Pamiętnik Małgosi i jej sióstr


 

ubranka dzieciece

ubranka dzieciece
ubranka dzieciece

Przekaż 1% swojego podatku na rehabilitację naszej kuzynki, Julci.

Julka ma dwa i pół roku i jest niepełnosprawną dziewczynką.
Jest podopieczną Fundacji Przyszłość dla dzieci:

NR KRS 0000148747

http://przyszloscdladzieci.org/podopieczny/150/Julia


Rozpoznano u niej dziecięce obustronne porażenie mózgowe oraz encefalopatię niedotleniowo- niedokrwienną, wadę wzroku i epilepsję. Julka nie potrafi sama siedzieć czy raczkować. Jest rehabilitowana w Ośrodku Rehabilitacyjnym w Szczytnie. Rodzice robią wszystko co możliwe, aby Julka mogła stać się samodzielną dziewczynką. Widoczne rezultaty przynoszą pobyty na turnusach, jednak koszt takiego wyjazdu przekracza 4000zł i jest zbyt wysoki dla rodziców Julki.

Julcia  ślicznie się uśmiecha, a wtedy bardzo jest podobna do Madzi.

Prosimy o pomoc w imieniu rodziców Julki.
21 1240 1590 1111 0010 2531 7517 (konto darowizn)
60 1240 1590 1111 0010 2270 6448 (konto zbiórki publicznej)
z dopiskiem JULIA POPEK


 
 
Zapisane 2012-04-16 13:20
Ania i niania
Ogłoszenie pojawiło się  tuż przed Wielkanocą. Maile napisały dwie panie, zadzwoniły dwie. Z wszystkimi umawiałam się na -po -świętach , bo mieliśmy gości. We wtorek odezwały się już tylko dwie - umówiłyśmy się na środę.
Środę nazwaliśmy  żartobliwie dniem kastingów. Raniutko zadzwoniła jeszcze raz, upewnić się, dopytać o adres, jak szła, też dzwoniła, że idzie i żeby jej trochę popdpowiedzieć, gdzie. Widać, zależało jej na tej pracy.

Znałam tylko jej zdjęcie z portalu. Ale już pierwsza godzina, tzw. rozmowa kwalifikacyjna ;)  i chwila jej zabawy z Anią były wskazówką, że się nada.
I choć tego samego dnia była jeszcze jedna pani, jakoś czuliśmy, że nie będziemy długo szukać.

Ania nie zostaje  z nikim, kogo nie zna. Zaznajamianie trwa kilak dni, choć jak nie widzi wujka albo dziadka ponad tydzień, to tez nie pójdzie na ręce.
Tymczasem w  czwartek po krótkim chowaniu się za moje kolana, siadła z nianią na dywanie i zaczęły się bawić. W piątek zostawiłam je same, nawet nie zauważyła, że wyszłam. I na spacer razem poszły.

Dzisiaj pierwszy normalny dzień mojej pracy - całe cztery godziny. Jakoś nie rozmyślałam, co się dzieje w domu, jak sobie radzą dziewczyny. Owszem, słyszałam płacz Anusi, wychoząc z domu, ale jakoś ufałam, że nie potrwa długo. Mogłam się skupić na tym, co robię, bez nerwowego zerkania na zegarek, kiedy trzeba będzie wracać do domu. Wróciłam, a niania usypiała Anię na kanapie. Dziecko, które przy każdym zaśnięciu odstawia godzinną szopkę  z płaczem i wyciąganiem rączek.

Może powinnam dłużej ją sprawdzać, wymagać referencji, poddać jakimś ukrytym testom na uczciwość... ale wybrałam sercem. Może nieprofesjonalnie zatrudniłam pierwszego pracownika  w swojej karierze "szefowej". Ale dotychczas miałam szczęście do kobiet o tym imieniu.








Nie znam niefajnej Gośki ;)


Skomentuj, jak zrobiło to już: 3 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-03-09 21:53
Nie samą posypką człowiek żyje
Jaki optymistyczny wstęp, prawda?
Madzia ospę przeszła dość dobrze, wysypana była wszędzie, najgorzej było w uszach i za uszami, na brzuchu i plecach.  Przetestowałyśmy wszelkie środki na ospę - mazaliśmy białym pudrem w płynie, potem fioletowym roztworem wodnym gencjany  ( to Madzia lubiła najbardziej, wręcz życzyła sobie robienia fioletowych kropek). Niezgodnie z wielowiekową tradycją,  zakazującą kąpieli na czas dwóch tygodni, wrażliwa na zapachy oraz kierująca się zdrowym rozsądkiem - że niemyte dwa tygodnie ciało to świetna pożywka dla bakterii, które sobie powchodzą w ranki i zakaża ropnie - kąpałam Madzię codziennie, a to w nadmanganianie potasu, a to w sodzie oczyszczonej...
Wirus odsłonił w Magdzie ludzkie oblicze. Niechodzące do przedszkola dziecko, wstawało zgodnie z naturalnym swoim rytmem, okazało się, że zegar biologiczny ma nastawiony na 8:20, cóż, zwykle każę jej wstawać półtorej godziny wcześniej.
Rozwinęła się też intelektualnie, gdyż  - muszę się pochwalić - ani razu jej nie zbyłam na niekończące się pytania "dlaczego?". Nawet nie mam sił pisać, o co ona pyta... Może kiedyś...

