« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

Blog kacper na www.smyki.pl

 




Wokół Kacpra: Strona główna Galeria zdjęć Strona o mnie Księga gości



 

 


- Bry i Bubu :: - Duszek Tymuś :: - Dwa smyki :: - Dzieci sprawne inaczej :: - Gosia i Ania :: - Gucio i Hela :: - Haniołek, Brumiś i Spółka :: - Hanka :: - Kuba i Kamil :: - Lęki, jęki i Potwory :: - Malina i Mati :: - Martynia i Michaś :: - Martyśka i Kuba :: - Mazusy :: - Melek Elemelek :: - Monsterowo :: - Motyle Oskara :: - Nie-zapominajki :: - Nikusiowe życie :: - Notki Mamrotki :: - Pamiętnik Maćka K. :: - Patrycja i Wojtuś :: - Rybi brulion :: - Ulotne chwile :: - W Starogardzie :: - Wiola i Ninka :: - Wiola z Szymciem :: - WP :: - Zapiski Magdy :: - Zegarka i Karolinka :: - Zeszydło z worka :: - Zimnoblog :: - Zuziaczek ::

 

 

 
 
2010-07-29 14:38:41
Po jakiemu on mówi

Czas leci. Nam upływa na spacerowych wyprawach do parku, do lasu, na plac zabaw albo na drugi plac zabaw (’kuki mam pabab’ jak mówi Kacper ) ewentualnie do centrum handlowego. Nasze dziecko uwielbia centra handlowe :)

- Neneny ko keku - mówi. - Jechaś kukiem. (Jedziemy do sklepu. Jechać wózkiem)

- A mosze na tatej? - proponuje innym razem. Na spacer :)

I komentuje wszystko, co widzi.

- Mama piłje kałe! (Mama pije kawę)
- Tata szałoszi kuke! Na szuszek! (Tata założy bluzkę. Na brzuszek)
- Titika poszet mo momu! (Dziewczynka poszedł (sic!) do domu)
- Kokik edje o łoferze! (Chłopczyk jedzie na rowerze)

i tak dalej...

Tak sobie lekką ręką piszę te tłumaczenia z kacpryjskiego i zapewne czynię wrażenie, że wiem doskonale co w każdym momencie Kacper mówi. No cóż, prawda jest taka, że spędzam długie minuty na rozszyfrowywaniu coraz to nowych słów i słówek.

Przypomniało mi się, jak jeszcze w czerwcu poszliśmy na zajęcia do logopedy i Kacper na widok Olgi siedzącej przy stole zawołał coś na kształt: Łołołi!
Nagłowiłyśmy się mocno i wielce skomplikowaną drogą rozumowania doszłyśmy do wniosku, że chodziło Kacprowi o ’czerwony’ kolor, na który Olga miała pomalowane paznokcie u stóp :)
Prawdziwe znaczenie odkryłam dzień później, kiedy weszliśmy do sklepu. Kacper powiedział swoje ’łołołi’, a mnie uderzyła oczywistość jego zawołania. Przecież to ’dzień dobry!’

Tak. Kacpryjski to prawdziwa łamigłówka. I wcale się nie zdziwiłam pewnego dnia na placu zabaw.
Kacper codziennie robi rundkę przed ustawionymi tam ławkami i wita się z każdą osobą. Jednym tylko podaje rękę, innym mówi ’cześć’, a jeszcze innym ’dzień dobry’, które brzmi teraz jak ’dełołi’ (Mowa Kacpra, na szczęście, ewoluuje i chyba nawet w prawidłowym kierunku.)

- Dełołi - powiedział więc Kacper do pewnej pani.

Stwierdzam, że pani jest bardzo zdolna, bo zrozumiała od razu Kacprowe przywitanie.

- Dzień dobry - odpowiedziała.

Kacper usatysfakcjonowany poszedł do zabawy, a córka zagadniętej wcześniej pani spytała:  - Mamo, a po jakiemu on mówi?

