| Odwiedziło nas 37472 gości |
![]() |
![]() ![]() ![]() |
|
Mamo ja idę spać....
2010-08-30 10:52:00
Ania to straszna gaduła- ale to akurat ma po mamusi, bo ja z cała pewnością do osób milczących nie należę. Czasami jej teksty powalają na łopatki- ot takie złote myśli. Ostatnimi czasy dość często się zdarza, że Ania przychodzi do mnie i mówi: " Mamo jestem zmęczona , idę spać" i bierze swojego misia, ulubiony kocyk i poduszkę i udaje się do pokoju. kładzie sie i zwyczajnie zasypia. Po takiej drzemce słyszę " juz się wyspałam". Jej samodzielność widać na każdym kroku a nas duma rozpiera, że taka córcię mamy. Kiedy pierwszy raz miała miejsce taka akcja z zasypianiem wprost nie mogłam uwierzyć. Ale powoli się do tego przyzwyczajam. Kiedy Ania chce skorzystać z toalety prosi tylko o zapalenie światła. Wszelkie próby pomocy są niewskazane, bo wtedy mozna usłyszec " sio, idź sobie, sama sobie poladze". I tak jest prawie ze wszystkim. Czasami jednak Ania ma potrzebę bycia "malutkim dzieciątkiem" Przejawia sie to przede wszystkim chęcią bycia noszona na rękach. Kiedy jej tłumaczę, ze nie mam siły, Ania bez wahania odpowiada " masz siłe, dasz radę". I bądź tu człowieku mądry... Kiedy jestesmy na spacerze Ania często mów, że gdzies jest stromo, albo, ze cos jest niebezpieczne. Najbardziej jednak bawia mnie jej wymyslane rozmowy przez telefon. A wyglada to mniej więcej tak: -Halo? - tak -no -dokładnie tak - właśnie Matka pyta: z kim rozmawiasz? - z dziadziem - tak? -naplawde - bawie sie -właśnie - zrobic ci kawe? ( pytanie do matki) -chętnie -no wlasnie -kawe lobie dla mamy - no pa I tak bez końca by mogła. A ja prawie leżę ze śmiechu, bo dochodzą do tego minki i odpowiednia gestykulacja. Boki zrywać. Ania należy też do tych troskliwych i kiedy np zaczynam płakać, ona przybiega i mówi" mała czemu płaczesz, juz nie płacz, nie smuć się, juz dobrze? nie boli?, oj" itd Kiedy ostatnio rozpętała się burza Ania wzięła swojego misia i tak mówi do niego: " Nie bój sie, to tylko burza, ja cie obronie" I tym zakończe ta notke o wszystkim i o niczym. Koniec. Wasze komentarze: 0 (Komentarze)
Koniec lata tuż tuż...
2010-08-30 10:23:00
Tak to już teraz jest, ze zaległości na blogu się pojawiają, ale cóż zrobić, egzaminy na mojej głowie, Piotrka w domu brak, a Ania potrafi wymyślać przeróżne rzeczy, by mamę od komputera oderwać. A dzisiejsza notka będzie traktować o drugiej części naszego urlopu, tj. mojego i panny A. Po powrocie z nadmorskich wojaży potrzebna nam była chwila na odpoczynek. Nie zamierzałyśmy bynajmniej marnować tego czasu na siedzenie w domu. Praktycznie przez cały tydzień jeździłyśmy z dziadkami do Złotej Wody. Pogoda była w miarę udana. A co panna Anna mogła na tej działce porabiać? Najchętniej chodziła na malinki i pomidorki koktajlowe do działkowego warzywnika. Fakt, że boi się pszczół wcale jej w tym nie przeszkadzał. Poza tym to te działkowe malinki smakują jak żadne inne, więc promienny uśmiech Ani miał swoje uzasadnienie. Poza rozkoszowaniem się działkowymi smakami, było tez jeżdżenie na rowerku, zabawa w piasku, wąchanie kwiatuszków, kolorowanie książeczek i wiele wiele innych. Panna nasza z wielką ochota i radością podlewała też babcine kwiatuszki- i ta czynność mogła by dla niej trwać bez końca. Nie obyło sie oczywiście bez anuszkowych psikusów, i kiedy mama i babcia zajmowały się uporządkowaniem jednego z większych klombów, Ania chętnie wchodziła im na plecy i udawała, że jeździ na koniku. Zabawne