Przebywanie z mamą i Aniulkiem zaowocowało bardzo bliskimi relacjami z najmłodszą siostra i wybuchem instynktów macierzyńskich wobec lalek.
Ale żeby nie było, to nie byłam więźniem we własnym domu, bo babcie się bardzo zmobilizowały i zabierały Anię na spacery lub wysyłały mnie - do fryzjera, na zakupy itp. A w sobotę i niedzielę razem ze zdrowymi córkami wzięłam udział w warsztatach w ramach Wiosny Kobiet.
W sobotę z Anią wsadzoną w chustę potańczyłśmy przy muzyce latynoskiej i nabrałam wielkiej ochoty na zrealizowanie swojego marzenia... Ale jeszcze Ania trochę musi odrosnąć.


W niedzielę z Małgosią dekupażowałyśmy ramki, doniczki i medaliony.

A w szale twórczym machnęłam w domu jeszcze chlebak.

Dzisiaj Madzia już rekonwalescentka odbyła swój pierwszy spacer, w dodatku na biegowym rowerze. Siadła i od razu załapała , o co biega.


A tymczasem Ania odczekała swoje, a wczoraj, równiutko po dwóch tygodniach od wysypu u Madzi, pojawiły się u niej pierwsze ospowe krostki. I tutaj, proszę państwa, wolna amerykanka. Tutaj nie ma że dziecko stoi i cierpliwie pokazuje paluszkiem, gdzie jej zrobić kropkę i jeszcze sobie kolor wybiera. Tutaj potrzeba;
a) chloroformu,
b) walium - dla mnie
c) pudru w płynie najlepiej ze szlaucha pod ciśnieniem, żeby szybko i równomiernie pokryć ciało Ani łagodzącym lekiem... Oczywiście ona zrobi wszystko, żeby to udaremnić - wyrzuca do ubikacji nakrętkę, wsadza rękę w moją napełnioną pudrem dłoń, po czym oblizuje ją - puder miętowy, wiec szczypie, zaczyna płakać, maże sobie oczy, ja to ścieram...
Jest bez pieluchy, bo pupę i kocze ma całe wysypane, więc musi się posikac na podłogę i na mnie przy okazji też. Zaczyna uciekać korzystając  z okazji, że ścieram podłogę, żeby sie nie wywróciła. Po 15 minutach białą, miętową Anię pakuję w piżamę, śpiwór i do łóżeczka. Po kolejnych 10 - śpi...


Powiedzcie mi, który ojciec by to wytrzymał? No?
I jeszcze by się uśmiechał na koniec.




Skomentuj, jak zrobiło to już: 4 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-02-29 21:36
Posypka
Najpierw były siarczyste mrozy. Potem przyszła odwilż. Dziewczyny jedna po drugiej zaczęły zanosić się kaszlem. Na początek poiłam je wodą z miodem i cytrynką, potem syropkami na bazie ziół i składników naturalnych, potem doszły inhalacje. Małgosia nawet chodziła do szkoły, a Madzia do przedszkola. Ale kaszel Magdy w piątek stał się dziwnie świszczący, wiec poszłyśmy do lekarza. Okazało się, że ma zapalenie oskrzeli i dostała antybiotyk.
Wieczorem, rozbierając ja do kąpieli, tata zauważył u Madzi kilka krost na brzuszku i plecach i tarfnie rozpoznał ospę. Był weekend, wiec odłożyliśmy wizytę u lekarza do poniedziałku. tymczasem smarowaliśmy Madzi wszystkie nowe kropki pudrem.
Magda jest najdzielniejszą pacjentką na świecie -
cierpliwie stoi i pozwala się
maziać "paluskiem" albo "patyckiem", czyli wacikeim do uszu, zanurzonym w lekarstwie. Nie ma goraczki,a le też na miejscu nie suiedzi. Nowych krostek juzdziisaj nie było, za to chcąć przyspieszyć ich gojenie, smarujemuy je fioletem gencjany i mamy malowniczą biedroneczkę.
Ma też sporo wyrozumiałości dla tego, że nie wychodzi na dwór ani nie chodzi do przedszkola. Tylko pyta ciągle:
-Kiedy mi się  skońcy ta posypka?

Siostry na razie nie załapały wirusa.



Skomentuj, jak zrobiło to już: 3 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-02-12 23:11
Gadu-gadu - Nadchodzą zmiany?
-Mamo, a gdzie jedziesz tak ładnie ubrana?
-Na rozmowę w sprawie pracy.
-To będziesz pracować?
-No, mam nadzieję, że tak.
-To będę miała nianię?
-Jak się uda, to pomyślę o niani.
-To ja bym chciała, żebyś pracowała.

Niani potrzebuje Małgosia ;)


Skomentuj, jak zrobiło to już: 3 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-02-05 22:42
Laureatka
Z wielką dumą zapisuję pierwszy wielki sukces Małgosi - nagroda główna w XIV Dolnośląskim Konkursie "Tradycją Dyktowane", organizowanego przez nasze Polkowickie Centrum Animacji. Małgosia wykonała anioła z ceramiki oraz kartkę świąteczną malowaną akwarelami.
Nagrodzono kartkę w kategorii wiekowej 6-9 lat.

