« Poprzedni blog Następny blog »

Załóż teraz swojemu dziecku rodzinny pamiętnik

Blog kacper na www.smyki.pl

 







 

 

                      
 
- Bry i Bubu :: - Duszek Tymuś :: - Dwa smyki :: - Dzieci sprawne inaczej :: - Gosia i Ania :: - Gucio i Hela :: - Haniołek, Brumiś i Spółka :: - Hanka :: - Kuba i Kamil :: - Lęki, jęki i Potwory :: - Malina i Mati :: - Martynia i Michaś :: - Martyśka i Kuba :: - Mazusy :: - Melek Elemelek :: - Monsterowo :: - Motyle Oskara :: - Nie-zapominajki :: - Nikusiowe życie :: - Notki Mamrotki :: - Pamiętnik Maćka K. :: - Patrycja i Wojtuś :: - Rybi brulion :: - Ulotne chwile :: - W Starogardzie :: - Wiola i Ninka :: - Wiola z Szymciem :: - WP :: - Zapiski Magdy :: - Zegarka i Karolinka :: - Zeszydło z worka :: - Zimnoblog :: - Zuziaczek ::


Strona główna Galeria zdjęć Strona o mnie Księga gości


 









 
 


2010-08-30 23:46:00

Dylemat



Kacper najchętniej korzysta z huśtawki wtedy, kiedy jest zajęta. Tym razem oba siedziska okupowały Sandra i Lena, blondynka i brunetka, urocze dwulatki. Dla Kacpra to żaden problem, że zajęte. Zawsze pakuje się 'na trzeciego', zasiadając na środku. Teraz jednak coś go wyraźnie powstrzymywało. Zatrzymał się w niewielkiej odległości. Następnie podniósł rękę i wskazał palcem w stronę Leny.
- ? - wygłosił zapytanie, przeniósł palec na Sandrę i dokończył - czi tą?
Dylemat zawisł w powietrzu. Wymieniłam rozbawione spojrzenia z opiekującym się obiema dziewczynkami tatą Lenki.
Jeszcze sekunda, dwie i:
- !! - obwieścił w końcu Kacper celując ręką w Lenę.
Następnie usiadł na środku huśtawki.
Twarzą do Leny.
Sandrze bez skrupułów pokazał plecy.




Komentarzy: 2 (Komentarze)

_____________________________________________________________________



2010-08-28 15:54:00

A co jada Kapsel...



Skoro już zaczęłam o jedzeniu, wspomnę o ostatnim ulubionym zestawie śniadaniowym Kacpra

Kanapka z dżemem pomarańczowym. I z parówką...

Parówka w łapkę, zanurza końcówkę w dżemie, zajada.

Mówi, że dobre :)




Komentarzy: 5 (Komentarze)

_____________________________________________________________________



2010-08-26 3:36:00

Co jedzą rodzice...



Ojciec operuje wykałaczką w przestrzeniach międzyzębowych. Widząc to, Kapsel woła z przejęciem: - Tata je taticiek!

Innego razu matka wcina kanapkę z żółtym serem. Kapsel wystawia palec wskazujący i komentuje: - Mama je ułi!

Słowo wyjaśnienia: ojciec jada patyczki, matka zaś - dziury :)




Komentarzy: 3 (Komentarze)

_____________________________________________________________________



2010-08-20 9:21:00

O czym by tu...



Może o tym, że czuję się wymiętoszona przez obecne lato. Upały doprowadzają mnie do stanu najwyższej irytacji (co to się dzieje? nie wiem , ale tak wcześniej nie bywało). Chwilowe ochłodzenia witam jako zbawienne. Wczoraj z przyjemnością wyciągnęłam z czeluści szafy sweter, dziecko przyoblekłam w bluzę z kapturem i ruszyliśmy zadowoleni w iście jesienną mżawkę. Obserwować ślimaki, które w deszczowe dni tłumnie wylegają na osiedlowe chodniki. Kacper jest nimi zafascynowany. - Simak! - woła co chwila pochylając się nisko nad kolejnym odkrytym mięczakiem. Spostrzegawczy jest.