sytuacje. W sobotę do Kielc przyjechali Ani dziadkowie z Wrocławia i oczywiście Piotrek z Katowic. Ania miała okazje poprzebywać z rodzicami swojego taty. Babcia Ewa została do czwartku i zajmowała się Anią. O tym, czy był to mile spędzony czas wiedza najlepiej Ania i babcia. Ostatni weekend sierpnia Ania spędziła u dziadków. A to wszystko przez konieczność mojego uczenia się. Dziecko z tego powodu jak najbardziej zadowolone. Z opowiadań mojej mamy wiem, że Ania taki apetyt miała, że ja swojego dziecka o to nie podejrzewałam. Poza tym mała wyjątkowo upodobała sobie spacery z dziadkiem Marianem i jego psem Bossem. Z zasypianiem też problemu nie było. Za to w niedzielę tak mnie przywitała, ze aż łezka zakręciła się w oku. Ten tydzień też spędzimy u dziadków, bo zawsze to łatwiej znaleźć czas na naukę. A w czwartek kierunek Katowice. Jeszcze słów kilka o powrocie Ani do przedszkola. Niestety nie obyło się bez płaczu. Wiem jednak, że jest to wynik tak długiej przerwy, bo Ania w zasadzie nie chodziła do przedszkola sześć tygodni, z czterodniowa przerwa. Ale panie z przedszkola mówią, ze Ania szybko się uspokaja i później ślicznie się bawi. I jeszcze jedna rzecz- Ani przedszkole, to już nie prywatna opieka nad dziećmi, gdzie w zasadzie nie obowiązują żadne wymogi co do programu. Placówka ta została przemianowana na niepubliczne przedszkole i piecze nad nim stanowi kuratorium oświaty. Dzięki temu zapewniony będzie odpowiedni program i wszystko, co wiąże się z wymogami stawianymi przez owe kuratorium. W tym temacie to na tyle... A foto z ostatnich kilku dni zamieszczę niebawem... Wasze komentarze: 2 (Komentarze)
O naszym urlopowaniu, czyli nadmorskich klimatów czar
2010-08-23 9:08:00
Po urlopie ulokowana przy swoim biurku mam chwilkę, żeby coś skrobnąć. Jest o czym pisać, bo ostatnie dwa tygodnie minęły nam bardzo intensywnie. Jak już wcześniej pisałam urlop spędziłyśmy w Jastrzębiej Górze. Ale od początku.... Wyjechałyśmy z Kielc wczesnym rankiem 7 sierpnia. Pogoda raczej taka sobie, co mnie jako kierowcę troszkę denerwowało. W każdym razie pozytywnie nastawione zapakowałyśmy wszystkie potrzebne rzeczy. Ania dużą część drogi przespała, a kiedy nie spała, to babcia Stasia skutecznie umilała jej drogę. To ponad 550 km minęło jakos w miarę szybko , poza okrutnymi korkami na samym wybrzeżu. Człowiekowi troche cierpliwości brakowało. Ale jakoś dotarłysmy. Po wypakowaniu bagaży skierowałysmy nasze kroki do Centrum Jastrzębiej Góry i oczywiscie nad morze. Bałtyk tego dnia wyglądał wspaniale. Nie był spokojny, a fale rozdzierały błękitna taflę wody w każdej sekundzie. Właśnie takie morze kochamy. Ania lekko zdezorientowana, ale i zachwycona. Sama pognała do schodów prowadzących na plażę. " Mamo jak tu ślicznie". Ten jej zachwyt, ta fascynacja morskim krajobrazem wynagrodziła wszystkie trudy podróży. Pierwszy dzień był dość męczący, dlatego udałyśmy się do naszego pensjonatu, żeby troszkę odpocząć. Ale i tam na Anię czekały atrakcje. Mała wprost uwielbiała zabawy na przydomowym placu zabaw. Rodzice innych dzieci z tego samego pensjonatu określali ją nawet mianem "perszing" bo mała nie chodziła po tym placu, tylko biegała, szybko biegała. Kolejne dni nadmorskich wojaży mijały nam szybko , ale tez bardzo radośnie. Po śniadaniu udawałyśmy się na lody. Ania bawiła się też na wszystkich możliwych automatach, kulkach, trampolinach, karuzelach. Pływała tez łódka. Atrakcji jej nie brakowało. Panna A. najchętniej Ania wchodziłaby na