Prac napłyneło bardzo dużo, więc jest to wielki sukces naszej artystki. Wręczenie nagród miało bardzo uroczystą oprawę, Małgosia całkiem bez tremy odebrała z rąk pani Kierownik PCA nagrodę,

po czym natychmiast razem z Madzią ją obejrzały:

wielki komplet pasteli olejnych, zestaw przyborów do pisania oraz kredki. Wyróżnienia w kategorii wiekowej dorosłych odebrałam także ja za kartkę świąteczną oraz Agnieszka, przyjaciółka rodziny- za anioła.


Można powiedzieć potrójne święto.

Tuż po rozdaniu nagród odbył się wernisaż, na którym Ania kontemplowała dzieła sztuki,

a Madzia- poczęstunek.


Potem Małgosia udzieliła wywiadu dla lokalnej telewzizji

- całkiem swobodnie, bez najmniejszej tremy, a później pozowała do zdjęć przy swoich dziełach.


Na szczęście woda sodowa ani trochę jej nie uderzyła do główki, za to z większym zapałem zabrała się do wykorzystania swoich nowych kredek i farb. Rośnie jej jednak konkurencja, bo już Madzia coraz częściej się dopomina o farby.

Skomentuj, jak zrobiło to już: 8 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-02-03 11:10
Łaaaa!!!
Ledwo toto od ziemi odrosło, a już cwane. Jako osoba obdarzona duża dozą samokrytycyzmy i autoironii powiem,z ę wyssała to z mlekiem matki. Jest bardzo bystrym obserwatorem i uczy się od starszych sióstr. Bunt dwulatka? A po co czekać tak długo? Skoro płacz i pisk to sprawdzony i co najważniejsze - skuteczny! sposób osiągania celu, to trzeba działać.
Zamknął tatuś furtkę na schody? 
Łaaaaa!!!
Schowała mama nożyczki do górnej szuflady? 
Łaaaa!
!!
Zostawiła babcia komórkę na wierzchu? Trzeba ustawienia własne wprowadzić. Wszak towar macany należy już do macanta. Babcia się opamiętała? 
Łaaaa!!!
Madzia to może skakać sobie po łóżku rodziców? Nie może? Madzia robi Łaaaa!!! - o jak, fajnie, można jej pomóc, może lepiej podziała? 
Tak się miło wieczór zapowiadał, a tu wstawili do łóżeczka ze szczebelkami i ani rusz człowiek nie może się wydostać. A w łóżku rodziców miejsca tyle, że zmieści się cała trójka dzieci. Co oni tacy nietowarzyscy?
 Łaaaa!!
Badamy prawo grawitacji ze schodów: łyżeczka spada i robi brzdęk, komórka mamy spada i robi gruch...
Łaaaa!!!
Mama to sobie może pisac na klawiaturze, a ja to już nie? 
Łaaa!!!
Posadziła na kolanka, to ja też coś napiszę.
Małe sprytne paluszki, oderwały osłonki na klawisze.


Inteligentna jest, na pewno się nudzić nie będziemy...



Skomentuj, jak zrobiło to już: 2 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-01-31 22:35
Bale w karnawale
Zdjęciowo będzie, bo tak cudne te dziewczyny nasze, że lepiej milczeć przytomnie i patrzeć - cytując klasyka.

Bal pierwszy - Madzi w przedszkolu
źródło:  www.pm5.polkowice.pl





Co prawda nie bal,ale zabawa i inne przebieranki u Martynki i Patryka



I wyżerka też była -trzeba było najpierw zrobić wedle własnego gustu:



Bal drugi - w bibliotece

Madzia bardzo się cieszyła, czekała, nawet się rozchorowała tuż przed i nie byliśmy pewni, czy pójdzie - a miała nowy strój, królewny Śniezki.

Jednak na balu odwaga ją opusciła i większość czasu siedział na tronie i robiła dobre wrażenie.

Za to Małgosia się wyszalała i na koniec nawet stwierdziła, że za mało było tanców.


Bal trzeci - w szkole Małgosi



A ja jak Kopciuszek - szykuję te piękności i szykuję, a w duchu marzę, żeby i mnie ktoś na taki bal zabrał...


Skomentuj, jak zrobiło to już: 1 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-01-29 22:36
Ferie zimowe-streszczenie
Ferie zimowe dobiegły końca. Dla Małgosi można powiedzieć pierwsze prawdziwe, ale nie do końca, bo co roku w tym czasie i tak w przedszkolu robiliśmy jej przerwę, a z czystego wygodnictwa nie woziliśmy Madzi do przedszkola, bo nikomu się nie chciało tak wcześnie wstawać.
Oprócz tego, że wyspaliśmy się, zapewniliśmy dzieciom trochę atrakcji.

Piątek – 13 stycznia

Dziewczyny wolne miały o jeden dzień dłużej, bo zawieźliśmy je do dziadków już we czwartek przed naszym wyjazdem do Krakowa. W dniu tym Małgosia straciła swój pierwszy mleczny ząbek. Razem z babcią robiły pierogi i rysowały.

