« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

 

                                                                              





free glitter text and family website at FamilyLobby.com  
free glitter text and family website at FamilyLobby.com
 Relaksik
free glitter text and family website at FamilyLobby.com

 



 
                                                                                                                 
   Moją stronę odwiedziło 22086 gości.
 


 
Dzień Babci i Dziadka ;-)   2012-01-23 11:34:00

W niedzielę pojechałyśmy do babci – raz że daaaawno tam nie byłyśmy a dwa - babcia, a Ani prababcia obchodziła swoje święto.

Przyznam szczerze, że naszykowałam laurkę od Ani, lecz gdy w piątek poszłam po nią do żłobka, to okazało się, że tam dzieci również robiły laurki, więc tą przyszykowaną przeze mnie odstawiłam na bok. Ta żłobkowa była super, Ania sama przyklejała cudeńka na laurkę i aż nabrałam ochoty na robienie kolejnych ;-) hehehe

Postanowiłam, że tą złobkową damy przyszywanym dziadkom Ani – czyli sąsiadom z na przeciwka ;-) zwłaszcza, że w środku był napis dla babci i dziadka więc bardziej pasowało, a prababci Zosi zrobimy same laurkę ;-)

Tak wyglądała laurka zrobiona przez Anię w żłobku, którą w sobotę Ania zaniosła do babci i dziadka.

    




A tak wyglądały przygotowania i efekty laurki zrobionej przez nas. Ja oczywiście wypisałam i przykleiłam kokardkę ;-) hehehe oraz narysowałam serduszko lakierem do paznokci ;-) hihihihi a Ania naklejała kwiatuszki i kółeczka w środku na laurce i odbiła swoje cudne, małe rączki ;-)

 




Pojechałyśmy do babci, niestety pogoda nam nie dopisywała, padało i była chlapa, pogoda, której ja nie znoszę, Ania siedziała w wózku więc było okej, poza tym, że nieco padało na nią, bo przyznam szczerze, że nie chciało mi się już zakładać folii, w końcu musi się oswoić z opadami deszczu czy śniegu nie ;-) hehehe

Wchodzimy do babci i na początku Ania jak zwykle zawstydzona, jeśli chodzi o wręczanie prezentów, chciałam by powiedziała babci Sto lat, bo w domu ładnie to śpiewa tą piosenkę, ale nie chciała. Buziaka oczywiście dała i laurkę wręczyła, ja natomiast podałam słodkości, bo tego Ania też nie chciała dać ;-)

   

Później zaczęły się zabawy z babcią. Ja oczywiście chciałam ją położyć spać, by wieczorkiem nie było problemu, gdyż moja gwiazda wstaje o 6 rano, ale Ani nie w głowie było kładzenie się na drzemkę ;-)

Więc ją zostawiłam i mówię skoro tak, to trudno, ale w drodze powrotnej nie pozwolę ci spać ;-)

Mówię do niej, najlepiej to połóż się z babcią a ja pozmywam, więc Ani nie trzeba powtarzać, podeszła co babci, wzięła ją za rękę i mówi: . Poszły do pokoju, ja zostałam w kuchni, pozmywałam, ogarnęłam i idę do pokoju a tam szaleństwa, łóżkowe szaleństwa. Babcia leży a Ania wariuje. A to przykrywa babcię, kładzie się sama i spada z łóżka – oczywiście zabawa, zawija się w koc, spada i się śmieje. Różne sposoby upadania miała ;-) a się cieszyła, a się bawiła, no super, szkoda, że nie miałam aparatu. Oczywiście ze spania nici.

 

Później przyjechał wujo Piotrek z ciocią Pauliną i zaczęli szykować „przekąskę” ;-) hehehe. Za niedługo przyszła jeszcze ciocia Aneta i wujo Kamil z ciocią Asią. I tak zasiedli wnuki i prawnuczka z babcia przy stole ;-) hehehe. Ania oczywiście swoje miejsce też miała a najwięcej to zjadała te małe cukiereczki J tylko było AM, AM.

 

Czas powrotu. Pogoda oczywiście marna. Wujo Piotrek ubrał Anię i poszłyśmy. Ania oczywiście w drodze na przystanek usnęła, nie dało rady ją obudzić, bo od razu się denerwowała, trudno, w końcu nie spała cały dzień. Jednak zanim doszłyśmy do domu, to Ania obudziła się sama. Ucieszyłam sie, ale patrzę, a Ania jednak nie dospała.
Pytam się: Zmęczona jesteś?

A Ania odpowiada: Tak

Ja: To co, pójdziemy do domku, ubierzemy się w piżamkę i pójdziesz spać?

Ania: Nie.

Ja: To obejrzysz bajeczki i pójdziesz spać?

Ania: Tak.

Ja: No to dobrze.

I rzeczywiście, zrobiłam jej jeszcze 3 kanapki z twarożkiem, zjadła je – w końcu po takich słodkościach należało zjeść coś normalnego ;-) hehehe

Przebrałam ją w piżamkę, umyłam ząbki, ona oczywiście też chciała sama myć, więc później sama szczotkowała swoje perełki, położyła się i oglądała bajeczki, których oczywiście było za mało. Trochę potrwało i usnęła w miarę ładnie bo ok. 20.40.

 

Tak więc dzień babci i dziadka minął, jednak chcę wspomnieć, iż pamiętamy – może bardziej ja niż Ania, o tym, że w niebie jest babcia Krysia i dziadzio Wiesio.

Pamiętamy i im również życzenia składamy:


 

Nieraz gdy sen skrzydła unosił,
To was  widziałam Babuniu, Dziaduniu,
jak swymi delikatnym dłońmi,
w śnie okrywacie mnie kołderką...
I codziennie widzę stale,
jak troszczycie się mną wytrwale,
więc ode mnie przyjmijcie w wdzięczności,
zapewnienie mej wielkiej miłości.


Szkoda, że nie ma ich już z nami, bardzo żałuję jednak wierzę, że są przy nas, i czuwają nad nami, to nasze kochane Anioły.


Komentarze   0





 

 







 
Ani weekend poza domem - bez mamusi ;-) hehehe   2012-01-16 11:12:00

Jak widać w temacie, ciocia Agata przyjechała po Anię w piątek i zostałam sama.

Jednak już parę dni wcześniej mówiłam jej, że jedzie do cioci Agaty i Filipka, że jedzie sama, autem i wiedziała o czym mówię.

Cieszyła się i chyba nie mogła się doczekać ;-)

Jak już wychodzili i ubierałam Anię, to ona mówi do mnie, część po swojemu część po naszemu ;-) hehehe, że jedzie autem, sama, mama nie.

A ja szok, sama? Taaak, więc dalej ciągnę temat i komentuję z nią ten fakt, na co ciocia Agata mówi, bym przestała, bo zaraz jej się odwidzi i nie będzie chciała jechać. No cosik może w tym było, ale zaraz jej powiedziałam, że jak tylko wyjdą to pomacham jej przez okno. I tak też było.

Ania pojechała, a ja zostałam sama. Jednak jak oglądałam telewizję wieczorem, łapałam się na tym, że na reklamach chciałam ściszać telewizor, by nie obudzić Ani ;-) hehehe. Nie ma to jak przyzwyczajenie co?

Nie mogę jeszcze podać szczegółów pobytu Ani u cioci, gdyż relacja jeszcze nie została mi zdana ;-) hehehe, ale parę rzeczy mogę przytoczyć.

Wiem np., że Ania nie piła tam mleka – widziała jak Filipek na śniadanie i kolację je kanapki i Ania jadła razem z nim.

Jedna z zabawniejszych sytuacji to taka, że Ania w nocy zawołała siusiu, więc ciocia wzięła ją, zdjęła jej pajaca i posadziła na toalecie, szkoda tylko że w pampersie – hehehe, niezła ciotka co? Hahahaha, na samo wyobrażenie o tym śmieje się sama do siebie ;-) hehehe.

Drugą sytuacją było, jak podczas obiadu, Ania oczywiście dużo zjadła bo głodna była bardzo, a wcześniej nic nie chciała jeść, najadła się,  po czym położyła rękę na stół – na łokciu, podparła się i usnęła ;-) niezła z niej agentka co?