najwyższe zjeżdżalnie i tym podobne sprzęty, na co jednak matka zgodzić się nie chciała. Po czasie zabaw na wesołych miasteczkach przychodził czas na plażowanie. No i tu pojawił się mały problem. Ania wody morskiej zwyczajnie się bała- ale mam tu na myśli otwarte morze. Temperatura wody zwyczajnie naszej córci nie podpasowała. Co innego, kiedy matka wykopała małą zatoczkę lub basenik- tam dziecko mogło spędzać całe godziny. Do tego uwielbiała bawić się swoją dmuchaną kaczuszką, piłkami no i oczywiście grzebać się w tej " wielkiej piaskownicy". Na obiad wracaliśmy na kwaterę. Po obiedzie na nudę też nie mogłyśmy narzekać, bo jak już pisałam wcześniej w tym samym miejscu mieszkało sporo rodzin z małymi dziećmi. Ania uskuteczniała rozmowy z nimi. Panna A. to swoją droga bardzo kontaktowe dziecko, które potrafi zagadać i rozśmieszyć niejednego mruka. W czasie naszego pobytu wybrałyśmy się takze do Władysławowa- które swoją drogą średnio mi się obecnie podoba. Jak dla mnie to zrobiło się z niego spore miasto, zwyczajnie nie ma klimatu. Był tez wypad do Karwi, gdzie są śliczne szerokie plaże, i dużo mniej ludzi niż w Jastrzębiej Górze. Do domku wróciłyśmy w niedziele 15 sierpnia. Czekali na nas dziadek Marian i Piotrek. Niedziela minęła szybko, za szybko. Piotrek musiał wracać do Katowic, za to my miałyśmy jeszcze tydzień urlopowania przed sobą. Ale o tym innym razem. A to jak było nad morzem pokazują chwile złapane w kadr. Wasze komentarze: 10 (Komentarze)
Kierunek- Jastrzębia Góra :)
2010-08-06 14:14:43
Ach jak ja się cieszę, że mamy już piątek, jeszcze tylko 3 godzinki w pracy i do domku, popakować rzeczy i w nocy ruszamy nad nasz kochany polski Bałtyk. Długo wyczekiwane wakacje- mimo, że nie w komplecie- to mam nadzieję, że będą bardzo udane. Troche przeraża mnie wizja prowadzenia auta przez te kilka godzin, ale co tam, jakoś dam radę. Ania też zadowolona że jedziemy nad morze. Wciąż powtarza, że idziemy na plażę i że będzie robić to czy tamto. Oby ten wyjazd naszej kruszynce przyniósł jak najwięcej radości. Znając własną mamę, a Anuszkowa babcię Stasię wiem, że dla swoich wnuczek zrobi wszystko, więc i wyjazd będzie pełen wrażeń. A pogoda jaka będzie, taka będzie- nie mamy na nią wpływu więc specjalnie nie zaprzątam sobie tym głowy. Co do spraw bieżących Ania ma się świetnie. W środę miała mało przyjemną przygodę w przedszkolu. Została popchnięta/ uderzona przez kolegę. Zakończyło się to napuchniętą i lekko przeciętą warga. Poza tym wraca z przedszkola zadowolona, oświadcza mamie, czy była grzeczna. Poza tym wita mnie najpiękniejszymi słowami " Mamusiu przyszłaś. Kocham cię, wiesz?" I tak codziennie. Od poniedziałku Piotrek pracuje w Katowicach. Niektórzy pewnie będą zdziwieni, ale tak wszystko się potoczyło, że praca w Katowicach okazała się być dla niego lepsza, niż ta w Łodzi. Jak to będzie , nie wiem. W każdym razie weekend spędziliśmy właśnie w Katowicach. Ania bawiła się ze swoim tatusiem i nie odstępowała go na krok. Co prawda powoli przyzwyczaja się powoli do nowej sytuacji- czytaj: tata tylko w weekendy- ale i tak tęskni. W poniedziałek wybrałysmy się z Anią na działeczkę. Ania oczywiście bawiła się w piasku i obowiazkowo podlewała kwiatuszki babci. Poza tym pojawioły się na działce pierwsze malinki i pomidorki koktajlowe, z czego panna A wyjątkowo zadowolona. Z takich tematów ogólnych: mała panna A szczególnie upodobała sobie ostatnimi czasy dwie bajki " Dora the explorer" i Go! Diego Go!" Dziecko