Sobota- 14 stycznia
Małgosia pojechał na urodziny do Hani, które były organizowane w kinie. Dzieci oglądały film „Alvin i wiewiórki 3”, potem był tort i animacje, na koniec otrzymały plakaty. Hania najszczerzej uradowana wybranym przez Małgosię prezentem. W czasie, gdy Gosia siedziała  koleżankami w kinie, Madzia wraz z dziadkiem poszła do figlogaju, ale bez starszej siostry to już nie taka fajna zabawa, wiec wyciągnęła dziadka do McDonalda, pod pretekstem wielkiego głodu – na zabawkę ;)
Wieczorem Gosia bardzo płakała do słuchawki, bo tęskniła za nami.

Niedziela – 14 stycznia
Nadal u babci – trwały przygotowania do balu karnawałowego, szycie sukni i wybieranie biżuterii. Spadł śnieg, ale tak mało go było, że dziewczynki nie nacieszyły się ani sankami, ani lepieniem śnieżek.

Poniedziałek – 15 stycznia
Przyjechaliśmy z Krakowa, spędziliśmy dzień jeszcze u babci, ale już razem. Ania nieco zdezorientowana, bo przez kilka dni nauczyła się że nie ma konkurencji do zabawek, więc było dość gwałtownie. Starsze nadrabiały zaległości w pieszczotach „chomiczka’.

Wtorek i środa – 16-17 stycznia
Mama zaszyła się biurze nad bardzo pilną robotą, a dziewczynki odwiedzały drugą babcię, ciocię, jadły pizzę zamówioną z pizzerii, oglądały bajki w TV bez żadnej kontroli, robiły kompletny Misz-masz w swoim pokoju…

Czwartek- 19 stycznia
Rano pomagały mi przygotować tort dla Anulka, lepiły zwierzaczki z masy cukrowej, dmuchały balony. Oczywiście Małgosia przygotowała własnoręczną laurkę dla Anusi. Potem był bal, tańce, zabawy, gry – Gosia dowodziła, a Magda z Bartkiem dzielnie o to przewodnictwo walczyli. Tylko Anulek tak trochę z boku, jakby jej nieco przeszkadzał fakt tak hucznego świętowania jej urodzin.

Piątek- 20 stycznia
Wyjazd do Martyny i Patryka – choć Madzia do końca miała wątpliwości, po co my tam w ogóle jedziemy, ale dość szybko zaaklimatyzowała się, znalazła wspólny język z Patrykiem. A Gosia z Martynką wróżkowały na całego. Nawet nie zdemolowały zbytnio pokoi gospodarzy.

Razem  panią Gosią robiły pizze, choć na odjezdnym Małgosia do bólu szczerze spytała, czy zjemy coś w McDonaldzie. Magda nie zdążyła się wypowiedzieć, bo usnęła, ale znając jej preferencje, zakupiliśmy zestaw i skonsumowała go w domu. Tego dnia śnieg nam zrobił miłą niespodziankę – no, mógłby zaczął padać trochę później, bo żadną miarą ją nie mogłam wyjechać z Bolesławca trochę wcześniej.

Sobota - 21 stycznia

Gosia niepocieszona, że śnieg stopniał przez noc wymarudziła pójście na lodowisko. Magda nie chciała wychodzić wcale. Był też wujek Filip, a potem i drugi wujek, z którymi dziewczyny badały prawa elektrostatyki (przyczepiały balony do sufitu jedynie przy pomocy własnych włosów). Dostaliśmy wiadomość, że Gosia jest laureatką głównej nagrody w wojewódzkim konkursie plastycznym na kartkę świąteczną – rozdanie nagród 3 lutego.


Niedziela - 22 stycznia
Z okazji Dnia babci i Dziadka dziewczynki złożyły życzenia najpierw jednym dziadkom, potem drugim (a nawet dały improwizowany występ, który dziadka Janka wzruszył do łez), a potem jeszcze Małgosia odwiedziła swoją jedyną prababcię.

Poniedziałek- 23 stycznia
Małgosia uczciła moje urodziny zrobieniem mi rano herbatki, co prawda nie do łóżka, ale za to z niewielką  tylko pomocą taty. Byłyśmy na teatrzyku


Foto: Janusz Mróz
http://www.ckmuza.eu/galeria-foto/2012

Foto: Janusz Mróz


„Alicja w krainie wagarów” i na obiedzie w restauracji – to gest taty, który chciał mi w tym szczególnym dniu oszczędzić stania przy garach ;)
Wieczorem relaksowałyśmy się w Aquaparku, gdzie całkiem przypadkowo spotkaliśmy najlepszą przyjaciółkę Małgosi z przedszkola, Julię. Magda chyba się wystraszyła, bo pod koniec nie miała ochoty na kąpiel nawet w najpłytszym zbiorniku.

Wtorek – 24 stycznia
Poszłyśmy na spacer do lasu, szukać śladów dzikich zwierząt. Może trochę na wyrost ta obietnica, bo Madzia z niepokojem oczekiwała tropów żyrafy i lwa.