No to w sumie wiem tyle o jej pobycie poza domem. Reszty dowiem się jak spotkam się z ciocią na ploteczki i mam nadzieję, że do tej pory będę mieć już jakieś zdjęcia ;-)

A ja – no cóż, stęskniłam się za moją perełką, nie mogłam się doczekać kiedy w końcu wróci, wpadniemy sobie w objęcia i ją wycałuję.

Nie chciałam jej wypuścić z rąk i powiem wam kochani, że nie wyobrażam sobie życia bez niej. Na weekend ją dać do cioci – owszem, mogę, ale bym miała wrócić do stanu bezdzietnego – w życiu!

Ania jest moim życiem, moim skarbem, moim motorkiem napędowym, to dla niej żyję i chcę by to trwało i trwało. Kocham ją z całego serca.


Komentarze   1





 

 







 
Ania i jej pierwsza poważna sesja zdjęciowa do katalogu.   2012-01-11 13:58:00

Chorowania ciąg dalszy. Otóż jak wspominałam wcześniej, wojowałyśmy z Anią z jej kaszlem, jednak w zeszłym tygodniu Ania zaczęła mi gorączkować i trwało to prawie tydzień. Oczywiście poszłyśmy do lekarza i co – wszystko dobrze, brak zacieków ropnych itp. Jedynie co, to gardło jest czerwone i pani doktor nie śpieszyłaby się z antybiotykiem. Powiedziała, że gdy gorączka utrzyma się do pięciu dni to wtedy dopiero podać antybiotyk. Powiem wam, że mnie również nie śpieszyło się by dawać jej ten Zinnat, dlatego odwlekałam to jak nie wiem. Rano mówię do Ani, że wstrzymamy się do wieczora, wieczorem, że do rana i tak kilka dni, i rzeczywiście, udało się, przeczekałyśmy i antybiotyk nie był potrzebny ;-) hhhuurrraaaa. Jak to pani doktor powiedziała na kontroli, że czasem warto poczekać, jednak na zwolnieniu i tak jesteśmy do środy. Na kontroli również pani doktor nie omieszkała kilkakrotnie wspomnieć jaka to Ania jest wspaniała, cudna i … że z chęcią niejedna osoba chciała by zabrać Anię – jednak mamusia powiedziała, że w życiu nie pozwoli nikomu na to ;-) w końcu to córunia mamusi ;-) hehehe.
Kaszelek ma nadal i czasem kichnie, ale mam nadzieję, że to już końcówka i w końcu będzie spokój i nie będziemy brały stosów syropów. Bądźmy dobrej myśli.

Chcę wspomnieć jeszcze o tym, iż Ania poza tym, że coraz więcej mówi i powtarza, jest przesłodka, jak chce bym się z nią bawiła, to podchodzi do mnie, obejmuje za szyję i mówi OĆ, OĆ lub po prostu woła ;-) ostatnio najwięcej czasu spędzamy nad puzzlami, kuchnią i książeczkami. Jedak jest jeszcze coś, czym Ania się bawi. Ostatnimi czasy często chodzi spać – do kołyski ;-) hehehe, nieważne, że ledwo się tam mieści, ale ona idzie PAĆ. Zresztą zobaczcie sami jaka z niej dziecina ;-)




Wczoraj 10-01-2012 Ania ukończyła 2 latka i 3 miesiące i tegoż dnia Ania miała swoją pierwszą, profesjonalną sesję zdjęciową dziecięcej kolekcji czapeczek. Moja kruszyna zabłyśnie w katalogu pewnej firmy – aacchhhh, dumna mama. Oczywiście jak tylko dostaniemy katalog, to nie omieszkam się nim zaraz pochwalić ;-) hehehe. Moja gwiazda spodobała się tam ciociom a mamusia pękała z dumy.
Nie wiedzieć czemu, nie pomyślałam by wziąć aparat i uwiecznić tą chwilę, w której to Ania zarobiła swoje pierwsze pieniążki – pewnie dlatego, że tam robili jej zdjęcia ;-) hehehe
Jedak mogłam wziąć i uwiecznić ją, kiedy to pierwszy raz była malowana – eeehh, i to w takim wieku ;-) hehehe, ale ładnie dała się umalować, leciutko tylko, usteczka też ładnie za przykładem mamusi też ładnie dała umalować ;D eeehhh, gwiazda moja kochana.
W ogóle nieco obawiałam się tej sesji, nie wiedziałam jak da sobie radę i w ogóle, ale było dobrze. Zresztą zanim dojechałyśmy tam z ciocią Agatą i Filipkiem – bo on również brał udział w zdjęciach, był już tam Kacperek z ciocią Kasią i wujem Pawłem, który już pozował do zdjęć i również dobrze mu szło, gdzie on czasami daje wrażenie baaaardzo nieśmiałego chłopczyka, chyba że to tylko wtedy kiedy my się razem widzimy ;-) hehehe. Mama postarała się o kilku znajomych, którzy również się tam dostali
Więc gdy Kacperek tam pozował, to Ania mu się przyglądała i zaznajamiała z sytuacją. Później do sesji pozował Filipek. O dziwo był grzeczny ;-) hehehe, gdzie na co dzień to baaardzo ruchliwe dziecko, nie do zatrzymania w miejscu ;-) hehehe. Ania robiła podchody i stawała już obok Fifka. Najlepsze było, jak nie mogliśmy doprowadzić Fifka do ładnego uśmiechu, i panie spytały, czy mamy jakieś zabawki, na co wyjęłam Ani autko, takie samonapędowe czy jak to się tam zwie ;-) hehehe, bynajmniej puściłam autko w stronę Filipa a ten jak się uśmiechnął to aż wszyscy się zaczęli śmiać. Naprawdę ten widok był powalający. Później przyszedł czas na Anię. I grzecznie pozowała i oczywiście miała swoje chimerki – w końcu mała i nieco jej się też już nudziło, zresztą miała swoje pozy i najchętniej to pozowałaby leżąc na mnie ;-) hehehe, ale było naprawdę super. Zdjęcia jak obiecałam pokaże wam już pod koniec lutego najpóźniej.



Komentarze   6





 

 







 
Świątecznie, noworocznie i wszystkiego po trochu ;-) hehehe   2012-01-02 9:43:00

Tradycyjnie witam z zaległościami ;-) hehehehe

Zacznę jednak od początku by zachować porządek chronologiczny ;-) hehehe

Notka będzie dosyć długa więc może zasiądźcie wygodnie z kubkiem herbatki i miłego czytania życzę ;-)

 

I tak pewnej soboty 10 grudnia, odwiedziła nas ciocia Agata z Filipkiem, mieliśmy jechać z dziećmi na salę zabaw niedaleko nas, jednak za późno się wybraliśmy i okazało się, iż jest tam impreza zamknięta i nie zdążymy się nabawić, więc pojechałyśmy na taką dużą salę zabaw – w końcu obiecało się dzieciom ;-) hehehe. Ania bardzo ładnie bawiła się z Filipkiem, teraz to nawet Filip lubi do nas przyjeżdżać, gdyż ma już kontakt z Anią, razem się bawią i w ogóle, a tak, jak Ania była młodsza, to ani się z nią nie pobawił, ani nic, więc nie chciał zbytnio do nas przyjeżdżać ;-) hehehe, ale w końcu nastały czasy, kiedy matki siedzą i plotkują a dzieci same ze sobą się bawią ;-) hehehe.

Nie wiem jednak czym to jest spowodowane, że będąc na takiej Sali, dzieci zamiast bawić się czymś, czego nie mają na co dzień, to tak jakoś mało aktywnie udzielały się na sali. Najlepszą zabawą było zamknięcie się w zamku z dużą ilością przeróżnych poduch i przykrywanie się nimi ;-)

Zresztą w domu zanim pojechaliśmy na salę, bawili się tak samo, co widać na załączonym obrazku ;-) hehehe




Później jednak się rozbrykali i pohasali sobie ;-)

 
 

Zbliżając się do Świąt – 16 grudnia w piątek, u Ani w żłobku odbyła się impreza świąteczna.

Koniecznie chciałam pojechać wcześniej, ale wszystko mnie się zbiegło, że nie dałam rady i można powiedzieć, że byłam punktualnie ;-)

Ważne jednak, że dotarłam ;-)

Wchodzę, szukam wzrokiem mojej ukochanej córuni. Nie było zbyt łatwo, gdyż część rodziców już była i już zasiadali na niewielkich krzesełkach dzieci ;-) hehehe.

