|
Ale to już było i nie wróci więcej
|
|||
|
Informacje z 2009.9:
Archiwum: Powiedziała co wiedziała...
2009-09-23 10:34:41
Wieczorową porą Amelka jak zwykle przed snem jak wulkan energii, wymyśla nam bojowe zadania żeby tylko z łóżka wyjść i jeszcze z nami poszaleć. Sen to wróg nr 1. Po co wcześnie chodzić spać jak można jeszcze mamę i tatę pomęczyć. Słyszymy pstryknięcie lampki. Światło u córy w pokoju się zapala i nagle krzyk zza drzwi.
Ami: mama choć! Ja: milczę Ami: mama syszysz (słyszysz)? Mama choć (brzmiące trochę jak oć)! Ja: milczę Ami: tata choć! Tata: milczy Ami: tata syszysz (słyszysz), choć szybko! Mama i tata: wciąż milczą Ami: MaTa! No tak jak mama i tata na wołanie nie reagują to może wyraz MaTa nowej generacji mocy znaczenia nabierze i w końcu, któreś z nas ruszy swoje 4 litery by córkę z wieczornej opresji uratować. Kolejna próba zrobienia córce fantazyjnej fryzury, próbuję co dzień bo jakże dziewczęco i słodko wyglądają jej rówieśnice w kitkach, warkoczykach, opaskach, spinkach, spineczkach, kokardkach itp., itd. Zaczynam więc tłumaczenia: Ja: Ami zobacz gumka. Ładna prawda? Jest fioletowa i ma kształt kwiatka a Ty lubisz kwiatki tak? Ami: taaak, łana (ładna) gumka (brzmi trochę jak kumka). Ja: to choć zepnę Ci włoski tą ładną gumką i zrobię kitkę? Ami: o nie kitka, nie ce (chce), koniec! Ja: mimo protestu zakładam gumkę na amelkowe pierza. Ami (zdejmuje gumkę i mówi): nie ma kitka! Ja: Amelciu dlaczego? Czemu zdjęłaś gumkę. Tak ładnie wyglądasz w spiętych włoskach. Ami: kitka gyzie (gryzie), sio kitka! Powiedziała co wiedziała więc bez zbędnych komentarzy. Sio kitka i już. Wszystkie kitki sio! ![]() ![]() Komentarzy: 27 (Komentarze)
Z serii jaka ona jest?
2009-09-22 10:34:24
Pogodna, radosna, promienieje w każdej sytuacji, która o uśmiech bądź śmiech przyprawia. Sama próbuje też swoich sił w stwarzaniu komicznych sytuacji i czasem jej się to udaje. Słodka i delikatna, taka jak ciastko z dużą ilością kremu i wisienką na środku.
![]() Uparta, niecierpliwa, szybko ulegająca złym nastrojom. Łatwo przechodzi ze stanu euforii i zadowolenia w stan chimerycznych fochów i grymasów. Nie zgadza się ze wszelką odmową, nie znosi gdy ktoś jej czegoś zabrania bądź nakazuje. Zawsze na nie reaguje złością. Musi być tak jak dziecko sobie ubzdurało a jak nie to wielki lament i łzy jak grochy ale my rodzice staramy się być stanowczymi bo twardym trzeba być a nie miękkim nawet jeśli ma się do czynienia z taką twardą sztuką jak Ami.
![]() Jest ciekawa świata a zakazane smakuje najlepiej. Cieszy ją każdy maleńki szczegół egzystencji. Widzi piękno tam gdzie my dorośli już dawno go nie widzimy bo stało się dla nas chlebem powszednim. Uwielbia zawierać nowe znajomości i towarzystwo dzieci. Drzemie w niej także dusza podróżnika, od wczesnych godzin porannych wybiera się na spacer i nie ważne czy pada czy świeci słońce.
![]() Jest także małą modnisią, każdy nowy ciuch dokładnie obejrzany a potem przed lustrem stroi miny i ogląda się w nowej kreacji. Buty i czapki to te części garderoby, które lubi najbardziej. Gaduła ale tylko wtedy gdy ma na gadanie ochotę. Nie znosi rozmów przez telefon a szkoda bo babcia czy ciocia chętnie by z Amisią telekonferencję przeprowadziła.