Udało nam się wytropić psy, ludzi i zające. Na śniegu zostawiły one nie tylko ślady łapek, ale też odchody, które nam ułatwiły identyfikację. Znalazłyśmy też żywicę, opowiedziałam dzieciom, jak powstaje bursztyn, co to jest jemioła i na co chorują drzewa w lesie.

Środa – 25 stycznia
Byłyśmy na spektaklu pt.: „Złota kaczka”, na którym Madzia dosyć mocno się wystraszyła, choć teatr był barwny i z bardzo pięknym przesłaniem.
Foto: Janusz Mróz

Okazało się potem, że Magdę dopadła jakaś infekcja, która wieczorem rozwinęła się do gorączki i płaczu. Na szczęście po lekach spokojnie przespała noc, temperatura spadła i Madzik zbudził się nazajutrz rześki i wyspany.
Małgosia podczas jedzenia pieroga u babci straciła drugiego zęba, jednak postanowiła, że nie odda go wróżce, lecz chce zostawić sobie na pamiątkę, w specjalnym pudełku od pani dentystki.

Czwartek – 26 stycznia
Nigdy bym nie przypuszczała, ze nocleg u babci Irenki, która mieszka na sąsiednim osiedlu może być dla dzieci aż taką atrakcją. Okazało się, że o niczym innym nie marzą, więc odwiozłam je po południu, a one szalały razem Anię. Ja skorzystałam z zapewnionej opieki i po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy umówiłam się z koleżanka na kawę. Wróciłam, aby wycałować Małgosię i Madzię na dobranoc i zabrać Aniulka do domu. Dziewczyny spały z babcią na prawdziwie księżniczkowym łóżku, bo z lusterkiem i światełkiem. Babcia usmażyła im naleśników.

Piątek – 27 stycznia
Bal w bibliotece, na który tak bardzo obie czekały, szykowały się, przygotowywały stroje. Mróz chwycił okropny, wiec bałam się, jak w tych cienkich sukniach szybko je przetransportuję, ale na szczęście bez problemów się obeszło.

Magda mimo wcześniejszego zapału, na balu nie chciała się bawić, tańczyła tylko trochę i to głównie za moją namową. Po prostu siedziała na krzesełku i robiła dobre wrażenie jako księżniczka. Małgosia była w swoim żywiole, nawet wyraziła uwagę, że za mało było tańca.
 
Sobota – 28 stycznia
Zaplanowaliśmy wyjazd do Karpacza, ale był za silny mróz, więc siedzieliśmy w domu, piekąc ciasto, robiąc obiadek, bawiąc się w domu i ogólnie leniuchując…

Niedziela – 29 stycznia

Małgosia dwukrotnie jeździła na zamarzniętym stawie u dziadków, żałując nieodparcie, że nie zabrała z domu łyżew.  Magda ograła nas w „Farmera”.
No i koniec ferii. Tornister spakowany, piżamka dla Madzi wyprasowana czeka w woreczku, dziewczyny grzecznie i bez problemów zasnęły dużo wcześniej niż zwykle.


Skomentuj, jak zrobiło to już: 6 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-01-19 23:03
Pierwsze urodziny Ani
Niektórzy wciąż nie mogą uwierzyć, że to już rok, cały rok... Że tak szybko zleciał.
Niemniej jednak, Ania dziś dokładnie o 5 rano, czyli w godzinę swoich narodzin, odebrała pierwsze życzenia i buziaczki od taty, wstającego do pracy. A zaraz potem dostała słodki, mleczny prezent od mamy.
Tort przygotowałyśmy jej we trzy - dziewczyny pomagały, aż miło: kroiły winogron, mieszały barwnik, lepiły z "plasteliny"- myszkę ulepiła Madzia, kotka, żabkę i króliczka - Małgosia, a ja pandę, pszczółkę i świnkę.

Gości mniej niż zazwyczaj, bo ferie i kuzyni na zimowiskach, dziadek musiał pracować, wujek z ciocia mieli inne palny. Jednak Bartek i dziewczyny zadbali o właściwy poziom decybeli. Tańczyli, śpiewali, bawili się w  "baloniku nasz malutki", czasem nie zauważając plączącej się pod nogami dostojnej jubilatki.

Ania na widok ognia na świeczce wyciągała do niego rączki, więc na próbach dmuchania świeczki się skończyło. Do tortu wsadziła swoje łapki, a kiedy je wyciągnęłam, poprawiła butem...

Spałaszowała za to solidny kawał tortu i pokrzepiona, ruszyła do przyszykowanych przedmiotów, z których chcieliśmy wywróżyć jej przyszłość. Jak jej siostry - wybrała kluczyk.

A potem największą atrakcją było odpakowywanie prezentów i skręcanie  dziadkiem jednego z nich.

Tymczasem wszystkie obecne na imprezie kobiety wzięło na wspominki porodów własnych i snuły naturalistyczne wizje na "uszach" dzieci i jednej ciężarnej...

A ja patrząc na zdjęcia sprzed roku nie mogę uwierzyć, jak bardzo moja szarooka czarnula się zmieniła.

Wszystkiego najlepszego, córeńko, bądź zawsze szczęśliwa i pogodna.