Widzę jednak, jak pani mówi do Ani, że już jestem i idzie. Popłakała się bidulka, wzięłam ją, przytuliłam i mówię, że już jestem, by nie płakała, bo jej w życiu nie zostawię i przytulam ją mocniutko. Muszę się jednak przyznać, że jak już się Ania uspokoiła, to ja zaczęłam ;-) nie płakać, choć baaaardzo się wzruszyłam. Powstrzymywałam się od płaczu, dmuchałam sobie w oczka, brałam głębokie oddechy ;-) i to po to, by się nie popłakać. Ciężko było, ale w końcu byłam na uroczystości i to pierwszej uroczystości mojej kruszynki ukochanej. Zresztą ja to taka jestem, szybko się wzruszam.

Ania jednak zaczęła wołać, że chce już iść. Przekonałam ją by jednak nieco posiedziała jeszcze.

Za niedługo wszedł Mikołaj na salę i dzieci jednym chórem zaczęły płakać. Nie wszystkie, ale większość. Mikołaj jednak swoje robił ;-) a dzieci po chwili przestały płakać i zaczęła się zabawa ;-) Opowiedział on historię i zaprosił na salę swojego przyjaciela magika. Było parę sztuczek – z których zapewne dorośli wynieśli więcej niż dzieci ;-) hehehe, jednak dzieciom najbardziej podobały się pieski, które robił magik z tych długich cienkich baloników ;-) hehehe.




Muszę powiedzieć, że nawet moja Aneczka odważyła się i wyszła na środek, gdyż chciała takiego pieska. Za nią wyszła jeszcze jedna dziewczynka i chłopczyk. Jednak magik nie okazał się jakiś fajny, gdyż nie obdarował dzieci balonikami. Nie spodobało mi się to przyznam szczerze, bo co taki balonik kosztuje, zwłaszcza, że przecież na pewno dostali dolę za występ. Pytał się dzieci, kto pomoże mu czarować, ale dzieciaczki małe jeszcze, nie wiedziały, że należy podnieść rękę, i pan wybrał chłopca a dziewczyny odprawił bez balonika. Przykre trochę, bo dziecko się odważyło, wyszło na środek do obcego człowieka a nie dostało nagrody.



Też się obwiniałam nieco, że mogłam wołać do Ani by podniosła rękę, no ale już, na drugi raz będzie już lepiej – przynajmniej mamy taką nadzieję ;-) hehehehe. Ale widać, że zawiedziona jest nieco prawda?

Później była mała potańcówka, zabawy i na koniec wręczenie prezentów od Mikołaja.

Ania dostała laleczkę.








Nie omieszkałam jeszcze zrobić Ani zdjęcia z jedną z pań z pierwszej grupy – przyznam szczerze, mojej faworytki. Bardzo polubiłam tą panią i minusem właśnie było to, że po zmianie grupy nie będę się z nią widywać. Naprawdę przesympatyczna, miła i życzliwa. Oto ona razem z Anią ;-)

 

Natomiast w środę 21.XII wzięłam sobie wolne na porządki przedświąteczne ;-) hehehe. Popołudniem przyjeżdżała ciocia Agata z Filipem i miałyśmy iść na salę, jednakże biorąc pod uwagę fakt, iż nie zdążyłam dokończyć porządków, tak ciocia pojechała sama z dziećmi a ja dalej pracowałam w domu ;-)

Dzieci super się bawiły, ciocia zdjęcia porobiła, jednak mam dopiero niewielką ich część gdyż reszta jeszcze nie dotarła ;-)  ciociu czekamy ;-) hehehehe



 


Tego też dnia chciałam ubrać z Anią choinkę, ale nie wyszło. Ubrałyśmy ją natomiast kolejnego dnia. Pierw odwiedziła nas ciocia Kasia z Kacperkiem, później doszła jeszcze ciocia Wiola z Natalką i Adriankiem, nastąpiła wymiana prezentów – oczywiście czekały do rozpakowania do wigilii ;-) 

Dzieci poszalały, nabawiły się i jak już ciocie poszły, to tak raz dwa uporządkowałam co należy i wzięłyśmy się z Aniulką do przyodziania naszej choinki ;-)

 



Ania oczywiście pierwsza chętna do pomocy, wszystko chciała robić, lampki zakładać, wieszać bombki i łańcuchy, no wszystko. Jednak założyłam lampki sama. Nadszedł czas na bombki, pozwoliłam jej wieszać, nawet wiedziała jak ;-) hehehe, a trochę jej pokazałam, na jednej bombce chyba, albo nawet nie zdążyłam, wiedziała, chciałam jej tylko pokazać, jak wziąć ten uchwyt – znaczy się nitkę ;-) hehehe, rozszerzyć by łatwiej było zawiesić, i przy próbach pokazania jej tego i jednoczesnym zrobieniu Ani zdjęcia, potłukła mi się jedna bombka, ale może to na szczęście ;-) hehehe, kto wie, w sumie mogłoby do nas kiedyś zawitać nie?

Dziecina moja powiesiła parę bombek, poprawiłam po niej każdą i umówiłam się z nią, że ona będzie mi podawać bombki a ja będę je wieszać. Więc jak zawsze starałam się zachować jakąś proporcję, symetrię czy coś w tym rodzaju ;-) hehehe, tak teraz szło jak leci, tak jak podawała Ania a ja wieszałam ;-) super, po prostu super. Aż buzia mi się uśmiecha na samo wspomnienie ;-)


 

Choinkę mamy już ubraną i w piątek na wieczór kiedy Ania poszła już spać, ułożyłam prezenty pod nią. Trochę się ich nazbierało, jednak co się dziwić, w końcu dziecko mam już w domu ;-) hehehe. Niech się cieszy gwiazdeczka moja kochana.



Jeeejjj, jak ja ją kocham. I nie mogę sobie wybaczyć, że mam tak mało cierpliwości do niej. Nie to, że cały czas, ale czasami nerwy mi puszczają i w pewnym rodzaju wyżywam się na mojej perełce ;-(

W piątek przyszła ciocia Gosia i wręczyłyśmy Ani wspólny prezent ode mnie, cioci Gosi właśnie, cioci Wioli z rodzinką i cioci Agaty z rodzinką. zakupiłyśmy jej kuchnię, niech kucharzy gwiazdeczka moja. Podczas rozpakowywania stwierdziłam, że może lepiej by było, gdybyśmy złożyły tą kuchnię wcześniej i by dostała już złożoną, może cieszyłaby się bardziej – teraz też się cieszyła, ale tak to wiecie, od razu by się bawiła, a tu pierw należało złożyć ;-) jednak tuż po złożeniu od razu wzięła się za gotowanie ;-) hehehe, kochana moja.

 



 
 

Później jeszcze dojechała ciocia Agata z Filipkiem i wujem Wojtkiem. Posiedzieliśmy trochę, dzieci się pobawiły, połamaliśmy się opłatkiem i koniec wizyty.
 

Wigilia.

W sobotę odwiedziła nas ciocia Alicja ;-) przywiozła Ani prezencik. Oczywiście zabawa była i zaczęło się rozpakowywanie prezentów ;-) super, naprawdę prezenty  świetne, a i o mnie Mikołaj pamiętał ;-) hehehehe, miło, naprawdę miło i wszystkim – zwłaszcza Mikołajowi od Ani ;-) baaaardzo dziękujemy.