zakochane w bohaterach z tych kreskówek. A pisze o tym dlatego, że mała bardzo duzo łapie słówek angielskich właśnie z tych bajek. Ania potrafi po angielsku: - policzyć do 10 - powiedzieć thank You, you're wellcome, faster, climb, jump, bridge, mountain, island, river, lake, mummy, daddy, open, red, yellow, blue, green itd. A to nie tylko pusto wypowiadane słowa. Ania wypowiada je , gdy określa konkretne rzeczy, jak liczy, jak dziękuje za coś. A ja najbardziej lubie kiedy śpiewa mi kołysankę " twinkle twinkle little star" Miód na serce :) Poniżej kilka fotek z ostatniego tygodnia. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() PS Trzymajcie kciuki za nasze wakacje. Do usłyszenia po powrocie. Pa Wasze komentarze: 10 (Komentarze)
Jak to jest mieć zdrową córkę... czyli o naszej kochanej 2,5- latce
2010-07-28 21:35:24
Ale ten czas szybko biegnie... Nawet nie wiem kiedy Ania skończyła to dwa i pół roku. Duża panna. Ale co najważniejsze, to to, że zbiegło się to z tym całym szpitalnym pobytem. Ania należy do bardzo rezolutnych dziewczynek. Nasz dziewczynka czasy pampersowe ma już za sobą, sama korzysta z toalety, pięknie posługuje się tez sztućcami, butla też dawno poszła w odstawkę- teraz najchętniej pija w mamusiowych kubkach. Bardzo dużo mówi... bardzo... Czasami to aż człowiek ma dość, ale tak na serio to ta jej umiejętność akurat bardzo cieszy. Mały z niej uparciuszek, za wszelka cenę próbuje przekonywać do swoich racji ( a i płacz, i próby siły, jak również krzyki wchodzą tu w grę) Uwielbia jeździć na hulajnodze, uwielbia opiekować się swoimi lalami i misiami. Plastycznie-zależy od humoru. Na topie jest plastelina, kredki i farby. Z jedzenia przepada za owocami- tu prym wioda maliny i borówka amerykańska. Na śniadanie najchetniej jajecznica, paróweczki lub naleśniki. Obiadki różnie. Poza tym Ania kocha wszelkie zabawy na dworze, szczególnie te na działce u dziadkków, ale i plac zabaw ze zjeżdżalnią sprawia jej niesamowitą frajdę. To tyle narazie... Co do pierwszej części tematu- tak, mamy wreszcie zdrowe dziecko!!!! Uczucie niesamowite. Minęły dwa tygodnie od zabiegu, a Ania czuje się świetnie. Po trudnościach w oddychaniu nie ma śladu. Dziecko sie wysypia, budzi się zawsze w dobrym humorze. Znikneły sińce pod oczami i wrócił apetyt... i to wilczy apetyt. Dziecko odzyskało radość. A my wreszcie słyszymy dziecko, które nie ma problemu z mówieniem, i ma milutki dzieciecy głosik. Wiem, że decyzja o zabiegu była trafiona. Teraz dopiero zdajemy sobie sprawę, jakie trudności przynosiło jej nabranie powietrza. Od października 2009 roku Ania notorycznie miała katar, który tak naprawdę katarem nie był. Teraz póki co jest spokój i oby tak dalej. Do drugiego sierpnia jestem z Anią na zwolnieniu lekarskim. Lekarze chcą mieć pewność , że wszystko do końca jest wyleczone, zanim Ania wróci do przedszkola. Takze 2 sierpnia ostatnia kontrola pozabiegowa . A już niebawem wybieramy się na wybrzeże do Jastrzębiej Góry. Tak się poskładało, że niestety Piotrek nie ma urlopu i nad morze jedziemy tylko z babcia Stasia- takie babskie wakacje. Oby tylko pogoda w miarę dopisała. Pogoda za oknem średnia, ale muszę przyznać, że jak dla mnie to na ten moment w sam raz. We wrześniu zaczynają mi się egzaminy i kiedyś trzeba się uczyć. Na dziś to tyle. Wena uciekła i nie chce wrócić. Całuje wszystkich P.S. Specjalne podziękowania dla naszej kochanej Madzi Mitkowej za pamięć i śliczną noteczkę imieninkowa dla mnie i Anuszki. Dzięki kochana : ) A już tak na sam koniec tekst Ani z dzisiaj: na stole w pokoju rozłożone są moje papiery i książki, Ania po drzemce wchodzi do pokoju i mówi: Niestety musimy posprzątać, bo jest stlasny bałagan!! i nie ważne że na podłodze porozrzucane przez Anię zabawki leżały- posprzątała matki bajzel :) Wasze komentarze: 4 (Komentarze)