Skomentuj, jak zrobiło to już: 9 osób(Komentarze)



Zapisane 2012-01-17 22:57
Anioł w Krakowie
Dwie okazje, dwie rocznice - nasze 10 lat od pierwszej randki ;) i Ani 1. rok na tym świecie. Zrobiliśmy sobie i jej prezent w postaci weekendu w Krakowie, miejscu bardzo dla nas ważnym. Starsze dziewczynki zostały u dziadków, a Ania - jako silnie związana emocjonalnie z piersią mamy -czego absolutnie nie zamierzamy zmieniać - pojechała z nami.

Podróż zniosła bardzo dzielnie, wytrzymała aż do Śląska, gdzie po śniadaniu w McDonaldzie wywinęła malowniczego orła na śliskiej posadzce, rozpłakała się i nie dała uspokoić aż w samochodzie, po czym zasnęła i zbudziła dopiero w hotelu. Tam od razu w recepcji wpakowała się z butami na stylową kanapę i do pana recepcjonisty powiedziała "tata" (nie żeby był podobny).

Popołudnie zaczęliśmy do wpakowania Ani do wózka i udaniu się na piechotę do Rynku, gdzie bardzo chcieliśmy zwiedzić podziemia.

Ania miała ten sam zamiar, choć niekoniecznie w tym samym zamyśle - miała już dość siedzenia w wózku i po muzeum trzeba ja było trochę nosić, a trochę puszczać na własne nóżki.

Atrakcji co nie miara, dziecko obznajomione z ekranami dotykowymi czuło się jak w swoim żywiole.
Na nas wielkie wrażenie wywarły żywe wykopaliska, fakt, że możemy postawić nogę czy oponę na oryginalnym średniowiecznym bruku!

Po strawie duchowej udaliśmy się ku miejscu, gdzie należało zapewnić sobie strawę bardziej doczesną. Ania kulturalnie siedziała w wysokim krzesełku, samodzielnie karmiła się bułką, potem żądała kawałków jedzenia z mojego talerza, a jak już się najadła, to  tylko ściągała obrus i co się dało w dół, pod krzesło. Trochę nam wstyd było za chlewik, jaki został pod stolikiem. Ale przynajmniej nie zakłócała ciszy posiłku nam i innym klientom restauracji.
Wieczorem przy dość dużym mrozie wracaliśmy pod oświetlonym Wawelem, którego strzeże anioł identyczny jak ten, którego codziennie mijamy na naszym rondzie.

Zmęczeni tymi wrażeniami liczyliśmy na szybkie zaśnięcie Aniołka. A tymczasem dziecko z zamiłowaniem zajęło się zapalaniem i gaszeniem światełek w kinkietach and łóżkiem. Niestrudzenie. Albo walczyła z tatą o pilot do telewizora i przełączała kanały bądź wchodziła w menu ustawień... poddaliśmy się. Zmęczyła się i usnęła dokładnie wtedy, kiedy sama tego chciała.

Sobotni poranek powitał nas wielkimi zaspami śnieżnymi. Znów zapakowaną szczelnie w kombinezon i ocieplany śpiwór Anię pchaliśmy w wózku po śniegu  na Kazimierz.

Dziecko zasnęło bardzo szybko i nic nie pamięta ze zwiedzania części żydowskiej.
Wstąpiliśmy na kawę przy Okrąglaku, gdzie Anię dobudziliśmy - knajpka bardzo jej się spodobała,

nie chciała wychodzić na dalsze zwiedzanie - ale ruszyliśmy w stronę Skałki i dalej Wawelu. Śnieg sypał na potęgę, otulając puchową pierzynką drogi, drzewa, potęgując niezwykłe jak na Kraków wrażenie ciszy- przypominał nam się jeden wyjazd, kiedy pod moim sercem zakiełkowała Małgosia - identycznie Kraków tonął w zaspach.

Smok Wawelski nie zrobił na Aniulku żadnego wrażenia, może dlatego, że nie zionął ogniem - akurat skończył, jak podchodziliśmy i potem już nie ponowił pokazu pirotechnicznego.

Zabraliśmy więc małą na Wawel, tłumacząc jej, czym jest to miejsce. Naprawdę, widać było jej skupienie, na pewno wszystko zrozumiała i  zapamiętała.

Z licznych atrakcji do zwiedzania wybraliśmy jedynie katedrę, fundując Aneczce przejażdżkę wózkiem i wspinaczkę w ramionach taty na wieżę z Dzwonem Zygmunta. A co, niech też ma szansę pomyśleć marzenie - niestety, nie chciała zdradzić, jakie.

Znów spacer w kierunku hotelu wykorzystała na drzemkę, a myśmy się zastanawiali, do której będzie rządzić wieczorem, skoro się tyle wyśpi w dzień. Nie zbudziła się nawet przeniesiona do pokoju i położona na łóżku.

Wzmocniwszy się posiłkiem postanowiliśmy tym razem podjechać samochodem do Muzeum Czartoryskich. Niestety, dama z gronostajem wyjechała do Londynu, a muzeum zamknięto na ten czas, więc tylko pospacerowaliśmy po Sukiennicach i Rynku, zmarzliśmy okropnie i wróciliśmy do samochodu.
Dalsza część wieczoru nie była już tak kulturalna, bo udaliśmy się do IKEA, gdzie Ania świetnie się bawiła.
Oczywiście po powrocie zaczęła szaleć na łóżku, na podłodze, a jakiekolwiek próby negocjacji udania się na spoczynek kończyły się okropnym płaczem i próbami przekupstwa z naszej strony. ostatecznie ułożyliśmy ją w wózku, gdzie odruchowo zamknęła oczy i usnęła - nigdy nie usypialiśmy żadnego z dzieci w wózku w domu!