 

Dostałyśmy również od pewnej Pani Mikołajowej, super ręcznie robione ozdoby choinkowe, które oczywiście natychmiast zawisły na naszej cudnej choince ;-) a do tego świetne, ręcznie robione torby słuchajcie, naprawdę cudo, tak dopracowane w szczegółach, że naprawdę dech zapiera. I podszewki ładnie uszyte, kieszonki w środku, Ania oczywiście pierwszego dnia świąt jechała z jedną z nich i rodzinka również podziwiała dzieło. Żebyście również mogli podziwiać jej dzieła, wklejam parę fotek z jej dziełami ;-)

  
 


Później szykowałyśmy się z Anią na wigilię, jeszcze zdążyła drzemkę zaliczyć i szybko na autobus. Jednak mimo iż wyszłyśmy wcześniej to i tak autobus nam uciekł – i co, pewnie będę się teraz wszędzie spóźniała ;-) hehehe, bo przecież co w wigilię, to przez cały rok tak? ;-) hehehe

Skoro nam autobus uciekł, to zaczęłyśmy iść na pieszo, napisałam tylko do cioci, że się spóźnimy, na co ona zadzwoniła i powiedziała, że wujo po nas wyjedzie, i tak też było, zrobiłyśmy sobie mały spacerek i zaraz wsiadłyśmy do auta ;-)

Wigilia wiadomo, miło, sympatycznie i duuużo jedzenia ;-) hehehe, najfajniejsza dla dzieci to oczywiście zabawa. Z dzieci była Ania i Kacperek, straszy od Ani, więc kojarzył, że to Mikołaj przynosi prezenty, też już nie mógł się doczekać. W końcu po kolacji, jak już każdy był pełny, postanowiliśmy, że nadeszła pora na prezenty. I tak, wujo Mateusz zszedł na dół po paczki a my do dzieci mówimy tak: zobaczcie czy mikołaj jedzie, wyjrzyjcie przez okno, więc dzieciaki zaraz poleciały, Ania do balkonu a Kacpi na okno.



Nagle dzwonek do drzwi – ktoś przyszedł, ciekawe kto to? Pewnie Święty Mikołaj. Dzieci pobiegły do schodów i czekają zniecierpliwione.



Uśmiechy na twarzy i … po chwili wujowie i ciocia wchodzą z prezentami. Dzieci uszczęśliwione, piszczą z radości, cieszą się i już nie mogą się doczekać, kiedy w końcu rozpakują swoje podarki.



Grzecznie zasiadły na kanapie i czekały jak wujo rozda prezenty, które to Mikołaj zostawił pod drzwiami – gdyż pędził dalej rozdawać prezenty ;-)

Szał prezentów, naprawdę, dużo ich, każdy został obdarowany, każdy szczęśliwy i zadowolony, zaraz zabawki poszły w ruch. Naprawdę świetna sprawa, zwłaszcza dla dzieciaczków. Radość, śmiech i ten widok zadowolonych twarzyczek – aż teraz łezka w oku się kręci na samo wspomnienie ;-)



 



Po wigilii wróciłyśmy do domku, wujo nas odwiózł razem z ciocią i Kacpim, i poszłyśmy spać, by na drugi dzień wstać i jechać dalej.

Rano jednak pierwszego dnia świąt, zastanawiałam się czy iść z Anią do lekarza, czy jechać do babci, gdyż Ania dostała strasznego kaszlu. Jednak zrezygnowałam z wizyty u lekarza i pojechałyśmy w gościnę do babci. Spędziłyśmy tam nieco czasu. Ania wręczyła babci prezent – kalendarz, który zrobiłam jakiś czas temu, babcia uszczęśliwiona zaraz go obejrzała, z Anią oczywiście, a ja powiesiłam go na ścianie ;-)  Po drzemce Ani, z której to jeszcze ją wybudzałam, szybko się ubrałyśmy i poszłyśmy na autobus by pojechać do cioci na kolejny dzień świąt. Okazało się, że poza Anią, nie będzie już dzieci, ale i tak mój skarbek ładnie się bawił. Biegała, szalała, a to z ciotkami, z wujkami, fajnie – moja kochana. Wieczorkiem znów powrót do domu. Drugiego dnia świąt byłyśmy w domu, i tym razem my czekałyśmy na gości. Zrobiłysmy więc z Anią ciasto - dzielnie mi pomagała i była z tego bardzo zaodowolona.




Przyjechał do nas wujo Piotrek z ciocią Pauliną. I ponownie Mikołaj zawitał w nasze progi ;-) hehehe. Ania dostała taki komputerek do nauki cyferek 1, 2, 3, literek a, b, c jak również do nauki kształtów. Prezent baaaardzo jej się spodobał, zwłaszcza że jak ja zasiadam do swojego komputera, to ona zaraz przychodzi mi na kolana. Od razu się nim bawiła, super.




Tak więc święta minęły, jak to mówią, święta, święta i po świętach ;-) hehehe.


Ania, cóż, wspominałam wcześniej, że strasznie kaszle, byłam z nią u lekarza w piątek przed wigilią, lekarz ją osłuchał i stwierdził, że jest zdrowa, że to tylko katar. Trochę dziwne, zwłaszcza, że ten kaszel jest naprawdę niemiły, mokry, taki odrywający się, hmmm, nie wiem. Więc po świętach znów byłam z Anią u lekarza, teraz u naszej pani doktor, i ona też stwierdziła, że jest wszystko dobrze, poza tym katarkiem, Ania jeszcze nie chciała zakasłać i pani doktor niczego się nie dosłuchała. Spytałam ją o prześwietlenie, bo przecież różnie bywa, bywają przypadki, że tu niby dziecko zdrowe a okazuje się, że ma zapalenie płuc. Na co pani doktor powiedziała, że nie ma potrzeby robić prześwietlenia skoro dziecko jest zdrowe. I tak Ania kaszle – ale chodzi do żłobka, przecież zdrowa jest tak? Chociaż mnie jest strasznie głupio jak zakaszle i akurat jest jakaś mama w szatni, ale nawet panie nic nie mówią, że Ani coś jest, a ogólnie zwracają uwagę, więc sama już nie wiem. Fakt, zazwyczaj kaszle z rana i wieczorkiem, w dzień to tak sporadycznie, jednak jak ktoś słyszy to też jest w szoku jak mówię, że ponoć jest zdrowa. W tym tygodniu znów idę do lekarza jeśli się nie poprawi lub będzie gorzej, więc najdalej w środę idziemy na kontrolę. Do tej pory jednak faszeruję ją syropami, bierze ich minimum 8 – dobrze, że nie marudzi przy ich braniu. Jest za to jeden plus brania tych syropów – Ania nauczyła się paru literek ;-)  hhuuurrraaaa

Najlepiej rozpoznaje literkę A jak Ania ;-) hehehe, M jak mama, L jak lala, O jak oko, trochę mniej zna S jak słońce, sun (czyt. San, czyli po angielsku słońce) – bo w ogóle Ania na księżyc mówi moon, po angielsku, bo jej łatwiej ;-) na słońce Sun a na autobus bus ;-) moja mała poliglotka, hehehehe. Wracając do literek, to jeszcze powoli zaczyna kojarzyć D jak dom i S. tak sobie pomyślałam, że zrobię może takie kartoniki z literkami i obrazkami i będziemy się bawić w naukę literek ;-) eeehhhh, żebym jeszcze miała tyle czasu bym zrobiła wszystko co chciałabym z Anią zrobić, i bawić się i w ogóle – chyba wiecie o co mi chodzi ;-) hehehehe

 

Sylwester. Miałyśmy siedzieć w domu same, jednak przyjechała do nas ciocia Gosia, a później jeszcze przyszła ciocia Sylwia z Kubusiem i wujem Sebastianem, więc można powiedzieć, że mała imprezka była. Nie zdążyłam uśpić Ani przed przyjściem gości,  więc bawili się dzieciaki aż do samej północy. W domu jeszcze jednak wcześniej dzieci miały sztuczne ognie, Ania cały czas mogłaby je trzymać i patrzeć jak się świecą, jednak zostawiliśmy dwa na północ, a i tak się zapomniało wziąć, więc Ania jeszcze wczoraj je paliła. Wyszliśmy przed klatkę na fajerwerki, Ania bała się i chciała wracać do domu, ale przekonałam ją, że to nic strasznego, że to fajna sprawa i później sama mówiła: ooo tutaj jest, mama patrz, i było naprawdę sympatycznie. Kubuś usnął słuchajcie na dworze przy fajerwerkach, ale co się dziwić padnięty już był, a Ania usnęła jak tylko wróciliśmy do domu, przytuliłam ją i za chwilę już spała ;-)

Spała tak słuchajcie do 9.30 i podejrzewam, że spałaby dalej, gdybyśmy z ciocią Gosią nie rozmawiały, ale wstała dziecina moja, bawiła się a ja sprzątałam. Mówię, ogarnę, zjemy obiadek i pójdziemy na dwór bo taka ładna pogoda, jeszcze słoneczko świeci, ale tak patrzę na Anię, że taka jakaś zmęczona, więc pytam się jej czy Idziemy spać, ona mówi, że tak, więc ją położyłam i poszła spać perełka moja. W sumie rano nie dospała więc co się dziwić. Ogarnęłam jej zabawki, przyszła ciocia Gosia – inna niż była w sylwestra ;-) hehehe i zbudziłyśmy moją księżniczkę. Nie to, że od razu, spała godz. czterdzieści, a chciałam by poszła spać też o normalnej porze wieczorem, bo wiadomo, że na drugi dzień szłyśmy do żłobka już i Ania wstaje o 6 rano więc nie chciałam by szła późno spać.