Dzisiejsze przedpołudnie - ciepłe, słoneczne, ale już takie nieletnie, melancholijnie zabarwione. A potem jak lunęło, jak zawiało, zagrzmiało. W rezultacie na przedwieczornym spacerze sweter to już było za mało. Zimno było przenikliwie. I co? I naturalnie zatęskniłam za skwarem :)) Kacprowi zimno nie przeszkadzało, do domu wracać nie chciał nawet kiedy się już porządnie ściemniło. To teraz standard. Ja wspominam o powrocie, on momentalnie staje okoniem. Fuka z niezadowoleniem i marszczy nos. Ani myśli się podporządkować. Próbuje negocjacji. Ja mówię: - Niedługo idziemy do domu. On na to: - Na kuki mam pabap! (Na drugi plac zabaw!)
Ciężko go ściągnąć z dworu.

Razu jednego rozpętała się burza. Pioruny biły już bezpośrednio nad naszymi głowami, a Kapsel ociągał się z powrotem do domu. Jechał na rowerze. Trzeba dodać, że było to zaledwie na drugi dzień po tym, jak nauczył się wreszcie odpowiedniego nacisku na pedały i po raz pierwszy pojechał samodzielnie. Dlatego też szło mu bardzo mozolnie, dużo wolniej niż gdyby szedł pieszo. Dodatkowo co chwila się zatrzymywał, żeby podziwiać kredowe rysunki, którymi dzieciaki zasmarowują chodniki między blokami. Nic że deszcz się na nas lał obficie, nic że błyskawice. Ja miałam pietra, a Kacper - luz! Poganiam go, mówiąc, że jest burza, a on na to najspokojniej w świecie: - Ne ma buszi. - Ja do niego, że deszcz, a on, patrząc mi prosto w oczy, że ’uś ne pada’.

Krótko mówiąc, zrobił się lekko bezczelny :)

Ale to jest fajne.

Natomiast jest coś, co wprost mnie wyprowadza z równowagi.

Echolalia.

- Chcesz coś do picia, Kacperku? - pytam, na przykład.

- Esz oś do picia, Tatsejku? - odpowiada mi Kacper.

I tak kilkadziesiąt razy dziennie, przy różnej maści wypowiedziach, głównie pytaniach właśnie.

A ja mam ochotę rwać włosy z głowy. Taki niby drobiazg, a mnie zjada ;/


Na koniec, żeby nie było zbyt smętnie - wnikliwy obserwator podwarszawskiej flory:







Komentarzy: 2 (Komentarze)

_____________________________________________________________________



2010-07-29 14:38:41

Po jakiemu on mówi



Czas leci. Nam upływa na spacerowych wyprawach do parku, do lasu, na plac zabaw albo na drugi plac zabaw (’kuki mam pabab’ jak mówi Kacper ) ewentualnie do centrum handlowego. Nasze dziecko uwielbia centra handlowe :)

- Neneny ko keku - mówi. - Jechaś kukiem. (Jedziemy do sklepu. Jechać wózkiem)

- A mosze na tatej? - proponuje innym razem. Na spacer :)

I komentuje wszystko, co widzi.

- Mama piłje kałe! (Mama pije kawę)
- Tata szałoszi kuke! Na szuszek! (Tata założy bluzkę. Na brzuszek)
- Titika poszet mo momu! (Dziewczynka poszedł (sic!) do domu)
- Kokik edje o łoferze! (Chłopczyk jedzie na rowerze)

i tak dalej...

Tak sobie lekką ręką piszę te tłumaczenia z kacpryjskiego i zapewne czynię wrażenie, że wiem doskonale co w każdym momencie Kacper mówi. No cóż, prawda jest taka, że spędzam długie minuty na rozszyfrowywaniu coraz to nowych słów i słówek.

Przypomniało mi się, jak jeszcze w czerwcu poszliśmy na zajęcia do logopedy i Kacper na widok Olgi siedzącej przy stole zawołał coś na kształt: Łołołi!
Nagłowiłyśmy się mocno i wielce skomplikowaną drogą rozumowania doszłyśmy do wniosku, że chodziło Kacprowi o ’czerwony’ kolor, na który Olga miała pomalowane paznokcie u stóp :)
Prawdziwe znaczenie odkryłam dzień później, kiedy weszliśmy do sklepu. Kacper powiedział swoje ’łołołi’, a mnie uderzyła oczywistość jego zawołania. Przecież to ’dzień dobry!’