W szpitalu- jak to jest?
2010-07-14 11:13:20
Zacznę od tego, że Ania jest juz po zabiegu i czuje się dobrze. To tak na początek. w poniedziałek stawilismy się w szpitalu ok. godziny 11. Ania została przyjeta, dostała dwie rózowe bransoletki na rączki i udalismy się w kierunku oddziału. Po niedługim czasie prazydzielono nam łóżka- dwa- jedno dla Ani , jedno dla mamy. Ania została z dziadkiem Mariankiem i ciocia Agnieszka, a mama pognała do pracy. Po pracy kierunek szpital. Ania była naprawde pogodna, wieczorem miała założony wenflon. I musze przyznać, że z córki jestem dumna bardzo. Prawie nie zapłakała przy zakładaniu tego ciała obcego. Łzy pojawiły sie dopiero po założeniu bandaża. A i to nie trwało długo. Po godzince ten osobliwy "motylek" bardzo mej córce przypadł do gustu i spytała, czy może miec taki sam na drugiej rączce. Noc minęła w miare spokojnie. Nie było źle. Wtorek 13 lipca- Ania jest przygotowywana do zabiegu. Od wieczora dnia poprzedniego nie może nic jeść ani pić. Rano dostaje pierwszą dawkę antybiotyku. Po pół godzinie pielęgniarka przynosi syropek, który ma Anie lekko rozluźnić i uspokoić. Dziecko wypija wszystko dzielnie. Przenosimy się na drugie łóżko- to już ostatnie chwile przed zabiegiem. Ania po syropku trochę otumaniona, śmieje się na widok prawie wszystkiego. Przed godzina 8 zostaje zabrana na blok operacyjny. Zaczyna się czekanie. W szpitalu towarzyszy nam dziadek Marian. Widzę, że minę ma nie tęgą- przecież Ania to jego kochana wnusia, i jak każdy dziadek boi się o nią. Stres pojawia się nie tylko u niego. Co kilka minut dzwoni do nas Piotrek i babcia Stasia, ciocia Karolina też martwi się o małą. Ok godziny 9:15 wychodzi lekarz, który brał udział w zabiegu. Jego słowa uspokajają. Wszystko przebiegło dobrze. Migdały wycięte. Dziecko ma się dobrze. O 9:30 wchodzę na salę wybudzeniową. Ania śpi po narkozie. Od czasu do czasu wybudza się lekko zdenerwowana. Ok. godziny 11 Ania zostaje przewieziona na salę swojego oddziału. Prawie cały czas śpi. Tylko pragnienie bardzo ją męczy. A tu matka może tylko rozkładać ręce. dla jej dobra - zero płynów aż do następnego dnia. Ok godz. 16 Ania dostaje kroplówkę z glukozą, po której znowu zasypia. Wieczorem pojawia się lekka gorączka 37,8st. Pielęgniarka podaje paracetamol i wszystko wraca do normy. Noc raczej spokojna. Dziecko musiało gdzieś złapać jakiegoś wirusa, bo pojawił się katarek i kaszel. Poza tym wszystko ok. Na pierwszy łyk wody dziecko reaguje z wyraźna ulgą. Po środowym porannym obchodzie odwiedza nas jeszcze lekarz. Mówi ze wszystko jest ok, ze dziecko jest troszkę jeszcze osłabione, ale póki co wszystko przebiega jak należy. Dziś opiekę nad Anią przejął dziadek Marian na zmianę z ciocią Agnieszka. Ja wracam do Ani po pracy. Malutka wychodzi ze szpitala jutro lub w piątek. Damy radę. Poza tym nasze dziecko rozkochało w sobie większość białego personelu. Jej urok urzeka niejednego. Póki co to tyle. Jest dobrze i to nas cieszy najbardziej. Ps. Jeszcze jedno. Głos naszej perełki jest teraz taki subtelny i dziecinny- zakochałam sie w nim na nowo. Wasze komentarze: 11 (Komentarze)
Czas dla nas...