 

 

Tak więc póki co, notki będą jak będą, gdyż komputera nie będę mieć jeszcze przez 2 miesiące, eehhh. No cóż, bywa.

Ale może uda mi się w pracy jakoś wstawiać notki ;-)

Gratulacje dla wytrwałych, cieszę się, że mimo wszystko jesteście z nami i czytacie co u nas ;-)

Buziaczki dla was.


Komentarze   11





 

 







 
Zmiana grupy w żłobku. Kolejne wizyty u dentysty. Okulista i MIKOŁAJKI, oraz inne zaległości ;-)   2011-12-09 13:33:00

No i tak, miałam pisać regularnie i niestety nie wychodzi ;-)Za to notuję sobie co i jak, by nie zapomnieć o czymś, chociaż to jest raczej nieuniknione :-) hehehe.

Zacznijmy od 22 listopada, kiedy to moja Aneczka miała zdjęcia świąteczne w żłobku. Oczywiście chciałam się postarać, ładnie ubrać Anię i w ogóle, ale zazwyczaj jak to bywa, człowiek się stara i nie zawsze wychodzi tak jak się chce, jednak chyba najgorzej nie wygląda co :-)

 

A tak oto wygląda na jednym z kilku zdjęć. Wzięłam tylko jedno, ponieważ zdjęć Ania ma pełno, jak chcę je jakoś przyozdobić, to zrobię to sobie sama, a poza tym brakuje na to pieniążków, a jak wiadomo, takie miejsca jak żłobek czy przedszkole to dla fotografów niezłe miejsce na zarobek ;-)


 
Zdjęcie oczywiście ma ze swoim ukochanym misiem – Kubusiem Puchatkiem ;-)

Po raz kolejny wybrałyśmy się z ciocią Kasią i Kacperkiem do sali zabaw. Tym razem poszłyśmy do Jupi Parku i to na maraton, bo aż na 3 godziny. Oczywiście wychodząc, Ania jeszcze chciała zostać ;-) nie zmordowane te dzieci są, sama chciałabym mieć tyle werwy i siły co moja Aneczka. Oczywiście jak wcześniej wspominałam, maraton ten miał służyć temu, by nasze dzieci się wybawiły jak również i wymęczyły, byśmy my matki mogły sobie posiedzieć w domu wieczorkiem i mieć czas dla siebie ;-) hehehehe.








Tego też dnia (23.XI), lecz od rana, byłyśmy z Anią na kolejnej wizycie u dentysty. Tym razem przyjmowali nas panowie. Ania nieco marudziła, ale ogólnie wizytę uznaję za udaną. Panowie pozwolili jej pobawić się światełkiem i było wszystko okej. Za to kolejna wizyta tydzieńźniej była już mniej przyjemna. Ania płakała i pani, która robiła jej impregnację chyba też się stresowała, bo i w sumie małe dziecko, tu jeszcze płacz, ale udało się. I co się okazało? Jak miałyśmy przyjść na kolejną wizytę za pół roku, tak teraz inna pani doktor powiedziała, że widzimy się za 3 miesiące na kolejnej sesji impregnowania. Ehh, niby nic a jednak i czasochłonne, gdyż dojazd tam zajmuje nam ok. godziny w jedną stronę, nieobecność i w żłobku i w pracy. Damy jednak radę.

Dzień wcześniej byłyśmy również na pierwszej wizycie u okulisty. To była ciężka wizyta. Na korytarzu Ania chętnie się bawiła i w ogóle, choć chciała iść już do domu, ale w gabinecie niestety nie poszło tak łatwo. Zaczęło się od zakropienia oczek, ryk, krzyk, eeehhhh, ciężki los ;-) hehehe, później drugi raz były kropelki bo jednak źrenice nie rozszerzyły się jak należy, powtórka z rozrywki z płaczem a samo badanie też nieciekawie. Jak była u mnie na kolanach to jeszcze, jeszcze ale pani doktor badała jej dno oka, to już w trzy byłyśmy przy Ani. Ja trzymałam ją za nogi, druga pani ręce i buzię a pani doktor sprawdzała oczka. Bidula moja kochana, no ale cóż, wszystko jest dobrze, ma małą nadwzroczność ale to normalne w tym wieku i u dzieci więc wszystko super.

W ogóle na tą wizytę i wizytę u dentysty poprosiłam ciocię Agatę by nas zawiozła, gdyż Ania nie domagała. Miała jakiegoś wirusa, zaczęło się w piątek 25.XI. po żłobku byłyśmy jeszcze u lekarza by sprawdzić czy wszystko w porządku, gdyż pokasływała, ale pani doktor powiedziała, że osłuchowo jest w porządku więc się cieszyłam, po czym wieczorem Ania zaczęła mi wymiotować. Nie dużo, ale zjadłam i zwróciła. Była jakaś niewyraźna, i dostała jeszcze gorączki, więc podałam jej syropek. Rano było lepiej choć już nie miała zbytniego apetytu, podobnie w niedzielę. I w poniedziałek nie wiedziałam czy zaprowadzać ją do żłobka czy nie, ale jak zwróciła mi mleko, to już wiedziałam, że idziemy do lekarza. Tam pan doktor powiedział właśnie, że to wirus, nic poważnego, że należy wprowadzić dietę i że za dwa dni powinno już jej przejść. Rzeczywiście ładnie minęło, apetyt Ani wrócił i w czwartek poszła już do żłobka i jak rozmawiałam z panią, to okazało się właśnie, że taki jakiś wirus tam panował, że Ania nie była pierwsza.

W tym też tygodniu zostały wywieszone kolejne prace dzieci pt.: „Kolorowe liście”. Oczywiście nie mogłam tego nie przeoczyć i zaraz wyjęłam aparat z torby i zrobiłam foto ;-) hehehe



Wracając do Ani powrotu do żłobka, to nastąpiły niewielkie zmiany, dwie panie są na zwolnieniu – jedna w ciąży a druga coś z kręgosłupem ma, dlatego dzieci, te co wcześnie rano są zaprowadzane, były prowadzane do drugiej grupy. Ani oczywiście nie podobał się ten pomysł, nie chciała tam iść, ale co zrobić, później i tak wracały do swojej grupy ;-) i tak po dwóch dniach padła decyzja. Od poniedziałku 5 grudnia, Ania ma już na stałe chodzić do starszaków. Pani mówiła, że Ania bardzo ładnie się tam bawi, i że spokojnie da sobie tam radę, więc nie przedłużając i wykorzystując fakt, że i tak rano zaczynała od drugiej grupy, tak została przeniesiona ;-) i dobrze, tam i więcej prac plastycznych, starsze dzieci, więc będzie szła do przodu.

W niedzielę 4.XII odwiedziła nas ciocia Ewelina z Arturkiem i wujem Maćkiem. Trochę posiedzieliśmy w domu, dzieci się pobawiły a później pojechaliśmy do Ikei. A tam w sumie już na samym wejściu trafiliśmy na kącik przystrajania pierników na choinkę. Dzieci miały frajdę, a nie powiem, bo ja również, super sprawa, jeszcze tak ładnie pachniały te pierniki, w sam raz do schrupania ;-) mniaaamm. Niestety aparatu nie miałam ze sobą, ale telefonem porobiłam parę fotek ;-)Na koniec jeszcze każde dziecko dostawało Dyplom Mistrza Ozdób Świątecznych.



 

Dyplom póki co leży na wierzchu i Ania cały czas go bierze i mówi: moje, moje J hehehe i cieszy się, że go otrzymała. Super, to bodajże pierwszy dyplom Ani ;-)
Poza tym oczywiście dzieci zaliczyły karuzele i place zabaw więc było wesoło.