Niedziela była ostatnim naszym dniem pobytu w Krakowie, po spakowaniu sie i opuszczeniu hotelu ruszyliśmy do Tyńca, na mszę z udziałem benedyktynów. Było bardzo pięknie, wrażenia duchowe na najwyższym poziomie. Ania wyjęta z wózka bardzo cichutko dreptała przy mojej nodze, gdy nagle wywróciła sie na posadzce i poleciała na twarz - niczym nie hamując przed upadkiem. Wynieśliśmy ja na zewnątrz, robiąc okłady ze śniegu na czole, kołysząc i uciszając na zmianę - niestety, nie było sposobu i trzeba było opuścić kościół i na śnieżycy usypiać Anię.

Musieliśmy więc zrezygnować ze zwiedzania opactwa i wsiedliśmy do samochodu z zamiarem dalszej drogi - niestety, Ania się obudziła przy przekładaniu i nie zasnęła ponownie aż do samego Tarnowa, gdzie odwiedziliśmy ciocię Kasię, wujka Piotrka i Grzesia.
Dzieci przypadły sobie do gustu, nie walczyły ze sobą o zabawki, choć Grześ bronił dzielnie terytorium, zwłaszcza tego w ramionach mamy ;)



Późną nocą wracaliśmy do domu, Ania znów zaskoczyła nas kondycją w niespaniu. Dzielna jest nasza podróżniczka, bardzo dobrze się spisała.







Skomentuj, jak zrobiło to już: 7 osób(Komentarze)






Tu można poczytać, co było, minęło: Archiwum:
2012 Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2011 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2010 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2009 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2008 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2007 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2006 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty

  A my już nie liczymy gości...

 

- Adam z KP

- Adaś

- Ania

- Bartek i Mateuszek

- bardzo dzielny chłopczyk - Borysek

spod zamku - Filip

Grześ vel - Griszka

- Jasiek i Zosia

- Julia

- Karolina i Natalia

- Krzyś i Bartek

walczy o oddech - Laura

- Leonek

- Łukasz i Michał

wariatkowo - Marta, Krzyś i Szymek

- Martyna i Patryk

Potwory bez spółki - Miko i Adam

- Ola i Jacuś

- Olaf i Kuba

moja pierwsza miłość - Oskar :)

- Patryk i Izabelka (i ich starsze siostry)

Ośla łączka - Paweł i Maciuś

- Przedszkolaki z Lublina

Sałatkowe siostry - Sylwia i Sara

- Szymek, Jula i Ola

- Wisienka-Milenka

- Zofik

- Zosia i Jaś

-ulotne chwile - Zuzia i Maja



 
  2010-07-07
Jeżdżę na rowerze na dwóch kołach

2009-06-06
Pierwsze wczasy za granicą -w Chorwacji

2009-04-19
Madzia przyjmuje Chrzest św.

2009-02-24
Madzia się głośno śmieje do mnie

2009-02-05
Mam kolczyki w uszach!

2008-11-29
Zostałam starszą siostrą Magdalenki

2008-09-06
Nauczyłam się jeździć na "dużym" rowerku z małymi kółkami!

2008-08-25
Jestem sobie przedszkolaczek!

2008-03-21
Pieluchy używam już tylko w nocy.

2008-02-11
Przeprowadzka z łóżeczka do "dorosłego" łóżka

2007-12-29
I nocnik też, i nocnik też przyjacielem Margolci jest!

2007-09-03
Rozpoczęta edukacja żłobkowa

2007-06-19
Pożegnanie z cycusiem :(

2007-05-05
Zlot Smyków w Złotym Potoku

2007-04-28
Ślub kościelny rodziców i mój chrzest

2007-04-13
Skończyłam 1,5 roczku i wymawiam swoje imię jako DUSIA

2007-03-31
Zobaczyłam pierwszy raz swój cień!

2007-03-11
"Recytuję" wierszyk "Miauczy kotek, miau" - z odpowiednią intonacją, rozpoznawalne jest jedynie ostatnie słowo z wersu :). W ten sam sposób "czytam" książeczki.

2006-12-26
Mam już pięć zębów.

2006-12-23
Zamieszkaliśmy we własnym domku !!!

2006-11-17
Pierwszy wieczór bez rodziców - babcia mnie nakarmiła i uśpiła! A rodzice operetki słuchali ;)

2006-10-20
Zaczęłam naprawdę chodzić!

2006-10-08
Jedynki w komplecie :)

2006-10-07
Pierwsza wizyta w teatrze

2006-10-05
Trzeci ząbek (górna prawa jedynka)

2006-08-30
Chodzę trzymana za jedną rączkę - dziwne uczucie, bo bradzo chcę się czegoś złapać

2006-08-04
Drugi ząbek -dolna lewa jedyneczka

2006-08-02
Sama stoję, ale jeszcze się boję!