![]() Jest także ku mojej uciesze, fanką bajek, a te naj to Epoka Lodowcowa i Ratatuj a czas gdy córka po raz enty bajkę ogląda mogę spokojnie poświęcić na wykonanie codziennych zajęć kury domestiki. Ostrożna, podchodzi z dystansem do tego co nieznane lub niebezpieczne. Siniaków czy zadrapań w czasie prawie dwuletniego bytowania córka miała jak na lekarstwo i niech tak zostanie. Energiczna, zawsze gotowa na wszystko i wszędzie ale chyba to domena każdego małego człowieczka. Jest małą psują a sprzętów w domu tych popsutych, poplamionych itp. chyba nie zliczę. Nie nudzę się jednym słowem bo córa zawsze jakieś bojowe zadanie mamie wymyśli. Co więcej? Przerażają ją starzy ludzie i zawsze gdy jakaś babcia szepnie do Amelki jakieś słodkie słówko na uszko, tak jak to babcie potrafią, ta ucieka z grymasem na twarzy gdzieś w kąt lub wdrapuje się nam na ręce.
Mogłabym tak pisać o tym moim indywiduum godzinami. Jaka ona jest? Ona po prostu jest moja i kocham ją na zabój! Komentarzy: 19 (Komentarze)
Do zakochania jeden krok...
2009-09-21 11:23:57
Z życia wzięte i całkiem prawdziwe te wczesne amelkowe romanse. Fakt ten raz przyprawia nas rodziców o uśmiech na twarzy i radość taką, że boki zrywać i są też chwile refleksji i zatrwożenia, bo co to będzie za czas jakiś gdy już nie mała dziewczynka lecz nastolatka zacznie podbijać serducha już nie przedszkolakom a nastoletnim chłopcom. Istnieje zawsze możliwość, że do tego czasu zamieni się w szpetną poczwarę he, he na widok, której płeć męska będzie uciekała gdzie pieprz rośnie jednakże tylko hipotetyczna i tego byśmy sobie nie życzyli. Czujnym trzeba być i córkę na wodzy trzymać he, he. Flirty i flirciki, zaczepki, pierwsze uściski i nieśmiałe buziaki- to Amelka ma już za sobą. W sobotnie popołudnie, w czasie rodzinnego spaceru po parku, 3 amantów sobie nasza pierworodna przygruchała i nie było mocnych by szalejącą na jej punkcie męską ekipę rozdzielić. Była stokrotka wręczona przez dwuletniego Kubę i tu wierzcie czy nie z pozycji na klęczka, to prawie jak oświadczyny no nie? Dzieci mają niesamowite pomysły. Były też okrzyki nieco starszego od Ami szatyna w stylu ona jest moja i spacer pośród kwiatów i alejek z żywopłotów za rękę, niewinne przytulańce. Sielanka całej 4-ki trwała dobrą godzinę a Ami niczym rodzynek szczęśliwa bo adorowana przez młodocianych kolegów na każdym kroku.
![]() ![]() ![]() ![]() P.S. Właśnie wróciłyśmy z zajęć muzycznych. Amelka bawiła się rewelacyjnie, nie zawsze tak jak pani prowadząca by sobie życzyła bo wg. własnych zasad i ochoty ale wszelkie bariery zostały przełamane. Nie boi się i czerpie radość ze wspólnej zabawy z przedszkolną drużyną Muzycznych Figielków. Na bębenku sobie gram ramtatam, ramtatam...
Komentarzy: 10 (Komentarze)
Sunset Beach
2009-09-16 15:10:46
Po raz pierwszy ujrzany przez Amelkę, po raz pierwszy podziwiany tym pełnym ciekawości i entuzjazmu spojrzeniem. Był sobie taki jeden zachód słońca u horyzontu rewskiej plaży, tam gdzie zotoka ściera się z otwartym morzem a między nimi cienka nić cypla wychodząca głęboko w morze. Stoisz i widzisz po jednej stronie Bałtyku spokój i cisza, po drugiej wiatr i sztormowe fale, niesamowite zjawisko. Po toni wodnej w świetle ciepłego słońca pływały kutry rybackie, nad głowami fruwały kolorowe latawce od kitesurfingu, Amelka wrzucała kamyczki do wody, mąż wylegiwał się na konarze drzewa (tak właśnie było mu wygodnie) a ja próbowałam uchwycić w kadr piękno zachodzącego słońca. Jako wrażliwiec i ogromny miłośnik przyrody ścigałam swym okiem barwy pomarańczu, błękitu ścierające się ze sobą na nieboskłonie. Pełen relaks, niezmącony niczym spokój. Był sobie taki zachód słońca, jaki? Po prostu taki oglądany oczami dziecka.