W poniedziałek jak już wcześniej wspominałam, Ania zaczęła chodzić do starszaków ;-) oczywiście na początku nie chciała, popłakiwała, ale i tak w sumie nie było różnicy. Została tam dała sobie ładnie radę, tyle tylko, że trochę siusiała w majteczki. Pani powiedziała, że to może być również ich wina, gdyż są przyzwyczajone, że kiedy dziecku chce się siusiu to idzie samo i się załatwia a Ania tylko woła, choć też nie zawsze ;-) hehehe, ale np. wczoraj w ogóle nie siusiała w majteczki ;-)



We wtorek w Mikołajki jak ją odbierałam, to wyleciała z piskiem radości, że dostała upominek ;-) cieszyła się gwiazdeczka moja kochana a ja razem z nią ;-) super tak patrzeć na radość dziecka nie? Niestety Mikołaj nie dotarł do żłobka, były jakieś problemy, jednak nic starconego.

Wróciłyśmy do domu i wręczyłam Ani kolejne prezenty od Mikołaja, m.in. ręcznie robioną skarpetę na prezenty – świetna jest po prostu a Ania od razu zaczęła zakładać ją na nóżki ;-) a to słodycze, książeczki, i o mnie Mikołaj nawet pamiętał ;-) i dziękuję mu bardzo ;-) Ania dostała również ciastolinę, którą jak jej dałam i ją zobaczyła to zaczęła tak piszczeć z radości, że myślałam, że ogłuchnę ;-) niedawno zaczęła tak piszczeć, nie wiem skąd jej się to wzięło ;-) hehehe, ale jest świetnie.

Przed wieczorem przyjechała po nas ciocia Agata z Filipkiem i pojechaliśmy tradycyjnie jak co roku do galerii na zdjęcie z Mikołajem ;-) zastanawiałam się czy Ania znów będzie płakać, bo tak to pokaże Mikołaja, wie że to on, ale na samo wspomnienie o zdjęciu z nim, to nie chciała i już marudziła.

 


Nawet na miejscu tez nie bardzo chcia
ła podejść, ale pokazałam jej ładnie Filipek podszedł, że dostał prezent od Mikołaja – bo wcześniej zostały mu zaniesione prezenty dla dzieci by to on im wręczył, i o dziwo Ania poszła ze mną do Mikołaja na zdjęcie, i nawet siedziała mu na kolanach i obyło się bez płaczu ;-) szok, miły szok, choć nie do końca jestem zadowolona ze zdjęcia. Tradycyjnie patrzyłam czy ja ładnie wyszłam i nie zwróciłam uwagi, że Ania się nie uśmiechnęła, ale i tak jest dobrze, że nie płakała. Ważne, że ładnie wyszła na tym zdjęciu ze żłobka J Po otrzymaniu prezentu, Ania od razu zaczęła go rozpakowywać, był tam Kubuś Puchatek i znów zaczęły się piski radości, które rozeszły się chyba po całej galerii ;-) hehehe, dostała również książki, które od razu zaczęła oglądać na podłodze ;-) super naprawdę patrzeć jak  dziecko się cieszy, że prezenty trafione i w ogóle.


 


Jeszcze teraz ca
ły czas te książeczki w domu ogląda i się nimi bawi, super. Teraz jeszcze czekam świąt, gdzie dostanie m.in. kuchnię do zabawy, ale będzie radość, chociaż takimi bawi się w figlorajach, jednak tu będzie miała w domu na co dzień ;-) hehehe.

W środę jak poszłam po nią to patrzę nowe prace dzieci wiszą, mówię – na pewno Ani praca tez jest i zaczęłam szukać – była – według mnie to Graficzny List do Świętego Mikołaja. Ania bardzo ładnie trafiła w prezenty, w sumie w to czym się bawi ;-) zresztą zobaczcie sami.



A minionej nocy, Ania oczywiście przyszła do mnie, trochę pospała, a w którymś momencie zaczęła płakać i powiedziała, że chce iść do siebie, więc mówię idź, choć wiem, że i tak wrócisz. Woła mnie, więc idę – domyślam się, że chce by ją przykryć, przykryłam więc i wróciłam do siebie. I powiem wam, że spała tam już do rana ;-) super nie? A ja jak zwykle czarne wizje, że będzie się wracać ;-) hehehe

Mam nadzieję, że w miarę spisałam wszystko i przedstawiłam wam życiorys Ani ;-) hehehe

Pozdrawiamy.


Komentarze   9





 

 







 
Pierwsza wizyta u dentysty. Kolejny wypad na salę zabaw. ... ;-)   2011-11-22 9:02:00

Z czasem niestety tak bywa, że tu niby go mam, a jak chcę napisać notkę, to raptem jego brak ;-)
A zaleg
łości jak rosną tak rosną. Więc nadrobić je w wielkim skrócie należy jak najszybciej ;-)
Zacznijmy od tych najwa
żniejszych, a więc Pierwsza wizyta Ani u dentysty. Jak to na bilansie pani doktor powiedziała, byśmy poszły na wizytę do dentysty i okulisty, tak też się stało.

 

Byłyśmy tam w środę 16-11-2011. Pierw trafiłyśmy do pokoju ze specjalizacją ortodontyczną – nie wiedziałam, poszłam gdzie mnie zaprowadzono ;-) hehehe, posadziłam Anię na fotelu i ładnie siedziała, wszyscy w ogóle byli tam przemili, a ile osób tam, w końcu klinika znana chyba w całej Łodzi ;-) na początku ładnie, pięknie, ale później Ani było chyba przydługo czekać i zaczęła popłakiwać. Nie było tragedii ani nic, szybciutko też się uspokajała, i jak wyszło, żeśmy trafiły nie do tego gabinetu co trzeba, poszłyśmy dalej. Tam już pani doktor powiedziała, bym usiadła razem z nią i wzięła Anię na kolana. Tam w ogóle Ania nie płakała, i pięknie otwierała buzię, aż trzy panie w spokoju sobie oglądały jej ząbki i na koniec dała sobie bardzo ładnie zaimpregnować ząbki. Dumna jestem z mojej córuni, dzielna z niej dziewczynka. I tak kolejną wizytę mamy w kolejną środę, później jeszcze w kolejną i następną za pół roku. Myślę, że nie będzie z tym problemu i mam nadzieję, że Ani się nie zmieni – bo ja np. nie lubię chodzić do dentystów, brrrr ;-) hehehe

Chciałam też jej porobić zdjęcia, ale nie chciałam wyskoczyć jak Filip z konopi i w końcu obyło się bez aparatu ;-)

Tego też dnia po załatwieniu paru spraw pojechałyśmy do cioci Kasi i Kacperka na obiad, a później razem pojechaliśmy na salę zabaw Hipcio.

By
ło super, dzieci świetnie się bawiły, my sobie pogadałyśmy i cieszyłyśmy się, że nie musimy później sprzątać tego wszystkiego ;-) hehehe, i postanowiłyśmy sobie, że musimy częściej sobie wyskakiwać na taki relaksie, dzieci się też wyszaleją i szybciej padną wieczorkiem, więc jak znalazł lek na spokojniejszy wieczorek ;-) hehehe.
 
 
 
Planujemy po kolejnej wizycie i
ść i porządnie wymęczyć nasze szkraby kochane. Chcemy je zabrać na 3-godzinny maraton ;-) mamy w jednej z sal taką opcję, że gdy zakupimy coś w galerii za 10 zł, to możemy tego samego dnia iść na salę na 3 godziny i płacimy tylko 10 zł, w sumie wychodzi nas 20 zł z czego mamy jeszcze zakupy zrobione nie? ;-) zobaczymy jak dzieciaki, czy padną, czy dadzą radę ;-) hehehe. Na pewno dam znać i mam nadzieję, że szybciej niż np. teraz piszę notki ;-)
 

Poza tym mamy oczywiście gości, i same chodzimy w gości, więc tylko wstawię parę zdjęć i nie będę już opisywać każdej wizyty gdyż w końcu jest wiele innych ciekawszych rzeczy do opisania, zwłaszcza, że nie zawsze mam czas pisać.

Oto moja gwiazdeczka kochana
 

Tu np. jak jecha
łyśmy pewnego dnia do prababci Ani, pytałam się jej czy chce jechać w wózku czy nie, powiedziała że nie więc spakowałam ją do jej walizeczki i jechałyśmy ;-) Ania była bardzo zadowolona, choćźniej to ja już niosłam rzeczy ;-) hehehe, w końcu Ania jeszcze mała i zmęczyła się dziewuszka moja kochana.
 

