a powstałą sól zbiera i paczkuje. A czy wiecie, ze w Skradinie elektrownia wodna została uruchomiona w trzy dni po tej na wodospadzie Niagara? Resztki tej elektrowni można obejrzeć przy zwiedzaniu Parku Narodowego Krka. W tymże parku dzieciaki były zachwycone pokazem dawnych sposobów uprawy roli, przede wszystkim na Małgosi wrażenie zrobiły czynne młyny wodne, zwłaszcza kiedy stanęła tuz przez turbiną, a pod jej stopami z wielkim szumem i hukiem opadała woda… Zobaczyła też tkalnię, a w niej panią w stroju ludowym.
![]() ![]() ![]() Na koniec jak bardzo zaskoczyła nas Małgosia. W zeszłym roku w „naszych” Vodicach poszliśmy do takiego małego muzeum-akwarium. Madzia bardzo bała się żywych ryb, w tym roku już jej się podobały. Kiedy wchodziliśmy na piętro z ekspozycją modeli statków i znalezionych przy brzegach starożytnych amfor, Małgosia podbiegła do jednego ze statków i zawołała: „To jest Wiktoria”. Podeszliśmy i zaskoczeni odczytaliśmy z tabliczki nazwę statku flagowego brytyjskiej królowej. A ona to zapamiętała sprzed roku!
![]() Zapisane 2010-07-22 0:38:27
Wszystko w miesiącWiadomo, że dzieci się rozwijają skokowo. Długo nic, a potem nagły wysyp nowych umiejętności. O ile nie dziwi to w przypadku Madzi, o tyle zszokowały mnie ostatnie osiągnięcia Małgosi - wszystko to od czasu, kiedy pożegnała się z przedszkolem na czas wakacyjnej przerwy:
![]() Zapisane 2010-07-12 15:11:09
Dużo lania wody- chorwackiej opowieści cz. II Dziewczyny na plaży.
W drodze powrotnej do Polski poświęciliśmy jeden dzień na najpiękniejszy chyba z parków narodowych Chorwacji – Jeziora Plitwickie. To jest najprawdziwszy cud natury. Szesnaście położonych kaskadowo jezior, których obrzeża porasta gęsty las. Woda wodospadami i rzeczkami spływa na coraz to niższe poziomy, przelewając się przez krzewy, trawy i mchy. Żadne słowa tego nie oddadzą. Woda jest krystaliczna, nawet w bardzo głębokich jeziorach widać dno.
A teraz mamy namiastkę tego wszystkiego w basenie na ogrodzie u dziadków… ![]() Zapisane 2010-07-07 14:45:43
Chorwacja 2010 - część IPodczas gdy jedni pakują się na wakacyjne wyjazdy, u nas trwa pranie po powrocie. Byliśmy znów na wczasach w Chorwacji, znów w Vodicach, choć w innym miejscu, no i w powiększonym składzie. ![]() Zapisane 2010-06-11 0:42:43
PrzeżyliśmySiedziałam u fryzjera, nie wiedząc, że na zewnątrz temperatura roztapia asfalt. Kiedy wyszłam, nie mogłam złapać oddechu, z wielką ulgą wisadłam do samochodu i przekręciłam kluczyk, by za chwilę usłyszeć szum klimatyzacji. Pojechałam po Małgosię do przedszkola i wróciłyśmy do domu. Krzysiek otworzył szeroko drzwi do garażu, co normalnie się nie zdarza, bo samochód zwykle stoi na podjeździe do samej nocy. Magda spała na huśtawce przy tarasie. Krzysiek stanął obok i mówi, że chyba gdzieś deszcz pada -u sąsiada mokry dach, a u nas ani kropli. Zabrał z huśtawki śpiącą Madzię i przeniósł do pokoju. Zdążyliśmy... Za chwilę lunęło. Po kilku minutach usłyszeliśmy łomotanie w dach, okna i małe okienko włazu przy kominie. Myślałam, że wszystkie szyby popękają... Dzieci stały przy tarasie i patrzyły. My, na ganku, z aparatem dokumentowaliśmy obraz kataklizmu. Pierwszy raz w życiu widzieliśmy takie gradobicie. film, Stłuczone mamy wszytskie kwiaty w ogródku, połamany winogron, a na samochodzie kilka śladów po lodowych kulkach. Taras wyglądął jak zasypany śniegiem. Nasz dom stoi na najwyższym punckie w miasteczku, więc cała woda spłynęła w dół ulicą. Dziadkom na sasiednim osiedlu zalało piwnicę. Koledzy Krzyśka mówili o potłuczonych szybach w samochodach. Całe szczęście, że tak się to skończyło... ![]() Zapisane 2010-06-09 9:42:25
Poważna sprawaWczoraj z babcią robiłyśmy zakupy w sklepie obuwniczym. Małgosia łażąc między półkami głośno komentowała, jakie buty są ładne, a jakie nie. Wreszcie mówi: -A takie sobie na ślub kupię. Kilka pań obejrzało się za nią z uśmiechem. Temat powraca od jakiegoś czasu. Małgosia ma "chłopaka", z którym "się ożeni". Kilka dni temu spytała, jak sie nazywam; -Elwira O. -P. -Ale ty masz tylko O. na nazwisko, ja jestem P. -Ja mam dwa nazwiska. -To tak można? - zdziwiła się Małgosia. -Można, jedno masz po rodzicach, a drugie po mężu. -O, to ja będę P.-K., po Tymku. Czasem uda mi się pociągnąc ją trochę za język, jaki jest ten Tymek. Okazuje się, że ma dość duże powodzenie w grupie, bo "ożenić się" z nim chce także Ola i Oliwka. Ciekawe, którą z młodych pań preferuje sam zainteresowany? Podobno zadeklarował Małgosi, że się z nią ożeni... oficjalnie jednak o rękę nas, rodziców, nie poprosił. Sprawa wygląda na poważną. ![]() Tu można poczytać, co było, minęło: Archiwum: 2006: luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2007: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień |
A my już nie liczymy gości...
|
|||||||||||||||||||||