![]() ![]() ![]() ![]() Komentarzy: 15 (Komentarze)
Prawie jak Hanna Bielicka czyli o fance nakryć głowy
2009-09-15 9:47:59
Prawie robi wielką różnicę jednakże nie pod każdym względem. Wszem i wobec wiadomo, że ta Pani będąc w podeszłym już wieku przejawiała ogromne zamiłowanie do fantazyjnych nakryć głowy. Zamiłowanie takowe do wszelkich kapeluszy, beretów, kaszkietów, czapek z daszkiem czy też bez przejawiamy także my, czyli ja redaktor...he, he bloga we własnej osobie i moja córka pierworodna Amelka. Będąc maleńka nigdy nie stawiała oporu gdy coś jej na głowę wciskałam. Główkę jeszcze wtedy niczym jabłuszko zwykle zdobiło coś kwiecistego. Na zakupach odzieżowych w sklepach dziecięcych zawsze oglądałam nowe kolekcje nakryć głowy dla Ami. No tak takiego jeszcze nie ma i hop do koszyka, w takim wyglądałaby cudnie więc niech i ten będzie a głowa rodziny zwykle kręciła nosem, że po co, dlaczego i w jakim celu aż tyle? Obecnie nasza córka prawie dwuletnia nie wyobraża sobie wyjścia z domu bez czegoś mniej lub bardziej ekstrawaganckieg na głowie i nie są to niestety gumki, opaski, spinki i spineczki bo tych nie lubi a jak jej założę po krótkiej chwili zadziornie ściąga. Gdy szykujemy się na spacer Amelka wyciąga z komody, dokładnie ze środkowej szuflady jeden z kolekcji, wciska go niezdarnie na swą czuprynę i do drogi gotowa. To nic, że wszystko kompletnie do siebie nie pasuje, że właśnie wieje a ona w bluzce na ramiączka, pampersie, jednej skarpetce i sandałkach. Czapka na głowie jest więc trzeba natychmiast wychodzić a co tam poczucie estetyki i wyczucie, najważniejsze jest przecież na głowie.
Prawie takie same a jednak inne
![]() ![]() ![]() Komentarzy: 18 (Komentarze)
Z serii jaka ona jest?
2009-09-11 9:28:11
Moja prawie dwulatka licząca dokładnie 22 miesiące i 5 dni jest kwintesencją kobiecości a dokładniej odzwierciedleniem powiedzenia kobieta zmienną jest. Są dni gdy przeżywamy je ze stoickim spokojem, bawiąc się w swoich 4 kątach zabawkami, układając lalę do snu, karmiąc ją, rysując na kartkach papieru esy floresy, oglądając bajki, czytając książki itp. Jest też wtedy popołudniowa drzemka i spacer za rączkę u boku mamy. Wszystko wtedy smakuje, śniadanie jest mniam, mniam i obiad pyszny, każde zadane przeze mnie pytanie skierowane do Amelki ma w takie dni pomyślne rozwiązanie bo wszystko jest wtedy na tak. Pogodna, uśmiechnięta, delikatna i subtelna jest wówczas moją najlepszą przyjaciółką, kompanką, która umila mi czas. Bywają jednak dni gdy córce ktoś lub coś na przysłowiowy odcisk...nadepnie i dzień zaczyna się i kończy tak jakby się lewą nóżką wstało. Następuje wtedy odwrót o 180 stopni tak więc wszystko jest na nie, nic nie smakuje, spacer przypomina gonitwę zmieniającą wciąż swój kierunek i nie mającą mety, zabawa w domu to nuda, Ami niczym dzik nieokiełznany szaleje to tu to ówdzie naładowana niespożytą energią. Zdarzają się wtedy esy floresy ale już nie na kartce papieru ale np. na ścianach (na szczęście jesteśmy posiadaczami zmywalnej farby), to co niezjedzone wyplute zostaje np. na świeżo uprany fotel, sen to wróg nr jeden i zamiast wieczoru w ramionach męża przy dobrym filmie mamy ekstremalny wieczór jazdy konnej (Ami w roli tej co ujeżdża a my w roli nieposkromionych rumaków), zamiast zabawy zabawkami lepiej coś w domu popsuć i zrobić przysłowiową demolkę tj. powywalać z szafek co się da, skąd się tylko da i i le się da, zrobić sobie maseczkę z masła albo kremu, umoczyć szczotkę do włosów w sedesie, pociągnąć psa za ogon i nie tylko, popsuć jakiś sprzęt domowy itp., itd. Jakie wnioski się nasuwają? Z własnego doświadczenia wiem, że bycie kobietą nie jest łatwe, bycie matką małej kobietki również proste nie jest bo przecież kobieta zmienną jest i już. A dlaczego? No bo tak!