Tak. Kacpryjski to prawdziwa łamigłówka. I wcale się nie zdziwiłam pewnego dnia na placu zabaw.
Kacper codziennie robi rundkę przed ustawionymi tam ławkami i wita się z każdą osobą. Jednym tylko podaje rękę, innym mówi ’cześć’, a jeszcze innym ’dzień dobry’, które brzmi teraz jak ’dełołi’ (Mowa Kacpra, na szczęście, ewoluuje i chyba nawet w prawidłowym kierunku.)

- Dełołi - powiedział więc Kacper do pewnej pani.

Stwierdzam, że pani jest bardzo zdolna, bo zrozumiała od razu Kacprowe przywitanie.

- Dzień dobry - odpowiedziała.

Kacper usatysfakcjonowany poszedł do zabawy, a córka zagadniętej wcześniej pani spytała:  - Mamo, a po jakiemu on mówi?

Heh, to pytanie musiało wcześniej czy później paść :D


***
Dla ciekawych, co u rodziców.
Nasze sprawy uczelniane powiodły się, jak najbardziej. Ojciec został inżynierem, a ja zdałam wreszcie egzamin-koszmar. Co za ulga!







Komentarzy: 5 (Komentarze)

_____________________________________________________________________



2010-07-02 11:12:50

Wakacje



W środę Kacper pożegnał na dwa wakacyjne miesiące przedszkole. Zabraliśmy wszystkie rzeczy z szatni. Dostaliśmy teczkę z rysunkami, których przez siedem miesięcy zebrało się... aż cztery :) To znaczy, że tyle razy udało się namówić Kacpra, żeby usiadł do stolika podczas zajęć plastycznych. Ja i tak byłam mile zaskoczona, bo dotychczas byłam świadoma tylko jednego malunku, którego dopatrzyłam się kiedyś na ściennej wystawie obok szatni i oczywiście z dumą sfotografowałam.
O:


 
Oczywiście, nie mam złudzeń, że to samodzielna praca, ale i tak z radością skonstatowałam, że drzewo podpisane imieniem mojego syna było najładniejsze z całej grupy :))

Oficjalne zakończenie roku w przedszkolu odbyło się trochę wcześniej, bo w połowie czerwca. Dzieci wystawiły przedstawienie, podczas którego, jak zapowiedziała jedna z wychowawczyń, miały pokazać jak wspaniałych rzeczy nauczyły się podczas mijającego roku. Kacper, przebrany za drzewko, pokazał jedynie tyle, że potrafi nie rzucać się w oczy :) Miał tańczyć, gestykulować, itp., a tymczasem usiadł sobie w kącie, na wpół schowany za swoją panią Patrycją i jego występ ograniczył się do przebywania na scenie :) Za to inne dzieci naprawdę brawurowo odegrały historię Czerwonego Kapturka, babci, wilka i gajowego. A najciekawsze okazało się zakończenie, kiedy wilk - w tej roli Wojtuś - wygłaszając ostatnią kwestię przedstawienia zamilkł nagle. Jedna z przedszkolanek szepnęła mu teatralnie, żeby dokończył zdanie. - A mnie się już nie chce! - zawołał na to Wojtuś-wilk, który, fakt, wiele przeszedł na scenie i miał prawo być zmęczony. Po tymże okrzyku, ukłonił się, a za nim pozostali aktorzy :))

Kacper rozpoczął więc wakacje. Ale tylko Kacper. Rodzice Kacpra bowiem zmagają się wciąż z uczelniami. Ojciec ma w poniedziałek obronę pracy dyplomowej. Ja zaś w przyszłą sobotę mam nadzieję zdać egzamin, którego od trzech lat zdać nie mogę. Może się w końcu uda.

Na razie lato spędzamy na osiedlu korzystając z porozrzucanych między blokami spłachetków zieleni, namiastek łąki i lasu.


 


 
 



Komentarzy: 3 (Komentarze)

_____________________________________________________________________



2010-06-27 12:49:36

Piwo



Studiujemy z Kacprem pewien obrazek. Na obrazku stoliczek, na stoliczku spodeczek i filiżanka, w filiżance - według mnie - kawa
Kacper ma inne zdanie:
- Pipo! - mówi z pełnym przekonaniem i dla potwierdzenia kiwa głową.
Osobliwy sposób serwowania piwa...

Raz ojciec usiadł przed telewizorem z butelką piwa. Kacper się przysiadł, żywo zainteresowany napojem. Dostrzegł napis na metce i literować zaczął. Nawet dość adekwatnie: W - A - R - K - A
- To jak to będzie razem? Jakie słowo? - egzaminuje go ojciec.
- Pipo!







Komentarzy: 4 (Komentarze)

_____________________________________________________________________



2010-06-17 12:46:45

Kacper mówi



Bystre i szybkie oko Kacpra nastawiło się ostatnio na wyszukiwanie w otoczeniu wszelkich ubytków i ułomności. I tak nasze spacery przestały się kręcić wokół samochodów. Na celowniku są wyszczerbione krawężniki, zapadnięte płyty chodnikowe, popękane płytki na schodach, dziury, rysy, plamy. Na określenie tego wszystkiego syn mój ma jedno słowo: ’tutute’ czyli ’popsute’ wypowiadane wysokim, żalem zabarwionym głosikiem.
Do jednego z domów w okolicy prowadzą dość wysokie i szerokie schody, które ostatnio przechodziły remont polegający na wymianie pokrywających je ceramicznych płytek. Stare pokrycie zostało zerwane i przez jakiś czas świeciło tam gołym odrapanym betonem. Ilekroć przechodziliśmy obok, Kacper żalił się na opłakany stan okaleczonych schodów. Potem płytek stopniowo przybywało, wciąż jednak były częściowo ’popsute’. Aż w końcu nadszedł taki dzień, że ujrzeliśmy je w całości odnowione. Kacper aż przystanął, zapatrzył się na to cudo i w końcu orzekł: ’Tutute no na’ - w dosłownym tłumaczeniu ’popsute nie ma’ - takie kacpryjskie przeczenie :)

Czasem pada. Podczas deszczu, Kacper lubi skonstatować ’tata tesz’ (’pada deszcz’). Również kiedy puszczam dla niego bańki mydlane, które najpierw kłębią się wysoko pod sufitem, a następnie opadają powoli na stojące z zadartą głową dziecko - wtedy też ’tata tesz’. A czasem nie pada i pojawia się komentarz - ’Tata tesz no na’, wiadomo, konstrukcja przecząca.

Przywożę go z przedszkola. Parkuję samochód, gaszę silnik.
- Ołesz tati! - konstatuje Kacper.
Koniec jazdy :)

W upalny dzień siadamy w okolicy sklepu i wręczam Kacprowi loda na patyku. Bierze i stwierdza stan faktyczny:
- Tateł e toti. Kacper ma lody.

Przy stole K. skończył picie. Odstawia szklankę i odkrywczo informuje świat:
- Pipipeś!
Wypiłeś.
Normalka, że mówi o sobie w drugiej osobie.

Po przebudzeniu Kacper standardowo pyta o tatę.
- Tata jest w łazience - odpowiadam jednego razu. - O, właśnie wychodzi!
- Tata totał! - mówi Kacper.
Tata kąpał.

Na placu zabaw znalazł plastikową foremkę w kształcie rybki. Ujął w dłonie, podniósł na wysokość swoich oczu i przesunął kilka razy falującym ruchem w prawo i w lewo, po czym skonstatował z zadowoleniem:
- Iłje!
Płynie.
- Kto płynie? - pytam.
- Pipa!
Ryba, oczywiście :))

Ojciec pokazuje synowi miseczkę z jogurtem i chwali się oszczerczo:
- Mam lody!
Kacper łapie haczyk. Słowo ’lody’ elektryzuje, dziecko zastyga z otwartą buzią wpatrzone w zawartość naczynia. Mijają dwie-trzy pełne napięcia sekundy. Widać, że młody wysilił synapsy i odkrył ojcowskie oszustwo, bo woła wskazując palcem na jogurt:
- Pupa!
Zupa :)

Jednego dnia na chwilę zabrałam dziecko na swoją uczelnię. W budynku głównym jest wielki hol, a w nim na ścianie - ogromne godło państwowe. Kacper przystanął, ocenił ’obrazek’ i wskazując nań palcem rzekł z przekonaniem:
- Ko-ko!
Nasz dumny koronowany orzeł zdał się mu na kształt kury...

A oprócz tego, że mówi, wygląda jak siedem nieszczęść.
Zaczerwienione i spuchnięte oko - to po ataku wściekłego moskita na powiekę.
Rozbite oba kolana - wynik upadku na przedszkolnym placu zabaw, w pierwszym dniu, kiedy poszedł tam w spodniach przed kolano. Jak mnie zapewniła pani Marylka, Kacper zniósł wypadek dzielnie - nie płakał, skarżył się tylko słabym głosikiem, że boli. Nie płakał, kiedy krew spływała po nogach, ani podczas dezynfekcji ran - rozdarł się strasznie dopiero, kiedy panie na rany przykleiły plaster. Wtedy dopiero krzywda wielka go spotkała.
Mnogość siniaków i zadrapań na kończynach - geneza ogólnie nieznana.
Do tego straszny kaszel, katar po pas i okresowo stan podgorączkowy.






Komentarzy: 2 (Komentarze)

_____________________________________________________________________



2010-06-15 11:16:25

Florek, Vigo, Zuzia...



Kacper wcale nie był zachwycony planem długoweekendowego wyjazdu do Dziadków. Krzywił się i chrząkał wyrażając dezaprobatę dla roztaczanych przeze mnie perspektyw świetnie spędzonego czasu. Kiedy spakowany samochód czekał pod domem i wystarczyło tylko założyć buty i wybrać się w drogę, odmówił opuszczenia domu i schował się w kącie swojego pokoiku. Ostatecznie udało się go namówić i pojechaliśmy i, na szczęście, w momencie wyjazdu synowskie fochy się skończyły. W podróży wszystko jest dla Kacpra fascynujące, nie przeszkadza mu ciasnota fotelika, konieczność siedzenia w jednym miejscu ani fakt, że kierowca nie będzie w każdej nanosekundzie dostępny na jego zawołanie. Kacper od dawna pasjonuje się literami, cyframi, piktogramami, a ostatnio zyskały one dla niego zupełnie inny wymiar wraz z pojawieniem się umiejętności wypowiadania. Bite trzy godziny jazdy był zatem zajęty wyszukiwaniem w otoczeniu znajomych znaków oferowanych przez napisy na pojazdach, bilbordach, tablicach, szyldach. No dobrze, zrobił sobie piętnastominutową przerwę na drzemkę. W każdym razie podróż minęła sympatycznie i szybko jak z bicza trzasł, a koniec nie był, jak zwykle bywało, żałosny. Okazało się bowiem, że Kacper postanowił zarzucić tradycję witania domostwa Strasznych Dziadków i jego mieszkańców kilkunastominutowym płaczem. Zamiast tego witał się z każdym swoim gromkim ’cześć’ i dla każdego miał uśmiech i przygotowany do cyknięcia fotki aparat :)

 
(fotka autorstwa cioci Ani)

Szczególnymi względami Kapsla-fotografa cieszył się Florek, który przybłąkał się tej wiosny, a wcześniej chyba sporo przeszedł, bo jest, delikatnie mówiąc, dość nieufny.


 
No, i Vigo, terier jakiś tam, nowy towarzysz cioci Edyty i wujka Huberta. Cudny!

 

Główną bohaterką weekendu była jednak nasza Zuzanka, która w sobotę przyjęła Chrzest Święty. W ażurowej czapeczce i białej prostej szatce wyglądała aniołkowo i tak się zachowywała. Niespeszona uroczystością w kościele i w domu cierpliwie znosiła wszystkie rytuały i skierowane na nią zainteresowanie rodzinnego tłumu:) Jedyne co odrobinę ją konfundowało, to sukienka uniemożliwiająca spełnianie się w nowo zdobytej umiejętności raczkowania. A Kacper, oczywiście, nie rozstawał się z fotoaparatem!
 

(pstrykała ciocia Ania)

 
 
 



Komentarzy: 4 (Komentarze)

_____________________________________________________________________



2010-06-10 13:02:40

Nie ma :)



- Nie ma Kacpra! - rzecze ojciec, bezczelnie prosto dziecku w oczy.
Dziecko na jeden moment przybiera spanikowaną minę.
Po sekundzie jednak już wie, co zrobić - biegnie do przedpokoju, staje przed lustrem i widząc swoje odbicie woła:
- Eeeeś!
Jest, przecież.

 




Komentarzy: 4 (Komentarze)

_____________________________________________________________________


Archiwum:
2007: marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2008: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2009: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2010: styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień
 
 
 
WAżNE DATY

22 marca 2006 godz.17.10
NARODZINY KACPRA

18 lutego 2007
PIERWSZE KROKI - DWA :)
 
1 grudnia 2009
 KACPER ZOSTAJE PRZEDSZKOLAKIEM

28 grudnia 2009
WYCZEKANE PIERWSZE SŁOWO: TATA:)
 

Moją stronę odwiedziło 48339 gości.