2006-07-14
Pierwszy ząbek!

2006-07-12
Płynnie przechodzę z czterech kończyn na dwie i odwrotnie (czyli raczkuję i chodze przy meblach)

2006-07-05
Samodzielnie siadam z leżenia

2006-06-30
Bez problemu wstaję,trzymając się mebli, uchwytów w kojcu albo szczebelek łóżeczka

2006-06-17
Samodzielnie zeszłam z kanapy i stanęłam przy niej

2006-06-05
Stoję sama przytrzymując się uchwytów w kojcu

2006-06-02
Moje pierwsze wczasy nad morzem

2006-05-02
Mój pierwszy wypad w góry i zdobycie Chojnika!

2006-04-17
Zjadłam pół jabłuszka

2006-04-13
Skończyłam pół roczku - zaczęłam jeść kaszkę ryżową

2006-03-26
Siedzę i się nie przewracam ( nie od razu, w każdym razie)

2006-03-21
Robię "kosi-kosi" i "pa-pa"

2006-03-15
Samodzielnie wsadziłam do buzi lewą nóżkę

2006-03-10
Pierwszy raz pływałam w basenie

2006-03-05
Samodzielnie przewróciłam się z brzuszka na plecy - dwa razy

2006-02-19
Przespałam całą noc

2006-01-20
Potrafię się głośno śmiać

2005-11-13
Pierwszy uśmiech do rodziców :-)

2005-11-09
Odpadł mi kikut pępowiny, ostatnia pamiątka po połączeniu z mamusią

2005-10-13
Przyszłam na świat w czwartek o godz. 10.50


 
 
  2009-06-21
Mruczanka-śpiewanka: "Aaa, wypadły zęby dwa"

2009-01-18
Dziadku Janku, chodź do banku

2008-11-29
Na ununastej" - jedyna odpowiedź na każde pytanie zaczynające sie od "Kiedy...?"

2008-10-30
Biedronka -po raz pierwszy wymówiłam tę trudną głoskę "R"

2008-09-24
Nice to see you- pierwsze zdanie wypowiedziane po angielsku (po trzech tygodniach nauki w przedszkolu!

2008-09-08
grzyby wiaderne = grzyby uzbierane do widaetrka

2008-09-05
Ale jestem laska!

2008-06-24
Skundek -słowo o nieznanym znaczeniu

2008-04-23
Mamo, gdzie masz trąbę?

2008-03-12
Krowa ZAMUMIŁA

2008-03-01
Do lalki, kładąc ją koło mnie (mamy): Połóż się, Maciusiu, koło babci

2008-02-16
Idealnie! - po przetarciu lustra w szafie

2008-01-06
cieputek= keczupek

2007-10-24
Daj mi cycusia na ulodzinki.

2007-09-10
Bomonicy Bob Budowniczy

2007-08-07
Małdosia

2007-06-30
Zaczynam mówić zdaniami!

2007-06-25
Tata śpi po nocce. Małgosia czule na jego widok "Malutki tatuś"

2007-06-15
Pierwsze zdania Kotek idzie spać. Tatuś kosi trawę.

2007-06-14
super!

2007-05-24
Kubiś Patek = Kubuś Puchatek

2007-05-17
abus= autobus albo ciężarówka

2007-05-15
kocham do mamusi

2007-05-06
dziuła =dziura

2007-05-01
mjutka=mrówka

2007-04-22
husiatka = huśtawka

2007-03-16
bu=
Bóg ciapcia=czapka, czasami kapcie niam=miau(odgłos kotka) au=hau (odgłos pieska) cyca, babcia,

2007-03-05
Buła=wujek Kuba :)

2007-01-21
gę-gę=dzyń, dzyń (naśladuję głos dzwonka, ale też łańcuszka, wisiorka, kolczyków itp.) niam=kiedy coś jest smaczne

2007-01-07
pam= pan, be=owca, bu= krowa,babcia,dududu=tu

2006-12-11
petek=piesek :)

2006-12-08
papat =popatrz oto =oko oć tu = chodź tu

2006-09-17
apa, apa=hopa, hopa (przy podskakiwaniu albo podrzucaniu do góry), ale też na piłkę, konia, kółko;ogólnie: wsystko, co skacze

2006-09-12
"mapa"= lampa

2006-08-15
ata - na wszystkie zabawki oraz na własne odbicie w lustrze :-)

2006-06-26
baba - na Sabę, suczkę dziadków

2006-06-21
"adzia" - na królika i pieska (na rózne zwierzątka)

2006-05-29
"tata pa-pa"

2006-05-15
Wreszcie MAMA !

2006-05-04
Nie, nowe sylaby: lala, jaja, jeje

2006-04-23
TATA

2006-04-16
Bardzo dużo nowych "wyrazów", kombinacje różnych sylab, nie mają one sensu, ale są urocze! jade, dada, bege, baje, daga itp

2006-04-11
dziadzia

2006-04-10
Mama zbyt długo siedziała w łazience, dlatego po jej powrocie domagałam się "NIANI"

2006-03-17
ebe (było kiedyś takie piwo), aba, baba, ewu

2006-03-05
"HE"(głośny śmiech)

2006-02-26
eja, ajo, ne, ny