Tutaj zabawy z ciocią Alą, układanie z klocków garażu i innych ciekawych rzeczy.




Tutaj Ania i jej kąpielowe zabawy, które uwielbia i wychodzić z brodzika nie chce ;-)
 


 

I szaleństwa z parku, rzucanie liśćmi, bieganie i jesienny szał ;-) hehehehe
 
 




 Okularowe szaleństwa ;-)

 

I diabołek ;-)





A w minioną niedzielę pojechałyśmy razem z ciocią Agnieszką, Kacperkiem i wujem Mateuszem na basen.

By
ło super, Ania świetnie się bawiła, zwłaszcza na zjeżdżalni. Mogłaby zjeżdżać non stop, tak jej się spodobało, zresztą wcale jej się nie dziwię, gdyż sama uwielbiam zjeżdżać, ale przyznam szczerze, że jak z nią wchodziłam na górę, wysokawo nieco było, to miałam lekkiego stresika spowodowanego lękiem wysokości, ponieważ, nie trzymałam się barierki tylko trzymałam Anię i bałam się, że możemy spaść, więc chociaż paluszkiem jednym ale musiałam trzymać się drążka w poręczy. Ja zresztą tak mam, tu lubię adrenalinę, czy zjazdy właśnie czy coś, ale mam lęk wysokości. Ania za to raczej nie narzeka, że wysoko, że się boi, leci i nie patrzy, nawet jak pod wodę wpadałyśmy to nie płakała, zresztą ja zaraz się śmiałam, uśmiechałam więc Ania razem ze mną ;-) zresztą bardziej ja nurkowałam w wodzie, gdyż pod koniec zjazdu brałam Anię pod pachy i podnosiłam w górę, by właśnie nie wpadała tak bardzo pod wodę.
 

Myślę, że Ania dobrze się bawiła na basenie, zwłaszcza pod koniec, założyłam jej motylki na rączki, założyłam koło i puściłam ją, to się cieszyła, że może sobie pływać, i ruchy tez miała odpowiednie, i rączkami machała jak należy, nóżki również pracowały, a nawet jej nie pokazywałam ani nic, o nóżkach tylko wcześniej mówiłam ale o rączkach kochanieńka wiedziała sama ;-)

Na koniec jeszcze jak dzieci wcinały jabłka i batoniki, widzieliśmy aktora, który również zawitał na basen, a mianowicie był to Piotr Zelt ;-) ot taka mała wzmianka.

W drodze powrotnej Ania padła ;-) a po drzemce i obiadku ciocia Agnieszka z Kacperkiem znów nas odwiedzili. Dzieci szalały, zabawki prawie wszystkie wywalone na podłogę, nogi nie było gdzie postawić, ale dzieci miały frajdę i to jest najważniejsze ;-) a na koniec jeszcze były szaleństwa w koszach J hehehe, my oczywiście z ciocią siły już nie miałyśmy, ale dzieci jeszcze, jeszcze J hehehehe. Niedługo mamy to powtórzyć :D

  

Ania coraz więcej zaczyna mi się rozgadywać ;-) teraz najczęściej powtarza: A CIO TO JES? Na pytania czy coś chce mówi: NIE SSE. I powoli coraz więcej zaczyna już moja panienka mówić. Czekać tylko jak zacznie normalnie rozmawiać, wtedy pewnie nie da mi spokoju ;-) hehehehe. Poza tym jak chce zjeść banana to mówi: NANANA ;-) a jak myję jej ząbki i chce by nałożyć jej pastę to mówi: PATA, zaś jak przejeżdżamy obok McDonald’sa to mówi: TATATATAM, co jak się słucha, brzmi jak z reklamy ta piosenka ;-)

 

To na tyle, w wielkim skrócie opisałam co u nas, pewnie cosik pominęłam, jak to zazwyczaj bywa, w myślach mam notki już opisane a jak biorę się za pisanie, to część mi ucieka i nie wygląda to tak jakbym chciała ;-) hehehe

Kolejna notka będzie o maratonie na sali zabaw i kolejna wizyta u dentysty ;-) więc do zobaczenia.

 

Pochwalić się jeszcze chcę, iż moja córcia od dwóch dni śpi u siebie i nie przychodzi już do mnie w nocy – mam nadzieję, że to nie chwilowe i że już tak zostanie ;-)


Komentarze   3





 

 







 
NASZE ANIOŁY. Pierwsza praca Ani ;-)   2011-11-09 13:31:00

Wczoraj stała się rzecz straszna. Poszłam z Anią na spacerek i spotkałyśmy się z ciocią Kasią, wujem Pawłem i Kacperkiem. Pierw zaliczyliśmy mały spacerek a później poszliśmy na plac zabaw. Niestety już było ciemno, godz. 17-ta a ja ledwo widziałam moją Aneczkę. To pewnie też przez to iż, była ubrana na ciemno i było widać jedynie trochę jej szaliczek. Na tym placu zaś, Ania poszła na drabinki. Zauważyłam ją i mówię do niej by już schodziła, że wystarczy – co zawsze działało i Ania grzecznie schodziła, lecz niestety nie teraz. Ania spadła na plecy. Szok. Serce me zamarło. Podchodzę, patrzę a Ania na dodatek leży i płacze w środku, bo to taki domek te drabinki. Jak się tam dostać, z tego wszystkiego zapomniałam, że jeden pręt jest wyłamany czy co, i że można wejść, w sumie na upartego to może przecisnęłabym się jakoś przez to a’la wejście, ale widzę, że Ania się rusza, więc powiedziałam by wyszła. Płakała strasznie, ja oczywiście zaraz macanie, sprawdzanie i walące serce. Masakra. Nawet teraz pisząc to nie mogę tego przeżyć. Na szczęście nic się nie stało. Później za niedługo poszła dalej się bawić.

Drgawek nie było, wymiotów też, więc póki co jest dobrze i mam nadzieję, że już tak zostanie. Tak sobie pomyślałam, że Ania to chyba na szczęście swoich Aniołów Stróżów. Pewnie to jej dziadkowie i ciocia J eeehhhh, na samą myśl jest mi ciężko na sercu. Jjjeeeejjjj, na szczęście z Anią jest wszystko dobrze, moja dziecina kochana. Nie będę gdybać, bo wiem, że należy się cieszyć z tego jak jest, i że Ani nic się nie stało.

 

Dziś zaprowadzam Anię do żłobka, i powiedziałam oczywiście o naszym wczorajszym wypadku, i prosiłam, by miały na nią baczenie, by zwróciły uwagę, czy zachowuje się jak do tej pory, bo przecież trzeba teraz dobrze obserwować Anię.

Wychodząc już, patrzę, że wiszą nowe prace dzieci, i że Ania pewnie też robiła, gdyż w końcu chodzi do żłobka J i jest, oczywiście zaraz aparat wyjęłam i zrobiłam zdjęcie, by się pochwalić pierwszą Ani pracą w żłobku z plasteliną – Kolory Jesieni – autor ANIA JĘDRZEJCZAK J


Komentarze   3





 

 







 
Bilans dwulatka ;-)   2011-11-03 13:02:00

Wczoraj po tym jak odebrałam Anię ze żłóbka, pojechałyśmy prosto do lekarza na bilans dwulatka. Trochę poczekałyśmy, ale w końcu weszłyśmy. Okazało się, że nie ma Ani karty więc musiałam iść do rejestracji. Tam nieco mnie się zeszło, wracam, a pani doktor z panią pielęgniarką zachwycone Anią mówią, że jest bardzo komunikatywna, że dała się zbilansować, że pokazała gdzie kotek ma oczko, że nie ma pampersa i w ogóle, że bardzo komunikatywna. W szoku były, gdyż jak mówiły to inne dzieci, to tylko mama, mama, pamiętam jak Ania była mała to płakały na bilansie i pani doktor też mi powiedziała, bym poczekała do bilansu a sama zobaczę, ale proszę jak Ania ładnie się spisał;-) jestem dumna z mojej gwiazdeczki, kocham ją jak nie wiem co, mój skarb największy ;-) Mój udział przy bilansie był tylko przy ważeniu, mierzeniu i sprawdzeniu chodzenia i tak, Ania ma 13,8 kg wagi i mierzy 92 cm. Chodzi super i wszystko jest z nią w porządku. Mam tylko iść z Anią na pierwszą wizytę do dentysty i okulisty. Tak więc moja gwiazdeczka jest super ;-) hihihihi

 
źniej powrót do domku, gdzie czekał już na nas wujo Piotrek z wujem Michałem. Ania trochę pomęczyła wuja Piotrka by ten puszczał jej samolot – zakupiłam jej taki z napędem i się dziewczyna bawi. Co prawda trochę go rozkłada na części, no ale cóż, niech się bawi a części zawsze można przykleić nie ;-)

Wieczorkiem słuchajcie kiedy to ja załatwiałam pewną sprawę ;-) hehehe, Ania siedziała w pokoju sama. Cisza, nie przychodziła do mnie, myślę znów coś kombinuje, słyszę jakby męczyła się z czymś i pomyślałam sobie, że pewnie próbuje ściągnąć bluzkę, gdyż szykowałyśmy się do spanka, a raczej Ania ;-) Idę w końcu do niej, ja patrzę a ona już założyła spodenki do spania i skarpetki. Mówię, super, kochana jesteś, po prostu zadziwia mnie czasami moja córeczka, więc dołożyłam pampa, poprawiłam nieco skarpetki i pytam się jej gdzie jest podkoszulka, którą zakładam jej pod piżamkę, mówi, że nie ma, na co jej odpowiadam, że widzę, że nie ma. Nic. Ściągam jej bluzkę, patrzę, a tam koszulka, też ją założyła, z tym że, nie naciągnęła jej na rączki. Ucieszyłam się jak nie wiem, oczywiście zaraz ją wyściskałam, wycałowałam, eehhh, moja kochana. Więc ubrana już jest i czeka na mleczko.

Robię jej to mleczko a ona nagle oojjjeejjjj, wstaje i idzie. Pytam się gdzie idzie, i mówię jej, że przecież jak jest w piżamce to ma nie chodzić już, na co ona bierze pudełko i pokazuje, że kredki są niepozbierane, i zaczęła je zbierać. Szok, słuchajcie szok, po prostu mowę mi odjęło.


M
ądra jest ta moja dziewuszka ;-) Już prawie kończy zbierać kredki, parę jej dosłownie zostało jak nagle w telewizji zaczęła lecieć piosenka Dokora Małsa – nasz obecny szał z jajek niespodzianek. Niestety ja mam pecha i trafiam zazwyczaj na byle co, za to ciocia Kasia, ma rękę do tego i jak im się powtarzają, to dają Ani.

Jak tylko piosenka się zaczęła to Ania woła, nie ma, ja mówię, idź już na łóżko, zaraz ci dam, gdyż Ania jak leci, która kol wiek z tych piosenek, musi mieć myszkę. Taki to oto zwyczaj przy tych piosenkach ;-)


 

Jeśli chodzi o żłobek, to jest super, chodzi z uśmiechem, wychodzi z uśmiechem, cieszy się i jest świetnie. Cieszy mnie ten fakt i oczywiście liczę, że tym razem pochodzi dłużej ;-)Zaczęłam też dawać jej szczepionkę uodparniającą i mam nadzieję, że to coś da.

 

 A w miniony poniedziałek odwiedziła nas ciocia Agnieszka z Igorkiem. Ania oczywiście wniebowzięta, zadowolona, że ma z kim się bawić, jeszcze Ola przyszła i było super. My żeśmy się nagadały – choć nei tyle co byśmy chciały, gdyż Igorek zaczął nam usypiać i ciocia musiała jechać, ale ważne, że w końcu się spotkałyśmy, bo daaawno się nie widziałyśmy.

Na tym jednym zdjęciu Ania z Igorem po prostu wyszli świetnie, zupełnie jak kochające się rodzeństwo, mogłabym patrzeć na to zdjęcie cały czas.

 

Muszę się jeszcze pochwalić, że zrobiłam sobie kalendarz na przyszły rok z Ani udziałem i dam go w prezencie Ani prababci, sobie oczywiście do domku też wezmę i może komuś jeszcze dam, zobaczymy ;-) i w pracy na biurku tez będę mieć mniejszy ;-) zobaczcie sami czy wam również się podoba.

 
 
 
 
 
 

I jak wam się podoba?


Komentarze   1





 

 







 
Wyprawa na salę zabaw ;-)   2011-10-31 13:10:00

Jak już z tematu wynika, dotarłyśmy w końcu na salę zabaw. Wybrałyśmy się tam NARESZCIE wspólnie z ciocią Agatą i Filipkiem ;-)Udało się nam spotkać kiedy wszyscy byli zdrowi. Powiem wam, że te choróbska już mi bokiem wychodzą, ile można. I teraz jak Ania wyszła na prostą, tak chyba mnie coś bierze – gardziołko. Miejmy nadzieję, że Ani znów nie weźmie.

 

 

 


A na sali. Jak tylko weszłyśmy to Ania nie mogła się doczekać, kiedy w końcu pobiegnie się bawić. Szybciutko ją przebrałam i pobiegła szaleć razem z Filipkiem poszła na trampolinę, nieco poskakała, ale szybko też zeszła. Cieszyła się bardzo, w końcu tyle atrakcji jakich w domu nie ma ;-) a to przy kuchni się bawiła sporo, a to na jeździkach, i nawet na zjeżdżalni zjeżdżała, takiej większej i zamkniętej. Zjechała też raz z takiej kręconej – na której oczywiście nie zdążyłam zrobić jej fajnego zdjęcia ;-) prosto do basenu z kulkami, spodobało jej się, niestety wychodząc z basenu upadła na podłogę, popłakała się i już nie chciała zjeżdżać na tamtej. Jednak nic straconego, jeszcze odwiedzimy takowe miejsca J powiem wam, że w sumie już nie mogę się doczekać.
 
 
 

Ubaw tez miała wchodząc na taką materiałową zjeżdżalnię, gdzie daleko nie weszła bo ślisko, ale samo upadanie dawało jej największą frajdę ;-) biegała, szalała, nie no super, naprawdę, ubawiła się.
 





 A miejsce powiem wam naprawdę mi się podoba. Chodzi mnie również o sam wystrój. Już na wejściu widać, że wchodzi się do a’la dżungli
;-)klatka, ściany, wszystko jest właśnie udekorowane jako dżungla – naprawdę super. Kiedyś jak myślałam, by otworzyć jakiś żłobek – przedszkole, to właśnie nie chciałam gołych ścian, czy tylko jakaś tapeta, ale właśnie, by całe ściany były zagospodarowane. Mam niewiele zdjęć, może cosik tam widać, ale dla chętnych, zapraszam na tę stronę, gdzie można sobie właśnie obejrzeć jak ta sala wygląda
 

http://www.jupipark.pl/lodz/sala-zabaw-w-odzi

 


Wracając do nieszczęsnego tematu, Ania jednak cosik załapała. Dziś idziemy do lekarza, zobaczymy co powie i czy zacznie w końcu brać tą szczepionkę czy będziemy musiały poczekać – ale w takim razie ile, skoro Ania cały czas choruje – niestety. Już jestem załamana, no ile można. Rozumie, że dziecko musi nabrać odporności, i że tak jest, ale czy nie może pochodzić do tego żłobka z jakie dwa tygodnie chociaż a nie dwa – trzy dni?

Któregoś też dnia, mamy wychodzić, prawdopodobnie na cmentarz jak jechałyśmy – a jechałyśmy wcześniej, gdyż nie wyobrażam sobie podróży autobusem z Anią. Tłumy, ludzie się pchają nie patrząc na nic i w ogóle – nie muszę chyba pisać, gdyż wszyscy wiedzą o co chodzi ;-)

Już chciałam powiedzieć Ani, by sprzątnęła, ale nie zdążyłam, ja patrzę co ona robi, a Ania podnosi książeczkę i zanosi ją do swojego pokoju. Pytam się co robi, a ona: tam, tam. Sprzątasz? Pytam się. A Ania odpowiada: tak. Aahhh, moja kochana dziewoczka ;-)  i słuchała się mnie na cmentarzu- tzn. może tak, przy ulicy jak nie miałam jej jak złapać i prosiłam by trzymała się mojej torby, gdyż przechodzimy przez ulicę, bardzo ładnie się trzymała, a jak już stałyśmy przy pomnikach, a raczej ja stałam ;-)