2010-07-12 14:27:20
To już miesiąc naszej "rozłąki". Spytacie jak jest? Bywa różnie... Po pierwsze to Ania tęskni za swoim tatusiem i czeka na każdy jego przyjazd. a jak Piotrek stanie już w drzwiach to nie odstępuje go ani na krok. Zakochana w nim jest. a mnie ściska gardło kiedy wiem, że na przedpokoju stoi już spakowana torba i znowu będzie trzeba powiedzieć " do zobaczenia". Piotrek tez tęskni, choć o tym nie mówi. Za to kiedy przyjedzie ma naładowane akumulatory mnóstwem radości i cierpliwości. A czego mnie brakuje? Jego obecności, szczególnie kiedy Ania już śpi i nie ma się do kogo odezwać. Oj kochamy tego naszego mężczyznę. Ania codziennie zadaje pytania. " a gdzie tatuś" " tatus pojechał do Łodzi do pracy", albo mówi " ja chcę, żeby tatuś tu był" "chce tatusia", " " a kiedy tatuś przyjedzie?". Nastają jednak dni, kiedy znowu jesteśmy razem, kiedy możemy cieszyć się ze swojej obecności. Korzystamy z tego na tyle, na ile sie tylko da. Sobota i niedziele praktycznie w całości spędzone na działce. Sobota tylko we troje, a niedziela razem z dziadkami i prababcia. Cudownie... Basenowe szaleństwo... Bieganie... Szukanie truskawek... Piaskowe babki... Granie w piłkę... Oj tyle tego było. A najważniejsze, że wszystko razem. Ania w sobotę zasnęła o 18 i tak spała do rana. Po niedzielnym obiadku kierunek Złota Woda. Tym razem mieliśmy troszkę inny plan na spędzenie tego dnia. Poza chłodzącymi kąpielami w basenie, był spacer. Wyjątkowy spacer. Wybraliśmy się drogą przez las. Była piękna polana, cała usiana polnymi kwiatami, szczególnie chabrami. Z daleka jej błękit wyglądał jak czary. Ania liczyła tez krówki pasące się nieopodal, uciekała, pokazywała nowe okazy przyrody. Było podziwianie pięknego lasu mieszanego, i obserwowanie ślimaków. Na działeczce Ania pomagała babci i dziadkowi zbierać fasolkę i inne warzywa. a ile było przy tym wyznań miłości: " Babciu kocham Cię, wiesz?, pomogę ci, dobrze?" "dziadziuś kocham cię tak bardzo bardzo mocno, wiesz?" Takie zdania słychać było przez cały czas.... I tak minął weekend... A dziś mamy poniedziałek, Piotrek pojechał do Łodzi, a my co... Ania w szpitalu... jutro zabieg.... Ale o tym następnym razem... ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Wasze komentarze: 0 (Komentarze)
Wakacyjne opowieści
2010-07-12 13:44:23
Oj miałam się poprawić, pisać częściej, ale cóż zrobić, jak taki upał za oknem, redaktorka nadal podziębiona... Dziś będzie o pierwszym weekendzie lipca. Nie było kiedy pisać, to trzeba teraz nadrobić. Pierwszy weekend lipca spędzony po trochu w Złotej Wodzie i w Krakowie- tzn sobota działkowa, niedziela wycieczkowa. Oba dni spędzone jak zwykle fantastycznie. Złota woda tym razem była łaskawa jeśli chodzi o temperatury i wiatr. W związku z tym wykorzystaliśmy to i popluskaliśmy się troszkę w basenie. Ania nie była za bardzo przekonana do chodzenia po tym basenie, za to miejscówka na jego środku na krzesła wydawała się być dla naszej małej panny wręcz idealna. A nadmienię, że na działeczkę zagościli też Karolina, Marcin, Wiktoria i Marcelinka. Nie zabrakło tez