Tu diablica we własnej osobie
![]() ![]() A tu aniołek tylko aureolki brak ![]() ![]() Komentarzy: 15 (Komentarze)
Córka dzikuska
2009-09-09 18:56:16
Od rana opowiadałam swojej córce jak to wspaniale będzie bawić się w grupie przy akompaniamencie muzyki i w towarzystwie rówieśników. Córka nawet wyciągnęła spośród zabawek coś na podobieństwo cymbałek i ćwiczyła te swoje do, re, mi, fa...O godzinie 15:30 córkę w wózek zapakowałam i pojechałyśmy na zajęcia Muzycznych Figielków lecz samej córce nie w głowie było figlowanie. Jak było? Zawstydzona, zawiedziona jestem zachowaniem córki, bo ta w niebogłosy krzyczała nie chce, chce wyjść, na zapytanie pani prowadzącej zajęcia jak ma na imię zrobiła minę tzw. buca i na kolana matczyne się wdrapała by przez 3/4 zajęć z nich nie złazić wcale. Inne dzieci skakały, maszerowały, śpiewały, dwójka płaczków opuściła zajęcia a Ami jak w hipnozie z kolan zejść nie chciała i już. Amelcia pełna dystansu, niepokoju i indywidualizmu, spędziła na zabawie z grupą zaledwie 10 ostatnich minut ich trwania. Tak mama dziecko swoje chciała uszczęśliwić i tak jej nie wyszło...Nie poddamy się jednak i za tydzień na zajęcia idziemy obowiązkowo. Dzikiem nie można być i trzeba się socjalizować z grupą. Wszystko to było dla nas dużym przeżyciem. Szłyśmy z pozytywnym nastawieniem, bo przecież Amelka uwielbia towarzystwo dzieci, ma swoje koleżanki i kolegów. Wyszło inaczej. Cóż, czasem strach ma wielkie oczy mam nadzieję, że na poniedziałkowe zajęcia je mocno przymknie i nie da o sobie już więcej znać.
![]() ![]() ![]() Komentarzy: 21 (Komentarze)
Figielki Muzyczne
2009-09-08 15:33:26
Spotkanie dwóch sąsiadek czyli ja kontra przyszywana ciotka M. W głowach Matek Polek zrodził się jakże genialny pomysł zapisania córek roztropnych i grymaśnych na zajęcia muzyczne, by upust swej energii dały w rytm do, re, mi fa, sol, la, si do. Pełna entuzjazmu, bo pomysł cud, miód i malina, złapałam za telefon, by dziecko moje do grupy Figielków Muzycznych zapisać. O tak miejsca wolne jeszcze są a zebranie zaplanowane na jutro o godz. 16:00, obecność rodziców i ich pociech obowiązkowa. Jak się dowiedziałam są to zajęcia muzyczno-ruchowe z elementami logorytmiki i muzykoterapii dla dzieci od 18 miesiąca życia. Tak więc moim drodzy, moi mili oświadczam wszem wobec, że Amelka będzie wyginała śmiało ciało tak by opanować kocie ruchy i kiedyś pokazać w You Can Dance na co ją stać. Bardzo się cieszę bo to duży krok w stronę przedszkola, w którego mury Amelka będzie kiedyś zmuszona wstąpić. W jesienne dni słoty córa będzie miała odrobinę odskoczni od monotonnej prozy życia.
Na koniec tej figielkowej notki jeszcze dwa dialogi wrzucę, w roli głównej oczywiście ja kontra Amelcia. Kilka dni temu na obiad rodzina R. zjada pieczonego kurczaka a Amelka niestety z racji przebytej choroby tylko kaszkę. Dziecko patrzy i rzecze: mamo ja nie chce tego, to jest ble, ja chce kurcze. O kurcze i jak tu dać dziecku kurcze jak nie może. W chorobie owej po, której już ku wielkiemu szczęściu prawie ślad zaginął Amelcia nie chciała pić, więc mąż wpadł na pomysł by zrobić jej coś czego jeszcze nigdy nie miała okazji spróbować i co zwykle jest dla niej zakazane. Zakazana była zawsze świeżo zaparzona kawa. Tłumaczyłam, że nie wolno, że to napój który piją tylko dorośli. Córka mimo to zawsze ciekawa, domagała się kawy i już. Mąż poszedł więc zakupić Inkę dla dzieci, po czym sporządził ów napój. Amelka niepewnie zagląda do kupka i rzecze: mamo ja nie mogie, to kawa a kawa jest fuj. No proszę nauki nie poszły w las. I to by było na tyle. ![]() ![]() ![]() Komentarzy: 27 (Komentarze)
Wieści
2009-09-05 10:11:36
Wieści dobre pomieszane z tymi mniej optymistycznymi. Jest lepiej, Amelka zaczyna przyjmować pokarmy i połykać je bez uczucia bólu, krztusi się jeszcze dziecinka ale to minie. Obrzęk jamy ustnej wraz z gorączą zniknął, rany się częściowo zagoiły ale antybotykoterapia przedłużona jeszcze o kolejne 5 dni. Jest nadzieja, że Amisia zakończy leczenie bez włączania trzeciego antybiotyku o ile Augumentin nie wyjałowi organizmu na tyle mocno, że pojawi się jakiś nowy obcy bo gdy spada odporność czasem pojawiają się pleśniawki i inne świństwa. Póki co jestem dobrej myśli, podaję córeczce probiotyki i preparaty osłonowe a potem dwutygodniowa kuracja odpornościowa i powinno wszystko wrócić do normy. Amisia bardzo nam zmizerniała, taki szczupaczek się z niej zrobił. Najważniejsze, że dobry humor córeczce powraca i noce spokojniejsze, przespane.
Moja siostra z odsieczą do nas przybyła i zaopiekowała się swoją chrześnicą, Amelcią jak prawdziwa mamuśka więc ja z mężem mogliśmy złapać trochę wiatru w swe skrzydła i zrelaksować się bo czasem sił już brakowało na to wszystko. Amisia szczęśliwa bo po tylu dniach siedzenia w domu nareszcie miała rozrywkę i odmianę, odskocznię od tego co nudne i dobrze już znane. I tak by troszkę optymistycznie te moje wywody zakończyć parę tekstów Amisiowych rzucę... Ami w czasie wizyty szpitalnej łapie za klamkę od sali przyjęć i patrząc na panią doktor z miną kota ze Shreka pyta: - ej, mogę wyjść Na co pani doktor: - możesz Na co Ami otwierając sobie drzwi sama do siebie rzecze - no to proszę Otwiera i wychodzi a przy tym jaka kulturalna. Ami śpi jak zabita w czasie dnia, nagle siada na łóżku podnosie ręce do góry, otwiera gwałtownie oczy i rzecze - osia lata, osia gyzie, łapać osia, sio osia Na co tłumaczę jej, że nie ma osy, że przyśniło Ci się skarbie. Ami siedzi i myśli i rzecze: -aha, no nie ma Kładzie się i śpi dalej. Grunt to stoicki spokój no i twardy sen. Wstajemy rano a ja jako alergik pocieram oczy, bo znów coś mnie szczypie i swędzi. Ami przygląda się, grozi mi palcem i rzecze: - mamo nie wolno tsieć oczy, nu nu nu, nie wolno! Doznałam szoku i jakoś wstyd mi się zrobiło, że córka dosknonale mamy naukę przyswoiła, że trzeć oczu po plaży nie wolno gdy piasek z nad morza wpadnie pod powiekę a sama tarcie oczodołów uprawiałam. Sąsiad puka w ścianę, obrazek pewnie przywieszał. Ami stoi i słucha i rzecze sama do siebie: - puk, puk Po czym odpowiada - kto tam i na koniec znów odpowiada - no to nić Słodkie są te pierwsze dialogi z dziećmi a i ile radości przynoszą wszytkim domownikom. Kilka fotek samej gaduły wrzucę jeszcze sprzed choroby a wszystkim, życzę udanego weekendu i nie w strugach deszczu lecz w promieniach słońca. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Komentarzy: 17 (Komentarze)
Domowy szpital
2009-09-02 12:20:56
Wrzesień nie zaczął się dla nas pomyślnie... Z sobotnim dniem pojawił się u Ami stan podgorączkowy, po dawce ibuprofenu wszystko wróciło do normy. Niedziela przyniosła pogorszenie samopoczucia Amelki, temperatura mimo podawania leków sięgająca 39 kresek, prawie cała noc płaczu i lamentu. Poniedziałek rano gorączka wciąż wysoka, nadal płacz na przemian z krzykiem ała boli buzia. Wizyta u lekarza i postawiona diagnoza- wirusowe zapalenie jamy ustnej. Po podaniu leków stan wciąż się pogarszał, przepisane i nietrafione, kompletnie nie zdawały egzaminu. Stan zapalny w jamie ustnej Amelki widoczny już gołym okiem, rany pojawił się także na ustach uniemożliwiając jedzenie i picie, wieczorem pojawia się także krew z nosa, ust i wymioty. Cała noc przeraźliwego krzyku, noszenia na rękach mojej córeczki, której ani ja ani mąż nie potrafimy ulżyć w bólu. Amelka odmawia jedzenia i picia z powodu obrzęku i bolesnych ran. Z niecierpliwością odliczałam godziny, by znów można było podać następną dawkę medykamentów. Noc z poniedziałku na wtorek koszmarna, nie mam siły o tym pisać. Amelka wypija zaledwie 4 łyki wody. Wtorek kolejna wizyta u lekarza i skierowanie od pani doktor do szpitala bo ona nie podejmie się dalszego leczenia a przecież gdyby podała odpowiednie leki na czas, nie doszłoby do tego. Od kwietnia i pobytu w szpitalu z powodu rotawirusa minęły zaledwie 4 miesiące i znów wizyta w Szpitalu na Polanki, w którym ponad wszystko nie chce zostać ani ja ani dziecko mimo fachowej opieki personelu medycznego. Jesteśmy na miejscu, zarówno pani doktor jak i pielęgniarki potrafią doskonale zająć się chorym dzieckiem, o naszej przychodni rodzinnej wolę się nie wypowiadać...Badania wykazują stan zapalny organizmu, nadkażenie wirusowe i bakteryjne, na szczęście niewielkie odwodnienie. Amelka otrzymuje 3 różne antybiotyki a każdy o innym spektrum działania. Obecnie należy podawać jej dwa na raz przez 7 dni, po ukończeniu kuracji włączyć następną trzecim antybiotykiem również 7 dni. Otrzymała także leki przeciwwirusowe a po wyleczeniu mamy przeprowadzić kurację uodparniającą. Po kilkugodzinnym pobycie w szpitalu decydujemy się za radą pani doktor na powrót do domu. Szpital to ostateczność a możliwość powrotu w razie pogorszenia zawsze jest. Amelka została nawodniona a stan ogólny się poprawił. Podane leki w błyskawicznym tempie zaczęły działać, stan ulega niewielkiej poprawie ale jest lepiej. Nadal jest ciężko, dziecko cierpi tak, że brak na to słów ale liczę, że poradzimy sobie z tym paskudztwem. Plastikową łyżeczką podaje jej picie albo rozwodnioną kaszkę, o jedzeniu na razie nie ma mowy. Każdy łyk nawet wody sprawia jej ogromny ból. Gorączka ustąpiła, w nocy Amelka budziła się z krzykiem tylko 3 razy a to bardzo ważne by spała, bo sen leczy a i ja mam więcej sił by się nią zająć. Teraz odsypia te nieprzespane noce a ja mam chwilę by siąść i opisać to o czym nie chciałoby się nawet myśleć. Córa nasza może biegać na boso po ogródku, chlapać się w morskiej wodzie, pluskać w basenie nie zachoruje. Odporność na wszelkie choroby wirusowe jest jednak bardzo słaba. Zwykle zabawy w dużym gronie dzieci, czy spędzanie czasu z masą obcych ludzi kończą się chorobą ale nie mogę przecież izolować jej od świata i ludzi. Mam tylko nadzieję, że z czasem uodporni się na wszelkie wirusy i bakterie i będzie tylko lepiej. Eh, jak powiedziała sama pani doktor tak po prostu bywa, niektóre dzieci liżą podłogę i jest wszystko ok. a niektórym nie jest to po prostu dane mimo, że się dba o dziecko najlepiej jak tylko można. I jeszcze jedno, dziękuje tym wszystkim, którzy są blisko.
Komentarzy: 16 (Komentarze)
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień 2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień |
|||