Heh, to pytanie musiało wcześniej czy później paść :D


***
Dla ciekawych, co u rodziców.
Nasze sprawy uczelniane powiodły się, jak najbardziej. Ojciec został inżynierem, a ja zdałam wreszcie egzamin-koszmar. Co za ulga!




Komentarzy: 2 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2010-07-02 11:12:50
Wakacje

W środę Kacper pożegnał na dwa wakacyjne miesiące przedszkole. Zabraliśmy wszystkie rzeczy z szatni. Dostaliśmy teczkę z rysunkami, których przez siedem miesięcy zebrało się... aż cztery :) To znaczy, że tyle razy udało się namówić Kacpra, żeby usiadł do stolika podczas zajęć plastycznych. Ja i tak byłam mile zaskoczona, bo dotychczas byłam świadoma tylko jednego malunku, którego dopatrzyłam się kiedyś na ściennej wystawie obok szatni i oczywiście z dumą sfotografowałam.
O:


 
Oczywiście, nie mam złudzeń, że to samodzielna praca, ale i tak z radością skonstatowałam, że drzewo podpisane imieniem mojego syna było najładniejsze z całej grupy :))

Oficjalne zakończenie roku w przedszkolu odbyło się trochę wcześniej, bo w połowie czerwca. Dzieci wystawiły przedstawienie, podczas którego, jak zapowiedziała jedna z wychowawczyń, miały pokazać jak wspaniałych rzeczy nauczyły się podczas mijającego roku. Kacper, przebrany za drzewko, pokazał jedynie tyle, że potrafi nie rzucać się w oczy :) Miał tańczyć, gestykulować, itp., a tymczasem usiadł sobie w kącie, na wpół schowany za swoją panią Patrycją i jego występ ograniczył się do przebywania na scenie :) Za to inne dzieci naprawdę brawurowo odegrały historię Czerwonego Kapturka, babci, wilka i gajowego. A najciekawsze okazało się zakończenie, kiedy wilk - w tej roli Wojtuś - wygłaszając ostatnią kwestię przedstawienia zamilkł nagle. Jedna z przedszkolanek szepnęła mu teatralnie, żeby dokończył zdanie. - A mnie się już nie chce! - zawołał na to Wojtuś-wilk, który, fakt, wiele przeszedł na scenie i miał prawo być zmęczony. Po tymże okrzyku, ukłonił się, a za nim pozostali aktorzy :))

Kacper rozpoczął więc wakacje. Ale tylko Kacper. Rodzice Kacpra bowiem zmagają się wciąż z uczelniami. Ojciec ma w poniedziałek obronę pracy dyplomowej. Ja zaś w przyszłą sobotę mam nadzieję zdać egzamin, którego od trzech lat zdać nie mogę. Może się w końcu uda.

Na razie lato spędzamy na osiedlu korzystając z porozrzucanych między blokami spłachetków zieleni, namiastek łąki i lasu.

 


 
 
Komentarzy: 3 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2010-06-27 12:49:36
Piwo

Studiujemy z Kacprem pewien obrazek. Na obrazku stoliczek, na stoliczku spodeczek i filiżanka, w filiżance - według mnie - kawa
Kacper ma inne zdanie:
- Pipo! - mówi z pełnym przekonaniem i dla potwierdzenia kiwa głową.
Osobliwy sposób serwowania piwa...

Raz ojciec usiadł przed telewizorem z butelką piwa. Kacper się przysiadł, żywo zainteresowany napojem. Dostrzegł napis na metce i literować zaczął. Nawet dość adekwatnie: W - A - R - K - A
- To jak to będzie razem? Jakie słowo? - egzaminuje go ojciec.
- Pipo!




Komentarzy: 4 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2010-06-17 12:46:45
Kacper mówi

Bystre i szybkie oko Kacpra nastawiło się ostatnio na wyszukiwanie w otoczeniu wszelkich ubytków i ułomności. I tak nasze spacery przestały się kręcić wokół samochodów. Na celowniku są wyszczerbione krawężniki, zapadnięte płyty chodnikowe, popękane płytki na schodach, dziury, rysy, plamy. Na określenie tego wszystkiego syn mój ma jedno słowo: ’tutute’ czyli ’popsute’ wypowiadane wysokim, żalem zabarwionym głosikiem.
Do jednego z domów w okolicy prowadzą dość wysokie i szerokie schody, które ostatnio przechodziły remont polegający na wymianie pokrywających je ceramicznych płytek. Stare pokrycie zostało zerwane i przez jakiś czas świeciło tam gołym odrapanym betonem. Ilekroć przechodziliśmy obok, Kacper żalił się na opłakany stan okaleczonych schodów. Potem płytek stopniowo przybywało, wciąż jednak były częściowo ’popsute’. Aż w końcu nadszedł taki dzień, że ujrzeliśmy je w całości odnowione. Kacper aż przystanął, zapatrzył się na to cudo i w końcu orzekł: ’Tutute no na’ - w dosłownym tłumaczeniu ’popsute nie ma’ - takie kacpryjskie przeczenie :)

Czasem pada. Podczas deszczu, Kacper lubi skonstatować ’tata tesz’ (’pada deszcz’). Również kiedy puszczam dla niego bańki mydlane, które najpierw kłębią się wysoko pod sufitem, a następnie opadają powoli na stojące z zadartą głową dziecko - wtedy też ’tata tesz’. A czasem nie pada i pojawia się komentarz - ’Tata tesz no na’, wiadomo, konstrukcja przecząca.

Przywożę go z przedszkola. Parkuję samochód, gaszę silnik.
- Ołesz tati! - konstatuje Kacper.
Koniec jazdy :)

W upalny dzień siadamy w okolicy sklepu i wręczam Kacprowi loda na patyku. Bierze i stwierdza stan faktyczny:
- Tateł e toti. Kacper ma lody.

Przy stole K. skończył picie. Odstawia szklankę i odkrywczo informuje świat:
- Pipipeś!
Wypiłeś.
Normalka, że mówi o sobie w drugiej osobie.

Po przebudzeniu Kacper standardowo pyta o tatę.
- Tata jest w łazience - odpowiadam jednego razu. - O, właśnie wychodzi!
- Tata totał! - mówi Kacper.
Tata kąpał.

Na placu zabaw znalazł plastikową foremkę w kształcie rybki. Ujął w dłonie, podniósł na wysokość swoich oczu i przesunął kilka razy falującym ruchem w prawo i w lewo, po czym skonstatował z zadowoleniem:
- Iłje!
Płynie.
- Kto płynie? - pytam.
- Pipa!
Ryba, oczywiście :))

Ojciec pokazuje synowi miseczkę z jogurtem i chwali się oszczerczo:
- Mam lody!
Kacper łapie haczyk. Słowo ’lody’ elektryzuje, dziecko zastyga z otwartą buzią wpatrzone w zawartość naczynia. Mijają dwie-trzy pełne napięcia sekundy. Widać, że młody wysilił synapsy i odkrył ojcowskie oszustwo, bo woła wskazując palcem na jogurt:
- Pupa!
Zupa :)

Jednego dnia na chwilę zabrałam dziecko na swoją uczelnię. W budynku głównym jest wielki hol, a w nim na ścianie - ogromne godło państwowe. Kacper przystanął, ocenił ’obrazek’ i wskazując nań palcem rzekł z przekonaniem:
- Ko-ko!
Nasz dumny koronowany orzeł zdał się mu na kształt kury...

A oprócz tego, że mówi, wygląda jak siedem nieszczęść.
Zaczerwienione i spuchnięte oko - to po ataku wściekłego moskita na powiekę.
Rozbite oba kolana - wynik upadku na przedszkolnym placu zabaw, w pierwszym dniu, kiedy poszedł tam w spodniach przed kolano. Jak mnie zapewniła pani Marylka, Kacper zniósł wypadek dzielnie - nie płakał, skarżył się tylko słabym głosikiem, że boli. Nie płakał, kiedy krew spływała po nogach, ani podczas dezynfekcji ran - rozdarł się strasznie dopiero, kiedy panie na rany przykleiły plaster. Wtedy dopiero krzywda wielka go spotkała.
Mnogość siniaków i zadrapań na kończynach - geneza ogólnie nieznana.
Do tego straszny kaszel, katar po pas i okresowo stan podgorączkowy.



Komentarzy: 2 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2010-06-15 11:16:25
Florek, Vigo, Zuzia...

Kacper wcale nie był zachwycony planem długoweekendowego wyjazdu do Dziadków. Krzywił się i chrząkał wyrażając dezaprobatę dla roztaczanych przeze mnie perspektyw świetnie spędzonego czasu. Kiedy spakowany samochód czekał pod domem i wystarczyło tylko założyć buty i wybrać się w drogę, odmówił opuszczenia domu i schował się w kącie swojego pokoiku. Ostatecznie udało się go namówić i pojechaliśmy i, na szczęście, w momencie wyjazdu synowskie fochy się skończyły. W podróży wszystko jest dla Kacpra fascynujące, nie przeszkadza mu ciasnota fotelika, konieczność siedzenia w jednym miejscu ani fakt, że kierowca nie będzie w każdej nanosekundzie dostępny na jego zawołanie. Kacper od dawna pasjonuje się literami, cyframi, piktogramami, a ostatnio zyskały one dla niego zupełnie inny wymiar wraz z pojawieniem się umiejętności wypowiadania. Bite trzy godziny jazdy był zatem zajęty wyszukiwaniem w otoczeniu znajomych znaków oferowanych przez napisy na pojazdach, bilbordach, tablicach, szyldach. No dobrze, zrobił sobie piętnastominutową przerwę na drzemkę. W każdym razie podróż minęła sympatycznie i szybko jak z bicza trzasł, a koniec nie był, jak zwykle bywało, żałosny. Okazało się bowiem, że Kacper postanowił zarzucić tradycję witania domostwa Strasznych Dziadków i jego mieszkańców kilkunastominutowym płaczem. Zamiast tego witał się z każdym swoim gromkim ’cześć’ i dla każdego miał uśmiech i przygotowany do cyknięcia fotki aparat :)

 
(fotka autorstwa cioci Ani)

Szczególnymi względami Kapsla-fotografa cieszył się Florek, który przybłąkał się tej wiosny, a wcześniej chyba sporo przeszedł, bo jest, delikatnie mówiąc, dość nieufny.


 
No, i Vigo, terier jakiś tam, nowy towarzysz cioci Edyty i wujka Huberta. Cudny!

 


Główną bohaterką weekendu była jednak nasza Zuzanka, która w sobotę przyjęła Chrzest Święty. W ażurowej czapeczce i białej prostej szatce wyglądała aniołkowo i tak się zachowywała. Niespeszona uroczystością w kościele i w domu cierpliwie znosiła wszystkie rytuały i skierowane na nią zainteresowanie rodzinnego tłumu:) Jedyne co odrobinę ją konfundowało, to sukienka uniemożliwiająca spełnianie się w nowo zdobytej umiejętności raczkowania. A Kacper, oczywiście, nie rozstawał się z fotoaparatem!
 

(pstrykała ciocia Ania)

 
 
 
Komentarzy: 4 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2010-06-10 13:02:40
Nie ma :)

- Nie ma Kacpra! - rzecze ojciec, bezczelnie prosto dziecku w oczy.
Dziecko na jeden moment przybiera spanikowaną minę.
Po sekundzie jednak już wie, co zrobić - biegnie do przedpokoju, staje przed lustrem i widząc swoje odbicie woła:
- Eeeeś!
Jest, przecież.

 

Komentarzy: 4 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2010-06-02 16:33:10
O labilności, przy jedzeniu, na przykład :)

Wcale nie w porze posiłku:
- Esz! - komenderuje Kacper stając przede mną.
- Jeść? Dobrze, znajdziemy ci coś do zjedzenia.
- Esz! Esz! Esz! - i podskakuje jak kozłowana piłeczka.
Idziemy do kuchni, a tam są dwa adresy. Albo szafka spożywcza albo lodówka.Tym razem wybiera lodówkę. Otwieramy i Kacper ocenia zawartość.
- Ało - obwieszcza swój wybór.
- Dobrze, ugotujemy jajo
- Ało! Ało! Ało! - znów jak piłeczka.
Garnek, woda, płomień. Na jajko trzeba kilka minut poczekać - tego Kacper nie przewidział.
- Taj! - woła. Daj, już! teraz!
Tłumaczę, ale to na nic. Już buzia w podkówkę, Kacper zawodzi smętnie wzywając jajo.
Tu trzeba sposobem. Najlepszym jest odwrócenie uwagi.
- A może dać ci pić?
To zawsze działa.
- Piś! Piś! Piś! - z podskokami, naturalnie.
Szklanka, sok.
- Pij.
Pije. Za chwilę jakaś niesforna kropla wymyka się z naczynia, spływa po brodzie i spada Kacprowi na koszulkę. Plama ma jakieś pół centymetra średnicy.
- Tołte! - płacze Kacper szarpiąc ubranie.
- Wcale nie mokre. Ja tu nie widzę nic mokrego. - Kłamię. Jak z nut. Na próżno jednak. Już ściąga z siebie bluzkę. Zaplątał się jak zwykle.
- Iła! - krzyczy. To kacpryjskie wezwanie pomocy.
Pomagam.
Wypija resztę, a potem zjada jajko.
Do jajka życzy sobie majonez.
Z gołego brzucha łatwiej go zmyć niż z tkaniny, więc ostatecznie pomysł rozebrania się był nienajgorszy.

A tu z serii Spełniamy marzenia czytelników, na życzenie Oskarkowej - gotujące się jaja w szalonym obiektywie Kapsla:


 

Komentarzy: 4 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2010-05-28 15:14:46
Fotomania


Od kilku dni dwa ulubione słowa Kacpra to ‘tata’ i ‘mamom’. Bynajmniej nie chodzi mu o mamę, pomimo fonologicznych, i nie tylko takich, konotacji. Kacper ma na myśli telefon taty, a ściślej będący jego częścią aparat fotograficzny. Cyka dziecko zdjęcia i odebrało mi bardzo szybko rolę przodującego w rodzinie fotografa, którą dzierżyłam pilnie dokumentując nasze codzienne życie. Kacper jest w tym o niebo lepszy ode mnie, mnie, na przykład nigdy nie przyszło do głowy fotografować zawartości lodówki, gotujących się na kolację jajek, wody puszczonej z kranu, wnętrza sedesu, że wymienię tylko kilka pomysłów młodej głowy…

Raz ojciec pozwolił synowi na spacer telefon zabrać. Sam został w domu, a my wyruszyliśmy na fotograficzny podbój osiedla. Nikomu nie przepuścił. Znajomy czy nie, dziecko czy dorosły, kto się znalazł obok, na tego Kacper bezczelnie z telefonem nacierał i pstryk! foto gotowe.

Na szczęście nikt nie protestował. Jedna pannica z huśtawki się chwilowo zbuntowała.

- Proszę pani! A on mi robi zdjęcie! – rzuciła do mnie oburzonym tonem.

- Kacper! – zainterweniowałam. – Dziewczynka nie chce zdjęć. Daj spokój z tym aparatem.

Ale pannica już zmieniła zdanie.

- Wcale nie! Niech robi, a ja się będę do niego uśmiechać.

Nawyczyniała póz i min przeróżnych, a Kacper jej zdjęć napstrykał.

Oprócz portretów osób, na szczególną uwagę Kacpra zasłużyły wszelkie obiekty małej architektury – ławki, kosze na śmieci, latarnie.

No i sfotografował prawie każdy samochód na osiedlowym parkingu. Zatrzymywał się przed takim pojazdem, nazwę marki wymieniał, dotykał lekko palcami znaczka i własną rękę na nim fotografował.

Przy okazji mała lekcja kacpryjskiego: nazwy marek samochodów

toto-ta

toda

meum-uuu

niman

mamamen

umtaj

toteł

af

of

memo

i mój ulubiony – mamtedes. I jeszcze kilka, których w tej chwili nie odtworzę. A teraz niech się czytelnik pogłowi nad odpowiednikami :)

Czasem się Kacper na poważniejszy sprzęt fotograficzny przestawia i przejmuje mój aparat. Podczas naszej zeszłoniedzielnej wizyty w zoo przez dwie i pół godziny maszerował dzielnie na własnych nogach z uwieszonym na szyi kilogramowym urządzeniem. Ani jęknął. Strasznie był przejęty, że może robić zdjęcia zwierzętom. Oczywista, ludziom też nie darował, a najbardziej ryczącym dzieciom.

Zdjęcia trzeba było mocno przebrać, ale i tak w galerii jest masa zwierzęcych portretów w wykonaniu Kacpra.

Tutaj tylko jedno, a na nim ’mimim


Komentarzy: 8 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2010-05-22 0:31:54
O pewnym śnie i jego skutkach :)

Pewnego dnia w listopadzie zeszłego roku przybyliśmy z Kacprem na zajęcia do poradni i ledwie przekroczyliśmy próg, już jedna z terapeutek przekazała nam nowinę. Taką mianowicie, że Olga, logopedka Kacpra, miała sen. Śniło jej się, że Kacper zaczął mówić. Chwilę później dowiedziałam się, że sny Olgi nader często bywają prorocze i można się spokojnie nastawić, że tym razem również tak będzie.
Faktem jest, że ledwie miesiąc minął i Kacper wypowiedział swoje pierwsze słowo. Sen to sprawił czy nie, sława Olgi jako prorokini urosła jeszcze bardziej :))
A teraz ma Olga za swoje, bo Kacper się z Olgą pokłócił.
Poszło o zjeżdżalnię służącą w poradni do wszelakich ćwiczeń ale i trochę do zabawy. Kacper ją uwielbia i gdyby nie stawiać mu granic, zjeżdżałby przez całe zajęcia albo i dłużej.
- Możesz zjechać dwa razy - powiedziała Olga.
Kacper skorzystał z pozwolenia - zjechał raz, zjechał drugi, i do trzeciego razu się już zabierał.
- Koniec! - zarządziła Olga. - Miało być tylko dwa razy.
- Tii!! - zawołał  Kacper. Trzy!!
- Dwa.
- Tii!! - jeszcze głośniej.
Olga pozostała nieugięta. Stanęło na tym, że zjeżdżalnia powędrowała za drzwi, a Kacper się obraził. Taka to kłótnia była :))

(A Kacper pięknie się ostatnio obraża. Nie wrzeszczy, nie piszczy, nie płacze, tylko kładzie się tam gdzie stoi, policzek do zimnego podłoża przytula, oczy przymyka i 'pii' rzecze, znaczy, że on teraz spać będzie.)

  
Komentarzy: 3 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
2010-05-10 17:20:34
- Policz...

...kropki na biedronce - proponuję synowi. Siedzimy akurat nad malowanką. Bo Kacper znowu lubi malować, po bez mała dwuletniej przerwie:)
I Kacper liczy:
- Memem, ta, ti, tidi, tiś, - i ostatnia kropka - esz!
Dalej też potrafi, jeśli trzeba. Dalej jest dwójkami: siedem i osiem to memem i ....... memem, i jeszcze tidiś, tidiś, tata, tata.
Do dwunastu sam policzy :))
Do tego w języku obcym :))))
 

Komentarzy: 4 (Komentarze)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Archiwum:
2007: marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec
 
 
 
WAżNE DATY

22 marca 2006 godz.17.10
NARODZINY KACPRA

18 lutego 2007
PIERWSZE KROKI - DWA :)
 
1 grudnia 2009
 KACPER ZOSTAJE PRZEDSZKOLAKIEM

28 grudnia 2009
WYCZEKANE PIERWSZE SŁOWO: TATA:)
 

Moją stronę odwiedziło 47855 gości.