Agnieszki i Piotrka. Dziewczynki super się ze sobą bawiły. Chodziły razem na truskawki, wąchały kwiatki, robiły babki z piasku, no i oczywiście doglądały Marcelinki. Ja lekko na dystans się trzymałam, bo kipa do pasa i dzieci zarażać nie chciałam. Zabrakło nam tylko Piotrka, który dojechał do Kielc dopiero sobotnim wieczorem. Niedziela upłynęła nam pod znakiem wizyty w Krakowie. A wizyta ta związana była z przyjazdem do Polski Piotrka cioci Jadwigi i siostry ciotecznej Julii, które to na stałe mieszkają w Stanach Zj. Około południa dojechaliśmy do hotelu, po czym wszyscy ( a dołączyli do nas także dziadek Janusz, ciocia Magda i Agata) udaliśmy się do PArku Jordańskiego. Dziewczyny miały tam mozliwość nieźle poszaleć. Były przejażdżki na różnych samochodzikach i helikopterach, byli klauni chodzący na szczudłach, dwa świetne place zabaw, bieganie alejkami. W końcu Anię zmorzył sen i tak przespała całą drogę do hotelu, my zjedliśmy obiad, a panna dalej spała... Nie chcąc tracic czasu, jeszcze zanim Ania wstała udaliśmy się w kierunku krakowskiego rynku. Na rynku odbywał się akurat jakiś koncert. Ania juz wstała, więc trzeba było napełnić jej pusty brzuszek. Po obiedzie jeszcze przerwa na kawkę i kolejny spacer. Ciocia Jadwiga zaprosiła nas tez na przejażdżkę bryczka po Krakowie. tym sposobem zobaczyliśmy m.in. Wawel i słynne papieskie okno. Oj mnóstwo wspomnień z tym dniem mamy. Zabawa była bardzo udana, a i spotkanie świetne. Inauguracja miesiąca jak najbardziej udana. A do Krakowa zajrzymy jeszcze na pewno. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Wasze komentarze: 1 (Komentarze)
Chwile grozy.../ po konsultacjach z lekarzami
2010-07-05 12:44:11
O tak, chwile grozy to najlepsze określenie tego co mi się w zeszłym tygodniu przytrafiło za sprawą pomysłowości naszej kochanej córci. A o co chodzi, to już piszę. Otóż, jak większość z was wie, Piotrek pracuje w Łodzi, więc co do zasady popołudnia i wieczory spędzamy z Anią same. A co za tym idzie, wszystkie obowiązki domowe spadają na rodzicielkę. I tak matka rozwieszała sobie pranie w zeszłym tygodniu na balkonie, a że mieszkamy dość wysoko, bo na 10 piętrze, to z reguły przymykam za sobą drzwi, żeby dziecko nie kręciło się po owym balkonie. Ania oglądała sobie bajkę, a ja tak wieszałam. W pewnym momencie Ania podleciała i zamknęła mnie na tym balkonie. Z początku chyba wpadłam w lekką panikę, bo ani jednego pomysłu na to nie miałam, jakby ten nasz kochany balkon opuścić. Co lepsze dziecko chyba nie zdawało sobie sprawy z powagi sytuacji i w najlepsze wróciło do oglądania bajki. Nawoływanie i prośby nie dawały większego rezultatu, sąsiadów nie było, więc nic tylko siąść i załamać ręce. Po którejś mojej prośbie Ani udało się lekko podnieść klamkę. Jednak nie było to wystarczajace. Po kolejnych minutach dziecko zainteresowałao się czymś w drugim pokoju, którego nijak nie da się z balkonu zobaczyć. Miałam gdzieś, czy rozwalę drzwi balkonowe, czy nie, wypchnęłam je z całej siły i weszłam do domu. Wszystko dobrze się skończyło, ale dawno nie miałam takiego ciśnienia jak po tej sytuacji. I nikomu tego nie życzę. Ania po całej tej akcji po pierwsze dostała od mamy reprymendę, a po drugie została wyściskana i wycałowana. A w odniesieniu do drugiej części tematu, to napiszę, że jesteśmy po konsultacji z anestezjologiem i laryngologiem. Wszystko jest ok. Lekarze wyjaśnili mi jak będzie to wszystko przebiegać. Nie mamy się o co martwić, ale stres i tak jest. Wyniki badań wyszły ok. W poniedziałek 12 lipca stawiamy się do szpitala. I czekamy na rozwój wydarzeń. Póki co to tyle... Wena poleciała sobie daleko.... Wasze komentarze: 6 (Komentarze)
Pierwsze dni lata
2010-06-28 13:23:31
Zeszły tydzień pogoda nas nie rozpieszczał, ale cóż nie mamy na to wpływu. Staramy się korzystać z pogodnych dni na tyle, na ile to jest możliwe. Tydzień minął nam raczej spokojnie. Byłam z Anuszką u lekarza po zaświadczenie. Poza tym przyczepił się do niej jakiś katar, co mnie bardzo irytuje, bo o takie coś mała może mieć przesunięty zabieg. W piątek byłysmy tez na badaniach krwi- wyników póki co jeszcze nie znamy. Dopiero podczas konsultacji z anestezjologiem okaże się co i jak w tym temacie. Muszę powiedzieć, że jestem dumna z córki. Krew miała pobierana taka samą igłą jak dorośli, a i jej ilość jak dla mnie była przerażająca- bo aż trzy probóweczki. Ania co prawda troszkę zapłakała, ale nie wyrywała się , tylko cierpliwie czekała, aż wszystko się skończy. A i panie, które pobierały tę krew okazały się być nad wyraz ciepłe i opiekuńcze. Niestety po badaniach nie było już tak kolorowo. Wiozłam Anię do przedszkola, aż ta nagle zaczeła bardzo wymiotować. Nigdy nie widziałam swojego dziecka w takim stanie. To chyba te nerwy do tego doprowadziły. A tu ani się zatrzymać, ani nic. No szok maksymalny. Podjechałam pod przedszkole, ale nie było nawet mowy o tym, żeby Ania do niego poszła. Ten dzień spędziła z dziadkiem Mariankiem. A dziadek zabrała Anię na spacer, do magistratu i do kawiarni. ania szybko nabrała apetytu i wszystko wróciło do normy. W piątek wieczorem przyjechał do nas Piotrek i tym sposobem weekend uważaliśmy za rozpoczęty. Sobotnie przedpołudnie spędzone w domu, a później wyjazd na działkę. Rodzicielka pomagała swojej mamie w pieleniu grządek,a Piotrek zajmował się ukochana córeczką. Dziadek zrobił nam niespodzianke i złożył śliczny pawilon nad stołem. Ania nie odstępowała Piotrka na krok. Bardzo za nim tęskni, i widać było jaką radość sprawia im obojgu wspólna zabawa. Te chwile są wręcz magiczne. Niedziela także spędzona w działkowym klimacie. Tym razem dołączyli do nas Aga, Piotrek i prababcia Leokadia. Było jedzenie truskawek prosto z krzaczka, wspólne zabawy w piasku, grillowanie, i własna obecność- naprawdę nam tak niewiele potrzebne jest do szczęścia. Już czekamy na kolejny weekend, choć będzie on skrócony, bo Piotrek w sobotę ma szkołę. W niedzielę planujemy wyjazd do Krakowa. Ale o tym wszystkim innym razem. A zdjęcia może wieczorem.
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Wasze komentarze: 2 (Komentarze)
{blog} |
![]() |
| Archiwum: 2008: luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień |